Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [292] [293] [294] [295] [296] [297] (298) [299] [300] [301] [302] [303] [304] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

aaadata: 12.07.2010, godz: 17:26

Nie jestem katolikiem. Nie takim jak Wy. Jednak przychodzę tutaj, bo wiem, że są tutaj dobrzy ludzie, bo wiem, że prosząc kogoś o modlitwę, uzyskam ją.
Kobieta którą kocham wyjechała pracować za granicę. Rzadkość naszych kontaktów jest przerażająca, owszem, ale to, co mi dziś napisała… Noszę wiele kamieni na sercu, wiele świadomych i ciężkich grzechów i nie będę ukrywał, że części nie żałuję, ale tego nie dam rady unieść. Chcę tylko zostać wysłuchanym, nic ponadto.
Zgwałcił ją. Tydzień temu zgwałcił ją ktoś, nie wiem kto, tak mało mi powiedziała. Siedzę od kilku godzin i ciągle mam otwarte okienko komunikatora, mimo, że rozmowę skończyliśmy przed południem. Czytam i nie wierzę… Trochę już ochłonąłem, ale to nadal na mnie ciąży, te słowa, że nie będzie mogła mieć normalnej rodziny, że płacze, choć nie chce płakać. Nie potrafię jej pomóc, nie na taki dystans i nie wiem czy w ogóle bym potrafił. Wiem jedno, jadę tam. Najróżniejsze rzeczy mogą się zdarzyć, możliwe, że zrobię coś, czego żadna spowiedź nie zmyje z mojej duszy, ale nie mogę tak siedzieć i nic nie robić.
Proszę Was o modlitwę w jej intencji, bo cokolwiek się stanie moja dusza raczej nie zazna spokoju. I przepraszam Was za to, co możliwe, że sprowadziłem właśnie na Adonai, ale nie znam innego, lepszego miejsca.

(14280)
Andzia, lat 24data: 12.07.2010, godz: 16:54

Do Ali i Chwili

Dziękuje za słowa otuchy.Może i za mało się starał,w sumie gdy kogoś się kocha to nie ma granic językowych, odległości itp.Jednak nie wiedziałam że tak to rozstanie przeżyję.Staram się znaleźć sobie zajęcie aby nie myśleć bo zwariuję.Czuję że powoli odsuwam się od ludzi,mimo tego że nie powinnam.Ale nie jestem w stanie wyjść poza dom i się uśmiechać.Jak widzę pary na ulicy to robi się tak przykro że łzy lecą mi jak groch.

Może i było mi to pisane, może Anioł Stróż wiedział co robi.Na razie jest to dla mnie wszystko żywe,i nie zrozumiałe.I choćbym nie wiem jak się starała nie myśleć o Nim to nie potrafię.
Pewnie w przyszłości zrozumiem dlaczego tak się stało.Eh nie ma co rozpaczać.Może Bóg szykuje dla mnie Kogoś lepszego?Chociaż ten chłopak był najlepszy spośród innych.Jedynie ta odległość i te 2 lata studiów jeszcze chyba go przerosła.

(14279)
Piotrek, lat 21, e-mail: pio_kal1989@wp.pldata: 12.07.2010, godz: 16:43

Witam
Mam na imię Piotrek i studiuję tutaj w Warszawie, mieście czasami ponurym, czasami po prostu pozbawionym tej jednej najważniejszej osoby. W ten sposób ujawnia się moja dusza romantyka, ale coś więcej o mnie: historia, polityka i podróże to coś co mnie pociąga, bawię się również w wojsko (z 1920 r) i różne manewry i defilady, które poważnemu studentowi nie przystają:P Jestem wysokim szatynem o niebieskich oczach i szczupłej budowie (wręcz chudej jak na studenta przystało). A teraz o Tobie: najważniejsze, żeby nam się fajnie rozmawiało, czyli żebyś nie była zbyt nieśmiała, mile widziane dziewczyny studiujące na UW, Warszawa i okolice, nom i jeszcze fajnie by było gdybyśmy mogli wiedzieć jak wyglądamy przed spotkaniem:P
Pozdrawiam ciepło:)

(14278)
chwila data: 12.07.2010, godz: 13:36


Andzia

Widać z jego strony to nie była miłość, miłość to m.in. poświęcenie, więc moglibyście jeszcze troche tak jeżdzić (200km to nie taka straszna i uciążliwa odległość, no 500 km już bardziej, troche mało czasu na bycie ze sobą ,a dużo na pokonanie odległości), moglibyście skończyć studia, zamieszkać razem, ale jemu chyba to nie odpowiadało i adie i to znamienne zdanie "pokazał mi na czym polega zaufanie" hmm pokazał i się ulotnił, być może dobrze czuliście się w swoim towarzystwie, ale nie na tyle dobrze, żeby być dalej i jak wynika z Twojego wpisu na całe życie...Boga raczej w to nie mieszaj, daje nam wolną wolę, już prędzej Anioła Stróża, chociaż to przecież decyzja Twojego byłego...dziś Tobie wydaje się, że straciłeś kogoś bliskiego, najlepszego i najważniejszego w swoim życiu, ale skąd wiesz, jak będzie... może pojawi się ktoś równie wspaniały, a może właśnie lepszy od tamtego i tym się kieruj w swoich myślach...dopiero jak dasz szanse komuś innemu będziesz mogła się przekonać...a może być tych szans nawet kilka, bo młodą jesteś osobą, więc oby jak najszybciej minął żal po tamtym i otwórz serce dla kogoś innego, powodzenia:)

(14277)
Aladata: 12.07.2010, godz: 13:10

Andzia z tego co piszesz to Ty się bardziej starałaś a nie on, a czy nie powinno być choć troszkę odwrotnie?
Andzia wiem, że teraz Cię nikt z ludzi nie podniesie za bardzo na duchu... ale to może ta znajomość z tym chłopakiem to dopiero przedsmak miłości a ta prawdziwa dopiero przyjdzie, czego z całego serca Ci życzę ;) zobaczysz będzie dobrze...a czas leczy rany, wiem to po sobie.
z Pozdrowieniami :):)

(14276)
Andzia, lat 24data: 11.07.2010, godz: 22:53

do Ali

Gdyby to o mnie chodziło to ja bym nawet i 500 km mogła jechać do osoby którą kocham.Pieniądze miał na przyjazdy,ja również.On studiuje zaocznie,ja dziennie.Wymienialiśmy się,ja ustawiałam tak zajęcia aby móc przyjechać chociaż na weekend.On również ale rzadziej.Widziałam że jemu zależy na mnie.Od samego początku wiedzieliśmy czego od siebie oczekujemy.

Czułam jego Miłość do mnie,w małych gestach, w tym wzroku.Trafiłam na wspaniałego chłopaka,takiego o jakim marzyłam.

Nie wiem dlaczego tak się stało.Byłam taka szcżęśliwa,pod jego wpływem zmieniłam się na dobrą stronę.Pokazał mi na czym polega zaufanie i wiara w siebie.
Nie rozumiem,może Bóg zakończył ten związek bo w przyszłości mogło być inaczej?Może jest w tym jakaś nutka optymizmu.Wiem że Bóg wie najlepiej co dobre,ale w tym przypadku wiedział że była bardzo szczęśliwa a z dniem dzisiejszym czuję straszną tęsknotę i pustkę którą chyba już nikt nie wypełni.

Dziękuję za modlitwę,będzie mi bardzo pomocna.

(14275)
Ala, lat 29data: 11.07.2010, godz: 21:46

Andzia... czy on Cię na prawdę kochał?? Odpowiedz sobie na to pytanie... Czy w miłości istnieją kilometry? Nie miał pieniędzy na przyjazdy do Ciebie? Jakie były powody, że się rozstaliście?
Będę pamiętać w modlitwie.

(14274)
Andzia, lat 24data: 11.07.2010, godz: 21:02

Proszę o wsparcie psychiczne i modlitewne ,ponieważ właśnie dziś zakończył się mój 2,5 letni związek z chłopakiem mojego życia.A tak myślałam,poznany na portalu religijnym,wspaniale się z Nim czułam ale niestety nie podołał odległości(200 km) km.Jest mi strasznie ciężko,nie myślę o niczym innym jak o tej pustce.
Pozostaję z Nim w przyjacielskich stosunkach.Porozmawialiśmy i zdecydowaliśmy.Boże, pomóz mi przez to przejść.

(14273)
maja, e-mail: jzuzka@op.pldata: 11.07.2010, godz: 18:07

Do Jola

Jolu, ja mam lat 30, podobne do Twoich zasady i również do tej pory jestem sama. A dzieli nas różnica wieku spora;) Masz czas, nigdzie nie jest powiedziane, że masz wyjść za mąż czy mieć chłopaka w wieku lat 18 czy 20 czy iluś tam. Każdy ma swój czas, trzeba to przyjąć i zaakceptować. Jeśli chcesz pogadać, napisz do mnie na maila;) Pomodlę się w Twojej intencji..

(14272)
maja, e-mail: jzuzka@op.pldata: 11.07.2010, godz: 18:01

Do Adama

Poszukać możesz w Centrum Pomocy Duchowej na ul. Skaryszewskiej za kościołem o. Pallotynów w Warszawie. Powodzenia i pozdrawiam.

(14271)
Administrator, lat 22, e-mail: pysio99@gmail.comdata: 11.07.2010, godz: 15:48

Można tu kupić książke Kochać Jej Sercem

(14270)
Natalia data: 10.07.2010, godz: 23:59

Do MAŁEJ: Serdecznie dziękuję za wyręczenie mnie w ripoście i wsparcie.

Do ANTYX: Twierdzisz, ze Pan Jezus jest milosierny tylko dla pokornych..? A pokorą jest wlasnie sluchanie JEGO, a nie tworzenie wlasnych teorii. Dlatego tak bardzo potrzebujemy Ducha Swietego, aby nas uczyl i prowadzil po wlasciwym i pokornym torze myslenia, bo my łatwo dajemy sobie prawo do samowolnego (w odroznieniu od pozytywnego slowa: samodzielnego) mędrkowania.

Dalej: Co to za swiety, ktorego prababka tak nagrzeszyla i mial prawo za nia pokutowac aby ja wyrwac z piekla. Jesli maja to byc jakies argumenty, to o konkret prosze. I nie jakies legendy zaslyszane mityczne bajkowe, ale cos pod czym sie Kosciol podpisuje. Takie dowody to zadne dowody na cokolwiek. Ilez to przedziwnych opowiesci znamy na temat swietych z orkesu sredniowiecza na przyklad. Mysle, ze relacje dusz czysccowych sa o wiele bardziej wiarygodne. A najwazniejsze to nikomu nie ograniczac prawa do Milosierdzia Bozego i samemu nikogo nie potepiac. Jesli tak jak piszesz - kazdy jest w Sercu Jezusa, to rowniez i ci nieboracy, ktorzy np. pod wplywem choroby psychicznej, czy tez z potwornego znecania sie innych (jak ta moletsowana w klasie 14 latka sprzed roku) odebrali sobie zycie. Mowisz, ze wszystko jest do czasu, tzn do smierci, a potem sprawiedliwosc. Dobrze, ale nie znasz tajemnicy samego momentu smierci. W ostatnim numerze Milujcie sie jest relacja pewnej mistyczki dwudzistowiecznej, ktora opisywala smierc Stalina i to, ze Jezus zapytal ja wczesniej, czy nie chcialaby za niego cierpiec pare dni przed jego smiercia, bo i jemu Pan Jezus chce sie w godzinie smierci objawic z pytaniem czy przyjmuje Jego zbawienie i czy zaluje za swe zbrodnie. Potem jest relacja corki Stalina z jego ostatnich chwil. byl to dla mnie szok, bo szczerze mowiac wiele razy zastanawialam sie co sie stalo wlasnie ze Stalinem, hitlerem, czy na pewno sa tam gdzie sie domyslamy??? I tak, nie wiemy ... jak ta rozmowa Stalina z Jezusem wygladala... O jak bardzo konieczna jest żarliwa, plonąca miłoscią do Boga modlitwa... za kazda dusze....

(14269)
adam, lat 37, e-mail: dj-wodzirej@wp.pldata: 10.07.2010, godz: 22:55

witam szukam dobrego i nie drogiego psychoterpełty z warszawy

(14268)
Jola, lat 23, e-mail: jola.87@interia.eudata: 10.07.2010, godz: 22:16

Szczerze mówiąc to nie wiem co mnie skłoniło, by zamieścić tutaj wpis. Może to, że życie mi się nie układa; czasem chciałabym pogadać, ale nie mam z kim. Wiem, że Bóg jest obecny w moim życiu szczególnie, gdy dzieje się źle, chociaż czasem brakuje siły. Cieszę się z tego, co mam i wiem, że Bóg jest ze mną. Niestety ostatnio dostaję od życia przykre niespodzianki. Moja mama jest chora na raka, a ja sama jeszcze niedawno miałam duze problemy ze znalezieniem pracy. Obecnie mam pracę, lecz o zatrudnieniu na umowe o pracę mogę tylko pomarzyć. Staram się cieszyć z tego co mam i tłumaczę sobie, że zawsze mogło być gorzej.
Kolejną rzeczą, która mnie przygnębia to głupie myśli. Ciągle wydaje mi się, że jestem jakaś nie z tego świata. Miewam czasem myśli samobójcze. Należę do osób nieśmiałych i zamkniętych w sobie; nieraz słyszałam od innych, że jestem dziwna. Szczególnie ostatnio czuję się bardzo samotna. Niedawno rozstałam się z chłopakiem, na którym bardzo mi zależało. Byliśmy ze sobą przeszło 7 miesięcy, był to mój pierwszy chłopak i myślałam, ze ostatni. Teraz obwiniam siebie o to i staram się doszukać winy w sobie. Ciągle wydaje mi się, że to ze mną jest coś nie tak i że nie pasuję do tego świata. Nie należę do dziewczyn, którym łatwo jest kogoś sobie znaleść... na co dzień spotykam w swoim otoczeniu mężczyzn, którzy chcą mieć piękną kobietę, z którą mogą chodzić do łóżka. A ja nie jestem taka... szanuję swoje ciało i mam swoje zasady. Mam marzenia jak każda dziewczyna; chcę się zakochać, założyć rodzinę. Kiedyś myślałam o zakonie, ale teraz wiem, że nie mam do tego powołania. Marzę natomiast, by poznać mężczyznę, z którym spędzę resztę życia... tylko czasem tracę nadzieję, że kogoś takiego poznam i myślę sobie, że na tym świecie nie ma już dobrych chłopaków. Myślę poważnie o życiu i tego samego oczekuję od drugiej osoby. Nie interesuję mnie przygody, nie szukam faceta do łóżka, lecz chcę mieć z kim zbudować związek na silnych fundamentach, w którym najważniejsza będzie miłość i zaufanie do siebie oraz szczerość. Niestety nikogo takiego jeszcze nie poznałam, chociaż myślałam inaczej, ale jak widać zwiazek się rozpadł. Ale czy naprawde dziewczyny takie jak ja muszę mieć takie problemy ze znalezieniem sobie kogoś? W dzisiejszych czasach wiele dziewczyn patrzy na wygląd i sytuację finansową mężczyzny, a ja nie oceniem ludzi po wyglądzie, ani nie patrzę na kasę. Dla mnie liczy się głównie dobre serce. Może to głupio zabrzmi, ale czasem modlę się, by ktoś mnie wreszcie zauważył, bo tak mi dokucza samotność... i jeszcze te inne problemy...

(14267)
Michał, lat 27, e-mail: greenpl@o2.pldata: 10.07.2010, godz: 21:10

Dzień dobry,
mam na imię Michał, bywam gościem Źródełka. Chciałbym się zwrócić z gorącą prośbą do Was wszystkich, piszących na tym forum.
Zdaję sobie sprawę, że Adonai nie istnieje w celach charytatywnych, jednak znalazłem się w sytuacji, w której jestem zmuszony szukać wsparcia, gdzie się da. Chodzi o mojego ośmioletniego syna. W ciągu kilku dni jego życie znalazło się w poważnym zagrożeniu. Damian zachorował na rzadką chorobę - zespół Guiillaina Barryego. Schorzenie to atakuje rdzeń kręgowy. Objawia się m. in. paraliżem kończyn.
Damian jeszcze w czwartek czuł się dobrze. Wieczorem zaczął się skarżyć na nudności i bóle głowy. Pojawiły się wymioty. Kolejnego dnia - problemy z chodzeniem. W sobotę znalazł się w szpitalu, skąd trafił do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. W tej chwili przebywa w szpitalu. Leczenie będzie trwało długo, a później czeka go jeszcze dłuższa rehabilitacja. Za izolatkę, w której przebywam z synem, płacę 40 złotych za dobę. Do tego dojdą niedługo koszty codziennego dowożenia chłopca na rehabilitację do Łodzi (z Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie mieszkamy) oraz sama rehabilitacja (tylko jej część jest bowiem refundowana przez NFZ). Muszę dodać, że wychowuję syna samotnie. Pracuję, ale pieniędzy niestety zaczyna brakować.
W związku z tym zastanawiam się, czy na Źródełku nie można by ogłosić zbiórki pieniędzy dla Damiana? Bardzo trudno jest prosić o pomoc finansową, ale nie mam wyjścia.
Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję za zainteresowanie.
Pozdrawiam serdecznie,
Michał Z.

(14266)
karinadata: 10.07.2010, godz: 18:00

do Mimi
kazdy chyba w zyciu ma taki okres kiedy czegos załuje, i chciałby cofnąć czas.. Ale trwanie w poczuciu zmarnowania jakiegos okresu życia.. niczego już nie odwróci.
Musi przyjśc czas POGODZENIA SIĘ , przebaczenia sobie samemu gdyż często skrywamy żal do siebie samych.
Trudno.. człowiek popełnia błędy..
najpierw proś Jezusa aby pomógł Ci przebaczyć sobie.. (byc moze innym którzy mieli choćby minimalny wpływ)..uznaj omyłkowość, to ze inaczej myślałaś..i proś by dał Ci ducha wolności od oglądania się wstecz- czyli od zniewolenia przeszłością.. Proś Ducha sw aby otwierał Cię na rzeczy Nowe.. wskazywał i prowadził szczeg gdy masz podjąc jakąś decyzję..
Byc moze potrzeba uzdrowienia z ran przeszłości.. polecam msze się, rekolekcje o uzdrowieniu. Ale najpierw musi być wola oderwania się od przeszłości i zaufania Bogu, On wszystko może..
Nie jesteś wyjątkiem który po kilku latach dostrzega że coś zmarnował.. a może tak po prostu miało być ? może inny wybór wcale nie byłby dla Ciebie własciwy? Pzdr

(14265)
Siostry Augustianki, lat 30, e-mail: monasteredesaugustines@wanadoo.frdata: 10.07.2010, godz: 16:36

Już wakacje... :)!
Lubię zbierać muszle...
Lubię szum oceanu...
- Są to cudowne chwile szczęścia i beztroski.
Każda muszla szumi ...
i opowiada swoją tajemnicę...
Posłuchaj i ty... snu muszli... www.dar.religia.net
Podziel się i swoim „snem...” :)

Z wakacyjnym pozdrowieniem w sercu lata...

(14264)
Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pldata: 10.07.2010, godz: 15:48

Dwa dni temu wróciłam z Warszawy, z Zoliborza, od parafi św.Stanisława Kostki.Wreszcie mogłam spełnić swoje pragnienie i pojechać na Grób Księdza Jerzego.A dziś trafiam na stronie , na tekst co dziś może nam dać Ksiądz Jerzy. Ja od Niego dostałam tak wiele, tak wiele...Więc zaskoczeniem było dla mnie takie pytanie i to, że w ogóle można zadać takie pytanie, bo cche mi się krzyczeć i śpiewać, jaki to wspaniały , kochany Przyjaciel, jak dzięki Niemu i dzieki temu ze Bóg postawił Go na mojej drodze, mam szanse w końcu na to żeby inaczej podejśc do zycia.

(14263)
Maładata: 10.07.2010, godz: 12:17

Do Antyx
Przeczytałam Twój ostatni wpis... i nie mogę pozostawić bez komentarza tego, co napisałaś do Natalii - chodzi mi konkretnie o zdania: "A miłosierdzie jest dla tych, którzy na nie zasługują wiesz. Miłosierdzie nie jest dla kazdego. A na pewno nie jest dla pysznego przed Bogiem. Tylko dla pokornych przed Bogiem jest Jego miłosierdzie – moje zdanie"

Pozwól, że odpowiem Ci cytatem z "Dzienniczka" s. Faustyny:
"Niech pokładają nadzieję w Miłosierdziu Moim najwięksi grzesznicy. Oni mają prawo przed innymi do ufności w przepaść miłosierdzia mojego. Córko moja, pisz o moim miłosierdziu dla dusz znękanych. Rozkosz mi sprawiają dusze, które się odwołują do Mojego Miłosierdzia. Takim duszom udzielam łask ponad ich życzenia. Nie mogę karać, choćby ktoś był największym grzesznikiem, jeżeli on się odwołuje do Mej litości, ale usprawiedliwiam go w niezgłębionym i niezbadanym Miłosierdziu swoim. Napisz: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi Miłosierdzia Mojego. Kto nie chce przejść przez drzwi Miłosierdzia, ten musi przejść przez drzwi sprawiedliwości Mojej..."
"(...) Serce Moje jest przepełnione litością i miłosierdziem dla wszystkich (...)"

Pozdrawiam serdecznie!

(14262)
Haniadata: 10.07.2010, godz: 10:44

a ja mam taką propozycję: kwestię, kto zasługuje na zbawienie, zostawmy Panu Bogu. On wie najlepiej...

(14261)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 10.07.2010, godz: 10:13

Protest przeciwko metodzie IN-Vitro oraz jej refundowaniu.
Zachęcam do podpisania mojej petycji. Jeśli jesteś przeciwnikiem metody sztucznego zapłodnienia In-Vitro i również nie chcesz by ona zastała refundowana z budżetu państwa a tym bardziej z Twoich pieniędzy. Podczas In-Vitro są zabijane niewinne embriony lub są one poddawane eksperymentom naukowym.
Jeśli chcesz poprzeć moją petycję, wejdź na stronę ,przeczytaj i podpisuj.
Każdy głos jest ważny i każdy głos może być decydujący.
http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=5569

(14260)
:)data: 10.07.2010, godz: 00:31

Święta Rito - módl się za nami !

Wspaniała święta od spraw trudnych i beznadziejnych :)

(14259)
antyx, lat 34data: 10.07.2010, godz: 00:21

Do Agaty :
No może przesadzam z tą rodziną ale jeśli twoje wartości w życiu to rodzina, pieniądze i religia – Bóg – no to małe szanse, że postronna osoba Ci pomoże. Może wpłynąć na rodzinę i tyle. No to może być to jedynie zachęta, że należy mieć więcej opcji w zyciu niż rodzina, pieniądze i Bóg bo jak coś pójdzie źle to cóz... kto pomoże? Na przykład zachęta to jest by mieć przyjaciół. Wtedy może modlitwa przyjaciela Ci pomoże, ale z drugiej strony kto się zabija mając przyjaciół – i pytanie – jakich przyjaciół skoro się ktoś zabija. Takie tam rzeczy.

Z tym spowiednikiem to też na dwoje babka wróżyła bo jest tak jak piszesz również. Od razu sobie tak pomyślałam, że nie do końca mam rację pisząc co napisałam, ale wiesz – coś w tym też jest jak dla mnie. I tyle.
Dobry chrześcijan to ten co się nie spowiada bo ... nie grzeszy. W sumie – najbardziej tak powinno być. A reszta? Dobry spowiednik – dla kogo? Czy to ma sens? Nie wiem. Wiem, że sens ma nie grzeszyć, a reszta? Po co ten dobry spowiednik w sumie? Zły też rozgrzeszy.
Dla tych zatem, którzy chcą szczerze się poprawić. MOCNO.
Reszta jeśli brzmi jak oskarżenie to przepraszam. Nie miałam zamiaru Ciebie oskarżać, ale uważam, że łatwo dziś wszystko rozgrzeszyć czy wytłumaczyć – np. chorobą psychiczną. Wszystko można rozgrzeszyć chorobą psychiczną – a co z tą chorobą psychiczną niewyleczoną – co – też to rozgrzeszyć? Jak to potraktować? Jako była pracownica – przypadkowa – placówki dla osób upośledzonych umysłowo – mam jeszcze widać skłonności do jakichś podświadomych oskarżeń tu i tam – widocznie nie miałam tam pracować i stąd jeszcze jakieś problemy moje w tym kierunku, ale pracuję nad tym. Co jeszcze mogę napisać?

Do Anny: nie ma potępienia na jakiś czas, ale swego czasu zetknęłam się z przypadkiem świętego, który miał pokutować za swoją prababcię by.... UWAGA! wydobyć ją z piekła. Co to mogło oznaczać? Bardzo mnie to zastanowiło – co ten Kościół wygaduje? Jak można kogoś z piekła wydobyć? Stamtąd nie ma ratunku. Otóż wyobraź sobie, że zaczęłam to ostatnio rozumieć – po prostu faktycznie jedynym ratunkiem dla prababci była modlitwa kogoś z rodziny – bardzo taka jednoznaczna/pokutnicza i to była jedyna droga ratunku dla niej. Ten katolicki święty nawet urodził się z taką misją – było to zapowiedziane, że będzie pokutował za tę prababcię i z piekła ją wydobędzie. No ja się nad tym bardzo zastanawiałam
i już to dziś rozumiem, że trzeba się modlić za przodków – oto chodziło. A do piekła trafiła na pewno – tylko nie było powiedziane na ile – to zalezało od modlitw – prawnuka. I jego pokuty. A powiem Ci, że historia była bardzo makabryczna i szalona – prababcia była to o ile pamiętam cudzołożna kobieta i w czasie pokuty prawnuka wydarzyła się niesamowita historia taka, że przyszedł do niego diabeł w postaci kobiety albo – teraz nie pamiętam – przywiał mu diabeł jakąś kobietę – księżniczkę jakoś – nadnaturalnie do jego pustelni ją dostarczył. Ten pokutnik tej kobiecie uległ i UWAGA! po swoim czyni zabił ją. Następnie uznał, że rozgrzeszenie za ten uczynek może uzyskać tylko u papieża – ten nie rozgrzeszył go z morderstwa tylko kazał dalej pokutować. Księżniczka pojawiła się gdy pokutę 7 letnią prawnuk kończył. Już teraz tego dokładnie nie pamiętam, ale we wszystko uwierzyłam tylko za bardzo tego nie rozumiałam - dlaczego mówiono, że nie z czyśca ciężkiego ma tę prababcię uwolnić , ale z piekła. Czyli ma dokonać rzeczy niemożliwej. Ma dokonać cudu swoistego. No ja bym się zastanowiła czy ma sens się zajmować pokutą za kogoś w piekle.
No i to tyle wątpliwości miałam w tej historii. W każdym razie prawnuk jest święty, w końcu ktoś go rozgrzeszył (nie pamiętam kto – chyba nie papież już) a księżniczka odzyskała zdrowie – zmartwychwstała jak gdyby po jej zabójstwie.
?

Do Mimi lat 25 – najlepiej na nie rozdrapywanie ran modlić się egzorcyzmy – o uzdrowienie pamięci, o zapomnienie krzywd – takie rzeczy – coś tu wkleję - więcej należy poszukać samodzielnie.

Do Almy lat 25 – każdy jest w Sercu Pana Jezusa. To jest właśnie kwintesencja naszej wiary – wszyscy jesteśmy w Sercu Chrystusa. Za każdego z nas umarł bo miał takie dobre serce. Niby takie trudne, a takie proste i niby takie proste a takie trudne do pojęcia i uwierzenia. Że ktoś za Ciebie umarł żebyś Ty mogła zyć.

Do Natalii – przeczytaj sobie moja odpowiedź dla Anny – o świętym prawnuku pokutującym za babcię w piekle. Uważam, że wielu samobójców – może 90% ma tylko taką perspektywę lub...żadną. I tyle. Pan Bóg jest miłosierny, ale... do śmierci. Dalej jest już tylko sprawiedliwość. Bo dalej jest sąd z tego co do czasu do śmierci. A miłosierdzie jest dla tych, którzy na nie zasługują wiesz. Miłosierdzie nie jest dla kazdego. A na pewno nie jest dla pysznego przed Bogiem. Tylko dla pokornych przed Bogiem jest Jego miłosierdzie – moje zdanie.

antyx


(14258)
Malwinadata: 09.07.2010, godz: 23:48

Proszę o modlitwę Bogu intencji wiadomej.

Dziękuję

(14257)
Klaradata: 09.07.2010, godz: 22:37

Strasznie to jest przykre, że używa się słowa potępiać. Tylko Pan Bóg może nas potępić i to podczas sądu ostateczego. Tyle, że Pan Jezus powiedział, aby ten kto jest bez winy pierwszy rzucił kamieniem. Natomiast później dodał, iż niewiasty nikt nie potępił tak więc i On jej nie potępia. A swoją drogą nie można mieć tak ortodoksyjnego podejścia do wiary, bo przecież jest ona oparta głównie na osobistych relacjach z Panem Bogiem i wszystko można interpretować na różne sposoby. A tym którzy nigdy nie myśleli o samobójstwie należy pogratulować, albo tak udanego życia, albo zdolności biolokacji, ponieważ wtedy kiedy szatan nachodził ich myśli z pewnością byli w innym, lepszym miejscu. I tak reasumując można jedynie dodać, że zamiast potępiać należałoby się zastanowić jak silnie musi być skrzywdzony ten człowiek, który pragnie śmierci. Oczywiście należy zaznaczyć, iż samobójstwo to zło, samo zło, tyle że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i nigdy nie wiedomo co nam się przydaży. A Pan Bóg to najlepszy przyjaciel, z któym można szczerze porozmawiać. Przekona się ten kto spróbuje zanim osądzi innych:)

(14256)
Alma , lat 25data: 09.07.2010, godz: 17:46

Witam wszystkich serdecznie. W Święto Zesłania Ducha Świętego uczestniczyłam w modlitwie o wylanie darów Ducha Św. Kapłan ,który się nade mną modlił powiedział ,że jestem w Sercu Jezusa. Jak mam to rozumieć ?

(14255)
Agatadata: 09.07.2010, godz: 17:01

Do Mimi:
Z doświadczenia wiem, ze trudno zmusić się do kategorycznego, wewnętrznego zakazu myślenia o pewnych sprawach, wydarzeniach. Ale spróbuj. Zamykasz drzwi, nie ma powrotu. To jest takie odejście od sprawy na jakiś czas. Gdy zaczniesz spokojnie funkcjonować ( a uwierz, po tak stanowczym postanowieniu po pewnym czasie przestanie Ci to siedzieć w głowie), łatwiej Ci będzie spojrzeć na przeszłe wydarzenia. Zwiększy się dystans, to i zwiększy się obiektywizm. U mnie podziałało. Powodzenia życzę:)

(14254)
mdkdata: 09.07.2010, godz: 16:44

Bóg nikogo nie chce potępiać. Jest On przecież Bogiem Miłosierdzia.

(14253)
Nataliadata: 09.07.2010, godz: 14:03

Nie macie prawa pisac ze ludzie samobojcy sa potepieni 'na jakis czas' albo , ze w ogole sa potepieni! Znam relacje dusz czysccowych ktore byly tez samobojcami, potrzebuja wiele modlitwy i ofiary bo dostaja (w zaleznosci od okolicznosci) bardzo ciezki i dlugi czysciec i najgorsza jest dla nich swiadomosc, ze czegos na ziemi nie dokonczyli co bylo ich zadaniem i ze tyle dobra, woli Bozej nie zostalo przez nich wypelnionej. a tragiczne juz jak sie ich uwaza za osoby ktore NA PEWNO sa w piekle. Jak mozna w ogole kogos potepiac. Jaka miarą wy odmierzycie taką i wam odmierzą. Troche pokory. Bog bada serca.

(14252)
Agata, lat 22data: 09.07.2010, godz: 13:41

Do Mimi
Wyznacz sobie cel w życiu, to co pragniesz osiągnąć. Wyobraź sobie jak będziesz się wtedy czuła, jaka będziesz szczęśliwa. Następnie pomyśl co trzeba zrobić, poszczególne kroki, które należy podjąć by spełnić swoje marzenie. Po tych ustaleniach weź się do pracy, realizacji poszczególnych kroków. W ten sposób powoli zaczniesz zapominać o przeszłości. Będziesz pamiętała tylko dobre chwile, a konsekwencje złych decyzji będą należeć tylko do przeszłości.
Ja tak zrobiłam, moje życie zmieniło się. W życiu czasami trzeba zrzucić bagaż przeszłości, wyruszyć na nowo w wędrówkę.

(14251)
Mimi , lat 25data: 09.07.2010, godz: 11:27

Witajcie. Może mi ktoś doradzi , jak pogodzić się z przeszłością , nie rozpamiętywać tego , co było ( złych decyzji ), nie rozdrapywać starych ran?
Wiem ,że czasu nie cofnę ,ale ciągle się zastanawiam , co by było gdyby...Jak sobie pomóc?

(14250)
krzysztof, lat 24, e-mail: krzysztof_11@op.pldata: 09.07.2010, godz: 08:35

Proszę o modlitwę w ważnej dla mnie sprawie.

(14249)
niedowiarekdata: 08.07.2010, godz: 22:02

specjalnie dla antyx-a o modlitwie rodziny
słowa Jezusa do Glorii Polo
„Powrócisz na ziemię, otrzymasz drugą szansę…”
Przy tym mówi również z powagą:
„Tej łaski powrotu nie otrzymujesz dzięki modlitwom twoich przyjaciół i najbliższych. Można się tego spodziewać i jest to normalne, że twoja rodzina i osoby, które ciebie cenią, modlą się za ciebie i błagają Mnie z twego powodu. Możesz powrócić dzięki modlitwie tak wielu ludzi, którzy nie są z tobą spokrewnieni i nie należą do twojej rodziny. Tak wiele obcych ci osób gorzko płakało, modliło się do Mnie ze złamanym sercem i z głębi duszy, i w twojej intencji wznosili do Mnie swe serce, jako wyraz uczucia największej miłości i sympatii.”

świadectwo gloria polo

(14248)
Anna do Antyx, lat 37data: 08.07.2010, godz: 19:32

Zasadnicza sprawa, nie można być po śmierci potępionym "na jakiś czas". Jest to już fakt nieodwracalny. To tylko Czyściec jest okresem przejściowym. A grzechy odpuszcza Pan Jezus, nie ksiądz. Ksiądz tylko pośredniczy. "Dobry chrześcijanin postępuje według zasad Ewangelii" - owszem, ale są tam też takie słowa "nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni". Więc konsekwentnie - nie osądzajmy innych, również samobójców. Powtarzam, ich serca najlepiej zna Pan Bóg, my "poznajemy tylko po części". Czy wolno rozgrzeszać samobójców? Mała uwaga: rozgrzeszenie otrzymuje człowiek żyjący, ten, kto przeszedł na drugą stronę życia może już tylko liczyć na Miłosierdzie Boże. Nikt tu nie wspominał o rozgrzeszaniu na własną rękę, ale o tajemniczej relacji między człowiekiem a Bogiem w ostatnich chwilach życia tego pierwszego. A to już jest zasadnicza różnica, bo w taką relację każdy z nas, wcześniej czy później wejdzie. I cieszę się, że Pan Bóg przebacza więcej, niż człowiek, bo wtedy kto z nas miałby szansę na zbawienie. I powtarzam jeszcze raz, nie wiemy, kto jest wiekszym grzesznikiem. Czy samobójca, czy każdy z nas. To już nie nam oceniać. Zdecydowanie wolę to zostawić Panu Bogu i liczyć, że tak jak mówił do siostry Faustyny: zanim przyjdzie jako Sędzia Sprawiedliwy, przychodzi jako Pan Miłosierdzia. I tak już z serca Ci życzę, żebyś nigdy wśród swoich bliskich, czy też znajomych nie miała samobójcy. Bo wtedy pewnie będziesz musiała trochę zweryfikować swoje zdanie. Bo każdy z nas chce wierzyć, że jego bliscy po smierci są szczęśliwi. Zostaw lepiej Bogu ocenę życia drugiego człowieka. Pan Bóg doskonale sobie poradzi, nie potrzebuje doradców. O widzi lepiej od nas, bo ogarnia nas jako całość: ciało z jego słabościami, ale również duszę z uczuciami. I sprawiedliwość Boga jest troszkę inna od naszego pojmowania sprawiedliwości. A ja i tak będę cały czas pamiętać słowa mojej Mamy kilkanaście godzin przed śmiercią: "nie martwcie się, Pan Bóg jest Miłosierny". I w to wolę wierzyć. Polecam Tobie lekturę Katechizmu Kościoła Katolickiego: "2283. Nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg, w sobie wiadomy sposób, może dać im możliwość zbawiennego żalu. Kościół modli się za ludzi którzy odebrali sobie życie". Chyba Katechizm Kościoła Katolickiego jest również Twoim katechizmem? Pozdrawiam i dobroczynnego odpoczynku życzę...

(14247)
Agatadata: 08.07.2010, godz: 18:39

Do Antyx:
Zupełnie nie o to mi chodziło, jeśli jednak tak zabrzmiał mój post, że rozgrzeszam samobójców, to bardzo Cię przepraszam, zupełnie nie to miałam na myśli. Ja nikogo nie usprawiedliwiam i nie rozgrzeszam. Uważam tylko, ze na potępienie zasługuje CZYN, a nie CZŁOWIEK (a mam wrażenie, że chcesz mi udowodnić, że TRZEBA potępiać samobójców). A ocenę i kwestię tego, czy samobójca został rozgrzeszony czy nie, zostawiam Bogu, bo to On wie, co myśli, czuje samobójca, czy żałuje, czy nie, jakie były powody i stan psychiczny w momencie targnięcia się na swoje życie. I dlatego nie rozumiem i nie pochwalam ogólnoludzkiego potępienia człowieka, który zgrzeszył. Każdy upada. Ocena nie należy do nas.
Poza tym nie rozumiem, dlaczego twierdzisz, że to rodzina musi się za niego modlić, bo inaczej nie ma szans na zbawienie? A modlitwa bliskich, przyjaciół, jest czymś gorszym? Zostanie wysłuchana jednym uchem, czy jak...?
Nie wiem tez skąd wniosek, że dobry chrześcijanin zasłużył sobie na dobrego spowiednika, a zły nie. Chyba właśnie powinno być odwrotnie-ten, kto więcej grzeszy powinien dostać szansę zetknięcia się z osobą, która będzie mu w stanie lepiej pomóc. Wszak więcej miłosierdzia doświadczy ten, co zgrzeszył więcej,a poza tym więcej radości w Królestwie Bożym z jednego nawróconego niż i tak dalej...
Wiara i życie to nie matematyka, a to, że postępujemy lepiej czy gorzej nie oznacza, ze dostaniemy więcej czy mniej tu, na ziemi. To wszystko właśnie polega na tym, że sprawiedliwość będzie u Pana, nie na ziemi. "samobójstwo-piękne rozwiązanie problemu"? A kto tak powiedział? Bo na pewno nie ja.
Przykro mi tylko, że tak mnie atakujesz, bo tak odbieram Twoje słowa... Nie sądzę, żebym Cię w którymkolwiek poście obraziła...:( Zwłaszcza, że już mnie wysyłasz na tamten świat...

(14246)
s_Madenn , e-mail: monasteredesaugustines@wanadoo.frdata: 08.07.2010, godz: 17:55

Już wakacje... :)!
Lubię zbierać muszle...
Lubię szum oceanu...
- Są to cudowne chwile szczęścia i beztroski.
Każda muszla szumi ...
i opowiada swoją tajemnicę...
Posłuchaj i ty... snu muszli... www.dar.religia.net
Podziel się i swoim „snem...” :)

Z wakacyjnym pozdrowieniem w sercu lata...

(14245)
antyx, lat 34data: 08.07.2010, godz: 16:17

Do Agaty:
Nie podoba mi się, że rozgrzeszasz samobójców. Nie wolno ich rozgrzeszać. Ksiądz działa w zastępstwie Pana Jezusa. Na dobrego spowiednika trzeba sobie ZASŁUŻYĆ. Byle jaki chrześcijan dostaje byle jakich spowiedników. Dobry chrześcijan, stosujący się do zasad Ewangelii w życiu codziennym dostaje dobrych spowiedników. A samobójca jest potępiony i na jak długo to może czasem zależeć od modlitwy 1 osoby. Jeśli jednak ktoś zabija się z powodu STRASZNEJ rodziny (co dławi w sobie zamiast iść na psychoterapię jeśli rodzinie wybaczyć nie umie) – mam nadzieję w tym momencie, że sam jest nieskazitelny jak jagniątko prowadzone na rzeź dosłownie – to jakie ma szanse , że rodzina zacznie się ŁASKAWIE za niego modlić zamiast go przeklinać, że narobił im wstydu i po prostu się bezwstydnie zabił. No wiele szans ma – naprawdę. I tyle mogę napisać.
Nie wolno rozgrzeszać samobójców – ksiądz w konfesjonale rozgrzesza chrześcijanina. I koniec. Katolika. Później może ktoś gorzko płakać, że jego modlitwy na nic się zdały. Bo miała się modlić rodzina. Na zapas mówię, że najwięcej od osoby postronnej daje komunia święta przyjęta za samobójcę. Ale czy coś da wymiernie? To zależy w 90% od rodziny jego i nikogo więcej. Co myśli o tym rodzina i koniec. Nie ryzykowałabym jakichś dziwnych rozgrzeszeń na własną rękę, ale poleciłabym na pewno modlitwy za rodzinę – wzmożone. I dobre modlitwy o np. znalezienie męża/żony/miejsca w życiu. Wiele modlitw. Tyle. Może jakąś pielgrzymkę? Samobójstwo – piękne rozwiązanie problemu wraz z błogosławieństwem na nową drogę życia. Tak odczytuję Twój post Agato – no cóz... czy mam Ciebie rozgrzeszyć i pobłogosławić już dziś?
W zastępstwie za księdza w konfesjonale?
:(

(14244)
Aladata: 08.07.2010, godz: 13:24

Marcin... nie trzeba mieszkać blisko Warszawy żeby należeć do wspólnoty, trzeba tylko chcieć a wspólnota znajdzie się dużo bliżej Twojego miejsca zamieszkania....

(14243)
Marcindata: 08.07.2010, godz: 08:40

Do Łukasz
Chętnie bym przystał do Waszej wspólnoty gdyby Warszawa była bliżej........

(14242)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 07.07.2010, godz: 23:33

WSPÓLNOTA ODNOWY W DUCHU ŚWIĘTYM ‘’ PÓJDŹ ZA MNĄ’’ Z WARSZAWY
CO TYGODNIOWE SPOTKANIE WSPÓLNOTY ODNOWY CHARYZMATYCZNEJ W DUCHU ŚWIĘTYM "PÓJDŹ ZA MNĄ" W WARSZAWIE ZAPRASZA SERDECZNIE NA SPOTKANIA FORMACYJNO-BIBLIJNO-MODLITEWNE .
WARSZAWA, PL. GRZYBOWSKI 3/5, wejście od Kancelarii parafialnej w lewo schodami na sam dół ostatnia sala. Parafia pw. Wszystkich Świętych
9 Lipca ( Piątek) godz. 19:00

(14241)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 07.07.2010, godz: 23:18

Do Gosia
Wejdź w link:
http://www.fundacjapolsat.pl/Potrzebuje_Pomocy,5455/index.html
http://fundacjatvn.onet.pl/kontakt.html
Pozdrawiam Łukasz

(14240)
Gosiadata: 07.07.2010, godz: 18:44

Mam problem.
Ośmioletni synek mojego przyjaciela jest poważnie chory. Potrzebne są pieniążki na leczenie i rehabilitację chłopca. Czy znacie jakieś instytucje, które mogłyby pomóc w zbiórce funduszy? Gdzie można szukać wsparcia?
Będę wdzięczna za wszelkie informacje.
Pozdrawiam Wszystkich.

(14239)
Łukasz, lat 26, e-mail: lukasz84rok@wp.pldata: 07.07.2010, godz: 17:45

http://protestuj.pl/
http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=5550
http://www.hli.org.pl/xoops/modules/news/article.php?storyid=1410

(14238)
smutny optymistadata: 07.07.2010, godz: 08:18

Tu jest link do tego co miałoby się wydarzyć niedługo 15 sierpnia

http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/Oredzie-Pana-Jezusa-do-mist-Ew,2,ID407357259,n

Co o tym sądzicie?
Ja uważam ze bez względu na to co nas czeka trzeba sie modlić, żyć dobrze i tyle. A w internecie można wszystko znaleźć.

Robercie: Ja mam trochę podobne doświadczenia do Ciebie, sam dopiero co skończyłem liceum, gdzie , tak jak i kiedy indziej wielu ludzi śmiało się ze mnie, byłem poza towarzystwem - ale ja uważam że lepiej jest chociaż mieć jednego ale szerego przyjaciela niż masę fałszywych. Nie spędzam czasu z kolegami bo nie jestem typem towarzyskim a poza tym nie mam takowych - chcę wstąpić do duszpasterstwa i Tobie też to polecam, bo jednak tam możesz znaleźć wiele podobnych osób, nie trać wiary - człowiek jest stworzony po to żeby żyć w grupie. Jeśli ktoś jest dobrym człowiekiem to Ciebie zaakceptuje. Pozdrawiam

(14237)
Agatadata: 06.07.2010, godz: 22:48

Do Anny:
Tak właśnie i ja myśle:) Cieszę sie, że nie jestem w swych rozmyślaniach osamotniona:)

(14236)
Mdata: 06.07.2010, godz: 21:39

Do LM
No co ja z tobą mam;)

(14235)
Mary1020data: 06.07.2010, godz: 20:45

Basiu, rzeczywiście masz jeszcze trochę czasu na podjęcie ostatecznej decyzji. W tym czasie wiele jeszcze pewnie przeżyjesz i wiele może się zmienić. A może nie...może z biegiem czasu Twoje powołanie do życia zakonnego będzie jeszcze silniejsze i dojrzalsze :) Wierzę mocno, że cokolwiek kiedyś zdecydujesz, to PAN BÓG zawsze będzie w Twoim życiu na pierwszym miejscu. Serdecznie pozdrawiam Ciebie i wszyskich Źródełkowiczów. Szczęść BOŻE :)

(14234)
Basiadata: 06.07.2010, godz: 20:25

Do Mary1020.
Dziękuję Ci bardzo za te wspaniałe słowa. Dzięki nim wiele zrozumiałam. Wiem, czym się kierować. Bardzo dziękuję za modlitwę w mojej intencji.Może Cię to zdziwi, mam dopiero 15 lat. Wiem, że to jeszcze bardzo dużo czasu, ale czuję to od ponad dwóch lat, oraz mam nadzieję, że moje "myślenie" nie zmieni się.

(14233)
do LMdata: 06.07.2010, godz: 20:12

"Ciężko jest żyć z piętnem odrzucenia i rozpaczy, w dodatku z niemiłym uczuciem nieużyteczności ofiarowanych cierpień, .......ofiar."
zgadzam się, czasem tak jest..
cierpienie wydaje się nic nie warte , nie czujesz nic, tylko pustka i podszepty szatana po co sie poswiecać itd.. choc własciwie to nie mozna nazwać poświecanie bo nie masz na to wpływu , poświęcanie jest wtedy gdy masz wybór i dobrowolnie z czegoś rezygnujesz dla dobra czegoś.
A tutaj pozostaje Ci znieść ew uciec jak sie da, lub się zadręczać ale to nic nie zmienia.
Ale widocznie jest po coś, Pan Bóg coś Ci mówi. Może daje wskazówkę, może czeka na całkowite tak. Tez nieraz wydawało mi sie jak długo jeszcze, ze coś się nigdy nie skończy. Kiedy pogodziłam sie z tym powoli zaczynało się zmieniać.
Kazda sytuacja jest inna, więc i wobec Ciebie Pan Bóg ma plan..
każdy na jakimś etapie zycia musi ponieść krzyz nawet wtedy gdy wydaje się on za ciężki i nieskończony.. ale krzyże nie są na zawsze, zmieniają się..
\Najbardziej opłaca się zaufać Bogu..bez względu na to co nas czeka.
Tylko wtedy człowiek nie ma poczucia że uciekł, ze coś zmarnował.. bo może własnie to trudne było mu szczególnie do czegoś potrzebne..moze to być ofiara w jakimś celu, ale nie usprawiedliwiajmy się takim określeniem, może własnie tego doswiadczenia my potrzebujemy najbardziej a Pan Bóg przy okazji wykorzysta cierpienie w celu czyjegoś nawrócenia. Na pewno cierpienie ofiarowane ma podwójne dobro dla nas i drugiego. Jeśli się wytrwa na pewno nie pożałuje się nawet najtrudniejszego doświadczenia.. to musi ZAOWOCOWAĆ .

(14232)
Aladata: 06.07.2010, godz: 20:05

Marcin...szukać dalej swojego szczęścia w życiu i próbować zmienić to, co chciałbyś zmienić. Ot tyle...

(14231)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej