| chwila | data: 25.08.2010, godz: 09:47 |
do to jaaa
jeszcze spojrz na wpis 15141 "X" tak właśnie jest w życiu i Duch Św. działa, wiec na pewno jak będzie czas postawi przed Tobą właściwą osobę/osoby, czasem trzeba troche na coś poczekać, ale...
(15080)| chwila | data: 25.08.2010, godz: 09:40 |
do to jaaa
Najważniejsze, że rozumiesz co się dzieje i z tym walczysz...
a jak będziesz mieć czas zwątpienia rozmawiaj ze swoim Aniołem Stróżem i pomyśl, co wiadome, że swoimi negatywnymi myślami ranisz go, ranisz siebie, a najważniejsze ranisz Trójce Św. może to Cie jakoś zmobilizuje do zmiany kierunku
(15079)| Trawiasta, lat 29 | data: 25.08.2010, godz: 09:05 |
Antyx, wlasnie o ten balagan chodzi. Zeby ludziom tak namieszac w glowach zeby przestali uzywac rozumu - bo tam gdzie rozum spi, budza sie demony. A z historii wiemy dobrze jak to sie konczy... Co do Lecha Kaczynskiego mam inne zdanie, ale szanuje Twoje podejscie i mysle ze to nie miejsce zeby jakies watki na ten temat snuc.
Krakow to jest moje miasto ale nie bede sie upierac ze jest najwazniejsze :) historycznie to tutaj byla pierwsza stolica panstwa Polskiego, dopiero Zygmunt Stary postanowil przeniesc ja do Warszawy wlasnie - wiesz, sa rozne plaszczyzny postrzegania "waznosci" miast i miejsc. Ja uwazam ze kazde miejsce w Polsce ma swoj wlasny urok. I bede sie tego trzymac :)
A mnie samej przyda sie modlitwa o uzywanie rozumu, jesli taka znajdziesz to bede wdzieczna. Wiesz co do motywacji do modlitwy - powiedzial mi kiedys jeden ksiadz, ze motywacja jest mniej wazna. Pan Bog wykorzystuje wszystkie sytuacje zeby dotrzec do czlowieka, takze strach.
Ja sie ucze oswajac cierpienie. Ucze sie akceptowac swoja niepelnosprawnosc, bo wiem ze moje oko nigdy nie bedzie juz takie jak kiedys. Ale dzieki temu odkrylam cos zaskakujacego - buntuje sie w tej sytuacji bo przestaje byc idealna, mam jakis uszczerbek, cos co sprawia ze jestem - patrzac po ludzku - "wybrakowanym" egzemplarzem czlowieka. Juz zaczynam miec z tego powodu klopoty w pracy. Chcialabym umiec akceptowac w pelni cierpienie i znalezc dzieki niemu Droge do nieba, umiec je laczyc z cierpieniem Jezusa i umiec oddawac za tych, ktorzy tego potrzebuja. To strasznie trudne, ale - jak inaczej zyc? Nie da sie...
Jeszcze slowo na temat depresji i problemow z nia zwiazanych.
Z mojego doswiadczenia wiem, ze wyjsc z depresji mozna tylko wtedy gdy polaczy sie pomoc specjalisty ziemskiego z pomoca Specjalisty Niebianskiego. Terapia pozwala uregulowac swoje relacje z ludzmi - zrozumiec pewne mechanizmy emocji, poznac lepiej siebie. Kwestia tego jakich mamy w Polsce terapeutow to odmienna sprawa ale i tak w Europie mamy jednych z lepszych. Leki tez pomagaja ale dzialanie lekow ma sie ograniczyc tylko do eliminowania takich reakcji organizmu ktore utrudniaja funkcjonowanie - np reakcje nerwicowe, bezsennosc, nerwobole, nerwowosc, etc. Mozna zartowac z terapeutow i lekow, ale nie zapominajmy ze jestesmy stworzeni jako organizmy zywe, biologiczne i w tej sferze tez sie objawiaja powazne zaburzenia. I to sie przeklada na sfere kontaktow z ludzmi, pracę zawodowa, nauke, relacje z Bogiem... na wszystko. Bardzo duzo dobrego zrobili dla mnie lekarze ktorych Pan Bog postawil na mojej drodze, ale musialam tez troche wysilku w to wlozyc zeby do nich dotrzec. Bo pierwszy kontakt ze specjalistami to byl falstart :) No ale mnie zalezalo na tym zeby wyzdrowiec, wiec szukalam do skutku. Ale najwiecej zrobil dla mnie Jezus - podczas spowiedzi w przedziale pociagu na Lednice... po powrocie do domu wszystko bylo takie same ale juz inne. Jezus naprawde uzdrawia tylko czeka na nasza zgode, bo uzdrowienie - choc tak bardzo pozytywne - czesto zmienia tez to, czego my nie chcemy zmienic.....
dobrego dnia! (15078)| X | data: 25.08.2010, godz: 08:42 |
karina
Zamiast:"taki rodzaj praktyk religijnych",powinno być:"taki sposób praktykowania religii".
(15077)| roxa, lat 25 | data: 25.08.2010, godz: 08:29 |
Witajcie:)
Tak sobie pomyślałam: jesli wszhyscy tu na źródełku pomodlili by się za siebie nawzajem to było by o wiele lepiej :- )
Każdy z nas ma jakieś problemy, zmartwienia, albo chciałby chociaż podziękować za coś. Wiem, że jest skrzynka intencji, ale tak dodatkowo modlitwa za Źródełkowiczów by się przydała, co Wy na to?
Pozdrawiam (15076)| X | data: 24.08.2010, godz: 23:11 |
do kariny
Wygląda na to,ze jesteś osobą,która doświadczyła jakiegoś"bolesnego przeżycia"i miała"kontakty"z psychologiem(psychoterapeutą,psychoanalitykiem?)...
Wydaje się również,że w tej chwili jesteś przekonana,iż to właśnie z.."tej strony"...nadeszła pomoc...Nie sądzę..Myslę,ze akurat Ty nie potrzebowałaś"takiej''pomocy,że poradziłabys sobie bez"wstawiennictwa''osób tamtych profesji...
Tak,jest taki rodzaj pobożności,taki rodzaj praktyk religijnych,ktore prowadzą do depresji i nie tylko....
Farmakologia..?Gdzieś przeczytałem,ze tylko w 1/3-iej przypadków,leki przepisywane przez psychiatrów,przynoszą jakieś tam efekty...
Jeśli rzeczywiście jakis terapeuta udzielił nam odpowiedzi na wiele półprawd(na swój temat),dobrych odpowiedzi,i mysmy je przyjęli,uznali za prawidłowe,to-nie ma cudów!-z czasem sami doszlibyśmy do tego,sami poznalibyśmy te odpowiedzi... (15075)| X | data: 24.08.2010, godz: 22:29 |
do krzysztofa,lat 24
Jeśli ktoś ma"dobry kontakt z Bogiem"(naprawdę),to nie będzie na siłę szukał przyjaciół z którymi"można byłoby porozmawiać..."Bo jeżeli mają się pojawić,to tak się stanie,a jeżeli nie-no to nie...
Może być też tak,że w pewnym momencie Twojego życia,zjawi się jakaś osoba,"przyjaciel..."Z tym kimś sobie"porozmawiasz..."Jednak ten ktoś szybko zniknie z Twojego życia..Ty szybko zrozumiesz,dlaczego tak się stało i już więcej nie będziesz się domagał,nie będziesz"żądał"grona przyjaciół wokół siebie...
A tak prawdę mówiąc:po co Ci oni..?Porozmawiać możesz z każdym napotkanym człowiekiem...Do każdego możesz się uśmiechnąć,każdemu pomóc,każdego.."zauważyć." (15074)| to jaaa | data: 24.08.2010, godz: 21:55 |
im wiecej myśle o sobie tym wiecej zamykam sie na ludzi,zamykam sie na radość.Każda rada jest dobra,za każdą modlitwe dziekuje.Jestem taka młoda a szukam śmierci.Czuje sie na około 100lat.Tak naprawde szukam Chrystusa.Oddając sie Jemu oddajemy sie na radość.Najgorsze jest to że sama siebie pogrążam w takim stanie,tak gdybym tylko zwróciła uwage na innych to prawdopodobnie zapomniałabym o sobie a wtedy...życie nabrałoby sensu.Nie wszystko stracone.Przyznam tylko że to wszystko to skutek grzechu śmiertelnego.Myślałam że to co ofiaruje mi świat jest dobre,modne i tak teraz jest.A szatan perfidnie mnie oszukał i zamiast tego szcześcia w mojej duszy panuje rozpacz.A to też grzech.Czasem trace nadzieje że z tego wyjde.
Musiałam sie wygadać to też pomaga.
pozdrawiam wszystkich i może mniej polityki na tym forum(: (15073)
Witam. Poszukuję ludzi chcących udać się na pielgrzymkę do Częstochowy lub Lichenia.
Okolice Bielska- białej. Wszystko do ustalenia. Wierzę, że kogoś Duch Święty natchnie.
Podam tel. 516 588801 (15072)| antyx | data: 24.08.2010, godz: 21:02 |
Witam dziś krótko raczej,
do Trawiastej - cieszę się , że lubisz wymieniać ze mną myśli.
Ja zasadniczo zajmuję się tutaj wklejaniem modlitw róznych - począwszy od modlitw i szerzenia kultu NSPJ, poprzez egzorcyzmy, modlitwy do Pana Jezusa cierpiącego rózne ostatnio, dziś chciałam wkleić kilka modlitw za kapłanów, za rodzinę jeszcze tu coś wkleję. I to właściwie wszystko. Jeśli chodzi o modlitwę to nie mam ZUPEŁNIE nawyku modlitwy, ale ostatnio przymusowo jestem w domu i zaczęłam się modlić, także ze strachu. Coś trzeba robić, żeby nie oszaleć.
Sprawa krzyża katyńskiego zasadniczo mnie nie interesuje. Jest to dla mnie kilku oszołomów, a media polskie kochają oszołomstwo. Równie dobrze można było z tego zrobić wiadomość lokalną i tyle. Czy całe państwo musi obchodzić krzyż obok Belwederu? On powinien stać w miejscu katastrofy - o ile. Tam go dla mnie być nie musi. Pomnik jakiś? Czemu krzyż. Tam zginęli sami ateiści - Szmajdziński. A Kaczyński? Już tu pisałam, że na moje WCZUCIE SIĘ on jest piętro niżej nieodwołalnie. Był to człowiek, który widział się Piłsudskim, ale nim nie był i nie będzie. Tyle. Może miał marzenie spocząć na Wawelu, ale mężem stanu nie był DLA MNIE na to zasługującym. On w ogóle nie zasłużył na dobre słowo o nim jak dla mnie. Naprawdę. Miał być pochowany w Warszawie i rozsławić Katyń, a on według swych mrzonek pochowan jest w Krakowie i Krakowa - podobnie jak bitwy warszawskiej i PIłsudskiego - nie ma. Ha! I jeszcze jest jedna postać, która Polskę "rozwala" jak dla mnie na Wawelu pochowana. Czy na swoje życzenie to nie wiem, ale nie powinna ta osoba w Krakowie być pochowana bo OSZALEĆ MOŻNA z tego powodu, a nic to nie warte ogólnie. Przez to jest to postać zagmatwana i źle się stało, że przylecieli z nią do Krakowa. Kraków ma lokalne znaczenie czy sie to Krakusom podoba czy nie - historycznie. Oczywiście są światowym zabytkiem architektury o ile się nie mylę i tego im nikt nie odbierze, że są perłą ARCHITEKTURY polskiej i lokalnej , ale historycznie ma Kraków znaczenie dosyć ograniczone i nie pojmuję czemu ta Warszawa nie stara się o jakiś siebie obraz bardziej pozytywny w świecie. Nie sposób tego zrozumieć. Mają ku temu wiele przesłanek, a jedyne co potrafią to kłocić się i nienawidzić za Powstanie Warszawskie. W tym roku jest Smoleńsk i Krzyż to jest ciszej, ale naprawdę nic tam ciekawego nie ma w sensie jakichś pozytywnych wartości i mówienia o czymś pozytywnym - rok 1920 nie, ale 1944 tak. :( A w sumie kto im kazał tak walczył?
Ja osobiście może znowu gorszę, ale jestem umiarkowaną BARDZO patriotką.
Patriotyzm dla mnie to jest trud mój codzienny, a wysyłanie dzieci i nastolatków na wojnę z USA na przykład to jest ale wielki patriotyzm. To jest morderstwo i ludobójstwo nawet jak dla mnie. I tyle.
No i przez to zrobił się straszny bałagan w tej chwili jak dla mnie - nikt już niczego nie wie, nikt niczego nie rozumie. Mnie to nie odpowiada. Ja mam tylko takie pytanie - ciekawe , że ktoś by sie mną przejął gdybym to ja pod tym Belwederem krzyż postawiła. Już by telewizja przyleciała. Akurat. To jedna sprawa. Po drugie - w całej Polsce byłabym sławna - na pewno. A po trzecie - czy tam naprawdę nie ma policji w tej Warszawie? Choć po tym jak GN napisał, że KRZYŻ JEST LEGALNY to mam wrażenie, że do zimy codziennie będzie o krzyżu, a dalej już tylko Smoleńsk ... ?
No cóz.. każdy robi swoje. Ja więc dalej wklejam modlitwy - może znajdę jakąś prośbę o właściwe używanie rozumu. Kto wie?
I tyle.
Pozdrawiam,
antyx (15071) | | karina | data: 24.08.2010, godz: 19:47 |
Marcin to pracujesz..myslalam ze nadal nie..
postaraj sie zdystansować do tych problemów .. róznie bywa..ważne by się nie poddać i przetrwać.. Wszystko to oddaj Bogu.. też sie pomodlę w tej intencji
a co sie dzieje z Larą Monn? pzdr.
(15070)| Marcin | data: 24.08.2010, godz: 18:43 |
Ja przeżywam dziś trudne chwile z powodu problemów w pracy........proszę o modlitwę (15069)
to jaaa będę pamiętać o Tobie w modlitwie. (15068)
X powiem tak a co jeśli ktoś miał dobry kontakt z Bogiem spraw duchowych nie zaniedbywał, natomiast brakowało ludzi z którymi można było by porozmawiać, zaprzyjaźnić się i problemy emocjonalne występowały właśnie mimo dobrego kontaktu z Bogiem.
(15067)
Cześć, mam urlop końcówka września, październik, bez konkretnych planów, może jakaś fajna oferta last minute zwiedzanie + wypoczynek. Zawsze raźniej pojechać z fajną osobą, fajnymi ludźmi. Może ty? (15066)| X | data: 24.08.2010, godz: 11:59 |
do Aldony
Trzeba być właśnie takim-jak to już powiedziałem-psycho-socjo-szarlatanem-nawet domorosłym(to"wystarczy''),aby wszystko,co się powie-absolutnie wszystko-znalazło się w mediach,nawet w tych tzw.publicznych...Na większości forów internetowych także,oprócz katolickich..
(15065)| X | data: 24.08.2010, godz: 11:29 |
Krzysztof
Być moze posługuję się jakimś schematem,czy też schematami,ale dzięki temu właśnie,dzięki temu,iż to nimi się podpieram,nigdy jeszcze-a trochę już żyję-nie zbłądziłem,nie znalazłem się na..."manowcach",nie popełniłem żadnego poważniejszego błędu,nic się za mną nie...ciągnie,nie wlecze...
A Ty to młody jesteś...masz pewnie jakieś ideały..?Piękne może nawet..?Ciekawe jak będą one wyglądały po skonfrontowaniu z rzeczywistością-tą za gdzieś tak,powiedzmy...20 lat...?
Ty również,jak wszyscy,masz swoje poglądy,prawda..?No to powiedz,który z nich jest"nieprawidłowy.."?Wymień chociaż jeden....
A czy ja swoje uważam za''jedyne prawidłowe'?Nie,bo są inni,którzy rownież mają takie same...Więc nie tylko moje są prawidłowe...Może jest też tak,że są osoby mające takie"prawidłowe poglądy",o ktorych nie wiem..(mam na myśli poglądy).Musiałbym je poznać...I,być może,okazałoby się,że,rzeczywiście,są prawidłowe...?
Więc,jak widzisz,wcale nie jestem tu..odosobniony..nie jestem jakimś..dziwolągiem,który coś sobie tworzy,coś wymyśla i każe w to bezmyślnie wierzyć... (15064)| Trawiasta, lat 29 | data: 24.08.2010, godz: 10:40 |
Antyx, dziekuje za bardzo szczera i szeroka odpowiedz. Widzisz to jest minus internetu - ciezko interpretowac czyjas wypowiedz pisana tylko, duze znaczenie ma jednak ta sfera niewerbalna. Probowalam sobie wyobrazic to co piszesz, w wersji rozmowy... Mysle ze szybciej bym pojela sens Twojej wypowiedzi. Nie gniewaj sie ze tak to odebralam, tak po prostu odczytalam Twoje slowa. Dobrze ze mozna to wyjasnic na spokojnie :)
To co piszesz jest trudne. Ale piekne bo mimo tych wszystkich negatywow, trudnosci caly czas wyplywa na pierwszy plan Twoja wielka tesknota do Boga i to szukanie z Nim kontaktu. To prawda, KK potrafi byc skutecznym demotywatorem ale mysle ze na to, czy czlowiek potrafi nawiazac relacje z Bogiem czy nie ma wplyw wiele czynnikow.
U mnie bardzo duzo dobrego zrobilo wychowanie - cale moje dziecinstwo mieszkala z nami babcia Ania, moja ukochana przewodniczka i opiekunka. Moja druga mama. Bardzo wiele w zyciu przeszla od dziecka, urodzila sie po smierci swego ojca, doswiadczyla wiele zlego od bliskich a mimo to - ci ktorzy jej nie szanowali przed smiercia wzywali ja do siebie, bo tylko ona chciala do nich isc. To jest najpiekniejsze swiadectwo milosci Boga i blizniego, chcialabym tak umiec jak ona. Myslac o sobie jako o matce czasami ogarnia mnie lęk, ze nie bede potrafila przekazac dziecku istoty wiary - co najwazniejsze. Niewazne jakiej jestesmy denominacji, jesli szukamy Prawdy, Milosci, jesli chcemy byc w zywej relacji z Bogiem.
Musze Ci powiedziec, Antyx, ze do Boga przyprowadzali mnie zawsze bracia i siostry innych wyznan - pierwsza osoba ktora wywarla duzy wplyw na moj stosunek do wiary byla protestantka wlasnie. Kolezanka wyznania zielonoswiatkowego. Nie wiem jak to jest ale nigdy nie czulam ze jestesmy z innych parafii :) Dzieki niej wlasnie pokochalam glebiej swoj Kosciol. Zaczelam odnosic sie z wiekszym szacunkiem do Niego i zmotywowala mnie bardzo skutecznie do szukania w Nim drogi dla siebie. Spotkalysmy sie pozniej w sytuacji gdy zylam w grzechu, mialam tragiczna sytuacje zyciowa ale ona nigdy nie potepila mnie, nie odwrocila sie ode mnie, choc wiedzialam czego nie pochwala w moim zyciu. To byl jedyny czlowiek ktory pewnej duchowej nocy po prostu mnie przytulil i nakarmil. Gdzie byly wtedy pieknie ubrane kolezanki z oazy parafialnej, z ktorymi gralam w scholi, wielbilam Boga spiewem? Gdzie byly te madre osoby z ktorymi jezdzilam na rekolekcje? Gdzie byl ojciec z mojej bylej wspolnoty, ktory wiedzial lepiej ode mnie jak mam ukladac sobie zycie? Byli daleko....
Pan Bog dziala roznymi sciezkami, wykorzystuje czesto zlo do tego by objawic swoja chwale, moc i potege. W moim przypadku tez tak bylo.
Zgadzam sie z Toba ze za malo sie modlimy - mysle ze to jest przeklenstwo naszych czasow. Ludziom wpaja sie poprzez media ze trzeba wszystko robic szybko, miec pod reka, trzeba zarabiac, piac sie w gore po szczeblach kariery, realizowac sie, doskonalic, byc perfekcyjnym... a modlitwa wymaga wylaczenia sie, odpiecia internetu, wylaczenia telefonu, bycia poza zasiegiem. Wymaga skupienia, odizolowania sie od swiata, codziennosci, znalezienia sobie niszy... Duch musi sie uspokoic, cialo wyciszyc bo wtedy mozna w calosci poswiecic sie na rozmowe z Bogiem. To tak jak w malzenstwie - akt milosny miedzy malzonkami to swiety moment w ich relacji, nie moze byc miedzy nimi ani pospiechu, ani braku szacunku do siebie, ani myslenia o innych osobach czy sprawach. Sa w tej chwili dla siebie i ku sobie. Podobnie jest z modlitwa - Bog jest Bogiem zazdrosnym, jak mozna z Nim rozmawiac i jednoczesnie odbierac smsy czy myslec o zakupach? Widze po mojej mamie jak sie modli. Od lat tak samo - zamyka sie w pokoju lub kuchni, czasami zapala swiece. Siada przy stole, rozwaza, rozmysla. Widze jak sie zmienia postawa jej ciala. Caly dzien obolala, schorowana, zmeczona, zagoniona, w stresie - podczas tej chwili sam na sam z Bogiem rozluznia sie, uspokaja wycisza. Jej twarz jest jakby gladsza, spokojniejsza, oczy sa pelne takiego swiatla i pokoju. Nie ma jej dla nikogo, nie odbiera telefonow, wylacza radio, telewizje... Ona swoja postawa w modlitwie wiecej mi dala niz niejedne dlugie rekolekcje w pieknym kosciele. I tego tez mi bardzo czesto w moim Kosciele brakuje.
Co do kwestii Krzyza... mam bardzo ambiwalentne odczucia. Komus bardzo zalezalo na tym zeby zmieszac polityke i Jezusa. Nie po raz pierwszy zreszta - na Golgocie tez przypisywano mu chec politycznej slawy... Krol Zydowski rzekomo mial siegac po wladze i podburzac lud. Ten Krzyz postawili ludzie, ktorzy potrzebowali oplakac tych, ktorzy zgineli tragicznie w tamtym czasie. Niesamowite bylo dla mnie to swiadectwo wiary.. niesamowite bylo tez to, ze pod tym Krzyzem lezaly Gwiazdy Dawida i kondolencje od ludzi roznych wyznan! Krzyz ma w sobie taka moc ze w obliczu cierpienia pomaga zrozumiec sens i latwiej czlowiekowi isc dalej przez zycie. Piekne bylo to poczucie jednosci i wspolnoty w ludziach. I dla mnie ten Krzyz byl takim mocnym kopniakiem w moje sumienie. Wpadlam w tym czasie w wir praca-dom-praca-dom-praca-dom-raz na czas impreza-praca.... zapomnialam o tym, co najwazniejsze. Moje serce obroslo taka skorupa egoizmu i jakiegos takiego znieczulenia. Ten Krzyz to rozbil w pyl i pokazal mi kim jestem.
Mysle ze wielu ludzi czulo podobnie dlatego emocjonalnie sa zwiazani z tym Symbolem. A tam gdzie sa emocje, rozum odchodzi na dalszy plan.
Druga sprawa to godne uczczenie wszystkich ofiar tragedii - bez komentarza pozostawiam sposob w jaki to uczyniono. Przeciez tam nie zgineli tylko politycy ale ludzie ktorzy walczyli o Prawde, o rehabilitacje swoich ojcow, dziadkow, mezow... Katyn dla POlakow bedzie jedna z najbardziej krwawych i bolesnych ran. Tamci ludzie, ktorzy lecieli do Smolenska chcieli te rany oczyscic. Chcieli moc zapalic na grobach swoich bliskich znicz. Nie wyobrazam sobie zeby cale zycie nie moc przyjsc na grob swojego taty. Mija prawie piec miesiecy od katastrofy a sledztwo tkwi w prozni, nie zgadzaja sie rosyjskie dokumenty z polskimi ustaleniami. Wiele spraw sie pomija, zbywa lub tuszuje. Polski rzad wydaje sie miec historycznego i moralnego Alzheimera, a tak pieknie mowiono o zgodzie i jednosci.... To sie wszystko skumulowalo w jednym miejscu. Pod Krzyzem wlasnie.
Powiem tylko tak, ze te osoby ktore naprawde przyszly sie modlic pod ten Krzyz, bo wielu ludzi tam poszlo wlasnie po to, zeby sie modlic - okazaly niezwykla odwage i hart ducha. Ja bym chyba nie dala rady... Komus przeszkadzalo to ze ludzie otwarcie pokazuja swoja wiare i modla sie. Podobnie jak przeszkadzalo to komus, ze ks. Popieluszko odprawial Msze za Ojczyzne i 26 lat temu "zrobili z tym spokoj". Macicieli i oszolomow ktorzy poszil pod warszawski Krzyz mącić i robic rozroby, bylo bardziej widac bo sa medialni i stacji skoczy ogladalnosc, to normalne. A poza tym w tlumie latwiej zgubic odpowiedzialnosc za swoje czyny. Tchorze wtedy czesciej zabieraja glos, bo na codzien nie maja odwagi... Jezus nigdy nie byl medialny - i dlatego zginal jak przestepca, poza miastem, w otoczeniu dwoch bandytow, sam, na skutek falszywego oskarzenia, skatowany, wyszydzony.
Tylko ze jest problem, bo tam gdzie nie ma szacunku dla ludzkiej tragedii, nie walczy sie o prawde i umocnienie jednosci miedzy ludzmi, tam gdzie nie szanuje sie Krzyza (gdziekolwiek by byl umieszczony), tam nigdy nie ma spokoju, szczescia i jednosci... dokad my zmierzamy?
Sie znowu rozpisalam ale jakos mnei tak naszlo :) a teraz uciekam bo pora wrocic do swoich obowiazkow. Lubie z Toba wymieniac mysli, antyx ;) Dobrego dnia! (15063) | | | chwila | data: 24.08.2010, godz: 09:50 |
to jaaa
podobno na taki stan dobrze robi zajęcie się inną osobą może to być starsza osoba a może np. chore dziecko im też rozmowa może przynieść ulgę i radość
(15062)| karina | data: 24.08.2010, godz: 09:47 |
X napisałeś:
"Wszelkie poważniejsze problemy natury emocjonalnej,niestety,ale wzięły się stąd,że wcześniej zaniedbano,zlekceważono,odłozono"na później"to,co najważniejsze:sprawy duchowe,czyli starania i troskę o rozwój duchowy..."
X owszem jest trochę racji w tym..ale nie do końca. Jeden znany w Polsce ks egzorcysta powiedział kiedys na spotkaniu modlitewnym że depresja to CHOROBA DUSZY, to brak nadziei.. i na pewno tak bywa.
i tu sie zgodze z Tobą,że gdzieś zaniedbane sprawy duchowe..mają potem wpływ na kondycję psycho-fizyczną .. nawet w pismie sw pisze ze grzech rodzi przykre konsekwencje, sumienie choruje..diabeł domaga sie zapłaty za grzech.
Ale są też inne sprawy, nie można oddzielać psychiki od ducha, bo człowiek ma ciało. One współdziałają. Są przecież tłumione emocje, brak miłości od matki, są rózne przezycia , nieszczęścia.. zaburzenia polekowe, często środki hormonalne szczeg nie własciwie przepisane... pewna dziedziczność... i wtedy potrzebny jest psycholog, psychiatra, farmakologia..
W zaburzeniach psychiki nie można zrzucać odpowiedzialności jedynie na stan duchowy.
Dobrze jest badać sumienie..ale nie poprzestać tylko na sumieniu..
Spotkałam ludzi pobożnych , praktykujących a też przechodzących depresję.
Może to taki rodzaj krzyża?
Każdy z nas przechodzi jakiś etap rozwoju duchowego w swoim zyciu. Wiara dojrzewa. To że mając 15 lat miałam wiarę wykrzywioną , mniej dojrzałą , zaniedbaną choć cały czas praktykowałam.. nie znaczy ze za to "należy się" depresja..
To prawda ze Wiara pomaga , nawet bardzo , by wyjść z traumy i bolesnych przeżyć.. pomaga odzyskać nadzieję, która jest niezbędna w skutecznym leczeniu..ale porada psychologa, terapeuty może dać odpowiedź na wiele pół prawd i wykrzywień na swój temat.
(15061)| chwila | data: 24.08.2010, godz: 09:44 |
x
to jest racja armia psychologów i psychiatrów nie pomoże jak człowiek sam nie chce sobie pomóc
(15060)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 24.08.2010, godz: 05:55 |
Odwiedzając różne fora tematyczne, znałazłam się przy artykule o beatyfikacji ks.Popieluszki.Pod tym artykułem, jako komentarze, oszczerstwo na oszczerstwie, złośliwość na złośliwości.Napisałąm więc, że na tym forum tematycznym jak i na innych ks.Popiełuszko odzierany jest z godności i świętości, że nie rozumiem po co komentarze tam zamieszczane są oddawane do czytania moderatorowi, skoro i tak i tak wszystkie są przepuszczane, ze to nie godzi się mieszać z błotem takiego Człowieka.Ze nie godzi się kalać Jego pamięci.Po tych słowach swoich dodałam jeszcze jeden komentarz, a dziś patrzę i widzę, że ukazał się tylko jeden z nich, tylko ten nie ważny.Gdzie więc jest ta moja notatka wczorajsza mówiąca o podleniu pamięci Księdza Popiełuszki?To można równać Go z błotem, ale bronić już nie można?To innym wolno zrobić z ks.Jerzego "biedną chłopaczynę z wioski zabitej dechami", a mi nie wolno nic?W tej mojej notatce napisałam też, że ks.Jerzy miał dość za życia oszczerstw na swój temat i już wystarczająco się nacierpiał.J to właśnie ta notatka moja na portalu Interii , na forum tematycznym nie przeszła.Jak mogła bym spokojnie przechodzić koło oszczerstw na Jego temat i udawaać, że nic nie widzę?To chyba Aldona przestała by być Aldoną.Martwi mnie jedynie to, że słowa pogardy, złośliwości nie podlegają, zadnej kontroli, a słowo ujęcia się za KImś, jest nie publikowane........ (15059)| X | data: 23.08.2010, godz: 22:33 |
do Ewy
Wszelkie poważniejsze problemy natury emocjonalnej,niestety,ale wzięły się stąd,że wcześniej zaniedbano,zlekceważono,odłozono"na później"to,co najważniejsze:sprawy duchowe,czyli starania i troskę o rozwój duchowy,o jego wzrost...A tak krótko,to po prostu zerwano przyjaźń z Bogiem-z własnej woli..
No,może się tak zdarzyć,że ksiądz wyśle kogoś do psychiatry...A co ma zrobić,skoro ten ktoś sam sobie nie chce pomóc..?Jeśli jednak sam sobie nie chce i nie potrafi pomóc,to ten psychiatra,czy psycholog pewnie też wiele nie zdziała..? (15058)
do to jaaa jeśli chcesz pogadać zapraszam mail me. (15057)| antyx | data: 23.08.2010, godz: 20:01 |
ps. do Trawiastej jeszcze - to co pisałam o krzyżu - obejść z daleka - miałam na myśli krzyż przed Belwederem, krzyż, który naprawdę niczemu nie służy czemu powinien. Chodzi mi o to, że widząc takie histerie - bo to jest rodzaj HISTERII dla mnie - nic normalnego - czynię jako osoba, która żyje dzięki krzyżowi ... krzyż jako EGZORCYZM. Gdyż ludzie, którzy stawiają krzyż tam czy siam nie zawsze do końca rozumieją co czynią. Krzyż jest PRZEDE WSZYSTKIM symbolem - dla mnie - NIEOSIĄGALNEGO dla mnie wybaczenia , do którego jestem zobowiązana dążyć jako osoba wierząca codziennie. Bóg wybacza mnie więc i ja wybaczam. No i po co powiedzcie ktoś stawia krzyż i awanturuje się o niego. Gdzie tu wybaczenie jest?
Krzyż to też symbol cierpienia, ale BĄDŻMY SZCZERZY - sam krzyż to tylko stacja 12 Drogi Krzyżowej - Pan Jezus na krzyżu umiera. No a reszta?
Dla mnie pewnych krzyży nie stawiają ludzie wiary , a jeśli wiary to szczątkowej i wręcz takiej , przez którą chronię się EGZORCYZMEM. A może w tym miejscu słuszniejsza byłaby Droga Krzyżowa? Jakiś drewniany krzyż.
Dajcie spokój jak dla mnie - w tym kontekscie to piszę :(
A Droga Krzyżowa to 3 upadki pod krzyżem - może byłaby słuszniejsza i bardziej by tam pasowała. A do całego państwa polskiego też.
Bo żeby na krzyżu zawisnąć to trzeba tam dojść. Trzeba tę Drogę Krzyżową było przejść. A gdyby tak Pan Jezus upadł i nie wstał to ale byłby krzyż. Lub umarł po drodze. Ale wy jesteście naiwni jak dla mnie :( Ja przyznajmniej się w ogóle oderwałam od wszystkiego. Już pewnie lepsze to niż wiara niczym sitko - co chcę to widzę. Może to takie osoby Pan Jezus nazywa ślepcami? Jak to uzdrowić jednak? Nie potrafił uzdrowić faryzeuszy. Jedynie prawdziwym ślepcom wzrok przywrócił. I tyle się dało. Gdy go o to błagali. Jeśli chodzi o mój przypadek to zawsze wiedziałam, że mi Bóg kiedyś pomoże. Bo musi. Nie wiedziałam jak i kiedy, ale wiedziałam, że musi mi pomóc i ja tę pomoc przyjmę bo ugrzęzłam w bagnie. To wiedziałam. Ale jak z niego wyjść bez Boga? Nie miałam pomysłu. Zresztą kto mnie tam wrzucił. Ja sama. Ale to było takie trudne, żeby tam nie wpaść. Łatwiej było wpaść. A Bóg? I owszem, pomógł mi, ale powiem wam , wolałabym już raczej nie wpaść do tego bagna niż tam po prostu wpaść, a następnie liczyć na cud. On nastąpił, ale dziś wiem, że powinno być bez cudu. Bo tak jest i już :( Czyli człowiek musi używać rozumu. Jest do tego przede wszystkim zobowiązany. Własnego. A podpieranie się cudzymi teoriami i liczenie na cud też może dać rozwiązanie problemów, jednak po to mamy rozum powie nam kiedyś Bóg by go UŻYWAĆ właśnie. MOjE ZDANIE to było jeszcze na temat krzyża i kłopotów w życiu wielu.
antyx.
(15056)| karina | data: 23.08.2010, godz: 19:41 |
może zainteresuje kogoś wywiad z byłym playbojem, jesli w Hollywood mozliwe chrzescijanskie postawy... niedawno był w Polsce i w Częstochowie.
Polecam jego film "Bella", warto zobaczyć.
http://film.mini.wp.pl/id,98296,title,Eduardo-Verstegui-czyli-latynoamerykanskim-Brad-Pitt,wiadomosc.html?ticaid=1ac1b (15055)| Marcin | data: 23.08.2010, godz: 19:32 |
Co ma zrobic człowiek który mimo upływu lat nie może znalesc swojej drogi życia?Mimo prób i starań... (15054)| antyx | data: 23.08.2010, godz: 18:27 |
Witam dziś,
do Trawiastej - nie piszę o Kościele Z POGARDĄ. Dlaczego tak piszesz? Piszę KRYTYCZNIE. To tak, ale pogarda? Nie piszę z pogardą. Po prostu chciałabym czuć się jakąś współnotą, ale co to za wspólnota? Jakaś PSEUDowspólnota to jest jak dla mnie. No pieniądze - ale reszta? Może moja krytyka wynika z tego, że jeszcze 10 lat temu byłam protestantką. I jestem do dziś protestantką. Oczywiście od Kościoła już nie odejdę, ale dzięki Bogu. Nie ludziom. W moim więc ludzkim odczuciu nadal jestem protestantką. Niestety! Nie znalazłam w młodszym wieku w kościele niczego co by mnie tam ciągnęło. I dlatego taka już na zawsze zostanę. 34 letniej osoby już nie ukształtujesz. Już mam silnie ten protestantyzm zapisany w sobie i nic tego nie zmieni. Do przepychu mnie nigdzie nie ciągnęło , a jeśli chodzi o to czego BYĆ MOŻE zawsze poszukiwałam to też nie znalazłam tego w KK.
A czego? A modlitwy właśnie. No teraz - ale ja widziałam różne rzeczy, które nie każdy widzi. A bez tego? Znowu bym się oderwała. Przez modlitwę właśnie.
Czyli? Rozmowę z Bogiem. Jak rozmawiamy? Rozmawiam tak bym czuła, że coś tą rozmową osiągam. Bym albo czuła się lepiej bym coś umiała osiągnąć bym nie wiem miała poczucie tego, że jestem krok dalej jeśli chodzi o moją relację z Bogiem. Każda modlitwa powinna mnie czegoś uczyć być może, dawać jakąś wiedzę. No to wybacz, ale idę do tego Kościoła - słucham Słowa Bożego - następnie mam jego wyjaśnienie. Co rozumiem? Nic. Śpiewy? Nie obchodzą mnie. Komunia ( o ile) i do domu. Jak z tego się modlić? Gdzie to jest wyjaśnione?
Gdyby Ci się przydarzyło to co mnie w zyciu to byś też poszukiwała róznych modlitw dramatycznych - a tak nie masz takiej potrzeby, może nie rozumiesz tego, że modlitwa może być dramatyczna jak rozmowa jest zabawna czasem, a czasem dramatyczna. I to jest jakiś krok do przodu w tym momencie. Tylko ja jestem osobą, że muszę wszystko rozumieć. Nawet modlitwę. Rozumiem jak jest ważna - modlę się. Nie rozumiem. Nie modlę się. Gdy byłam młodsza potrzebowałam modlitwy i się modliłam. Następnie zatraciłam POTRZEBĘ modlitwy, przestałam się modlić (choć dla mnie się modliłam, ale robiłam to źle) i życie mi się całe popsuło bo nie chciałam się modlić KOŚCIELNIE.
No to teraz się poprawiłam i modlę się KOŚCIELNIE. Ale byłabym inna gdyby mi to Kościół powiedział. Np. po przeczytaniu książki O MODLITWIE ChRZEŚCIJAŃSKIEJ -gdybym powiedziała jak święta Edyta Stein "To jest prawda!" Niestety! Każdy mój kontakt z KK wyglądał i wygląda do dziś tak jak opis postawy faryzyeuszów w dzisiejszej Ewangelii - przeczytaj sobie - przemierzając morza i lądy w poszukiwaniu współwyznawców gdy ich znajdują czynią ich dwakroć bardziej wartymi piekła niż sami są. Albo podają ludziom ciężary nie do uniesienia, których sami palcem nie tkną. No tak wygląda mój kontakt z KK od lat. Plus książki, które sobie znajdę. Wiesz - dlatego nie z pogardą, to nie mój ton, ale słów krytyki im nie szczędzę. Bo się NIE MODLĄ właśnie. Jedyny powód. A jeśli modlą się to najwyraźniej robią to strasznie nieudolnie bo przecież już chyba 6 lat piszę na tym żródełku i jeszcze nikt na mnie nie wpłynął tu bym się pomodliła choć ODROBINKĘ. Stąd nikt. Diabeł na mnie pozytywnie wpłynął. Naprawdę.
A przecież z tyloma ludźmi tu pisałam. Włączając księży i naprawdę niczego rozwojowego pod względem wiary tutaj nie odkryłam - poprzez listy.
Choć oddaję cześć 1 osobie, która bardzo na mnie wpłynęła pozytywnie chodząc na Adorację Najświętszego Sakramentu kilka lat temu. To mi pomogło. No ale to były zupełnie przypadkowe zwierzenia jak myślę, a tak ogólnie no to nie za wiele tu twórczych odkryć. Więc to jeszcze będę chciała jakoś też tu spłacić - to, że nad tym Najświętszym Sakramentem pomyśleć należy. I tyle. Bo należy. I to jest fakt.
Pozdrawiam,
antyx.
(15053)| żoli | data: 23.08.2010, godz: 17:22 |
http://zdrowie.onet.pl/1621939,2041,0,1,,zlo_zrodzilo_dobro,psychologia.html
przeczytałam dzisiaj ten tekst i myślałam, że mógłby być dobrym przykładem dla tych, którzy sądzą, że dziecka z gwałtu nie da się wychować i trzeba koniecznie je zabić poprzez aborcję. Bohaterka artykułu, mimo, że została zgwałcona, przeżyła i przeżywa nadal chwile szczęścia - bo ma swoje dziecko (urodzone w wyniku właśnie gwałtu).
Niestety moja nadzieja, że ten artykuł skłoni kogoś do refleksji nad aborcją po gwałcie, spadła niemal do zera, gdy przeczytałam komentarze. Ale może kogoś z Was to zainteresuje i może się przyda w przyszłości ta historia, np przy uświadamianiu kogoś. (15052)
Niedowiarku, w przypadku modlitw przekazanych przez świętych, które zostały uznane przez Kościół i przekazane do powszechnej praktyki, nie powinna rodzić się wątpliwość dotycząca ich prawdziwości u osób uznających autorytet Kościoła. Ufamy, że Kościół ma władzę i umiejętność rozróżniania tego, co rzeczywiście pochodzi od Chrystusa, a wynika np. z objawień prywatnych, od tego, co prawdziwe nie jest. Oczywiście, nikt nie zmusza do praktykowania tych czy innych nabożeństw lub wiary w obietnice, które zostały do nich przypisane. To nie należy do depozytu naszej wiary. Pełnię objawienia otrzymaliśmy w osobie Jezusa Chrystusa. A to, co Kościół nam proponuje nie ma na celu ulepszenia tego Objawienia lub jego uzupełnienia, ma być nam jedynie pomocne w coraz głębszym wniknięcia w tajemnicę tego Objawienia. Zatem jest to tylko propozycja dla nas. Potwierdzona dodatkowo przez świadectwa osób, które dzięki np. Koronce do Bożego Miłosierdzia lub Różańcowi Świętemu dostąpiły wielu łask. Na pewno są tu takie osoby. Ja także do nich należę.
Na koniec polecam serdecznie sięgnięcie do Katechizmu Kościoła Katolickiego, część 4 - ogólnie o modlitwie, w tym zwłaszcza rozdział 3, art. II: "Dlaczego skarżymy się, że nie jesteśmy wysłuchani?" oraz "W jaki sposób nasza modlitwa jest skuteczna?" (2735-2741).
Pozdrawiam, R. (15051)| to jaaa | data: 23.08.2010, godz: 15:32 |
byłam o krok od popełnienia gzrechu cieżkiego.modliłam sie wczoraj o pomoc nie wiem co bedzie dalej.jeszcze teraz zwróciłam sie do Chrystusa Miłosiernego o pomoc.nie widze sensu życia,to co ma nastapić mnie przeraża .Nie jestem psychiczna czy coś psycholog tu nie pomoże ach ta choroba duszy.Jasne można mówić bedzie dobrze ,jesteś młoda,weż sie w garść.Tylko krok mnie dzielił w ostatniej chwili opamietanie.Zastanawiam sie czy ma sens walka,po co opierać sie pokusie skoro w moim sercu wielka samotność.Po co aż tak Mu na mnie zależy?Chciałabym znaleść pomoc.Dla mnie zwykła rozmowa z drugim człowiekiem byłaby pomocna.Ale wiecie co?najbardziej przeraża mnie myśl że żyje niby wśród ludzi czy rodziny i nikt nic nie wie co kotłuje sie w mojej głowie.Samotność wśród ludzi.Kiedyś rozpaczliwie pragnęłam zainteresowania swoją osoba.dziś...rozpaczliwie szukam zwykłej rozmowy o tym.Dziś przyjdzie noc a znią pokusa.Nie powinnam tego pisać ale...właściwie sama nie wiem.Nigdy nie osądzajcie człowieka smutnego,przygnebionego bo nie wiecie co sie dzieje w jego sercu.Zwykła rozmowa może uratować kiedys komus zycie.Może uchronić kogoś od wiecznego potepienia.Jak straszie sie cierpi bedąć samotnym wśród ludzi.Gdybym tylko mogła komuś o tym powiedzieć,gdyby tylko ktoś zechciał wysłuchać... (15050)| Ewa | data: 23.08.2010, godz: 13:39 |
A ja myślę, że najważniejsze to być świadomym i dojrzałym chrześcijaninem. W przeciwnym wypadku mamy albo dewocję, kiedy to widzimy wyłącznie Boga, znamy setki modlitw na pamięć, a obrażamy innych ludzi, nie potrafimy wybaczać, obgadujemy wszystkich naokoło albo sytuację kiedy wypełniamy Boże przykazania na zasadzie - bo tak wypada, co ludzie powiedzą, Pan Bóg mnie ukarze itp. Chyba ideałem jest wypełniać przykazania wyłącznie z Miłości do Boga, ale do tego potrzeba świadomości i dojrzałości. I nie każdego będzie na to stać, chociaż fajnie by było, żeby stać było każdego.
X pisze, że najpierw Bóg. Zgadzam się, ale sprawy duchowe można "załatwiać" z księdzem, kierownikiem duchowym a problemy natury emocjonalnej z psychologiem. Jedno drugiego nie wyklucza. Jeśli ktoś ma depresję to np. nie nadaje się na udział w rekolekcjach i nie od razu trzeba odprawiać nad nim egzorcyzmy ( co czasami jest konieczne, bo depresja może być związana ze zniewoleniem duchowym ,ale też nie musi) Ksiądz w tej sytuacji odeśle człowieka do psychiatry, do psychologa. Oczywiście zaprosi też do pogłębiania relacji z Bogiem, ale nie jest tak, że tylko rozwój duchowy, ale praca nad sferą emocji i psychiki to już nie. Pan Bóg działa też przez ludzi, przez lekarzy, przez psychologów itp., itd.
(15049)| chwila | data: 23.08.2010, godz: 12:33 |
Karino i Ewo
omówienie wstydu owszem ładne, ale chyba nie jestesmy dziecmi znamy takie pojęcia i z czym to się "je" i raczej w kwestii Łukasza to nie pomoże...bo będzie i jest tak, że on czyta i robi to samo... zna tez Stowarzyszenie psychologów chrześcijańskich sam je podawał...
(15048)| X | data: 23.08.2010, godz: 11:55 |
do Trawiastej
Agata uważa,ze cudzołostwo"może uderzyć w naszą moralność,ale nie musi..."!
Zgadzasz się z tym...?
A może jednak zgadzasz się z tym,ze zło zawsze jest złem i to bez względu na"okoliczności łagodzące"...?Że grzech zawsze będzie grzechem..?
Czy zgadzasz się z tym,że seks przed ślubem,czyliCUDZOŁÓSTWO,jest naruszeniem najważniejszego przykazania-przykazania MIŁOŚCI BOGA-i jednoznacznie dowodem braku tej miłości..?A także dowodem tego,że to nasz egoizm i pycha wzięły górę,nasze własne zachcianki,chęć użycia sobie nad umiłowaniem Boga nade wszystko i stawianiu Go zawsze na pierwszym miejscu..?
A jesli nadal uważasz,ze"czystość ma sens tylko wtedy,jesli ją rozumiemy",to nie musisz odpowiadać...Po prostu..zamilknij na wieki..
(15047)| karina | data: 23.08.2010, godz: 10:22 |
Antyx za tę litanię O MĘCE PAŃSKIEJ PODCZAS NAWIEDZENIA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU w piątek.. dziekuję.
nie wiem skąd ją masz, kto jest autorem, pewnie do prywatnego odmawiania. Ale powinnismy takie nabożenstwa o męce często rozważać i przepraszać za nasze grzechy.. wynagradzać Jezusowi.
Ja bardzo lubię koronke do Ran Jezusa.. sam Jezus powiedział odmawiającym ze przez Jego Rany dojdziemy do poznania prawdy.
(15046)
X odpowiedz mi na pytanie czy ty uważasz swoje poglądy jako jedyne prawidłowe?
Bóg działa na rożne sposoby rożnymi drogami dociera do człowieka. Może kogoś przyciągnie do siebie właśnie najpierw przez podciągniecie relacji z innymi ludźmi. X życie to nie schemat który mniej lub bardziej mieści się w twojej głowie.
PS: Dobrze było by gdybyś w końcu zajął się swoja pycha, i nawet nie próbuj zaprzeczyć ze jej nie ma bo każdy człowiek w mniejszym lub większym stopniu ma pychę.
(15045)| Danka, lat 38 | data: 23.08.2010, godz: 09:23 |
Wiem że nie jest to miejsce gdzie można prosić o pomoc ale nie mam innego wyjścia ,więc bardzo proszę jeśli ktoś ma materac przeciwodleżynowy który µógłby odstąpić bardzo proszę o kontakt telefoniczny 609-275-332.Serdecznie wszystkich pozdrawiam (15044)| małe nic | data: 23.08.2010, godz: 09:13 |
Pies biegł przed siebie jak oszalały. Uciekał... Jego pan po raz kolejny wpadł w furię po pijanemu i skopał bezbronne i ufne zwierzę. P. chciał się się bronić, gryźć, ale nie mógł... Uderzenie w szczękę bolało na tyle, że trzymając się ściany uciekł. Minęło może ze 300m jak się zatrzymał. Spojrzał na swój dom. Przez pola wydawał się mały jak buda. Usiadł, zawył boleśnie i położył się. Skomlał... Wrócił wspomnieniami do czasu, gdy żyła pani i dostawał od niej przyzwoite jedzenie i pieszczotę. To po jej śmierci pan rozpił się , a on zgarniał gdzie mógł ochłapy i dostawał od pijanego razy... Dziś nie wytrzymał... Czuł, że w środku coś go boli i trudno jest oddychać. Podniósł się, zawył jeszcze raz na pożegnanie i poszedł w świat...Nie wiedział dokąd i pierwszą noc wolności spędził przy grobie swojej ukochanej pani. Psie łzy zrosiły po raz ostatni jej grób... Zapachniało bzem...Nawet nie wiedział, że dusza pani stała obok grobu i patrzyła ze współczuciem. Dla niej to było jedyne stworzenie, które odwiedzało jej grób. Mąż się nie fatygował, a dzieci nie było. "Pomogę ci" - pomyślała, "byłeś i jesteś jedynym wiernym przyjacielem". Rano P. głodny i zziębnięty pobiegł przez pola. Znalazł gdzieś kawałek suchego chleba, zapił go wodą z kałuży i ruszył dalej. Nie wiedział właściwie dokąd idzie, zdał się na los... Trafił do miasta. Jego wielkość przeraziła go. Nigdy nie był w mieście i czuł się zagubiony, ale coś jakby go tu ciągnęło. Wywąchał jedzenie. Podbiegł do kosza w którym leżał kawałek ciasta, gdy nagle zauważył, że nie jest sam. Wielki pies zawarczał złowrogo i dał do zrozumienia, że to jego teren i jedzenie. Nie było szans. P. podwinął ogon i uciekł skomląc. Czuł coraz większy głód. Idąc ostrożnie dalej, zauważył człowieka, który jadł kanapkę. Podszedł więc w nadziei, że może rzuci mu jej kawałek. Człowiek spojrzał na psa, pokazał mu kanapkę. P. wesoło zamerdał ogonem, a człowiek zamiast mu dać kawałek włożył resztkę do buzi i przeżuwał patrząc na psa, po czym rozłożył ręce pokazując, że nie ma. Dla P. omal serce nie pękło. Miał już pewność, że wszyscy ludzie, oprócz jego pani, są bezduszni. Spuścił łeb i podreptał przed siebie, nawet nie patrząc gdzie... Mdliło go, oczy zachodziły mgłą, żołądek domagał się jeść. Był wyczerpany... Myślicie, że pani go opuściła? Nie, kierowała jego drogą. Choć była to droga przez mękę, tak być musiało aby się wypełnił plan. Znowu wszedł na teren jakiegoś psa, bo bez zaczepki z jego strony został napadnięty przez zgraję psów i dotkliwie pogryziony. Jakiś człowiek widząc walkę wziął kamień i rzucił w psy, by je rozgonić. Rzucił tak, że dla P. zabolała łapa... Rozbiegły się psy, a P. kuśtykając poczłapał gdzieś w krzaki i legł. Ciężki jego oddech mieszał się z cichym skomleniem. Tak ładnie pachniało bzem... Zupełnie jak jego pani... Nie wiedział, że pani stoi obok jego zmaltretowanego ciałka. Okres cierpień już minął i dla pani pozostało już tylko dokończyć dzieła w namacalny sposób. Zapukała do drzwi... Otworzył chłopczyk, może 10-letni, ale przed drzwiami nie było nikogo, jedynie jakoś tak przyjemnie pachniało. Wyszedł trochę dalej, aby się rozejrzeć. Nikogo, pusto. I nagle usłyszał ciche skomlenie... Podszedł w stronę krzaków . P. leżał bezwładnie. Przez łzy widział jak człowiek pochyla się nad nim. Chciał się bronić, ale rany nie pozwoliły mu. Poddał się. Czuł, że człowiek go podnosi i gdzieś niesie. Przygotował się na śmierć...
Nie wiedział, że dziecko jest synem weterynarza. Nie wiedział, że szukało przyjaciela. Nie wiedział, że to on nim zostanie... Pani się tylko uśmiechnęła, spojrzała w niebo i skinęła głową. Odwdzięczyła się dla P.:)
Czasem mówimy, że los się do nas uśmiechnął:) Bywa i tak, że przeklinamy los.:( A czy pomagamy jemu w drodze naszego życia, czy tylko siedzimy z założonymi rękoma i czekamy aż Bóg da nam wszystko do łapek?:) (15043)| Trawiasta, lat 29 | data: 22.08.2010, godz: 23:33 |
Agato, zgadzam sie z Twoim wpisem, ze czystosc ma sens jesli ja rozumiemy. To co piszesz to prawda - sa ludzie ktorzy roznie w zyciu postepuja, sama mam takich znajomych, ale po latach okazuje sie ze... no wlasnie. Nie sadzmy abysmy nie byli sadzeni.
X, jesli chodzi o pyche to obawiam sie ze jestes w tej dziedzinie dalej niekwestionowanym liderem. Mam dla Ciebie propozycje - tylko odczytaj ja prawidlowo, bo ja Cie nie chce obrazac ani ponizac. Zacznij prosze czytac w koncu ze zrozumieniem to, co pisza inni... nie wiem jak pozostali czytelnicy, ale ja odnosze wrazenie ze czytasz cos po lebkach, szybko, wyszukujesz jakies drazliwe tematy, nie do konca jasne sformulowania, przekrecasz i szybko odpisujesz. I potem wychodza jakies dzwiolagi...a no i przy okazji wszystkim wytkniesz pyche i to, ze chca nalogowo lamac przykazania i sprzeniewierzac sie Kosciolowi. Agacie wytykasz ze popiera seks przed slubem i nakazuje ludziom oszukiwac ksiedza w konfesjonale - kaj Ty zes to wysznupal w jej wypowiedzi?!
Antyx, nie jest wazne ile dni wytrzymasz bez gorszenia ludzi. Wazne jest to, dlaczego to zgorszenie powraca - mysle ze przyczyna tkwi zawsze w sercu czlowieka. Jest tam jakas rana niezagojona, pelna goryczy, bolesci, niezrozumienia... porownanie mi sie nasuwa z rozbitym niedawno przeze mnie kolanem. Nie zadbalam o niego nalezycie i zebrala sie ropa pod skora. Bolalo okropnie, chodzic bylo trudno, kleczec, poruszac sie po schodach... Musialam kilka razy dziennie wyciskac rope, dezynfekowac, plakalam z bolu bo oprocz tego ze kolano bylo zranione, to jeszcze miesien obity - a jak przylozyc kwasna wode jak zywa rana na wierzchu? Ale zaciskalam zeby i po dlugim czasie ropa zniknela. Tak jest z naszymi sercami, jak z tym kolanem. Boli czasem bardzo gdy sie ja usuwa. Ale pozniej... pozniej inaczej sie zyje - lepiej, zdrowiej, lzej.
Dziekuje Ci za informacje i za piekna modlitwe. Moja ukochana swieta - Teresa z Lisieux - zostala siostra Teresa od Dzieciatka Jezus i Najswietszego Oblicza wlasnie. Jak to sie przedziwnie splata ze soba - zlobek w Betlejem i Calun z grobu w Jerozolimie... narodziny i smierc...
A co do slubu osob chorych psychiczne... Dla mnie to nie jest bez sensu. Osoby chore psychicznie rowniez chca zyc normalnie. Prawo Kanoniczne mowi wyraznie o przeszkodach w zawarciu waznego sakramentu. Mowi m.in. o osobach ktore sa ubezwlasnowolnione lub nie sa w stanie samodzielnie podejmowac decyzji. Podczas rozmowy z kaplanem takie sprawy sie wyjasnia. Jesli ktos to zatai przed ksiedzem, a zdarzaja sie takie sytuacje, to slub jest niewazny i to nie z winy ksiedza. Ale to nie zmienia faktu ze osoba chora psychicznie ma prawo do tego by zyc normalnie i w zgodzie z wlasnym sumieniem jesli jest wierzaca.
Tak naprawde tutaj mozna przytoczyc to co napisala Agata - najpierw trzeba swoje relacje z ludzmi i soba naprawic, zeby dobrze zyc. TO JEST PRAWDA. Osoby chore psychicznie zobowiazane sa do brania lekow, uczestniczenia w terapii, pracy nad soba. Zdarzaja sie kryzysy ale rowniez zdrowi ludzie je przechodza. Nie trzeba byc chorym psychicznie zeby zdradzic wspolmalzonka, zaczac uprawiac hazard czy uzaleznic sie od alkoholu. Nie jest powiedziane ze nie znajdzie sie za 10 lat skuteczniejsza metoda walki np ze schizofrenia. Sa duszpasterstwa osob chorych psychicznie i bardzo duzo ludzi chorych chce uczestniczyc w pelni w zyciu Kosciola, chca byc w zwiazku malzenskim poblogoslawionym przez Kosciol i przyjmowac sakramenty. Maja do tego pelne prawo.
Nie zgadzam sie z tym stwierdzeniem ze widzac krzyz trzeba obejsc budynek z daleka... Antyx, piszesz przepiekne modlitwy, ktore znasz z wlasnego zycia. Widac ze przezywasz je, ze modlisz sie cala soba bo zawsze jak piszesz o nich to widac autentyczna tesknote za Bogiem. Jak tak uduchowiona osoba jak Ty moze z taka ironia i pogarda pisac o Kosciele? Prosze wytlumacz mi skad sie to bierze w Twoich wpisach bo jest to dla mnie zagadka. I prosze Cie tez nie odbieraj tego jako atak, po prostu pytam, bo nie daje mi to spokoju. Kosciol jest w pewnym sensie ulomny bo tworza go ludzie. Ale z drugiej strony jest budowany na Skale czyli na Bogu. Wcielonym w cialo czlowieka - ale na BOGU. I ten Bog obiecal mi ze pieklo nie zwyciezy Kosciola, ze On przyjdzie w chwale sadzic zywych i umarlych i ze jego Krolestwo bedzie nieskonczone. Ciezko w to wierzyc... Zwlaszcza gdy widzi sie jak zbudowany na Skale Kosciol popelnia bledy. To nie znaczy jednak ze wszystko jest bez sensu... Szatan tylko na to czeka zeby tak myslec, bo gdy brakuje dobrej mysli, brakuje motywacj. A jak brakuje motywacji, brakuje wiary, nadziei... I jest szarzyzna i gorycz i zlosc, zolc jakas i zgorszenie. Dlatego trzeba sie ze wszystkich sil trzymac Krzyza... tylko pod nim wszystko uklada sie w jedna calosc a czlowiek odzyskuje spokoj.
Mam nadzieje ze niczym nie uchybilam Ci, antyx. Jesli mozesz i chcesz to prosze odpowiedz mi na pytanie, a jesli nie to tez mi napisz wprost. Pozdrawiam Cie serdecznie.
Brakuje mi bardzo Marka. Wiecie ze do tej pory mam w komorce numery do niego? Nie umiem ich wykasowac... Szkoda ze w Niebie nie ma internetu...
dobrego tygodnia Wam wszystkim (15042)
Bóg mnie ocalił- Któż jak Bóg
Przeczytałem ciekawe świadectwo Wiesława i jego nawrócenie.
W związku z tym, że jest ono godne uwagi muszę o nim napisać, jest to dość obszerne świadectwo jak będziecie mieli czas warto przeczytać.
Chciałbym dać świadectwo, jak bardzo niebezpieczne są złe programy w radiu, telewizji i w Internecie, a przede wszystkim joga, ćwiczenia oddechu, wróżby, amulety, talizmany, medytacje, transcendentalne, różne pogańskie techniki wschodu.
Wszystko to jest przejawem okultyzmu, magii i spirytyzmu. To prawdziwa „fala szatańska, która zalewa świat (s. Łucja, wizjonerka z Fatimy). Ta fala niszczy naszą wiarę i wypacza sumienia.
Na początku wszystko wygląda niewinnie, jednak jest to grzech bałwochwalstwa, który prowadzi do śmierci duchowej- satanizmu. W moim życiu, przeszedłem całą tę drogę. Dzięki modlitwie mojej mamy powróciłem do Pana.
Jako najstarszy z sześciorga rodzeństwa nie miałem łatwego życia. Obowiązki przerastające dziecięce możliwości, brak miłości, złe traktowanie i przekleństwa ze strony ojca sprawiły, że od dziecka byłem raniony i bardzo cierpiałem. Wychowałem się w rodzinie katolickiej, byłem ministrantem, ale w wieku dojrzewania byłem letnim i nijakim katolikiem. Nie znałem katechizmu, Jezusa i Pisma Świętego. Nie żyłem z godnie z Dekalogiem i ciągle łamałem któreś z dziesięciorga Przykazań. Ponadto wierzyłem w zabobony, np. kominiarz w czarnym kombinezonie miał mi przynieść szczęście, a witanie się na krzyż lub przez próg- nieszczęście. Krótko mówiąc, zacząłem praktykować „duchową schizofrenię". Nie wiedziałem, że brak modlitwy, trzymanie w domu posążków Buddy, znaków zodiaku, książek ezoterycznych, noszenie talizmanów czy pierścienia Atlantów, wiara w horoskopy, nałogowe oglądanie telewizji i złych treści w Internecie jest grzechem bałwochwalstwa, który rozwija się w człowieku i jego otoczeniu jak choroba nowotworowa. Sam doświadczyłem tego wszystkiego na sobie.
Ucieczka w pustkę
W wieku 23 lat poznałem dziewczynę i zachwycony jej urodą wziąłem z nią ślub, chociaż była osobą niepraktykującą, a jej matka była rozwódką i korzystała z usług tarocistki i kabały. Bardzo kochałem żonę. Żeby zarobić na mieszkanie, wyjechałem za granicę. W tym czasie moja żona miała wolny czas i pieniądze. Po pięciu latach naszego małżeństwa, z którego urodziło się dwoje dzieci, moja małżonka powiedziała mi, że kocha innego i odeszła. Przeżyłem szok i załamanie nerwowe. Zamiast zwrócić się do Boga uciekłem w alkohol i związek niesakramentalny. Podświadomie szukałem ratunku i Odpowiedzi na pytanie: dlaczego od dziecka tak cierpię, dlaczego to zło mnie dotyka? Nie mogłem znieść ciszy i na przemian słuchałem radia i karmiłem wzrok programami telewizyjnymi. Dzisiaj, wiem, że był to początek procesy do samozagłady. Usypiałem swoje sumienie, ciało i duszę pustymi, kłamliwymi treściami. Dzisiaj wiem, że również starannie ukrytymi okultystycznymi treściami – energiami.
Joga i tajemne siły okultyzmu
W 1991 roku w audycji radiowej usłyszałem ogłoszenie: „Joga- relaks- dobre samopoczucie- zajęcia pod wskazanym adresem”. Wówczas nie miałem pojęcia, co to jest joga, ale wydawało mi się, że w niej znajdę odpowiedź na dręczące mnie pytania. I tak wpadłem w sidła szatana. Zacząłem korzystać z relaksu, ćwiczyć oddech, ćwiczyć jogę ciała i praktykować medytację wschodnią. Mój nauczyciel- guru, stał się moim bożkiem, głównie dlatego, że już przy pierwszym spotkaniu okazał mi dużo ciepła i troski, których niestety nie zaznałem w rodzinie. Przestałem chodzić do kościoła, żeby w pełnej wolności rozwijać się duchowo, psychicznie i finansowo. Po kilku miesiącach poczułem się znacznie lepiej, przestałem pić i palić. Byłem pewien, że znalazłem to czego potrzebowałem, lecz wówczas nie wiedziałem, że tamte zniewolenia zmieniły się w dużo groźniejsze zniewolenie okultystyczne. Zajęcia dobywały się w klubie osiedlowym lub w szkole podstawowej wśród dzieci, których rzekoma energia jest najsubtelniejsza, jak nam mówiono. Wyjeżdżałem też na szkolenia do Holandii. Nauczyciel posługiwał się wyrwanymi z kontekstu słowami z Pisma Świętego i modlitwą „Ojcze nasz”, mówił dużo o miłości. Ćwiczenia jagi, odpowiednie odżywianie, głównie wegetariańskie oraz wiedza ezoteryczna miały mi zapewnić przekroczenie w siebie w celu uzyskania „stanu Buddy”, oświecenia samozbawienia.
Któregoś dnia mój nauczyciel stwierdził, że powodem moich cierpień niepokojów był krzyż, który wisie w moim pokoju i kazał mi go usunąć. Jako pilny uczeń dostałem tajemne imię. Poznałem inne religie: buddyzm, sufizm itd. Otrzymałem nakaz prowadzenia z innymi relaksu. Podczas tych ćwiczeń relaksacyjnych puszczałem kasety z podkładem muzycznym, a sam prowadząc relaks, powtarzałem w umyśle mantrę, wzywając siły kosmiczne i tajemne energie.
Brałem leki homeopatyczne. Dzisiaj jednak wiem, że twórca homeopatii dr. S. Hahnemann w 1777 r. został przyjęty do Loży Masońskiej w Transylwanii. Dodatkowo parał się spirytyzmem. Jak sam oświadczył, homeopatia powstała dzięki informacjom, przekazanym mu podczas seansów spirytystycznych.
Brał też udział w seansach uzdrawiających. Prowadził je guru, stosując między innymi hipnozę. Byłem świadkiem wyraźniej poprawy wzroku u pac jętki, która podobne jak ja została uzdrowiona- ale nie Bożą mocą. Później została jego uczennicą. Uczęszczałem na festiwale, podczas których profesjonalni okultyści leczyli metodą reiki, kolorami, muzyką, bioenergoterapią, wahadełkiem lekami homeopatycznymi itd. Sprzedawałem książki Sufizmu, Tarota, kasety relaksacyjne i reklamowałem prowadzoną przez niego szkołę jogi i kursy Tarota. Byłem przekonany, że czynię dobro. Medytowałem, mantrowałem i mudrowałem 20 godzin na dobę- oczekując na obiecane oświecenie. Korzystałem z porad numerologia. Ta usługa miała mi zapewnić dobre zarobki.
Przez dziesięć lat byłem pilnym i pierwszym uczniem guru, który mnie wprowadził w wiedzę tajemną, odkryw1ał przede mną mechanizmy szatańskiego działania. I tak stałem medium, tzn. pośrednikiem tajemniczych sił okultystycznych i satanistycznych. Nieświadomie oddawałem swój umysł, swoje ciało, swoją wolę nauczycielowi- demonowi- na usługi okultyzmu i magii.
Na zajęcia do mojego nauczyciela przyjeżdżali ludzie, kt…órzy zajmują się astrologią, numerologią i od nich słyszałem, że wielu polityków1), biznesmenów korzysta z tej wiedzy. Robi się również wykresy astrologiczne dla rządzących państwami. Ustala się również nazwy firm np. Lewiatan, który uosabia groźne dla człowieka siły kosmiczne i polityczne, a w Nowym Testamencie jest symbolem szatana utożsamionego z rajskim wężem. ( Ap 12, 3-9).
Nauczyciel prowadził również szkołę Tarota. Wykładał buddyzm, sufizm, ezoteryzm, wiedzę tajemną. Mówił np. że można wpływać na czyjeś myśli na odległość, ściągnąć energię witalną z człowieka, można też komuś zaszkodzić, mając jego zdjęcie lub nitkę z ubrania.
Powrót do Chrystusa
Były jednak okresy w moim życiu, kiedy chciałem się wycofać z grupy. Nie dałem jednak rady- zajęcia relaksacyjne działały jak magnez. Jeżeli dłużej niż tydzień nie poszedłem na zajęcia, czułem niepokój. Gdy poszedłem na zajęcia- było lepiej. Przełom nastąpił w 2002 roku. Stało się to dzięki Mojem mamie, która wyprosiła u Matki Bożej Częstochowskiej dla mnie nawrócenie. Po 11 latach nie chodzenia do kościoła ukląkłem na oczach mojego guru i zapytałem Boga: „Boże, co tu jest grane? Gdzie ja jestem?
I Pan zlitował się nade mną. Natychmiast w moim umyśle zaświeciło światło Ducha Świętego i usłyszałem: „To jest sekta i guru kieruje umysłami tych, którzy uczestniczą w zajęciach jogi”. Moja decyzja była natychmiastowa: zrywam współpracę z guru i odchodzę! Natychmiast doświadczyłem skutków tej decyzji: całe piekło zwaliło się na mnie. Prysnęło dobre samopoczucie, zbudowane przez szatana na piasku. Zaczął się horror, przestałem logicznie myśleć- cała moja osobowość została rozbita. Szatan uderzył w ciało, psychikę i rzeczy materialne. Nie mogłem wejść do domu, spałem u znajomych. Czułem obecność zła w całym bloku mieszkalnym. Czułem, że jestem skrępowany niewidzialnymi łańcuchami okultyzmu, nie mogłem spać, jeść a nawet logicznie myśleć. W mieszkaniu gasły żarówki, nie działał telefon i radio. Nie mogłem się modlić. O mojej sytuacji, w której się znalazłem, chciałem poinformować lekarza, policję i sąsiadów, ale się bałem. W końcu po kilkunastu dniach opuściłem mieszkanie. Klucze od mieszkania przekazałem uczniowi guru, który nie miał gdzie mieszkać- zamiast dzieciom czy sąsiadom. Natomiast ja postanowiłem do niego już nie wracać. W moim umyśle, który był sterowany przez złego ducha tkwiła myśl, że miasto Kraków zostanie zniszczone z powodu grzechów jego mieszkańców. Oddaliłem się około 40 kilometrów od miejsca zamieszkania. Szedłem w pożyczonym ubraniu z ciucholandu, bez żadnego dowodu tożsamości i pieniędzy. Po drodze prosiłem o chleb i wodę w sklepach spożywczych. Groziła mi utrata własnościowego mieszkania i żucia. Byłem przeznaczony na śmierć, ale Pan Bóg zdecydował inaczej. Kolejny raz uniknąłem śmierci, wróciłem, żyję!
Dzisiaj wiem, że przywrócenie do normalnego życia kogoś, kto był po uszy uwikłany w jodze, okultyzmie i magii, jest większym cudem, niż wskrzeszenie Łazarza. Piekło zaczęło się tak niewinnie: brak modlitwy, telewizja, horoskop, wróżba, talizman, mamutem, ćwiczenia jogi. Czułem, że ratunkiem dla mnie jest kościół. Jednak pozostał poważny problem: przez pół roku nie mogłem wejść do kościoła. Przyjeżdżałem pod Sanktuarium Bożego Miłosierdzia i z pobliskiej łąki patrzyłem na krzyż na wierzy bazyliki. Tu było mi nieco lżej. Jednak nie mogłem się modlić, ginęli i rwały się mi różańce.
Do chwili mego nawrócenia w 2002 roku nie wierzyłem w realną obecność szatana. Teraz na własnej skórze doświadczyłem, że on istnieje i może oddziaływać poprzez swoich ludzi, przedmioty, nawet zwierzęta.
W rękach Boga
W Końcu udało mi się wejść do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia i przystąpić do spowiedzi. Doświadczyłem, czym jest mądrość, miłość miłosierna i moc Boga Ojca i Jezusa Chrystusa, który działa przez kapłanów i Kościół. Po opuszczeniu okultystycznej seksty postawiłem na Chrystusa i jego moc uzdrawiającą i uwalniającą w kościele. Nie wziąłem leku psychotropowego przypisanego przez lekarza. Dzisiaj wiem, w moim przypadku to mnie uratowało, gdyż tylko Jezus przywraca do życia owce, które się pogubiły i zaginęły, a te które słuchają Jego głosu, prowadzi do wiecznej szczęśliwości. Dzisiaj jestem świadomy, że ciałem i duszą byłem w przedsionkach piekielnych. Dzięki łasce Bożej nawróciłem się, zostałem uwolniony i uzdrowiony. Przez siedem lat byłem „reanimowany w szpitalu Jezusa Chrystusa”- tzn. w Jego Kościele. A to dzięki posłudze charyzmatycznych księży i egzorcystów, którzy odprawiali za mnie Msze Święte i modlili się nade mną. Uczestniczyłem również w specjalnych rekolekcjach o uzdrowienie i uwolnienie, w czasie których zrozumiałem: Jeżeli chcę być trwale uzdrowiony, uwolniony i zbawiony, muszę dokonać radykalnego wyboru, a przede wszystkim odciąć się od źródeł zła, szczególnie od liberalno-masońskich środków przekazu. Po powrocie z rekolekcji zrozumiałem, że muszę przestać praktykować duchową schizofrenię. Dlatego:
• Wyrejestrowałem i przestałem oglądać telewizję publiczną i słuchać radia. Zrozumiałem, że te nośniki przekazu dokonały największego spustoszenia w mojej psychice i osobowości; słuchając radia wszedłem na drogę okultyzmu.
• Zerwałem kontakt ze wszystkimi członkami tej okultystycznej sekty oraz związek niesakramentalny.
• Przestałem kupować i czytać prasę codzienną, literaturę o treści pornograficznej.
• Przestałem chodzić na zakupy w niedziele i święta.
• Jako dystrybutor firm pracujących w systemie sprzedaży sieciowej (piramida wynagrodzeń) wyrejestrowałem się i przestałem korzystać z ich produktów.
• Zniszczyłem, wyrzucałem, spaliłem wszelką literaturę okultystyczną i pornograficzną, drzewko Szczęścia, piramidkę, posążek Buddy, kamienie szlachetne, meble i wersalkę, na której spał guru i jego uczniowie. Rzeczy te były skażone mantrami, magią, duchem innych kultur i religii. Odciskały one duchowo piętno na mojej duszy, psychice, ciele, rodzinie i otoczeniu. Dzisiaj wiem, że jest bardzo ważne, co trzymamy w mieszkaniu, z kim się spotykamy, z kim zawieramy związek małżeński, czym karmimy wzrok i umysł.
Gorąco apeluję i proszę ludzi pracujących w mediach i prasie: nie reklamujcie zła, nie współpracujcie z nim. Ludowy pisarz Wetzl słusznie zauważa: Bezbożna praca nigdy nie doszłaby do takiego rozwoju, gdyby miliony katolików nie popierały wrogich Kościołowi i tzw. Bezbarwnych pism i dzienników, czy to abonowaniem czy też współpracą”. Rekolekcjonista ojciec Bill nauczał, że 75% chorób wynika z grzechu. Dzisiaj jestem pewny, że powodem moich cierpień i niepowodzeń był grzech, brak wiary i wiedzy. Mój błąd był zasadniczy: do 56 roku życia nie brałem pod uwagę i nie traktowałem poważnie Jezusa. Skutki tego były opłakane. Pomimo to Jezus Chrystus nigdy o mnie nie zapomniał!
Dziękuję Ci, mój Jezu, za moją mamę, która podobnie jak święta Monika wymodliła moje nawrócenie, modląc się do Matki Bożej na różańcu.
Dziękuję wszystkim kapłanom, siostrom ze zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia i osobą świeckim, którzy pomogli mi wyjść z okultystycznej seksty i nadal pomagają, gdyż walka się nie skończyła, abym mógł wzrastać w miłości i świętości.
Doświadczyłem też aktualności świętych obcowania, Anioła Stróża, św. Michała Archanioła, św. Ojca Pio, św. Teresy od Dzieciątka Jezus, św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Dzisiaj jestem świadomy, że w moim uwolnieniu i uwolnieniu mojego mieszkania od niewolnienia okultystycznego konieczna była interwencja samego św. Michała Archanioła.
Kochani czytelnicy, to co przeżyłem, nie da się opisać. Była to straszna walka piekła z niebem, która toczyła się we mnie przez siedem lat i jeszcze się nie skończyła. Dlatego dzisiaj proszę słowami świętego Pawła: „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła”
(1 Tes 5, 21`-22).
Wdzięczny Bogu za ocalenie
Wiesław
(15041)| X | data: 22.08.2010, godz: 19:06 |
Agata
Ja również jestem przeciwny fanatyzmowi,tylko,że oboje ten fanatyzm trochę inaczej pojmujemy,a właściwie,chcemy pojać...
Nie,to co napisałaś nie jest chaotyczne,tzn.nie jest tak napisane..I sama chyba o tym wiesz,bo nie przepraszasz,a zwykle w takich przypadkach przeprasza się...?A moze chciałaś to zrobić,tylko zapomniałaś..?Byłoby to zbędne,bo nie musisz-w tym wypadku-przepraszać ludzi...Musisz przepraszać,ale Pana Boga...Właściwie to wszyscy musimy...i to często... (15040)| X | data: 22.08.2010, godz: 18:36 |
do Ewy
"(...)złozoność pewnych spraw,postaw i procesów..."?ble..ble..ble...
Nie wiem,kto jest autorem tego artykulu o wychodzeniu z"nałogu"masturbacji,ale pewnie jeden z tych psycho-socjo-szarlatanów,których tak uwielbiają media i co chwila jeden z nich w całej okazałości i"majestacie"ukazuje się na ekranie telewizora...
Głoszą oni min.ze najpierw człowiek ma polubić siebie,tak"ukochac",a potem innych,a własciwie wszystkich...Ma"odbudować relacje"z sobą i innymi ludźmi...Z tymi,którzy"myślą inaczej'',też...Mamy wszystkich lubić,kochać,"uściskiwać"...Wszelkie wynaturzenia,zboczenia przyjmujemy,a przynajmniej,nie protestujemy,bo-wiadomo-te.."relacje.."
A gdy już będziemy wszyscy się tak"lubić,kochać i szanowac'',także siebie samych,a jakże,to wtedy dopiero będzie miło,przyjemnie,radośnie...Zyć nie umierać...
No tak,ale była mowa o"rozwoju duchowym",który to dopiero teraz miał sie zacząc..!Ale teraz to właściwie po co nam on..?Przecież wszystko jest super,jest tak miło,tak dobrze...Po co to psuć...?Czy ktoś w tym momencie poważnie będzie myślał o wyjściu z"nałogu?"No,ale obiecał...Więc"musi"podjąć przynajmniej jakieś pozorne ruchy-tak dla..kosmetyki...Oczywiście nic już z tego nie będzie...
Trzeba odwrócić kolejność:najpierw zajrzeć w swoje wnętrze,najpierw Bóg i sprawy duchowe,najpierw troska o duchowy wzrost,a dopiero potem własne"ja"i inni ludzie...Jesli tak nie będzie,to tylko oszukujemy siebie i wprowadzamy zamieszanie w umysłach innych..
do Agaty
A Ty chcesz tu powiedzieć coś takiego:"Lepiej żyć w grzechu przed zawarciem sakramentu małżeństwa,anizeli"żądać"od"partnera"wytrwania w czystości przedmałżeńskiej gdyby miało to skutkować tym,ze już nigdy nikogo nie poznamy i do końca życia bedziemy sami..."
Oczywiście,jak mowisz,nie jestes za rozwiązłością..!!Broń Panie Boże...! (15039)| niedowiarek | data: 22.08.2010, godz: 17:21 |
do róży
Niedowiarku, nie do końca zgodzę się z Tobą. Są modlitwy, do których "dołączone" są szczególne łaski za ich odmawianie i to właśnie czyni te modlitwy wyjątkowymi. Należy do nich np. Różaniec, Tajemnica Szczęścia, Koronka do Bożego miłosierdzia, nabożeństwo do Ran Pana Jezusa itd
Pytanie czy rzeczywiście te obietnice pochodzą od Jezusa czy jest to wymysł ludzki?
Obiecać a dać to różnica,zawsze jak się nie chce dać można powiedzieć że słaba wiara,brak ufności itd.
(15038)
Niedowiarku, nie do końca zgodzę się z Tobą. Są modlitwy, do których "dołączone" są szczególne łaski za ich odmawianie i to właśnie czyni te modlitwy wyjątkowymi. Należy do nich np. Różaniec, Tajemnica Szczęścia, Koronka do Bożego miłosierdzia, nabożeństwo do Ran Pana Jezusa itd. Kościół za pośrednictwem Świętych daje nam wiele takich skarbów. Ale to prawda, czasami tylko jedno westchnienie ze szczerego serca może przynieść taki sam efekt.
Myślę, że wysłuchanie naszych modlitw zależy w dużej mierze od naszego nastawienia i naszej wiary... Chociaż też nie do końca, przecież Boże miłosierdzie nie zna granic :) i czasami mimo naszego bardzo interesownego podejścia i braku zastrzeżenia "bądź wola Twoja", potrafi wyprowadzić błogosławione efekty z jednego tylko drgnięcia serca :). Podobnie zresztą to bezowocne "klepanie" modlitw. Modlitwa to dialog. Rozmawiając zawsze się nawzajem ubogacamy... a co dopiero w rozmowie z Bogiem? ;) Problemem może być tylko umiejętność dostrzegania efektów, a czasami niestety potrzeba do tego dużo czasu.
Z drugiej strony... Bóg przecież wie wszystko o nas, jest naszym Ojcem, dlaczego więc musimy Go prosić o to, co nam potrzeba?
Pozdrawiam. (15037)| Ewa | data: 22.08.2010, godz: 15:39 |
DO X
Nie zauważyłam u Agaty pychy, natomiast zauważam ją w Twoim wpisie. Zarzucasz jej perfidię i egoizm. Na jakiej podstawie? Agata zwraca uwagę na złożoność pewnych spraw, postaw i procesów.
Wcale nie zachęca do życia w grzechu i zaniedbywania spraw duchowych. Raczej chodziło jej o to ( tak ja to zrozumiałam) żeby nie popadać w skrajność i nie promować wyłącznie rozwoju duchowego zaniedbując przy tym całkowicie albo w przeważającej mierze spraw psychiki.
Jeśli ktoś siebie nie kocha ( co np. może wynika z zaniedbań w dzieciństwie ze strony rodziców) jak może wypełnić przykazanie aby kochać bliźniego swego jak siebie samego? Myślisz, że SAMA MODLITWA w tej sprawie pomoże? Często taki człowiek musi skorzystać z pomocy psychologa, doszukać się korzeni tego braku miłości, popracować nad tym od strony czysto psychologicznej żeby były efekty. Można się jednocześnie modlić ale nie zaniedbywać również pracy terapeutycznej.
A o tym, że masturbacja ma związek ze złą relacją do samego siebie i wynika z wewnętrznego emocjonalnego napięcia mówi wielu księży. Wystarczy przeczytać trochę mądrych tekstów na ten temat. Tak, to jest grzech.....ale żeby z niego wyjść czasem nie wystarczy tylko sama modlitwa i chęć uniknięcia Bożej kary ale praca z psychologiem. (15036)
Do Antyx
Odpowiedź na Twoje ostatnie pytania dot. zawierania małżeństwa przez osoby chore psychiczne, znajduje się w Kodeksie Prawa Kanonicznego. (W razie różnych wątpliwości można do niego zawsze sięgnąć, dostępny jest w całości na wielu stronach internetowych).
Czytamy w nim m.in.:
Kan. 1095 - Niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy:
1 są pozbawieni wystarczającego używania rozumu;
2 mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych;
3 z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich.
Kan. 1096 - § 1. Do zaistnienia zgody małżeńskiej konieczne jest, aby strony wiedziały przynajmniej, że małżeństwo jest trwałym związkiem między mężczyzną i kobietą, skierowanym do zrodzenia potomstwa przez jakieś seksualne współdziałanie.
§ 2. Po osiągnięciu dojrzałości nie domniemywa się takiej ignorancji.
Jako komentarz do tego można sięgnąć do wydanych na podstawie kanonu 1067 "Instrukcji o przygotowaniu do zawarcia małżeństwa", Konferencji Episkopatu Polski, wydanej w 1986 r. Czytamy tam w 65 akapicie :
"Pozorną trudność może sprawiać dla wielu duszpasterzy kan. 1095. W n. 1 mówi on o braku wystarczającego używania rozumu. Taki brak jest stosunkowo łatwy do stwierdzenia. W n. 2 jest mowa o niezdolności do zawarcia małżeństwa przez te osoby, które mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych. N. 3 dotyczy tych, którzy z przyczyn natury psychicznej są niezdolni do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. Wady zgody małżeńskiej przedstawione w kan. 1095 n. 1-3, wynikają z prawa natury i dlatego duszpasterz nie będzie mógł dopuścić do zawarcia małżeństwa kościelnego tylko i wyłącznie wówczas, gdy będzie miał pewność, że zachodzi jeden z wypadków. Nie wolno bowiem, zgodnie z ogólnymi zasadami prawa, nikomu nakładać obowiązku lub odmawiać prawa, jak tylko w wypadkach pewnych. We wszystkich innych, kiedy istnieje uzasadniona wątpliwość, podobnie jak to było wyjaśnione w odniesieniu do przeszkody niezdolności fizycznej, nie można zabraniać narzeczonym zawarcia małżeństwa, bo ograniczyłoby się w ten sposób ich uprawnienie naturalne, którego nie mogą być pozbawieni z powodu wątpliwego braku. Dlatego znacznie trudniejsza praca staje się później przed sądem biskupim, który będzie musiał rozważyć konkretne wypadki, gdyby się okazało, że braki te faktycznie istniały w stopniu zaawansowanym i już w momencie zawierania małżeństwa spowodowały jego nieważność".
(źródło: http://www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/malzenstwo.htm )
Więcej nt. zawierania małżeństw w Kościele Katolickim, znajduje się w książce ks. Piotra Mieczysława Gajdy: "Prawo małżeńskie Kościoła Katolickiego", dostępnej na stronie: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAI/pr_malzenskie_00.html
Pozdrawiam, R. (15035)| niedowiarek | data: 22.08.2010, godz: 13:20 |
do antyx-a
nie ma żadnych szczególnych modlitw po których zostaniesz zawsze wysłuchana,w moim mniemaniu jak Bóg będzie chciał ci pomóc to ci pomoże(wysłucha twej modlitwy i przyjdzie ci z pomocą) .
Nie ważne czy będziesz modlić się do Niego litaniami,koronkami czy powiesz Mu swoimi słowami o swoim problemie .Można godzinami trwać na modlitwie przez długi czas i nic z tego nie będzie ,a wystarczy tylko jedno westchnienie i przychodzi z pomocą -i to jest dziwne. (15034)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |