Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [289] [290] [291] [292] [293] [294] (295) [296] [297] [298] [299] [300] [301] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Bezimiennadata: 20.07.2010, godz: 16:05

Ktoś tu koniecznie chce mieć rację i ostatnie słowo. Chwilo! To Ty potępiasz, rozkładasz na czynniki pierwsze, komentujesz nie do końca grzecznie... A ja doceniam to, co mówi Emanuela: ma dziewczyna rację. Misjonarze -ok., ale wśród swoich nie jest łatwo opowiedzieć się za Chrystusem, kiedy inni mówią, że to głupota. Zastanów się i ... zejdź z niej. Emanuela, tak trzymaj.

(14430)
Chwila data: 20.07.2010, godz: 15:53


Do Ja

Jak wiadomo kościół to Chrystus, to my wszyscy, ale niektórzy właśnie tylko tak myślą, że to mury i ksiądz...i co mają prawo
Piotr nie napisał z czym wiąże się wiara, Piotr od razu nazwał tych niektórych nie-katolikami, nie-wierzącymi a ja tylko chce to pozostawić Bogu

Co do mężów - jak mąż chce to niech sobie idzie gdzie chce i z kim chce jego sumienie, akurat mi to nie przeszkadza dziwne? nie praktyczne ...czasem seks z jedna osobą może zemdlić i potem się rozwodzą po dwóch latach

(14429)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 20.07.2010, godz: 14:35

Zapisałem się do szkoły we wrześniu zaczynam kierunek Technik Administracji proszę Was o modlitwę za mnie o siły do nauki oraz o dobre rozpoczęcie szkoły.
Pozdrawiam Łukasz

(14428)
Ja do Chwilidata: 20.07.2010, godz: 14:17

Chwilo chyba nie bardzo zrozumiałaś..co Piotr chce przekazać
duzo racji w jego słowach cyt: "Trzeba również się przyjrzeć innym - dlaczego buddysta miałby być zbawiony, skoro co innego mu przyświeca (nie wspominając o tym, że buddyzm to tak naprawdę nie jest religia, tak samo jak konfucjonizm czy taoizm) i do czego innego dąży? Tak samo ateista - nie wierzy w Boga i nie chce zbawienia - czemu miałoby się stać coś wbrew jego woli?"

co wg ciebie Chwilo znaczy byc wierzącym? Nie sądzę by Piotr skreślał ludzi, on tylko jasno interpretuje z czym się wiąże wiara..co to za wierzący który odrzuca kosciół bo przykładowo nie podoba mu sie ksiądz albo kościól traktuje jedynie jak instytucję itd....więc .. i nazywa się wierzącym..? Nie ma prawdziwej wiary bez Koscioła, który to ustanowił sam Chrystus. kościól poraniony grzeszny ale jednak.. sw Piotr nie był ideałem, Pan Jezus posługiwał się grzesznikami..
Nie mozna się zbawić bez sakramentów sw. Owszem moze w chwili śmierci grzesznik uzna swój bład upokorzy się i osiągnie zbawienie jednak nie bedzie to łatwa droga, gdyz wszystkie łaski jakie płyną z sakramentów i praktykowania zaprzepaścił w życiu..
jesli ktoś ma się wierzącym a nie praktykuje i nie stawia sobie wymagań, nie nalezy do wspolnoty kościelnej gdyz z jakis powodów wygodniej mu stać z dala, to tez nie wspiera koscioła modlitwą, tym samym nie dba o zbawienie innych..
nie chodzi o to by w coś wierzyć i zyć po swojemu i samemu sie zbawić, kazdy jest odpowiedzialny w jakimś stopniu za wspolnote koscioła i zbawienie drugich.
wyobraż sobie mąż mówi- kochanie ja cie bardzo kocham i jesteś dla mnie najważniejsza ale mam ochotę na seks z inną ..ale mimo to kocham cie najbardziej.
bezsensu.. czy wystarczy wierzyć...tylko w co wierzę? w Boga bez Jego przykazań, ewangelii, nauki koscioła..
to chyba w Boga którego sam sobie wymarzyłem jaki powinien być..a więc tego nierealnego..jakiegoś bożka.

(14427)
ZIEMIA ŚWIĘTA, e-mail: kasjanah@gmail.comdata: 20.07.2010, godz: 14:11

mała pomyłka, termin pielgrzymki to 4-11 września i chciałam jeszcze dodać, że codziennie przewidziana jest Msza Święta, wylot z Łodzi. Jednak wkleję program, może łatwiej będzie się zdecydować:

1 dzień: JEROZOLIMA
Wylot do Taby. Lądowanie w Egipcie i transfer autokarem do Jerozolimy/Betlejem. Zakwaterowanie w hotelu. Kolacja. Nocleg.

2 dzień: BETLEJEM - POLE PASTERZY - JEROZOLIMA
Po śniadaniu przejazd do BETLEJEM – wizyta w Bazylice Narodzenia Pańskiego i Grocie Św. Hieronima. Następnie przejazd na POLE PASTERZY. W ciągu dnia grupa odwiedzi: Kościół Pater Noster i miejsce Wniebowstąpienia. Spacer wzdłuż drogi Palmowej Niedzieli do Ogrodu Getsemani i Kościoła Wszystkich Narodów. Kolacja i nocleg.

3 dzień: CEZAREA NADMORSKA - HAJFA - NAZARET - KANA GALILEJSKA
Wyjazd z Jerozolimy do wspaniałych ruin CEZAREI – rzymskiej stolicy Palestyny z Nowego Testamentu. Obejrzycie Państwo miasto krzyżowców, słynny rzymski akwedukt oraz amfiteatr. Następnie przejazd do HAJFY. Wizyta na Górze Karmel by obejrzeć Grotę Eliasza oraz Kościół Najświętszej Pani Karmelu. Przejazd do NAZARET – miejsca dzieciństwa Jezusa i wizyta w Kościele Zwiastowania oraz w Domu św. Józefa, później wizyta w KANIE GALILEJSKIEJ. Kolacja i nocleg.

4 dzień: JEZIORO GALILEJSKIE - KAFARNAUM - GÓRA BŁOGOSŁAWIEŃSTW - TABGHA - JARDENIT - JERYCHO
Dzień rozpocznie się od rejsu łodzią po spokojnych, historycznych wodach JEZIORA GALILEJSKIEGO. Następnie wizyta w KAFARNAUM i przejazd na GÓRĘ BŁOGOSŁAWIEŃSTW. Wizyta w TABGHA – Kościół Rozmnożenia Chleba i Ryb. Postój w baptysterium w JARDENIT nad Jordanem. Przejazd wzdłuż Doliny Jordanu. Zatrzymamy się w JERYCHO pod Górą Kuszenia i przy sykomorze Zacheusza. Przejazd do Jerozolimy na kolację i nocleg.

5 dzień: JEROZOLIMA
Zwiedzanie Starego Miasta w JEROZOLIMIE – wizyta w Kościele Św. Anny, konwencie Ecce Homo, przejście Drogą Krzyżową (Via Dolorosa) Bazylika Grobu Bożego, przejście na Górę Syjon do Opactwa Zaśnięcia i Wieczernika, przejazd przez zachodnią część miasta by odwiedzić Ain Karem – miejsce nawiedzenia. Kolacja i nocleg w Jerozolimie.

6 dzień: BETANIA - MORZE MARTWE
Po śniadaniu wyjazd do Egiptu. Wizyta w BETANII - domu Marii, Marty i Łazarza. Następnie przejedziemy nad MORZE MARTWE. Przejazd do Egiptu. Zakwaterowanie w hotelu w Tabie. Kolacja. Nocleg.

7 dzień: GÓRA MOJŻESZA (SYNAJ)
Śniadanie. Czas wolny. Możliwość plażowania nad Morzem Czerwonym. Kolacja. Około 23.00 odbiór śniadania w formie suchego prowiantu. Wyjazd na GÓRĘ MOJŻESZA (SYNAJ). Nocne wejście na G. Mojżesza (wschód słońca).

8 dzień: KLASZTOR ŚW. KATARZYNY
Po zejściu z Góry Synaj, zwiedzanie KLASZTORU ŚW. KATARZYNY. Powrót do hotelu w Tabie. wykwaterowanie. Transfer na lotnisko w Tabie. Wylot do Polski. Lądowanie na lotnisku Okęcie w Warszawie.

Bardzo serdecznie zapraszam! Macie szanse na niezwykłe przeżycie, a dodatkowo jeszcze pomożecie mi tym, że nie stracę pieniędzy które wpłaciłam.

(14426)
Chwiladata: 20.07.2010, godz: 13:45

Niepokorna E.

To jak Ty liczysz Emanuelo tylko do jednego to nie moja wina...
ale nie przejmuj sie bo ja naliczyłam 3 wiecej mi się nie chce juz doczytywać, ale to chyba wiecej niż jeden wpis tak czy nie dobrze licze?

co do tych epitetów to już Twoja interpretacja ja ich nie użyłam!
hmm ale może coś w tym jest... a to nie jest tylko Twój Bóg wiesz, a poza tym skąd wiesz, że Ciebie nie potępia? Może nie podoba się Panu Bogu to, że ty
potępiasz innych i od razu twierdzisz, że nie są wierzący jak są niepraktykujący o w jakimś wpisie zmieniałaś zdanie (właśnie masz taki troche chaos myśli)

jest jeszcze taka możlliwość dla niepraktykujących jak w przypowieści o synu marnotrawnym może sie zastanów nad tym

(14425)
Niepokorna E.data: 20.07.2010, godz: 12:52

I tak oto okazało się, że jestem pusta, zadufana w sobie, pyszna i zarozumiała... Miałam swoje 5 minut... Bywaj, Chwilo... To nie jest trąbienie w każdym wpisie, o tym był wpis jeden. Zatem - nie tylko deficyt niedokładnego czytania, ale i - liczenia... Mój Bóg mnie kocha i nie potępia. To mi wystarczy.

(14424)
ZIEMIA ŚWIĘTA, e-mail: kasjanah@gmail.comdata: 20.07.2010, godz: 12:31

Witam,

czy jest tu na forum ktoś, kto chciałby odwiedzić Ziemię Świętą we wrześniu? Ja miałam jechać na tę pielgrzymkę, wpłaciłam już zaliczkę 1000 zł, ale z przyczyn ode mnie nie zależnych muszę niestety z niej zrezygnować i szukam kogoś na moje miejsce. Pielgrzymka odbywa się w terminie 4-8 września, całkowity koszt to 3200 zł + 110 USD (bilety wstępu+opłaty graniczne). Jest to naprawdę nie wielka cena jak na pielgrzymkę do Ziemi Świętej z tak napiętym planem zwiedzania. Program pielgrzymki oraz szczegółowe informacje przekaże zainteresowanym osobom za pomocą maila, tak więc prosze pisać na podany adres.

Naprawdę warto jechać! Jeśli tylko kogoś stać to niech sie nie waha, taka okazja może się już nie powtórzyć!

Pozdrawiam

(14423)
Chwila data: 20.07.2010, godz: 11:47


Piotrze

Chyba ten deficyt jest bardziej z Tobą związany...bo Ty czytasz bez zrozumienia ...sam napisałeś że niepraktykujący wierzą ale nie wiadomo w co i na pewno nie sa katolikami...poleciałam takimi przykładami bo akurat takie mi wpadły do głowy i nikogo nie miałam zamiaru usprawiedliwiać, ale czy ty masz prawo mówić czy ktoś jest wierzący czy nie i od razu skreslasz ludzi...miłego i uważaj żeby kiedyś na tamtym świecie nie okazało się, że ty zostaniesz skreślony

(14422)
Chwila data: 20.07.2010, godz: 11:38


Emanulela i Meg

Ja osądzam praktykujących? o nich nic nie mówie, praktykują i jest w porządku...

Podaje przykłady, że ludzi niepraktykujących, o których nic nie wiemy tylko tyle że nie niepraktykują nie powinno się od razu skreślać zwłaszcza nie znając powodów, a wy to robicie...to sa Twoje słowa Emanulelo "niepraktykujący znaczy niewierzący" i napisałam tylko żeby może to raczej pozostawić Bogu...nie uważasz?

I wiesz Emanuelo świat jest pełen ludzi pomagających w przyjmowaniu sakramentów i oni tez mają problemy (nawet Misjonarze) ale dzięki pokorze nie trąbią o tym tak jak Ty w każdym wpisie

(14421)
Piotrdata: 20.07.2010, godz: 11:02

Dietrichu drogi, muszę przyznać, że dyskusja z Tobą należy do przyjemności i trudno mi sobie jej odmówić. ;) Ale do rzeczy.

Zacznijmy od tych dzieci i mieszanych małżeństw. Związek już ze swej istoty jest jakimś kompromisem, nieprawdaż? Pytanie jest właśnie o ten kompromis i jego żywotność? To, że znasz kilka małżeństw mieszanych (cokolwiek to znaczy w ich przypadku), nie mówi nam nic o tych ludziach, o tym, jak żyją i co oznacza, że im "wyszło".
Muszę przyznać, że trochę mnie rozśmieszyłeś z tą kontrolą umysłu, bo przecież kontrolować chce każda instytucja - mniej lub bardziej. Nie wspominając o różnych grupach nacisku. Kościół akurat nie jest w tym odosobniony.
Tym sposobem doszliśmy do wolności. Nie chcę powtarzać znów tego, co napisałem Gosi, więc tylko przypomnę, że o ile myśleć, w zaciszu swego umysłu, możesz wszystko, to nie wszystko możesz uzewnętrzniać - czy to słowem, czy czynem - tylko tyle. To miałem na myśli.
Co do akatolickości - podejrzewałem, że o to może Ci chodzi, ale wolałem zapytać, bo w dzisiejszych czasach ponowoczesności gry słowami tak spowszedniały, że czasem bardzo trudno się komunikować.

Generalnie muszę przyznać, że niezbyt rozumiem, o co Ci chodzi. Odwiedzasz KATOLICKI portal i Ty, akatolik, spierasz się z KATOLIKAMI o KATOLICYZM - możesz mi to objaśnić?
Weźmy teraz na warsztat to zdanie - "[...] idiotycznym jest założenie, że katolicka ortodoksja jest gwarantem czegokolwiek poza katolicką ortodoksyjnością samego ortodoksa." - czy możesz mi je objaśnić, bo chyba mam jakieś zaćmienie? A czy nie uważasz, że idiotycznym jest założenie, że etyczne postępowanie jest gwarantem czegokolwiek poza etycznym postępowaniem etycznie postępującego? Takich perełek jest więcej. Bardzo podobało mi się ostatnie zdanie - "Mogę więc powiedzieć, że wierzę w Boga, NIE WIEM, KIM ON JEST i pewnie długo się nie dowiem, ale WIEM NA PEWNO, ŻE NIE JEST TO BÓG, który dyktował dokumenty w rodzaju syllabusa błędów." - abstrahując już od tego, że Syllabus był dokumentem papieskim, to trudno się nie roześmiać, naprawdę..
Gdybyś bliżej przyjrzał się dokumentom i nauczaniu Kościoła, to byś się przekonał, że nadal "nie ma zbawienia poza Kościołem" - tu się tak naprawdę niewiele zmieniło. Nie jest to tylko kwestia nauczania Kościoła o samym sobie i swej misji. Trzeba również się przyjrzeć innym - dlaczego buddysta miałby być zbawiony, skoro co innego mu przyświeca (nie wspominając o tym, że buddyzm to tak naprawdę nie jest religia, tak samo jak konfucjonizm czy taoizm) i do czego innego dąży? Tak samo ateista - nie wierzy w Boga i nie chce zbawienia - czemu miałoby się stać coś wbrew jego woli? Czytałem kiedyś blog byłego kaznodziei protestanckiego, który obecnie jako ateista postawił sobie za zadanie walkę z chrześcijaństwem (swoją drogą ciekawi mnie dlaczego tak cicho, o ile w ogóle, walczą z islamem..) - sam stwierdził, że nawet gdyby bóg, w którego kiedyś wierzył istniał, i mógł go spotkać i zdecydować, nie chciałby z nim przebywać, bo nie chciałby być z kimś, kto tak ogranicza ludzi, kto pozwala na cierpienie ludzi itd. Sądzisz, że byłby szczęśliwy, gdyby miał być zbawiony? Poza tym czemu nagle Cię tak zbawienie zaczęło interesować? Ta kategoria występuje w Twoim systemie metafizycznym? Myślałem, że tak naprawdę nic nie wiesz o bogu, w którego wierzysz?
I tak doszliśmy do uczłowieczania akatolików, które jest kompletną bzdurą - to naturalne, że grupa A uważa grupę B za innych i określa swą tożsamość również w odniesieniu do grupy B - co w tym dziwnego? Złośliwie powiem, że wystarczy krótka wizyta na portalu racjonalista.pl, żeby się przekonać, że działa to w obie strony ;)

(14420)
Iwona, lat 34, e-mail: 29ik04@wp.pldata: 20.07.2010, godz: 10:58

Mam nadzieję,że znajdę tutaj wartościowego mężczyznę. Pozdrawiam:)

(14419)
Piotrdata: 20.07.2010, godz: 10:01

Kilka kwestii. Zacznę od kwestii praktyki. To, co chwila napisała tylko potwierdza, jak deficytowe jest czytanie ze zrozumieniem. Oczywiste jest, że nie miałem na myśli ludzi, którzy mają poważne powody, aby nie uczestniczyć we mszy - w tym chorych. Podejrzewam, że chciałaś od razu usprawiedliwić więcej osób, aby poprawić im nastrój i samopoczucie - uważam, że chyba z tym nie ma u nich problemu, więc i Ty się powinnaś przestać nimi martwić.

Teraz przejdę do pytań Gosi. Kwestię ekumenizmu, o który pytałaś już ktoś za mnie poruszył i wydaje się nieźle wytłumaczył, więc nie będę się nad tym rozwodził. Podkreślę tylko, że błędnie i zbyt szeroko to słowo rozumiałaś, ale to może być wina spłycenia dyskursu publicznego - do tej pory można usłyszeć, że celibat to czystość, a.. jest to bezżenność - jednak nadal ten idiotyzm jest papugowany, niestety.
Teraz przejdźmy do kwestii konsumpcji i konsumentów. Twierdzę, że jesteśmy konsumentami, bo na rynku, jakim jest świat, dokonujemy wyborów, mniej lub bardziej świadomych, w naszym najlepszym interesie (choćby to miało być tylko nasze subiektywne zdanie), spośród wielu opcji (nawet gdy mamy jedną opcję) - czyż nie tak wygląda nasze życie? Ciągle coś musimy wybierać. Te same prawa odnoszą się do budowania związków/więzi. Sytuacja, o której piszesz działa również w drugą stronę - gdy to kobieta wybiera, więc nie tylko jesteście "towarami". Poza tym i tak ostatecznie wszystko rozbija się o biologię - to ona ostecznie decyduje, jak się dobieramy. Czy jest to realistyczne? Moim zdaniem tak.
I teraz najtrudniejsza kwestia. Można o niej pisać i pisać. Postaram się ująć to możliwie najzwięźlej.
Jednostka a ogół (społeczność) to problem niemal tak stary, jak człowiek. Jest to tym trudniejsze, że tak naprawdę nie ma wyczerpujących definicji ani pierwszego, ani drugiego. W zależności od teorii politycznej, która będzie odniesieniem, mimo możliwych podobieństw, będą najprawdopodobniej różnice, mniejsze lub większe, nie wspominając już o różnie pojmowanych relacjach między jedną a drugą kategorią. Nie ma na to prostej recepty. Bardzo często trzeba te kwestie rozstrzygać arbitralnie - starając się przy tym znaleźć jakieś, mniej lub bardziej, sensowne wyjaśnienie. W swoim pytaniu położyłaś nacisk na jednostkę/jednostki. To trochę zawęża zakres naszych rozważań, bo patrzymy z perspektywy jednostki. Weźmy pod uwagę taką oto sytuację - masz sklep, w którym obsługujesz tylko białych ludzi, bo nie lubisz czarnych i jest to jedyny sklep w proomieniu 1000 km, a w okolicy jest sporo czarnych, nie wspominając o tym, że ta społeczność, w której chcesz prowadzić sklep zakazuje takiej dyskryminacji. Co wtedy? Jako jednostka powiesz - mogę sobie robić, co chcę, bo to mój sklep. Czarni prawdopodobnie powiedzą, że nie rozumieją dlaczego nie chcesz ich obsługiwać i będą chcięli kupować, zwłaszcza, że to jedyny sklep. A co na to reszta mieszkańców, którzy czegoś takiego nie rozumieją i chcą Cię za to ukarać - mogą to zrobić, czy nie? Oczywiście powiesz, że powinno być więcej sklepów, ale czy nadal dyskryminowanie czarnych byłoby do zaakceptowania? W każdym przypadku coś odbywa się kosztem czegoś - gdyby Cię ukarano Twoj wolność jednostki by zmalała, ale wolność czarnej jednostki by wzrosła - konflikt jednostka-jednostka, nieprawdaż? I co wtedy - gdy jesteś sprzedawcą raczej się nie cieszysz, bo Cię ograniczono i to jeszcze przez działanie grupy, ale już gdybyś była tym czarnym, cóż, raczej byś się cieszyła, nieprawdaż? Możesz sobie myśleć co chcesz, ale nie wszystko możesz uzewnętrzniać, bo praktyka pokazuje, że to i tak grupa ostatecznie decyduje, co jest dobre, a co złe, a Ty jako jednostka, która chce (lub musi) być częścią tej grupy może działać tylko w tych granicach. Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, czy to dobrze, czy źle.

(14418)
Trawiasta, lat 29data: 20.07.2010, godz: 09:17

LM
"Ile razy można wyciągać do kogoś rękę, doceniać go, dziękować i być za każdym razem odtrącanym, karmionym pretensjami o każdy drobiazg, wdeptywanym w ziemię?
Robię to już ponad 20 lat...."

Kiedys ktos mi powiedzial ze trzeba przebaczyc nie 7 i nie 77 razy, ale ciagle...
Tym kims byl Jezus.
Tylko ze ja nie umiem tak jak On... A moze po prostu sobie wmawiam ze nie umiem?
Moze ktos mi wmawia, ze nie umiem, bo chce panowac nade mna moca leku, strachu, niepewnosci?
LM, nam trzeba ciagle przebaczac. Od kazdego switu do kazdego zachodu slonca, zycie chrzescijanina polega na przebaczaniu i kochaniu. A jesli sie nie da, to na samej checi przebaczenia i kochania. Reszte wtedy robi Pan Bog...
I dlatego byc chrzescijaninem jest trudno. Prosciej zrobic bombe z gwozdzi i tektury i wysadzic sie pod hipermarketem. Albo porwac samolot i rozbic sie pod rzadowym budynkiem. Albo wypic piwo z kolegami i isc zdemolowac osiedle...
Najtrudniej jest przebaczyc jednak samemu sobie. Tak mysle....

"Jedyne, co mogę robić, to izolować się i uciekać...."

Nie uciekaj. To nic nie da. Ja uciekalam i izolowalam sie tyle lat, ze w koncu stracilam sily i sens do zycia. Niebezpiecznie jest ufac ludziom, kochac ich, przebaczac i wystawiac sie na zranienia. Ale jesli chcemy byc ludzmi a nie kamiennymi figurami bez serc, musimy ryzykowac.
Zycie jest ryzykiem. Nie chce Ci pisac frazesow i prosze nie odbieraj tego tak. Po prostu Cie rozumiem... Dostajemy od Boga czas i miejsce do przezycia ale to nie On nam zsyla trudnosci. On dopuszcza je dla nas bo nas kocha i nie chce nas trzymac pod kloszem. Tylko mocne drzewo, takie, ktore znosi burze, nawalnice, deszcze i spiekote, jest dobrym materialem dla Rzemieslnika....
LM trzymaj sie.


Tak sobie mysle... dopoki nie pojechalam na Lednice, dopoki nie przyjelam Szkaplerza, dopoty ciagle sie czegos balam.... ciagle.... i ciagle. I te leki byly z pogranicza normalnosci. A najbardziej się bałam walczyc z lękiem.
Koszmarne doswiadczenia, kto tego nie przezyl, ten nie wie, o czym pisze.
Czyli... lęk niekoniecznie pochodzi z naszego wnetrza, nie jestesmy zaburzeni, szkielkiem i okiem nie znajdziemy zrodla wszystkich naszych trudnosci. Zly potrafi sie kamuflowac i podszywac pod symptomy i objawy. Mysle ze to on w wielu przypadkach niszczy moje serce, zycie przez lęk.

Teraz przechodze znow czas lęku. Pamietajcie o mnie w modlitwie, prosze.
Marku, bardzo brak mi Twoich madrych slow...

(14417)
Róża, lat 26, e-mail: rosalynda@prokonto.pldata: 20.07.2010, godz: 08:59

Łukasz, Jolu, pamiętajcie o tej przypowieści:

"Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi". (Mt 20, 1-16)

Pozdrawiam :)

(14416)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 19.07.2010, godz: 23:35

Do Jola, lat 23
Nie całkiem się z Tobą zgodzę, że ktoś przed śmiercią się nawróci i od razu będzie zbawiony i odrazy będzie w niebie. Bóg jest sprawiedliwy, za dobre wynagradza a za złe każe. Ludzie żyjacy całe życie w grzechu nie idą od razu do nieba, choć do piekła też mogą nie iść jest jeszcze czyściec w którym zanim wejdą do nieba muszą się oczyścić i troszkę się pomęczyć. Często modlimy się za ludzi w czyśćcu cierpiących.
Ale fakt jest jeden , każdy ma szansę by się nawrócić.
Pozdrawiam Łukasz

(14415)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 19.07.2010, godz: 20:55

Każdy ma prawo sie nawrócić i ma na to czas do końca życia, Bóg na każdego czeka. Są ludzie, któzy nawracają się na łożu śmierci i tacy też mogą być zbawieni. Chociaż jakby tak się zastanowić i porównać człowieka, który całe życie był głęboko wierzący i praktykujący a takim, który prawie całe życie był zły i w godzinie śmierci sie nawrócił, a obaj są zbawieni. Niektórzy mogliby pomyśleć, że po co całe życie być przy Bogu jak można się nawrócić gdy będziemy umierali.

(14414)
jasio, lat 22data: 19.07.2010, godz: 20:09

Coś rzeczywiście jest nie tak z tym mailem,więc podam inny: siwy_@onet.eu

(14413)
Joanna, lat 23, e-mail: joajoa24@wp.pldata: 19.07.2010, godz: 19:27

Napisałam do Ciebie ,niestety był problem z dostarczeniem wiadomości..
pozdrawiam

(14412)
jasio, lat 22data: 19.07.2010, godz: 18:55

Witam. Piszę tu pierwszy raz,może mi pomożecie. Moje problemy zaczeły się kiedy wchodziłem w dorosłość,mieszkam tylko z ojcem i to on jest moim problemem,a przynajmniej tak mi się wydaje. Jestem dosyć samodzielny i zaradny jednak sytuacja się zmienia gdy muszę coś robić wspólnie z ojcem,wydaje mi się że on jest niedojrzały i stara się za wszelką cene być moim ''tatusiem'' jak widzi że sobie radzę bez niego dostaje szału... Nie można z nim porozmawiać jak z ojcem bo zawsze ucieka od rozmowy. Sam już nie wiem czy to ja przesadzam,czy żeczywiście coś z nim jest nie tak? Mam jeszcze jeden problem brakuje mi bardzo tego że nie mam dziewczyny,chciałbym mieć kobietę którą bym się zaopiekował troszczył sie ale nie wyobrażam sobie żeby jeszcze ona w tym wszystkim uczęstniczyła, przez tą sytuacje
mam tylko problemy ze swoimi emocjami i brak pomysłów jak to rozwiązać. Mieszkam pod Warszawą to mój mail: jasio@onet.eu jakby ktoś chciał mi pomóc


(14411)
do Gosidata: 19.07.2010, godz: 17:18

"Gdzie można realizować ekumeniczne założenia niż w rodzinie?"
to nie dotyczy małzeństwa, papież miał na myśli kościoły jako zjednoczenie we wspolnym dążeniu do zbawienia i tolerancja dla religii. Nie oznacza to ze nawoływał do związków dwu wyznaniowych, bo wiadomo że więź małzeńska to jednośc wspolne idee wartości czego w przypadku róznych wyznań nie mozna pogodzić Dziecko z takiego domu będzie chwiejne, w jakiej wierze go wychowywać, po czyjej stronie ma stanąć, mamy katoliczki czy taty protestanta? jak ma przezywać święta w grudniu jak katolicy czy w styczniu jak prawosławni .. w takim wypadku zawsze będzie rozwarstwienie i w końcu brak własciwego rozeznania w wierze.

(14410)
Dietrich, lat 24data: 19.07.2010, godz: 17:11

Piotrze,
Dziękuję za pamięć i zainteresowanie. Pozwolę sobie zacząć od końca:
Zestawienie mnie w jednej linijce z paradą dumy gejowskiej uważam za mocno niestosowne i trącące manipulacją. Kiedy pisałem o wymaganiu od siebie, chodziło mi o to, żeby zadać sobie trud poznania, zrozumienia i akceptacji partnera, ba, także o trud doprowadzenia go do prawdziwej religii. Dlatego też uważam umieszczenie mnie obok jawnych szyderców za nieuczciwe i krzywdzące.

Konsumpcjonizmem (w dość złym znaczeniu) uważam selekcję kandydatów w oparciu o kryterium, które według aktualnej nauki Kościoła (Benedykt XVI, Spe salvi) nie jest najistotniejszą rzeczą, jeśli chodzi o zbawienie, tj. w oparciu o kompatybilność nie tylko religijną (chrześcijaństwo- inne religie) ale nawet konfesyjną (katolicyzm- różne inne odmiany chrześcijaństwa). Zauważ, że staram się o argumenty z katolickiego podwórka.

Piszesz, że uczłowieczanie niekatolików nie jest potrzebne. Jedna z wypowiedzi niżej, przypisująca mi negatywne cechy wyłącznie na podstawie tego, że katolikiem nie jestem, przeczy temu wyraźnie. XIX stuleci głoszenia i wcielania w życie ścisłego i literalnego podziału na Nas (Święty Kościół, Nowy Izrael, Lud Boży, Ciało Chrystusa) i ich ("poza Kościołem nie ma zbawienia", poganie, schizmatycy, heretycy, Żydzi-bogobójcy, moderniści etc.) wytworzyło taki stan rzeczy, w którym często słyszy się jeszcze "to wprawdzie nie katolik, ale dobry człowiek".

Przyzwoitością nazywam życie oparte na życzliwości wobec innych i elementarnych normach etycznych (nie zabijaj, nie zdradzaj partnera, nie kradnij, nie krzywdź).


Dziewczynom, które mnie odrzuciły oczywiście nie odmawiam uczciwości. Jest to jednak uczciwość podyktowana wychodzeniem z założeń, z których współczesny Kościół wychodzić przestaje, i to założeń, pozwól, że pożyczę od Ciebie słowo, idiotycznych. Bo idiotycznym jest założenie, że katolicka ortodoksja jest gwarantem czegokolwiek poza katolicką ortodoksyjnością samego ortodoksa. Życie w tysiącach przykładów poucza o tym.

Dzieci oczywiście są tematem trudnym, zauważ jednak, że jesteś bardziej zachowawczy niż ci, którzy ustalają, co jest dopuszczalne. Znam kilka udanych mieszanych małżeństw, co obala Twoje twierdzenie, jakoby ze związków takich nic dobrego nie wychodziło. Coś wszak wyszło.

Kontrolą umysłów zajmował się zwyczajowo raczej Kościół, niż państwo (z wyłączeniem systemu sowieckiego w ZSRR), więc uważałbym z wyciąganiem tego miecza, łatwo przepaść, wojując nim. Wolność jest oczywiście także w relacjach z innymi: mogę zaprosić przyjaciół na urodziny i oznajmić im np.: Moi drodzy, po długoletnich studiach i rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że doczesna władza papieży w Italii jest warunkiem nieodzownym istnienia Kościoła. I nie wyobrażam sobie, żeby przyjaciele, jakby postępowi i liberalni nie byli, odwrócili się ode mnie. Przykład ten daję, bo tak rozumiem to, co nazwałeś brakiem wolności w stosunkach z innymi, jeśli moje rozumienie Twoich słów jest błędne, proszę, objaśnij mi, co miałeś na myśli.

Dygresja językowa: akatolicki to tyle, co niekatolicki, por. a-gnostyk, a-teista, a-nomia. Bierze się to u mnie z tego, że nie lubię hybryd językowych w rodzaju łącznia słowiańskich prefiksów z greckimi rdzeniami. Takie moje dziwactwo.

Moje aktualne stanowisko... Po ekscytującej podróży po krainie niewiary myślę teraz, że nie sposób mi ignorować potrzeby wiary w to, że gdy wstaje rano i uśmiecham się do Niebios, Niebiosa uśmiech mój odwzajemniają. Mogę więc powiedzieć, że wierzę w Boga, nie wiem, kim on jest i pewnie długo się nie dowiem, ale wiem na pewno, że nie jest to Bóg, który dyktował dokumenty w rodzaju syllabusa błędów.

(14409)
Małgosia, lat 29, e-mail: mal2awer@gmail.comdata: 19.07.2010, godz: 15:59


Jolu,
doskonałym dowodem na to, że można i warto walczyć z dewiacją jaką jest homoseksualizm jest powstanie choćby Ośrodka 'ODWAGA'. Polecam dokładnie przyjrzeć się ich stronie, pozaglądać do zakładek. Nie ma tam nic nienawistnego, a jest pochylenie się nad człowiekiem, który potrzebuje pomocy - nie źle pojętej tolerancji, bynajmniej.
http://www.odwaga.oaza.pl/homepage.html
W naszych czasach za bardzo promuje się homoseksualizm jako coś normalnego a wręcz ... niosącego radość, spełnienie.

(14408)
Emanueladata: 19.07.2010, godz: 15:36

Do Chwili.
(Bo według wczesniejszych wpisów według Ciebie i Piotra nie byłaby katolikiem... )

Nieprawda. To jest katoliczka. Ma rację MEG, osądzasz praktykujących... Nie ja jedna opiekuje się chorymi, racja. Ale jako jedna z niewielu chyba wyleciałam z pracy za ułatwianie im dostępu do sakramentów.

(14407)
wkolorzegranatu, lat 35, e-mail: wkolorzegranatu@gmail.comdata: 19.07.2010, godz: 15:30

Chcę chwytać życie garściami, chcę z niego brać co najlepsze,
chcę życie wypełniać pasjami, i słuchać, co trawa mi szepcze.
Chcę złapać dwa szczęścia dla kogoś, kto nie miał aż dotąd żadnego
i nie chcę, by pytał mnie człowiek - to dla mnie? Za ile? Dlaczego?
Chcę serce swe oddać dla Kogoś, kto będzie mnie kochać bez końca,
i kto razem ze mną pobiegnie - aż tam, gdzie jest dom Boga - Ojca...


(14406)
===============data: 19.07.2010, godz: 15:12

Do KOKI:
To nie jest koniec świata! Nie towarzyszą temu żadne znaki. Ważne, żeby on wierzył, że zawsze będziecie razem, że razem dacie sobie radę. Że to z Toba wziął ślub, a nie z teściami. Tobie ślubował, a nie rodzicom, ze nie opuści aż do śmierci.
Powiedz mu, że go kochasz, że jego rodzice są dla Ciebie ważni, ale chcesz tworzyć nową rodzinę z nim, a nie z jego rodzicami.

(14405)
chwila data: 19.07.2010, godz: 15:10


aha i nie wiem właściwie o co Ci chodzi z tym rozgoryczniem? kompletnie jakies nietrafne stwierdzenia, tak samo ciągle o tych chorych jeju nie tylko Ty zajmujesz się chorymi ja też miałam w swoim życiu chorych obcych i w rodzinie mam do tej pory i akurat pisałam właśnie że są wierzący i bardzo chcą uczestniczyć we Mszy Św. tylko nie mogą i nie zawsze mają kogoś kto by im to umożliwił czasem mogą korzystać z radia i tv a czasem nawet nie mają dostepu i skąd to czepianie akurat do tego wątku nie wiem chyba z powodu niedokładnego czytania

(14404)
Ala, lat 29data: 19.07.2010, godz: 15:09

do Koka...
Najpierw kilka słów na temat kredytu ... po 1) trzeba wybrać dobry bank z niskim oprocentowaniem 2) umowa o pracę na stałe 3) kupując mieszkanie lub budując dom trzeba się liczyć ze spłacaniem 25-30 lat po 800-1000 zł 4) dużo załatwiania (papiery, dokumenty etc.) 5) biorąc wysoki kredyt = hipoteka 6) jak się już zdecydujecie sami zobaczycie jak to jest ;)
Teraz kilka słów mieszkania z rodzicami bądź teściami ... 1) mimo tego spłacania cieszy mieszkanie na swoim 2) mieszkając osobno rodzice czy teście nie wtrącają się w wasze życie, nie ingerują że wydajecie na to czy na tamto, że tak meblujecie swoje mieszkanie czy inaczej, że to rosół gotujesz na obiad a nie pomidorową ;) 3) mieszkając na swoim człowiek czuje się bardziej odpowiedzialny 4) nie będą rozpieszczać wnuków 5) wiadomo będąc na swoim gdy się spłaca kredyt trzeba będzie bardziej zacisnąć pasa (w zależności jeszcze od tego jakie macie przychody) 6) musicie rozważyć w waszym przypadku co jest lepsze :)))
Z pozdrowieniami i przemyśleniami.... :)

(14403)
megdata: 19.07.2010, godz: 15:03

Do CHwili

Niestety Ty też oceniasz ludzi ,tylko praktykujących!Pomyśl ,że pomimo swoich słabości i upadków dobrze ,że chodzą do kościoła ,bo być może bez tego byliby jeszcze gorszymi osobami.Wszyscy jesteśmy grzeszni ,praktykujący czy też nie i to w żadnym wypadku nie powinno być wyznacznikiem naszego uczestniczenia w Eucharystii.

(14402)
chwila data: 19.07.2010, godz: 14:56

Emanulelo

Ja też pracowałam i opiekowałam się chorymi od szkoły średniej z PKPSu i pomińmy już tych chorych bo ich los to akurat inna sytuacja

cały czas "mówie" o osobach które są wierzące i chcą być blisko Boga, ale ...
to zmień na inna osobę ...np. samotna matka, która kocha Boga, chce być blisko ale ma dwoje małych dzieci, których nie ma z kim zostawić a ma problem z nimi w Kościele i przez pół roku czy rok modli się tylko w domu i np. tylko raz w roku przyjmie Komunię Św. (tak jak jest to przykazane przynajmniej raz w roku) kim jest skoro nie chodzi o to, żeby chodzić do kościoła? Bo według wczesniejszych wpisów według Ciebie i Piotra nie byłaby katolikiem...

(14401)
Kokadata: 19.07.2010, godz: 14:12

Jeszcze raz zwracam się z prośbą o pomoc:) Jakich można użyć argumentów, aby przekonać męża do wyprowadzenia się od teściów? Boimy się kredytu, ale chciałabym przekonać męża, że to nie jest koniec świata.

(14400)
Emanueladata: 19.07.2010, godz: 13:51

Chwilo.
bo chorzy - NIE MOGĄ CHODZIĆ! To co innego niż mieć taką możliwość, a nie chcieć.
Ludzie są różni. Ale wszyscy jesteśmy grzeszni.
Nie rozumiem, dlaczego jesteś rozgoryczona. To Twój wybór, jeśli nie chcesz być blisko Boga. Moi chorzy bardzo chcą, ale nie są w stanie o własnych siłach iść na Mszę świętą. Co mogłabyś powiedzieć o mnie? Co dzień chodzę do kościoła... Możesz pomyśleć: moher. A ja... pracuję w kancelarii;)

(14399)
dorka, e-mail: drtczaja@poczta.onet.pldata: 19.07.2010, godz: 13:21

Chciałam w tym miejscu podziekowac osobie,które zachęcała do wyjazdu na rekolekcje uzdrowiena wewnetrznego do Lubaszowej, podając jednoczesnie link strony.Niedawno wróciłam z tych rekolekcji i polecam innym, naprawdę warto.

(14398)
Chwila data: 19.07.2010, godz: 13:14


Emmanuelo

Wiesz i teraz tak ktoś mógłby Ci powiedzieć a ja też kocham Boga tęsknie za nim, raz na jakiś czas przyjmuję Komunie Św. to dalczego mnie nazywacie niepraktykującym Ty, Piotr itd. a z drugiej strony chorych usparwiedliwiasz, chwilisz

(14397)
Chwiladata: 19.07.2010, godz: 12:50


Emmanuelo
a o czym ja właśnie napisałam...chyba nie zrozumiałaś tego co napisałam, to przeczytaj jeszcze raz, jeśli znów nie zrozumiesz może napisze jaśniej

(14396)
Emanueladata: 19.07.2010, godz: 11:49

Do CHWILI:
Od blisko 12 lat pracuję z chorymi. Wielu z nich to osoby leżące. One są praktykujące. To nie zależy od księdza. 17 lat w łóżku - i w życiu nie spotkałam bardziej gorliwej wierzącej osoby. To nie o to chodzi, żeby chodzić, chodzić, chodzić... do kościoła, do komunii, na pielgrzymki...
Chodzi o serce, które pragnie Boga, które tęskni za Bogiem - które kocha Boga. Nawet, jeśli nie w każdą niedzielę, ale co jakiś czas - ksiądz przyjdzie z Komunią świętą.
I powiem Ci, Droga Chwilo... modlę się o taką wiarę jak mają moi podopieczni. Pozdrawiam ciepło.

(14395)
chwila data: 19.07.2010, godz: 11:26


Aha myśle że takie ocenianie kto jest katolikiem i czy jest wierzący czy nie nawet jak nie chodzi do kościoła lepiej pozostawić Bogu, to chyba nie do was należy ocena tych ludzi. Osobiście znam takich praktykujących, którzy rodzinie żałują gorącej herbaty zimą, są tacy praktykujący, którzy od razu po wyjściu z kościoła idą na browar albo flaszkę, dwie, trzy i wracają do domu na czworakach ale co w kościele byli, wielcy praktykujący...

(14394)
Chwila data: 19.07.2010, godz: 11:19



Piotrze i inni...

Są osoby, któte ze względu na zdrowie a raczej na jego brak (np. leżące) nie chodzą do kościoła nie mają rodziny albo rodzina nie ma czasu żeby im w tym pomóc, opieka społeczna też się za bardzo nie pali a ksiądz hmm ksiądz nie będzie jeżdził po całej gminie do takich chorych i co taka osoba jest zdana ewentualnie na radio czy tv jak są Msze Św. i czy taka osoba wierząca i niepraktykująca jednak w taki sposób, że pójdzie do Kościoła wierzy w coś niewiadomo co i ma nie być katolikiem? Nie ma podziału na niepraktykujących chorych i niepraktykujących zdrowych bo się mówi tylko o niepraktykowaniu...a Bóg sam pozowlił modlić się we własnej izbie...i taki przykład gdzie wiem,że ludzie nie chcą chodzić do kościoła bo jest jeden ksiądz są takie wiejskie parafie i gada ciągle o polityce albo że ktoś nie dał pieniedzy jak był Po Kolędzie, mi też by sie odechciało...

(14393)
mdkdata: 19.07.2010, godz: 10:42

do Dietrich

Nie ironiczna. Przecież żyjemy w państwie demokratycznym.

(14392)
Włóczykijkadata: 19.07.2010, godz: 09:56

Może tu znajdzie się osoba,która chcę wspólnie powędrować na Jasną Górę z pielgrzymką Wrocławską?:)

(14391)
majadata: 19.07.2010, godz: 09:36

Do Joli

Jolu, masz prawo wyboru kapłana u którego się chcesz wyspowiadać i jest to oczywiste, bezdyskusyjne. Natomiast zamiast jęczeć i narzekać na kapłanów lepiej podejmij modlitwę za nich. Wiara w Boga nie równa się wierze w kapłana. Jeśli ktoś opiera swą wiarę na ludziach (kapłanach) to szybko się przejedzie. Mnie zachowanie takie czy inne kapłana nie zniechęca ale zachęca do jeszcze gorliwszej modlitwy za nich. Albo do tego, że gdy ewidentnie widzę, że kapłan sieje zgorszenie to idę do niego i mu to mówię.

Do Dietricha
Dietrich a powiedz mi, czemu to niby nie mam prawa jako katoliczka chcieć mieć męża katolika? Czemu od razu nazywasz takie podejście do życia takimi wieeeellllkiiiiimi słowami?

(14390)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 19.07.2010, godz: 09:06

Łukasz
Przeczytałam Twoją petycję odnośnie braku tolerancji dla homoseksualistów i aż mnie coś za serce złapało. A wiesz czemu? Bo owszem masz rację, bo Kościół sprzeciwia się temu, ale nie oznacza to, że mamy nie tolerować takich ludzi. Racja, nie powinno się tego rozprzestrzeniać, ale jeśli ktoś już taki jest to trzeba tą osobę zaakceptować taką, jaka jest, bo to nie jest wina tej osoby, ze kocha inaczej. Nie można potępiać nikogo.

(14389)
Gosia, lat 23data: 18.07.2010, godz: 22:54

Piotrze,
kilka pytań do Ciebie.

Piszesz: ,,Co do prawa do wolności sumienia i wyznania - to mit. (...)na poziomie interakcji z innymi już takiej wolności nie ma." Jeśli dobrze zrozumiałam, stwierdzasz tu fakty, niczego nie postulując. Chciałabym jednak spytać, czy uważasz taką sytuację za korzystną dla jednostek? Dla jednostek, nie dla ogółu.

Co do małżeństw mieszanych - a co z ekumenizmem, o który tak się starał Jan Paweł II? Gdzie można realizować ekumeniczne założenia niż w rodzinie?

Temat konsumpcji i konsumentów. Co znaczyło, że wszyscy jesteśmy konsumentami? Odebrałam to w ten sposób: wy, mężczyźni, jesteście nimi, zaś kobiety to towar, na który się można zdecydować (nabyć go) lub nie. Według Ciebie to jest realistyczne spojrzenie na świat?

Pozdrawiam.





(14388)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 18.07.2010, godz: 22:06

Bóg jest sprawiedliwy który za dobre wynagradza a za złe karze . Bóg też jest miłością i jest miłosierny. Człowiek ma szansę pojednać się z bogiem nawet przed śmiercią ale ważnie by żyć według woli Bożej ponieważ może być za późno. Śmierć może przyjść nagle i nie spodziewanie jak złodziej w nocy. warto wykorzystać każdą okazję do zbliżenia się do Boga, Bóg nas kocha i szuka Nas.
Polecam piękne przedstawianie teatralne przedstawiające jak Bóg nas Kocha.
Bóg dziś mówi do Ciebie Kocham Cię, on czeka aż przyjmiesz jego miłość.
http://www.youtube.com/watch?v=Tfk4P7T8fBI
Pozdrawiam Łukasz

(14387)
niedowiarekdata: 18.07.2010, godz: 20:57

Każdy pisze ,że Bóg jest miłosierny a sprawiedliwy to nie jest ,wielu nie chce wierzyć w jego sprawiedliwość woli wszystko zastępować miłosierdziem zapominając o Jego sprawiedliwości.

(14386)
Łukasz, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 18.07.2010, godz: 20:20

Do Jola, lat 23
Ksiądz ma służyć ludziom pomocą, ja też spotkałem na swojej drodze mniej życzliwych ludzi a teraz znalazłem swojego księdza i jest bardzo dobry, czekam by się z nim spotkać. Nie warto każdego Księdza mierzyć jedną miarką. Jeśli Ksiądz naucza nas to owszem czasami powinien ostro powiedzieć by nas zmobilizować jeśli coś źle czynimy to powinien nam zwrócić czasami ostro uwagę aby nas skłonić do nawrócenia lub ostrzec a nawet zachęcić bo jak sam wcześniej napisałem Bóg na Nas czeka i cieszy a nawet raduje się choć z jednej osoby świeżo nawróconej, dlatego słowo nie ma dla Was tu miejsca nie ma racji bytu. Może ksiądz pomylił się z powołaniem. Nawet homoseksualista albo prostytutka ma prawo do poprawy i Królestwa Bożego.
Ja bym Księdzu powiedział tak czy ja nie zasługuje by być właśnie w tym miejscu, on by powiedział , że nie zasługuję a ja bym powiedział tak czy Ksiądz uważa się za godnego tego miejsca i uważa się za sprawiedliwego, jeśli by odpowiedziałby że tak ja by odpowiedział zaprawdę powiadam Ci, że się ostatni dostaniesz do Królestwa Bożego, Jezus przyszedł na Świat by powołać grzeszników a nie sprawiedliwych.
Jezus by powiedział idź precz obłudniku czemu zamykasz niebo dla tym mi najmilszych. warto też wziąć krzyż i naśladować Jezusa. Mojżesz i Aram (Abraham)
wiele razy potrafili srogi a nawet agresywnie zareagować na postępowanie ludzi i nazywał ich obłudnikami ale dodawał zawsze że powinni się poprawić i czynić dobro a nigdy nie potępiał ich tak, że nie mają szans iść do nieba ponieważ każdy ma szansę i każdy może ją wykorzystać. Więc może poszukasz innego księdza.
Pozdrawiam Łukasz

(14385)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 18.07.2010, godz: 19:17

Nie zaprzeczam waszym wypowiedziom, a ja sama o określeniu wierzący niepraktykujący dowiedziałam się od innych ludzi, którzy mówią, że owszem wierzą w Boga i wiedzą, że istnieje, ale do kościoła nie chodzą. Czy zatem taką osobę można nazwać ateistą, skoro ateista całkiem odrzuca wiarę w Boga i mówi, że Go nie ma, natomiast ten drugi twierdzi, że wie, że Bóg jest, ale nie korzysta z sakramentów?

Łukaszu
Podoba mi się to, co piszesz o Bogu i widzę, że jesteś madrą osobą. Myślę, że można by było z Tobą ciekawie pogadać na temat Boga, ale nie będę rozwijać dyskusji tutaj na źródełku. Jednakże z tym co napisałeś na temat ksieży można podyskutować. Wiele osób nie chodzi do kościoła przez ksiedza, bo owszem do kościoła chodzi się dla Boga, ale niektórzy ksieża nam to utrudniają. Świadczy o tym chociażby to, co pisałam we wcześniejszych postach. U mnie w parafii jak ktoś nie był u spowiedzi dłuzej niż 2-3 miesiace to lepiej w ogóle nie iść, bo jak ksiądz opiepprzy w konfesjonale to sie lepiej nie pokazywać. A przecież skoro Bóg potrafi przebaczyć osobie, kóra np 20 lat nie była u spowiedzi to co ma do tego ksiadz?! Ja nie byłam już dłuzszy czas i zamierzam w tym celu pojechać do innego kościoła. Powiem więcej na temat księży. Gdy się kilka lat temu przygotowywałam do bierzmowania i musiałam mieć popodpisywane wszystkie uczestnictwa we Mszy Świetej dla młodzieży to ksiadz, który tę Mszę prowadził potrafił w czasie Mszy wyzywać nas, ze jesteśmy obłudnikami i sługami szatana i ze tutaj nie ma dla nas miejsca, a każdy z nas miał wtedy po 15-16 lat. Czy to jest dobre? To tylko zniechęca! Jeśli natomiast chodzi o to, co ogólnie piszesz o Bogu to jak najbardziej mogę się z Tobą zgodzić, Bóg jest miłosierny i każdego z nas kocha i chociaż ja się ostatnio trochę odłączyłam to ciągnie mnie, by isć do kościoła, pomodlić się, itp. Nie wyobrażam sobie być ateistką, ale akceptuję poglądy innych. Szacunek każdemu sie należy.

(14384)
Piotrdata: 18.07.2010, godz: 18:55

Jeśli chodzi o tych wierzących, a niepraktykujących - cóż, nie wiem, czy śmiać się, czy płakać? Pewnie w coś wierzą, ale nie ma to nic wspólnego z katolicyzmem. Może to deizm? Nie wiem, ale po prostu tego nie kupuję - przynajmniej w kontekście kogoś, kto uważa się za katolika. W końcu katolicyzm czegoś wymaga, prawda? Skoro się tych wymagań nie wypełnia, i nie chodzi mi tu wcale o jakieś zdarzenia, które nam to utrudniają, ale po prostu o to, że się tego nie praktykuje.

Muszę przyznać, że miło widzieć Dietricha po tak długiej nieobecności, ale z miejsca muszę ostrzec, że kolorowo nie będzie. ;)
Co do prawa do wolności sumienia i wyznania - to mit. Oczywiście włącza się je do wielu aktów podstawowych w systemach prawnych, ale w praktyce to niemożliwe, bo.. żyjemy w społeczeństwie, a nie sami. W procesie kolizji wartości/opinii/sądów, z reguły na zasadzie większości, decydujemy co jest dopuszczalne, a co nie. Oczywiście to niewyklucza wolności na poziomie umysłu - tam możesz sobie myśleć co chcesz, przynajmniej do czasu, aż państwo nie będzie miało dostępu i do tego.. Jednak na poziomie interakcji z innymi już takiej wolności nie ma.
Natomiast co do reszty - osobiście uważam, że małżeństwa mieszane (światopoglądowo!) są idiotycznym pomysłem. Prędzej, czy później któraś ze stron będzie musiała ostatecznie ustąpić, bo na dłuższą metę trudno ciągle ustępować i udawać, że wszystko jest w porządku. Takie też było przez długi czas stanowisko Kościoła, które niestety uległo zmianie i raczej nic dobrego z tego nie wyszło. Oczywiście pomijam tutaj delikatną i zapewne drażliwą kwestię wychowania dzieci - bez wspólnego frontu, nie tylko na polu wiary, trudno wychowywać dziecko, nie sądzisz? I nie trzeba tu być psychologiem z doktoratem, ale skorzystać z dobrodziejstwa, jakim jest mózg. To, co odpisałeś Joli tylko potwierdza to, co napisałem. Jest to tym ważniejsze, że potwierdza jeszcze jedną rzecz, że w życiu powinno się kierować rozumem, bo inaczej mamy do czynienia z takimi osobistymi tragediami, jak choćby ta załamanej sprzed 3 dni, której mąż po 2 latach małżestwa żąda teraz rozwodu. Uczucia i emocje są ważne, ale nie powinniśmy się nimi kierować, a już na pewno nie wyłącznie nimi.
Również uważam, że przesadziłeś z odnoszeniem się do Jana Pawła II. Zresztą nie ty jeden, bo oto dzisiaj się dowiedziałem, że jednym z haseł wczorajszej parady EuroPride było "Nie lękajcie się.." (i chyba to było jakoś rozwinięte, choć tego nie jestem pewien). Może głębsza lektura pomoże? Nie jestem pewien, ale może warto spróbować.. A co do tych dziewczyn, które ci podziękowały - uważam, że postąpiły jak najbardziej w porządku i do tego bardzo uczciwie - czym innym jest posiadanie znajomych o innych poglądach, a czym innym żyć z kimś w związku, kto ma odmienne poglądy.
Co do tego konsumpcjonizmu, o którym wspominasz - cóż, nie chcę budzić Cię ze snu, ale wszyscy jesteśmy konsumentami. Życie, mój drogi, życie. Oczywiście nie mam tutaj na myśli konsumpcjonizmu materialistycznego. Ty też decydując się na związek akurat z TĄ dziewczyną, z którą jesteś, podjąłeś decyzję konsumenta - mając do wyboru inne kobiety (choćby tylko potencjalnie mogły z Tobą być) zdecydowałeś się akurat na nią. Też jesteś konsumentem. Poza tym nawiązując do cywilizacji życia, chyba nie do końca miałeś świadomość, czym była ona w na uczaniu papieża. Parafrazując właściwie już klasyka - warto.. czytać. ;)
Argument konsumpcjonistyczny jednak tak naprawdę miał służyć czemuś innemu - uczłowieczeniu nie-katolików. I jako taki jest niepotrzebny, przynajmniej dla mnie. Bardziej mnie jednak interesuje, co rozumiesz przez przyzwoity?

A tak swoją drogą - choć sam niezbyt lubię etykietowanie ludzi - mogę zapytać na jakim stanowisku metafizycznym, jako nie-katolik stoisz? Z tego, co pamiętam, to pisałeś kiedyś, że byłeś (jesteś?) ateistą. I jeszcze jedno - co to znaczy "akatolik" i skąd to się wzięło, bo przyznam, że nigdy o tym nie słyszałem, a jestem ciekaw.

(14383)
***data: 18.07.2010, godz: 17:10

a taka osoba, która nie chodzi do kościoła i nie przyjmuje sakramentów to jest osoba niewierząca, Emanuela ma rację.

(14382)
TAAK...data: 18.07.2010, godz: 17:04

Nie masz racji, drogi/a ....
Jeśli sie wierzy w Boga, to jak można Go nie przyjmować w sakramentach... To pomylenie pojęć. Wierzyć - to chciec być blisko Boga. A On - daje się w sakramentach...

(14381)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej