Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [278] [279] [280] [281] [282] [283] (284) [285] [286] [287] [288] [289] [290] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Monika, lat 36data: 18.08.2010, godz: 15:01

male nic jestes swiatelkiem na tej stronie. Dziekuje i prosze dziel sie z nami opowiadaniami. Z checia poslucham kolysanki.

(14980)
małe nicdata: 18.08.2010, godz: 14:53

Miałam chłopaka, miałam... Gdy się dowiedział, że jestem w ciąży, rzucił mnie z pogardą, bo on chce żyć... Po co ja bez ślubu... ech, życie... Nosiłam dziecię, bo grzech zabić... I się urodziło; śliczne maleństwo, dzieweczka jak anieli... Dałam jej na imię Aniela, bo jak aniołek wyglądała:). Poprosiłam o dziecię by się nim nacieszyć, a tu cios... Serduszko nijakie i pracować nie chce... Wątła była i w inkubatorze leżała, podłączona pod różne rurki...Boże, czy to kara za nieślubność?... Jedynie operacja mogła jej pomóc, ale kosztowała x.. tys. złotych, a gdzie ja takie pieniądze wytrzasnę, przy mojej pracy w sklepie... Szpital rozłożył ręce, nie ma kapuchy. I zostałam sama... Ale byłam matką, a moje dziecię potrzebowało mojej pomocy. Na rzęsach stanę, a zdobędę i cię uratuję maleńka... Bolało mnie, że przytulić jej nie mogłam, ale miałam wiarę... Z oczami pełnymi łez wyszłam ze szpitala, ale co dalej? Gdzie?
- Boże, Ty wszystko możesz, wesprzyj wiarę matki, a zrobię wszystko, aby Aniela pokochała Ciebie i do Ciebie należała... Daj jej życie, proszę...
Pierwsze kroki skierowałam do rodziców. Niewiele pomogli, ale zawsze coś... Potem praca i bank. I stop. Przy moich zarobkach dostałam jedynie 1/4 potrzebnej sumy. Boże, chcę całość! Nie, bez litości... Trudno, z rodzicami było to już połowa. Gdzie dalej?... Spać nie mogłam wiedząc, że ona tam umiera... Chodziłam po firmach i hurtowniach, ale patrzyli na mnie wilkiem i zyskałam jedynie x... złotych. Schowałam dumę w kieszeń i poszłam żebrać. Boże, ludzie patrzyli z pogardą, jak młoda dziewczyna może żebrać?! Nawet nie czytali kartki... Czułam się jak skopana, ale to dla Anieli... Niech mnie zdepczą, ale uratuję cię maleńka... Miałam już 3/4 sumy i zostało jedno; lichwa. Trudno, będę jadła suchy chleb, ale spłacę, abyś ty ukochana żyła... "Trzymam cię przy piersi, widzę twój uśmiech, tulę"... Ech, otrząśnij się kobieto i kombinuj. Minął tydzień. Udało się! Mamo, tato będziecie mieć zdrową wnuczkę! Mam całą sumę! Z radością pobiegłam do szpitala, aby ujrzeć Anielę i powiedzieć jej "kocham cię"... Słowa siostry były okrutne... Godzinę temu umarła...
-Nie! Nie teraz! Anielo! Nie teraz... Dlaczego?... Przecież mam dla ciebie ratunek... Boże!...
Padłam na kolana i zalałam się łzami. Ktoś pomógł mi wstać, dał coś na uspokojenie... Ukryłam twarz w dłoniach.
-Boże, bądź wola Twoja... Zrobiłam co mogłam i dotrzymuję obietnicy... Pokochała Ciebie i do Ciebie należeć chciała... Dałeś jej życie, u siebie... Wysłuchaj ostatniej prośby matki; opiekuj się nią i daj mi ją przytulić po mojej śmierci... Jesteś mi to winien! Nie, nie jesteś... To moja rozpacz, przepraszam... Anielo, widzisz mamę?... Córeńko, kocham cię... Córeńko...
I zapłakałam, a personel patrzył ze współczuciem...
Jak zniosę pogrzeb?...
Serce matki wobec dziecka jest niezgłębione. Jej ofiarność w walce o nie nie ma sobie równych... Mama - najpiękniejsze słowo w ustach dziecka... O ile dane mu będzie je wypowiedzieć...

Do "do małe nic" - tak, sam:) Lubię to;)

(14979)
..............................data: 18.08.2010, godz: 11:22

Pan Jezus mówi nam za pośrednictwem Anny Katarzyny Emmerich:
"Liczne są możliwości postępu - nawet przez upadki. Wołaj mocno, gdy upadniesz. (...)
Na ziemi potrzebuję wszystkich Moich dusz. Potrzebowałem twego przyjścia na świat jako nowego serca do kochania Mnie.(...)"
Ten tekst znajdziecie w "Droga Krzyżowa wg. widzeń świątobliwej Anny Katarzyny Emmerich" - kosztuje ok. 4 zł i na prawdę warto go mieć.

(14978)
lbixdata: 18.08.2010, godz: 11:05

Trawiasto, co znaczy "cholerne"? Nie urzywajmy takich słów! Język polski jest bogaty, nie musimy przeklinać. Ale tak w ogóle zgadam się z Tobą i z Hanią odnośnie Łukasza.

(14977)
Trawiasta, lat 29data: 18.08.2010, godz: 00:33

Zgadzam sie z Hania. Dodam tylko jedno do jej wypowiedzi: Łukasz chcialby zeby to INNI przestali sie za niego masturbowac a on by tylko mogl z tego skorzystac :)

Absurdalnie to brzmi, przyznacie - ale ja mam wrazenie ze rownie absurdalne sa prosby Łukasza o pomoc. I absurdalna jest odpowiedz Lukasza do X - jakbys naprawde chcial to bys przestal uzywac internetu w celu sprawiania sobie przyjemnosci. Rachunki mozna placic bezplatnie bez internetu w domu. To jest tylko glupi wykret, argument ktorym sie czlowiek karmi zeby tylko bylo dalej jak jest. Stan permanentnego oszukiwania siebie - to jest nałóg.

Łukasz, jesli sam nie zechcesz naprawde wyjsc z nalogu to nikt Ci nie pomoze. Ja CI nie napisze jaka terapie powinienes wybrac bo nie jestem terapeuta a poza tym - miales swojego lekarza, psychologa, ksiedza, wspolnote... Sam musisz z tych dobrodziejstw korzystac. Chciec korzystac. Ty nie chcesz.
Jak zachcesz naprawde to bedziesz wiedzial co robic i gdzie isc po pomoc.

Nie mialam internetu przez kilka miesiecy ale rachunki placilam przelewami (darmowymi) ze swojego konta w filii swojego banku. Bank Slaski i rozne inne banki udostepniaja taka mozliwosc. Co cenniejsze jest - wolnosc od nalogu, zbawienie duszy czy te cholerne kilka zlotych na rachunki??

Tak masz racje to jest kopniak. Nie umiem sciemniac i pisac słodko i przyjemnie skoro jest nieprzyjemnie i niesmacznie. Forum Adonai nie uleczy Cie z masturbacji. Wybacz bezposredniosc ale nie umiem inaczej.

(14976)
Grazyna, lat 40, e-mail: aaa185@interia.pldata: 17.08.2010, godz: 22:12

Zgadzam się z wpisem Hani lat 37 ,i to w 100 % . Pozdrawiam.

(14975)
Hania, lat 37data: 17.08.2010, godz: 21:11

DO ŁUKASZA

A ja sobie Łukasz myślę, że tak naprawdę nie chcesz opuścić grzechu masturbacji, bo jest ci z nim zwyczajnie bardzo dobrze. Po czym tak sądzę? Już piszę:

Szukalam tego wpisu Tomka ze zdjęciem Marka, o którym pisała Agnieszka. Ten wpis był już ponad rok temu, a Ty już wtedy pisałeś, że "walczysz" z samogwaltem. Coś tu jest nie tak, prawda? Tylko piszesz, ale komptetnie NIC nie robisz. Owszem, chcesz, żeby INNI się modlili, INNI publikowali modlitwy o walce z masturbacją, INNI decydowali, co masz zrobić. A Ty? Nic, zupełnie nic. Bo to INNI źle się modlą, INNI nie chcą Ci pomóc. Wiesz co, nawet Pan Bóg, jak się człowiek zaprze, to nic nie zrobi. Znasz to: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Pana Boga, ale pracuj tak, jakby wszystko zależało od Ciebie"? Widzisz tę subtelność: "módl się", a nie "niech inni się modlą".

Tak sobie dalej myślę (X popraw mnie, jeżeli jestem w błędzie, nie pogniewam się), w wypowiedzi X raczej nie chodziło o fizyczne wyrzucanie telewizora i komputera przez okno (wszak to tzw. elektrośmieci, lepiej oddaj do punktu przyjęć). Wyrzuć, to wyłącz telewizor, wyłącz komputer. Nie musisz wszystkiego oglądać, jak leci (chyba że musisz, to już większy problem). Zrezygnuj z niektórych programów, zostaw 1, 2 ewentualnie INFO. Będzie taniej i dla Ciebie pożyteczniej. Komputer - owszem zrobić przelew internetowy, napisać pracę do szkoły, ale o godz. 00:01 to lepiej spać. Będziesz wypoczęty to i radośniej spojrzysz na świat.

Poza tym przecież są dobre książki, których nie musisz kupować, są wszak biblioteki. Możesz mamę wyręczyć w sprzątaniu, gotowaniu, prasowaniu (jak nie umiesz, to się nauczysz i przyszła żona będzie miała pożytek). Zabierz mamę na spacer. W Warszawie jest tyle pięknych miejsc. Zabierz mamę do lekarza, zajmij się jej zdrowiem, przekonaj, że warto (pisałeś przecież kiedyś, że poważnie choruje). Napraw releacje z rodziną, z nią nie tylko na zdjęciu dobrze się wychodzi. I nie mów, że ONI nie chcą, bo ONI mogą to samo mówić o TOBIE i błędne koło się zamyka. Ktoś rękę musi wyciągnąć pierwszy.

Pytasz się Trawiastej o terapię. Wybacz, ale już tyle było tu różnych propozycji, że kilka osób można obdzielić. Wykorzystaj je, tylko na serio, a jeżeli nic nie dadzą, DOPIERO zacznij szukać. Zobacz, ludzie, którzy pisali o tych propozycjach mogą pomyśleć, że według Ciebie mieli głupi pomysł. Chciałbyś tak?

Piszesz, że MOŻE ZACZNIESZ wychodzić z nałogu powoli, bez pośpiechu. To ja Ci powiem, że w to nie wierzę. Bo Ty musisz już w tej chwili, TERAZ zerwać z grzechem, a nie odkładać na jakieś potem. Bo to POTEM w tej sytuacji nigdy nie nadejdzie. Zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie, żeby nie od dzisiaj.... bo masz zły dzień, bo się z kimś pokłócisz, bo na Źróełku przeczytasz coś, co nie będzie po Twojej myśli, bo deszcz znów spadł, bo była burza, bo słońce za mocno świeciło, bo film był fajny, bo film był do niczego..... zawsze będzie jakieś wytłumaczenie.......

Zacznij Łukasz zwyczajnie żyć, bez stawiania siebie w centrum. Grzech pychy nie polega tylko na wywyższaniu się, ale również na robienie wiecznie z siebie ofiary losu: zobaczcie, jak mi źle, jak mi nic nie wychodzi, zajmijcie się wreszcie mną, jestem taki biedny, taki grzeszny, taki samotny, nikt mnie nie lubi....
Wszyscy od ponad roku już starają się Tobie udowodnić, że nie jest tak źle z Tobą, a Ty wraz swoje. Jak dziecko, które zasłoniło buzię kocykiem i płacze, że jest ciemno, tylko sobie nie da tego kocyka z buzi zabrać.....

Napisałeć na koniec, że jak Karina znajdzie fajną modlitwę, to z miłą chęcią ją przeczytasz...... Wybacz, ale modlitwy nie są do czytania.... Równie dobrze przeczytaj sobie książkę kucharską, też może być miło.....

(14974)
do male nicdata: 17.08.2010, godz: 20:33

male nic dziekuje za te piekne opowiadania:)czytam je z radoscia, sama je piszesz? sa piekne i pobudzaja do refleksji, szczegolnie to osttanie.

(14973)
Tomek, lat 36, e-mail: redakcja@adonai.pldata: 17.08.2010, godz: 13:38

Odprowadziłem wczoraj pielgrzymów jeden przystanek. Podczas marszu była modlitwa różańcowa za duszę śp. Marka. Pozdrawiam szczególnie Kingę i Marcina którzy pielgrzymują dalej aż na Jasną Górę.

Informacje o pielgrzymce oraz kilka zdjęć: XXVII Praska Pielgrzymka Piesza

(14972)
******Agnieszkadata: 17.08.2010, godz: 13:26

NA 113 stronie jest wpis Tomka z ubieglego roku i zdjęcie naszego TAdeusza - MArka jak wędruje na JAsną Górę.(wpis 9385)
Pewnie patrzy teraz na wszystkie pielgrzymki z Domu OJca.......

(14971)
małe nicdata: 17.08.2010, godz: 12:03

Zapalono świeczkę... Krzyk kobiety nagle ucichł, a zamiast niego był płacz dziecka... Nowo narodzona dziewczynka była rozkoszna... Szczęśliwe były czasy dzieciństwa, kiedy beztrosko hasała pośród łąk i kwiatów, leżała na trawie patrząc w niebo, a problemy dorosłych były jej obce. Radości i smutki szkoły, pierwsza miłość i rozstanie, błędy młodości, którymi się nie przejmowała i wiara, gdzie spowiedź goniła spowiedź, bo trudno było dochować przykazań, jak motylki były w głowie... Życie biegło radośnie, czasem tylko przeplatane smutkiem dziecięcych pragnień i marzeń...W końcu przyszła upragniona 18 a z nią dorosłość. Poczucie wolności dodawało skrzydeł i zabaw nie było końca. Radość z ukończenia szkoły, pierwsza praca i zwolnienia, trud poszukiwania, wielka miłość, ślub, pójście na swoje i wspólne dzielenie trudów życia, ale i radości. Gdzieś w między czasie urodziło się dziecko i nie wystarczała tylko dorosłość, potrzebna była jeszcze dojrzałość i odpowiedzialność. Trud wychowania dziecka sprawił, że doceniła trud swoich rodziców, co im powiedziała na jednej z wizyt. Zmęczona jej twarz uszlachetniła się pierwszymi zmarszczkami co jej nie przeszkadzało, bo miała prostą naturę... Nadal posiadała uśmiech dziecka, ale z dzieciństwa pozostały już tylko wspomnienia, które często przywoływała patrząc na dziecko... Wiara nabrała głębi, pozwalała jej przetrwać w cierpliwości i miłości. Trudne to były lata... Miała poczucie,że dobrze wychowała syna, bo kiedy odchodził na swoje, przytulił ją i powiedział, że ją kocha i dziękuje za trud wychowania... Tak, była szczęśliwa mimo łez rozstania...
Wiek średni przyniósł nowe doznania. Nadrobiła to co w młodości nie zrealizowała; podróż do kraju L. o czym marzyła... Została babcią i z radością bawiła wnuczkę, bo i ona dawała rozkoszne wspomnienia... Była również na przyjęciu z przyjaciółmi z dzieciństwa, co dało jej łzy radości i ujmujący za serce powrót do czasów beztroski... Nie miała wielkich ambicji i nie goniła za pieniądzem. Cieszyła się ze swojej skromnej pracy i czasu wolnego, gdzie w spokoju mogła oddać się swoim ulubionym zajęciom... Lubiła to... Czas płynął dla niej normalnym rytmem; nie gonił, nie ponaglał, razem z nią wdychał atmosferę spokoju i szczęścia...Wiara sprawiała jej radość, gdyż miała więcej czasu na rozmowę z Bogiem, a On się jej odwdzięczał darem łagodności... Zegar jednak tykał, mijały godziny, dnie, lata... Emerytura stworzyła trochę pustki w jej życiu... Wnuk już dorósł i wyprowadził się do innego miasta, syn wyjechał za granicę, mąż umarł; właściwie została sama, z wiarą, która co dzień wypełniała jej pustkę... Przy Bogu czuła się jeszcze potrzebna, choć już 80 lat minęło i nie było z kim porozmawiać, czy zjeść ciasto, które upiekła... Dreptała na spacer po parku, uśmiechała się życzliwie do ludzi, ale nikt nie miał ochoty na rozmowę... Nikt, oprócz małej dziewczynki, która się przysiadła i z dziecięcą prostotą odwzajemniła uśmiech, zadając jej pytania i z uwagą słuchając odpowiedzi... Wspomnienia... W domu z jej łagodnych oczu popłynęły łzy... Łąki, bezkresne niebo, motylki w głowie... "Boże, jaka ja jestem samotna"... Zasnęła... Ranek powitał świat już bez niej... Już nie była samotna... Świeczka zgasła...

(14970)
chwila data: 17.08.2010, godz: 09:28


Antyx

Modlitwa za kogoś nawet za Nergala nigdy nie jest bez sensu...
Chociaż rozumiem obawy... a widząc jego postawę w obliczu nawet takiej choroby odechciewa się w ogóle o nim myśleć, ale za takich ludzi powinno się chyba nawet modlić jeszcze więcej

(14969)
chwila data: 17.08.2010, godz: 09:22


Antyx
Trawiasta

Z tym tonem właśnie zawsze jest problem jak jest słowo pisane, czasem ludzie odczytują inaczej a wręcz wydaje im się że ktoś "kipiał krzyczał etc." jak wcale to nie miało miejsca...

(14968)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 17.08.2010, godz: 00:01

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>Do XDo antyx, lat 34>Do Jaaa

(14967)
Marcindata: 16.08.2010, godz: 22:26

No tak,moc w słabości sie doskonali.Tylko że nasze upadki wywodza sie stad że w chwili słabosci nie uciekamy sie do Boga tylko sluchamy zachcianek swojego ciala i w tym leży głowna przyczyna tego ze jest jak jest czyli z balastem upadkow idziemy...oby do Jezusa ktory nas ratuje

(14966)
Trawiasta, lat 29data: 16.08.2010, godz: 22:10

Sercem jestem z pielgrzymami z praskiej pielgrzymki... Marek na pewno idzie z Wami, kochani...


(14965)
Alys, lat 21data: 16.08.2010, godz: 14:28

Praska Pielgrzymka ruszyła:* Marek idzie z Wami:*

(14964)
karinadata: 16.08.2010, godz: 13:21

Łukaszu... Trawiasta jasno napisała Ci ze nie pomoze armia modlących się.. jeśli Ty sam nie włożysz najwiecej własnego wysiłku w zachowaniu czystości.
Po za tym to juz ktoś pisał ze nie liczy sie ilośc upadków tylko wola zachowania czystości plus praca. Potrzeba Ci ufności i cierpliwości do samego siebie.. zgrzeszyłeś, to nie koniec świata, tylko poznaj motyw dlaczego to zrobiłes,jak unikać kolejnej takiej okazji.. przebacz sobie samemu i spokojnie pracuj nad kazdym dniem w czystości. Ciesz sie z kazdego dnia.
I przestań w kółko błagać o modlitwy w tej intencji!!!!!!!!!!!

Moze od Ciebie Pan Bóg w tej kwestii wymaga najwięcej i modlitwy dlatego ciągle
"nie skutkują" ?

(14963)
karinadata: 16.08.2010, godz: 13:08

Marcin a moze ta slabosc jest najl drogą do świętości?? uczy Cię pokory..zmusza do pracy.. święty nie znaczy bezgrzeszny ani ideał..
święci mieli słabości.. zamiast skupiać sie na upadkach w grzechu zacznij dziekować Bogu za kazdą komunię sw, idx do spowiedzi , gdyż trwanie w grzechu - ciężkim po paru dniach obezwładnia odbiera siły. Moze ataki szatana po spowiedzi są intensywniejsze..ale za to pokój ducha jest tego wart.. Byc moze nie prędko pozbędziesz się problemu.. ale mozesz to wykorzystać w pracy nad sobą i trzeba zakasac rękawy.. i ciągle pracować.. a upadki nie są tak bolesne gdy po miedzy jesteś otoczony łaską. Każdy grzech ciężki rani sferę psyche szczeg gdy ma się sumienie nie zwichrowane.. i świadomosc grzechu.. Módl sie o stałego spowiednika.

(14962)
Xdata: 16.08.2010, godz: 12:35

do Trawiastej
"Bez komentarza",a przecież skomentowałaś..
Nie chcesz ze mną rozmawiać,a rozmawiasz...
Stosowanie ironii wcale nie musi świadczyć o pogardzie,lekceważeniu kogoś...
Masz rację:jeśli ktoś myśli inaczej niż ja,to źle myśli i szczęścia na tym łez padole nie zazna...!

A Łukaszowi(jeżeli chodzi o Jego problem),rzeczywiście,modlitwy,ani obecność na tym forum nie pomogą...Musi zacząć "działać'..."Tu też masz rację...Już Mu radziłem,od czego zacząć:otworzyć okno i....no,i tak jest...Miło było pogadać..

Jeszcze jedno:nie"w tym kraju",tylko"w naszym kraju..."!!!

(14961)
Xdata: 16.08.2010, godz: 12:22

do Juli,lat 35
Ja na twoim miejscu uległbym tej pokusie,bo skoro ta..."uporczywa myśl wraca.."
A że możesz kogoś"zranić..."On przeżyje,zapomni,"minie mu.."
No i może przecież zdarzyć się tak,że to Ty zostaniesz o wiele bardziej zraniona...
Zrobisz jak uważasz...Ja jednak bym się nie wahał...
A"lubić i cenić''-to,owszem,można nadal...czemu nie...?

(14960)
Oliwiadata: 16.08.2010, godz: 10:42

Do Juli 35
Tak, mysle, że podświadomie boisz się tego związku...a przeciez nie ma co się bać. Pan Bóg postawił na Twojej drodze wpaniałego człowieka, więc kochaj go całym sercem i dziękuj za niego Bogu.....bo w dobie samotności spotkać dobrego mężczyznę to CUD!!Długo byłas sama, wytworzyłas w swojej głowie obraz Twojego mężczyzny, Twoja dusza jednak teskniła za miłością cały czas:) Wycisz swoje wnętrze, pomódl się do Ducha Swietego, do Józefa i Maryi o spokój wewnętrzny.Powodzenia i ciesz się miłościa

(14959)
Trawiasta, lat 29data: 16.08.2010, godz: 10:15

Do X:
"do Arn
Mam mówić "proszę księdza"do kogoś,kto skończył 2-letnie...przyuczenie do zawodu,a jeszcze w dodatku ma żonę?"

Nie musisz mowic, mozesz uzywac "prosze pana" - wspolczesnie to tez forma grzecznosciowa przyjeta powszechnie przez osoby ktore nie szanuja osoby duchownej z innego wyznania badz maja ubeckie korzenie. Ewentualnie jesli jestes "wierzacy" dobrze wiesz ze to ksiadz jest a chcesz celowo pokazac swoja wyzszosc i lekcewazenie. Tez tak mozesz powiedziec.
Masz wolna wole w koncu, mozesz wybrac.

Bez komentarza, X. Twoja pogarda do wszystkich ktorzy nie mysla jak Ty jest powalajaca. Nic dziwnego ze nikt z Toba nie chce rozmawiac...


Antyx,
szarosc tez jest kolorem, przejsciowym. Nie rezygnuj ze swoich marzen, ciezko je realizowac, ciezko zyc w tym kraju ale moze to jest dla nas jakas szansa? Mnie tez bardzo ciezko funkcjonowac i ja czytam Twoj post o szarosci i bieli to tak jakbym czytala siebie sprzed roku... Nie pozwol szarosci ogarnac Twojego serca. Niech sobie wisi wszedzie dookola, ale tam jej nie pozwol dotrzec.
usciski serdeczne

Marcin,
krotka masz pamiec - ktos tu kiedys ofiarowal za Ciebie cierpienia, zmagania duchowe, fizyczne trudnosci i modlil sie... zapomniales juz?

Łukasz, sorry ze to napisze ale wydaje mi sie ze Tobie juz nie pomoga modlitwy i czytanie Adonai, tylko musisz sam zaczac dzialac. Modlitwa nic nie zmieni i nie sprawi ze staniesz sie aseksualny - tylko Ty sam mozesz podjac decyzje ze przestaniesz sie masturbowac albo nie. Tylko polaczenie terapii i regularnej spowiedzi daje efekty, ale jak przerzucisz odpowiedzialnosc na innych (modlitwe, brak modlitwy, terapeutow, ksiezy, samego Pana Boga) a sam bedziesz stal obok to NIC nie zrobisz.
Kazdy dzien jest walka w takiej sytuacji, od Ciebie zalezy czy ja podejmiesz czy odpuscisz. Samo zycie.
pozdrowienia.

(14958)
zbyteczny, lat 28data: 16.08.2010, godz: 09:45

Jeśli chodzi o powołanie to czy jest to tylko jakiś wewnętrzny głos, pragnienie, czy można zaliczyć też do tego splot różnych wydarzeń kierujących nas w tą czy inną stronę? Nie jest łatwą sprawą rozpoznać powołanie, przynajmniej dla większości ludzi. Kiedyś zastanawiałem się czy nie wybrać kapłaństwa lub zakonu, ale chyba zawsze czułem że chcę założyć własną rodzinę. Tylko z realizacją jest problem, tak naprawdę nigdy nie miałem dziewczyny, przez większość poznanych byłem traktowany w kategoriach dobrego kolegi. Jeżeli nawet coś się układało, gdy już cieszyłem się że coś z tego będzie, po jakimś czasie, bez konkretnego powodu wszystko zaczynało się psuć, kontakty stawały się coraz rzadsze aż w końcu zanikały. Teraz jest podobnie, widzę że kolejna moja znajomość rozpada się właśnie w ten sposób, propozycje spotkań, rozmowy są odrzucane i tak naprawdę nie wiem dlaczego. Mimo zapewnień że jestem dla niej ważny. Być może właśnie te wszystkie nieudane próby mają być dla mnie wskazówką żeby podążać inną drogą życiową?

(14957)
M.EWAdata: 15.08.2010, godz: 23:53

DO ROXY-25 LAT Powolanie pomoże Ci rozeznać rozmowa z jakim księdzem, siostrą zakonna. A jesli potwierdzą, że to powolanie to warto iść i przekonać się w jakimś zakonie. Bo człowiek zawsze może mieć wątpliwości a tylko będąc w zakonie można się ostatecznie przekonać czy to jest powołanie. Gdyż tak naprawdę nikt nie może za nas o tym dokońca zdecydować. Jeśli czulabyś wewnętrznie, że moze to byc powolanie to idź i spróbuj nawet gdyby się potem miało okazać, ze to nie jest Twoja droga.Jeśli się sama o tym nie przekonasz możesz kiedyś żalować, że nie sprobowalaś. A uwierz mi, jest to straszna świadomość.Wiem to, bo sama przez to przeszłam kilkanaście lat temu i do dzisiaj nie znam i już nie mogę poznać odpowiedzi czy życie w zakonie było moją drogą.Wiem też,że jednym z powodow dla ktorych nie przekonalam się o tym byl strach przed ludzkim gadaniem gdybym zrezygnowala i wrócila do domu.Dlatego radzę Ci z calego serca jeśli dojdziesz do świadomości, że to może być powolanie do zakonu, idź i przekonaj się o tym abyś nigdy nie żalowala tak jak ja. Pozdrawiam życzę odwagi.

(14956)
M.EWAdata: 15.08.2010, godz: 23:35

Do Nick-llimonki Jeśli piszsz o pomocy w depresji to radzę poszukać poradni psychiatrcznej. Niech nie przeraża Nikogo, że to poradnia psychiatryczna. Utarło się w społeczeństwie,że tylko psychole się tam leczą. Ale to nie prawda każdy kto potrzebuje pomocy szuka lekarza i nawet jeśli jest to psychiatra to nie nazwa jest ważna, ale że jest to lekarz ktorego specjalność pozwala pomoc czlowiekowi w depresji.Poza tym depresja jest chorobą wyleczalną i im szybciej skorzysta się z porady to krócej trwa kuracja.Moge o tym napisać z pelną odpowiedzialnością, gdyż kiedyś też bylam w takim stanie i w cale nie uważam się za psychiczną.Poprostu zbieg różnych trudnych spraw w moim życiu spowodował, że nie potrafilam poradzić sobie w codziennym życiu.Pozdrawiam i życze odwagi i nie przejmowania się tym co sobie pomyślą ludzie nawet jeśli spotkam ich w poradni psychiatrycznej.Lekarza potrzebują chorzy a nie, ci, ktorzy się dobrze mają.

(14955)
Jaaadata: 15.08.2010, godz: 22:30

Do Łukasza. Dobrze dodać jeszcze jakąś Nowenne i Litanie do Ducha Świętego!

„Duchu Święty, który widzisz całą moją przeszłość. Ty najlepiej znasz moje słabości i upadki. Przychodzę do Ciebie z raną masturbacji. Uzdrów mnie, proszę z tych poniżających czynów , za które z serc przepraszam i proszę o wybaczenie. Pomóż mi nie tylko za każdym razem wyznawać ten grzech na spowiedzi św., ale też przebaczać go sobie samemu. Naucz mnie szacunku do mojego ciała, które jest Twoją Świątynią . napełnij mnie na nowo poczuciem intymności, wstydliwości i czystości. Pomóż mi otworzyć się na innych i im pomagać. Przeniknij Bożą miłością moje ciało, serce i całą moją płciowość. Duchu Święty, umacniaj mnie w chwilach pokus i naucz mnie odwracać od nich uwagę. Amen”

(14954)
Piotr, lat 43, e-mail: piotrek672@interia.pldata: 15.08.2010, godz: 22:26

18-go sierpnia wybieram się na pieszą diecezjalną pielgrzymkę do Matki Boskiej Częstochowskiej. W plecaku jest jeszcze trochę miejsca na zabranie kilku intencji. Jeśli ktoś chciałby, aby się pomodlić w jego intencjach to proszę o przysłanie takowych na maila. Pozdrawiam. Z Panem Bogiem. Piotr

(14953)
Xdata: 15.08.2010, godz: 21:48

do Arn
Mam mówić "proszę księdza"do kogoś,kto skończył 2-letnie...przyuczenie do zawodu,a jeszcze w dodatku ma żonę?

Powiedzieć"pop",to tak jakby powiedzieć na księdza katolickiego"klecha"?
No,chyba..."szedłeś tropem nie własnego toku rozumowania...''?

(14952)
Jula, lat 35data: 15.08.2010, godz: 21:37

Mam problem dziwnej natury, a może to normalne to co się ze mną dzieje. Byłam samotna dość długo, ale to się zmieniło i od kilku miesięcy spotykam się ze wspaniałym człowiekiem. A jednak ciągle mnie kusi żeby zakończyć tą znajomość. Wiem, że jestem dla niego ważna, ja też go lubię i cenię, a jednak ta uporczywa myśl wraca. Czy ja podświadomie boję się związku? Jedyne co mnie powstrzymuje to myśl, że mogę go tym zachowaniem zranić. Proszę o modlitwę bo sama przez to nie przejdę.

(14951)
ania, e-mail: malta@onet.pldata: 15.08.2010, godz: 20:53

do Marcina
"Moc w słabości się doskonali"... obiecuję pamięć modlitewną każdego dnia, pozdrawiam

(14950)
mc, lat 25data: 15.08.2010, godz: 20:28

DO ŁUKASZA

Polecam przystąpienie do Ruchu Czystych Serc.
Szczegóły: http://www.rcs.org.pl/pl/o_nas/czym_jest_rcs.html

Dawniej wydawało mi się, że to dla nastolatków, ale dziś wiem, że Jezus poprzez RCS prawdziwie leczy serca zranione różnymi grzechami...

Polecam też msze o uzdrowienie duchowe, a szczególnie polecam zawierzenie swojego życia Maryi :)

(14949)
Arndata: 15.08.2010, godz: 18:53

do antyx, lat 34. Po porostu do kapłana prawosławnego możesz mówić: np. proszę księdza, lub jeśli ten ksiądz jest mnichem to wtedy mówimy ojcze. Określenie pop na księdza prawosławnego to tak jakby powiedzieć - klecha. Spokojnie nieświadomie to mówiłaś od teraz już wiesz. Pozdrawiam Arn:)

(14948)
małe nicdata: 15.08.2010, godz: 16:23

Apostołowie zebrali się na prośbę Maryi, która czuła zbliżające się odejście. Piotr wzorem Jezusa odprawił ostatnią wieczerzę i dał leżącej Maryi Chleb i Wino jako Eucharystię. Matka mając ręce złożone na piersi przyjęła Ją z pokorą i szczęściem na twarzy. Nie bała się śmierci, bo wiedziała, że Jezus śmierć pokonał i tam dokąd ona ma odejść On będzie na nią czekał... Znowu przytuli Syna o ile będzie godna...Nic nie bolało Matkę, a twarz pełna skupienia i radości przypominała tę, którą miała w 15 roku życia...Jan prosił Maryję o błogosławieństwo, więc pobłogosławiła wszystkim, a potem już tylko patrzyła w górę i czekała...Uśmiechnięta, ufająca...I otworzyło się Niebo i zstąpili aniołowie otaczając łoże Maryi, po czym przyklękli pokłon oddając. Trwali tak przez chwilę czekając...Dusza Maryi odłączyła się się od ciała świetlistą postacią, którą aniołowie unieśli ku górze...I stanęła u Tronu... Aniołowie z uwielbieniem i szacunkiem przyklękali i cześć Matce oddając cieszyli się, że oto jest z nimi Największy Skarb Nieba...Maryja z dala widząc Jezusa chciała biec, ale z pokorą podeszła i padła na kolana... Jezus był jeszcze piękniejszy niż na ziemi, a z otworów Ran Jego biło światło przeczyste. Nie czuła się godna objąć Boga, ale to Bóg podszedł i przyklęknąwszy pomógł wstać Matce a następnie objął ze słowami "Witaj Mamo". Serce Matki zapłakało ze szczęścia...Znowu byli razem, a ona jednak była godna...
Tymczasem apostołowie widząc, że Maryja umarła, zaczęli obrzęd pogrzebowy...Owinęli ciało w całun, który wypełnili wonnymi ziołami. Po czym zanieśli je do groty...W nocy natomiast nastąpiło cudowne zjawisko. Oto Dusza Maryi w otoczeniu aniołów zstępuje z Nieba. Część apostołów będących przy grobie padło na kolana zaskoczonych zjawiskiem. Aniołowie stanęli przed wejściem patrząc na apostołów, a Maryja przeniknąwszy ścianę groty złączyła się z ciałem, po czym już jako ciało uwielbione pojawiła się na zewnątrz, młoda i niewypowiedzianie piękna, następnie uśmiechnęła się do uczniów i rzekła: "On jest, wierzcie". I wraz z aniołami uniosła się do Nieba...Ciałem i duszą...

(14947)
Agatadata: 15.08.2010, godz: 13:59

Do Łukasza:
Byłam w tym roku w cudownym miejscu: grota św. Michała Archanioła we Włoszech, w Monte Sant Angelo. Polecam Ci się tam wybrać. Tam naprawdę czuje się jego obecność. I powiem Ci, że czuję od tamtego czasu nad sobą jego opiekę... Nie potrafię tego ująć w słowach, ale uwierz mi, warto poprosić go o pomoc... w koncu to anioł walczący, On Cię ustrzeże przed pokusami.
A po drugie: mam wrażenie Łukaszu, że strasznie demonizujesz swój nałóg. Rozumiem Cię, bo sama też to kiedyś robiłam, ale to nie jest dobre-tak naprawdę ta cała osławiona 'walka' z nałogiem nie polega wcale na walczeniu. A na kochaniu. Przyznaniu się do słabości i pokochaniu siebie takim, jakim jesteś. Odnoszę takie wrażenie, nie wiem, czy słuszne, że masz w sobie takie mocno zranione dziecko, które trzeba koniecznie mocno przytulić i ukołysać. I przemówić do niego, przekonać go, ze je kochasz. I to Cie uspokoi. Bo tylko spokojny możesz zacząć z nałogu wychodzić. Niepokój właśnie i strach, także przed demonizacją nałogu, rodzi w Tobie napięcie, stres, myślisz o tym ciągle, ze jesteś uzależniony, ze to, ze tamto. I w takim momencie trudno jest rzucić to, co pozornie przynosi Ci ulgę.
Kiedyś usłyszałam takie madre zdanie, które wzięłam sobie do serca: Kiedy mówimy o uzależnieniu? gdy cały czas o czymś myślisz i wszystkie Twoje myśli wokół tej jednej rzeczy sie kręcą. Więc przestań o tym myśleć. Po prostu. Jak Ci sie nie uda długo wytrwać, powiedz sobie: trudno, spokojnie, nic sie nie stało, bez paniki, następnym razem się uda. Zadręczanie sie nie jest żadnym rozwiązaniem. I nie chodzi tu o bagatelizowanie problemu. Ty zdajesz sobie sprawę ze swojego uzależnienia, tylko nie rób z niego swojego 'bóstwa', o którym w kółko myslisz. Spróbuj. Zawsze, jeśli nie pomoże, możesz spróbować czegoś innego. A to Ci nie zaszkodzi. Sprawdzone potwierdzone. Zajrzyj jeszcze tu, jeśli jeszcze nie zapisałeś sie na newslettera: http://www.masturbacja.brat.pl/
I, naprawdę, zapisz sie do jakiegoś psychologa na regularne wizyty. Pomaga. Żebyś nie miał dylematów moralnych, najlepiej do jakiegoś katolika. Czasami działają tacy charytatywnie przy parafiach, poszukaj w necie.
Pozdrawiam:)

(14946)
Marcindata: 15.08.2010, godz: 12:45

Juz od tak dawna pragne swietosci a tu caly czas moja slabosc staje mi na drodze.Chcialbym miec jakies stale zaplecze modlitewne bo sam jestem chwiejny jak łodyga na wietrze

(14945)
antyx, lat 34data: 15.08.2010, godz: 11:55

Do Łukasza - moim zdaniem mogą Ci pomóc tylko egzorcyzmy. Weź pomódł się do św. Michała Archanioła, a następnie powinieneś mieć jakiś egzorcyzm o uwolnienie od grzechów przodków (może jesteś skażony dziedzicznie), o uzdrowienie seksualności, o uzdrowienie wewnętrzne, za ranione dzieci, o uzdrowienie z nałogów - uważam, że PO PIERWSZE tędy droga jeśli chcesz nałóg zwalczyć. Każdy - egzorcyzmy i częsta spowiedź.
A najważniejszy egzorcyzm - MOIM zDANIEM - to egzrocyzm WYBACZENIA.
On jest w sieci - modlitwa wybaczenia - poszukaj sobie i wbij ją sobie w głowę jak kołek. Dosłownie :( Jak masz taką rodzinę jak moja to można Ci współczuć i nic więcej Ci nie pozostaje - wybaczyć i się od nich TAK uwolnić - albo wyjazd na drugi koniec świata.
?
:(




(14944)
antyx, lat 34data: 15.08.2010, godz: 11:48

Dziś Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryji Panny co chciałam przypomnieć,
a także napisać kilka słów o ojcu Maksymilianie Kolbe, którego śmierć męczeńską Kościół wspominał wczoraj (źródło: brewiarz.katolik.pl)

======================================
Prawdę o Wniebowzięciu NMP ogłosił jako dogmat wiary papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w Konstytucji apostolskiej "Munificentissimus Deus":

"...powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej" (Breviarium fidei VI, 105)

Orzeczenie to Ojciec święty wypowiedział uroczyście w bazylice św. Piotra w obecności prawie 1600 biskupów i niezliczonych tłumów wiernych. Orzeczenie to oparł nie tylko na dogmacie, że kiedy przemawia uroczyście jako wikariusz Jezusa Chrystusa na ziemi w sprawach prawd wiary i obyczajów, jest nieomylny, ale także dlatego, że ta prawda była od dawna w Kościele uznawana. Papież ją tylko przypomniał, swoim najwyższym autorytetem potwierdził i usankcjonował.

Przekonanie o tym, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uwielbił, uczynił podobnym do swojego ciała w chwili zmartwychwstania i zabrał do nieba, było powszechnie wyznawane w Kościele katolickim. Już w VI wieku cesarz Maurycy (582-602) polecił obchodzić na Wschodzie w całym swoim państwie 15 sierpnia osobne święto dla uczczenia tej tajemnicy. To oznacza, że święto to musiało lokalnie istnieć już wcześniej, przynajmniej w V w. W Rzymie istnieje to święto z całą pewnością w wieku VII. Wiemy bowiem, że papież św. Sergiusz I (687-701) ustanawia na tę uroczystość procesję. Papież Leon IV (+ 855) dodał do tego święta wigilię i oktawę. Z pism św. Grzegorza z Tours (+ 594) dowiadujemy się, że w Galii istniało to święto już w VI w. Obchodzono je jednak nie 15 sierpnia, ale 18 stycznia. W mszale na to święto, używanym wówczas w Galii, czytamy, że jest to "jedyna tajemnica, jaka się stała dla ludzi - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny". W prefacji zaś są słowa:
Tę, która nic ziemskiego za życia nie zaznała, słusznie nie trzyma w zamknięciu skała grobowa.

Teolodzy Kościoła usiłują nie tylko stwierdzić fakt istnienia tej tajemnicy, ale także go uzasadnić. O tej tajemnicy pisali św. Tomasz z Akwinu (+ 1274), św. Albert Wielki (+ 1280), Jan Gerson (+ 1429), Suarez (+ 1617) i inni. Kiedy w XV w. Jan Marcelle w kazaniu na Wniebowzięcie Maryi wypowiedział zdanie, że "nie jesteśmy wcale zobowiązani pod grzechem śmiertelnym wierzyć, że Maryja została z ciałem do nieba wziętą", gdyż nie jest to dogmat, cały fakultet uniwersytetu paryskiego wystąpił z całą stanowczością przeciwko niemu i zażądał, by te słowa odwołał, gdyż tego rodzaju wypowiedź pobrzmiewa herezją i jest sprzeczna z ogólnie wyznawaną prawdą.
Pisarze kościelni podkreślają, że skoro Matka Chrystusowa była poczęta bez grzechu, skoro Bóg obdarzył Ją przywilejem Niepokalanego Poczęcia, to konsekwencją tego jest, że nie podlegała prawu śmierci. Śmierć bowiem jest skutkiem grzechu pierworodnego. Ponadto nie wypadało, aby ciało, z którego Chrystus wziął swoją ludzką naturę, miało podlegać rozkładowi. Chrystus, którego ciało Bóg zachował od zepsucia, mógł zachować od skażenia także ciało swojej Matki. Wreszcie tajemnica zmartwychwstania i wniebowzięcia jest przewidziana dla wszystkich ludzi, dlatego nie sprzeciwia się rozumowi, aby Chrystus dla swojej Rodzicielki przyspieszył ten dzień.
Dlaczego jednak dopiero od VI w. ta prawda przenika tak mocno świadomość wierzących? W Kościele jest więcej takich prawd, które rozwijały się i zostały wyjaśnione definitywnie później. Tak było np. odnośnie osoby Jezusa Chrystusa, gdy występowano przeciwko Jego naturze Boskiej, dwóm naturom, dwóm wolom (arianizm, nestorianizm, monofizytyzm), a nawet przeciwko jego naturze ludzkiej. Ogłoszenie prawdy o Wniebowzięciu Maryi jako dogmatu wiary było przypieczętowaniem i ukoronowaniem starożytnej tradycji Kościoła.

-------------------------------------------------------------------------------------------
św. Maksymilian Maria Kolbe

Rajmund urodził się w Zduńskiej Woli koło Łodzi 8 stycznia 1894 r. Był drugim z kolei dzieckiem, jego rodzice trudnili się chałupniczym tkactwem. Jego rodzina posiadała tylko jedną, dużą izbę, gdzie w kącie stał piec kuchenny, z drugiej strony cztery warsztaty tkackie, a za przepierzeniem była sypialnia. We wnęce znajdowała się na stoliku figurka Matki Bożej, przy której rodzina rozpoczynała i kończyła modlitwą każdy dzień. Rodzice, chociaż ubodzy, byli jednak przesiąknięci duchem katolickim i polskim. Należeli do III zakonu św. Franciszka. Ojciec Rajmunda bardzo czynnie udzielał się w parafii. Dzieci wychowywali karnie i pobożnie. Ojciec nawet należał do konspiracji i swoim synom często czytał patriotyczne książki. Pierwsze nauki Rajmund pobierał w domu. Nie było bowiem wtedy szkół polskich, a rodzice nie chcieli posyłać dzieci do szkół rosyjskich. Rajmund sam więc uczył się czytania, pisania i rachunków. Wkrótce zaczął pomagać rodzicom w sklepie. Zdradzał bowiem zdolności matematyczne.
Od najwcześniejszych lat Rajmund wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej. Jako mały chłopiec kupił sobie figurkę Niepokalanej. Nie był on jednak chłopcem idealnym. Pewnego dnia na widok swawoli syna matka odezwała się do niego z wyrzutem: "Mundziu, co z ciebie będzie?" Chłopak zawstydził się i spoważniał; odtąd zaczął oddawać się modlitwie przy domowym ołtarzyku. Miał ok. 12 lat, kiedy prosił Matkę Bożą, aby mu Ona sama odpowiedziała, kim będzie. Jak opowiadał później mamie, pokazała mu się wtedy Maryja trzymająca dwie korony: jedną białą i drugą czerwoną, i zapytała, czy je chce. "Biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boska mile na mnie spojrzała i zniknęła". Było to w kościele parafialnym w Pabianicach.
W roku 1907 w parafii pabianickiej po raz pierwszy od dziesiątków lat odbywały się misje. Prowadził je franciszkanin, o. Peregryn Haczela ze Lwowa. Na jednej z nauk misjonarz zachęcił chłopców, by wstąpili do zakonu św. Franciszka. Nauki zakonnicy udzielali za darmo w gimnazjum we Lwowie. Pod wpływem przeprowadzonej misji Rajmund ze swoim starszym bratem, Franciszkiem, postanowił wstąpić do franciszkanów konwentualnych. Za pozwoleniem rodziców udali się obaj do małego seminarium we Lwowie. W rok potem (1908) poszedł w ich ślady brat najmłodszy, Józef. W gimnazjum Rajmund wybijał się w matematyce i fizyce.

Będąc w gimnazjum, Rajmund postanowił zbrojnie walczyć dla Maryi. Wkrótce jednak doszedł do przekonania, że takiej walki nie da się połączyć ze stanem duchownym, który chciał obrać. Postanowił więc zrezygnować z powołania duchownego i kapłańskiego. W tej krytycznej chwili zjawiła się we Lwowie jego matka i wyznała obu synom, że postanowiła z ojcem poświęcić się na służbę Bożą. Matka miała wstąpić do benedyktynek we Lwowie, a ojciec - do franciszkanów w Krakowie. Rajmund ujrzał w tym wyraźną wolę Bożą i uznał, że jego przeznaczeniem jest pozostanie w zakonie. Poprosił więc o przyjęcie do nowicjatu, który rozpoczął 4 września 1910 r. Przy obłóczynach otrzymał imię zakonne Maksymilian.
W tym okresie Maksymilian przeżywał okres skrupułów. Dzięki jednak roztropności spowiednika i przełożonych rychło się z nich wyleczył. W rok potem złożył czasowe śluby (5 września 1911 r.). Po nowicjacie ukończył ostatnią, ósmą klasę gimnazjalną i zdał maturę. Jesienią 1912 r. udał się na dalsze studia do Krakowa. Przełożeni jednak, widząc jego wyjątkowe zdolności, wysłali go na studia do Rzymu, gdzie zamieszkał w Międzynarodowym Kolegium Serafickim. Równocześnie uczęszczał na wykłady na Uniwersytecie Gregorianum. Tam studiował filozofię (1912-1915), a potem, już w samym Kolegium Serafickim, teologię (1915-1919). Studia wyższe ukończył z dwoma dyplomami doktoratu: z filozofii i teologii. W wolnych chwilach oddawał się ulubionym studiom fizycznym. Napisał wtedy artykuł pt. Etereoplan o pojeździe międzyplanetarnym, który zaprojektował w oparciu o newtonowskie prawo akcji i reakcji.
1 listopada 1914 r. złożył profesję uroczystą, czyli śluby wieczyste, przybierając sobie imię Maria. Ulubioną lekturą Kolbego były wówczas Dzieje Duszy św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Rozczytywał się w nich i pogłębiał swoje życie wewnętrzne. Duże wrażenie uczyniła także na nim lektura św. Gemmy Galgani Głębia duszy. Nie rozstawał się również z dziełkiem św. Alfonsa Marii Liguori Uwielbienia Maryi i św. Ludwika Marii Grignion de Monfort O ofiarowaniu się Jezusowi przez Maryję.
Kiedy wybuchła I wojna światowa, Klerycy spod zaboru austriackiego otrzymali rozkaz natychmiastowego opuszczenia Rzymu i powrotu do rodzinnego kraju. Kolbe wyjechał do San Marino, gdzie starał się o przedłużenie paszportu i na odbywanie dalszych studiów w Rzymie. Wkróce otrzymał wiadomość, że jego brat, Franciszek, opuścił zakon i wstąpił do polskich legionów. Potem założył rodzinę i pracował jako nauczyciel, organista, a w końcu jako urzędnik państwowy. Zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, zapewne w roku 1943. Także ojciec Maksymiliana wstąpił do legionów i zginął w potyczce między Olkuszem a Miechowem (1914). W duszy Maksymiliana powstała walka, czy i on nie powinien iść w ich ślady. Doszedł jdnak do przekonania, że więcej dla ojczyzny uczyni jako kapłan. 29 listopada 1914 r. otrzymał święcenia niższe, a 28 października 1915 r. na Uniwersytecie Gregoriańskim obronił pracę doktorską z wynikiem summa cum laude (z wyróżnieniem).

Pod wpływem szeroko zakrojonej akcji antykatolickiej, której był świadkiem w Rzymie, po naradzie ze współbraćmi i za zgodą swego spowiednika, Maksymilian Maria założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae). Celem tego stowarzyszenia była walka o nawrócenie schizmatyków, heretyków i masonów. Dla jego realizacji jego członkowie mieli się oddawać na całkowitą i wyłączną służbę Maryi Niepokalanej i codziennie powierzać Jej los grzeszników. Temu programowi Maksymilian odtąd oddał się z całym zapałem i pozostał mu wiernym aż do śmierci. Wkrótce po założeniu Rycerstwa napisał list do przełożonego generalnego franciszkanów, o. Dominika Tavaniego, z prośbą o błogosławieństwo. 8 października 1917 r. otrzymał święcenia diakonatu, a 28 kwietnia 1918 r. w kościele św. Andrzeja della Valle święcenia kapłańskie z rąk kard. Bazylego Pompilego. Mszę prymicyjną odprawiał w kościele i przy ołtarzu, gdzie w 1842 r. Niepokalana objawiła się Alfonsowi Ratisbonnowi. 22 lipca 1919 r. o. Maksymilian Kolbe ukończył wydział teologiczny również ze stopniem naukowym doktora.
W roku 1919, po siedmiu latach pobytu w Rzymie, o. Maksymilian wrócił do Polski. Postanawił dołożyć wszystkich sił, aby stała się ona królestwem Maryi. Przełożeni przeznaczyli go na nauczyciela historii Kościoła w seminarium zakonnym w Krakowie. Zaczął werbować kleryków do Milicji Niepokalanej. Do najgorliwszych apostołów należał o. Katarzyniec, zmarły w opinii świętości. Jego proces beatyfikacyjny jest w toku. Maksymilian miał wówczas 26 lat. Do Milicji Niepokalanej zaczęli napływać nie tylko klerycy i franciszkanie, ale również ludzie świeccy. Maksymilian zbierał ich w jednej z sal przy kościele franciszkanów i wygłaszał do nich referaty o Niepokalanej, oddaniu się Jej, o życiu wewnętrznym. Niestety, rozwijająca się gruźlica zmusiła przełożonych, by wysłali go na trzy miesiące do Zakopanego. Tam odprawił rekolekcje. Kiedy nastąpiła wyraźna poprawa, wrócił do Krakowa. Kiedy jednak choroba powróciła, prowincjał wysłał go ponownie do Zakopanego, zabraniając mu wszelkiej pracy apostolskiej. Przebywał tam osiem miesięcy, po czym przełożeni za poradą lekarzy przenieśli go do Nieszawy. Z końcem października 1921 r. powrócił do Krakowa. 2 stycznia 1922 rr. otrzymał z Rzymu upragnione zatwierdzenie Milicji Niepokalanej. W tym samym miesiącu zaczął wydawać w Krakowie miesięcznik pod znamiennym tytułem Rycerz Niepokalanej, który z czasem zdobędzie sobie niezmiernie wielką popularność w Polsce i za granicą.
Przełożeni zaniepokojeni w ich mniemaniu zbyt szeroko zakrojoną akcją o. Kolbego przenieśli go do Grodna. Jednak i tu rozpoczętego dzieła szerzenia Milicji Niepokalanej i rozpowszechniania Rycerza Niepokalanej franciszkanin nie zaniechał. Zdobył małą drukarkę i wśród współbraci znalazł ochotnych pomocników. Zaczął także werbować powołania do pracy wydawniczej. Dzięki temu Rycerz stale zwiększał swój nakład. W ciągu pięciu lat (1922-1927) z 5000 wzrósł do 70000 egzemplarzy! Na pięciolecie pisma otrzymał wiele listów gratulacyjnych od biskupów oraz błogosławieństwo papieża Piusa XI z licznymi odpustami i łaskami, o które dla swojego związku prosił.
Gdy w klasztorze grodzieńskim pole do pracy okazało się zbyt ciasne, o. Maksymilian Maria za pozwoleniem przełożonych zaczął oglądać się za nową placówką. Książę Jan Drucki-Lubecki ofiarował mu w okolicach Warszawy pięć morgów pola ze swego majątku Teresin. Ojciec Kolbe zjawił się w późniejszym Niepokalanowie 6 sierpnia 1927 r. i postawił tam figurę Niepokalanej. Z pomocą oddanych sobie współbraci i okolicznej ludności zabrał się też do budowy kaplicy. Postawiono także drewniane baraki, do których wniesiono maszyny. Przenosiny miały miejsce 21 listopada 1927 r. - w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.
Kiedy dzieło w Niepokalanowie doszło do pełni rozwoju, za zezwoleniem generała zakonu o. Kolbe w towarzystwie czterech braci zakonnych udał się do Japonii, aby tam szerzyć wielkie dzieło (26 lutego 1930 r.). W drodze zatrzymał się w Szanghaju. Znany chiński katolik Lo-Pa-Hong z miejsca zaofiarował mu dom, maszyny drukarskie i motor oraz zapewnił utrzymanie zakonnikom. Niestety tamtejszy biskup wyraził stanowczy sprzeciw. O. Kolbe udał się więc do Japonii. W niezmiernie ciężkich warunkach, bez żadnej pomocy miejscowego biskupa w Nagasaki, o. Kolbe rozpoczął pracę wydawniczą. W trzy miesiące później miał już własną drukarnię i dom. Pierwszy numer Rycerza japońskiego (Seibo no Kishi) ukazał się w nakładzie 18000 egzemplarzy. Drugi numer, listopadowy, miał już nakład 20000, a grudniowy - 25000. W 1931 r. Maksymilian nałożył habit franciszkański pierwszemu Japończykowi. Dał mu na imię Maria. W tym samym roku nabył pod klasztor dziki stok góry, gdzie wystawił pierwszy własny budynek. Tak powstał japoński Niepokalanów (Mugenzai no Sono - Ogród Niepokalanej). W roku 1934 poświęcono tam także nowy kościół.
W roku 1936 japoński Niepokalanów był już na tyle okrzepły, że o. Kolbe mógł go opuścić. Na kapitule prowincjalnej został bowiem wybrany przełożonym Niepokalanowa w Polsce. Po sześciu latach nieobecności wrócił do kraju. Sława Niepokalanowa rosła. Co roku zgłaszało się ok. 1800 kandydatów. O. Kolbe osobiście przyjmował zgłaszających się. Stosował surową selekcję. Przyjmował około 100. Głównym warunkiem przyjęcia było pragnienie świętości. W roku 1939 Niepokalanów liczył już 13 ojców, 18 kleryków-nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Rycerz Niepokalanej osiągnął nakład 750 tys. egzemplarzy. Rycerzyk Niepokalanej i Mały Rycerzyk Niepokalanej miały łączny nakład 221 tys. egzemplarzy, Mały Dziennik - nakład codzienny 137 tys., a niedzielny - 225 tys. egzemplarzy. Ponadto drukowano Informator Rycerstwa Niepokalanej, Biuletyn Misyjny i Echo Niepokalanowa. Kalendarz Niepokalanej liczył w 1937 r. 440 tys. egzemplarzy nakładu. Od roku 1938 Niepokalanów miał własną radiostację, której sygnałem była melodia Po górach, dolinach.

1 września 1939 r. wybuchła druga wojna światowa. Już 12 września Niepokalanów dostał się pod okupację niemiecką. 19 września gestapo aresztowało mieszkańców Niepokalanowa, którzy nie zdołali na czas uciec lub uciekać nie chcieli. W obozie tymczasowym w Lamsdorf (Łambinowice), a potem w Amteitz (Gębice) franciszkanie pozostali od 24 września do 8 listopada. Było tam 14 tys. więźniów. Głód i robactwo dawało się bardzo we znaki. Esesmani bili więźniów i poniewierali ich. 9 listopada przewieziono franciszkanów do Ostrzeszowa. W samą zaś uroczystość Niepokalanej (8 grudnia) nastąpiło zwolnienie wszystkich z obozu. O. Kolbe natychmiast wrócił do Niepokalanowa i na nowo zorganizował wszystko od początku w warunkach o wiele trudniejszych. Trzeba było przygotować ok. 3000 miejsc dla wysiedlonych Polaków z poznańskiego, wśród których było ok. 2000 Żydów. Znowu zdołał o. Kolbe skupić dokoła siebie wielu współbraci. Nie mogąc wydawać żadnych pism, zorganizował nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu i otworzył warsztaty dla ludności: kuźnię, blacharnię, dział naprawy rowerów i zegarów, dział fotografii, zakład krawiecki i szewski, dział sanitarny itp.
17 lutego 1941 r. w Niepokalanowie ponownie zjawiło się gestapo i zabrało o. Kolbego i 4 innych ojców. Wywieziono ich do Warszawy. O. Kolbego umieszczono na Pawiaku. Strażnik na widok zakonnika w habicie z koronką u pasa zapytał, czy wierzy w Chrystusa. Kiedy otrzymał odpowiedź "wierzę", wymierzył mu silny policzek. To powtórzyło się wiele razy, ale o. Kolbe nie ustąpił. Wkrótce jednak zabrano mu habit i nakazano wdziać strój więźnia. 28 maja 1941 r. został wywieziony do Oświęcimia wraz z 303 więźniami. Tu otrzymał na pasiaku numer 16670. Przydzielono o. Kolbego do oddziału "Krwawego Krotta", znanego kryminalisty. Pewnego dnia Krott tak skatował o. Kolbego, że był cały pokrwawiony. Kazał jeszcze wymierzyć mu 50 razów. Przekonany, że nie żyje, kazał przykryć go gałęziami. Koledzy jednak wyciągnęli go i umieścili w rewirze. Cierpiał strasznie. Ale wszystko znosił heroicznie, dzieląc się nawet swoją głodową porcją z innymi. Współwięźniów pocieszał i zachęcał do oddania się w opiekę Niepokalanej.
Pod koniec lipca 1941 roku z bloku, w którym był o. Kolbe, uciekł jeden z więźniów. Rozwścieczony Rapportfuhrer Karol Frotzsch zwołał na plac apelowy wszystkich więźniów z bloku i wybrał dziesięciu, skazując ich na śmierć głodową. Wśród nich znalazł się także Franciszek Gajowniczek, który osierociłby żonę i dzieci. Wtedy z szeregu wystąpił o. Kolbe i poprosił, aby to jego skazano na śmierć w miejsce Gajowniczka. Na pytanie kim jest, odpowiedział, że jest kapłanem katolickim. Poszedł więc z 9 towarzyszami do bloku 13, zwanego blokiem śmierci. Przyzwyczajony do głodu, przez dwa tygodnie pozostał żywy bez kruszyny chleba i kropli wody. Wreszcie hitlerowcy dobili go zastrzykiem fenolu. Stało się to dnia 14 sierpnia 1941 roku. Była to wigilia uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ciała św. Maksymiliana nie ma. Zostało ono spalone w krematorium.
Dzięki ofierze o. Maksymiliana Franciszek Gajowniczek zmarł dopiero w 1995 r. w wieku 94 lat. 17 października 1971 r. Paweł VI dokonał osobiście w sposób uroczysty beatyfikacji o. Maksymiliana w obecności wielu dziesiątków tysięcy wiernych z całego świata i ponad 3 tys. pielgrzymów z Polski. Kanonizacji dokonał 10 października 1982 r. Jan Paweł II. Podczas swej II pielgrzymki do Ojczyzny nawiedził Niepokalanów 18 czerwca 1983 r., gdzie odbyły się historyczne uroczystości pokanonizacyjne.
================================
Pozdrawiam,
antyx


(14943)
antyx, lat 34data: 15.08.2010, godz: 11:34

Do Arn - dzięki za wyjaśnienie - dużo mi tłumaczy. Nie wiedziałam, że słowo POP jest obraźliwe. Jak mam zatem jednak mówić o księżach prawosławnych jeśli nie pop - ksiądz prawosławny? Bo ksiądz - kojarzy mi się z katolicyzmem a pop - z prawosławiem jak pastor z ewangelikiem. Nie miałam zamiaru nikogo obrażać - bynajmniej. Po prostu nie wiem jak mam krótko okreslić księdza prawosławnego.

Co do innych uwag - czas nienawiści i owszem jest czasem spędzonym w piekle - to prawda, ale miłość polega na wybaczeniu. Właśnie dzięki temu piekło nie jest piekłem jedynie - jeśli wybaczysz. Z miłości oczywiście. Bo wiesz - możesz kochać cały świat, a spędzić wieczność w piekle z powodu nienawiści do swojego brata :( Wybór należy do Ciebie. A jako katoliczka jestem stworzona PRZEDE WSZTSTKIM do tego by żyć i wcielać w życie EWANGELIĘ a miłość -Bóg jest miłością , a mnie daleko do Boga czy choćby drugorzędnej boginki. No szkoda, ale takie fakty.
?
Pozdrawiam,
antyx.







(14942)
Xdata: 15.08.2010, godz: 10:30

do Łukasza
Nie znam takiej modlitwy...
Ja na Twoim miejscu wyrzuciłbym prez okno(uważaj tylko,azeby kogoś nie zranić)telewizor i komputer..

(14941)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 15.08.2010, godz: 08:55

Witam
Czy zna ktoś modlitwy pomocne w walce z masturbacją!!!

(14940)
Madlenadata: 14.08.2010, godz: 21:35

http://rcs.org.pl/pl/czytelnia.html

Gorąco polecam stronę Ruchu Czystych Serc i materiały z rekolekcji...

(14939)
Arndata: 14.08.2010, godz: 21:26

do antyx, lat 34
Niektórzy duchowni moga się żenić w prawosławiu, ale nie wszyscy. Młodzi ludzie, którzy wybierają się na księży do seminarium muszą już tam się określić, czy będą chcieli mieć żonę, czy chcą do końca pozostać celibatariuszami. Jeśli taki młody człowiek będzie chciał mieć żonę to nie będzie mógł wyżej awansować w tamtym kościele jak tylko do proboszcza dalej mówiąc potocznie nie podskoczy. Celibariusze mogą więcej. Biskupami w prawosławiu moga zostać księża lub zakonnicy którzy muszą być mnichami tak to tam działa. Droga kolezanko określenie pop jest niestosowne i obraźliwe na wschodzie jak i również w Polsce, jedynie na terenie Serbi słowo pop ma oddźwięk neutralny. Proszę Cię nie mów już tak więcej na duchownych ze wschodu, bo to duży nie takt.
A nienawiść droga antyx, lat 34 jest po prostu czasem spędzonym w piekle. A Ty zostałaś stworzona by kochać, przebaczać i być kochaną:) Pozdrawiam Arn.

(14938)
Damian, lat 27data: 14.08.2010, godz: 19:03

GG 9790257

(14937)
Monika, lat 36data: 14.08.2010, godz: 12:35

Karino masz racje uczciwie zarobione pieniadze daja radosc. mozna odwiedzac rozne kraje i miasta. Dzieki temu ze bylam w Szkocji zwiedzilam wyspe na polnocy Orkney i w muzeum w Krkwall przeczytalam ze byl tam na misjach patron mojej parafii. Po zakonczeniu pracy mialam zarezerwowany hotel i moglam zwiedzic Glasgow. To byl wspanialy czas. Postep cywilizacyjny staje sie normalny gdy kazdy czlowiek ma do niego dostep. Jednak piesze pielgrzymki na Jasna Gore sa najpiekniejsze.
wyobrazcie sobie ze Matka Boza dzialala juz przed wymarszem. Martwilam sie o spiwor ze zimny kupilam cieplejszy, martwilam sie ze nie mam namiotu pozyczylam wiekszy i czulam sie jak w apartamencie. Pogoda takze dopisala i czasami wial wiaterek. Przez trzy dni bralam tabletki przeciwbolowe bo straszniebolaly mnie stopy. W ostatni dzien bylam na calonocna Adoracja Najswietszego Sakramentu i nogi przestaly mnie bolec. Nastepnego dnia nogi jak nowe.
Marze aby Anglicy mogli przyjezdzac do Polski i pooddychali katolickim powietrzem. My jezdzimy do nich do pracy niech Oni przyjezdzaja do Polski na Odnowe Duchowa.

Jestem z Dolnego Slaska ale najwazniejsza tozsamosc daje mi Kosciol katolicki i Jan Pawe II, a Szkaplerz Swiety przynaleznosc do Maryi Krolowej Korony Polskiej. Wiec jestem ksiezniczka Maryi. W Szkocji podobalo mi sie ze w sklepie dziewczynki kupuja takie sztuczne korony i na przyjecia wkladaja je.

(14936)
roxa, lat 25data: 14.08.2010, godz: 08:11

Wiecie co, nudzę się w tym mieście. Ogromne miasto. Praca czasami 12 godz, czasami 10, czasem mam wolne. Chodzę, zwiedzam i cóż... nudzę się. Zmieniam trasy dojazdu do pracy, jak mówię przygodnym ludziom gdzie pracuję to mi zawsze ktoś współczuje 30 km drogi ;) A mi to właśnie najmniej przeszkadza. Tylko sama już nie wiem. Chciałabym coś robić, coś bardziej wyczynowego. Coś innego w życiu, a tak to praca- dom. Coś niezwykłego. Tylko co? Może się tak przejawia powołanie do zakonu, na misje? Jak rozeznawać? Po czym to poznać? :)

(14935)
antyx, lat 34data: 13.08.2010, godz: 23:44

Chciałam jeszcze napisać ps, żebyscie się modlili za mnie, żebym nie nienawidziła swoich nieprzyjaciół.
To co jeszcze chciałabym wiedzieć to takie pytanie - czy zakonnicy w Rosji mogą się żenić? Chyba nie. Tylko popy, nie?
Umie mi ktoś odpowiedzieć na takie pytanie?
Z góry dziękuję za odpowiedź,
antyx

(14934)
antyx, lat 34data: 13.08.2010, godz: 21:23

Do 1. Arn i 2. Trawiastej zwłaszcza,

1. premiera fimu Hofmana powinna się odbyć 15 sierpnia 2010 a nie 19 września 2011. Wtedy coś by to znaczyło. A przynajmniej jakaś uroczysta premiera powinna się wtedy odbyć - może nawet nie oficjalna. I tyle.
Ale PRZEDE WSZYSTKIM uważam, że zamiast dla Geremka UE powinna zrobić izbę pamięci dla Piłsudskiego. Mam nadzieję, że już zmienili dekorację. No w sumie tyle mam do nich - bolszewicy bez kulturkampfu.
2. Jeśli chodzi o autonomię Śląska jest to nieosiągalne jak dla mnie dziś i nierealne zupełnie. Śląsk niemiecki też nie ma racji bytu. Miałby rację bytu jedynie Śląsk autonomiczny tak czy siak, a to jest nierealne zupełnie jak dla mnie. Tak jak USA liczące się z Europą. Nie mogą się liczyć z Europą. Albo jak Chiny przejmujące się Europą - też nie mogą się przejmować Europą. No więc to jest taka sama sytuacja - nierealne marzenia zupełnie bez podbudowy historycznej więc zupełne gruszki na wierzbie.

Chciałam jeszcze napisać, że jestem A-polityczna w życiu. swoje poglądy polityczne wygłaszam od czasu do czasu - przy okazji dat i świąt. Ogólnie jestem historyczna, ale o tyle o ile jestem ...archeologiczna. Bo historię mam z archeologii, a nie z polityki. I tyle. Najbardziej botaniko-zoologiczna, ale ...nie mogę taka być bo się nie mam w zwyczaju kompromitować w życiu, a niestety stety jestem ofiarą takiego imbecylizmu - sydrom czasów , w których przyszło mi żyć - że po prostu muszę zapomnieć o wszystkim nad czym ciężko pracowałam z wielu względów, a najważniejszy to taki, że cały świat obecnie ma kolor ....szary jakiś, co wcale nie jest prawdą bo nic się nie zmieniło i wszystko jest tylko białe lub czarne jak zwykle. Szare... szare to jest dla mojej rodziny i takich jak oni. Jest tylko biel i czerń. No biel i czerwień ktoś powie. Też tak można.
Ale szare? Szare jest niebo jak się smog unosi nad nim. Jak jest zadymione. I tyle :( Szare życie - szara strefa jest jeszcze. Złodziejstwa :( I ignorancji :(
Oraz wtykania nosy w cudze sprawy - plotka jest szara w normalnym społeczeństwie. A w Polsce jest biała. Od tego sie wszystko zaczyna - co tu jest normalne? :( Zwierzęta chyba. O ILE. :(



(14933)
Arndata: 13.08.2010, godz: 21:09

do antyx, lat 34 Taki film o bitwie w 1920 już powstaje. Jerzy Hoffman go kręci. Zdjęcia zaczęły się 29 czerwca 2010. i potrwają do końca września 2010 roku, a jego uroczysta premiera planowana jest na 19 września 2011 roku. Jak zapowiedział reżyser, "Bitwa warszawska 1920" nie będzie podręcznikiem historii. Co prawda znajdzie się w tym obrazie wiele faktów, postaci historycznych na czele z Józefem Piłsudskim czy Włodzimierzem Leninem, ale sama oś fabularna jest już czystą konfabulacją, jak i jej główni bohaterowie. Odwzorowane będę jednak realia, będzie ukazany autentycznego sprzęt, mundury, broń, w tym czołgi i samoloty z tego okresu. Czytelne również będą kluczowe aspekty polityczne towarzyszące tamtym wydarzeniom. Dla jak najlepszego oddania realizmu w role oficerów armii Rosji Radzieckiej wcielą się rosyjscy aktorzy.
Nie długo okaże się czy to będzie fajny film historyczny, że po obejrzeniu go w kinie wyjdę i będę dumny i zadowolony, że jestem Polakiem, czy znów będę miał doła moralnego. Moim zdaniem większość naszych filmów historycznych jest do bani. Po prostu nie umiemy ukazywać tych pięknych momentów w historii naszego narodu szczególnie na ekranie. Powinniśmy brać większy przykład z kina amerykańskiego, a my zawsze chcemy pokazać całkowitą prawdę i nikogo nie urazić.
Pozdrawiam Arn

(14932)
Marcindata: 13.08.2010, godz: 20:28

Do Karina Hmm...kto mowi: pieniadze szczescia nie daja itp ten oddala od siebie szanse na posiadanie wiekszych pieniedzy albo nawet gdy je ma to szybko sie ich pozbywa.Dlatego nigdy nie wypowiadam tych slow bo podswiadomosc potrafi nas lapac za slowa.W dzisiejszym czasie sa one wazniejsze niz kiedykolwiek.Jednak nie powinny przeslaniac nam drogi do swietości.Fajnie ze tak mozesz zwiedzac ,tez sie wybieram w niedziele na mala przejazdzke w strone Bieszczad

(14931)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej