| doświadczona | data: 08.05.2009, godz: 01:05 |
Samotnośc to wielkie cierpienie które powoli doprowadza do obłędu a w końcu do śmierci. Lekiem jest drugi człowiek a półlekiem życzliwośc i dobre słowa. Pozdrawiam wszystkich samotnych i życzę byście wreszcie otrzymali ten lek a już na pewno by nie zbrakło wam półleku. Pozdrawiam też wszystkich szczęściarzy i proszę was - niech wasze szczęście nie przysłania wam wrażliwości i otwartosci na tych którym mniej się poszczęściło. (7780)| Kasia, lat 20, e-mail: uhuu@tlen.pl | data: 08.05.2009, godz: 00:43 |
ech... tak bardzo mi go brakuje... czy można umrzeć z miłości? (7779)| : ), lat 31 | data: 08.05.2009, godz: 00:12 |
...
Jeżeli miłość ma być aż "tak ślepa", to pewnie jest bardzo "wybrakowanym" uczuciem...
Miłość nigdy nie może być ślepa i nawet nie powinna taka być, nawet z założenia że "jest ślepa" i trwa to gdy zaczynamy "widzieć" to co ... miłość ulatuje???
Kocha się kogoś nie za coś, ale mimo wszystko, prawdziwa miłość jest uczuciem doskonałym do którego możemy jedynie dążyć ...
Dobrej i spokojnej nocy ...
lub
Miłego dnia ... (7778)| Małgosia | data: 07.05.2009, godz: 23:20 |
Dlaczego Bóg milczy kiedy Go prosze o Miłość??? :(
Tak bardzo chce Kochać i byc kochaną!!!
(7777)
a ja bym powiedziała, że to my ciągle jesteśmy ślepi na miłość... jak powiedział kiedyś najpiękniejszy poeta wśród księży:
"tyle dziś uczuć
a tak mało miłości"
...
"Dlaczego krzyż
uśmiech
rana głęboka
Widzisz
to takie proste
kiedy się kocha" (7776)| Dietrich, lat 23 | data: 07.05.2009, godz: 21:40 |
Gosiu, jeśli chodzi o formułę "Poza Kościołem nie ma zbawienia" to sprawa nie jest oczywista. Jest to starochrześcijańska formuła, ale jej rozumienie się zmienia. Od dawna już Kościół uważał, że dla cnotliwie (to słowo jest archaiczne, ale dobrze się tu nadaje) żyjących niechrześcijan jest jak najbardziej nadzieja zbawienia, tak jak dla chrześcijan- niekatolików. Po prostu katolicym jest tu w rozumieniu Magisterium Kościoła najbardziej pewną drogą do Boga. Poza Kościołem nie ma zbawienia- ale to oznacza tyle, że zbawieni hinduści, muzułmanie, animiści, ateiści czy protestanci są włączeni w Kościół- o czym nie muszą wiedzieć. I nie jest to bynajmniej pogląd panujący dopiero od II Soboru Watykańskiego. (7775)| Marcin | data: 07.05.2009, godz: 21:13 |
Do Gosia,lat 22
Widzę że masz przestarzałe wiadomości,"Poza kościołem nie ma zbawienia"to już dawno nieaktualne,Kościół posoborowy daje szansę zbawienia wszystkim żyjącym zgodnie z Ewangelią,nawet ateistom którzy nigdy nie słyszeli Dobrej Nowiny.A co do dziękowania to wszystkie nasze ludzkie sprawy powinniśmy oddać Bogu,także problemy.Dobrze że szukasz,że nie dajesz się zbyć byle czym ale nie szukaj na siłę powodów by atakować katolików...Pozdrawiam (7774)| gosia | data: 07.05.2009, godz: 20:15 |
Dlaczego miłośc jest az tak ślepa? (7773)| Sara | data: 07.05.2009, godz: 20:12 |
Część naszego życia polega na poszukiwaniu tej jednej osoby, która zrozumie naszą historię. Często okazuje się, że wybraliśmy niewłaściwie. Człowiek, o którym sądziliśmy, że rozumie nas najlepiej, odnosi się do nas później ze współczuciem, obojętnością albo wręcz antypatią. Z kolei ludzie, których obchodzimy, dzielą się na dwie grupy: tych, którzy nas rozumieją i tych, którzy wybaczają nam najgorsze grzechy. Rzadko zdarza się trafić na kogoś, kto ma obie te cechy naraz. (7772)| karina | data: 07.05.2009, godz: 20:09 |
Agnieszko lat 27, tak, masz duża rację, nic nie zastąpi drugiego człowieka. czasem lepiej trochę się wspolnie pomęczyć niż byc samemu..mam na mysli taką całkowita samotność gdy nie ma się rodziców, a przyjaciele załozyli rodziny, gdy trzeba wrócic do pustego mieszkania. Moja kolezanka długo była sama, płakała w tej samotności.. aż wreszcie poznała chłopaka, po roku sie pobrali. Po slubie znow płakała ze się rozczarowała, ale teraz po 2 latach dojrzała do miłości trudniejszej,wymagającej i mówi ze nie chciałaby juz wrócic do stanu panienskiego. A dlaczego Pan Bóg "milczy" gdy ktos prosi o męza- żonę? nie wiem. Czasem nie widzi sie kogos obok, a czasem zauroczysz sie kolegą z pracy który jest zajęty. Często w pracy są niewinne flirty, zauroczenia, a nawet pożądliwość. I czasem trudno obronic sie przed uczuciem. czasem potrzeba bliskości jest tak duża ze jest się gotowym być z kimś , kto nie jest dla nas. (7771)
Trawiasta,
dziękuję za miłe słowa:) Tyle jest w Tobie ciepła i zrozumienia. Naprawdę dziękuję.
Konradzie,
wiele jest takich argumentów. Nie umiem np. ufać dogmatom. Albo to zdanie: ,,Poza Kościołem nie ma zbawienia". Po prostu mnie skręca, jak coś takiego słyszę. Albo jeszcze taka rzecz, o której już chyba nawet kiedyś wspominałam na Źródełku: przyjmuje się, że jeśli np. dobrze mi się wiedzie jestem zdrowy, szczęśliwy itd., to powinienem za to dziękować Bogu; moje pytanie: za co mają w takim razie dziękować Mu ci, którzy są chorzy od urodzenia, przeżywają tragedie, wojny, kataklizmy itd.?
Wybacz, że tak chaotycznie i niejasno o tym piszę, jednak staram się zawrzeć wiele istotnych spraw w kilku zdaniach. Podaję maila, jeśli masz ochotę i czas, możesz coś napisać, choć ja mam trudny charakter i ciężko mnie do jakiegoś poglądu nakłonić.
Pozdrawiam. (7770)| Anna, lat 24 | data: 07.05.2009, godz: 17:43 |
Dziękuję Konradzie...:) (7769)| Szola | data: 07.05.2009, godz: 16:26 |
"Trzy Osoby Boskie różnią się od siebie jedynie relacją,jaka zachodzi między Nimi; mówiąc ściślej, relacją między Ojcem a Synem, Synem a Ojcem, Ojcem i Synem a Duchem Świętm, Duchem Świętym a Ojcem i Synem.Tak więc w Bogu Ojciec jest czystym ojcostwem, Syn czystym synostwem, Duch Święty czystą "więzią miłości"pomiędzy Ojcem i Synem,a zatem różnice osobowe nie dzielą jednej i tej samej natury Boskiej Trzech Osób.(...) Tak więc relacje, które wyodrębniają Ojca, Syna i Ducha Świętego i zwracają Ich rzeczywiście ku sobie w obrębie jednej istoty, niosą w sobie wszystkie bogactwa światła i życia Boskiej natury, z którą całkowicie się utożsamiają. Są to relacje "samoistne", które dzięki ożywiającemu je impulsowi prowadzą do spotkania Osób w komunii, w kórej pełnia Osoby wyraża sie w otwartości wobec drugiej, jest najwyższym paradygmatem szczerości i wolności duchowej"
JPII
Czy tak ważne jest co robimy w życiu? Chyba chodzi przede wszystkim o to,żeby w tym co robimy(cokolwiek to jest) zawsze pozostać wiernym Bogu i sobie, wtedy można być autentycznie szczęśliwym.
Niech Duch Święty ożywia nasze dusze i serca.
Z Bogiem (7768)| Marcin | data: 07.05.2009, godz: 15:59 |
Do Smile
Witaj w klubie:) (7767)| Smile | data: 07.05.2009, godz: 12:26 |
Szukam swojego miejsca na ziemi, szukam pracy, która dawałaby mi satysfakcję i chciałabym wierzyć, że tak się stanie ale każda nieudana próba jakoś mnie paraliżuje.
Czy ktoś z was jest szczęśliwy i robi w życiu coś co lubi? (7766)| Anita | data: 07.05.2009, godz: 10:22 |
Informacja o wzdarzeniu http://www.diecezja.waw.pl/dokument.php?id=1611 (7765)| Sara | data: 07.05.2009, godz: 09:23 |
Marcin
Masz racje trudno jest zaakceptować byle jaką rzeczywistość...,ale czasami nie ma wyjścia
Agnieszko
Jeżeli czujesz ,że nie do końca znalazłaś daj sobie trochę czasu,żeby się o tym przekonać i nie oszukuj siebie i jego,bo potrzeba bliskości i czułości to nie wszystko.
Gdy odnajdzie się tą właściwą osobę czuje się spokój w sercu i wdzięczność Bogu za to co nam daje (7764)| Trawiasta, lat 28 | data: 07.05.2009, godz: 00:25 |
Laro Moon!
DZIEKUJE.
Twoje wpisy duzo mi daly do myslenia, pomogly zebrac do kupy wiele przemyslen, emocji i zlapac pewne mysli na wodze -dziekuje Ci bardzo za to, co piszesz i za to, ze jestes.
Moniko,
Twoj wpis przeczytalam ze wzruszeniem bo moge sie tylko domyslac co czuje dziecko w trakcie rozwodu rodzicow. Opiekowalam sie kiedys taka dziewczynka, ktorej rodzice sie rozeszli... Matka wniosla o rozwod bo nie dalo sie inaczej. Wiecej nie bede pisac bo to dosc intymne sprawy ale wierzcie mi, dziecko niesamowicie dojrzale patrzylo na pewne sprawy i niezwykle mocno cierpialo... A ja razem z nia, bo ta wrazliwa sliczna dziewczynka miala czasem wzrok doswiadczonej starej kobiety...
Moniko, dziekuje Tobie tez za to, ze piszesz. Dajesz swiadectwo, ze mozna zyc dobrze mimo zlych doswiadczen i NIE UZALAC SIE NAD SOBA ale pracowac, zyc, cieszyc sie kazdym dniem, kazdym drobiazgiem i szukac dotyku Pana Boga wszedzie... Niech Pan Cie blogoslawi.
Jutro czeka mnie podroz, prosze o modlitwe o jej bezpieczny przebieg.
Pozdrawiam Was wszystkich cieplo i serdecznie. (7763)| Trawiasta, lat 28 | data: 07.05.2009, godz: 00:20 |
Do Gosi,
czytam Twoje wpisy i przypominaja mi sie moje okresy poszukiwan, ktore wcale nie byly łatwiejsze...
jest w Tobie potrzeba poszukiwania PRAWDY i widac ja w tym, co piszesz, jak piszesz. TAK TRZYMAJ. Szukaj! Nie daj sie zapchac sloganami, slowami pustymi...
Poszukiwanie Prawdy to czesto dlugi i zmudny etap, czasami trzeba wysluchac setek pouczen, slow, madrych zdan, nudzacych, meczacych, drazniacych.... Oj znam to bardzo dobrze :) I chyba Cie rozumiem, bo przezywalam podobnie zmeczenie i rozdraznienie tym, co mi oferowano. A tesknilam za prawdziwym Bogiem, ale zanim Go znalazlam (a byl bardzo blisko...) musialo minac troche czasu. I musialam sama sie przekonac ze moje wybory oddalily mnie od Niego na moje wlasne zadanie.
Ale to zupelnie inna historia, nie pisze tego absolutnie zeby Ci co sugerowac. Wybacz prosze, noc sprzyja rozmyslaniom... :)
Gosiu, chce Ci napisac jedna rzecz. Widze w Twoich wpisach niesamowita sile charakteru - widac, ze wiesz, czego chcesz, szukasz tego i nie dajesz sie zbic z tropu ani wplatac w dyskusje jałowe i bezcelowe. To dobrze! To bardzo dobrze, bo przewaznie osoby z "ikra" osiagaja w zyciu to, co sobie zaplanuja. Pan Bog obdarza nas charakterem i pewnymi cechami osobowosci ktore mozemy albo rozwinac albo zaniedbac. Masz mocny charakter, jestes jednoczesnie wrazliwa i delikatna. Dbaj o te obydwie strony swojego "ja", bo i sila, i wrazliwosc, sa bardzo kobiecie potrzebne.
Zycze Ci tego, bys odnalazla to, czego szukasz. Zebys odkryla prawdziwego kochajacego Boga, nie z plakatow przykoscielnych i obrazkow w katechizmie ale ZYWEGO kochajacego prawdziwie Boga. Po takim spotkaniu nic juz nie bedzie takie jak dawniej...
Pozdrawiam Cie serdecznie, dobrego dnia! (7762)
Ja szukałam badzo długo, i bezskutecznie, paralizował mnie strach, że znajdę i wąłściwie do czasu kiedy nie poczułam desperacji nie dawałam sobie szansy nawet na zaufanie komuś, i nie starałam się niczego zaczynać, ani urrzymać. Może desperacji mi było potrzeba.
Teraz jestem z kimś, ale nie do końca czuje że znalazłam. Za to odkryłam, że miałam ogromną niezaspokojoną potrzebę czułosci i bliskości - i nie wiem co zrobie jeśli mi przyjdzie rozstać się z moim chłopakiem, pewnie znów będę zdesperowana i pewnie znów będę szukać.
Może trochę więcej rozumiem, jak to wszystko dziąła i nie obwinialabym już Boga o wszystko (o złośliwość chyba głównie :-), ale za to wiem, utwierdziłam się w przekonaniu że beznadziejnie jest być samemu. Bo jednak są rzeczy które tylko drugi człowiek może dać. Nic tego drugiego człowieka nie zastąpi. (7761)| Konrad, lat 26 | data: 06.05.2009, godz: 22:28 |
Anno lat 24.
Bardzo spodobał mi się Twój wpis. Pięknie poetycko napisany, niesamowite emocje w nim przesłałaś, aż bardzo się wzruszyłem czytając go. Masz dar do wylewania swoich myśli na papier.
Gosiu.
Piszesz, że nie możesz przystać na to co proponuje Kościół. Czy mogłabyś bardziej precyzyjnie napisać co masz na myśli? Z jakimi poglądami Kościoła się nie zgadzasz?
Bo wiesz, ja w swoim życiu też wiele błądziłem i szukałem akceptacji w innych kościołach chrześcijańskich. Doszedłem jednak do wniosku, że nasz Kościół Rzymsko- Katolicki jest najodpowiedniejszą instytucją, gdzie w najlepszy sposób mogę rozwijać swoją duchowość.
Oczywiście nie potępiam i nie oceniam innych wyznań. Po prostu dla mnie nasz Kościół jest najlepszy. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że są inni ludzie, którzy odnaleźli swoje miejsce w innych (nie katolickich) wspólnotach wyznaniowych. (7760)| kobieta | data: 06.05.2009, godz: 22:19 |
Żródełko to była ta jedyna, fajna strona gdzie człowiek mógł zaczerpnąć "świeżej wody". Nie rozumiem co się stało. Wpisy są teraz takie że człowiek z trudem rozumie o co chodzi i zamiast owej wody zaczerpnąć pragnie coraz bardziej z niedosytu, niezrozumienia;)
Każdy ma gorsze i lepsze dni powinniśmy być dla siebie bardziej wyrozumiali i nie ranić się wzajemnie słowami.
DLACZEGO LUDZIE WCIĄŻ SIĘ RANIĄ słowami i nie tylko DLACZEGO!!!! (7759)| Marcin | data: 06.05.2009, godz: 22:12 |
Do Lara Moon
Bardzo mądry ten twój wczorajszy post:)Jednak trudno jest zaakceptować byle jaką rzeczywistość,czasami pozostaje tylko ja oddac Bogu..... (7758)| do Podroznika, lat 30 | data: 06.05.2009, godz: 21:25 |
Wiesz ze Cie rozumiem? ja wlasciwie tez czuje sie tak normalnie ze swoja samotnoscia, ze wrecz abstrakcyjne wydaje mi sie zalozenie rodziny. Mam poczucie, ze czas tak strasznie szybko uplywa, ze nie ma sensu rozmieniac sie na drobne..a troche tak postrzegam malzenstwo; dzieci, troska.. Sw. Pawel jesli dobrze pamietam wlasnie z powodu doczesnych utrapien nie zachecal do zawierania zwiazku malzenskiego, chociaz oczywiscie nie zabranial, ale napisal, ze "kto nie ma zony, niech nie szuka, a kto ma, niech zyje tak, jakby nie mial"i dalej " ze przemija postac tego swiata'. Cytuje z glowy, wiec moze nie pamietam dokladnie, ale sens wlasnie taki.
pozdrawiam Wszystkich i "szukajmy TEGO CO W GORZE:)" (7757)
Historia pewnego zakochania...
Spotkali się w dniu gdy oboje pierwszy raz przyszli do wspólnoty. Początkowo nieiwele ze sobą rozmawiali. Potem stopniowo siebie odkrywali. Wiele wspólnego u siebie widzieli. Życia historie podobne były, pragnienia, marzenia jednym torem biegły. Jedno od drugiego wiele czerpało, jedno drugiemu wiele dawało. Po dwóch latach walka z uczuciem się zaczęła. Jedno myślało jak drugiemu nie przyznać... drugie, jak pierwszemu uczucia nie wyznać... Nie myśleć o Tobie? To już nierealne.
Panie zabierz zakochanie by przyjaźni nie stracić.
A Pan nie zabrał i uczucie sobie wyznali. Przez czas pewien kwitło uczucie, potem psuć się zaczęło. Ona tęskniła, on zaczął uciekać. Miejsce zakochania ból począł przenikać. Rok już mijał, gdy to nie ta droga- wyznali oboje i od tej chwili siebie zaczęli unikać.
Panie ból zabierz, tęsknotę i smutek...
Miesięcy kilka minąć musiało i Pan modlitwy wysłuchał. Ból zabrał, przyjaźń przywrócił. Jedno drugiego znów słucha, jedno drugiego podziwia i radu szuka u niego. Żal czasem pyta- czemu tak stać się miało? Czemu dziś jedno za drugim wzrokiem tęsknym wodzi, lecz odwagi i by raz jeszcze spróbować zabrakło obojgu?
Co pierwsze było przyjaźń czy zakochanie, zakochanie czy przyjaźń?
Bogu oboje dzięki oddają, że tak wielką przyjaźnią obdarzył ich serca, że nawet zakochanie, zdradliwe uczucie rozerwać rady nie dało... (7756)| Marcin | data: 06.05.2009, godz: 20:59 |
Do Gosia,lat 22
No tak wymagania Kościoła są trudne ale czy nie piękne jest to by sprobować żyć radami ewangelicznymi...? (7755)| Anna, lat 24 | data: 06.05.2009, godz: 20:17 |
Chciałbym napisać o tym jak ja któregoś dnia zaczęłam Go poznawać...jak zmienił moje życie...
Po skończeniu liceum zaczęłam studia zaoczne, nie dostałam się na dzienne.Przez rok nie pracowałam, chodziłam tylko na jakieś kursy z urzędu pracy. Jednocześnie bałam się szukać czegoś, brak wiary w siebie w tym nie pomagał. W domu czułam się samotna i niezrozumiana. Nikt nie rozmawiał o uczuciach, nikt nie mówił ,,kocham Cię,,...nie przytulał...Wtedy zaczęłam czytat min gazety ,,Miłujcie się,, i zobaczyłam,że może być inaczej...że to nieprawda, że ,,wszędzie tak jest,,...
Nie miałam pracy, pieniędzy, bałam się żyć ale bałam się też umierać...Zaczęłam pisać do Niego listy , do Taty(Boga) o tym jak się czuję, czego pragnę itp...
Zaczęłam też częściej chodzić do kościoła, i czy miałam ochotę, siłę czy też nie klękałam i rozmawiałm z nim tak jak tylko potrafiłam...W tym czasie też miałam kilka spotkań z chłopcami , jednak znajomosci te szybko się urywały, nie było mi żal...wtedy przestałam szukac, powiedziałm to też Tacie, że już tego nie chcę...wtedy właśnie była zima...a wiosną On zaczął wlewać w moje serce pragnienia...tak ogromne,że musiałam przelewać je na papier, powstało wtedy wiele wierszy. Czułam,że jestem powołana do małżeństwa, pragnęłam tego, pragnęłam mężczyzny, z którym będę uczyć się miłości...bo tylko kochając uczymy się kochać...często też modliłam się o to abym kochała...o miłość, nawet nieodwzajemnioną....W tym czasie też Bóg dał mi pracę, wiem,że to Dzięki Niemu..Zadzwoniła do mnie pewna kobieta, która wyjezdzała do Francji na 5 miesiecy, potrzebowała opiekunki do opieki nad chłopcem z porażeniem mózgowym.Przeprowadziłam się do jej domu i przez ten czas byłam z Krystianem, tak miał na imię i Jego babcią. Pierwszego dnia, niedługo po przyjeździe weszłam do łazienki i rozpłakałam się. Przyszły jego kuzynki, małe dziewczynki, ucieszyły się,że przyjechałam,wzięły mnie za ręce i zapytały czy pójdę z nimi do kapliczki na majówkę:) Pierwszej nocy prawie nie spałam,napisałam wtedy list do Matki Bożej aby postawiła na mojej drodze jakiegoś człowieka...z resztą już od jakiegoś czasu czułam,że kogoś spotkam o czym pisałam w swoich wierszach...i stało się...za kilka dni poznałam...Spotkaliśmy się przed kościołem Mariackim.Był chyba pierwszym mężczyzną, którego chciałam poznawać...którego szczęścia tak bardzo pragnęłam...On nie chodził do kościoła, co mnie bardzo bolało, modliłam się wtedy o jego nawrócenie...Jednak On nie czuł tak jak ja...miałam nadzieję, że któregoś dnia naszej znajomości jego serce otworzy się tak jak otwarło się moje...ale tak się nie stało...Były łzy, ból...ale jest też ogromna radość i wdzięczność...bo dzięki niemu, odkryłam w sobie wiele miłośći...a czasem myślałam,że jej nie mam.Pomógł mi też przetrwać okres,,zamknięcia,, bo przez 5 dni opiekowałm się Krystianem, nie mogłam z nim wychodzić na dwór.Dlatego jak wracałam do domu na weekend byłam zakochana w każdym liściu..kamieniu...:)
Wiem,że tamten chłopak nie był dla mnie..choć przez jakiś czas tak myślałam, wiem że nie byłabym szczęśliwa z kimś kto nie patrzy w tym samym kierunku...kto nie ma podobnych pragnień...wiem też jakie błędy popełniłam...
Nie chcę szukać miłości daleko...bo przecież ona jest w Nim...we mnie...chciałabym tylko aby moja miłość i miłość jakiegoś mężczyzny,którego choć nie znam już jest w moim sercu usłyszały się któregoś dnia i zaczęły swoją wspólną pieśń...
Moja niemoc...bezradoność...uległość...wytrwałość...cisza...przyroda...słuchanie serca...któregoś dnia sprawiły,że Bóg był tak blisko mnie...
To był jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu...bo choć nie miałam prawie nic...to jednak czułam,że mam wszystko...teraz kiedy dopada mnie pesymizm,smutek wiem,że to dlatego bo mam za dużo...
Wiem,że On daje niemoc, bezradność, cierpienie,ciemnosć, brak zrozumienia i miłości ze strony ludzi...po to aby zbliżyć nas do siebie...abyśmy przestali w końcu liczyć na własne siły...talenty,dobra ale aby On był naszą największą Siłą i Miłością naszego życia...
Przepraszam,że tak się rozpisałam ale czułam,że chcę się tym z kimś podzielić...
(7754)| Monika, lat 35 | data: 06.05.2009, godz: 20:02 |
Marzeno wiem co piszę. Żyję na takim świecie jak Ty. Moi rodzice się rozwiedli więc mam prawo mówić co wtedy czułam. To było wielkie rozdarcie. Więc oszukują
Ci którzy mówią że to normalne. Nie będę tu cytować Bibli, ale powiem jedno rozwód to niszczenie bezpieczeństwa dziecka. Mój tato pił i robił awantury. Bałam się go ale nigdy nie pomyślałam że mógł by zniknąć z naszego życia. Wręcz przeciwnie to ja chciałam zniknąć. Może teraz idealizuję świat bo tęsknię za pieknym, kolorowym światem. (nie sztucznym) Dzieki nauczaniu Kościola katolickiego mam nadzieję że po śmierci będę w takim świecie.
Karino zawsze byłam obserwatorem i pewnych spraw nie rozumiałam i nie rozumiem.Może jest tak że piszę coś bo niby wiem, a może się okazać że tak naprawdę nic nie wiem i nic nierozumiem. Nigdy nie negowalam wiary w Boga ani nie czułam buntu wobec Niego. Bardziej Boga potrzebuję jako Boga Ojca niz Boga jako Absolutu.We wczorajszym Słowe Bożym uderzyły mnie słowa " Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J,10.30). Czyli dzięki Jezusowi nasze ja może być w Bogu jedno. To dla mnie dowód to o czym mówił Jan Paweł II "że człowiek nie zrozumie siebie gdy mu się nie objawi Miłość " i " bez Jezusa Chrystusa czlowiek jest dla siebie nieznany." Karino nie szukam dowodów przeciwko, ale Jezus powiedzial "że poznamy po owocach" Jan Paweł II siał ale wzrost teraz daje Pan Bóg. I Pan Jezus powiedział " że nikt mu z ręki nie wyrwie owiec które dał Mu Pan Bóg. Może bedą poranione i okaleczone ale jednak zawsze owieczki Jezusa. No i mamy Sakrament Pokuty.
Wierzę że ból i cierpienie które mnie spotyka ma sens, bo jestem grzesznikiem. (7753)| Podróżnik, lat 28 | data: 06.05.2009, godz: 19:25 |
Hej! Większość piszących tu osób, ma problem z samotnością. Nie wydaje się wam dziwne, że niektórzy całymi latami szukają miłości, chcieliby założyć rodzinę i zapewne byliby dobrymi kochającymi rodzicami, ale jednak nikt się nie zjawia, a znajomości które zawiązują stają się coraz bardziej sztuczne, brakuje w nich naturalności bo gdzieś wisi nad wszystkim presja wieku i pragnienie miłości, ale nie ma czegoś takiego jak zauroczenie, zakochanie. Z drugiej strony ludzie, którzy nie mają problemu a przynajmniej nie szukają latami. Miłość sama do nich przychodzi, jest zauroczenie, zakochanie potem rozwój znajomości, pojawia się prawdziwe uczucie. Czemu jedni nie mają problemu z odnalezieniem swego powołania, inni muszą całe życie spędzać tak naprawdę nie wiedząc po co żyją. Ja nie doświadczyłem, czegoś takiego jak miłość wobec dziewczyny, było pewnego rodzaju zaufanie, sympatia, nigdy jednak nie odwzajemniona. Dlatego jeżeli ktoś do mnie mówi, że pokocham kogoś, w końcu będzie miłość z jej wszystkimi atrybutami itd. nie mogę sobie tego wyobrazić (np. siebie idącego z dziewczyną za rękę) całe dotychczasowe życie spędziłem sam i widzę, że chyba tak mam żyć, że to jest mi przypisane. Jakieś przeczucie że samotnie spędzę życie, powoduje że przyzwyczajam się do takiego stanu. Tylko czemu wciąż, rodzina suszy mi głowę pytaniami, kiedy się ożenię itd. Trudno pewne rzeczy wytłumaczyć ludziom, którzy odnaleźli się dość szybko i nigdy nie musieli szukać, szukać bez skutku. Pozdrawiam (7752)| Gosia, lat 22 | data: 06.05.2009, godz: 17:07 |
Karina, Konrad, Marcin,
mam wrażenie, że niezbyt się rozumiemy. Kiedy się nie interesuję wiarą, moi bliscy mają mi to za złe, jednak zauważyłam już, że ilekroć rozpoczynam dyskusję, to kończy się to jeszcze większym moim rozdrażnieniem i ogólnym rozkładem. Lub też kłótnią z najbliższymi mi osobami. Przecież wyjaśniałam, że byłoby mi łatwiej, gdybym uwierzyła (to do Konrada zwłaszcza), tylko nie mogę po prostu przystać na to, co proponuje Kościół. To nie jest proste dla mnie, wbrew pozorom mam dość łagodną naturę i nie jest mi tak znowu wygodnie w roli buntownika. Ale inaczej nie umiem. W ogóle wszystko do kitu.
Niemniej dziękuję Wam za wpisy, a Konradowi także za świadectwo.
Pozdrawiam. (7751)| Marcin | data: 06.05.2009, godz: 14:37 |
Do Gosia.lat 22
Jesteś młoda więc to że się buntujesz to nic nadzwyczajnego.Jose Descalzo,ksiądz-pisarz napisał kiedyś że nie ma nic gorszego niż młody który jest apatycznym frustratem,już lepszy jest buntownik który szuka,walczy,spiera się....to właśnie Ty.A co do boskich przymiotów to za bardzo racjonalizujesz a pomijasz to co najistotniejsze-wiara i poznawanie Boskich przymiotów postępuje wtedy gdy nad wiarą pracujmy wewnątrz siebie a to wymaga wysiłku modlitwy i pracy nad sobą.Jeśli to ominiesz to nadal będziesz narzekać i mówić:"wy katolicy"się wymądrzacie...Pozdrawiam (7750)| Mona Lisa, lat 34 | data: 06.05.2009, godz: 13:03 |
Do Asieńki
Asieńko, popieram Twoje szukanie osoby w okolicy a nie/ albo tylko drogą internetowa,jednak przyjmij radę taką,że nie szukamy męża,bo to odstrasza chłopców,nie dawaj mu poznać że ma być Twoim mężem , zwłaszcza, że jak piszesz musisz wyjśc z muru , który sobie wytworzyłaś, może warto dać chłopakowi sznsę aby z nim pobyć, rowrer, koncert, coś co lubicie razem robić,
A małożeństwem wbrew pozorom zostaje się wtedy, gdy ty i on chcecie przedłużyć to bycie razem, to wychodzi spontaniczne, naturalnie ,w praniu, nie szukaj męża w oklicy ale znajomego, który będąc kolegą stanie się twoją sympatią,itd>:)pozdrawiam (7749)| Konrad, lat 26 | data: 06.05.2009, godz: 11:40 |
Do Gosi, lat 22.
Chciałbym dodać kilka swoich groszy w kwestii wiary.
Każdy z nas ma wolną wolę i może robić to, co mu się podoba. W chwilach słabości mogę na przykład głośno słuchać ostrej muzyki by w ten sposób odreagować. Mogę też uciekać się do pornografii by w ten sposób rozładować swoje napięcie i w pewien sposób sobie "ulżyć". W grę wchodzi też alkohol i inne używki.
Jednak te wszystkie "środki" które wyżej wymieniłem nie dają człowiekowi ukojenia. "Kto popełnia grzech jest niewolnikiem grzechu" pisze któryś z apostołów. Sam na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że uleganie grzechom nas zniewala i źle działa na naszą psychikę.
Gdzie więc znaleźć ratunek? Gdzie szukać ukojenia? Jezus powiedział coś takiego: "Przyjdźcie do mnie wszyscy (...) a ja was pokrzepię (...) uczcie się ode mnie (...) a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych".
Nie będę używał teraz wysublimowanych zwrotów, pięknych epitetów, wzniosłych zdań. Po prostu na własnym przykładzie powiem, że od kiedy w swoim życiu więcej czasu poświęcam na modlitwę i rozważam słowa Jezusa, to rzeczywiście znajduję ukojenie.
Poza tym trwanie w stanie łaski uświęcającej daje mi niesamowitą siłę duchową.
A skąd się bierze moja wiara? Dlaczego wierzę? A to dlatego, że od kiedy staram się żyć zgodnie z biblijnymi zasadami i czytam słowo Boże, to po prostu bardzo dobrze się czuję i jest mi lekko na duszy. Wszystkie inne "środki" które stosowałem (wspomniane wyżej nałogi- pornografia, alkohol...) zniewalały mnie i czyniły wielki mętlik w mojej psychice. Dopiero modlitwa dała mi ukojenie.
Nie wiem Gosiu czy mój wpis po części odpowie na Twoje pytania, ale pozwoliłem sobie przedstawić świadectwo mojej wiary.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających na tą stronkę:)
(7748)| ona , lat 42 | data: 06.05.2009, godz: 10:44 |
Witam, tak czytam kochani Wasze wypowiedzi. Przeszlam rozne chwile w swoim zyciu, samotnosci , ktora raz byla przeklenstwem a innym razem darem. Tak bardzo balam sie samotnosci, ze wpakowalam sie w beznadziejne malzenstwo, z ktorego jednak bardzo szybko wyszlam i mimo, ze na poczatku wydawalo mi sie to niemozliwe bardzo szybko otrzasnelam sie po tym. Pierwszy szok kiedy po kilu latach znajomosci zobaczylam prawdziwe oblicze mojego ukochanego byl bardzo silny ale za duzo mialam w sobie godnosci zeby dac sie upokarzac. Milosc nie moze byc zebraniem o uczucie. Jakis czas bylam sama, rzucialm sie w wir pracy, ktora dawala mi wielka satysfakcje i nie chodzi o pieniadze. Bylam wsrod ludzi; ktorym pomagalam i ,ktorym bylam potrzebna. Po jakims czasie znowu na mojej drodze stanal ktos, wtedy myslalam, ze to Bog mi go zeslal, jakze szybko okazal sie, ze niekoniecznie. I kolejna tragedia, na szczescie nie wyszlam za tego czlowieka. Na terapii, ktora przeszlam wytlumaczono mi, ze jak cma leci do swiatla tak ja pakowalam sie w kolejne zwiazki chore, toksyczne. Takich osob jest niestety wiele, bardzo wiele. Po jakims czasie doszlam do wniosku, ze nie moge winic Boga za to kogo spotykalam na swojej drodze. To raczej ksiaze ciemnosci , ktory zna nasze slabe strony, ktory gra na naszych emocjach pakuje nas w takie sytuacje. Dobry Bog do, ktorego zawsze sie zwracalam z prosba o pomoc i opieke, zawsze, teraz to widze, wyciagnal mnie z najwiekszej rozpaczy. Stwierdzilam ,ze widocznie tak ma byc, mam byc sama. Widocznie moja droga ma byc inna niz wszystkich moich znajomych , ktorzy sa w szczesliwych zwiazkach, dzieci, domy, samochody. Prosilam Boga o sily zeby sobie poradzic samej w zyciu i odpuscilam i wtedy... poznalam czlowieka, z ktorym aktualnie jestem. Nie wiem czy dane bedzie mi przejsc z nia wspolnie przez kolejne lata, prosze Boga aby Jego wola wypelnila sie w moim zyciu aby pomogl nam albo jezeli przyjdzie sie rozstac dal sile.
Zastanowcie sie jak o i co prosicie Boga. On wie co kazdemu jest potrzebne, zna nas lepiej niz my sami siebie. Czy kochajaca matka da dziecku zapalke tylko dlatego , ze dziecko tego chce tu i teraz?
Wiekszosc z Was to ludzie bardzo mlodzi, hej przestancie tak smuteczkowac. Docencie, ze jestescie zdrowi, macie kochajacych rodzicow, przyjaciol, dobra prace. Szukajcie dobra i tego co pozytywne!!! Niedawno moja przyjaciolka wyszla za maz, oboje czekali na siebie 40 lat. I takich przypadkow znam kilka. Milego dnia dla wszystkich. (7747)| karina | data: 06.05.2009, godz: 09:07 |
Droga Gosiu, dobrze ze nie przytakujesz ale mówisz szczerze że sie nie zgadzasz...
Oczywiście nie złapalismy Pana Boga za nogę, nie wiemy o Nim wszystko. Ciągle zgłębiamy tajemnicę wiary, jesteśmy na jakimś etapie. Pisząc za siebie wierzę w to co piszę, wiesz sama ze mówienie o ufności i wierze dla samego tylko mówienia (oszukiwanie siebie) byłoby bezsensu. Każdy z nas przezywał kiedyś podobne dylematy, wątpliwości, zniechęcenia w obliczu rożnych doswiadczeń, ale najgorzej jest się na tym zatrzymać. Pewne wątpliwości są potrzebne ale po to by stawiać sobie wyżej poprzeczkę..
Wolałabys usłyszeć tu od nas potwierdzenie niewiary? skoro pytasz, to rozumiem ze szukasz odpowiedzi, a moze pocieszenia, jakiejś iskierki nadziei. A moze masz ukrytą nadzieję ze ktoś tutaj nauczy Cię kochać, wierzyć i rozwieje wszelkie wątpliwości.
Masz prawo nie zgadzać się z nami. Nikt nie może narzucić Ci wiary,
uwierzysz albo nie! Jesteś WOLNA; Możesz wszystko puścić drugim uchem..
Ty pisałas też o problemie samotności. Z życzliwości i troski chrześcijańskiej dzielimy się przemyśleniami i tym co czujemy. A ze czasem jest to odebrane jako "wymądrzanie" ,to jestesmy tylko ludźmi słabymi, i nie zawsze da się wyrazić słowami nawet najlepsze intencje.. Trzeba wybierać to co najważniejsze.. (7746)| Asieńka | data: 05.05.2009, godz: 22:34 |
Do Dziewczyny
Ja nie jestem przekonana do znajomosci internetowych z tego wzgledu, ze kiedy kogos poznajemy to od razu rysuje nam sie jakis obraz tej osoby, jakos sobie ja wyobrazamy i to nie tylko o wyglad chodzi ale tez o to jaka ta osoba jest. to nie zawsze jest zgodne z rzeczywistoscia. Przez to mozemy sie czuc rozczarowani i szybko zrazygnowac z dlaszej zanjomosi zapewne nie zawsze slusznie. Faktycznie czasem ludzie moga klamac i oszukiwac i zawsze jest taka obawa ale jak widac jest wiele osob, ktore nie chca oszukiwac tylko spotkac swoja milosc. ja mialam takie szczescie ze bardzo szybko odkrylam to ze ktos stosuje wobec mnie dziwne gierki, cos co mi sie nie podobalo i w odpowiednim momencie zerwalam znajomosc. Jakos tak sie skladalo ze z poznanymi ludzmi przez internet(a bylo ich niewielu bo jak mowie nie bardzo lubie ten sposob zawierania znajomosci) po krotkim czasie sie spotykalam. Wszystkie skonczyl sie szybko, widac nic nie zaiskrzylo. Raz mi sie chlopak spoobal i chcialam kontynuowac znajomosc, na tym spotkaniu zrozumialam ze on tez chce, powiedzial ze nastepnego dnia zadzwoni. nie odezwal sie weic ja to zrobilam, myslalam ze moze on sie boi, ze ja nie bede chciala. Okazalo sie ze to on nie chcial poniewaz mial nadzieje ze kiedy pozna kogos nowego zapomni o bylej dziewczynie a tak sie nie stalo. Smutno mi bylo ale nie zaluje ze zadzwonilam bo dzis nie musze sie meczyc z mysla co by bylo gdybym jednak sie odezwala bo dzis to wiem:)
Ja mysle, ze poznajac ludzi na zywo tez nie mamy pewnosci ze nas nie oszukuja. Mysle ze to nie jest trudne zwłaszcza kiedy nie znamy jego znajomych. zawsze mozna sie wykrecici praca, nauka, rodzina. pewnie kiedys to by wyszlo jak kazde klamstwo.
Niemniej postaram sie szukac swojego meza w swojej okolicy, myle ze to bedzie trudne ale kto wie??:) Moze ktos sie znajdzie kto bedzie mial tyle cierpliwosci zeby pokonac te mury ktore sobie zbudowalam.
pozdrawiam cieplo:) (7745)| j | data: 05.05.2009, godz: 22:06 |
Asieńko!
Masz rację, że ludzie którzy mają problem z zaakceptowaniem siebie trudniej akceptują innych i mają opory przed wchodzeniem w bliskie relacje. Chyba potrzebna jest terapia aby przełamywać takie bariery.Też tak mam. I im więcej lat tym gorzej.Zyczę powodzenia. (7744)| Gosia, lat 22 | data: 05.05.2009, godz: 21:39 |
Droga Karino,
dziękuję za miłe słowa. Tylko proszę, wyjaśnij, dlaczego Wy wszyscy zachowujecie się tak, jakbyście Boga za nogę złapali i wiedzieli o Nim wszystko? I o Bogu, i o szatanie, i o duszy. Przecież to jest, jak sama piszesz, kwestia wiary. Można wierzyć, że Bóg jest lub że kocha albo nie wierzyć. Tego się nie da wiedzieć. A Wy, choć piszecie tak pięknie o wierze (znam już na pamięć te najbardziej wzruszające cytaty, chwyty retoryczne, hasełka, tylko jakoś one na mnie nie działają), to zachowujecie się tak, jakbyście mieli monopol na wiedzę (nie wiarę!) o Bogu, Jego istocie, Jego cechach itp. Oj, żeby się kiedyś nie okazało przypadkiem, że się bardzo mylicie...
Tymczasem tak naprawdę wolałabym, żeby okazało się, że to ja się mylę, a Wy macie rację. To, w co Wy wierzycie, jest piękniejsze. Tylko coraz bardziej nie wiem, jak mam to, co mówicie, przyjąć i na to przystać, kiedy wszystko wokół mnie i we mnie zdaje się temu przeczyć. Argumenty, które podajecie, nie trafiają do mnie ani trochę.
Może taki mój los, żeby przeczyć, szukać dziury w całym, a zwłaszcza wątpić. Ciągle i we wszystko. W siebie również. Ale czy nie jest tak, że z wątpienia rodzi się Prawda? Czy nie łatwiej by mi było machnąć ręką na te wątpliwości i połknąć tę smaczną papkę (przepraszam za sformułowanie), którą mi proponujecie? Byłoby mi łatwiej. Może kiedyś nie dam rady i to uczynię. Jednak czasem myślę, że większą wartość ma ciągła nieufność niż bezmyślność w przyjmowaniu cudzych sądów.
Tak czy inaczej, dziękuję za odpowiedzi. (7743)| Gośka, lat 23 | data: 05.05.2009, godz: 21:38 |
Do Małgosia lat 27
Spodobał mi się Twój wpis, to tak jak bym czytała własne myśli i pragnienia przelane na papier.
(7742)| Marcin | data: 05.05.2009, godz: 21:36 |
Tak czytam te ostatnie wpisy i moje kiepskie samopoczucie staje sie jeszcze bardziej kiepskie.A już myśl że nie mam dziewczyny z którą mógłbym pojechać na Krasiczyn w niedziele pooglądać piękne krajobrazy jeszcze bardziej mnie zniechęca...Dobranoc:) (7741)
Codziennie prosze Boga o DOBREGO MĘŻA. O dar prawdziwej Miłości... Dar Sakramentu Małżeństwa i Dar Macierzyństwa. Wierze,że Bóg mnie wysłucha... Często też myśle o moim przyszłym Mężu,mimo,że Go nie znam... Wierze w to,że tak jak ja to i On modli się o dobrą żone. I mimo,że Go nie znam-to juz bardzo Go kocham i strasznie za Nim tęsknie.
Czasami jest mi bardzo ciężko. Ale ufam,że Dobry Bóg mnie wysłucha.
Tak bardzo chce Kochać! (7740)| karina | data: 05.05.2009, godz: 20:20 |
Gosiu lat 22.;
jak napisała juz Lara , myslę ze sama dla siebie jesteś "wrogiem" i tak postrzegasz innych. Braki Ci tez wiary, wierzysz w Boga ale to nie wystarczy. Ostatnio na rekolekcjach ksiadz powiedział ciekawe zdanie " diabeł tez wierzy w Pana Boga i przykazania" tylko ze nie nie che Mu służyć.
A chrzescijanin powinien iśc ciągle do przodu, rozwijać sie duchowo, wiara nie jest nam dana raz na zawsze, nie mozna jej posiąść i zatrzymać się. Jak wszystko co dobre w zyciu, wymaga ogromnej pracy, trudu, jak choćby ukończenie studiów, dobry zawód, i inne cele po zdobycie pozywienia, codzienna dbałośc o higienę, urodę itd. Z wiara jest tak samo, ona musi dojrzewać przez całe życie. Ty zatrzymałas się na jakims etapie, być moze szkolnym, ale to juz Ci nie może wystarczyć, dlatego nie rozumiesz dlaczego tak(..), jaki to ma sens... dziwisz się dlaczego inni wierzą...dlatego ze ciągle się rozwijają, czerpią ze źródła, a tym są sakramenty. Tym czym pozywienie dla ciała niezbędne do zycia tym niezbednym "pokarmem" dla duszy są Eucharystia, uporządkowane sumienie poprzez szczerą spowiedź, modlitwa, biblia, dobra prasa, oaza, spotkania z ludźmi..
Skąd w Tobie złośc? moze te uczucia o czyms swiadczą? czego naprawdę pragniesz i potrzebujesz. Nie masz w sobie pokoju i nie będziesz potrafiła się na niego otworzyć. Gdybyś ufnie jak dziecko zblizyła sie do Pana Boga odczułabyś Jego miłość, troskę i jak przemawia do Ciebie, odczytałabyś Jego wolę. Może chcesz widzieć wszystko namacalnie...wiara taka nie jest, najpierw jest ufność, wypłynięcie na głęboką wodę, a potem owoce. Uciekanie w samotność moze być "chorobą" jakimś fałszywym lękiem i całkowitym brakiem odwagi i wiary w siebie. Jeden znajomy ks egzorcysta który często modli sie nad ludźmi z depresją, mówi ze szatan "uwielbia" ludzi smutnych, załamanych, niedowartościowanych, zniechęconych, ponieważ ma ich w garsci, moze nimi manipulować tak aby stracili resztki wiary i doprowadzic do bezsensu życia, wpędzając w uzależnienia i rózne zaburzenia psychiczne i wreszcie do samobójstwa . Natomiast "boi sie" ludzi radosnych, ufnych, przyjmujących wolę Bożą, bo nie znosi prawdziwej pokory.
Gosiu jesteś młoda, nie poprzestawaj na uciekaniu od ludzi, od świata. Poznaj przyczyny, szukaj dobrego przewodnika duchowego, rozwijaj się, wtedy na wiele spraw spojrzysz inaczej, pozbędziesz się ograniczeń które tkwią gdzieś w Twoim umysle i Cie blokują, staniesz się wolna i odzyskasz pokój. Wymaga to trochę wysiłku, który każdy chrzescijanin na jakims etapie zycia musi pokonać. Nic nie przychodzi za darmo, wiara musi być zgłębiana, poszukiwana i przemodlona.
Zycze Ci odwagi, abys sie nie lękała ale małymi kroczkami pokonywała swoje ograniczenia. Nie chciej zmieniać wszystkiego naraz w ciągu miesiąca ale proś o przewodnictwo Ducha sw aby najpierw zagościł pokój w Twoim sercu, miłość do siebie samej - taka jaka jesteś, jaką Bóg chciał Cię mieć tu i teraz a potem... (7739)| Laro Moon | data: 05.05.2009, godz: 19:15 |
Zaskakują mnie Twoje wpisy. Kiedyś pamiętam pisałaś tak sobie, a teraz proszę tak intelektualnego Twojego wpisu dawno nie czytałam. Odniosłam wrażenie, że --odnosisz się w nim do mnie. Wyobraż sobie, że coś we mnie drgnęło i wcale nie po przeczytaniu Twojego wpisu, tylko wcześniej, (tak w ogóle to nic we mnie nie drgnęło, żle się wyraziłam --wtedy).
pozdrawiam Kropka (7738)| Do Lukasza - Kropeczka na Kube | data: 05.05.2009, godz: 19:10 |
Lukaszu, widze ze znow prosisz o pomoc... Prawda jest taka ze milosc nie rodzi sie po 3,4, spotkaniach ale czasem sie czeka na nia cale zycie. I trzeba WSPOLNIE nad nia pracowac bo milosc to akt WOLI a wiec podjecie decyzji CHCE CIE KOCHAC.
Daj sobie troche luzu, ciesz sie ta znajomoscia, spotykajcie sie razem, wsplnie spedzajcie czas. Czlowieku jestes z 84 roku! A nie masz 84 lat! Ja nie wiem czemu ludzie bardzo mlodzi maja takie maksymalne parcie na to zeby milosc byla juz od razu na cale zycie i malzenstwo i wogole wszystko zdecydowane... A moze ta druga osoba nie jest pewna tego i potrzebuje czasu?
Ludzie! Przeciez nie da sie serca zaprzegnac do woza i wrzasnac "Wista, hetta, wio, jedziemy do oltarza!" dajcie sobie czasu i innym szanse, odrobine wolnosci i zaufania. Inaczej kazda relacja zginie zanim tak naprawde dostanie szanse na to by sie rozwinac.
Powodzenia :) (7737)| Marzena | data: 05.05.2009, godz: 18:39 |
Moniko co Ty piszesz? Co Ty piszesz kobieto, nie znasz życia kochana, mimo tak pięknego wieku.
(7736)
Julko parę lat temu na studiach miałam znajomych, którzy planowali wspólną przyszłośc. Byli po zaręczynach i tacy szczęśliwi. Kiedy na weselu wspólnych znajomych zobaczyłam koleżankę ona jakby wyprzedzając powiedziala " z pewnościa zapytasz o ..... niestety nie jesteśmy razem poznaj mojego męża." Byłam w szoku. W drodze powrotnej płakałam. To miłość nie jest na zawsze.
Mam ciocię i wujka po rozwodzie i dla mnie ciocią będzie zawsze pierwsza ciocia a do tej nowej pani jak mam mówić ciociu, przecież nią nie jest. Z takich rozwodów może zrobić się tylko kocioł. To bzdura że mamusia i tatuś kochają , ale ...... Skrzywiają psychikę dziecka Ci którzy próbują mu tłumaczyć. To dziecko jest czyste i ma czyste spojrzenie na sprawy. Dorośli naginają sprawy do swoich potrzeb a Pan Bóg stoi po stronie dziecka. (7735)| ajs, lat 25 | data: 05.05.2009, godz: 17:30 |
Dzieki zrodelku i temu potralowi pozalam kiedys Kogos. Ten ktos zapomnial juz.. mimo wszystko , zycze tej osobie aby spotkala na swej drodze kogos o kim bedzie pamietala zawsze ( 05.05.) (7734)| dziewczyna | data: 05.05.2009, godz: 10:33 |
No właśnie Asieńko,skoro nie jesteś przekonana do internetowych znajomości,to nie próbuj ich zawierać tą drogą.Lepiej uważniej rozglądać się w swoim środowisku.Ze swojego przykładu wiem,że przez internet można się ZAPOZNAĆ,ale NIE POZNAĆ,zresztą uświadomiła mi to osoba z którą korespondowałam.Druga sprawa -skąd mamy pewność ,ze osoba z którą utrzymujemy kontakt pisze prawdę o sobie-przez monitor nie można zobaczyć jej codzienności...Kolejna sprawa-skąd pewność ,że poznany chłopak nie gra na dwa fronty,pisząc z nami,a jednocześnie spotykając się np.z koleżanką z pracy?Kolejna rzecz-jeśli dziewczyna zaprasza i to nawet kilkakrotnie chłopaka do siebie ,a ten jest ciągle "na nie",to jest to sygnał ,ze coś jest nie tak,że chyba nie ma zbyt uczciwych zamiarów wobec niej.I jeszcze jedna myśl,jaka nasunęła mi się jakiś czas temu ,czytając wpisy Marcina.Swoją znajomą odebrał jako materialistkę,która szukała wygodnego życia w mieście.Pouczona Jego doświadczeniem jeszcze raz podkreślę to co napisałam na początku tego postu-chyba lepiej szukać we własnym środowisku-przynajmniej jest szansa,że uniknie sie takiej nieprzyjemnej sytuacji. (7733)| aldona | data: 05.05.2009, godz: 09:35 |
Dziękuję za odzew namój wpis,orazzawiele cennych wskazówek:)Chciałąm powiedzieć, że zmojej strony temat jest zamkniety i ja ze swej strony w tym temacie napewno nie będę się więcej wypowadać.Zyczę dobrego dnia:))) (7732)| Gosia | data: 05.05.2009, godz: 08:39 |
Wow, Marcin, co za trafne spostrzeżenie: ,,Dziewczyna to nie pies". (7731)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |