Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [454] [455] [456] [457] [458] [459] (460) [461] [462] [463] [464] [465] [466] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Do Moniki 34, Arkadiusza i inn, lat 26, e-mail: pysieczka@interia.pldata: 20.01.2009, godz: 00:49

Droga Moniko,

ja też podziwiam Twoją szczerość i ogromną ufność, jaką pokładasz w Bogu. :) Podobnie jak Ty, też jestem DDA, ale staram się nie wchodzić na tematy "rodzinne" z obecnie nowo poznanymi osobami, czy w ralacjach w pracy (np. gdy wszyscy mnie pytali dlaczego nie jadę do domu na święta)... Rozumiem Cię jak bardzo trudno musi Ci być i że osobom z takich rodzin jest ogólnie trudniej w życiu, chociażby na starcie, ale Tobie (i mi też :) ) udaje się :) i to jest bardzo ważne :)
Podobnie jak Ty noszę w sobie taką dziecięcą wiarę i w sumie podobnie też patrzę na świat. Być może większość ludzi powiedzialoby, że ja zwyczajnie nie jestem dorosła, ale mi jakoś z tym dobrze :)
W chwili obecnej najtrudniej mi określić jaka powinna być prawdziwa kobieta, do czego mam naturalne prawa i co jest dobre w tym, że jestem własnie kobietą. Podejrzewam, że w naszych czasach wiele kobiet ma z tym problem, nie tylko te z rodzin "alkoholowych", ale chyba my szczególnie. Nie wiem, czy miałaś kiedyś możliwość przeczytać książkę "Urzekająca" Johna i Stasi Eldredge - mi bardzo pomaga, choć przez wzgląd na swoje doświadczenia nie czyta mi się jej łatwo... Zajrzyj do niej w wolnej chwili...

Arkadiuszu,

Masz dużo racji w tym, że Jezus dokonuje uzdrowenia krok po kroku i że nie jest to etap krótkotrwały. We mnie potrzeba zmian i przemienienia "obudziła się" jakieś 3 lata temu i w sumie niosła za sobą więcej bólu jak radości, ale chyba było warto, bo obecnie znajduję się na takim etapie w życiu, że znów jestem wewnętrznie szczęsliwa i noszę w sobie radość "nie z tego świata" jak tylko przyjmuję Jezusa w Komunii świętej :)
Zaś co do Twojego zdania, że "czasem to, że nie możemy spotkać w życiu swojej połówki jest … Bożą Łaską", to też się zgadzam. Gdybym wyszła za mąż jak miałam "okazję" kilka lat temu, to dziś zapewne byłabym jedną z samotnych w związku. Za każdym razem jakoś feralnie trafiałam jeśli chodzi o chłopaków, z którymi wchodzilłam w związki, a dziś dziękuję Bogu, że nie jestem żoną żadnego z nich. Przemiana/ uzdrowienie, jakie we mnie się dokonuje odpowiada mi na wiele pytań. :)

Dużo miłości Wam życzę :)

Sylwia

(6180)
Robert, e-mail: rjb.rulez@gmail.comdata: 19.01.2009, godz: 22:16

Do: Ja, lat 30

"Czy warto próbować, starać się, co robić, czy może lepiej dać sobie spokój ?"
> Zależy, czy istnieje między Wami miłość. Dla katolików kochać kogoś to także zachować czystość przedmałżeńską. Kwestia bardzo trudna. Bo skoro nie mogliście się powstrzymać, to miłość musiała zejść na drugi plan. O ile w ogóle istniała?
Więc czy warto ratować coś, co nie istnieje?
W dawnych czasach zostałabyś ukamienowana, teraz - naprzeciw tego, co się dzieje - i tak jest dobrze, że masz wyrzuty sumienia...
Jeśli żałujesz, wyspowiadasz się, Bóg Ci przebaczy. Zresztą czego On by dla Ciebie nie zrobił?
Gorzej będzie z partnerem... Tu już wielka chęć i gorliwość serc musi istnieć, żeby coś dało się naprawić...
Z bagna w pewnym sensie wyszliście, ale pozostaje błoto i odór...
Musicie naprawdę się starać, żeby przypadkiem znowu się w nie nie wpakować, a tym bardziej wrócić do siebie.
Pozostaje Wam trudna rozmowa, w której nie może zabraknąć obietnic przed sobą, ale i przed Bogiem. Szczerych i realnych obietnic.
Inaczej to chyba pies pogrzebany.

Jedno jest pewne, nic już nie będzie tak jak dawniej.

(6179)
Marcindata: 19.01.2009, godz: 21:56

No ale mi się dostało....

(6178)
Ja, lat 30data: 19.01.2009, godz: 21:06

Kochani, dziękuję wszystkim za odzew na mój wpis,
i proszę o dalsze :) wiem, że wiele jest osób z podobnym problemem a nie każdy ma odwagę poprosić o pomoc...

(6177)
g...data: 19.01.2009, godz: 21:00

Do ja lat 30 .Nie mam zbyt dużego doswiadczenia w tych sprawach ,ale mysle ze należy zdobywac sie wzjemnie kazdego dnia od nowa poprzez zaufanie ,drobne czyny miłosci ,czułe gesty,dobre słowa,usmiech, romantyczna kolacja tak jak na pierwszej randce, szczera rozmowa, modlitwa, wspólna modlitwa, dobra ksiażka można próbowac wszstkiego i się nie poddawac aż do końca bo to jest twój mąż, któremu ślubowałaś przed Bogiem.

(6176)
Do M, lat 22 i Ja, lat 30data: 19.01.2009, godz: 19:32

Może to Wam pomoże:
http://www.youtube.com/watch?v=JFzOYU7xELw&feature=related
Pozdrawiam

(6175)
do Ja, 30data: 19.01.2009, godz: 19:18

wierzę, ze sytuacja twoja jest dla ciebie traumatyczna....ta niepewnosc, bol, poczucie winy moze...zresztą ty sama wiesz, co przeżywasz....ja bylam w podobnej relacji, bardzo cierpialam przez rozpoczęte współżycie, nie umielismu zerwać z grzesznym przyzwyczajeniem....w sercu pozostała wielka rana....zaleczylo ja troszke to, ze rozstalismy się...tak, to byla dobra decyzja, ale ja nie umialam jej za bardzo podjąć, bo jak tu się rozstać po 2 latach i takiej bliskosci, ale Bog jakoś sam to poprowadził.
Nie twierdze, ze ty sie masz rozstać...moze i nie...a moze własnie tak! dla mnie to bylo wyzwalajace, odejść od kogos, kto mnie tak naprawde nie kochał, bo nie szanował...
....teraz jest rana czy w ogole ktos zechce nie-dziewice...ale to juz Bogu zostawiam, ta relacja byla moim najgorszym doswiadczeniem w życiu, ale też wiele sie nauczylam...Bo bOg dobro wyciaga nawet ze zla...zycze odwagi i pros Boga bardzo o swiatlo, co tu zrobić...potrzebujecie oboje bardzo przytulic sie do Boga, zeby uzdrowić to, co juz zniszczył grzech....bede pamiętać o tobie droga "ja, 30".pozdrawiam. Noemi.

(6174)
Mdata: 19.01.2009, godz: 17:24

Do Ja
Warto walczyć, ale walczyć RAZEM, wspólnie szukając rozwiązania, wspólnie się umacniając, rozmawiając , tylko tak, sama nic nie zdziałasz,
wózek z bagażem doświadczeń ciągnie się razem , jak każdy jedzie w swoją stronę, i sam szuka drogi to stoi się tak naprawdę w miejscu
pozdrawiam i życzę sił w powstawaniu
ps.przez upadki widzimy jak wielkie jest dla nas miłosierdzie Boga...

(6173)
Dominikdata: 19.01.2009, godz: 16:59

Ten moj wpis jest takze odpowiedzia na wpis kobiety "Ja lat 30". Proponuje znalezienie czegos takiego jak rekolekcje dla narzeczonych. Odbywaja sie one np w domach rekolekcyjnych ksiezy jezuitow przy wspoludziale malzenstw. Mozna poszukac przez internet kontaktow np z jezuitami w Gdyni. Dobrze jednak zwrocic sie do jakiegos spowiednika, kierownika duchowego, najlepiej z zakonu kontemplacyjnego, z prosba o pomoc modlitewna i pokierowanie w dalszych wyborach. Biorac pod uwage, ze Bog stworzyl nas obdarzajac zmyslami i pragnieniami, kiedy Jego postawi sie na pierwszym miejscu, napewno wszystko inne poustawia sie na wlasciwych miejscach. Da rowniez spelnienie obietnicy jaka umiescil w naszych sercach.
Polecam wszystkim zagubionym, szukajacym, watpiacym, przygnebionym, ale pragnacym cos zmienic, a takze tym idacym do przodu mimo trudnosci i przeszkod, dwie dobre ksiazki do przeczytania. I nie jest to tylko jakas reklama handlowa, ale opinia czlowieka, ktoremu to pomoglo. Sa to ksiazki otwierajace na nowo oczy, na wszystkie wazne aspekty w zyciu czlowieka. Ich tytuly, to: "Urzekajaca" oraz "Dzikie serce" autorstwa John (&Stasi) Eldredge

(6172)
a, lat 24data: 19.01.2009, godz: 16:26

no właśnie...
piszecie, że trzeba pytać Boga...co On chce, co On zamierza, jaka jest Jego wola.
Dla mnie to osobisty dramat. Z natury jestem osobą bardzo niezdecydowaną. Boję się zmian i podejmowania ważnych decyzji. Zawsze pytam Boga na modlitwie co mam robić. Ale przez te 24 lata mojego życia nigdy nie usłyszałam od Boga odpowiedzi. Nie wiem w jaki sposób Bóg może mi powiedzieć czego ode mnie chce, co mam robić.
Może ktoś się podzieli świadectwem? albo ma jakieś wskazówki dla mnie, będę wdzięczna za każdy wpis

(6171)
Ja, lat 30data: 19.01.2009, godz: 15:17

Czy możliwa jest naprawa związku dwojga ludzi, którzy niestety upadli, dotkneli grzechu nieczystości ale starają się z tego wyjść i zbudować ten zwiazek na nowo.
Niestety znalazłam się w takiej sytuacji, bardzo, bardzo żałuję. Czy warto próbować, starać się, co robić, czy może lepiej dać sobie spokój ?
Myślałam o jakis rekolekcjach ale o ile dla narzeczonych (kusrsy przedmałżeńskie) czy małżeństw w kryzysie można coś znaleźć tak dla ludzi takich jak my niestety nie.
Wiem jak wielu wchodzi na te stronę, bardzo proszę Was o pomoc ale jednocześnie także o szczerość, może Komuś z Was się udało.
My tak bardzo oddaliliśmy się od siebie. Teraz rozumiem o czym mówił ks. Pawlukiewicz w swoich homiliach ale jednocześnie nie znalazłam odpowiedzi co robic w takiej sytuacji i czy w ogóle warto coś robić, czy moze lepiej skreślic to wszystko i rozejść się...
Bardzo prosze Was o pomoc, czuję ze nie mam juz na nic siły, czuję potworna pustke w sercu...



(6170)
karinadata: 19.01.2009, godz: 12:02

podobnie jak wpis do samotnych mysle ze samotni mają wyobrazenie zycia małzenskiego jako pełnego szczęścia i spełnienia..tymczasem podają co 4 malzenstwo w polsce sie rozpada.. wielu z nich marzyło o pieknej miłosci..ale jak sie okazuje życ z drugim cżłowiekiem nie jest ławo..są rozczarowania, przychodzą problemy..wyzwania, trzeba im umiec stawic czoła , to samo mowią osoby z zasadami , ktorzy zyją bliżej Boga, mają poukładane wartości a jednak często przezywają kryzysy malzenskie.. dziwią sie ze jest tak ciężko. Przeciez marzyły o rodzinie chcą dobrze życ, a jest tak trudno, czasem samotnosc, niezrozumienie..samotnym sie wydaje ze jak juz znajdą połówkę to tak sobie zycie ułoża to wtedy będa tylko szczesliwi, ale zanim to się stanie wymaga tyle zaparcia, trudu i czasem ofiary jesli ukochana osoba zboczy z drogi,przejdzie trudny okres, zachoruje itd. miłosci trzeba sie uczyc nieraz latami poprzedzonych wieloma kryzysami. Kazde malzenstwo przezywa kryzysy- kazde jak mowią psychologowie z poradni rodzinnych.
nie trzeba byc samotnym by czuć sie samotnym wsród ludzi, obok męża, żony, dzieci.
oczywscie wszyscy marzymy o tej rodzinie i stablilizacji jak Marcin, to pierwsze nasuwa się w ludzkiej definicji szczęścia- rodzina, zasadzic drzewo i wybudować dom :)niektorym to sie udaje kosztem wielu wyrzeczen. Inni czekają i wciąż czują sie nieszczęsliwi.
Człowiek nie potrafi w pelni zaspokoic pragnien drugiej osoby.. bo do konca nie zrozumie drugiego i druga osoba nie ma obowiązku nas uszczesliwic gdyz nie potrafi , jest tylko czlowiekiem ze słabosciami. obciążeniami. jedynie Bog moze w pełni nas uszczęsliwic, zaspokoic.
Moja kolezanka po slubie, myslala ze to mąz ma ją uszczęśliwic..a skoro tego nie potrafi to jest nieodpowiedni. tak mysli wielu zawierających związki małzenskie, nie uwzględniając ze sami nie są w stanie bezgranicznie kochać drugiego.
mysle ze swiadomosc tego (a nie tylko zauroczenie) mogą realistycznie sprowadzic na ziemię zafascynowanych sobą narzeczonych czym jest małżenstwo..jak wiele bedzie musiało przejśc etapów..
nie znaczy to ze mamy uciekac od zycia we dwoje, bo człowiek sam dla siebie tez potrafi byc trudny.
kiedys nie pragnełam dzieci..a teraz jak widze małe dziecko w objęciach matki.. robi mi sie ciepło na sercu.. jaką radością jest macierzynstwo, usmiech dziecka, zachwyt nad swiatem.. choc na pewno nie pozbawione ogromnego wysiłku. Nie wiem czy to marzenie sie spełni. czy jestem do tego zdolna?

(6169)
Dorjoladata: 19.01.2009, godz: 11:47

Cześć! Jeśli jesteś z Kudowy Zdroju, to mam do Ciebie prośbę - za niedługo wybieram się na dwudniowy wyjazd do Kudowy, czy mógłbyś mi spisać rozkład jazdy autobusów z Kudowy do Nachodu, bo w Internecie jest nieaktualny? Byłabym Ci bardzo wdzięczna.
Pozdrawiam
Dorota

(6168)
Piotrdata: 19.01.2009, godz: 11:45

nikt - w tym sensie Bóg na pewno jest "wszechmogący" - skoro może wszystko, to pewnie może i to. Jednak problem chyba jest w tym, że patrząc na tę kwestię z ludzkiej perspektywy, uruchamiają się, całkiem normalne, ale LUDZKIE mechanizmy reakcji, które są jak najbardziej potrzebne, ale.. Bóg nie jest człowiekiem. Możemy gdybać na ten temat, ale tak naprawdę mamy zbyt mało danych, pewnych danych, aby cokolwiek konkretnego stwierdzić.
Poza tym - czy fakt, że jednak coś czujemy na widok cierpienia - nie jest tą iskrą, którą Bóg chce nas zapalić, abyśmy coś zrobili, coś zmienili? Może właśnie przez moje, czy Twoje ręce Najwyższy chce pochylić się nad kimś w potrzebie? Pytanie czy dojdzie do zapłonu, czy odpowiemy Bogu? Niestety - zbyt wielu narzeka na to, że jest źle, winiąc wszystkich od sąsiada po samego Boga - a tak niewiele robi, żeby było lepiej.

(6167)
M, lat 22data: 19.01.2009, godz: 08:34

Witam
czytam sobie od czasu do czasu wasze wpisy i pomyślałam, że może też tu otrzymam jakąś poradę w sprawie wiary i życia, Otóż jestem z chłopakiem już ponad rok, jest to bardzo dobry człowiek, którego kocham i na którego mogę liczyć. Jednak jest pewna sprawa która nas poróżnia- wiara- a dokładniej podejście do niej. Ja uważam sie za osobę wierzącą i uważam ze wiarę należy pogłębiać, mieć Boga na 1 miejscu i wyrażać to właśnie poprzez pogłębianie wiary i otwarcie na nią. Mój chłopak też uważa się za osobę wierzącą, chodzimy razem do kościoła, ale -on nie uważa ze wiarę należy pogłębiać, nie zastanawia się nad nią, jest mu dobrze tak jak jest. Kiedy jesteśmy razem na mszy i on nie przystępuje do komunii(już np któryś raz z kolei,) to mi coś w środku pęka. Wiem też, że sam z siebie nie zaproponuje mu wspólnej modlitwy, nie napisze czy powie "z Panem Bogiem", nie pójdzie z własnej chęci(bez mojej prośby) na "dodatkowe" nabożeństwo itd. Rozmawialiśmy o tym - on mówi ze czuje się pod presją,że wiara to indywidualna sprawa, ja - że kontakt z Bogiem powinien chcieć mieć dla siebie, dla własnego dobra, rozwoju, że to procentuje itd. Nie wiem co mam(y) teraz robić, bo taka mała - a zaraz ważna sprawa może być w przyszłości punktem zapalnym. Czy warto odpuścić sobie i nie zwracać mu na to uwagi? Czy powinniśmy sie w takiej sytuacji zastanowić nad wspólnym byciem razem- bo lepiej rozstać sie teraz- niż potem...żyć i ciągle o tym myśleć-i się o to spierać.
dziękuje z góry wszystkim za odpowiedź:)
z Panem Bogiem

(6166)
imiędata: 19.01.2009, godz: 08:18

modlę sie za osoby co kopią ,,leżącego,, by ich nóżki nie bolały, bo ja jako osoba leżąca do bólu sie przyzwyczaiłam...w różancu pamiętam i życzę Słonecznego i BOŻEGO DNIA

(6165)
niktdata: 19.01.2009, godz: 01:00

nie chodzi o obwinianie Boga chodzi o inny wymiar rozumienia 'wszechmogacy'....patrzenie na krzywdyniewinnych...trzeba miec mocne nerwy by nie zabrzmiec lub nie zaplakac...........

(6164)
goscdata: 18.01.2009, godz: 21:55

http://monachos.wrzuta.pl/audio/fij35rDFth/jan_pawel_ii_-_czestochowa_-_jasna_gora_15_viii_1991_-_vi_swiatowe_dni_mlodziezy

(6163)
Szoladata: 18.01.2009, godz: 20:26

"Owo Wszechogarniające nigdy nie staje się przedmiotem poznania, jest ono nie do pomyślenia, gdyż każde myślenie uprzedmiotawia" Jaspers
"Człowiek, nie uznając wartości i wielkości osoby w samym sobie i w bliźnim, pozbawia się możliwości przeżycia w pełni własnego człowieczeństwa i nawiązania relacji solidarności i wspólnoty z innymi ludźmi" Jan Paweł II

(6162)
mariadata: 18.01.2009, godz: 18:29

proszę o modlitwę za 7 osób bardzo cierpiących

(6161)
elżbieta, e-mail: e-el-toro@vp.pldata: 18.01.2009, godz: 17:24

zbieram materiały do pracy magisterskiej o osobowosci Narcystycznej...zauważyłam że bywają tu Mądrzy Psychologowie, będę wdzięczna za wsparcie, info proszę na meila..dziękuję

(6160)
_ascendant_, lat 38, e-mail: hiigaranin149@interia.pldata: 18.01.2009, godz: 14:39

Jezu, Ufam Tobie!

... sytuacje bez wyjścia, złe wybory, niedobre decyzje, grzeszne myśli, niestosowne uczynki, choroby, wypadki, kalectwa, śmierć .... - ileż tych negatywów w życiu można spotkać, które często wydają się być wprost nie do przeskoczenia. Ale "te" właśnie sytuacje dotykają i spotykają wszystkich ludzi na całym świecie - bez wyjątku.
Powstaje pytanie: "co mam robić" - nigdy nie powinniśmy podejmować decyzji sami. Zawsze należy odwoływać się do woli Bożej jako Tej Osoby sprawczej bo wtedy właśnie, gdy coś nam nie wyjdzie to nigdy nie będziemy pozostawieni samym sobie - bo Duch Święty działa zawsze i wszędzie - On widzi stan naszego umysłu i duszy: co myślimy, jak odczuwamy, czym się kierujemy w działaniu i w odniesieniu do Kogo jeśli wogóle tak rozumujemy - "tak Panie Jezu, chcę tego ale niech się dzieje wola Twoja, nie moja ....... Modlitwa - pokuta, modlitwa - pokuta, modlitwa - pokuta, zawsze i wszedzie modlitwa. Modlić się, modlić się, modlić się ...

Pozdrawiam wszystkich cierpiących - nie widzących nadziei, bez perspektyw, małej wiary, nie rozumiejących, bez pomocy, spragnionych na duchu i duszy.

wolontariusz Miłosierdzia Bożego

(6159)
zagubionadata: 18.01.2009, godz: 14:14

witam tych co ten wpis przeczytają.
mam takie pytanie do was gdzie wg was konczy sie granica miedzy takim pragnieniem,porzadaniem bycia z kims ze jest juz grzechem albo jeszcze nie,prosze o wpisy i o pomoc w tej sprawie.

(6158)
do samotnych..data: 18.01.2009, godz: 13:35

szczęście..
no Marcinie, nie do konca zasadą szczęscia dla kazdego jest załozyc rodzine..
tak wielu ma tę rodzine i co?? co z tego? czy wszyscy są spełnieni i szczęsliwi? a skąd tyle rozwodów, patologii, płaczu, przemocy w rodzinie?
a jesli chodzi o pracę, nie wszyscy mogą mieć dobrze płatną pracę, wysokie stanowiska, musi byc to zróznicowanie bo nawet nie da się wszystkiego tak zorganizowac w sposób ekonomiczny by wszyscy dobrze zarabiali.. gdyby wszyscy mieli miec dobry zawód, i lepsze stanowiska musiałoby nie byc sprzątaczek, elektryków czy kucharzy. Swiat bez względu na chrzescijański czy pogański nigdy nie będzie dawał pełnego zaspokojenia dla każdego.. w zycie jest wpleciony krzyż, niepowodzenia, szukanie, zmaganie, walka, trud... choroby.
Każdy marzy o stabilizacji i szczęsciu zgodnie ze swoim powołaniem, dla niektórych choc o tym nie wiedzą lepsza bedzie samotnosc, dla innych rodzina.. choc będzie wymagająca i pełna trudu ta droga, bo miłosc to odpowiedzialnosc za drugiego .. a jak widac nie kazdy jest na to gotowy, bardziej obawia sie co inni powiedzą, bo nie chce zostac stara panną... bo to wstyd.
myslenie ze mam miec w zyciu tak strikte poukładane, i dobry zawód, udana zona, ładne zdrowe dzieci , bez zmartwień to raj na ziemi.. a takiego nie mamy tutaj szukać. Braki niepowodzenia uzmyslawiają nam ze Bóg jest naszym celem i tylko ON moze dać pełne szczęscie w niebie.. i zmierzamy tą drogą, każdy róznymi cierniami.. jedni omijają dookoła, inni walczą, choć potykają się.. ale każdemu dana jest łaska.. czasem tą łaską własnie jest czegoś BRAK choc nam sie wydaje ze brak wszystko niweczy, ze nas zwycieża i pogrąża...bo czujemy sie nikim przy tych którzy mają lepiej.. tymczasem on może być naszym błogosławieństwem...

Nie wiesz czy własnie to czego pragniesz jest dla Ciebie dobre, ale Bóg wie..
nie wiesz jakbys żył gdyby Ci sie wszystko układało, Bóg wie..
Nie wiesz czego Bóg oczekuje od Ciebie.. bo nie słuchasz Go tylko wciąz czekasz az coś otrzymasz..
moze własnie to co teraz masz jest dla Ciebie najlepsze dziś?
nawet niedostatek i marne zarobki..
Nigdy nie mozna przyrównywac się do innych.. dlaczego oni tyle otrzymali?
osoba bez nóg zapyta a dlaczego Ty masz nogi? dlaczego Pan Bóg mi zabrał?
przeciez nogi są dobrem. tak samo bedzie z nami.. nie wszystko czego pragniemy będzie nam dane. Oczywiscie trzeba dążyc do realizacji celów pragnień, ale zeby nie zagubic się w tym ze to jest najlepsze dobro bo ciągle bedziemy nieszczęsliwi..
pytajmy Boga..
czego Ty chcesz Panie ode mnie? co chcesz abym robił w zyciu?? byc moze mam być tam gdzie jestem, gdzie mnie posłałes.. a jesli nie wskaż drogę.
czekam na Twoją pomoc bo sam nie znajduję wyjścia, nie rozumiem, szukam a nie znajduję.. Panie Boze jaka jest Twoja wola?

(6157)
Zosiadata: 18.01.2009, godz: 13:18

Marcinie!
Skoro jedyną obowiązującą przez całe wieki zasadą szczęścia doczesnego ma być wyłącznie założenie rodziny i życie w stabilizacji materialnej, to w takim razie oznaczałoby, że wielu świętych i błogosławionych trzeba by uznać za osoby bardzo nieszczęśliwe tu na ziemi, a to przecież nieprawda (proponuję przeczytać zapiski np. bł. Natalii Tułasiewicz). Samo założenie rodziny czy powodzenie materialne nie w każdym przypadku jest gwarancją szczęścia. Np. niedawno usłyszałam od koleżanki z kilkunastoletnim stażem małżeńskim takie słowa: "Nawet nie masz pojęcia, jak okropna jest samotność we dwoje." (Teoretycznie powinna być szczęśliwa, skoro ma rodzinę.)
Poza tym dla nas, jako ludzi wierzących, doczesność to tylko etap, nie cel. Szczęście trudno jednoznacznie zdefiniować, nie jedno ma imię. Dla każdego Bóg chce szczęścia, ale nie każdy osiągnie je tą samą drogą. Kard. S. Wyszyński powiedział: "Tyle jest możliwości i dróg do Boga, ilu jest ludzi. Bo Bóg ma inną drogę dla każdego człowieka." Wiadomo, we dwójkę pewnie raźniej kroczyć przez życie, ale nie ma sensu dramatyzować, jeśli trzeba przez dłuższy czas iść w pojedynkę. Wierzę, że wszystko ma swój ukryty sens, nawet jeśli nam wydaje się bezsensowne w danym momencie. "To, co jest małe w oczach ludzi, często jest wielkie w oczach Boga." /św. R. Kalinowski/

(6156)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 18.01.2009, godz: 12:17

Marcinie lubię czytać Twoje wpisy. Widzę jednak że wiele chciałbyś dać swojej wybrance. Ale zapewniam Cię że jeśli uczciwie pracujesz i kochać bedziesz szczerze to zapewniam Cię że nawet skromne życie będzie dobre. Im więcej masz tym więcej chcesz. A jeśli zadowalasz się tym co masz i umiesz być gospodarny i nie porównujesz się z sąsiadem ale masz swoje plany na życie to bedziesz czuł się dumny. Najpierw mieszkałam w pokoju dla pracowników i przez dwa lata sumiennie pracowałam i teraz mnie stać na wynajęcie pokoju w domku.
Mój wujek bedąc zagranicą marzył o domku z basenem i tak cięzko pracował że zmarł na zawał. Nie chciałabym aby mój mąz spełnial moje kaprysy kosztem swojego zdrowia. Przecież musimy mieć czas dla siebie aby naszą miłość pogłebiać.

Grzegorzu biedna Helena potłuściała od amorów a ja nabawiłabym sie anoreksji bo w przeciwieństwie do niej nie mogę jeść i spać jak się zakocham.
Mnie fascynuje Akte niewolnica która zakochała się w Petroniuszu z książki "Quo Vadis". Pomimo, że Petroniusz miał żonę kochała Go skrycie. Petroniusz przywrócił Akte wolność i przepisał wszystko co miał lecz ona wolała z nim umrzeć. Prawdziwe słowa przysięgi "dopóki śmierć nas nie rozdzieli".

Polecam film "Ostatni taniec" z Patrickiem Swayze. Piękny film i dialogi. Serdecznie pozdrawiam.

(6155)
Marcindata: 18.01.2009, godz: 10:44

Patrzę na życie swoje i innych i widze ludzi spełnionych w życiu zawodowym i osobistym.Ale też widzę ludzi dla których życie to błędne koło-szukają latami dobrej pracy i nie znajdują jej albo szukają drugiej połówki i też nic z tego nie wychodzi przez całe lata.A są też tacy którzy długo długo nic a pozniej coś się nagle zmienia.Wytrwałość i cierpliwość często pozostają wynagradzane ale nie zawsze i nie u wszystkich.A przez całe wieki zasada szczęścia doczesnego jest ta sama i się nie zmienia-założyć rodzinę i żyć w stabilizacji materialnej....

(6154)
Aldona, lat 29, e-mail: adona25@wp.pldata: 18.01.2009, godz: 07:57

Zadna sytuacja,nawet ta najbardziej trudna w życiu i najbardziej patowa,nie upoważnia człowieka do robienia złych rzeczy, do nie liczenia się znikim i z niczym, nawet z BogiemSamym.Nie upoważnia do robienia złych rzeczy i do tłumaczenia ich:nie miałem wyjścia, wiem,żeto jest złe, ale musiałem takpostąpić.Nie miałem wyjscia?Wyjście zawsze jest i nie prawdąjest to,że nie mawyjścia.To, że czasami nasze życie nie jest usłane rózami, nie upoważnia jeszcze do robienia wszystkiego co się podoba.Zrozumiałam to w szytsko w końcu,bo zobaczyłam kim staje się człowiek,który nie ma dość siły w zyciu wybieraćdobro, człowiek który zawsze i wszędzie usprawiedliwa najochydniejsze czyny,bo przecież to czy tamto było jedynymi wyjsciem.......NIe prawda.Zawsze wartoi zawsze trzeba kierowaćsie Bozym prawem , rozsądkiem i rozumem,wybierać to co jest dobre, chodzby todobro miało wielkącene,bo naprawde nie warto w zyciu iść za diabłem i nie warto mu ulegać.Jest to odrazający,zimy,pełen nie zmierzonej nienawiści typ,od takiego kogoś z daleka,zawszetylko z daleka.Piszę rzeczy oczywiste, o których wiedziałąm i nie jeden mógłby powiedzieć, zeprzecież to wie,alewiedzieć,azrozumięć toróznica.Zrozumiałam wreszcie,boostatnio odczułam bardzo mocno czym jest zło, dostałam od Bogakolejne ostrzezenie, żeby zmienićswoje zycie.J dobrze ze dostałam je teraz, i teraz zrozumiałąm,a nie wtedy gdy za pózno.Pozdrawaiam serdecznie-Aldona.

(6153)
Małgosiadata: 17.01.2009, godz: 09:13

Do nikt, lat 33 i do nas wszystkich

Bardzo proszę o to, abyśmy kiedy w wypowiedziach piszemy o Bogu, używali tego słowa przez dużą literkę "B". Z serca o to proszę, bo jest mi przykro, kiedy czytam o moim Bogu pisanym przez małe "b". To nie złośliwa uwaga z mojej strony, ale gorąca prośba. Dziękuję :)

(6152)
Małgorzata Michalak, lat 22, e-mail: margaretka13@interia.pldata: 16.01.2009, godz: 20:41

Witam wszystkich bardzo serdecznie.Jestem wolontariuszką w Fundacji Pamięć i Pojednanie w Łodzi.Fundacja powstała w styczniu tego roku.Organizujemy bal wszelkie pytania charytatywny "Walenkowe Szaleństwo" 14.02.2009 r. jeśli ktoś byłby zainteresowany ZAPRASZAMY.Również wolontariuszy do współpracy.Na bądżwszystkie pytania odpowiem na maila lub pod numerem 501767436

(6151)
Monika, lat 34data: 16.01.2009, godz: 16:10

Dziękuje za odpowiedzi na wpis. Natalio modlę się do Boga tak :Boże skoro dla mojego taty jestem nikim to Ty mnie adoptuj. To sekret mojej dzieciecej wiary. Jednak chciałabym dorosnąć i być dojrzałą kobietą. Spotkałam pewnego mężczyznę i dla niego chciałabym dojrzeć.

(6150)
Szoladata: 16.01.2009, godz: 16:08

masz rację Karola że człowiek ma wolną wolę, i wykorzystuje ją w życiu jak chce, ale nikt też ma być może rację, że Bóg jest wszechmogący i dlatego może patrzeć, wszechmogący nie tylko wzgledem ludzi i świata który stworzył, ale także względem samego siebie.

(6149)
Karoladata: 16.01.2009, godz: 13:45

Do nikt
Nie wiem czy dobrze odczytałam twoją wypowiedź. Odebrałam to tak jakby to Bóg był odpowiedzialny za całe zło tego świata. O ile mi wiadomo to dostaliśmy od Boga niesamowity prezent jakim jest WOLNOŚĆ - Każdy pojmuje to jak chce... robi co mu się żywnie podoba..."korzysta z życia" ...robi wiele wbrew Bogu a potem ma pretensje że On go nie uchronił przed złem! No sorry, ale jak ktoś pijany siada za kierownice to niech się niedziwi że którego dnia zginie - i to nie będzię wina Boga. Przykre jest to, że głupota dotyka osoby trzecie - często nie winne. Każdy ma rozum, sumienie, wolną wolę...wykorzystuje to jak chce, to niedziwmy się że w bliższej lub dalszej przyszłości ktoś ponosi za to konsekwencję.

(6148)
Arkadiusz, lat 26data: 16.01.2009, godz: 13:15

Moniko, podziwiam w Tobie pokorę … niezależnie od tego wszystkie co zdarzyło się w Twoim życiu, zachowałaś ufność i nadzieję w Boga! A Bóg błogosławi tym, którzy Mu ufają.
Wiesz, dobrze że masz świadomość swojego problemu DDA. Jak sama piszesz to trudna i skomplikowana sprawa, ale pragniesz w sercu uzdrowienia i …. napiszę, że …Jezus Cię uzdrawia. To nie jest proces, który się może skończyć choćby w miesiąc czy w rok ale jest rozpisany na dłuższy okres, bo zranienie sięga głębi serca. Musi wyjść na jaw Twoje „stare zranione życie”, aby Jezus mógł obdarować Cię zupełnie nowym. I to czyni, kawałek po kawałku. Tego się nie da przyśpieszyć. Jezus nie pokaże Ci kolejnego zranionego miejsca jeśli nie uzdrowisz tego nad którym pracujesz. Wiesz, dla mnie ogromnym błogosławieństwem (też jestem DDA:) byli ludzie których w życiu spotkałem. Od nich uczyłem się tego jak wygląda prawdziwe życie człowieka i jak powinny być ukształtowane relacje. Nie było łatwo, bo często nie miałem w sobie pokory i jako mężczyzna próbowałem narzucać Jezusowi swoje plany i iść własną drogą. Ale zawsze było coś co mi pokazywało swoje błędy. Jakiś spotkany człowiek, jakaś rozmowa lub „przypadkowe wydarzenie”. Jezus nade mną czuwał i czuwa:) A to dlatego, że każda moja modlitwa zaczynała się od słów: „pragnę Jezu byś mnie uzdrawiał”. I tak czynił. Niezależnie od tego czy miałem tego świadomość czy też nie.

Jeszcze jedną rzecz chciałem napisać. Małżeństwo samo w sobie jest trudnym zadaniem. Tu spotykają się dwa dotąd obce światy i dwa niezależne spojrzenia na życie. I te światy muszą nauczyć się żyć razem. Kiedy jeden z tych światów jest zraniony, ta rana będzie oddziaływała na drugi świat. Czasem to, że nie możemy spotkać w życiu swojej połówki jest … Bożą Łaską ;) Zastanawiające?? Bóg wie, że kiedy człowiek jest zraniony prędzej czy później (świadomie bądź nie) będzie ranił drugiego człowieka. Także zraniony DDA. Dlatego zanim wybierzemy się na kurs przedmałżeński musimy przejść drogę wewnętrznego uzdrowienia. Pierwsze musi być pierwsze… Nie inaczej! Kiedy Bóg zobaczy, że jesteśmy gotowi postawi na naszej życiowej drodze prawdziwą osobę do prawdziwego kochania ;) Taka Boża logika. Jakże inna od naszej ludzkiej. Najpierw uzdrów swoje serce i zranienia, a później buduj rodzinę.
Tego życzę Tobie i tym wszystkim którzy odwiedzają tą stronkę. U Bogu jest nasza nadzieja, w ufności jest nasze życie. Prawdziwe życie!

(6147)
aguś, e-mail: agt56@gmail.comdata: 16.01.2009, godz: 11:49

Bardzo proszę o modlitwe za cztery bardzo cierpiące osoby.

(6146)
nikt, lat 33, e-mail: sunshine57@wp.pldata: 16.01.2009, godz: 02:45

bog jest wszechmogacy......to dlatego moze patrzec na cierpienie dzieci..mordowanie gwalty handel ludzmi...i tych ktorzy czerpia z tegozysk i korzystaja zyjac w wygodach i luksusach....?.....tak ...czest takmysle....i mysletez ze ciagle cierpienie ..oddawanie ..cieszenie sie ybostwem....nie lubi taiego boga...chce zeby byl czuly i dobry dla ludzi...i pomagali chronil....pozwalal czuc swoja obecnosc ..i odpowiadal na prosby ...te glebokie.....dziekuje ci boze za wszystko....

(6145)
Trawiasta, lat 28data: 15.01.2009, godz: 23:43

Moniko,
ja Ci tez dziekuje za to, ze piszesz z taka prostota i szczeroscia. Tak trudno jest mowic wprost o tym, co w nas najbardziej boli ale mowic prosto i bez uzalania sie, wzbudzania emocji, litosci u innych... Tego u Ciebie nie ma. U Ciebie jest duzo ufnosci w codziennych zwyklych sprawach. W takich o ktorych ja sama zapominam tak czesto...
Ty pamietasz o Bogu i Jego pieknie, ktore przejawia sie w najprostszych momentach zycia. I chwala Ci za to, dobra, madra i wrazliwa Kobieto. Wierze, ze pewnego dnia Bog uzdrowi Twoje serce. Bede sie o to modlic. I o to, zebys poznala dobrego, prawego Mezczyzne, ktorego ujmie Twoja kobiecosc, prostota, szczerosc i wiara. Zebyscie mogli razem stworzyc dobra, madra relacje oparta na wzajemnej przyjazni bez lęku, zaufaniu, bo o to najtrudniej gdy sie jest DDA....
Moniko, w gore serce, Pan jest z Toba, dzielna Niewiasto :) sciskam Cie serdecznie i pozdrawiam.

(6144)
grzegorzdata: 15.01.2009, godz: 22:24

Moniko – mam nadzieje, że potraktujesz moją radę z przymrużeniem oka – ponoć Helena Kurcewiczówna od amorów Skrzetuskiego potłuściała, więc może to będzie znak, który to ten właściwy ;-)

(6143)
Marcindata: 15.01.2009, godz: 22:05

No rzeczywiście to straszne że o wartości człowieka zaczyna decydować to co ma.Bezpieczeństwa to każdy dziś szuka ale tak trudno go znalezć w tym nieobliczalnym świecie gdzie trudno o stabilizację. Dobranoc wszystkim:)

(6142)
Nataliadata: 15.01.2009, godz: 21:19

Do Życzliwej i do Moniki 34. Bardzo dziękuję Wam za miłe słowa dostrzeżenia mojego postu. Jeśli był owocny, to bardzo dobrze, taki jest cel ;) Moniko do Ciebie zawsze miałam napisać ale jakoś nie udawało się mi na to zebrać, więc napiszę teraz: bardzo lubię czytać Twoje komentarze bo maja taką mądrość życiową i zazwyczaj choć jedną zaskakującą dla mnie myśl, z ciekawego, nowego punktu widzenia naświetloną. Najbardziej jednak uderza mnie Twa ufność i piękna wiara, taka pełna słodyczy, właśnie dziecięca.. mało jest teraz takich ludzi.. Naprawdę wiele razy miałam ochote o tym napisać. Pozdrawiam serdecznie, niech Wam Bóg błogosławi.

(6141)
Karoladata: 15.01.2009, godz: 19:32

Kończąc swój wątek...
Jeżeli "nie istniejesz" bez niego, to znaczy, że realnie ciebie nie ma. Jeżeli ciebie nie ma, to jakim cudem ktoś miałby się w tobie zakochać?...
Jeżeli oj jest "światłem twojego życia", to znaczy, że bez niego twoje życie jest pogrążone w ciemności, a ty poruszasz się w nim po omacku - dlaczego więc ktoś przy zdrowych zmysłach miałby chcieć z Tobą być?
Jeżeli myślisz , że "mam tylko ciebie", to znaczy, że oprócz niego w twoim życiu nie ma niczego więcej, co stanowiłoby jakąś wartość. Jeżeli nie masz nic, to co mogłabyś drugiemu człowiekowi zaoferować?... Jest to cytat z książki "W Dżungli Życia" B. Pawlikowakiej - można ja lubić lub nie, ale uważam że co do tego ma rację. Ja przynajmniej się z nią w tej kwesti zgadzam.


(6140)
Monika, lat 34data: 15.01.2009, godz: 18:08

Mam do Was pytanie. Poznałam dwóch meżczyzn. Na widok pierwszego czuje onieśmielenie. Z drugim rozmawiam i byłam w kinie, ale nic nie czuje. W którym przypadku może rozwinąć się miłość?

Jagodo kawa mojego kolegi z pewnością jest smaczniejsza niż Hiszpana. Dziekuję ale Polacy są najlepsi.

Jak dawno nie widziałam zimy. Boże dziękuję za Twoją opiekę.

(6139)
Alicja, lat 21data: 15.01.2009, godz: 17:52

Wiatam Was:) Czasami czytając Wasze wpisy dopada mnie przygnębienie. Ciągle piszecie, ż jesteście samotni i nie możecie znaleźć partnera/partnerki. Może źle szukacie?? Może zacznijcie wychodzić do ludzi:) Też nie mam partnera, ale nie uważam się za osobę samotną:) Mam przyjaciół, na których zawszę mogę liczyć. Jestem pewna, że też macie takie osoby:) Na wszystko przyjdzie czas, na siłe nie ma co szukać. Może Bóg powołał Was do innych spraw niż małżeństwo??? Czasmi lepeij ruszyć "tyłek" sprzed kompa i spotkać się z ludźmi:)

(6138)
Noemidata: 15.01.2009, godz: 14:57

do Karoli....

...mysle dokladnie , jak ty, ze szczęścia nie mozna warunkować tym, ze się jest lub nie jest z kimś...można być szczęśliwym i spełnionym w kazdych okolicznościach, a myslenie, ze małżeństwo wyzwoli od samotnosci jest ogromną pulapką, na którą wielu się złapało, a teraz cierpią jeszcze bardziej, bo ta samotnosć sie powiększyla!!!paradoks...oczywiście nie mam tu na mysli wszystkich ludzi...
....a czas tzw. oczekiwania na drugą osobę, nie jest przypadkowy, rzeczywiście jest to czas przygotowania do jeszcze wiekszego dobra w relacji, na ktora się czeka i której się tak pragnie, by już sie zrodziła w naszym życiu....rozumiem, ze desperacja wyplywa czasem z nacisku np: rodziny, która podaje taki argument, ze ma się tyle czy tyle lat!!!! przecież nie jest rozsądnym wiązać się z kimś, tylko dlatego, ze inni tego oczekują albo, ze tzw. czas nagli....
....pozdrawiam wszystkich (jeszcze) samotnych....m.

(6137)
Bożego dniadata: 15.01.2009, godz: 11:43

http://pl.youtube.com/watch?v=lmHI11dBCy4

(6136)
wdzięczna, lat 21data: 15.01.2009, godz: 07:24

WITAM SERDECZNIE. Pragnę podzielic się swiadectwem na tej stronie bo widzę że tu są sami rozmodleni ludzie..Od urodzenia jestem niewidoma a kilka mies. Temu w wypadku uszkodziłam kręgosłup i jezdzę na wózku. Było mi tak cięzko że skierowałam sie o pomoc do Centrum misyjnego w Warszawie. Tam otrzymałam kontakt do sióstr i braci na Misjach w RUANDZIE KALKUCIE I AFRYCE. Siostry regularnie pisały W ,,Moim imieniu intencje modlitewne,, za mnie i moich najbliższych i modliły się oraz dostarczały te tresci do Stolicy Piotrowej. Pisały również ogłoszenia matrymonialne w moim imieniu ,,by mi pomóc w znalezieniu opiekuna dla mnie,, :) Dzis piszę to do was ponieważ dokonała się dzięki misjom moja wewnętrzna PRZEMIANA, ożywiła WIARA a znalazłam ją u samego ŹRÓDŁA czyli u Jezusa. TAK bardzo siostry troszczyły się o mnie że dzis jestem Szczęsliwa bo moim opiekunem jest sam Jezus i juz nie straszna mi żadna choroba. On moją Tarczą Światłem i Życiem. Dziękuję Z tego miejsca wszystkim Misjonarzom, którzy wyprosili dla mnie tyle łask. :)

(6135)
Trawiasta, lat 28data: 15.01.2009, godz: 06:52

Marcinie,
piszesz ze kobiety stawiaja na zabezpieczenie materialne - zgadzam sie z Toba w tym punkcie. Ale nie zgadzam sie ze kazda wymaga tylko tego. Nie kazda chce miec w domu Rockefellera :) Bezpieczenstwo materialne dla rodziny jest WAZNE bo mamy takie czasy trudne a nie inne. A kobieta chce w spokoju moc zajsc w ciaze, urodzic zdrowe dziecko i wychowac je. Wiesz ile trudu to kosztuje? Fizycznego, psychicznego, emocjonalnego? Wiesz ile pieniedzy kosztuje utrzymanie malego dziecka? Tyle co dobry samochod. A niech tak dziecko urodzi sie chore, albo niech wymaga specjalnej diety.... Nie mowie juz o codziennym utrzymaniu wspolnego mieszkania, rachunkach, wydatkach, czasem jakis urlop bo przeciez nie mozna w kolko tylko siedziec w pracy...

Kobiety obecnie TEZ pracuja. I trudniej jest im znalezc prace niz mezczyznom. Bo chca byc matkami, co oznacza brak dyspozycyjnosci, dni brane na tzw opieke, nieobecnosci w pracy itp. Krotko po porodzie wiele z nich wraca do pracy bo jedna pensja po prostu nie wystarcza. Dzieci ida do zlobkow, opiekuja sie nimi nianie, albo babcie albo inni czlonkowie rodziny. Smutne to, bo matka powinna moc spokojnie odchowac dziecko w domu do odpowiedniego wieku. Niestety rzad nie robi nic w tym kierunku a piekne hasla o trosce o kobiete pozostaja pieknymi haslami.
Poza tym mezczyzni tez sa materialistami... Czesto pracuja po to zeby moc kupic lepszy samochod, lepszy telefon, markowe ciuchy - ta przypadłosc dotyka obie plcie :)

Jest sens w takim rozdrabnianiu kto ma jakie wady? Bo mi sie wydaje ze nie. STEREOTYPY sa zawsze krzywdzace. Spotykamy je wsrod bliskich i dalekich bo jestesmy tylko ludzmi, co nie znaczy ze skoro Marysia Kowalska dala mi kosza bo mam zarobki nizsze niz prezes banku to pozostale 300 milionow bab w tej czesci swiata zrobi tak samo :)

pozdrawiam cieplo

(6134)
Karoladata: 15.01.2009, godz: 00:59

Do WERNI i nie tylko:)
W dzisiejszych czasach kiedy panuje raczej ogólne przyzwolenie i wręcz promowanie współżycia gdziekolwiek i z kimkolwiek, zachowanie czystości albo przynajmniej dostrzeżenie sensu w ten wysiłek jest bardzo trudne. Jako osoba "staroświecka" obstaje przy zachowaniu czystości przedmałżeńskiej. (Pewnie dlatego jestem sama:) Dlaczego czystość? Bo daje WOLNOŚĆ!
- od zmartwień, że jestem w ciąży, czy się nie zaraziłam itd.
- Daje wolność od emocjonalnych zranień spowodowanych wykorzystaniem i porzuceniem przez partnera
-Czystość uczy pokonywania własnego egoizmu, jak również samozaparcia, ofiarności, cierpliwości, wytrwałości, odpowiedzialności - a więc uczy prawdziwej miłości. itd itd
Teksty typu "wszyscy tak robią", trzeba się dopasować" "przecież i tak się kochamy to poco z tym czekac do ślubu" mnie z żaden sposób nie przekonują. Ja tam nie chciałabym być porównywana do "byłych", traktowana jak rzecz służąca zaspokajaniu potrzeb seksualnych czy też testowana czy jestem jak gwiazda pornosa czy nie! Chyba zbyt się szanuje żeby tak się rozmieniać na drobne.

(6133)
Karoladata: 15.01.2009, godz: 00:23

Zgadzam się z Grzegorzem co do desperackiego poszukiwania swojej połówki. Czasem zaglądam na ta stronę i czytam ogłoszenia i za każdym razem dochodze do tego samego wniosku. Boże, jacy ci ludzie są zdesperowani!!! Ja też jestem "samotna" i czasami mniej lub bardziej odczuwam brak mężczyzny...chciałabym założyć rodzinę itd. Ale to nie znaczy, że moje całe życie i energia ma się opierać na szukaniu faceta! Mam swoje cele, zainteresowania, pasję...staram się realizować i być szczęśliwa w takim stanie jakim jestem. Staram się ubogacać siebie bym kiedyś miała czym obdażyć kochaną osobę. Co ja mu dam, jak teraz będę siedziała i użalała się nad swoim losem, obwiniała wszystkich i wszytko że jestem sama? Gorycz...pustkę...będę zgryźliwa i oschła a może wogóle nie podejmę z nikim dialogu bo może ktoś znowu będzie chciał przeprowadzić sondaż, pobawić moimi uczuciami i wyrzucić z "listy kontaktów"?
Nie wolno mi powiedzić, że wszyscy ale napewno część z osób szukających tak bardzo potrzebuje uznania, zainteresowania czy w końcu miłości drugiej osoby bo sama nie potrafi siebie zaakceptować, czuje się nic nie warta, nie kochana czy odrzucona. Ale czy ktoś taki potrafi kochać drugiego? O ile się nie mylę miłość nie polega tylko na braniu, czerpaniu przyjemności ze związku ale TEŻ na dawaniu. A co dam - jak nic nie mam? Nie jestem typem samowystarczalnej ale uważam, że szczęścia osobistego nie można uzależniać w 100% od innych. I przede wszystkim trzeba być sobą i autentyczną - dla mnie wykluczone jest dostrajanie się do oczekiwań "każdego" faceta bylebym się spodobała - paranoja! Może się mylę:) ale związek - małżeństwo - to nie więzienie i oprócz praw i obowiązków:) mamy również wolność (dobrze pojmowaną oczywiście)


(6132)
Xysio, lat 24data: 14.01.2009, godz: 23:26

W najgorszych snach nie przypuszczałem, że dożyję dnia, kiedy o wartości człowieka będzie decydowało to, czy i jaki ma samochód. Po pierwsze używane auto można dziś kupić za cenę średniej klasy komputera, a po drugie są ludzie, którzy z wyboru, w imię życia skromnego i zgodnego z naturą, z posiadania samochodu świadomie rezygnują. I co, nie nadają się do założenia rodziny?

Poza tym to jest normalne i naukowo udowodnione, że na wygląd zewnętrzny mniejszą uwagę zwracają kobiety (większą natomiast np. na głos), więc to nie jest jeszcze powód do zgorszenia że ktoś chce mieć ładną żonę.

(6131)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej