| aldona | data: 08.11.2009, godz: 08:00 |
Będę tańczyć przed Twym Tronem i oddam Tobie chwałę i nic już nie zamknie mi ust, żaden mur i żadna ściana,największa nawet tama, juz nie, nie zatrzyma mnie już??????????? No nie wiem:)))))))))))))) (10530)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 08.11.2009, godz: 05:10 |
Łukaszu ,dostałam meila, od Ciebie,niestety nie idzie goodczytać,musisz napisac jeszcze raz, czekam na wiadomość. (10529)| Kate , lat 27 | data: 07.11.2009, godz: 22:41 |
Do Arn i Trawiastej,
dziękuję Wam bardzo za Waszą wypowiedź. Są one dla mnie bardzo cenne....
Moja osobista walka o to, aby zaufać toczy się już od bardzo dawna....ostatnio przeżywam bardzo trudny okres zarówno w życiu prywatnym jak i w życiu duchowym. Stałam się taka otępiała w modlitwie, bierna.... nie potrafię tego zmienić. Może za mało się staram. Na pewno za mało. I ten lęk, który odbiera radość życia. Wiem, że Bóg i tak ma dla nas swój plan, ja jednak tak bardzo bardzo się boję. Boję się, że zostanę sama, że odejdą ode mnie Ci, których kocham, że spotka ich straszna choroba. Być może nie brzmi to tak strasznie, ale mnie to paraliżuje i totalnie blokuje. Z jednej strony mówię: wiem, że będzie tak jak Ty chcesz Boże, a z drugiej strony myślę: błagam, tylko nie to!!! To tak, jakbym swoimi czarnymi myślami sprowadzała na siebie i najbliższych lawinę złych wydarzeń. To jest okropne uczucie.
Trawiasta, obiecuję modlitwę w intencji Twego oczka i Twego wewnętrznego uzdrowienia. Wiem, że modlitwa ma ogromną moc.
Przeczytałam dziś, że nie można być wiernym Bogu, jeśli Mu się nie ufa. Tylko jakie to trudne.
(10528)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 07.11.2009, godz: 21:41 |
Nic nie jest łatwe ani proste.Zaufania, miłości uczymy się przecież całe zycie.Całe życiemożna poprawiać sięz błędów swoich,swoich grzechów i do śmierci będzie co robić.Jednegosię pozbędziesz, już widzisz nastepne chwasty, cóz.Ale z przykładu świętych trzeba czerpać przykład,czerpac przykład z ducha jakim się kierowali,po t to oni są między innymi.:))) (10527)| Trawiasta, lat 28 | data: 07.11.2009, godz: 21:11 |
Aldonko, dzieki za mile slowa :)
To co piszesz o milosci jest trudne do zrealizowania bo milosc wymaga poswiecenia sie calkowicie i zapomnienia o sobie. Sw Teresa jest dla mnie wzorem nieosiagalnym - ale wierze ze mozna tak zyc jak Ona. "Moim powolaniem jest Milosc" - ja mysle ze to powinno byc haslo przewodnie kazdego Sakramentu Chrztu. Kiedy sie wprowadza uroczyscie Dziecko do wspolnoty Kosciola, to trzeba od pierwszych chwil jeg zycia uczyc je, ze powolaniem chrzescijanina jest KOCHAC.
Ale kochac madrze, odpowiedzialnie, umiejetnie laczyc wymagania z milosierdziem, potrafic walczyc z egoizmem i "niechcemisie", uczyc sie wyrazac emocje i uczucia, uczyc sie panowac nad soba i swoimi popedami (i nie mam tu na mysli tylko seksualnej sfery czlowieka), uczyc sie milowac blizniego kazdego dnia...
A co do lez... ja tez czasami mam takie pragnienie zeby plakac z radosci i tesknoty za Miloscia, bliskoscia Boga... Tak sobie mysle, ze lzy kochajacego serca ktore teskni za Bogiem sa cenniejsze niz mirra i kadzidlo - Jezus podniosl lzy Marii Magdaleny do rangi najpiekniejszych klejnotow... Tylu swietych plakalo. On sam plakal nad losem Jerozolimy. Sw. Monika plakala nad synem i co? Sw Augustyn zostal doktorem Kosciola. Sw Franciszek biegal po Asyzu placzac, ze "Milosc nie jest kochana".
Jest w Pasji taka scena gdy Jezus wisi na Krzyzu i umiera, nagle Golgote widac z perspektywy Nieba = tak jakby Bog patrzyl z gory oczami kamery. I caly ten widok, Krzyza, ludzi, Golgoty nagle zawiera sie w kropli. I ta jedna kropla - łza - spada powoli z Nieba. Bog placze nad swoim Synem - czy to nie jest piekna scena?
Mnie uderza prosto w serce.
Pozdrawiam Cie serdecznie, z Panem Bogiem :) (10526)| Trawiasta, lat 28 | data: 07.11.2009, godz: 21:02 |
Do Kate 27,
Zadalas bardzo dobre pytanie:
"czy tylko ja mam problem z zaufaniem Bogu...?:(jak to zmienić..."
Nie, nie tylko Ty. I dziekuje Ci bardzo za Twoj wpis - borykalam sie i borykam z tym samym problemem.
Bezgraniczne zaufanie Bogu - wysoka poprzeczke sobie stawiamy my, chrzescijanie - ja, Ty, ktos inny tutaj. Ale swiadectwa roznych osob, pisma swietych i blogoslawionych (ktorzy przeciez zyli tu i teraz w roznych okolicznosciach) wyrazie mowia, ze mozna. Ze trzeba. I ze warto.
Tylko jak?
Pytanie "a co bedzie jesli..." jest ludzkim pytaniem i wynika z naszej natury. Przynajmniej z mojej perspektywy moge napisac, ze zadawalam je zawsze wtedy, gdy chcialam przewidziec i kontrolowac kazda ewentualnosc jaka sie moze pojawic. I przewaznie mi sie udawalo... Az do momentu, gdy pewnego dnia dawno temu stracilam przytomnosc i wyladowalam z atakiem padaczki na neurologii. Zbadano mnie, wszystko bylo w porzadku, jednak to przezycie bardzo mna wstrzasnelo.
Noca nie moglam spac. Chodzilam po korytarzu szpitala kilka godzin, w glowie mialam chaos totalny... Widzialam ludzi pograzonych w spiaczce. Widzialam pacjentow z sali intensywnej opieki neurologicznej - wstrzasajacy widok: szpitalne lozko, masa kabli, rurek, urzadzen, monitorow, jakies pompy, jakies komputery, spomiedzy tej technicznej plataniny wystaje blada pomarszczona reka z plastrem... Trzeba sie wpatrzyc zeby dostrzec tam Człowieka. Calodobowy dyzur pielegniarki na stanowisku obok. Tylko dwoch chorych na jednej sali. I ten szum pompy oddychajacej za pluca....
No i kto tu kontroluje sytuacje? Ta mysl bolala jak siniak na kosci ogonowej - nie daje sie wygodnie ulozyc, nie daje usnac, ciagle mierzi,ugniata, boli. Nagle czesc ciala o ktorej przewaznie nie myslisz na codzien przypomina Ci sie z wielkim bolem.
Tak bylo i tym razem. Stluczone chore sumienie bolalo bardziej niz kosc ogonowa... Na szczescie Pan Bog czuwal nade mna - dzis wiem, ze wiele osob modlilo sie o mnie i za mnie. W tym moja mama, ktorej w zyciu tego dlugu nie splace. Dlatego takie wazne jest zeby sie modlic za innych, zeby tez prosic o modlitwe jesli nie macie sil. PODKRESLE TO JESZCZE RAZ: trzeba PROSIC innych o modlitwe bo tylko w tym tkwi sila - we WSPOLNOCIE ludzi wierzacych. Modlitwa i Milosc nie znaja ani czasu ani przestrzeni.
Po tych wydarzeniach zwrocilam sie do Pana Boga, choc jeszcze ponad rok trwalo zanim wyszlam na prosta. Ale cos zaczelo sie we mnie zmieniac. Uswiadomilam sobie z cala moca, ze nie umiem ufac Bogu. I ze On to widzi, ze chce zebym do Niego przyszla jak do Ojca i przytulila sie z cala moca do Jego serca, proszac o zmilowanie i pomoc.
Nie potrafilam. Bylam zblokowana, w sercu, duszy mialam wielki glaz. Kamien. Ciezar nie do odwalenia wlasnymi silami.
...dzis wiem, ze kluczem do tego problemu jest słowo: OJCIEC.
W moim przypadku problem tkwi w relacji z moim Ojcem. Od dziecka zawsze byly miedzy nami konflikty, choc wiem ze bardzo mnie kocha i bylam przez niego chciana. Mam kilka tysiecy(!) zdjec z okresu noworodka, niemowlaka, wczesnego dziecinstwa... Cale kartony fotografii, tata robil je sam a potem sam nocami wywolywal w kuchni - wyobrazacie sobie? Do tego slajdy, filmy...
Czy tak sie robi gdy nie kocha sie swojego dziecka?
A jednak mimo wszystko, nie umiemy ze soba rozmawiac. Oboje jestesmy nerwowi, wybuchowi, impulsywni. Oboje jestesmy uparci i zacieci. Ponadto moj okres dojrzewania zlozyl sie na czas wielkich trudnosci finansowych mojej rodziny... Wiele roznych problemow sprawilo ze ucieklam w zwiazek z chlopakiem ktorego moi rodzice nie tolerowali. A potem wyprowadzilam sie z domu do niego.
Ojciec zrobil mi awanture... zreszta zeby jedna. Podczas tej pierwszej czekalam az padna z jego strony slowa "kocham Cie, martwie sie o Ciebie" - niestety, nie uslyszalam ich... Czekalam na to gotowa zerwac z tym czlowiekiem...
Uslyszalam inne. Zranily mnie do tego stopnia, ze wmowilam sobie, ze nie mam ojca... Zerwalam prawie z rodzina, wyprowadzilam sie. Bylo mi zle.
To trwalo prawie szesc lat. Zwiazek w ktorym tkwilam - prawie dziewiec. Wyszlam z niego w ostatniej chwili, zlamana i doszczetnie zniszczona. Ale Bog na gruzach pozwolil zbudowac nowy dom.... Buduje go wiec teraz powoli, krok po kroku.
Dzis wiem, dzieki terapii i porzadkowaniu swojego zycia, ze moj ojciec mnie kocha. Uswiadomilam sobie to dzieki roznym wydarzeniom. Nie okazuje tego mi i pewnie nigdy mi tego nie okaze ani nie powie tak, jakbym tego chciala i potrzebowala - i z tego powodu mam zal do niego. ale daje sobie czas na to, zeby ten zal zmienil sie w pokoj serca. Pozwalam czuc ten zal, pozwalam czuc zlosc na ojca, za pewne sytuacje i konkretne problemy jakie spowodowal. Nie tlumie w sobie uczuc i przezyc. Pisze do niego listy, moze kiedys dam mu je przeczytac. Chce mu przebaczyc bo to jest moja droga do odblokowania siebie i do odzyskania zaufania do mezczyzny. Zaufania ktore stracilam przez ojca, a potem przez bylego partnera. Mam swiadomosc ze ludzie niejeden raz mnie zrania i zawioda, Bog natomiast nigdy nie zawiedzie - i ta swiadomosc jest krzepiaca i pomaga zyc. Nie jestem w pelni uleczona i uzdrowiona, ale pozwalam Bogu prowadzic sie w tempie i czasie jakim On chce. Jestem przekonana ze ta operacja oka i wszystkie okolicznosci jakie mnie spotkaly, maja wlasnie doprowadzic nie tyle zebym odzyskala wzrok ale zebym zostala uzdrowiona wewnetrznie.
Jak ten setnik spod Krzyza, na ktorego trysnela Krew i Woda Jezusa. Jak Maria Magdalena, ktora uzdrowil od siedmiu demonow... Jak paralityk, chromy, jak setki anonimowych ludzi o ktorych nie ma wzmianek na kartach Ewangelii a ktorzy szli za Nim.
Jak Ty, Kate. Jak ja. Jak kazdy z nas.
Niepokoj ktory czujesz pochodzi od zlego. On wie ze przegral juz na wstepie walke z Bogiem, bo bunt, jaki podniosl wsrod Aniołów stal sie poczatkiem konca Ksiecia Swiatlosci. Wiec bedzie jatrzyl, macil i krecil dopoty, dopoki kazdy wrazliwy i dobry czlowiek nie zejdzie z drogi do Nieba. A jak najlepiej kogos zwabic? Podstepem. Tu podlozyc noge, tam kopyto, tu zasiac ziarno niepokoju, tu podac w watpliwosc sens szostego przykazania... Pan Bog jednak jest ponad zlem, nigdy tego nie zapominaj. On zawsze wygrywa. On jest Skala na ktorej budujesz pewnie i bezpiecznie nawet jesli masz trudnosci - nie przestawaj budowac.
Osobiscie powiem Ci tak, ze od momentu gdy przyjelam Szkaplerz Swiety jest mi o wiele latwiej i czuje sie wewnatrz spokojniejsza i silniejsza. Czuje tez mocniejsza opieke Matki Bozej. Przy Szkaplerzu mam mautki Medalik - Cudowny Medalik, ktory dostalam od kolezanki ze studiow. Poswiecony na fotelu w kaplicy przy Rue de Bac, na tym samym fotelu na ktorym siadala podczas objawien sw Katarzynie, Maryja. Jest dla mnie wielka pamiatka.
Mialam niezwykle silne napady lęku i strachu. Paralizowaly mnie do teog stopnia ze nie bylam w stanie mowic, chodzic, lezalam jak kloda i umieralam z lęku. zaczelam sie modlic do Matki Bozej Cudownego Medalika - lęki ustapily. To jest dla mnie znak, ze niepokoj i lek jakiego doswiadczalam pochodzil od zlego.
Na koniec powiem Ci tak: nie mamy mozliwosci kierowania wszystkim na tym swiecie. Choroby, wypadki zdarzaja sie i nic na to nie poradzimy. Ale z kazdego zla Bog potrafi wyprowadzic dobro. Ja coraz gorzej widze na lewe oko i wiem, ze mimo operacji problem moze sie ponowic, moga sie pojawic komplikacje, moge stracic wzrok... Ale nie musi tak byc. Jade do szpitala na operacje, bede robic co w mojej mocy zeby uratowac oko - reszta w rekach Pana Boga. To jest moja proba na zaufanie. Fajnie sie to pisze, bo teraz to jeszcze to do mnie nie dociera - im blizej zabiegu tym mi trudniej zachowac spokoj, ale to ludzka rzecz sie bac wiec nie skupiam sie nad tym - ale takie mam przekonanie wewnatrz i powtarzam sobie to caly czas. Oddaje sie Matce Bozej i niech Ona mnie zaprowadzi za reke do Pana Boga. Nawet jesli to ma byc prowadzenie przez droge cierpienia - niech tak bedzie. Cierpienie to najlepsze rekolekcje... I mozna je ofiarowac za tylu ludzi...
Rozpisalam sie, wybaczcie. Tak mnie naszło dzis :) Pozdrawiam Cie serdecznie i cieplo, trzymaj sie. Pamietaj - nie jestes sama ze swoim lękiem i trudnosciami. Niech Cie Matka Najswietsza prowadzi, z Panem Bogiem.
(10525)| AAAAA | data: 07.11.2009, godz: 20:59 |
to napisz Lukaszku kiedy i w jakich godzinach chodzisz na tą bednarską, moze się przejdę i sprawdzę Ty kłamczuszku ... a może mi podoradzasz? :) podobno jesteś w tym dobry :) taki expert że hoho ... (10524)| Arn | data: 07.11.2009, godz: 19:59 |
Do aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl
Przeczytaj sobie książkę Marie-Pascale Jégou Ogień Hostii.
(10523)| Arn | data: 07.11.2009, godz: 19:58 |
Przeczytaj sobie książkę Marie-Pascale Jégou Ogień Hostii.
(10522)| Arn | data: 07.11.2009, godz: 19:51 |
do Kate, lat 27
Kate tej ufności musimy uczyć się wszyscy przez całe życie i każdy człowiek ma problemy z bezgranicznym zaufaniem Panu. Musisz o to każdego ranka, gdy się przebudzisz prosić o tę ufność. Pamiętaj jesteś dzieckiem bożym, a Bóg jest Najlepszym, Najczulszym Ojcem, który zawsze patrzy na Ciebie z Miłością i On pierwszy zaufał Ci całkowicie. Jego ogromna modlić dała Ci wolność wyboru, mówienia TAK lub NIE tej Jego Miłości. Nie lękaj się zaufać Panu siebie, wszystkich bliskich i całego życia jakie Ci pozostało. Tej ufności ucz się od Maryi i św. Józefa, oni byli zawsze najbliżej Jezusa. Maryja wie jak zaufać Bogu, ona Cię ukształtuje w swojej szkole Miłości i ufności. Przyjdzie taki dzień, gdy wypowiesz swoje Fiat Trójcy. Św. Józef również będzie Cię wspomagał, jest On wielkim orędownikiem w Niebie i niesamowitym opiekunem Kościoła, rodzin i każdego człowieka, który mu się powierza. On jest jedynym świętym za którym mały Jezusek chodził, gdy dorastał, reszta świętych chodziła za Jezusem. Ucz się tej ufności w małych wydarzeniach dnia, odczujesz opiekę Nieba nad Tobą i pamiętaj zawsze jest przy tobie Twój starszy brat – Anioł Stróż, który nigdy Cię nie opuszcza i zawsze pragnie i jest gotowy do pomocy – tylko zwracaj się do Niego i mów mu, że Go też kochasz w krótkich aktach miłości. Powodzenia Kate.
Arn
(10521)| Marcin | data: 07.11.2009, godz: 19:17 |
Łukasz zlituj się nad nami wszystkimi i choć na jeden miesiąć przestań tu pisac dla dobra własnego i tej strony.Dobrze że chodzisz do psychologa i walcz chłopie o siebie bo tylko ten kto nic nie robi przegrywa.Też tamtej zimy do Ciebie pisałem i jakoś dziwnie się z Toba rozmawiało,masz za sobą na pewno wiele traumatycznych przeżyć i jest ci ciężko ale błagam-nie pisz już o sobie i swoich stanach,my już to znamy na pamięć ale reszta zależy o d psychologa i przede wszystkim od ciebie. Pozdrawiam (10520)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 07.11.2009, godz: 18:54 |
Cud!Ludzie Cud:))Łukasz zaproponował zmianę tematu i zapomnienie o swoich problemach:) Dzieki Ci Panie:) (10519)| aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 07.11.2009, godz: 18:35 |
Trawiasta, widzę, żesię co do Ciebie nie pomyliłam- jesteś super!A ja chyba mam jednak dzień na popłakiwanie, to nie są już cięzkie łzy, ale oczyszczające.Kochać to znaczy powstawać,kochać to znaczy walczyć,by nikt i nic, żadne nałogi, żadne problemy,żadne trudy czy niepowodzenia jak i też radości nie odebrały nam Chrystusa.Ale, żeby o Niego tak zaciekle walczyć, trzeba Go kochać gorąco, najgoręcej.Sw.Tereska od Dzieciątka Jezus mówi, że za miłość płaci się tylko miłością,więc jeśli Jezus nas tak bardzo kocha, to my muśimy odpłacićMu taką samą monetą.TYlko na taką On zasługuje, On Miłość bezdenna, bezgraniczna.Jak ja uwielbiam adorację, i wszystkie te chwile gdzie wystawiony jest Najświętszy Sakrament.Boże drogi, jaka ja jestem wtedy szczęsliwa.Zachęcam Was wszystkich do chodzenia na adorację Najświętszego Sakramentu i do jak najczęstszego przyjmowania Komuni Swiętej.Przeważnie jestem u Sióstr Klarysek na adoracji i może dlatego jest to dla mnie tak szczęsliwy czas, bo czuje , że Jezus na mnie patrzy, że On Bóg jest tak blisko, taki bezbronny, taki wielki, a tak bliski i zawsze wypływa od Njświętszego Sakramentu taka miłość, że człoweik ma ochotę siedzieć i siedzieć przed Nim, On szczególnie właśnie wtedy dodaje mi sił i zawsze z kościoła wychodzę jakaś inna.To są piekne dla mnie chwile.Jednakmam swoje słabości.Kazdy ma, ale nikt z walki z nimi nie jest zwolniony, ja tez nie jestem zwolniona."Przepraszam Panie , że znów, znów odnowiłem mą słabość, chodż przyrzekałem, że już dziś dam Ci radość", ale obiecuję, że dam Ci radość. (10518)| b | data: 07.11.2009, godz: 18:25 |
do póki będziecie odpisywać Łukaszowi dopóty bedzie pisał te głupoty. Naprawdę nie widzicie, że sami go prowokujecie?! A on ma gdzieś to co piszecie i nawet nie zamierza się zmienić czy czegoś ze sobą zrobić. On tylko gadac potrafi i na gadaniu się kończy. Więc nie odpowiadajcie na jego wpisy i nie zaśmiecajcie źródełka nie potrzebnymi wpsiami skierowanymi do łukasza (10517)| Krakowianka | data: 07.11.2009, godz: 17:45 |
Błagam dajcie już spokój z tym pomaganiem i doradzaniem Łukaszowi. Przestańcie pisać wkoło to samo bo przeciez to nie ma sensu. Czy coś się zmieniło??? Nic!!! On nadal ma problem ze soba i ze swiom życiem.
Przestańcie Mu doradzać,to nie jest miejsce na to. Może wtedy On wreszcie gdzieś pójdzie i porozmawia z żywym człowiekiem w 4 oczy o swoich problemach! już tyle dostał adresów,że jakby chciał to dawno by poszedł. Ale On jest tchorzem po prostu i się boi. A nikt Go za reke nie bedzie prowadził. (10516)| Trawiasta, lat 28 | data: 07.11.2009, godz: 16:17 |
Karino, to prawda. On nie czyta tego co sie do niego pisze. Ale ja mam takie poczucie ze nie moge obojetnie przejsc obok tego, co pisze - moze ktos inny cos przeczyta i da mu to do myslenia? Tylu jest ludzi, ktorzy potrzebuja roznej pomocy i nie kazdy potrafi sie tak "obnazac" publicznie jak robi to Ł.
Ale dosc o nim. Ankieterom i domokrazcom dziekujemy, to miejsce ma byc oaza ciszy i spokoju a nie odpowiadaniem na glupie pytania.
Aldono, chcialabym Ci powiedziec ze Twoj wpis o spotkaniu z Jezusem bardzo mnie poruszyl. Przezylam takie spotkanie w drodze na Lednice. Jechalam pociagiem Swiety Jacek i przystapilam do spowiedzi. Byla to spowiedz wyjatkowa bo pierwszy raz w zyciu przynalam sie naprawde przed Bogiem do wielu zlych rzeczy ktore zrobilam. I pierwszy raz w zyciu zalowalam chyba doskonale - to bylo jak powrot corki marnotrawnej do domu Ojca.
Balam sie tej spowiedzi jak nigdy niczego wczesniej... Tak sie zlozylo ze jechalam na Lednice z bardzo ciezkim sercem, niepewna co do przyszlosci, bardzo splatana i zalamana. Resztka sil - mam wrazenie ze moj Aniol Stroz podtrzymywal mnei z plecakiem, zebym tylko dotarla na ten dworzec... Placzac. Caly czas plakalam.
Bardzo chcialam przystapic do Sakramentu Pojednania, otworzyc swoje serce i przytulic sie do Boga z calej sily. I bardzo mocno tkwil we mnie lęk... Szatan cala noc walczyl ze mna wykorzystujac wszystkie moje slabe strony zeby tylko mnie zniechecic do tego wyjazdu... Bog jednak chcial mnie tam widziec. Mimo lęku i poczucia beznadziei prosilam Go zeby to tak wszystko ulozyl, zeby mi sie udalo przystapic do spowiedzi.
I Pan Bog dodawal mi otuchy, dajac znaki. Pierwszym takim znakiem byla zapowiedz adoracji Krzyza ktory Jan Pawel II mial przy sobie pamietnego Wielkiego Piatku 2005 roku. Zawsze marzylam zeby ucalowac ten Krzyz... Kiedy przyszla moja kolej zalalam sie lzami, ale to nie bylo plytkie wzruszenie. Mialam namacalne poczucie, ze dotykam Miłości, ktora konajac w straszliwych meczarniach odkupila moje winy. Dotykajac sliskiego drewna, mialam swiadomosc ze ten Krzyz przytulal Swiety. Ze Papiez cierpial ogromnie, przyjmujac wszystko pokornie i ukochal to cierpienie, a ja? Zamknelam oczy i prosilam tylko o jedno - Jesli taka wola Twoja uzdrow mnie!
Stojac w korytarzu spytalam jednego z porzadkowych gdzie mozna sie wyspowiadac. Pokazal mi... drzwi za moimi plecami. Stanelam tam zupelnie - przypadkowo? Nie, nie wierze w przypadki.
A potem byla spowiedz. Dlugo probowalam zaczerpnac powietrza zeby mowic bez lez. Ale nie szlo...
Tak, mysle ze doswiadczylam takiego spotkania mojej nedzy z wielkim milosierdziej Jezusa. Mialam wrazenie ze obok dominikanina w bialy habicie siedzi Jezus w dlugiej jasnej szacie, z promieniejacym obliczem i slucha mnie z wielka miloscia. Na koncu ojciec usciskal mnie - a ja mialam wrazenie jakby to Bog przytulal mnie do swojego Serca....
To uczucie zderzenia siebie z wybaczeniem Jezusa jest nie do opisania. To taki wielki duchowy szok, polaczony z uczuciem "spadania w przepasc" siebie - nagle w ulamku sekundy zdalam sobie sprawe z tego, co bylo naprawde zle, nareszcie poczulam olbrzymia skruche, jakby Bog uwolnil moje serce z glazów ktore mnie blokowaly. Łzy ktore splywaly po mojej twarzy splukaly ten kamien z mojego serca - im dluzej plakalam tym bardziej przemienialy sie w lzy ulgi, wdziecznosci, milosci....
Tak chyba czula sie Maria Magdalena namaszczajac stopy Jezusa olejkiem i myjac je swoimi lzami.
A potem czulam Milosc nie do opisania. Dodawala sil podczas wedrowki, tancow, przejscia przez Rybe, nocnego powrotu na dworzec. Podczas Adoracji gdy na kolana runely tysiace mlodych zapadla cisza, przerywana tylko spiewem, poczulam olbrzymi szacunek do Monstrancji z Jezusem. Nigdy tego nie doswiadczalam w tak mocny, namacalny sposob. Wrocilam myslami do tych wszystkich odklepanych pacierzy, olanych mszy sw, adoracji na ktorych myslalam o wszystkim i o niczym... Czulam tez wielki pokoj i sile, tak jakby ktos opatulil moje ramiona, plecy, cieplym lekkim kocem i przeprowadzal mnie dalej jednoczesnie trzymajac mocno w uscisku... Nie umiem tego inaczej opisac - lezalam na trawie wpatrzona w oblednie niskie niebieskie niebo i czulam sie tak, jakbym lezala na kolanach Ojca.
Dopiero po tym doswiadczeniu zrozumialam sens slow s. Faustyny, ktora pisze o spotkaniu duszy z Jezusem. Duzo takich watkow przewija sie przez Dzienniczek, gdzie dusza ludzka probuje slowami opisac swoj stan ale tego sie nie da opisac... Tego trzeba doswiadczyc mocno, gleboko w sobie.
Aj, troche sie rozpisalam :) Wybaczcie. Jakas taka refleksja mnie naszla. Mam nadzieje ze sie nie gniewacie :)
wszystkim blogoslawionego weekendu. ja odliczam do operacji i usiluje znalezc przepis na szarlotke od kolezanki - trzymajcie kciuki, zebym kuchni nie spalila ;)
z Panem Bogiem (10515)| Aldono 30 | data: 07.11.2009, godz: 16:01 |
Metodą na uniknięcie grzechu śmiertelnego jest (jeśli to nie herezja) nabożeństwo "Trzech Zdrowaś Mario". O tym nabożeństwie jest wzmianka na stronie "Adonai" chyba w zakładce "modlitwy." W wyszukiwarce internetowej poszukaj dokładnie o tym nabożeństwie. Ja w wyszukiwarce internetowej znalazłam informacje, że należy tę modlitwę odmawiać codziennie rano i wieczorem, a przy każdej z trzech części tego nabożeństwa należy pomyśleć kolejno o jednej z trzech Osób Trójcy Przenajświętszej. Sama tego jeszcze nie zaczęłam stosować. Podobno polecenie praktykowania tego nabożeństwa dostała podczas objawienia jakaś święta. (10514)| karol | data: 07.11.2009, godz: 15:16 |
Aldona,
Pan Jezus nas zna lepiej niż My sami siebie... tylko On jest zdolny przeniknąć nasze serce i wie wszystko o nas i myślę że niepotrzebnie zwracasz uwagę na "skażoną stronę swojej natury" Św. Faustynie Jezus mówił że to co nas gnębi i czego się wstydzimy to nieważne jeżeli tylko wykażemy skruchę i nadzieję na lepsze jutro. On wie że bez Niego nic nie zrobimy i jesteśmy tylko źli i zawsze wychodzi nam naprzeciw... czyli powinno wystarczyć z naszej strony: "przepraszam, pomóż i dziękuję że Jesteś ze mną" i nieprzejmować się podszeptami oskarżyciela... i żyć najlepiej jak potrafimy... rezultat naszych wysiłków w sumie nie całkiem jest zależny od nas, ale intencja owszem... Jesteś chrześcijanką a więc Twój cel to niebo i życie z Bogiem i tam kieruj wzrok...
"10 I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą,
i ukazał mi Miasto Święte -
Jeruzalem,
zstępujące z nieba od Boga,
11 mające chwałę Boga.
Źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego,
jakby do jaspisu o przejrzystości kryształu:
12 Miało ono mur wielki a wysoki,
miało dwanaście bram,
a na bramach - dwunastu aniołów
i wypisane imiona,
które są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela.
13 Od wschodu trzy bramy
i od północy trzy bramy,
i od południa trzy bramy,
i od zachodu trzy bramy.
14 A mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu,
a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka.
15 A ten, który mówił ze mną, miał złotą trzcinę jako miarę,
by zmierzyć Miasto i jego bramy, i jego mur.
16 A Miasto układa się w czworobok
i długość jego tak wielka jest, jak i szerokość.
I zmierzył Miasto trzciną poprzez dwanaście tysięcy stadiów:
długość, szerokość i wysokość jego są równe.
17 I zmierzył jego mur - sto czterdzieści cztery łokcie:
miara, którą ma anioł, jest miarą człowieka.
18 A mur jego jest zbudowany z jaspisu,
a Miasto - to czyste złoto do szkła czystego podobne.
19 A warstwy fundamentu pod murem Miasta
zdobne są wszelakim drogim kamieniem.
Warstwa pierwsza - jaspis,
druga - szafir,
trzecia - chalcedon,
czwarta - szmaragd,
20 piąta - sardoniks,
szósta - krwawnik,
siódma - chryzolit,
ósma - beryl,
dziewiąta - topaz,
dziesiąta - chryzopraz,
jedenasta - hiacynt,
dwunasta - ametyst.
21 A dwanaście bram to dwanaście pereł:
każda z bram była z jednej perły.
I rynek Miasta to czyste złoto jak szkło przeźroczyste.
22 A świątyni w nim nie dojrzałem:
bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący
oraz Baranek.
23 I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca,
by mu świeciły,
bo chwała Boga je oświetliła,
a jego lampą - Baranek.
24 I w jego świetle będą chodziły narody,
i wniosą do niego królowie ziemi swój przepych.
25 I za dnia bramy jego nie będą zamknięte:
bo już nie będzie tam nocy.
26 I wniosą do niego przepych i skarby narodów.
27 A nic nieczystego do niego nie wejdzie
ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo,
lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka." (Ap 21, 10-27)
Spotkamy się tam? (10513)| Kate, lat 27 | data: 07.11.2009, godz: 14:55 |
Jak zaufać Bogu bezgranicznie? jak to zrobić, aby nie pojawiało się pytanie: a co będzie jeśli...? nie potrafię Bogu zaufać, panicznie boję się różnych sytuacji, które sama hipotetycznie stwarzam, a które mogą przytrafić się każdemu.... ten brak zaufania Bogu powoduje ciągły niepokój w moim sercu, złe samopoczucie...to jest chyba coś innego niż takie zwykłe pesymistyczne myślenie.... Mam wrażenie, że gdybym zaufała tak do końca, to cały lęk związany z tym światem, z wszelkimi zagrożeniami, chorobami które niesie ze sobą, zniknąłby na zawsze z mego serca....
czy tylko ja mam problem z zaufaniem Bogu...?:(jak to zmienić... (10512)
Kochani :)
Może ktoś się wypowie na temat ślubu?Jaki on był u Was,czy teraz z perspektywy czasu (ci ktorzy już są po) zmienilibyście coś?Moze majac wesele-wielkie przyjęcie, teraz wolelibyście kameralnie? Ślub w kościólku a poźniej od razu na podróz poślubną? (Bo przeciez,tyle trzeba wydac,a mozna by to było przeznaczyc na egzotyczny wypad tylko we dwoje,przy okazji tyle wspomnien).Co o tym myslicie?Czy to nie stereotypy nami rzadzi,a prawda jest taka,że nie wszystkim się dogodzi,bo ludzie przyjda (beda oczywiscie zyczliwi nam) ale w wiekszosci pojeśc,potanczyc..czy nie jest to prawdą??
Jakie są Wasze doświadczenia?? Moze troche odmiennosci tematycznej na Zródelku się przyda :) usciski! (10511)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 07.11.2009, godz: 12:18 |
Danuto- dzieki, już mam się dobrze od jakiegoś czasu i humor mi wrócił:)) (10510)| karina | data: 07.11.2009, godz: 11:26 |
do Trawiastej
wydaje mi sie ze zebrałaby sie juz ksiązka z Twoimi poradami dla Łukasza :) Swoje cenne porady przekaż innym, bo on je czyta m. wierszami i jak bumerang odbija. Ile mozna drążyć w kołko.. nakręcanie tej rozmowy staje sie nieznośne dla innych.
jak tu wchodze co dzień, wiem jedno: na pewno bedzie ten temat..
pozdrawiam;) (10509)| tęczowa | data: 07.11.2009, godz: 10:39 |
Łukasz, bardzo Cię proszę nie rób z nas idiotów...wszyscy doskonale wiemy, że ten sam nr IP wcale nie jest potrzebny żeby coś komuś udowodnić, co to za problem wyjść z domu i napisać np z kafejki internetowej..:/ (10508)| danutap_63, lat 46 | data: 07.11.2009, godz: 09:31 |
Droga Aldono! Zacznę od końca Twojego wpisu. To, że się zmieniłaś to było dziełem na pewno wielu sytuacji życiowych,bo tak to już w życiu jest ale to, jak się zmieniłaś to już tylko Twoja zasługa i od tego trzeba zacząć.Sama w sobie musisz poszukać tej granicy między dobrem a złem, która gdzieś na ścieżkach Twojego życia Ci się zatarła.Aco do dalszych Twoich pytań aczkolwiek bardzo poważnych to polecam Dzienniczek Siostry Faustyny. Jeżeli już czytałaś to wróć do niego.Fragmenty które . .najbardziej Cię poruszą zaznacz tak ,aby można było do nich wrócić. I na kartkach Dzienniczka znajdziesz odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania. Powodzenia (10507)| Aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 07.11.2009, godz: 08:36 |
Tak się tylko zastanawiam czasami, co powiem Jezusowi, gdy spyta mnie co zrobiłam ze swoim życiem,jak wytłumaczę się przed Nim za te wszytskie niegodziwości, za te wszystkie sytuacje w moim życiu, gdzie nie umiałąm powiedzieć nie, a powinnam była.Gdy stane przed Nim ,przed bezmiarem jasności, czytości i Miłości.Jak spojrzę Mu w oczy,i jak wytłumaczę się przed NIm."To nie gwożdzie Cieprzybiły lecz mój grzech"Tak,mój grzech."To nie ludzie Cie skrzywidzili,leczmój grzech".Jak się wytłumaczyćJemu z tego,żeniejednokrotnie nawet nie chce mi się niczego zmieniać, z niczego poprawiać..Widzę Go,zdeptanego,zmaltertowanego, zmeczonego do granic mozliwości, przeniknietego cierpieniem i bólem, ale gdyby teraz zadał mi to pytanie co zrobiłas ze swoim zyciem, odpoiwedziała bym,zmarnowałam je,nie kochałam CIę, kochałąm zło i to co złem było.Spoglądamw Jego oczy i widzę bezamir miłości, i ta Miłość jest mi chyba najwiekszym wyrzutem.Najgorszym wyrzutem są mi wszystkie Rany Jezusa.Dlaczego nie umiałam w zyciu uszanowac tak wielkiej Jego miłości,dlaczego w ogóle człowiek nie umie uszanowac miłości.Czytałam ostatnio o pewnych egzorcyzmach,czytałam dialog miedzy egzorcystą a belzebubem.Myslałam sobie: jak to mozliwe by z tak pieknego anioła światłości zamienił się w kogos takiego, przepełnionego nienawiścią i ciemnością, by zamienił się w gruboskórnego brutala, pomyslałam jak to się mogło stać.?A potem pomyslałam:a jak to mogło sięstać, że ja ąz tak bardzo się zmieniłam, tak bardzo nie do poznania. (10506)| Ludzie nie dajmy się zwariowac | data: 07.11.2009, godz: 08:20 |
Źródełko zamieniło się w poradnię. Jeszcze nie tak dawno można tu było przyjść i zaczrpnąc żywej wody, a teraz jest tylko Lukasz i porady dla niego. Kochani, bez obrazy, jeśli Lukasz musi się wyżalać, a doradcy muszą doradzać, to załóżcie swój blog i róbcie to tam. Niech w Źródełku znów popłynie żywa czysta woda. Błagam! Pozdrawiam i życzę wszystkim pięknego dnia. (10505)| M. | data: 06.11.2009, godz: 23:21 |
Dominik ma 7 lat i ma nowotwór mózgu. Pochodzi z rodziny wierzącej,
Jego rodzice jak i on sam ufają Bożej woli.
Rodzice Dominika niedawno byli na modlitwie o uzdrowienie i dostali wiadomość od charyzmatyków, że jest nadzieja, że Dominik może być zdrowy tylko potrzebna jest duża ilość Komunii w jego intencji.
i dlatego proszę w imieniu chłopca, rodziców i swoim właśnie o Komunię w tej intencji. oczywiście w miarę możliwości.
pozdrawiam,
z Panem Bogiem!
Monika
(10504)| Renia | data: 06.11.2009, godz: 22:48 |
nie no to już przekracza ludzkie granice,ileż można w koło nawijać o sobie?Łukasz to ma talent,naprawde co za uparty człowiek... (10503)| Magda, lat 24, e-mail: 4331@wp.pl | data: 06.11.2009, godz: 22:39 |
Chciałam poprosić was o radę , mam problemy ze znalezieniem pracy. Jestem z małego miasteczka i u mnie w miasteczku nie mam szans na znalezienie pracy.
A dojazdy do warszawy kosztują . Problem jest jeszcze taki że w przyszłym roku kończy się mi renta po tacie i musze tą prace znależdz jak najszybciej .
Mam wykształcenie średnie ogólne , teraz zaczełam studium na kierunku psychologia biznesu i reklamy , a skończone już mam studium terapii uzależnień .
Jeżeli chodzi o rodzaj pracy to interesuje mnie każda praca uczciwa bo najważniejsze to mieć dochód. Jeżeli moja sytuacja nie jest beznadziejna to piszcie albo na meila albo na gg: 8488185 . Czekam i pozdrawiam Magda (10502)| Malutki | data: 06.11.2009, godz: 22:22 |
Dobrej zabawy wszystkim ze źródełka życzy Łukasz :))) (10501)| M. | data: 06.11.2009, godz: 22:04 |
Do Ankieter i Łukasz
Łukasz i po co ty robisz jakieś dziecinne podchody i podajesz się za Ankietera i w kółko wypisujesz jakieś infantylia.Wez się chłopie za jakaś naukę i pracę i pozwól by ludzie ze Zródełka od ciebie odpoczęli......Dobranoc (10500)
Jestem Ankieterem i prowadzę różne ankiet więc bym prosił o udzilenie mi informacji na różne tematy , ja wam zadam pytanie a wy odpowicie bardzo mi to by pomogło , bede bardzo wzięcny wasza pomoc i opinnia jet dla mnie ważna dziękuję pozdrawiam wszystkich Ankieter (10499)| aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 06.11.2009, godz: 19:41 |
Witam serdecznie:)
Mam dwa pytania.Pierwsze pytanie, jak dokonać tego by być w łasce uświęcajacej dluższy okres czasu i jakimi spsobami można uniknąc grzechu cięzkiego dluższy okres czasu? (10498)| Trawiasta, lat 28 | data: 06.11.2009, godz: 19:26 |
Lukaszu,
Mylisz sie moj drogi. Nie jestes wcale tak odporny, jak Ci sie wydaje. Owszem, po ludzku patrzac - jestes silny. Ale w ktoryms momencie ta Twoja napuszona i pelna pychy, zarozumiala postawa konia z klapkami na oczach sie rozleci i zostaniesz sam. Pelen bolu i cierpienia.
Ja doswiadczylam tego na wlasnej skorze i nikomu nie zycze tego poczucia osamotnienia, zalu i poczucia beznadziei. Ale ja wiem, ze to jest konsekwencja mojego grzesznego zycia i decyzji jakie podjelam. I nie chce sie nad soba uzalac. Ani nie chce Cie dolowac - przestrzegam Cie tylko przed tym zadufaniem i pycha w jaka mozesz lada chwila wpasc.
Martwic mnie tym nie martwisz, nikogo zreszta mysle nie. Nikt Ci tu nie chce zrobic na zlosc, wiec daj spokoj z tymi tekstami...
Fanatycy religijni? No, chcialabym byc fanatycznie zapatrzona w Jezusa. Ale obawiam sie ze daleko mi do takich fanatykow jak pierwsi chrzescijanie, ktorzy szli odwaznie na smierc z psalmami na ustach. Ja niestety codzien lamie Dekalog, zapominam o postnowieniach ktore poczynilam, na dodatek wiecej we mnie lenia niz aktywisty... Tak, chcialabym byc fanatyczka. Jezusowa Fanatyczka :)
Łukasz, bede Ci powtarzac caly czas: to nie my jestesmy fanatykami, to z Toba jest cos nie tak. To Twoja moralnosc jest skrzywiona. I powtorze za Tadeuszem po raz kolejny: jestes DZIECIAKIEM. Tylko DZIECIAK sie obraza i wyzywa innych gdy mu ktos uwage zwraca - a ja bede powtarzac Ci do znudzenia, ze seks przedmalzenski to grzech. I ze nie nadajesz sie do pomagania innym dopoki nie skonczysz pomagac sobie. I tego sie bede trzymac bo dopoki nie zmieni sie Twoje zycie i postepowanie, moja opinia o Tobie (i mysle ze nie tylko moja) sie nie zmieni.
Jeszcze tego nie dostrzegasz, ale tkwisz w slepym zaulku. Najwidoczniej potrzebujesz czasu zeby to dostrzec... Łukasz, mam nadzieje ze choc modlisz sie na Rozancu, albo przynajmniej polecasz sie Matce Bozej... Ona juz nie takich "twardzieli" zmiekczala... Ratuj sie człowieku, dopoki jeszcze masz czas. Bog Cie kocha skoro podsunal Ci adonai i tylu ludzi ktorzy chca Ci pomoc.
I nie obrazaj sie bo nie masz o co, kiedys potrzebowalam uslyszec slowa prawdy i bliscy nie chcieli mnie urazic i nie mowili mi jej - i to byl blad. Owszem, balam sie jej ale nie warto bylo sie bac. Wolnosc serca to stan dla ktorego kazdy bol jest wart zniesienia. A bliskosc z Bogiem - to najwieksza nagroda jaka mozna otrzymac.
Ratuj sie Łukasz, poki jeszcze mozesz. (10497)
Witam wszystkich którzy piszą tutaj...fajna strona...czasem tu bywam ale jeszcze nie znalazłam nikogo kto by chciał sie poznać...raczej były to krótkie znajomości na jedną,dwie wiadomości...dlatego wracam tu kolejny raz...pisałam juz wczesniej ale zanim by sie ktos dokopał do moich starych wpisów to by zeszło...
poszukuje tutaj przyjaciela...milego,inteligentnego który by mi sie nie narzucał..brakuje mi kogoś z kim mogłabym porozmawiac...
jesli ktos chcialby mnie poznac to bedzie mi milo..odpisze na kazdą wiadomośc..mam gadu ale rzadko tam jestem dlatego piszcie na maila:)pozdrawiam (10496)| Trawiasta, lat 28 | data: 06.11.2009, godz: 14:17 |
Łukasz,
nie badz taki jak my. Badz soba. To o wiele lepsze wyjscie i zycie jest latwiejsze.
A w ogole co to znaczy ze mamy inna wiare niz Ty? Ech, dzieciaku.... Prawda boli jak sie ja przeczyta. Ja tak samo reagowalam kiedys, ale teraz widze ze tak pewnie mialo byc.
Prawda jest taka Łukaszu ze niewazne jakiej jestes wiary NIE NADAJESZ SIE ZEBY POMAGAC LUDZIOM. Nie dlatego ze Cie skreslamy tylko dlatego ze sam potrzebujesz pomocy.
I to nie jednorazowej wizyty u psychologa tylko terapii. I opieki psychiatrycznej.
I zanim napiszesz o nas ze jestesmy "nawiedzeni" to sobie, Łukaszu, przeczytaj dokladnie co to znaczy. Akurat matura przed Toba, polecam lekture slownikow Kopalinskiego. Mamy prawo pisac to, co myslimy a to jest portal katolicki wiec jesli Ci sie nie podoba katolicka wiara i jej zasady - to nie wchodz tu wiecej. W czym problem? Juz kontestowales podstawowe prawdy wiary, watpiac w pochodzenie Dekalogu, jestes za lamaniem szostego przykazania w imie "złączenia sie w pare jedna", skarzyles sie dlugo i szeroko ze my katolicy jestesmy nietolerancyjni, osadzamy ludzi itp. No to zdecyduj sie w jakim kosciele chcesz byc, jaka wiara Ci pasuje i idz w swoja strone jesli Ci tu zle.
Jesli chcesz zostac, to zachowuj sie jak czlowiek dorosly bo stary kon jestes, ot co. I szanuj nas skoro chcesz byc szanowany.
Ostro? Tak mialo byc. Prawda boli? Musi bolec. Bez bolu czlowiek zyje w oparach samouwielbienia i utwierdza sie w uludzie, ciapta sie w grzechu jak w bajorze. Tylko potem zeby nie bylo zdziwienia, ze tak duzo blota na nas zaschlo i nie umiemy najmniejszego gestu zrobic... W strone Boga i ludzi.
Aldono, dziekuje Ci za cieple i dobre slowa. Ja tez lubie czytac Twoje wpisy bo duzo madrych mysli sie tam pojawia. I czesto cos akurat wpada w oko (i serce).
pozdrowienia serdeczne dla Ciebie (10495)| Pawel500 | data: 06.11.2009, godz: 12:09 |
do Rafaela i innych:
Polecam posłuchac (lub przeczytać) wspaniałych księży co mówia nt. naszej seksualności. Nie moralizują, nie demonizują , a jeśli przeczytasz ich teksty np. w necie - to zobaczysz ten problem także w ujęciu psychologicznym.
Myślę tu o ks. dr Marku Dziewieckim i ks. Piotrze Pawlukiewiczu.
Pozdrawiam (10494)| Tomasz | data: 06.11.2009, godz: 09:24 |
Łukasz nie staraj sie pomagać innym .To Ty wymagasz pomocy natychmiastowej i to kompleksowej .Jedna wizyta u psychologa nie jest lekarstwem i na tym sie nie kończy .Skorzystaj z porady psychiatry i to jak najszybciej ,z tym że stosuj sie ściśle do jego zaleceń.
Wydaje mi sie że ty jesteś człowiekiem co nie chce słuchać rad i ( porad specjalistów ) .Ty żyjesz własnym światem który uważasz za dobry i nie szukasz okazji do tego aby sie zmienic na lepsze .Ta sytyłacja poprostu Ci odpowiada .
Po co tobie dziewczyna skoro jesteś samowystarczalny w tym co robisz .Ona by ci poprostu w tym przeszkadzała ,no chyba że potrzebujesz widowni (10493)
Chciałabym się odnieść do dusz naszych zmarłych.Otóż ja uczyłam się obcowania z duszami czysćcowymi za pomocą książki pt"Ojciec Pio a dusze czyśćcowe"I oto co pisze Ojciec Pio:"z chwilą porzucenia ciała,duch odzyskuje swobodęi wyrażnie odczuwa głód szczescia; całą mocą miłości już nie ziemskiej, lecz czystej, niezachwianej, rwie się do Boga.To pragnienie posiadania Boga tak pali duszę, że wytwarza w niej jakby ogień, który ją pożera, a zaspokoić go nie może, bo za życia swego ziemskiego utworzyła zaporę między sobą a zródłem szczęścia przez ustawiczne odwracania się od Boga i szukanie siebie.....O ile za życia plamy i skazy nie zostały zgładzone to po śmierci spala je ogień czyśćcowy. Ta męka nie pochodzi z surowości Boskiej,przeciwnie ten ogień czyśćcowy to dzieło dobroci, miłości i miłosierdzia Bożego, tylko On może oczyścić duszę i dlatego go dopuszcza...Pociechą dla nas, którzy mamy drogie nam osoby w czyśćcu, jest myśl, że prócz wielkich cierpień doznają one nie mniejszej radości. Cieszą się ,że kochają Pana Boga, że Go więcej obrazić nie mogą i że cierpiąc, spełniają wolę Bożą, co jest żródłem ich pokoju. Módlmy się więc za dusze w czyśćcu cierpiące, a za ich pośrednictwem prośmy o łaski nam potrzebne." I to właśnie ostatnie zdanie uważam za bardzo znaczące w modlitwach za zmarłych, których prosimy o wstawiennictwo za nami u Boga.Ojciec Pio też powiedział, że dusze czśćcowe c[ały czas modlą się do Boga ale same za siebie modlić się nie mogą, zato dla nas bardzo skutecznie mogą wypraszać łaski jeżeli my wesprzemy ich swoimi modlitwami.Moje doświadczenie z duszami czyśćcowymi było bardzo owocne i wzniosłe. Poświęcałam na modlitwę w ich intencji każdą wolną chwilę,a ,że wtedy nie pracowałam zawodowo czasu miałam dość na modlitwy.I czułam ich obecność zawsze i wszędzie opiekowały się całą moją rodziną co nawet potwierdziły moje córeczki wcale nie wiedząc ,że ja modlę się za dusze czyśćcowe. I chociaż z bólem serca przyznaję, że teraz bardzo odeszłam od modlitwy/ale to już inna historia/ to w miesiącu listopadzie postanowiłam codziennie odmówić różaniec właśnie za dusze wiernych zmarłych i za dusze w czyśćcu cierpiące.Może ktoś podejmie ten temat? Pozdrawiam. Z Panem Bogiem. (10492)| aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 06.11.2009, godz: 04:48 |
Trawiasta, jesteś przemiłą oosbą, bardzo lubię czytać Twoje wpisy:) Pozdrawiam. (10491)| do wszystkich | data: 06.11.2009, godz: 01:07 |
Zostawcie Łukasza w spokoju. (10490)| Trawiasta, lat 28 | data: 05.11.2009, godz: 21:43 |
Aldono, cierpliwosc to dzis towar najwyzszej wagi... ;)
Tia. Ja tez uwazam ze Łukasz nie powinien pomagac innym dopoki sam siebie nie ustabilizuje. To taki mechanizm obronny - swoje problemy odsuwam i rzucam sie w pomoc innym, zeby nie myslec o sobie, bo pomaganie jest fajne... Tak, jest fajne. Tez tak kiedys robilam... Zamiast zaczac od siebie, pomagalam innym ludziom. Kosztem siebie. Za co teraz place wysoka cene - m.in. stan moich oczu spowodowany jest tym, ze mimo zalecen lekarza pracowalam fizycznie przez jakis czas... Co prawda nikt mi nie wytlumaczyl dlaczego nie powinnam pracowac no i trzeba bylo pomagac kolezance przy dzieciach... Tylko, pytanie, dlaczego teraz ona nie pomaga mi? Dobre pytanie...
Nie uwazam ze Łukasz robi to na pokaz, mysle ze probuje w ten sposob ukierunkowac swoja energie zyciowa na dobre konstruktywne dzialania. Tylko ze to niebezpieczny pomysl - wybacz, Lukaszu, ale powiem to co mysle: nie jestes dla nikogo autorytetem w kwestii radzenia sobie z masturbacja, klopotami zyciowymi ani w kwestiach wiary. Ktos, kto uwaza seks przedmalzenski za mily sposob spedzania wolnego czasu w zwiazku, do tego jest zaburzony emocjonalnie, niepoukladany, walczy z masturbacja i agresja, nie pomoze komus w potrzebie.
Psycholog zanim zacznie prace terapeuty musi przejsc wlasna terapie. Dlaczego? Zeby moc miec poukladane w sobie swoje problemy bo inaczej latwo o przeniesienie na osobe, ktora wspiera, swoich wlasnych osobistych doswiadczen i przezyc. A co za tym idzie - traum z przeszlosci.
Ty Lukasz jestes jak jedna wielka chodzaca trauma, wiec absolutnie nie zgodze sie z Toba ze mozesz "sie poswiecic". Ty sie poswiec lepiej dla siebie samego i idz w koncu do psychiatry bo do psychiatry nie trzeba skierowania, terminy sa krotkie i jak Cie w jednej placowce nie przyjma to w innej na pewno. Zwlaszcza w takim wielkim miescie jak Warszawa.
Nie buduj w sobie mirazu i wrazenia ze jestes taki fajny, bo Ci to nic nie da. Ty po prostu ZACZNIJ BYC fajny, a to znaczy ZACZNIJ W KONCU TERAPIE.
Wybaczcie szczerosc, ale po co ubierac w sliczne slowka cos co i tak spod nich wylezie?
pozdrowienia dla wszystkich (10489)| aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 05.11.2009, godz: 19:01 |
Jedno co ja widzę dobrego w tym zaoferowaniu się Lukasza do pomocy, jest nadzieja, że Lukasz może w końcu przestal kręcić się w okÓl wlasnej osoby i może laskawie w końcu dostrzegl,że są też inni ludzie , ktorzy mają problemy.Wielkim plusem by to bylo i wielkim osiągnięciem.Jednak rzeczywiście jest to skok na glęboką wodę, bo zanim się pomoże innym trzeba pomoc najpierw sobie.J tak czekam tylko jaki stwÓr się z tego wszystkiego wykluje:), i co z tego wyniknie dobrego. (10488)| aldona, lat 30, e-mail: adona25@wp.pl | data: 05.11.2009, godz: 17:20 |
"Czy moglby ktoś go tu nie wpuszczac?Ze żródelka robi się bagno, a tak tu bylo fajnie..."No wlasnie.Czy móglby ktos go tu nie wpuszczac?Ja tylko się zastanawiam, ile jeszcze cierpliwości Wam wszystkim kochani starczy, bo narazie widać, że macie niewyczerpaną cierpliwośc:)Pogratulować naprawdę, ta cierpliwośc "robi wrażenie".POzdrawiam serdecznie:)) (10487)| Moja Rodzina, e-mail: aldwis@wp.pl | data: 05.11.2009, godz: 17:08 |
Zespół Moja Rodzina- w skład, którego wchodzą rodzice i ich pięcioro dzieci:)
Z pomocą Bożą udało nam się nagrać płytę:)
Chcemy się z Wami podzielić naszą muzyką.
Utwór tytułowy- "Twa Obecność" sł. i muz. Antonina Wiśniewska:
http://www.youtube.com/watch?v=QrqW5pCYq-A
"Modlitwa"- sł. i muz. Gabriel Wiśniewski:
http://www.youtube.com/watch?v=-Y3Bqz6U0Z4
"Hymn o miłości"- sł. św.Paweł, muz. Antonina Wiśniewska:
http://www.youtube.com/watch?v=dkabA4AgggI&feature=related
"Nie zasługuję"- sł. i muz. Antonina Wiśniewska:
http://tosia19.wrzuta.pl/audio/1urvMBy6Fna/moja_rodzina-_nie_zasluguje_na_ciebie
zapraszamy na nasza stronę: www.mojarodzina.ayz.pl
Miłego słuchania:)
(10486)| Królewna Śnieżka | data: 05.11.2009, godz: 16:49 |
do Łukasza
Ty chcesz pomagać? Chyba żartujesz! Ty sam ze sobą sobie nie radzisz i innym chcesz pomagać? "To się poświęcę" - łaskę robisz komuś ze chcesz pomoc i sie poswiecic, zeby inni widzieli jaki Ty jestes madry, dobry i jak sie starasz?
Tadeusz ma racje. Dzieciaku, dorosnij! Jak przyniesiesz zaswiadczenie od psychiatry ze skonczyles terapie i mozna Cie inaczej traktowac, niz obecnie, to mozesz oferowac swoja pomoc.
Jak człowiek chory, zaburzony, z problemami moze pomagac innym? Zrobisz tylko komus krzywde, nie pomozesz ani nie wesprzesz. Idz w koncu do tego psychiatry lecz sie czlowieku i nie udawaj dobroczyncy bo nie masz sily ani ochoty sobie pomoc a co dopiero innym ludziom!!!!
Czy ktos moglby go tutaj nie wpuszczac...Zrodelko sie robi bagienkiem :/ a tak tu bylo fajnie... (10485)| AgnieszkaM | data: 05.11.2009, godz: 10:50 |
Tadeuszu,
moje słowa o modlitwie "do" zmarłych były komentarzem do wpisu z 2.11.2009 zatytułowanego "Aldono 30". Były tam słowa:
"Pewien ksiądz profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie powiedział na kazaniu, że można się modlić do dusz naszych bliskich zmarłych".
Po co do mnie ten cytat z www.teologia, to nie wiem za bardzo.
W ogóle niefajna jest ta anonimowość. Proszę, podpisujcie się. Rubryka ma nazwę: "imię/nick", a nie "do kogo piszesz". (10484)| wiesz kto | data: 05.11.2009, godz: 09:50 |
Nie,NIC nie jest w porządku,to chyba tylko ty tak uważasz.Faktycznie uzależniłeś się okropnie od wirtualnego świata i nie tylko...Pozamykaj te wszystkie portale, które założyłeś i zacznij żyć realnym życiem.Postaram się złożyć ci wizytę. (10483)| Tadeusz, lat 54, e-mail: nso-czi@wp.pl | data: 05.11.2009, godz: 08:50 |
Do Łukasza.
Łukasz może to zabrzmi brutalnie ale nie przyjąłbym pomocy czy porady od kogoś takiego jak ty (wpis 10735). Chcąc komuś pomagać najpierw naucz się czytać kto coś do ciebie pisze i odpowiadać a nie olewać innych i jeszcze obrażać. A najbardziej rożśmieszyłeś mnie wpisem 10733 "Cześć Co słychać???" Te same słowa dostałem od ciebie na maila przy propozycji spotkania. Chcąc pomagać innym zastanów się "dzieciaku" nad swoim postępowaniem.
A co do grzechu masturbacji (tu do wszystkich) czy innych grzechów ciężkich. Jest taka krótka modlitwa którą odmawia się rano i wieczorem i która bardzo pomaga:
Nabożeństwo Trzech "Zdrowaś Maryjo..."
Dziękujemy Ci Trójco Przenajświętsza za potęgę udzieloną Najświętszej Maryi Pannie. Zdrowaś Maryjo.....
Dziękujemy Ci Trójco Przenajświętsza za mądrość udzieloną Najświętszej Maryi Pannie. Zdrowaś Maryjo.....
Dziękujemy Ci Trójco Przenajświętsza za słodycz i miłosierdzie udzielone Najświętszej Maryi Pannie. Zdrowaś Maryjo.....
"O Maryjo, moja dobra Matko - zachowaj mnie dziś ( tej nocy) od grzechu śmiertelnego".
Pozdrawiam serdecznie wszystkich źródełkowiczów.
(10482)| Do Łukasza | data: 05.11.2009, godz: 08:35 |
Dobrze że masz taką myśl by pomagać innym ale najpierw sam potrzebujesz pomocy i uzdrowienia i wzięcia się za siebie...... (10481)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |