| Konrad, lat 26 | data: 12.03.2009, godz: 11:34 |
Mogę się podpisać pod tym co napisał Janek.
Też czuję się jakbym zmarnował lata studiów, ponieważ jak dotąd nie poznałem swojej drugiej połówki. No cóż, może ze mnie taki nieudacznik, może mało atrakcyjny, nieśmiały, skryty... nie wiem.
Niby praca magisterska obroniona na 5, teraz praca, jednak w kategoriach damsko-męskich nigdy nie udało mi się odnieść jakiegokolwiek sukcesu.
A gdy ktoś mnie się pyta, kiedy się w końcu ożenię, zaczynam się sztucznie uśmiechać i powiadam, że jeszcze przyjdzie na to czas, choć w moim wnętrzu czuję się wypalony.
Wydaje mi się, że jedyne co mi brakuje, to przebojowości i pewności siebie. Niestety, tego się wymaga od mężczyzn. I nawet dyplom ukończenia studiów, czy całkiem niezła kondycja fizyczna nie wystarczają. (7030)| karina | data: 12.03.2009, godz: 09:00 |
do ** nie mysl ze napisałam o tym ze osoby poranione czy z problemami nie mają prawa do życia w małzenstwie. oczywiscie ze mają.. ale wtedy jeśli są do tego zdolne i depresja nie weżmie górę. w poradniach małzenskich często takie osoby mówią ze nie radzą sobie z "wyzwaniami" małzenskimi, trzeba poznac symptomy choroby . Pan Bóg zna nas lepiej niz my sami i czasem daje takim osobom czas na rehabilitację . jak Konwalia napisała trzeba powierzyc wszystko Bogu , ON uzdrawia, albo uzdalnia nawet w chorobie .i tez jestem (Konwalio) za..by to Bóg wybrał nam małżonka:) a wiec trzeba byc cierpliwym.
nadzieja zawsze musi umrzec ostatnia, wierzę ze z Bogiem nie ma nic niemozliwego przekonałam się juz o tym, ze niemozliwe staje się możliwe..zwątpienie tylko paralizuje. I będę cierpliwa jak długo trzeba będzie jesli taka wola Pana.Nie zazdroscmy innym ze łatwo im przychodzi, bo nasz trud zaowocuje na zycie wieczne, tam zobaczymy wszystkie zgromadzone skarby naszych wysiłków. o tym poświadczają święci. (7029)| aldona, lat 29, e-mail: adona25@wp.pl | data: 12.03.2009, godz: 08:32 |
Litaniao zbawienie od głupoty
Zbaw nas od głupoty Panie!
Jesteśmy solą zwietrzałą i bezużyteczną.
Nie umiemy żyć,
nie umiemy myśleć,
nie umiemy patrzeć,
nie umiemy słuyszeć,
nie umiemy niczego przewidzieć,
nie umiemy z nieszczęść wyciągnąćzbawiennych nauk.
J tak wspinamy się
-zgraja ludzi,
opętanych żądzą zdobywania-
po stromej drabinie złudzeń,
a jej szczeble pękają i łamią się
pod ciężaremnaszych nierozważnych kroków.
Czyniąc wszystko na przekór zdrowemu rozsądkowi
i przyrodzonej skłonności do trwania,
idziemy urojoną drogą,
do urojonego celu.
W klęskach naszych upatrujemy zwycięstwa,
w zwycięstwach nie widzimy zarodków klęski,
w nonsensie upatrujemy sens,
a mowę,
ten przywilej i chlubę naszego wybraństwa
uczynilismy narzędziem pustej paplaniny i brzydoty,
i jadowitego kłamstwa na którym usiłujemy zbudować wielkość człowieka.
Boże nieskończonej mądrości,
Stworzycielu doksonałego kosmosu
i najpiekniejszej ziemi
nieśmiertelnej duszy i mózgu
i szarych komórek i pięciu zmysłów
i wolnej woli,
wyzwól nas z drapieżnych szponów głupoty, tej czarnookiej kusicielki,
wabiącej nas na wszystkicj drogach historii
jak na drogach ulic.
Od tej sprawczyni naszych błazeńskich zamiarów i czynów
i upadków,
i jałowego życia,
i daj nammądrość oczyszczenia
nam..
synom ziemi,
zwietrzałej i bezużytecznej.
Roman Brandstaetter (7028)| Konwalia | data: 12.03.2009, godz: 07:51 |
Do **
:) Czytałam taką książkę "Ocalona aby mówić", którą bradzo polecam:)
W niej autorka pisze, że pozwoliła Bogu znaleźć sobie męża tzn poprosiła Boga żeby ją zeswatał... :) Bo przecież On zna wszystkich ludzi na całym świecie... I kto inny jak nie właśnie On wybierze nam najlepszego męża/żonę... To całkiem szalony pomysł jak dla mnie heh i super pomysł...:)
Wiesz.. może Bóg poprostu czeka aż zdecydujesz się i Mu zaufasz tak całkowicie.. we wszystkim... Chce uleczyć Twoje rany.. chce pomóc Ci rozwiązać Twoje problemy... Tylko otwórz się na Niego... bez stawiania warunków... (7027)| Janek , lat 25 | data: 12.03.2009, godz: 00:35 |
Do Monika 35 - miło mi, że uważasz że mam się nie zmieniać, gdyż jak sama mówisz że niedługo tacy zwykli faceci będą w cenie :) Może nie do końca rozumiem stwierdzenie "niedługo", w każdym bądź razie trudno oczekiwać bym z dnia na dzień stał się inny, bardziej "przebojowy" pociągający itd. Niedawno w drodze do pracy, gdy przejeżdżałem obok jednej szkoły, widziałem nastolatków, przed maską samochodu, przeszła jakaś para, w pierwszej chwili pomyślałem: dzieciaki, co oni wiedzą o życiu, miłości, ale zaraz potem uświadomiłem sobie, że ja też nic o tym nie wiem, zdałem sobie sprawę że zmarnowałem czas szkoły potem studiów, przynajmniej pod względem nawiązywania kontaktów z płcią przeciwną. Większość znajomych właśnie w czasie studiów poznała "drugą połówkę", teraz wśród nich czuję się wyobcowany, zwłaszcza że niektórzy mają już dzieci i tematy rozmów głównie ich dotyczą. Czasem jeszcze to krępujące pytanie, czy mam kogoś? Jakby to było obligatoryjne, człowiekowi który ma kogoś, trudno zrozumieć że można być samotnym i uważają że samotność wynika ze zbyt wygórowanych oczekiwań lub nieudaczności. Pozdrawiam (7026)| Trawiasta, lat 28 | data: 11.03.2009, godz: 23:42 |
Marcinie po raz kolejny zgadzam sie z Toba :)
Nie tylko tez dziekowac ale DZIEKOWAC NA PIERWSZYM MIEJSCU.
ZA CO TY DZIEKUJESZ BOGU CODZIENNIE? (7025)
Witajcie,
właśnie pisze pracę magisterską o św. Józefie Oblubieńcu.
Czy ktoś z Was może mi polecić jakąś ciekawą książkę na Jego temat? (7024)
Zgadzam się z tym, co pisze Marcin. Pan Bóg oprócz naszych próśb też czasem pragnie usłyszeć słowo DZIĘKUJĘ. Czasem trudno nam to słowo wypowiedzieć, czasem o nim zapominamy, ale jednak wdzięczność jest w naszej relacji do pana Boga bardzo ważna.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję Wam za to, że ta stronka żyje.
z modlitwą
kl. Piotr
(7023)| :) | data: 11.03.2009, godz: 21:21 |
Karino
dziękuję za Twój wpis. Sama też się czasem Tu "udzielam".Krótko raczej,ale jednak.Ogólnie mówiąc nie mam za bardzo lekko i zawsze miałam "pod górkę"patrząc na to jak żyje się innym. Nie znaczy to,że jestem zgorzkniałą osobą,nie.Czasem czuję się szczęśliwa, umiem się śmiać,mam dystans do siebie,dzięki Bogu potrafię cieszyć się nawet drobnymi rzeczami i dostrzegać je.Ale patrząc po ludzku,nie mam lekko.
Z Twojego wpisu "olśniło" mnie to (oczywiście wiedziałam o tym,ale na tą chwilę przypomniałaś mi znów)
Że BÓG OD NAS, CHRZEŚCJAN WYMAGA WIĘCEJ. I chwała MU za to. (7022)| :) | data: 11.03.2009, godz: 21:21 |
Karino
dziękuję za Twój wpis. Sama też się czasem Tu "udzielam".Krótko raczej,ale jednak.Ogólnie mówiąc nie mam za bardzo lekko i zawsze miałam "pod górkę"patrząc na to jak żyje się innym. Nie znaczy to,że jestem zgorzkniałą osobą,nie.Czasem czuję się szczęśliwa, umiem się śmiać,mam dystans do siebie,dzięki Bogu potrafię cieszyć się nawet drobnymi rzeczami i dostrzegać je.Ale patrząc po ludzku,nie mam lekko.
Z Twojego wpisu "olśniło" mnie to (oczywiście wiedziałam o tym,ale na tą chwilę przypomniałaś mi znów)
Że BÓG OD NAS, CHRZEŚCJAN WYMAGA WIĘCEJ. I chwała MU za to. (7021)| ** | data: 11.03.2009, godz: 20:38 |
Karina napisała
"Nie sądzę by Pan Bóg chciał kogoś na siłę skazywać na samotność. Chyba ze chodzi o osoby nie zdolne do życia w rodzinie, z problemami emocjonalnymi, depresyjnymi które nie potrafiłyby stawic czoła życiu małżenskiemu, które wymagają podleczenia."
W imieniu tych wszystkich samotnych z różnymi problemami emocjonalnymi..my także bardzo pragniemy kochać i być kochanymi, my także marzymy o rodzinie, chociaż zdaniem wielu nie mamy do tego prawa. Codziennie proszę Boga żeby uzdolnił mnie do życia w małżeństwie i zechciał do tego powołać jednak gdzies wewnątrz czuję, ze nigdy nie bedzie mi to dane, no chyba, ze wydarzy się cud..wolałabym umrzeć niż przejsc przez to życie w pojedynkę. (7020)| marta | data: 11.03.2009, godz: 20:13 |
Do Krzysztofa Jesli możesz podaj gg. (7019)| Iza | data: 11.03.2009, godz: 18:31 |
Również polecam Św. Józefa :))Przyjazny i bliski święty! (7018)| Pozdrawiam Wszystkich | data: 11.03.2009, godz: 18:17 |
Pewnie większość z Was zna książkę ks.Marka Dziewieckiego "Powołani do życia w prawdzie i miłości"
Tym Którzy nie znają POLECAM,może zwłaszcza samotnym i tym którzy próbują zmierzyć się z sobą, z własną może trudną przeszłością.
Posłużę się tym co na niej pisze: "to książka która ukazuje różne aspekty miłości:Boga do człowieka, oraz człowieka do Boga, do samego siebie i do bliżniego". (7017)
...Panie proszę spraw,aby życie mi nie było obojętne...Abym zawsze kochał to, co piękne. Pozostawił ślad na czyjejś ręce...
:)
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(7016)| JACEK " TYGRYSEK " | data: 11.03.2009, godz: 16:48 |
DO MARCINA. . TU AKURAT SIE ZGODZĘ Z TOBĄ , ŻE MOŻNA PROSIĆ BOGA ALE TEŻ DZIĘKOWAĆ.. .
DO INNYCH JEŻELI KTOŚ CHCE TO MOGE WYSŁAĆ KOMUŚ W MMS LITANIE DO SW. JÓZEFA A NAJLEPIEJ W SIECI ORANGE. 506262220. . SW. JÓZEF JEST PATRONEM TEŻ W ZAKONIE I KSIĘŻY MARIANÓW I ZAKONU Z KARMELU . . WIEM TEŻ ŻE SW. JÓZEF POMAGA W RÓŻNYCH POTRZEBACH ŻYCIA.POZDRAWIAM WSZYSTKICH I ŻYCZĘ WIELE DOBREGO . RADOŚCI SERCA . BŁOGOSŁAWIEŃSTWA BOŻEGO. (7015)| Marcin | data: 11.03.2009, godz: 15:49 |
Do Konrada,TYGRYSKA i innych
A ja zwracam się do Boga niezależnie od tego jaka jest moja sytuacja życiowa.Nie tylko PROSIĆ ale i DZIĘKOWAĆ trzeba i iść do Boga w każdej sytuacji.A co do świętego Józefa to godny to patron,wart naśladowania. Pozdrawiam:) (7014)| JACEK " TYGRYSEK " | data: 11.03.2009, godz: 13:26 |
WITAM. JAKO GRZESZNIK A NIE JAKO MĘCZENNIK BO TO BY BYŁO ZA WYRÓŻNIENIE MNIE. CHCE RZEC, ŻE 19 MARCA JEST SW. JÓZEFA A W NIEKTORYCH ZAKONACH JEST ON PATRONEM . LUDZIE PRZEZ TEN CZAS MODLĄ SIĘ NOWENNĄ I LITANIĄ DO SW. JÓZEFA O RÓŻNE ŁASKI. JEŻELI KTOŚ CHCE TO MYŚLĘ ŻE MOŻE SIĘ TEŻ POMODLIĆ . CZY TO PRAWDZIWY KATOLIK CZY TYLKO Z NAZWY CZY GRZESZNIK. . SW. JÓZEF MOŻE ORĘDOWAĆ I POMÓC KAŻDEMU. MIŁOŚĆ. MIŁOSIERDZIE BOGA NIE MAJĄ GRANIC. POZDRAWIAM. (7013)| Gosia | data: 11.03.2009, godz: 13:05 |
Do Marcina:
O całożyciowym wysiłku poszukiwania Prawdy właśnie pisałam. Myślę, że moment, w którym powiedziałabym z pewnością: ,,Już mam" świadczyłby jednak o wielkim błędzie. Zawsze powinna pozostać pewna doza nieufności. Szukać, całe życie szukać - to wg mnie istota mądrości. Nie znalezienie, a szukanie. Pozwolę sobie po raz koleny już na Źródełku przytoczyć wiersz Kawafisa ,,Itaka", który o takim poszukiwaniu m.in. mówi [podkr. moje]:
,,Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki,
pragnij tego, by długie było wędrowanie,
pełne przygód, pełne doświadczeń.
Lajstrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie obawiaj się. Nic takiego
na twojej drodze nie stanie, jeśli myślą
trwasz na wyżynach, jeśli tylko wyborne
uczucia dotykają twego ducha i ciała.
Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów,
ani okrutnego Posejdona nie spotkasz,
jeżeli ich nie niesiesz w swojej duszy,
jeśli własna twa dusza nie wznieci ich przed tobą.
P r a g n i j t e g o , b y w ę d r o wa n i e b y ł o d ł u g i e :
żebyś miał wiele takich poranków lata,
kiedy, z jaka uciechą, z jakim rozradowaniem,
będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych;
żebyś się zatrzymywał w handlowych stacjach Fenicjan
i kupował tam piękne rzeczy,
masę perłowa i koral, bursztyn i heban,
i najróżniejsze, wyszukane olejki –
ile ci się uda zmysłowych wonności znaleźć.
Trzeba też, byś egipskich miast odwiedził wiele,
aby uczyć się i jeszcze się uczyć – od tych, co wiedzą.
Przez cały ten czas pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej – twoim przeznaczeniem.
A le b y n a j m n i e j n i e ś p i e s z s i ę w p o d r ó ż y .
Le p i e j , b y t r w a ł a o n a w i e l e l a t,
a b y ś s t a r y j u ż b y ł , g d y d o b i j e s z d o t e j w y s p y ,
bogaty we wszystko, co zyskałeś po drodze,
nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka.
I t a k a d a ł a c i t ę p i ę k n ą p o d r ó ż.
B e z I t a k i n i e w y r u s z y ł b y ś w d r o g ę .
N i c z e g o w i ę c e j j u ż c i d a ć n i e m o ż e.
A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczą Itaki."
(7012)| Konrad, lat 26 | data: 11.03.2009, godz: 12:29 |
Spodobał mi się wpis Gosi. No właśnie czym jest wiara? Szczerze mówiąc, sam nie wiem jak na to pytanie odpowiedzieć. Wierzę, bo mi tak rodzice każą. Wierzę, bo tak naucza mnie katechetka na lekcji religii. Wierzę, bo inni wierzą. Chodzę do kościoła, bo inni też chodzą.
Modlę się, by nie podpaść Bogu. Modlę się, bo uczono mnie by się modlić. A może dzięki modlitwie wyproszę coś u Boga. Coś za coś. Ja się modlę, a Ty Boże zrób to i tamto.
Niestety, od dłuższego czasu towarzyszą mi takie myśli. I nie wiem czym jest wiara. A może mój ograniczony mózg szuka Nieskończonego Boga? Nie wiem.
I jeszcze jedno. Strach. Obawa. Zawsze gdy grzeszę szukam ukojenia w Bogu. Boje się kary za grzechy, mąk piekielnych. I wtedy pojawia się Bóg. "Boże wybacz mi" wołam przejęty. I wtedy znów powracam na dobrą drogę, a gdy wszystko jest już dobrze zapominam o Bogu, by znów zacząć grzeszyć i wołać "Boże, wybacz mi". I tak w kółko. Grzeszę, podnoszę się, grzeszę, nawracam się, upadam, wstaję, oddalam się od Boga, powracam...
Niestety, moja wiara jest wynikiem strachu i obawy. Strach przed śmiercią, obawa przed bólem. Do kogo mam się uciec jak nie do Boga? Tylko on jest Wieczny, Nieskończony, Ogromny.
(7011)| Marcin | data: 11.03.2009, godz: 10:57 |
Do Gosia
Widzę że ulegasz pewnemu przeintelektualizowaniu odnośnie tematu wiary.A to się tak nie da,sama musisz podjąć trud poznania Boga,wartosci wiary w swoim życiu.Tu potrzebny jest wysiłek duchowy i to nieraz kilkuletni a nawet całożyciowy,nie ma tu drogi na skróty,nie wystarczą porady.... (7010)| karina | data: 11.03.2009, godz: 10:09 |
Szczesliiwa,piszesz ze to jak Cie odbieraja inni zalezy od Ciebie samej.. w jakims stopniu tak ale w duzym stopniu tez wplywa na to otoczenie.. bo jak pisze Misia ludzie czesto są nieprzychylni samotnym. Ja widzę jak kolezanki które wyszły za mąż odsuwają się. samotne dziewczyny są czesto postrzegane jako zagrozenie dla innych. nie da sie zaprzeczac sobie, nawet jesli siebie akceptujesz, to samotnosc odczuwasz i ze jestes "odmiencem" w spoleczenstwie w którym przeważa rodzina. mozna udawac ze nie przejmuje się tym ale gdzies w głębi serca rodzą się pytania dlaczego tak a nie inaczej. Zgodzę sie ze o wiele łatwiej jesli jest sie pogodzonym z losem i nie spisuje się "na straty" bo wiek nic nie znaczy, mozna załozyc rodzine w kazdym wieku.
I nie chodzi o to by udawac ze jest OK, jak jest mi dobrze..za wewnętrzną zasłoną przed ludźmi.. Najlepiej akceptując ten stan, umiec się przyznać ze potrzeba mi kogos bliskiego i czekam na niego.. to jest normalne i nie ma się czego wstydzić. Nawet jesli czekam juz długo, pewnie w mniemaniu innych za długo i nie mam szans.. ale nikt nie przewidzi Twojej drogi.. okoliczności tak się zmieniają, a Bóg nie jest ograniczony czasem. Zamiast nosic przed ludxmi maskę zadowolenia ze swojej samotnosci ( nie pisze o Tobie) lepiej oddać to Bogu i nie grzebać pojawiających się okazji na drodze. Za bardzo można sie przyzwyczaic do samotnosci i myslec ze ten obraz juz sie nie zmieni i nie dać sobie szansy na zmianę. to jest niebezpieczne. jak w przypadku bezrobocia. najpierw szuka sie potem przechodzi w etap "od czasu do czasu" potem przyzwyczajenie i zniechęcenie, stagnacja i tak to trwa, im dluzej tym coraz trudniej mieć odwagę szukac pracy i uwierzyć w siebie.
Wydaje mi sie ze Pan Bóg wzywa nas do rzeczy odważnych, pokonania siebie.. trudzenia się. rzadko kto ma na wyciagnięcie ręki.. jak pisze misia.. i to przewaznie lekkoduchy, nie praktukujący, nie potrzebujący Pana Boga.
Chrześcijanin musi sie wiecej natrudzić! Bóg nie oczekuje ze pójdzie po łebkach na skróty ale będzie walczył, zdobywał, pokonywał, nie tracił nadziei czasem nawet bardzo długo.. jak biblijny Hiob do końca wytrwał. Byc moze gdzies po drodze popelniło sie błędy, odrzuciło szansę..
rózne mogły byc przyczyny, tzw nie moce, niedojrzałość.. trzeba ten okres zamknąc, zaakceptowac ze sie nie udało..zmarnowało. I prosić Boga o odwagę, o kolejną szansę i prowadzenie. Bóg nie jest okrutny, rozumie przeszłość i wszelkie przeszkody.
niedawno moja znajoma pani 55 l wdowa poznała wdowca i pobrali się! czy Bóg nie jest w jej przypadku za nadto hojny? skoro tyle samotnych którzy nigdy nie załozyli rodzin?
Ja myslę ze ta kobieta się nie poddała..mimo iz jej 1 mąz był przykrym alkoholikiem.. zmarł na raka. Nie sądzę by Pan Bóg chciał kogoś na siłę skazywać na samotność. Chyba ze chodzi o osoby nie zdolne do życia w rodzinie, z problemami emocjonalnymi, depresyjnymi które nie potrafiłyby stawic czoła życiu małżenskiemu, które wymagają podleczenia.
Oczywiscie inaczej odczuwa samotnosc osoba 28 letnia, inaczej 35 a inaczej 40 letnia
i mogą przyjśc okresy zwątpienia.. wtedy z jeszcze większą mocą trzeba powierzyć Panu swoją drogę i prosić.. prosić..
Podobało mi sie co napisał ostatnio ks Jan. ze dla kazdego jest rózna droga i nawet mając 50 lat mozna przyjąc sakrament małzenstwa.
Zaakceptuj biologię, to ze nigdy nie urodzisz dziecka bo moze byc za poźńo.. tak wiele jest młodych bezdzietnych małzenstw inni abortują. wszystko trzeba przyjąc jako dar, nawet bedzietnośc.. Liczy się wola Boża.
ja tez podziwiam Martę Robin..ona przyjmowała kazde cierpienie jak dar i jeszcze za to chwaliła Boga. My mamy wzrok, nogi, chleb, a ciągle płaczemy nad tym czego nam brak. i czasem robimy wyrzuty dlaczego dlaczego my?? (7009)| Iza | data: 11.03.2009, godz: 09:45 |
Do Ona.........32
Z punktu widzenia psychologii mężczyzna, który przeżył trudne dzieciństwo ma duże szanse na kłopoty w funkcjonowniu jako dorosła osoba. Emocje, które wykształcicły się pdoczas traumy z dzieciństwa cały czas go kształtują i wpływaja na niego. wczesne dzieciństwo jest podstwaa funkcjonowania w życiu dorosłym. Dlatego taki mężczyzna może reagowac na trudne sytuacje okreslonymi "trudnymi" zachowaniami, może projektowac na bliskie osoby swoje dawne uczucia, a przede wszystkim może miećproblem z nawiązywaniem bliższych kontaktów z mężczyznami...co nie przekreśla go na całej linii. Jeżeli taki mężczzyna przerobił swoje dziecinstwo, potrafi odicąć się od przeszłości i ma w chwili obecnej poukładane emocje i mysli to może być bardzo wartościowym facetem z "doświadczeniem" to z punktu widzenia psychologii...a jest jeszcze BÓG (7008)| Aldona, lat 29, e-mail: adona25@wp.pl | data: 11.03.2009, godz: 06:31 |
Konwalio:)
Jak Bóg, który jestMIłością,który jest Miłością bezdenną,może nie mieć uczuć? (7007)| Szczęśliwa (na ogół;)), lat 41 | data: 11.03.2009, godz: 00:02 |
"Głosie w dyskusji" - to, co napisałaś, to naprawdę mądre i na pewno przydatne dla innych przemyślenia. Ich słuszność mogę potwierdzić na podstawie własnych doświadczeń...
To, że jestem sam(a), nie musi być żadnym piętnem - i to, jak mnie odbierają inni, zależy przede wszystkim ode mnie. Żeby móc miłować innych, muszę najpierw umieć miłować siebie (czyli zaakceptować siebie), parafrazując przykazanie miłości bliźniego... Ktoś stwierdzi, że łatwo powiedzieć, ale "przerabiałam" to ładny kawałek czasu.
W kontaktach z innymi ważna jest m.in. odrobina pewności siebie, no i niebranie siebie zbyt poważnie, trochę poczucia humoru. Odnośnie in. wpisu dot. niewygodnych pytań - zdarzało mi się usłyszeć, czemu jestem sama itp., ale najczęściej wystarczy odpowiedzieć w sposób humorystyczny (np. cioci, która zapewne nie czyni tego ze złośliwości, ale z troski;), że cóż, odpowiadałby mi taki facet jak wujek, no ale niestety jest zajęty... - więcej nie zapyta, gwarantowane. To tak pół żartem, pół serio.
Prawda, że samotni często (aczkolwiek nieświadomie) robią ze swojej samotności "bożka". Może wystarczyłoby TYLKO zaufać Bogu, oddać Mu swe cierpienie, swoją samotność, nie lękać się o przyszłość - "Bóg sam wystarczy"...
Dołączam wiersz anonimowego poety pt. "Rozbite marzenia"
Przyniosłem Bogu me rozbite marzenia
Ufając, że przyjacielem jest mym,
Jak dziecko niesie rozbite marzenia
Ze łzami w oczach rodzicom swym.
Lecz nie umiałem Boga zostawić,
Aby w spokoju mógł pracować sam.
Chciałem Mu pomóc, trochę doradzić,
Sprawdzonych metod przecież kilka znam.
W końcu wyrwałem marzenia Bogu
Z wyrzutem, że może to zbyt długo trwać.
Bóg odrzekł: "Dziecko, cóż mogłem zrobić?
Nigdy nie chciałeś mi ich przecież dać".
(7006)| Gosia | data: 10.03.2009, godz: 22:55 |
Nie stanowię wprawdzie wzoru praktykującej katoliczki, nie wiem w ogóle, czy jestem osobą wierzącą w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, lecz zastanawiam się nad wieloma sprawami i szukam (pewnie już zawsze będę szukać) Prawdy. Dziwi mnie jednak w Waszych wpisach pewna sprawa, o której wspomniał Marcin. Mam na myśli pewien pragmatyzm osób szczerze wierzących, działania zmierzające wyłącznie ku użyteczności; taki punkt myślenia: ,,Chodzę do kościoła, odmawiam różaniec, a Ty mi, Boże, daj w zamian to i tamto". Czytałam kiedyś wywiad ze Zbigniewem Herbertem, w którym poeta opowiada o swojej babci. Była ona osobą głęboko wierzącą, ale nie pytała, co Bóg jej da za jej religijne praktyki. Ta jej wiara była dla samego Boga, a nie dla nagrody, jaką mogła za nią otrzymać.
Z drugiej strony zastanawiam się, czym jest właściwie wiara. Pytanie z pozoru banalne. Odpowiadając na nie, można poprzestać na sloganach. Jednak interesuje mnie, czym jest wiara rzeczywiście? Nie tylko ta chrześcijańska. Czy jest ona wytrychem umysłu ludzkiego, który nie chce poddać się przemijaniu oraz śmierci i który pragnie poczuć się ważny w kosmosie? Czy środkiem łagodzącym dolegliwości tego świata? Czy ucieczką rozumu przed przyswojeniem trudnych dla człowieka prawd? Czy zakorzenionym w człowieku instynktem? A czym jest religijność? Przywiązaniem do tradycyjnych modlitw, wewnętrznym nakazem, który każe praktykować pewne obrzędy, czy po prostu świadomością jedności ze światem, a zatem czymś ponadwyznaniowym? Zdaję sobie sprawę z pewnego chaosu w moich pytaniach. Pytam właściwie ,,od serca", a nie od naukowej strony. Nie jestem religioznawcą ani teologiem. W wielu kwestiach mam ogromne wątpliwości. Zastanawiam się jednak, czy kiedykolwiek stwierdzę, że odkryam Prawdę. Chyba nie. Sądzę zresztą, że takie słowa: ,,Znalazłem całą Prawdę" świadczą nierzadko o wielkim błędzie, o tym, że ten, kto je wypowiada, być może dał się zamknąć w takim czy innym getcie myślowym. Historia dostarcza wiele podobnych przykładów. W swoich rozważaniach nad tematem wiary dochodzę nieraz do wniosku, że wartościowsza jest postawa o pewngo sceptycyzmu, a więc postawa wiecznego poszukiwacza niż kogoś, kto twierdzi, że wyznawana przezeń doktryna jest jedyna i niepodważalna. Może dlatego nie ufam w pełni Kościołowi, że trąci mi niekiedy Jego nauka uzurpowaniem sobie całej Prawdy. Proszę nie zrozumieć mnie niewłaściwie: nie krytykuję tu Kościoła, w bardzo wielu kwestiach (zwł. tych natury moralnej oczywiście) popieram Jego działania. Piszę jedynie o własnych wątpliwościach w tym zakresie. Zdaję sobie równocześnie sprawę z tego, że katolicyzm, jak każda chyba religia, opiera się na pewnym Objawieniu i nie może się z tego wycofać, gdyż byłoby to nielogiczne. Wiara to w końcu nie nauka. Czy jednak trzeba rzeczywiście zdać się na nieomylność dogmatów i ich twórców, a zaprzestać używania własnego osądu? Skąd tyle niepewności?
Zetknęłam się niegdyś z członkami Ruchu Rodzin Nazaretańskich (jest to znana wspólnota działająca przy Kościele). Ludzie ci praktykują cnotę pokory (skrajnej wręcz; sądzą, że człowiek jest bagnem, jednym wielkim workiem słabości i popełnionych bądź potencjalnych grzechów i że tylko Bóg ma moc go odkupić; nie wiem jednak, czy ciągłe mówienie o własnej słabości jest znakiem autentycznej pokory i czy rzeczywiście jest dobre: osoby takie mogą nie chcieć podjąć żadnych pozytywnych działań, bo uważają się za pokorne, mogą też np. zrezygnować z rozwijania talentu, bo pokora na to nie pozwala; to hipotetyczne założenia, ale obawiam się, że takie sytuacje zdarzały się). Są też oddani posłuszeństwu kierownikom duchowym.Jeśli takim kierownikiem jest ktoś odpowiedzialny, nie ma może większych zagrożeń; po prostu doradza on takiej osobie w sprawach dotyczących religii i wiary. W wypadku osób nieodpowiedzialnych mogą się tu jednak zdarzyć olbrzymie manipulacje. Poza tym człowiek, który trafi na niewłaściwego kierownika duchowego, może oduczyć się myślenia, wydawania rozsądnych sądów. To są pewne sytuacje skrajne. Jednak musiały one mieć miejsce w rzeczywistości, gdyż niedawno został o ile wiem przez Kościół rozwiązany tenże Ruch w diecezji warszawskiej. W każdym razie odwołano dotychczasowe kierownictwo. Po prostu wszystko zaczęło pachnieć sektą.
Piszę o tym, żeby lepiej wyjaśnić charakter moich wątpliwości. Te zarzuty, jakie stawiam RRN, w moich oczach mogą też - w pewnym stopniu, może w nieco inny sposób - dotyczyć Kościoła Katolickiego, może nie w obecnej fazie rozwoju, ale w Jego działalności na przestrzeni lat. W każdym razie sądzę, że lepiej szukać i wątpić, zamiast mówić z niewzruszoną pewnością: ,,Znalazłem".
Przepraszam za chaos moich rozważań. O tej porze nie najlepiej mi się układa sensowne zdania. Mam nadzieję, że zrozumiecie, o co mi chodzi, jak też, że nie poczujecie się urażeni. Nie chcę bynajmniej mącić wody w Źródełku, ale trochę ją poruszyć. Żeby nie stała w miejscu, bo zmieni się w bajoro.
Pozdrawiam. (7005)| ona """""", lat 32 | data: 10.03.2009, godz: 22:46 |
Witam,
Nurtuje mnie pewne pytanie, czy dorosły mężczyzna nad którym w dzieciństwie psychicznie i fizycznie znęcał się ojciec może normalnie funkcjonowac? Może byc dobrym mężem, ojcem? (7004)| Iza | data: 10.03.2009, godz: 21:23 |
Do Moniki
Wspaniała wiadomość, oby takich więcej na źródełku...az tchnie optymizmem :) Bedę mocno trzymac kciuki za Ciebie na wycieczce...i za niego , oby serduszko biło w rytmie cza-cza ;@POWODZENIA (7003)
szukam kogoś z uprawnieniami pilota wycieczek. Mam propozycję wyjazdu dla osoby z takimi uprawnianiami.
Szczegóły podam mailem zainteresowanym.
Proszę kontaktować się na adres m_czarna@wp.pl (7002)
do Bardzo Samotnej
Rozumiem Cię bardzo. Choć może jestem trochę młodsza od Ciebie, to jednak samotność też jest moim chlebem powszednim. Wiem jak trudno jest z głupimi docinkami, jeszcze głupszymi pytaniami "życzliwych ciotek" i drwiącymi uśmieszkami koleżanek, które mają rodziny, a które de facto niechętnie poświęcają chwilę dla tej samotnej, bo ona przecież jest inna, dziwna, może jest zagrożeniem w ich mniemaniu. Nie wiem.
Staram się w tym wszystkim dostrzec Bożą Opatrzność, tłumaczę sobie że widocznie taki jest Jego plan dla mnie... Ale też gdzieś w głębi serca czai się pytanie "dlaczego?". Dlaczego samotność, dlaczego właśnie ja, dlaczego czasem naprawdę "puste" dziewczyny znajdują wspaniałych mężów, dlaczego, dlaczego, dlaczego... To są pytania które potrafią zatruć. Modlę się wciąż jeszcze o dobrego męża, Bożego człowieka, tylko tyle, a tak trudno go spotkać. I modlę się o pokój serca i wewnętrzne siły do godnego znoszenia samotności (co tu ukrywać, jest mi ona ciężarem). Dziś pomodlę się też za Ciebie :) (7001)
Janku, lat 25 nie zmieniaj się. Zobaczysz już niedługo tacy zwykli faceci jak Ty bedą w cenie. Poznałam ostatnio dwóch facetów. Jeden mnie tylko pociąga, ale wogóle się mną nie interesuje. Drugi ze mną rozmawia i byliśmy w kinie i to właśnie Jego chcę poznać jeśli jest szczery to dam szansę i nie będę uciekała choćbym miała przy Nim się rozpłakać. Jestem gotowa także na koleją porażkę. Jedna mniej lub więcej co za różnica. I wiecie jedziemy na wycieczkę. Tylko ja i On. Co za wspaniała okazja, aby się poznać bez lęku o drugą. (7000)| Marcin | data: 10.03.2009, godz: 18:37 |
Ech Jacek robisz z siebie jakiegoś męczennika...przebaczasz tym którzy Cię nie poparli.....brzmi to dosyć dziwnie........
Ale chcę przede wszystkim napisać o czymś co mi się nasuwa.Mianowicie zauważyłem nie tylko tu ale i na innej katolickiej stronie spór na temat:modlitwa skuteczna czy tez nie. Jedni mówią o skuteczności modlitwy w swoim życiu a inni wręcz przeciwnie sugerują że modlitwa nie przyniosła żadnych rezultatów w ich życiu.A tak naprawdę żadna modlitwa nie idzie w próżnie. Pozdrawiam:) (6999)| Iza | data: 10.03.2009, godz: 18:29 |
Do Artura Wneka.
Przypadkiem trafiłam na Twoja strone o Marcie Roin...widze, że jej postac jest bardzo bliska Twojemu sercu! Ja jak przeczytałam jakiś czas te,u jej biografię i kistorie jej CIERPIENIA dosłownie oniemiałam. NIe mogłam pojąc jak Kto.s tak cierpiący przez całe życie miał na to wszytsko siły. Przeciez ONA żyła baaardzo długo, w ogromnych cierpieniach, po ciemku, bez pozywienia...cały czas jestem pod wrażeniem tej zacnej osóbki....modlitwa do niej pewnie przenosi góry i umacnia wiarę....
A może osoby samotne pomodlą się do niej??Marta jest bardzo blisko Boga, jej usta wyszepcą wasze prośby do Ucha Pana Boga :))) (6998)| Iza | data: 10.03.2009, godz: 18:25 |
Pozdzrawiam wszystkich bardzo ciepło i zyczę wszystkiego dobrego teraz i zawsze... :) Trochę ciepłych słów na miły wieczór:) (6997)| głos w dyskusji | data: 10.03.2009, godz: 16:44 |
Do "Bardzo Samotnej"
Dziękuję za Twój wpis. Jest szczery do bólu. I właśnie w tym smutku i bólu, który odczuwasz trzeba zatrzymać się przez chwilę....... Trzeba też pozwolić wybrzmieć ludziom, którzy z uzasadnionych powodów nie mają już nadziei, a Bóg wydaje się milczeć. Przerażająca cisza.....O nadziei, o tym jak to wszystko ma sens najchętniej piszą ludzie bardzo młodzi, którzy nie mają jeszcze za sobą doświadczeń "granicznych", poza tym mają wrażenie z racji wieku, iż wszystko jeszcze przed nimi. Niestety w życiu czasami spotykam się z sytuacjami, które są jak mur - na którym się zatrzymujemy lub nawet roztrzaskujemy. Nie zawsze umiemy sobie wszystko wytłumaczyć. Są rzeczy dla nas zakryte, pozostające tajemnicą. Zdecydowanie jednak nie zgodzę się ze stwierdzeniem - "przegrałam swoje życie" – człowiek dopóki żyje może jeszcze zwyciężyć. NIGDY nie jest za późno na zmianę. Wszystko zależy od siły i determinacji. Dużo w życiu przeszłam i wiem co piszę. Nie warto patrzeć na innych ludzi i z nimi się porównywać, choć rozumiem, ze nachodzą nas chwile rozgoryczenia. Każdy jednak ma swoją drogę i swój krzyż. Nie zawsze jest u innych tak pięknie jak nam się z zewnątrz wydaje. Poza tym ludzie często odbierają nas tak, jak my sami siebie oceniamy. Skoro sam z siebie czynię "ofiarę" to tą ofiarą jestem dla innych. Życie w pojedynkę też można przeżyć z pasją. Nie chcę tutaj wmawiać nikomu jak to szczęśliwie jest być singlem, (bo nie jest - wiem o tym sama), ale chodzi mi o to, że powinniśmy umieć odnajdywać radość w każdej sytuacji, bowiem naprawdę rzadko jest tak jak oczekujemy. Problem ludzi samotnych polega czasem także na tym, ze samotność urasta u nich do rangi bożka. Wszystko widzą przez jej pryzmat, obwiniają ją o każde cierpienie. Żyją i oddychają samotnością. I dopóki tak będzie, nic się nie w ich życiu nie zmieni! Żeby mogło zacząć się coś zmieniać należy oswoić samotność. Nie ma innej drogi, w przeciwnym razie, nawet gdyby się ktoś pojawił nie będziemy umieli do tego podejść "normalnie" - i np. uzależnimy się od tej osoby.
A co do pomocy samotnym......hmm nie mam dobrych wspomnień z moich własnych prób zebrania samotnych. Być może niektórzy już nie potrafią żyć inaczej......Nie wiem. Zresztą tutaj w Źródełku też pojawiały się takie inicjatywy. Bezowocnie............. (6996)| (m) | data: 10.03.2009, godz: 16:26 |
Gosiu,
dziękuję za link do "Wieży" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego
(włączyły mi się dodatkowe zamyślenia)
treść zawarta w tym opowiadaniu, skojarzyła mi się z jedną z najbardziej wyjątkowych (wg.mnie) scen filmowych - spotkanie Św.Franciszka z Trędowatym :
http://www.youtube.com/watch?v=29Gp_3guOt0&feature=related
(do takiego "rozsiewania miłości"....warto dojrzewać)
Artii,
pytasz :'dlaczego nie potrafimy zaakceptować cierpienia?"
Być może ciągle za mało w nas...Wiary, ufności, pokory, cierpliwości,
widoczne braki w codziennym wypatrywaniu i wpatrywaniu się w Jezusa,
a za dużo własnego chciejstwa, czy zabrudzeń duszy z naleciałości światowych/zewnętrznych.
do Wszystkich Samotnych,
"Możesz być sam,
lecz nie wolno ci być samotnym.
Samotność nie może być śmiertelną raną w twoim sercu.
Tylko ty możesz coś zmienić.
Musisz swoją miłością budować pomosty ku innym.
Pomosty miłości potrzebują dużo cierpliwości,
ale to się opłaca.
Na nich bowiem leży szczęście twoje." [znalezione w Perełkach adonai]
pozdrawiam serdecznie
(6995)
Witajcie,
Jestem osobą DDA i zastanawiam się nad przyłączeniem się do grupy wsparcia. Dlatego - jeśli macie jakieś doświadczenie związane z uczestniczeniem w tego rodzaju grupach to bardzo proszę o podzielenie się.
I jeszcze jedno, ponieważ jestem z Wrocławia, może ktoś poradzi grupę z tego miasta (z własnego doświadczenia lub znajomych). Będę szczególnie wdzięczny.
"Droga w lesie rozdzielała się, a ja.... Ja poszedłem tą mniej uczęszczaną i to odmieniło wszystko."
pozdrawiam i z Panem Bogiem! (6994)| Szola | data: 10.03.2009, godz: 13:20 |
do Konwalii
jakiś czas temu też się nad tym zastanawiałam, głośno, bo tutaj na Źrodełku, sprawa dotyczyła łączliwości Bożego miłosierdzia z Jego sprawiedliwością, czyli tak po ludzku można powiedzieć rozumu i serca, czy znalazłam odpowiedź? gdzieś tam w głębi serca tak, ale wtedy nikt nie był zainteresowany moimi spostrzeżeniami (6993)| Alicja | data: 10.03.2009, godz: 12:19 |
Witajcie Kochani
Mam pytanko i pewnie znajdę tu odpowiedz.
Sciagnełam sobie na mp3 plik z koronką do Bozego Milosierdzia, słucham go i modlę się np. gdy jadę busem albo pociagiem itd. Wiecie i ta moja modlitwa nie zawsze jes pełnia skupienia, czasami moje myśli gdzieś tam uciekają po czym wracam znów do modlitwy.
I teraz sedno czy ja popełniam wobec Boga jakiś grzech, gdy moje myśli gdzieś uciekają gdy wokół jest tak głosno i jest tyle innej krzyczącej muzyki z radia od kierowcy lub z innych mp3. Czy to jest profanacja Jezusa?
Bardzo proszę o odpowiedź, bo nie chciałabym dokonywać wobec Boga grzechu świadomego.
Z góry dziękuję tym, którzy mi cos podpowiedzą.
Z Bogiem kochani Źródełkowicze (6992)| Artur Wnęk / Artii, lat 34, e-mail: artur.wnek@vp.pl | data: 10.03.2009, godz: 11:52 |
Artii do Konwali.
Wiadomo ze Bóg kocha swoje stworzenia :) mysle ze ma uczucia, poniewarz wiadomo ze takze Bóg cierpi :( czyli odczuwa nas na sobie. Bóg oznajmil Marcie Robin ze cierpi z powodu braku naszej milosci.
(6991)| Artur Wnęk / Artii, lat 34, e-mail: artur.wnek@vp.pl | data: 10.03.2009, godz: 11:43 |
Nie zgadzam sie z "A". W samotnosci pomoc moze jedynie ogarniajaca "Milosc Boza" a nie dzialanie, praca - to wlasnie jest ideologia :( a ideologie zazwyczaj zle sie konczyly w historii :( (6990)| Konwalia | data: 10.03.2009, godz: 11:43 |
Do Artii
Czasami dlatego, że nie potrafimy wyobraźić sobie, że Bóg nas kocha... (6989)| Artii | data: 10.03.2009, godz: 09:54 |
Dlaczego nie potrafimy zaakceptowac cierpienia? (6988)| A jak A | data: 10.03.2009, godz: 08:54 |
Mysle ze kazdy kto prosi otrzyma, tylko nie kazdy kto otrzyma potrafi pozniej walczyc o ten dar, zachowac go, ochronic.
A co do samotnosci, to chyba nie ma takich ludzi na ziemi ktorzy nie czuli by sie samotni, bo nawet jezeli masz wszystko, nawet wspanialego czlowieka, to tak czy inaczej spotkasz sie z samotnoscia. Moim zdaniem to co pomaga wyjsc z samotnosci do dzialanie. Czasami wydaje sie ze bezskutecznie, ale z czasem okazuje sie ze do czegos prowadzilo.
(6987)| Konwalia | data: 10.03.2009, godz: 07:39 |
Jak myślicie.. Czy Bóg ma uczucia?? (6986)| * | data: 10.03.2009, godz: 07:35 |
Brawo Marcin.Też myślę tak jak Ty (początek Twojego wpisu nr 7019).
Nie wiem czemu ma to służyć,no ale... czasem jest wesoło.Chyba,że Ktoś znów napisze,że to "kółko wzajemnej adoracji). (6985)| Szola | data: 09.03.2009, godz: 22:45 |
Trafiłam przez przypadek na materiał o tragedii która wydarzyła się w 1999 roku w stanie Columbia w USA, gdzieś tam to było w mojej pamięci, teraz sobie przypomniałam...nie pozwólmy aby ktokolwiek w naszym otoczeniu, bliższym czy dalszym czuł się niechciany lub niezrozumiany, odrzucony, tutaj na Źródełku również... (6984)| ona, lat 41 | data: 09.03.2009, godz: 22:36 |
do bardzo samotnej
doskonale Ciebie rozumiem, gdyz jestem w podobnym wieku[41lat] i tez jestem samotna. podobnie jak Ty mam ogromny zal do Boga, ze nie mam rodziny której tak bardzo pragnę. uważam, że nie zasługuję na takie cierpienie czy karę samotności. Wielenocy przepłakałam, buntowałam się ale jak widać na nic. Nadal jestem sama i przegrałam życie!!!!!! (6983)
Witajcie Kochani, Samotni z wyboru i oczekujący. WItajcie wszyscy źródełkowicze.!
Właściwie postanowiłam napisać w nadziei, że zaczerpnę odrobinę świeżego powietrza. Wybrałam człowieka z którym chce iść dalej przez życie...ale także odczuwam samotność. Tęsknie za prawdziwym przycielem/ przyjaciółką....zastanawiam się czy sama potrafię nią być... potrzebuję modlitwy i wiary...ostatnio coraz mniej jej we mnie...także w ludzi...
Jak możecie wstawcie się za mną u Szefa tam na górze:):)
Trzymajcie się ciepło:)
Wrocławianka (6982)
Dowiedziałam się o Mszy Świętej dla osób samotnych 21 marca, tak bardzo i ja chciałałbym pójść, ale mieszkam w innym województwie, proszę Was bardzo o modlitwę za mnie. (6981)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |