Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [472] [473] [474] [475] [476] [477] (478) [479] [480] [481] [482] [483] [484] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Eladata: 14.11.2008, godz: 11:20

Proszę o modlitwe, o przemiane serca, dobrą Spowiedż Świętą i o wzrost wiary, nadziei i miłości.
Bóg zapłać wszystkim.
Pozdrawiam serdecznie.

(5280)
Celina, lat 31data: 14.11.2008, godz: 11:14

Zródełkowicze-mam pewien dylemat i chcę zasięgnąć Waszej opinii.Otóż jestem matką samotnie wychowującą dziecko.Chciałabym zabrać na święta,a póżniej także na okres ferii zimowych, dwoje dzieci z domu dziecka.Jak myślicie,czy to dobry pomysł?Czy nie będą czuły się jak rzeczy pożyczone i oddane?

(5279)
Marcindata: 14.11.2008, godz: 10:25

Do Promienna i Z.
Mnie tam generalnie też nie martwi kto kogo wybiera,kto sobie jak pościeli tak się wyśpi jak mówi przysłowie.Mnie to tylko doprowadza do pewnych refleksji i przemyśleń.Co do rozwodów i rozwodników to problem jest coraz bardziej nabrzmiały,czasami nie wiadomo co w drugim człowieku tak naprawdę siedzi bo są ludzie którzy świetnie się maskują a pózniej wychodzi po ślubie jakimi potrafią być.Co do ideału Maryi czy św.Józefa to właśnie przypomina mi się witraż w moim kościele na którym jest ukazana Maryja jako piękna,młoda dziewczyna ze złożonymi rękami symbolizującymi pobożność i pokorę.I myślę że każdy mężczyzna,nawet ten o nieciekawej reputacji marzy o tym by być z kimś takim,by mieć taką kobietę za partnera.A czy wszystkie kobiety marzą o kimś takim jak św.Józef?...z tego co zauważam to nie,dla niektórych kobiet taki mężczyzna jak Józef jest kimś nudnym,mało rozrywkowym,kimś na kogo by raczej nie zwróciły uwagi.Takie są te moje obserwacje i staram się być w nich obiektywny i wiedzieć rzeczy takimi jakimi są tu i teraz.Oczywiście zgodnie z nauką Kościoła wszyscy jesteśmy grzeszni i upadamy,nie ma ludzi idealnych jak i też takich w których jest tylko zło ale...ale róbmy wszystko co możemy by było w nas więcej dobra niż zła i nie mówmy"Jakiego mnie Boże stworzyłeś takiego mnie masz" bo ta mowa nie prowadzi do życia wiecznego ale do miejsca gdzie szatan jest królem. Pozdrawiam:)

(5278)
piciups, lat 30, e-mail: piciups@gmail.comdata: 14.11.2008, godz: 09:16

pozdrowionka dla wszystkich :)

(5277)
Małgosiadata: 13.11.2008, godz: 20:38

Katarzyna, 25 lat
Kasiu, a ja radzę Ci zwrócić się o pomoc od razu do Pana Jezusa, weź Różaniec w rękę i proś Koronką do Miłosierdzia Bożego. Pan Jezus obiecał nam, że jeśli z ufnością będziemy prosili, to niczego nam nie odmówi, jeśli jest to zgodne z wolą Bożą. Siostra Faustuna modlitwą tą Koronką wypraszała niesmowite łaski u Pana Boga. Wyprosiła nawet uciszenie burzy, a co to dla Pana Boga za trudność znaleźć dla Ciebie pracę. Mnie Jezus pomógł w znalezieniu pracy. Tylko pamiętaj Kasiu, że nasz czas nie jest Jego czasem i nieraz trzeba trochę cierpliwie poczekać. Ja w okresie mojego bezrobocia słyszałam w sercu słowa: "Cierpliwości i ufności. Zaufaj mi". Serdecznie pozdrawiam i głowa do góry - zobaczysz, że będzie dobrze.

(5276)
Z.data: 13.11.2008, godz: 20:34

Marcinie!
Oczywiście że są jeszcze wolne dziewczyny, dla których Maryja jest wzorem, życiową przewodniczką, a nie tylko postacią ładnie wyglądającą na świętym obrazku. Nie ma sensu uogólniać i twierdzić, że wszyscy czy większość to ludzie próżni i bylejacy, zarówno jeśli chodzi o kobiety jak i o mężczyzn. Pytasz o dziewczyny. Podobnie można by zapytać, czy są mężczyźni, którzy nie wybierają próżności i bylejakości, wzorujący się na św. Józefie. Mam nadzieję, że są:)

(5275)
Gosia, lat 21, e-mail: teby44@interia.pldata: 13.11.2008, godz: 20:11

Noemi, podaję swój adres. Dzięki:)

(5274)
promienna, e-mail: promienna29@interia.pldata: 13.11.2008, godz: 19:57

0 Marcinie są są...
a co sie martwisz o te ładne wykształcone dziewczyny, ze biorą sobie takich na mężów?.. pewnie myslisz szkoda ze Ciebie nie chcą..
Odnoszę wrażenie ze za duzo analizujesz ludzi, kto na kogo zasłużył...jakiego powinien sobie wybrac partnera, najlepiej równego sobie , łady ładnego.. mądry mądrego..
każdy jest kowalem swego losu. ja tez czasem widzę jak mężczyzni lecą na urodę ze zupełnie głupieją a potem rozwody bo nie umieja się dogadac albo zona przytyła i się postarzyła... Np na sympatii co drugi to rozwodnik.Kiedys miałam tam konto, nieraz dostałam w ciągu tylko 2 dni 8 maili od samych rozwodników! Byłam w szoku.
Jesli ktos leci tylko na walory zewnętrzne długo sie nie pocieszy..bo z samą urodą życ sie nie da. Nie powiem ze uroda nie idzie w parze z rozumem..
Chyba nie masz co żałowac , widocznie tym dziewczynom imponują cwaniacy, a może z nimi da się żyć, bo im takie typy odpowiadają?
nieraz ludzie bardzo się "kochają" uchodzą za idealną parę a okazuje sie ze biorą rozwód.. Kazdy ma swój rozum i wolny wybór.
Mnie to w ogóle nie martwi co kto wybiera....jesli to robi widocznie ten ktoś mu przynajmniej na dzien dzisiejszy i na przyszłość odpowiada...pozdrowienia dla Ciebie,,

(5273)
Marcindata: 13.11.2008, godz: 19:31

Z coraz większą zgrozą i niesmakiem patrzę na to jak ładne i wykształcone dziewczyny z mojej miejscowoci biorą sobie za partnerów mężczyzn miernych i byle jakich.I tak się zastanawiam:Maryja potrafiła być z mężczyzną który jest wzorem cnót a wokół mnie takie niezrozumiałe związki.Z tego wniosek się nasuwa sam:wiele dziewczyn nie chce żyć na wzór Maryi i wybiera próżność i bylejakość a więc jak tu szukać kogoś wartościowego?....czy są wogóle jeszcze takie wolne dziewczyny?... Pozdrawiam:)

(5272)
K., lat 27data: 13.11.2008, godz: 18:40

Do Katarzyna, 25 lat
Kasiu najlepszym patronem w sprawach pracy jest święty Józef i nowenna ku jego czci lub modlitwa w trudnych sprawach. On jest patronem niezawodnym.
Pozdrawiam serdecznie :-).

(5271)
Katarzyna, lat 25data: 13.11.2008, godz: 11:26

Czy ktoś z Was zna jakąś modlitwę o pracę bądź patrona od tych spraw?! Będę wdzięczna:)
Dobrego dnia Źródłkowiczom!

(5270)
Noemi, lat 31data: 13.11.2008, godz: 11:00

witam Gosie lat 21, Gosiu podam ci maila, ale nie wiem na jaki adres, podaj go jeśli mozesz....pozdrawiam....polecam modlitwie mojego kuzyna, chorego na raka mozgu, majacego przerzyty tam, gdzie nie da się juz operować....caluski dla was skarbeczki i wdziecznosć za waszą obecnosć.m.
P.S moge komuś wyslać egzemplarz książeczki-świadectwa Glorii Polo.

(5269)
Aga, lat 24, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 12.11.2008, godz: 21:22

W pewne upalne,letnie popołudnie dziewięcioletni Barrett Oberle wraz z sześcioletnim bratem, Thomasem,postanowili pójść z kolegą na rower.Kiedy chłopcy wybiegali z domu krzycząc " do widzenia! " i " kochamy cię! ", ich matka,Rachel,jak zwykle upomniała ich,żeby byli ostrożni.
Gdy została sama wróciła do obowiązków domowych,które całkowicie ją pochłonęły. " Po pewnym czasie dotarło do mnie,że chłopców nie ma już bardzo długo.Mieszkamy w małej miejscowości,zazwyczaj gdy idą na rower,wracają po piętnastu - dwudziestu minutach,aby napić się i wyjść znowu.Nie miałam pojęcia,gdzie ich szukać.Zaczęłam się martwić ". Natychmiast przypomniała sobie wszystkie zasłyszane historie o uprowadzonych dzieciach i owładnęło nią uczucie bezradności.Nagle usłyszała głos Boga: " Módl się! ".
" Byłam rozstrzęsiona,nie potrafiłam składnie powiedzieć dwóch zdań po prostu przystanęłam na chwilkę i wyszeptałam: > ".
Pomimo modlitw Rachel była coraz bardziej przerażona.Trzęsły jej się ręce,a strach ściskał żołądek. " Przed oczami przesuwały mi się dramatyczne wizje pogrzebu i przyszłości bez chłopców.Czułam nieodpartą potrzebę wtulenia się w ramiona Ojca Niebieskiego.Poszłam do salonu i uklękłam. > - płakałam,zdesperowana.
Przywarłam do Niego całą duszą.Niemal od razu poczułam,jak ogarnia mnie spokój,całkowity,niczym niezmącony spokój - wyjaśnia . - Czułam się,jakby mnie otulił kocem, którego ciepło ukoiło mój strach i uspokoiło trzęsące się ręce. Znów mogłam jasno myśleć. Zanim podjęłam jakąkolwiek decyzję, zadzwonił telefon. Chwyciłam za słuchawkę.
- Cześć,mamusiu - zaświergotał głos Barretta.
- Gdzie jesteście? - zapytałam,czując,że nogi się pode mną uginają.
- U babci - odparło dziecko.
- To niemożliwe! - wykrzyknęła z niedowierzaniem.
Babcia mieszkała w Waterloo, w stanie Ontario,dokąd samochodem jechało się dwadzieścia minut. Autostrada prowadząca do Waterloo z naszego miasteczka, Elmiry, była jedną z najbardziej ruchliwych w całym regionie.
- Naprawdę jesteśmy u babci! - zapewił Barrett i wybuchnął płaczem ".
Rachel odłożyła słuchawkę i pobiegła do samochodu. Jechała szybko,nie mogąc się doczekać spotkania z synami. Kiedy dotarła na miejsce i usłyszała ich historię,potrzeba modilitwy nabrała całkiem nowego znaczenia.
Bracia wraz z kolegą przyjechali prawie pół drogi do Waterloo. Barrett i Thomas wiedzieli, że to zbyt daleka podróż, lecz,cóż, byli tylko małymi chłopcami.W pewnym momencie kolega przypomniał sobie, że musi poroznosić gazety i zawrócił do miasteczka. Chłopcy szybko stracili go z oczu i nie mieli pojęcia, jak odnaleźć drogę do domu. Postanowili jechać dalej : Barrett był pewien, że trafi do babci.Wjechali na autostradę numer 85. Przejechali kilka kilometrów szosą ,słynną z szybkich kierowców, dużego natężenia ruchu i licznych wypadków.Zatrzymali się w przydrożnym sklepiku, żeby nalać wody do bidonów i pójść do łazienki. Gdy ponownie wyruszyli w drogę, zaczęły się popołudniowe korki. Zanim udało im się dotrzeć do centrum Waterloo, musieli minąć wiele niebezpiecznych zjazdów z autostrady i poradzić sobie z licznymi światłami drogowymi. Kiedy w końcu znaleźli dom babci, spotkali ją przy samochodzie : właśnie miała jechać do pracy. Widząc zziajanych i spoconych chłopców , wysiadła z auta i zapytała : " Czy mama wie, że tu jesteście? ".
W milczeniu milcząco pokręcili głowami. Nagle zaczęło do nich docierać, przez co przeszli w ciągu dnia. Po twarzy Barretta popłynęły łzy.
- Za chwilę już by mnie tu nie było. - wyszeptała babcia, przytulając chłopców. - Co byście wtedy zrobili?
- Pojechalibyśmy z powrotem - wymamrotał Barrett.
Gdy wracali do domu, Rachel opowiedziała chłopcom, że Bóg kazał jej modlić się o zdrowie i bezpieczeństwo synów oraz że nie zaprzestała modlitwy aż do czasu, gdy zadzwonił telefon. Barrett spojrzał na matkę szeroko otwartymi oczami.
- Kiedy napełniliśmy butelki i wyruszyliśmy w dalszą drogę do babci,jakiś głos mi powtarzał, żebyśmy się pospieszyli. Cały czas go słyszałem, ciągle tylko " Pospieszcie się, pospieszcie się ".
- Wiesz kto do ciebie przemawiał? - zapytała Rachel .
Barrett skinął głową.
- To był Bóg.
Resztę drogi chłopcy przesiedzieli w milczeniu, wpatrując się w przesuwające się za oknem pejzaże. Zmęczeni przycupnęli jeden koło drugiego, malutcy i cisi. Z bagażnika dochodziło stukanie i pobrzękiwanie rowerów.
Barrett nigdy nie zapomniał brzmienia głosu Boga ani siły modlitwy matki. " Jestem przekonana, że będzie pamiętał to doświadczenie przez całe życie. Pozostanie ono niepodważalnym, żywym dowodem na to,że Bóg istnieje naprawdę oraz, że modlitwy działają ".


Relacja z książki :

" Cuda dnia powszedniego. Bóg podaje rękę potrzebującym "
Autor: Bell James ,Clark Stephen

Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich! :)

(5268)
Tawo, lat 55, e-mail: ta263@o2.pldata: 12.11.2008, godz: 16:26

Poznam kogoś kto lubi korespondować na ciekawe tematy.
Jestem mężczyzną żonatym, inne cele znajomości wykluczone.

(5267)
Basia 9841391, lat 25data: 12.11.2008, godz: 10:25

Do mama

Skąd jest syn, wyżej podałam gg, możemy popisać. Pozdrawiam :)

(5266)
Marcindata: 12.11.2008, godz: 10:16

Do Gosia i Karina
Dzięki za pamięć i miłe życzenia imieninowe:)Czytałem wczoraj jak co rok list Sewera zamieszczony w brewiarzu w którym opisuje ostatnie dni życia św. Marcina.Rzeczywiście godne naśladowania jest jego życie.Tak często piszą że św.Marcin był cichy i ubogi choć był biskupem kochanym przez tych do których był posłany.Cichość i ubóstwo...te cechy zamierają we współczesnym świecie dziś wielu chce i robi wszystko by było o nich głośno,wielu wszystkimi siłami dąży do bogactwa uważając ubóstwo za hańbę i poniżenie.Niestety nawet kapłani ulegają tendencji bogacenia się i faworyzowania na parafiach tych którzy mają znaczenie i pieniądze a biedniejszych spycha się na marginez.A przecież:"błogosławieni ubodzy...","błogosławieni cisi...".... Pozdrawiam w ten kolejny piękny dzionek:)

(5265)
..., e-mail: ktos@op.pldata: 11.11.2008, godz: 21:24

Łączmy się w modlitwie za ,,współczesne obozy koncentracyjne,, za wszystkie ofiary i tych ktorzy oddają życie za wolność. Dziękuję i przepraszam...

(5264)
dziecko, e-mail: ciutblizejnieba@o2.pldata: 11.11.2008, godz: 19:54

Witam Wszystkich serdecznie.

Jakis czas temu pisałam tu lepsze i gorsze slowa, bywało roznie...
Teraz podzielę sie jedną myslą z Wami drodzy Żrodełkowicze, po dlugiej nieobecności.

BÓG JEST ŻYWY !! I DZIAŁA 24 NA DOBĘ. MAM 100% PEWNOŚCI.

Prowadzi nas kazdego dnia, na sekundę nie opuszcza, a najbardziej jest obecny wtedy gdy Go nie czujemy, gdy jest najcięzej....Łaska Boża jest związana z WYDARZENIAMI A NIE WYOBRAZNIĄ. Tego doświadczyłam dopiero teraz w obliczu dramatu, jakim jest rozkład mojego małzenstwa.. To Bóg pokazał mi poprzez Ewangelię, jakie kroki mam podejmować. Ewangelia w moim życiu stała się ŻYWA. Bog tez posłał do mnie Anioły - swietnych psychoterapeutów, lekarzy duszy i ciała i wiernych przyjaciół. A Bóg obdarzył mnie łaską przyjęcia prawdy, która przez nascie lat była czystą abstrakcją, dziś jest smutną prawdą. Smutną ale prowadzącą do ŻYCIA EWANGELIĄ. Jest to poczatek drogi, trudnej z cierniami, ale JEDYNEJ I WŁAŚCIWEJ. W moim sercu BOG spowodował, że odzyskałam Niepodleglosc, w więzieniu dni uczy jak BYC WOLNYM, JAK CHWALIC GO I JAK KOCHAC.
Zbieznosc dat i wydarzen w moim zyciu nie jest przypadkowa. Wszystko Bóg widzi , otacza płaszczem swojej opieki i prowadzi, wystarczy ZAWIERZYC MU SIE CAŁKOWICIE I OFIAROWAC MU WSZYSTKO TO CO OD NIEGO POCHODZI. Wówczas mozemy zobaczyć gołym okiem Jego działanie dla naszego dobra.
Proszę wszystkich o modlitwę bo mimo, iz odeszlam od męża, zgodnie z zasadami prawa kanonicznego, to jest to dopiero poczatek drogi, w której wciąz chcę byc otwarta na Boże działanie. A jasne jest tylko to, że nie mam pojęcia co mnie czeka, wiem jedno, jest to najtrudniejszy czas mojego zycia, w którym chcę ocalic moje dzieci oraz kilka dusz przed zagładą duchową i psychiczną. Jest to ostatni moment na wykorzystanie ponownej szansy jaką Bog mnie obdarzył. Następna mogłaby sie juz nigdy nie pojawic.

Byłam w NIEMOCY PRZEZ 18 LAT I BÓG MNIE UZDROWIŁ.

Moje ALLELUJA jest narazie przez łzy, ale wierzę, że gdy moi bliscy z pokojem w duszy się usmiechną i zawierzą Jezusowi i Maryi, wtedy moje ALLELUJA bedzie wyspiewane na cztery strony świata, ale to jeszcze mnostwo pracy....
Nie możemy tracić wiary , nawet a może przede wszystkim w obliczu największych trudnosci jakie nas spotykają.

Dziękuję za WASZĄ OBECNOSĆ I ŻYCZĘ WSZYSTKIM otwarcia się na miliony ŁASK KTÓRE JEZUS DLA NAS PRZYGOTOWAŁ.

(5263)
karina, e-mail: karinne@op.pldata: 11.11.2008, godz: 19:30

do Marcina!
tez dołaczam sie do najlepszych zyczeń imieninowych... pełnych słońca i odważnych spełnionych marzeń tych pilnych i nieodkrytych:)
oraz błogosławienstwa , niech odejdą precz smutki, nie opuszcza Cie nadzieja i radość. Gratuluję odważnego patrona! :)

(5262)
Krzysztof, lat 22, e-mail: krzysl3k@wp.pldata: 11.11.2008, godz: 19:25

Czy można zrobić coś w sprawie porządku na czacie? Tam juz nie można normalnie, swobodnie porozmawiać.

(5261)
..data: 11.11.2008, godz: 19:19

Do Gosi .
Na tej stronce, na home jest modlitwa tajemnica szczęścia ona naprawdę działa, zajmuje jakieś 20 minut dziennie . Można ją prosić o cokolwiek. Zresztą modlitwa zmienia życie.

(5260)
mamadata: 11.11.2008, godz: 19:19

mam syna ktory nie ma szczescia w poszukaniu szczerej dziewczyny jest zawsze oklamywany jest normalnym chlopakiem ma 27 lat nie wiem dlaczego tak sie dzieje za co tak cierpi

(5259)
mamadata: 11.11.2008, godz: 19:17

mam syna ktory nie ma szczescia w poszukaniu szczerej dziewczyny jest zawsze oklamywany jest normalnym chlopakiem ma 27 lat nie wiem dlaczego tak sie dzieje za co tak cierpi

(5258)
karina, e-mail: karinne22@op.pldata: 11.11.2008, godz: 18:50

do PM :bardzo fajne cytaciki:) a mozna wiedziec z jakiej pochodzą książeczki, czyjego autorstwa?
i skąd pochodzi cytat "nie ma ochłody dla potępionych" dotyczy samobójców?
w przeżyciach smierci klinicznej dr GLoria Polo opisuje ze spotkała mase dusz samobójców zostawionych "sobie" gdyz muszą oczekiwać az do czasu naturalnej śmierci gdyby zyli i cierpią niesłychane męki gdyż szatan ma dostęp do ich duszy , nie moga odwiedzac ich aniołowie, tylko płacz jęk a nawet krzyk..ale wiadomo te dusze nie zostały potępione, mają tylko zwielokrotnione męki. Podobnie czytałam w zapiskach Marii Simmy. dlatego pytam o ten cytat..
pozdrawiam :)

(5257)
gosiadata: 11.11.2008, godz: 18:50

Najlepsze życzenia imieninowe dla Marcinów.

(5256)
Trawiasta, lat 27data: 11.11.2008, godz: 18:49

Gosiu, podaje Ci email
trawiasta81(małpa)o2.pl

pozdrawiam Cie serdecznie i wszystkich Was tutaj :)

(5255)
gosiadata: 11.11.2008, godz: 18:48

Do Gosia21. Jesli piszesz to na stronie katolickie to pewnie zdajesz sobie sprawe ze nasze zycie nie konczy sie wraz ze smiercia tu na ziemi. Polecam Ci,również poczytaj sobie o życiu Glorii Polo.

(5254)
do Gosi, lat 25data: 11.11.2008, godz: 18:13

Gosiu, w odpowiedzi na Twój ostatni wpis: " Przyjdzie taki czas, kiedy roztrzaskam swoje skrzypce. Jednak jeszcze nie teraz, jeszcze muszę trochę rzeczy załatwić"

chciałbym odpowiedzieć następującym cytatem zaczerpniętym z pewnej książeczki:

"Tylu ludzi umiera nagle i niespodziewanie. Bo o godzinie, której nikt się nie spodziewa, przyjdzie Syn Człowieczy. A kiedy nadejdzie już ta ostatnia godzina, zaczniesz zupełnie inaczej patrzeć na całe swoje minione życie i będziesz żałował, żeś był tak niedbały i tak słaby"
" Czemu odkładasz do jutra postanowienie? Wstań, zacznij od tej chwili, powiedz sobie: Teraz jest czas działania, teraz jest czas walki, teraz jest czas poprawy. Kiedy ci źle, kiedy cierpisz, wtedy właśnie pora zacząć wszystko od nowa."

czytając Twój wpisy Gosiu, wnioskuję, że jest Ci źle, zbrzydło Ci życie, chciałabyś je skończyć, ale.... no właśnie jest to "ale". Chcesz załatwić pewne rzeczy...ale jeszcze nie dzisiaj... za jakiś czas...
a ja myślę, że może warto już teraz, już w tej chwili zmieniać swoje życie na lepsze.

A ponadto skąd w Tobie ta pewność, że śmierć wszystko zakończy? Znów posilę się cytacikiem:
"Tam nie ma spoczynku, nie ma ochłody dla potępionych, tu przecież czasem przerywa się pracę, czasem przyjaciel pocieszy"

Wiadomo, tu na ziemi jest źle, tyle złą, cierpienia, nienawiści... ale tu jesteśmy tylko chwilę, a tam będziemy przez całą wieczność.

Posilę się jeszcze cytatem z listu św. Jakuba 1,12 "Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma próbę, weźmie wieniec żywota, obiecany przez Boga tym, którzy go miłują".

i może jest Tobie Gosiu trudno, ale proszę Cię, przetrzymaj ten trud... będzie lepiej... musi być lepiej

pozdrawiam PM, a jeśli masz ochotę, to zapraszam na e-maila: qes7@o2.pl





(5253)
Monika, lat 34data: 11.11.2008, godz: 16:43

Gosiu lat 21 wlasnie dlatego jest modlitwa. To ze tu napisalas jest dowodem ze teskni Twoje serce za czyms czego nie znasz. Moja wiara jest slepa, ale przewodnikiem Jan Pawel II i wiesz czuje obecnosc mojego zmarlego braciszka. Twoja modlitwa sa nawet Twoje wpisy bo szczerze wypowiadasz to co czujesz. Uwierz ze pewnego dnia Pan Bog indywidualnie jak do Coreczki i jedynej owieczki przyjdzie do Ciebie, tylko mow do Niego w samotnosci swojego serca.
Powiem Ci moja wiara jest silna ale tez czuje sie na dnie w swoim mysleniu dlatego wciaz pisze tutaj. Jednak mam nadzieje ze po tym sie odbije i moja wiara bedzie prawdziwsza. Chce wierzyc i nie szukam dowodow przeciwko. "Jak lania pragnie wody ze strumieni tak dusza moja pragnie Boga Zywego."

(5252)
wodadata: 11.11.2008, godz: 15:07

Dla szukających z okolic Warszawy polecam wspólnotę Woda Życia:

http://www.wodazycia.pl/


(5251)
Gosia, lat 21data: 11.11.2008, godz: 14:38

Przepraszam, Trawiastą nie Trędowatą:) pomyliłam się, wybacz

(5250)
Gosia, lat 21data: 11.11.2008, godz: 14:34

Tak, ja też chce rosić o maila: Noemi, Trędowatą i PM. Byłabym wdzięczna, ale nie chciałabym zawracać głowy. Pozdrawiam, dziękuję.

(5249)
do Noemi l31, e-mail: lily_9@o2.pldata: 11.11.2008, godz: 14:19

Mam prośbę, czy mogłabys podać swojego maila? Pozdrawiam

(5248)
Paulina, lat 17, e-mail: usi1@buziaczek.pldata: 11.11.2008, godz: 14:10

hmm...jak tak czytam wszystkie te wpisy, to zastanawiam się dlaczego tylu ludzi jest pesymistycznie nastawionych do życia...

,,Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada. Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia.
Zapytany jak się czuje odpowiedziałby:
"Gdyby było lepiej, już bym chyba nie wytrzymał!".
Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień, Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji.
Widząc to, bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go:
- Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?
Michał odpowiedział:
- Każdego ranka, gdy się budzę mówię sobie -"Michał, masz dzisiaj dwie możliwości -możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor". I wtedy wybieram dobry humor. Za każdym razem, gdy wydarza się coś niedobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem, gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony."
- Zaraz, to nie jest takie proste! - Zaprotestowałem.
- Ależ tak, to właśnie takie jest. - Odpowiedział Michał. - Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie. To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie.
Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji.
Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku. Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział:
- Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał! Chcesz zobaczyć moje blizny?
Nie chciałem, ale zapytałem, o czym myślał w chwili wypadku.
- Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić. - Odpowiedział Michał. - Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie.
- Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności? - Spytałem.
Michał kontynuował:
- Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem "ten facet już nie żyje". Wiedziałem, że muszę coś zrobić.
-I co zrobiłeś? - Spytałem.
-Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie. - Opowiadał dalej Michał. Spytała, czy jestem na coś uczulony. "Tak" - odpowiedziałem. Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem: "na grawitację". Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem:
"Wybieram życie. Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego."
Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie. Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim."

tylu ludzi chciałoby żyć a nie otrzymali takiej szansy...Ty ją masz-żyjesz-co z tym zrobisz??? wybór należy do Ciebie? JEŚLI TY SIĘ PODDASZ TO KTO ZWYCIĘŻY?....pomyśl...




(5247)
Gosia, lat 21data: 11.11.2008, godz: 13:57

Chciałabym umrzeć, choć śmierci też się boję. Jednak życie to zbyt trudna rzecz dla mnie. Nie jestem zdolna do czynu. Przyjdzie taki czas, kiedy roztrzaskam swoje skrzypce. Jednak jeszcze nie teraz, jeszcze muszę trochę rzeczy załatwić, coś po sobie zostawić. Czekam na ten dzień z utęsknieniem i z lękiem jednocześnie. Wolna, niezależna od przemijania, sędzia dla samej siebie. Prawdopodobnie zadam sobie śmierć, ale jeszcze za jakiś czas, może za parę lat. Wcześniej muszę pospłacać pewne długi, coś po sobie zostawić. Jak zobaczę, że to uczyniłam, to zakończę to pasmo nieporozumień i absurdalnych pomyłek, zwane życiem, ale tak, żeby jak najmniej dotknęło to moich bliskich. Pozdrawiam i dziękuję za słowa otuchy i rady. Mam wrażenie, że nie możemy się mimo Waszych szczerych chęci porozumieć. Mówimy innymi językami, ja żyję w innym świcie. Jeszcze raz mimo to dziękuję.

(5246)
noemi, lat 31data: 11.11.2008, godz: 12:43

Gosi....bede pamietać o Tobie, widze, ze to co tu napisano do ciebie zupełnie się pokrywa z tym, co i ja bym powiedziala....ja też mialam kryzysy i to duze,też mialam problemy, ze musialam się po egzorcystach włóczyć, bo moje zycie bylo na dnie!!!!a teraz jestem wdzieczna....za wszystko, a najbardziej za doświadczenie swojego własnego grzechu, ktory był duży, ale teraz mam ufnośc bez granic i prosze Jezusa zeby tak bylo juz na zawsze, ale ze mną wszystko jest możliwe, nawet kolejne odejscie od Boga, nie polegam na swoim rozumku i tym, co sobie wydumam o rzeczywistości i o sobie, o Nim,a w tej ciemności, ktora jest swiatlem dla mnie, doświadczam Jego Opieki, tak naprawde nie czując niczego zmysłami, ale majac tę ogromną pewnośc, ze ....Tylko ON!
nie bede się silić na madrości, po co? Ty i tak sama znajdziesz Prawde o wszystkim, pozwol tylko sobie na tę bezradnosc i zapragnij bardzo, zeby On ci objawil siebie.....caluski.m.

(5245)
Marcindata: 11.11.2008, godz: 12:10

Wśród świadectw życia po życiu polecam świadectwo Glorii Polo,mnie ono umocniło w wierze i przekonaniach które mam od dawna. Pozdrawiam:)

(5244)
do Gosi, lat 25data: 11.11.2008, godz: 12:00

Napisałaś Gosiu: "jestem i tchórzem i nędzarzem jednocześnie" a gdzie indziej "nie umiem uwierzyć".
Pomyślałem sobie, że mógłbym wykorzystać pewien cytat z pewnej książeczki:

"Skąd więc mam czerpać nadzieję, komu ufać, jeśli nie wielkiemu miłosierdziu Bożemu i jedynej nadziei łaski niebieskiej?.
Bo choćby otaczali mnie sami dobrzy ludzie i bracia oddani, wierni przyjaciele, święte książki, piękne rozprawy, słodkie śpiewy i hymny, wszystko to niewiele pomoże ani nasyci, kiedy opuści mnie łaska i stanę zdany na własną nędzę. Nie ma na to lepszego lekarstwa niż cierpliwość i wyrzeczenie się swojej woli dla woli Bożej."

"Nędzarzem jesteś, skądkolwiek pochodzisz i gdziekolwiek się udajesz, chyba że zwrócisz się ku Bogu. Po cóż się trapisz, że nie wiedzie ci się tak, jak byś chciał i pragnął? Czy istnieje ktoś taki, kto miałby wszystko, czego zapragnie? Ani ja, ani ty, ani nikt inny na świecie. Nie ma na świecie człowieka, który by nie zaznał cierpienia lub niepokoju, choćby był królem czy papieżem."

polecam wszystkim wczytanie się w powyższe słowa; mogę jedynie na własnym przykładzie powiedzieć, że życie bez Boga jest naprawdę nędzą; wiara dodaje sił. Nie wiem, może Boga nie ma, ale zawsze w duszy człowieka jest tęsknota za Bogiem, za Stwórcą, za kimś Najwyższym. Z wiarą zawsze łatwiej.

do Trawiastej, wpis 6159
Naprawdę pięknie, w prostych słowach napisałaś o swoim braciszku. Wzruszyłem się czytając historię twojego brata i jego ogromną wiarę.

pozdrawiam Was wszystkich, PM

(5243)
Krzysiek, lat 38, e-mail: krzysztofknsz@interia.pldata: 11.11.2008, godz: 10:08

Poznam nawróconą chrześcijankę w wieku 26-36 lat (ekstrawertyczkę)

(5242)
Aga, lat 24, e-mail: modus_vivendi@o2.pldata: 11.11.2008, godz: 10:06


Witajcie:)

Gosia napisałaś że :

" Marcin, nie wiemy, skąd i dokąd idziemy. Najwyżej się domyślamy i to są właśnie mity... Czasem bywają pożyteczne... Wiary brak. "

Chciałabym Ci coś zostawić do poczytania.Sięgnij po pewną książkę w której zawarta jest tajemnica,znajdziesz tam odpowiedzi na nurtujące pytania o życie i poszukiwanie prawdy do której próbujesz dojść. Tobie jak i innym bardzo polecam książkę :


W OBJĘCIACH JASNOŚCI
Betty J.Eadie


Nagły kryzys po operacji, jaką Betty J. Eadie przechodziła w wieku trzydziestu jeden lat, sprawił, że znalazła się w stanie śmierci klinicznej. Doświadczenia, które wówczas stały się jej udziałem, uważane są za jedne z najpełniejszych i najbardziej wstrząsających wizji „życia po życiu", z jakimi kiedykolwiek zetknęli się studiujący to zjawisko badacze. Po odratowaniu Betty potrafiła przekazać i odtworzyć z niemal fotograficzną wiernością wszystko, co zobaczyła, co usłyszała i czego się nauczyła. Przeżyciami, które zmieniły jej widzenie świata i całe życie, pragnie się obecnie podzielić z innymi ludźmi przynosząc im w ten sposób nadzieję i pocieszenie.



Przedmowa

Z lektury książki Betty J. Eadie W objęciach jasności dowiedziałem się więcej o przeżyciach z pogranicza życia i śmierci niż ze wszystkich swych życiowych doświadczeń, włącznie z dziesięcioletnim okresem studiów nad tego rodzaju zagadnieniami i wywiadami z dziećmi i dorosłymi, którzy przeżyli śmierć kliniczną. W objęciach jasności to nie tylko historia umierania Betty Eadie po operacji i jej powrotu do życia, to przede wszystkim podróż do jądra znaczenia naszego życia. Pamiętam młodego chłopca, który przeżywszy zatrzymanie akcji serca powiedział później do swoich rodziców:
,,Zdradzę wam cudowną tajemnicę — wchodziłem po schodach do nieba". Chłopiec był za mały, by potrafił wyjaśnić znaczenie tych słów. W książce Betty J. Eadie zawarta jest ta sama cudowna tajemnica. Nie jest to tajemnica życia po śmierci, to tajemnica życia.
Przeżycie z pogranicza śmierci jest w gruncie rzeczy doświadczeniem umierania. Wszyscy tego doznamy— biedni czy bogaci, zbrodniarze czy święci. Myślałem przedtem, że gdy umrzemy, wstąpimy po prostu w ciemność i tak zakończymy życie. Podczas swej praktyki lekarskiej widziałem śmierć wielu dzieci i dorosłych i nigdy nie miałem powodu myśleć inaczej. Dopiero, kiedy mogłem zapytać tych, którzy przeszli śmierć kliniczną, czego wówczas doświadczali, dowiedziałem się, że sam akt umierania jest przeżyciem radosnym i duchowym. To nie ciemność oczekuje nas u kresu życia, ale światło pełne miłości — światło, które, jak powiedziało pewne dziecko — „ma w sobie dużo dobrych rzeczy".
Przeżycia z pogranicza życia i śmierci nie są spowodowane niedotlenieniem mózgu ani narkotykami, ani psychicznym stresem wywołanym przez strach przed śmiercią. Prawie dwudziestoletnie badania naukowe wykazały, że doznania te są naturalnym i normalnym procesem. Określono nawet, w których partiach mózgu zachodzą. Znaczy to, że są z całą pewnością rzeczywiste, że nie wywołują ich halucynacje umysłu. Są tak rzeczywiste jak każda inna zdolność człowieka, tak rzeczywiste jak matematyka albo język.
Upłynęło osiem lat od czasu, kiedy moja grupa badawcza z Uniwersytetu w Waszyngtonie i Szpitala Dziecięcego w Seattle opublikowała tę informację w zeszytach Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarzy Pediatrów. Ale, mimo że badania te zostały powtórzone przez naukowców z całego świata, łącznie z naukowcami Uniwersytetu Florydy, Szpitala Dziecięcego w Bostonie i Uniwersytetu w Utrechcie w Holandii, nie znalazły szerokiego zrozumienia. Nasze społeczeństwo nie przyjęło jeszcze do wiadomości rozszerzenia naukowej wiedzy dotyczącej procesu umierania. A powinniśmy pamiętać, że jesteśmy zarówno istotami biologicznymi, jak i duchowymi. Liczne problemy społeczne, takie jak kryzys opieki lekarskiej, odebranie godności aktowi umierania, kult zachłanności, który zrujnował naszą ekonomię, narodowa hańba, jaką są bezdomne kobiety i dzieci — wszystko to wypływa z braku rozumienia, że jesteśmy istotami duchowymi, które wzajemnie od siebie zależą.
Książka W objęciach jasności uczy nas, że życie każdej jednostki jest ważne i znaczące. Za każdym razem szokuje mnie to, że ci, którzy weszli w jasność Boga podczas śmierci klinicznej, powracają z prostym i pięknym przesłaniem:

„Miłość jest dobrem najwyższym... Musi zapanować miłość... Swoimi własnymi myślami stwarzamy otoczenie wokół siebie... Jesteśmy na ziemi po to, byśmy żyli pełnią życia, odnaleźli radość w swojej twórczości, doświadczyli zarówno wzlotów, jak i upadków, i korzystali ze swojej wolnej woli, by uczynić nasze życie pełniejszym i znaczniejszym". Powróciwszy do życia, Betty nie wygłasza wzniosłych apeli o ustanowienie nowego kościoła czy wynalezienie cudownych leków na choroby — głosi jedynie proste przesłanie miłości. Znaczenie jej przeżyć z pogranicza śmierci jest jedno: „Powinniśmy się kochać. Powinniśmy być dobrzy, tolerancyjni i z oddaniem wzajemnie sobie służyć".

Ta książka jest w istocie podręcznikiem opisującym przeżycia z pogranicza śmierci, napisanym w formie prostej opowieści, zrozumiałej dla każdego. Ja sam nigdy nie doznałem podobnych przeżyć, odnosiłem się, więc sceptycznie do tego, co mi opowiadano. Dla sceptyka, który jednak pragnie zrozumieć, najtrudniejsze jest wyobrażenie sobie, jak to jest — znaleźć się poza swoim fizycznym ciałem. Książka Betty Eadie, ukazując poszczególne etapy tego doświadczenia, wypełnia tę lukę, sprawia, że nieznane staje się zrozumiałe.
Kiedy Betty Eadie zaczęła umierać, miała wrażenie, że jej ciało staje się coraz słabsze. Jednocześnie poczuła nagły przypływ energii wewnętrznej. „Było to tak, jakby coś we mnie w środku pękło czy wyzwoliło się. Poczułam się wolna, to było moje pierwsze wrażenie. W tym doznaniu nie było nic nienaturalnego". Potem spotkała opiekuńcze dusze, które pomogły jej zrozumieć znaczenie i istotę ziemskiego życia. Gdy następowała śmierć, weszła w ciemność i znalazła się w długim tunelu. ,,Pomyślałam, że to właśnie musi być przejście do innego świata — opowiada. — Nigdy w życiu nie czułam się tak spokojna".
Betty znalazła odpowiedź na pytania, jakie ludzie od lat zadawali mi na temat przeżyć z pogranicza śmierci — pytania, na które nigdy nie umiałem odpowiedzieć. Po tamtej stronie obejrzała całe swoje życie, lecz nie była osądzana przez innych — jedynie przez samą siebie. Zrozumiała znaczenie i przyczyny niektórych negatywnych doświadczeń z pogranicza śmierci i dlaczego te przeżycia tak bardzo nas niepokoją. Dowiedziała się, dlaczego życie często bywa ciężkie i dlaczego zło dotyka także dobrych ludzi. Uświadomiła sobie, dlaczego ci, którzy umarli, niechętnie wracają do swoich ciał. „Krępujący ciężar ciała i jego zimno były okropne — pisze. — Po tym, jak poznałam duchową wolność, stałam się znowu więźniem ciała".
Betty doświadczyła przeżyć z pogranicza śmierci nie tylko jako osoba dorosła, została przygotowana do tego już w dzieciństwie. Dzieci przeżywają to w sposób prosty i czysty, nie skażony religijnymi czy kulturowymi oczekiwaniami. Nie starają się, co często zdarza się dorosłym, tłumić tych przeżyć i bez trudu przyjmują duchowe następstwa wynikające z ujrzenia Boga. Nigdy nie zapomnę pięcioletniej dziewczynki, która wyznała mi nieśmiało: ,,Rozmawiałam z Jezusem. Był bardzo miły. Powiedział, że jeszcze nie pora, żebym umierała". Dzieci lepiej niż dorośli zapamiętują przeżycia z pogranicza śmierci i wydaje się, że w wyniku tych doświadczeń łatwiej im jest potem zrozumieć swą własną duchowość. Jeśli w wieku dojrzałym doświadczą tego po raz wtóry, są to zazwyczaj przeżycia wyjątkowo silne i pełne.
Znaczenie doświadczeń z pogranicza śmierci polega przede wszystkim na tym, że pomagają nam zrozumieć sens naszego ziemskiego bytowania. Niewiele ponad sto lat temu uznaliśmy, że człowiek nie ma duszy, a zatem i życie po śmierci nie istnieje. Wywołuje to w nas nienaturalny strach przed śmiercią i nie pozwala cieszyć się życiem. Betty Eadie pisze, że świadomość tego, iż umieranie jest procesem duchowym, powinna wzbudzić w nas pragnienie doskonalszego, pełniejszego życia. „Teraz wiedziałam, że Bóg naprawdę istnieje — powiada. — Już nie wierzyłam tylko w jakąś siłę wyższą... Ujrzałam kochającą istotę, która stworzyła wszechświat..."
Pewna mała dziewczynka powiedziała mi, że kiedy umarła, zobaczyła swoje nowe życie. Przyznała, że chociaż w szkółce niedzielnej słyszała o niebie, nie bardzo w nie wierzyła. Ale kiedy umarła i potem powróciła do życia, stwierdziła:
„Już się nie boję śmierci, ponieważ teraz wiem na ten temat trochę więcej". Nie oznaczało to wcale, że chciała znów umrzeć, przekonała się bowiem, że „życie jest po to, żeby żyć, a jasność jest na później". Gdy zapytałem ją, w jaki sposób ją to doświadczenie zmieniło, namyślała się przez dłuższą chwilę, po czym powiedziała: „To fajnie być miłą".
W objęciach jasności uczy nas tego samego: „Jeśli będziemy dobrzy, będziemy się radowali". Kiedy Betty zapytała Jezusa: „Dlaczego przedtem tego nie wiedziałam?" — odpowiedział jej: „Musisz najpierw poznać smutek, zanim będziesz mogła poczuć radość". To proste stwierdzenie zmieniło moje rozumienie życia. Uświadomiłem sobie, że muszę przyjąć na nowo proste prawdy, które znałem zawsze, lecz lekceważyłem.
Jako amerykańska Indianka Betty w dzieciństwie przebywała w internacie. Przed wejściem do szkoły widniał wielki napis, który głosił: ,,Jeśli ludzie nie mają przed sobą wizji, zginą". Nasze społeczeństwo zatraciło zdolność rozumienia duchowego aspektu życia. Uczyniliśmy z umierania ponury obrządek: pacjenci ukryci w szpitalach konają w zimnym towarzystwie maszyn, zamiast w otoczeniu krewnych i przyjaciół. Zapomnieliśmy, jak godnie umierać, gdyż nie jest to już część naszego zwykłego życia. Zapomnieliśmy też jednocześnie, jak żyć. Znany mitolog, Joseph Campbell, powiedział kiedyś, że wiele naszych współczesnych problemów, od narkotyków do przemocy na ulicach miast, bierze się właśnie z powszechnego braku duchowej wizji. Zapomnieliśmy, jak ważne pod względem duchowym jest nasze zwyczajne życie.
W książce W objęciach jasności zawarta jest wielka tajemnica. To coś, co prorocy i przywódcy duchowi usiłują przekazać nam od tysięcy lat. Ma to taką moc, że może odmienić całe wasze życie.

Dr med. MELVIN MORSE

Zachęcam do przeczytania całej książki,bo warto naprawde!
Zostawiam

http://www.sendspace.pl/file/ygvfGlqa/

mam nadzieje,że to pomoże uwierzyć i zrozumieć sens wielu rzeczy:)

(5241)
promienna, e-mail: promienna29@interia.pldata: 11.11.2008, godz: 08:24

do Gosi;
mysle ze powinnas wyrzucic ze słownika "nie umie, nie mogę, nie potrafię... one juz na wstepie Cię kształtują na- nie. jest cos w psychologii takiego ze człowiek podporządkowuje sie myslom..
nie oczekuj ze dopoki nie zrozumiesz to nie uwierzysz.. poprostu małymi krokami, przeczytaj codziennie kawałek biblii i kontempluj te słowa. Odmawiaj koronke do Ducha sw, tylko przez modlitwę, rozważanie słowa można otrzymać swiatło. samo nie przyjdzie.
Ciągle mówienie nie i nie, do niczego nie prowadzi, nawet blokuje.
starac sie by nie wpadac w nicość ..
jak to sie mowi szukajcie a znajdziecie:) Jeśli bardzo się czegoś pragnie to się osiągnie tym bardziej na polu wiary, trzeba trochę czasu i cierpliwości jak to w zyciu w dążeniu do dobrego..

czytałam link podany przez Karinę, jest świetny! to własnie znaczy wierzyć, pomimo...
jak Abraham..

(5240)
Trawiasta, lat 27data: 11.11.2008, godz: 01:23

Gosiu, kochana... przeczytalam to co piszesz (tak pokrotce) i widze ze jest w Tobie olbrzymia tesknota za Bogiem, za poznaniem Prawdy, za zrozumeniem, za swiatlem... czytajac Twoje wpisy widac ze szukasz, pytasz i nie stoisz w miejscu i nie czekasz az samo sie objawi.
Brawo! Choc bedziesz doznawac rozczarowan i pustki, choc bedzie Ci ciezko to wierze ze pewnego dnia poznasz Prawde i poczujesz ja sercem....Ze uwierzysz.

Ja tez dochodzilam do tej wiary etapami. Ibyl czas gdy sie sama od Boga odwrocilam plecami... Byl czas ze zadawalam pytania Bogu "DLACZEGO?" "PO CO?" - ale pozniej przychodzilam do domu w ktorym byl niepelnosprawny brat, patrzylam na niego, na jego milosc, obserwowalam jak przezywa Eucharystie w kosciele, jak przyjmuje Komunie... i cos we mnie pekalo. Cos sie dzialo takiego ze nie umialam opisac slowami bo slowa tu byly niewystarczajace.
Pamietam jego Pierwsza Komunie. Jakie to bylo Swieto... dla calej naszej rodziny i przyjaciol. Pamietam jak przezywal smierc naszej ukochanej Babci. I Dziadka. Jak pomagal mamie, gdy zostali sami na wiele dlugich miesiecy. Jak glaskal ja po plecach ktore ja bolaly i pokazywal ze ja kocha.
Moj brat, niepelnosprawy, ulomny, taka parodia czlowieka wspolczesnego. Zdany na opieke drugiej osoby, ogladajacy swoje filmy i bajki, wierzacy w sw Mikolaja i w to, ze Muminki istnieja naprawde.
Moj brat, ktory potrafil tak poslac calusa Panu Bogu na dobranoc, ze zaslinil przy tym pol pizamy. Ktory na dzwiek gitary w kosciele wierzgal nogami z radosci, ktory zakochany w echu odbijajacym sie od scian gadal sobie a scianom podczas kazania. Moj brat, ktory stal sie kaleka na skutek bledu ludzkiego, zlekcewazenia ciezkiego porodu, braku odpowiednich decyzji... Gdyby zrobiono cesarke, gdyby zrobiono od razu transfuzje krwi... Wrocil majac kilka tygodni do szpitala w ciezkim stanie, z padaczka, chrzest w szpitalnej sali... Ale wpisane mial 10 punktow w skali Apgar. Nic nikomu udowodnic nie mozna... Nie da sie.... Czy to ma sens? Czy to mialo sens? Po co on sie urodzil? Lekarze do dzis widzac wyniki jego badan mowia ze to cud ze on zyje, rozumie i czuje. Mial byc roslina przez kilka lat a potem umrzec ku naszej uldze i systemu sluzby zdrowia. A zyje.... I jakby nie on, nasza rodzina by sie rozleciala. Jakby nie jego osoba, wokol ktorej sie tyle spraw krecilo waznych i mniej waznych... nie wiem gdzie bylibysmy dzis, teraz kim bylabym ja?

Ciezko jest wierzyc. Trudno jest czuc to sercem. Ale nie ustawaj w poszukiwaniach. Edyta Stein - wielka postac a tak niepozorna... Drobna kobieta o spokojnym spojrzeniu, taka zwyczajna dziewczyna, cicha... Tez sie zastanawialam skad w niej bylo tyle mocy, odwagi i wiary. Ojciec Kolbe - jak on to zrobil? Jak mial w takich okolicznosciach sile do tego by sluzyc wspolwiezniom do konca? By oddac zycie za kogos obcego? I wielu innych meczennikow systemow totalitarnych. I ci bezimienni w obozach reedukacyjnych w Chinach, bo wierza w Jezusa a nie naleza do oficjalnego kosciola. A Karol Wojtyla? Nie pisze JPII. Pisze tak, jak mial naprawde na imie bo chodzi mi o czlowieka ktory stal sie glowa Kosciola ale zanim to sie stalo zyl jak czlowiek. Przezywal tyle dramatow, tyle przeszedl... Ale jak pieknie zyl... A Matka Teresa z Kalkuty? Gosiu, przeczytaj koniecznie jej listy wyszly w formie ksiazki "Pojdz, badz moim swiatlem" - bylam w ciezkim szoku w jakiej niemocy duchowej byla, jak bardzo cierpiala, jak wielka noc wiary przezywala......
Gosiu, bede pamietac o Tobie w modlitwie i w codziennych myslach. Twoja wielka wrazliwosc byc moze jest dla CIebie teraz problemem, ale wierz mi, ze ona Cie ocali przed skamienialoscia serca, przed obojetnoscia. Wierze, ze to, co teraz przezywasz jest Ci dane w jakims celu, po to, bys mogla pozniej otrzymac łaske wiary, byc moze masz jakas wazna role do spelnienia tutaj... Moze sa ludzie ktorzy na Ciebie czekaja - na Twoje dobre serce, wrazliwosc, delikatnosc, na Twoje pocieszenie, wsparcie? Nie wiemy gdzie nas los rzuci. A takie wazne jest to zebysmy umieli delikatnie rozmawiac z bliznimi... Tak bardzo drugi czlowiek potrzebuje czasem naszego wyczucia, nie szablonowego potraktowania, ale empatii, zrozumienia, wspolodczuwania...

Gosiu sciskam Cie serdecznie i pozdrawiam cieplo. Wszystkiego dobrego.

(5239)
Gosia - znów:(, lat 21data: 10.11.2008, godz: 22:28

Tak, Artur, wiem, że pokora to droga do mądrości. Ale we mnie wszystko jest tak mdłe, rozmyte... Nie umiem wyrzec się tego, co myślę i czuję w zamian za wiarę. Pokora to nie przyjmowanie religijnej papki.
Nie dam rady chodzić po swojej klatce. Boję się, że w końcu stracę całkiem siłę i będę musiała odejść. Mam być zdeterminowana przez przemijanie, starość, cierpienie, śmierć kiedyś tam?! Nie, nie chcę na to pozwolić. Moje życie w moich rękach. A jednak wiem, że ,,tchórz się śmierci lęka, n ę d z a r z j e j p o ż ą d a, a człek szlachetny patrzy nań z pogardą." Mówię to innym czasami. To mnie trzyma na razie, choć jestem i tchórzem i nędzarzem jednocześnie (paradoks, jeden z wielu).

(5238)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 22:10

Ef, Karina - dziękuję
A ja nie mogę uwierzyć, Karino, ani jak Maria, ani jak Keisi, ani jak Ty... nie mogę. W to wcale nie dlatego, że chcę wszystko wiedzieć. Po prostu - nie umiem uwierzyć.

(5237)
efdata: 10.11.2008, godz: 21:03

Dla Gosi i innych, którzy szukają, a nie znajdują (czy raczej: wydaje im się, że nie znajdują...) wiersz Leopolda Staffa:

* * *
Kto szuka Cię, już znalazł Ciebie;
Już Cię ma, komu Ciebie trzeba;
Kto tęskni w niebo Twe, jest w niebie;
Kto głodny go, je z Twego chleba.

Nie widzą Ciebie moje oczy,
Nie słyszą Ciebie moje uszy;
A jesteś światłem w mej pomroczy,
A jesteś śpiewem w mojej duszy!

(5236)
karina, e-mail: karinne22@op.pldata: 10.11.2008, godz: 20:00

wierzyć dzisiaj:
http://www.recogito.pologne.net/recogito_3/obserwatorium1.htm

(5235)
karina, e-mail: karinne22@op.pldata: 10.11.2008, godz: 19:53

ja wiem skąd pochodzę i dokąd zmierzam, nie uważam to za mit..
ale oczywistą prawdę.
wierzę bo mamy wielu świętych którzy juz przed nami osiedlili niebo.
wierzę jak Maryja została wzięta z duszą i ciałem do nieba a potem od wieków objawia się w róznych miejscach świata prostym dzieciom które nie mają dobrego wykształcenia i która wzywa otwarcia serc na sprawy zbawienia.
wierzę bo wielu umierających w szpitalach jest dowodem na to ze Jezus wyszedł im na spotkanie,
wierzę ..jak umierał nasz Jan Paweł II prosząc aby sztucznie nie przedłużac mu życia ale pozwolic odejść do Ojca,
wierzę...jak Ania Szałata konająca na ulicy tuż po wypadku rzekła: "zabierz mnie Boże, a niech moja mama żyje"........
wierzę jak Kejsi która wiedząc ze za słowa: "tak wierzę w Boga" za chwile może dostać kulką w głowę z wyciągniętego pistoletu mimo to nie wyrzeka sie Boga..
...i jak upośledzona umysłowo dziewczynka, idzie na mszę i z książeczką w ręku gorliwie odmawia modlitwy po komunii sw, bo czuje- wie, że Jezus do niej przyszedł i chce GO jak tylko potrafi swoim "małym rozumem" ogarnąć i uczcić..
czy trzeba byc wszystko wiedzącym by wierzyć?

..Błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli- Jezus.

(5234)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 18:40

Marcin, nie wiemy, skąd i dokąd idziemy. Najwyżej się domyślamy i to są właśnie mity... Czasem bywają pożyteczne... Wiary brak. Puste ręce. ,,Co mam, czego bym nie otrzymał?", że się po raz kolejny Biblia posłużę. A nie każdy nawet otrzymał.

(5233)
Gosia, lat 21data: 10.11.2008, godz: 18:35

Mój rym częstochowski:) Ostatnio to mój dekalog właściwie...

A ile się trzeba naszukać, co łez
I potu wysączyć, a ile się trzeba natrudzić,
By pieśń swą dośpiewać, nutom nadać sens,
By Boga w człowieku odnaleźć. I Zbudzić.

Lecz szukaj wytrwale, z nadzieją na cud.
Pielgrzymuj przez głosy, przez dusze, przez kości...
Czy znajdziesz? Ja nie wiem. Wiem tylko, że trud
Nie pójdzie na marne, gdy szukasz – wartości.

(5232)
Marcindata: 10.11.2008, godz: 18:23

Do Gosi
Nieprawdą jest że nie można z siebie nic dać,każdy to może nawet w stopniu minimalnym.Wiadomo skąd pochodzimy i dokąd idziemy.Mity i wyobrażenia to język ateistów a my mamy wiarę która nie jest mitem ani wyobrażeniem ale faktem który przeżywamy w swoim sercu.A życie....oczywiście że trwamy nie z naszej woli i czas ucieka niezależnie od nas ale nie nazwałbym tego klatką. Pozdrawiam:)

(5231)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej