Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [474] [475] [476] [477] [478] [479] (480) [481] [482] [483] [484] [485] [486] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

zmęczony życiem, lat 19, e-mail: peopole@onet.eudata: 06.11.2008, godz: 10:12

Do justyny 29
Ja na szczęście mogę dziękować Bogu za to że chociasz jest mi ciężko to jednak myśli sampobójczych narazie nie mam depresji też...Natomiast chcę Ci podziękować za Twój wpis ponieważ zrozumiałem że może ta wiara która mam i która szczerze mówiąc przyszło mi dośc łatwo nie miałem z tym problemów żeby uwierzyć. Dzieki Tobie zrozumiałem że wiara tak jak udany związek dobra praca, zdrowie, fajni rodzice itd jest również łaska i trzeba się z niej cieszyć :) Co do takiego kibica mysle że znalazłem już taką osobę która jest bardzo ciepła i życzliwa i zawsze potrafi jakoś zmotywować do dalszej walki :)) Pozdrawiam i życze również dla Ciebie dużo sił i przede wszystkich wiary

(5180)
promienna, e-mail: promienna29@interia.pldata: 06.11.2008, godz: 10:12

Zmęczony życiem, jestes wartosciowym człowiekiem...
i co z tego ze dużym i pochylonym ...? czy to największe nieszczęście??
a jak miałbys byc małym- malutkim zaledwie 1.60 jakie to trudne dla mężczyzny...ja wolałabym byc wielka jak Ty :)
wiem ze rany z dziecinstwa bolą, nawet bardzo, sama przez to przechodziłam, szpitale itp.. przeszłam mysli samobójcze, beznadzieję życia..
bardzo pomogły mi rekolekcje, seminarium odnowy w duchu sw, modlitwy wstawiennicze.
Pan leczył moje rany stopniowo i dzis jestem inna..
kazdy musi znalezc lekarstwo na swoje rany, głownym lekarzem jest JEZUS..
Nie zadowalaj sie tylko Mszą sw i regularną spowiedzią (choc to podstawa) musisz porozmaiwac z kims o swoich lękach, odkryc to co Cie ogranicza... pozbawia radosci, wyrzucic z siebie te krzyczące rany, żale, poczucie winy które rodzi się w ludziach zranionych przez najbliższych. ...podobnie jak poprzedniczka polecałabym ci grupe DDA, niesamowite wsparcie, moze uda Ci sie pojechac na rekolekcje Krucjaty wyzwolenia człowieka dla osob wspołuzaleznionych i ich rodzin, tam ludzie dzielą się swoimi osiągnieciami. Ja choc nie miałam z alkoholem do czynienia, nawet w rodzinie, własnie tam znalazłam wsparcie!! rekolekcje z tą wspolnotą to czas błogoslawienstwa i radosci... czas pięknych swiadectw...przemyslen.
ja jezdzilam o 3 parafie dalej by byc na tych spotkaniach.
Szukaj towarzystwa które Cie zrozumie, nie wysmieje, w którym bedziesz mogł sie czuć sobą bez maskowania się... ja znalazłam na grupie taką atmosferę.. i na oazie..
jechałam sama..
człowiek musi wyjsc nawet daleko pokonac km.. by cos zmienic.
Bąźddzielnym tyle rpzeszedłeś i żyjesz, nie zwrariowałeś;) Pan Cię kocha cały czas czuwa nad Tobą Bóg!!! wierzysz??? wierz!!!!!!!!!!!! pomodle sie za Ciebie:))

(5179)
Adata: 06.11.2008, godz: 09:24

do wszystkich strapionych

Polecam Tajemnice Szczescia! Odmawia sie te modlitwe przez jeden rok.

(5178)
justyna, lat 29data: 05.11.2008, godz: 20:30

do zmeczonego zyciem

a widzisz, jednak masz cos waznego - chodzisz na Msze i modlisz sie codziennie, mozesz wiec modlic sie o wiare, jestes jeszcze bardzo mlody, jeszcze duzo przed Toba. A jak ktos nie ma wiary, nie modli sie, to chocby mial rozne rzeczy ktorych Ty nie masz czy nie miales, nie widzi ich, nie odbiera (tak jak Ty pewnie tez nie zauwazasz tego co dobre w Twoim zyciu, skupiajac sie tylko na tym co zle...). A jednak - masz cos waznego, modlisz sie.. a poza tym...dla mnie to ze nie mam pewnych rzeczy negatywnych stalo sie powodem jeszcze wiekszej nienawisci do siebie (na zasadzie, ze nie ma obiektywnego powodu, zebym zle sie miala, zeby bylo jak jest, a jest...wiec to tylko moja wina, nie mam wymowki), a posiadanie pozytywnych tez stalo sie powodem ze TYMBARDZIEJ uznalam ze jestem bez sensu (bo co z tego ze mam pewne zalety ze nie brak mi pewnych rzeczy jak to i tak niczego nie zmienia, nie powoduje ze jest dobrze w moim zyciu). Takze, uwierz mi, wszystko moze byc powodem ze sie przekreslisz - i to co masz i to czego nie masz. TObie sie wydaje ze jakbys mial to czy tamto, jakby bylo kiedys w Twoim zyciu inaczej niz bylo, to bylbys teraz na lepszej pozycji, to mialbys lepiej. Ja jestem zywym dowodem na to, ze tak nie jest. Wiesz, ja doszlam do wniosku do tego, ze tak narpawde nie wierze ze Jezus za mnie umarl, nie za mnie, rozumeisz jakie to straszne? Nie modle sie codziennie, prawie w ogole sie nei modle i czesto walcze z Bogiem. Nie wierze ze mnie kocha i ja sama nie kocham siebie. I BLAGAM UWIERZ nie dlatego ze czegos nie mam, ze uwazam sie czy jestem brzydka czy dlatego ze w mojej rodzinie bylo jak w Twojej. To nie jest powod, ta Twoja historia albo to czego Ci brak (albo co Ci sie wydaje ze Ci brak) zeby byc nieszczesliwym tak dlugo jak sam nie dajesz temu byc powodem. Chociaz naprawde rozumiem, ze musisz sie borykac z trudnosciami i miales/masz obiektywnie gorzej. Ale prosze, moze TObie sie uda, skoro sie modlisz, sprobuj poszukac jakiegos wsparcia, szukaj go, bo sam za daleko nie zajedziesz. W walce bardzo pomocny jest drugi czlowiek. Nie wiem skad jestes, gdzie mieszkasz, ale sa rozne miejsca gdzie moglbys otrzymac wsparcie (np dla doroslych dzieci alkoholikow, mozesz tez sprobowac przy kosciele, polecam jezuitow jak masz do nich dostep, mozesz sprobowac poszukac stalego spowiednika). Nie poddawaj sie. Ja ciagle probuje walczyc. Jestem w tym swoim blocie po uszy, ale robie co moge. A o tym wsparciu Ci pisze, bo mnie w koncu tak przygniotlo (mysli samobojcze,rozpacz, beznadzieja) ze zaczelam go szukac. I nie bylo tak ze od razu mi sie udalo. Sparzylam sie, nie bylo zielonego swiatla, nie moglam znalezc dlugo pomocy. Ale w koncu znalazlam. I nie wiem co bedzie dalej, ale jak ktos jest w twoim zyciu kto towarzyszy, chociaz jakis swiadek tego taplania sie w blocie, ktos kto kibicuje, i chociaz ty nie masz nadziei, chociaz tobie jest tak ciezko, to on ja ma, i chociaz tobie brak wiary, to on ja ma - wtedy jest narpawde latwiej. Nie czekaj az zupelnie znikniesz, az bedzie za pozno... Zacznij szukac, ja szukalam nawet jak nie wierzylam. NIe znalazlam od razu, ale w koncu znalazlam. Prosze nie czekaj az znikniesz.

(5177)
Aniadata: 05.11.2008, godz: 19:03

Witam .Poszukuje ebooka "urzekajaca"john elderge

(5176)
Piotrdata: 05.11.2008, godz: 18:32

G. - zdaję sobie sprawę z problemów, o których piszesz, natomiast to nie małżeństwo/dzieci są problemem, ale ludzie, którzy zakładają rodzinę. Trzeba nad tym ubolewać, tak samo jak nad problemami demograficznymi.
W takim przypadku jednak odrzucanie choćby małżeństwo nie jest rozwiązaniem, a raczej ucieczką.
Nic w życiu nie jest łatwe, zwłaszcza, gdy niesie ze sobą poważny ładunek emocjonalny, jednak to naprawdę nie wyklucza możliwości stworzenia zdrowego, trwałego, a przede wszystkim kochającego się związku dwojga ludzi. Wydaje mi się, że znalazłaś uzasadnienie dla siebie w tym, co widzisz dookoła, a przecież to nie cały świat i do tego nie to, co powinno być ideałem, do którego się dąży.
Zauważ, że ja nawet przez chwilę nie odnosiłem się do wiary. Jednak trudno odmówić wierze jako takiej, czy też szerzej religii jednak mocy sprawczej - te małżeństwo trwają i w jakimś sensie jest to ich małe piekło, ale jest gdzieś tam ziarno, które może dopiero zaoowocować, gdy ogień strawi wszystko to, co powinno obumrzeć i użyźnić glebę. Ratowanie rodzin/małżeństw przed rozpadem jest przedsięwzięciem trudnym, ambitnym i pewnie w jakimś stopniu szalonym, ale, w szerszej i dłuższej perspektywie, koniecznym. Poza tym - jaką możesz mieć pewność co do tego, jaka będzie twoja rodzina, jeśli nie spróbujesz jej założyć? Można uciekać i udawać przed samym sobą, ale po co?
Prawdopodobnie nie zabraknie, ale dla nas to marne pocieszenie, bo nie będą to najprawdopodobniej Europejczycy - nasza kultura, tradycje i wartości są właśnie przez to zagrożone, a imigranci z Afryki, czy też z krajów arabskich interesują się przede wszystkim zaiłkami, a nie pracą i naszą kulturą. Oczywiście jest to pewne uproszczenie niewątpliwie, ale w dużej mierze prawdziwe i sprawdzalne.

(5175)
Marcindata: 05.11.2008, godz: 18:21

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi na moje posty.Szkoda że nie mogłem od razu odpisać ale z jakiegoś powodu nie mogłem się wczoraj połączyć z Adonai.Więzi...jedni szybko "łapią"kontakt z innymi a drugim to ciężko idzie.Czasami myślę że tragedią jest to że żeby mieć dzieci o których w końcu się marzy to niezbędny jest do tego ten drugi człowiek...trudno jest pogodzić się z tym faktem temu kto chce mieć potomstwo a nie może się związać z drugim człowiekiem z takiego czy innego powodu.W pełni zgadzam się z K,27lat bo ja też mimo iż znałem i znam kilka dziewczyn to mimo chęci nie byłem w stanie nawiązać takiej więzi z żadną kobietą która pozwoliłaby mi założyć z nią rodzinę.Często dobre chęci to za mało w zderzeniu z faktem że ta osoba z która ja chcę nawiązać więz wcale tego nie chce bo to bo tamto...Pozdrawiam:)

(5174)
Piotrdata: 05.11.2008, godz: 15:02

Marto, 30 - egzaminator zasadniczo nie ma takiego obowiązku, bo o tym powinnaś się dowiedzieć na kursie. Stąd dziwi mnie Twe zdziwienie. Oczywiście może o tym powiedzieć, ale wcale nie musi.
Co do Twojego chłopaka - wydaje mi się, że tutaj zareagowałaś zbyt emocjonalnie, żeby nie powiedzieć histerycznie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że zachowałaś się trochę, jak małe dziecko, a w tym wieku może mieć to opłakane skutki. Nie namawiał Cię do wręczenia łapówki (przynajmniej nic o tym nie wspominasz), ale wspomniał o takiej możliwości. Nikt nie każe Ci tak postępować, tym bardziej, że to jest niedopuszczalne moralnie, ale i karalne.
Świat nie jest czarno-biały, a życie proste. Nie znaczy to, że mamy rezygnować z zasad, czy też je łamać - chodzi raczej o pogłębioną refleksję nad nami samymi, światem, uczynkami - wszak nie zawsze da się być nieskazitelnym.
Zamiast histerii, lepiej, żebyś szczerze zaczęła rozmawiać ze swoim chłopakiem, a już na pewno nie powinno się podejmować, zwłaszcza bardzo ważnych, w trudnym położeniu, w emocjach; oczywiście nie tyczy się to nagłych i koniecznych decyzji.

(5173)
zmęczony życiem, lat 19, e-mail: peopole@onet.eudata: 05.11.2008, godz: 10:48

Witam ja szczerze mówiąc z tych wszystkich osób co tutaj pisze każdemu niestety zazdroszcze bo chociasz jest wam źle, to ja niestety mam gorzej .Wielu z was pisze tu o samotności. Ja też niestety jestem sam na dodatek w życiu wogóle mi się nie powiodło od małego miałem problemy z ojcem który nadużywał alkoholu, robił awantury wyrzucał rzeczy z szafki itd Później przez to miałem duże problemy z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami( w konsekwencji bójki były;rok oblałem przez to, 4 razy zmieniałem szkoły) Niestety aktualnie juz nie mam po co żyć chodzę do szkoły zaocznej pracy też nie mam, wątpie żebym miał bo nadal to wszystko jest we mnie ten brak pewności siebie strach przed ludźmi. Jagby tego było mało mój wygląd też jest raczej kiepski jestem wysoki do tego do przesady szczupły i garbaty. Mam niewielu znajomych często całe dnie sie nudze , jedyne co jeszcze może trzyma mnie przy życiu to codzienna modlitwa i Msza Św. Pisze to dlatego aby wszyscy którzy mają chodź w jednym z tych rzeczy lepiej żeby dalej walczyli i nie poddawali się, żeby zmienili swój stosunek do życia na lepsze

(5172)
G., lat 21data: 05.11.2008, godz: 10:29

Do Piotra: Nie mogę nie przyznać Ci racji. Sądzę jednak, że w niektórych przypadkach lepiej pozostać samemu niż stworzyć nieudany związek i tym samym na całe życie zranić nie tylko siebie, ale i najbliższych. Zresztą naprawdę człowiek samotny wcale nie musi być sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Są tacy, którzy z różnych względów nie mają partnera ani potomstwa, a stanowią niezastąpione oparcie dla wielu innych osób. Szkoda, że nie każdy potrafi uszanować taką decyzję.
Piszesz, że znasz wiele osób samotnych i wiesz, że w takim życiu nie do końca są one szczęśliwe, a także, że nie spotkałeś człowieka, który nie miałby pragnień dotyczących miłości czy macierzyństwa (ojcostwa). Odpowiem trochę przekornie: ja z kolei znam wiele małżeństw i poza jednym, najwyżej dwoma wyjątkami (ale jedni i drudzy są ze sobą od bardzo niedawna) nie znam pary szczęśliwej. Nie przesadzam. W rodzinie, wśród znajomych, wszędzie tam, gdzie małżeństwo jakimś cudem się nie rozpadło, tkwią wielkie dramaty, tym boleśniejsze, że zwykle ukrywane pod jakimś płaszczykiem. Jakoś trudno mi uwierzyć, patrząc na to wszystko, że stworzenie udanego związku w ogóle jest możliwe. I nie mów, że małżeństwo powinno być oparte na wierze, zawierzone Bogu etc., etc. Spora część tych nieszczęśliwych par, o których piszę, jest (przynajmniej powierzchownie) blisko Kościoła, nawet działają bardzo aktywnie w różnych wspólnotach, rodzinnie odmawiają brewiarz, różaniec itp., a przecież zadają sobie i dzieciom straszliwe rany.
Po co to wszystko? Po co ryzykować, że zniszczy się życie sobie i dzieciom? Czasem może jednak lepiej zostać samemu, a pragnienie macierzyństwa czy ojcostwa po prostu poskromić.
Co do istnienia rodzaju ludzkiego raczej byłabym spokojna:) Nie wierzę, że zabraknie tych, którzy będą mimo wszystko tworzyć – udane czy nieudane – związki i mieć potomstwo.
Jeśli mój ton jest zbyt egzaltowany, przepraszam. Trudno mówić z dystansem o tym, co boli. Pozdrawiam.

(5171)
Rafał do Upokorzonej, lat 23, e-mail: mysterious1985@o2.pldata: 05.11.2008, godz: 08:41

Cześć! Jak chcesz pogadać z kims o swoim problemie to zapraszam na gg: 71 41 829. Nie obiecuję, ze Ci pomogę, ale sprobuje.Pozdrawiam gorąco

(5170)
Piotrdata: 04.11.2008, godz: 21:56

G. - wczoraj już nie miałem jak odpisać - zbyt późno wróciłem do domu i stąd to milczenie. Ale do rzeczy.
Patrząc na kwestię bycia w związku i posiadania dzieci z perspektywy pojedynczego człowieka można stwierdzić - co to kogo obchodzi? To moja sprawa itp. Właściwie trudno nie przyznać racji - takie sprawy są w zasadzie prywatnymi sprawami danych ludzi. Ale czy na pewno?
Zostańmy chwilę na płaszczyźnie indywidualnej. Gdy obserwuję, a robię to nie od dziś, ludzi, którzy wolą zostać sami to muszę stwierdzić, że w przytłaczającej większości nie jest to decyzja wolnych, ale raczej ludzi obciążonych - takimi lub innymi problemami/doświadczeniami - które w gruncie kładą się cieniem praktycznie na całym życiu. Pójściem na skróty, pewnym odciążeniem, jest właśnie odrzucenie związku, dzieci - nie mam siły się już z tym mierzyć, w takim razie rzucam to wszystko i przynajmniej będzie spokój. Niby tak też można, ale nasze decyzje i postawy, wbrew pozorom, nie pozostają bez wpływu na otoczenie - wszak nie zyjemy na bezludnej wyspie. Oczywiście ktoś może powiedzieć - są ludzie, którzy nie czują takiej potrzeby, ot tak. Osobiście uważam, na podstawie doświadczeń i obserwacji, że jeszcze nie miałem do czynienia z taką osobą - u wszystkich prędzej, czy później wychodziły na wierzch jakieś problemy itp.
Pisałem wcześniej już, że nie jesteśmy samotnymi wyspami na oceanie życia - truizm, nieprawdaż? Jednak tu widać właśnie to, że wchodzimy ciągle w jakieś interakcje, współzależnosci i to, co robimy i mówimy nie jest już takie obojętne i bez znaczenia - wręcz przeciwnie. Weźmy właśnie kwestię posiadania dzieci i bycia w związku - przede wszystkim to pierwsze. Żeby ludzkość, narody, społeczeństwa mogły istnieć potrzebni są ludzie. Ludzie jednak nie spadają z nieba, nie rosną na drzewach, ale muszą być spłodzeni, prawda? Jeżeli teraz Ty stwierdzisz, że nie chcesz mieć dzieci - świat się zasadniczo nie zawali. Jednak, gdy liczba takich osób zacznie rosnąć, jest to najprostsza droga do samozagłady i tragedii. To nie czarnowidztwo, tylko logiczne następstwo takich postaw. Nie wspomnę, że dzieci do prawidłowego rozwoju potrzebują zdrowego otoczenia - rodziny, a tej bez wątpienia samemu nie można stworzyć.
Oczywiście są związki, które dzieci mieć nie mogą. Jednak to wcale nie wyklucza szczęśliwego związku. Nie od dziś wiadomo, że ludzie w związkach żyją dłużej, lepiej znoszą choroby (choć wcale nie musi to oznaczać, że mniej chorują) itd.

Nie zmuszam Cię do wchodzenia, zwłaszcza na siłę, w związek, o dzieciach nie wspomnę, ale zamiast myśleć tylko i wyłącznie JA, pomyśl też czasem o sobie w szerszym kontekście.

(5169)
Marta, lat 30data: 04.11.2008, godz: 21:46

Kochani,
jestem w trakcie zdawania egzaminu na prawo jazdy. W miescie w kórym mieszkam nie jest to łatwe. Nie zdałam juz 2 razy. Egzaminator nie poinformował mnie że każdy manewr mam prawo wykonać dwa razy. A ja naiwna wierzyłam, że jak egzamin jest nagrywany (są przecież kamery i mikrofony) i do tego ma charakter państwowy to egzaminator będzie uczciwy.
Bardzo mnie to boli ale bardziej boli mnie to co usłyszałam od człowieka z którym zamierzałam zawrzeć zw. małżeński a mianowicie ze On wie ze tak jest i chce jeszcze pożyć etc, wszyscy tak robią a najlepszym rozwiazaniem to szukać dojścia i wręczyć łapówkę. Nie potrafię sobie z tym poradzić ja tak nie potrafie tak żyć, postępować, oszukiwać, kantować....
moze to nie jest miejsce na tego rodzaju wynurzenia ale nie mam z kim o tym porozmawiać,
w jednym momencie straciłam zaufanie do bliskiego mi człowieka, zastanawiam się czy z kimś takim mogę myśleć o wspólnej przyszłości. Do tej pory myślałam, że wyznajemy podobny system wartości, chociaż nie twierdzę że upadki nam się nie zdarzają,
nie wiem jaką decyzję mam podjęć co do przyszłości tego związku,
może to jest tak że przez taką sytuację Bóg obnaża mi Jego prawdziwe "ja", moze jest to jakieś ostrzeżenie, pozdrawiam Marta

(5168)
Hejdata: 04.11.2008, godz: 21:41

Wy naprawdę nie wiecie co robicie z tą samotnością. Najpierw zaproście do swego życia tak całkiem na serio Ducha Świętego i żyjcie w bardzo osobistej przyjaźni z Jezusem, zawsze oddawajcie Bogu cześć przez CIĄGŁE pamiętanie o Jego Wszechobecności, wtedy dojdzie do Waszych serc ta świadomość, że nie jesteście sami, że jest ktoś, kto was niewiarygodnie kocha i zna wszystko w Was i Chce z Wami być! wtedy też dostrzeżecie, że chce On błogosławić Wam w najdrobniejszych rzeczach dnia codziennego i dlatego chce być z wami w ciągłym dialogu! Wtedy, gdy macie takie dylematy zapraszacie Go do tego problemu, bo On chce być pierwszym, z którym się takim problemem dzielicie. Wtedy proscicie Go o błogosławieństwo i o to by pomógł, by wskazał... JAK... przecież to On decyduje o wszystkim.. i On MOŻE wszystko! Jeśli naprawdę w to wierzycie, jeśli naprawdę chcecie pełnić Jego wolę, to najpierw z NIM rozmawiajcie i Jego słuchajcie! Jego Miłość Was NIE zawiedzie!!!!! "Wiem Panie, że droga człowieka nie od niego zależy i, że nikt, kto idzie sam, nie kieruje swym krokiem" Ks.Jer. 10,23

(5167)
zaplątanadata: 04.11.2008, godz: 21:30

DO UPOKORZONEJ SAMA SOBĄ

Wiem co czujesz.Pomodle sie za Ciebie.

(5166)
ja, e-mail: smile18@onet.eudata: 04.11.2008, godz: 20:11

do Piotrka

Piotrku - ja mam podobną sytuację, bardzo doskwiera mi samotność, jestem spokojną dziewczyną, podoba mi się taki chłopak z pracy, ja jestem śmiała - zaprosiłam go na wesele - jednakże uważam że to do chłopaka powinna należeć dalsza inicjatywa, tak mi się wydaje że jeśli chłopakowi podoba się jakaś dziewczyna to powinien o nią walczyć. Ja zrobiłam pierwszy krok, myślę że ten chłopak mógł zauważyć że chciałabym go poznać i teraz ruch należy do niego. Nie wiem być może też jest nieśmiały i czeka na moją inicjatywę a ja na jego i koło się zamyka. Nie wiem co on myśli o mnie, jaki są jego zamiary, plany wobec mnie bo hmmm zachowujemy się oboje inaczej niż przed weselem. Ale wiec jedno jest taka w życiu zasada - że im coś ciężej nam przychodzi to później bardziej potrafimy to docenić. Proponuje zasadę małych kroczków - hmm może dobrze by było zdobyć nr gg albo email - przez internet jest na początku łatwiej.

(5165)
gosiadata: 04.11.2008, godz: 19:23

Do Piotr. Jestem za zaryzykowaniem. Sobie mówie tak ze z tego moze cos wyjsc albo nie ,ale jesli nie spróbuje to sie najprawdopodobniej niegdy tego nie dowiem.

(5164)
Graza, e-mail: pyza1975@gazeta.pldata: 04.11.2008, godz: 18:37

Piotrze, zrob 1 krok, jesli tego nie zrobisz nigdy sie nie dowiesz, moze ona tez jest niesmiala i boi sie pierwsza zaczac rozmowe.. ja swojego czasu tak mialam i odwazylam sie i napisalam i okazao sie ze druga strona nie jest zaintresowana, wiec juz niemam złudzen i sie nie zadreczam, tylko... mialam choc mala iskierki nadzieje a teraz juz jej niema.

(5163)
karinadata: 04.11.2008, godz: 17:49

PIotrek lat 25,
ja bym zagadnęła tę dziewczyne przez naszą klasę:)
moze najpierw zaprosiła ją a potem napisała ze ją znam chocby z widzenia lub na odwrót.. przekonasz się czy zechce przyjąc zaproszenie i jak potoczy się dalej, potem łatwiej byłoby zagadnąc ją na ulicy.
Oczywiscie nie znasz tej dziewczyny i jej oczekiwań.. nie zakładaj z góry ze sie nie spodobasz bo jestes mało atrakcyjny.
Niestety uroda to pierwsze wrażenie i ono decyduje czy chcemy tę osobę blizej poznać czy nie... ale jest jeszcze jeden ważny aspekt.. co się tej dziewczynie podoba? jej moze nie przeszkadzac Twój pieprz:) moze ona tez jest nieśmiała , zagubiona?
Osoby ładne, atrakcyjne zawsze zwracają uwagę otoczenia.. tak juz jest.. lubimy podziwiac piękno.. chcemy zdobywać piękno. Ale z czasem poznajemy ze nie wszystko złoto co się świeci i przekonujemy sie do ludzi przeciętnych nie wyrózniających się w tłumie.
Na pewno smiałość pomaga, przeciez tez całkiem zwyczajni chłopcy mają takie ładne dziewczyny.. mozesz jakos podkreslić swój styl ubiorem, nową fryzurą , ciekawymi okularami..
Tobie nie podoba sie jak dziewczyna sie maluje.. ale są chłopcy którzy lubią zadbane dziewczyny. Myslę ze niesmiałosc Cię paralizuje.. nie chodzi tylko o urodę, którą najwięcej obwiniasz;)
NO powiedz jesli nie zwracasz uwagi wyglądem to co przyciągnie do Ciebie płec piekną zeby zechciała dać Ci szansę?? tak samo z kobietami, albo sie podoba meżczyznie albo nie..i wtedy musi czymś wzbudzić jego zainteresowanie..

mysle ze nie zwróciłbys uwagi na szarą zakompleksioną myszkę , która Ci sie nie podoba.. tak samo reagują kobiety.
Znajdz sposób jak stac sie atrakcyjnym mając braki..
Moja zwyczajna , gruba kolezanka ma bardzo przystojnego narzeczonego, co on w niej widzi? myslę ze tryskającą naturalność, optymizm, wiarę w siebie, zywiołowość.. bo taka jest i tym ujmuje innych, zawsze miała duzo kolegów
i była lubiana. Myslę ze nie trzeba miec super urody, bo to niestety nie wystarczy.
Spróbuj inaczej na siebie patrzeć...

(5162)
Piotrek, lat 25, e-mail: lekkim_powiewem@op.pldata: 03.11.2008, godz: 23:51

Źródełko to strona na którą bardzo często zaglądam. Najczęściej czytam Wasze wpisy drodzy Źródełkowicze, rzadko wpisuję swoje.
Tym razem jednak chciałbym napisać coś od siebie.

Nie będę jednak oryginalny. Poruszę jakże często wałkowany tutaj temat samotności. Oj, jak to boli ta samotność. Jeśli się jest takim cichym i spokojnym chłopakiem jak ja (przepraszam za samochwalstwo) to naprawdę trudno jest poznać jakąś wartościową dziewczynę. Ci bardziej rozrywkowi ludzie co chodzą na imprezy mają łatwiej.
Od pewnego czasu wpadła mi w oko pewna dziewczyna. Tak na nią zerkam, ale nie mam odwagi jej zagadać. Na przykład dziś przeszłą ona obok mnie. Ja wpatrzony w nią, a ona zamyślona, zagubiona w swym świecie... o czym ta dziewczyna myślała?

i tak zacząłem się dalej zastanawiać... ja jej przecież nie znam, nie wiem jaka jest hierarchia jej wartości, czym się ona zajmuje... jedynie po wyglądzie zewnętrznym oceniłem że mi się podoba. Patrząc na nią tak z boku cenię sobie w niej to, że jest skromna, nie maluje się, nie zakłada bluzek z głębokim dekoltem...
mimo, że znam ją tylko z widzenia, to od jakiegoś czasu męczy mnie myśl, że ona taka fajna, a ja nie mam odwagi zwrócić się do niej... jestem bardzo nieśmiały, a na dodatek nie do końca akceptuję swojego wyglądu. Nie mogę się pogodzić z chorobą oczu oraz takim pieprzykiem na twarzy. I cóż, że może mam dobrze poukładane swoje wnętrze... nic to nie da. Przecież nie podejdę do niej i nie powiem: "wiem, że jestem brzydki, to trudno, ale jestem bogaty duchowo". Jakże by to brzmiało egoistycznie i samochwalczo.
z drugiej strony pojawiają się myśli, że może niech znajdzie sobie ona kogoś innego, wartościowszego...tak niska moja samoocena... może ona potrzebuje wrażeń i jakiegoś 'strongmana'... a ja? ja nie jestem siłaczem, raczej szaraczkiem
I co ja mam teraz biedny robić. Pomóżcie drodzy Źródełkowiczne. Jak zagadać? Czy w ogóle zagadywać? A może nie zawracać sobie głowy, przecież jej nie znam. Chodzi mi po głowie inna myśl. Znalazłem jej profil na naszej-klasie. Może by tak tędy spróbować nawiązać znajomość?

naprawdę dziwne jest życie... z jednej strony ogromna potrzeba drugiego człowieka, z drugiej jednak strony strach przed odrzuceniem... no i ten ludzki egoizm (także mój)

(5161)
upokorzona sama sobądata: 03.11.2008, godz: 23:45

dziękuję za każde słowo modlitwy i myśl ku Bogu skierowaną

Marcinie, jeszcze parę lat temu w ogóle nie mogłam pojąc jak ktokolwiek może 'popłynąć' korzystając z pornografii....
Coś, co wydawało mi się tak obrzydliwe, że aż nierealne... dotknęło mnie samą
Powiem więcej... 2 razy w życiu to świństwo dopadło mnie z największą siłą niemal natychmiast po tym jak gigantycznie wiele dostałam od Boga... Niewiele rzeczy sprowadziło mnie bardziej do parteru w moim myśleniu o tym co mogę sama o swoich siłach.... To tak jakbyś niemal namacalnie dotknął szatana. Chcesz się oczyścić, ale czasem nawet brak pewności czy żałujesz.... Bardzo przewrotne. Szacunek dla siebie niemal nie istnieje, myśli krążą wokół jednego tematu, nic nie potrafi cieszyć, rzeczywistość irytuje.
Wiem, że mam w tym wszystkim to 'szczęście' ( a raczej jestem pewna, że to niezłomność mojego Stróża A.), że choć upadam to lampa w sumieniu mi się zapala, że czołgam się do Chrystusa... CZOŁGAM... bo spojrzeć czasem nie mam śmiałości.
Doświadczyłam jak może palić krzyż wiszący na piersi...
I jak ten sam krzyż staje się tarczą gdy czysta walczę.

Poza spowiedzią nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam, myśli moje może więc nieskładne... ale wszystkim tym, którzy dzialą mój los chcę przynajmniej powiedzieć: walczcie/walczmy razem z Chrystusem o siebie! Szukajmy sprzymierzeńców w modlitwie.

(5160)
ULAdata: 03.11.2008, godz: 19:09

MOI DRODZY,PROSZĘ O MODLITWĘ,W PEWNEJ SPRAWIE.
POZDRAWIAM WSZYSTKICH.

(5159)
Monika, lat 34data: 03.11.2008, godz: 18:20

Do upokorzona sama soba.
Bede sie za Ciebie modlila. Pros Pana Jezusa aby Twoja wyobraznie zanurzyl w Przenajdrozszej Krwi. Podczas Mszy sw oddawaj Jezusowi kazda sprawe. Mow Jezusowi ze pragniesz byc czysta i nalezec tylko do Niego. Kiedy bedzie Ci ciezko wez do reki Krzyz z bierzmowania i mocno przytul do siebie i mow Jezusowi najczulsze slowa jakie tylko znajdziesz . Przy spowiedzi sw wyrzeknij sie szatana bo przez pornografie ma furtke do Ciebie. Oddaj te furtki Jezusowi.


Marcinie jestem ciekawa co takiego zrazilo Cie do dziewczyn ze stron katolickich? Czyzby zachowywanie sie cnotliwie bylo czyms zlym w dziesiejszym swiecie?

(5158)
G.data: 03.11.2008, godz: 16:04

Do Piotr: Nie rozumiem.

(5157)
Iska61, lat 61, e-mail: maryla1947@amorki.pldata: 03.11.2008, godz: 15:09

Zaglądnęłam do Żródełka i stwierdziłam że większość osób to ludzie młodzi a nawet bardzo młodzi , nie jestem pewna czy osoba w moim wieku znajdzie kogoś , kto zechce porozmawiać .Jestem młoda duchem i pełna życia , mimo wielu przeżyć.Jeżeli ktoś zechce wymienić poglądy i podyskutować , chętnie odpowiem i podzielę się wiedzą na różne tematy.Może znajdzie się osoba która zechce ze mną porozmawiać , chętnie w rozsądnym wieku do mojego , ale nie tylko.

(5156)
Honorcia, lat 27, e-mail: honorciahonorcia@wp.pldata: 03.11.2008, godz: 13:29

Do Marcina.
Myślę, że jesteś niesprawiedliwy w swojej ocenie. To co Ty napisałeś o kobietach ja mogę powiedzieć o mężczyznach. Z mojego doświadczenia wynika, że to mężczyźni boją się zaangażować w stały związek zasłaniając się różnymi bzdurami.
Chciałam też powiedzieć, że to, iż ktoś "udziela się" na stronach katolickich wcale nie oznacza, że jest osobą wierzącą i, jak to napisałeś - osobą, z którą warto się spotkać. Na to trzeba brać poprawkę.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie:)))

(5155)
Piotrdata: 03.11.2008, godz: 12:59

G. - zależy od perspektywy, z której patrzysz na tę kwestię.


(5154)
dlaczego?data: 03.11.2008, godz: 12:24

Bo to jest taki sam rodzaj : w tym przypadku - straszliwie wypaczonej i złośliwie wykorzystywanej przez demony przeciwko nam - potrzeby bliskości fizycznej, którą kobiety tak samo mają jak przecież mężczyźni. Demony tak samo potrafią rozbudzać hormony pożądania u mężczyzn jak u kobiet. Człowiek sam może przez przypadek rzucić sie w to bagno ale potem nawet gdy on już nie chce, złe duchy na nim żerują zmuszając go do ulegania całkowicie żądzy, bez względu na płeć. Tak więc nie należy sie dziwić temu, bo to tak jak dziwić się, że kobieta pragnie pocałunku. Takie piękne pragnienia -jak zresztą wszystko co Bóg stworzył DOBRE- szatan wykoślawia na swoje podobieństwo i ostatecznie upokarza człowieka. Stąd tak wiele uzależnionych również i kobiet. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, gdy taki przygnieciony człowiek odda swe serce Jezusowi i modli się o uwolnienie. UWAGA: nie wolno mu myśleć, że nie zasługuje na to,na pomoc Jezusa, czy na modlitwę o uwolnienie, bo jest dokładnie na odwrót: ten kto jest najsłabszy i najbardziej zniewolony najbardziej jest potrzebujący. Jezus wielokrotnie mówi o tym, że nędza Go pociąga. Taką nędzę ma On moc oczyścić i wskrzesić. Jestem dowodem na to :) Chwała Panu!

(5153)
G.data: 03.11.2008, godz: 11:20

Do Marcina: Sądzę jednak, że można również żyć dla innych, będąc samotną (-ym). Ten pęd do małżeństwa za wszelką cenę wśród wielu moich znajomych drażni mnie jakoś. Niestety większość osób nie potrafi zrozumieć, że są tacy ludzie, którzy po prostu chcą pozostać sami. A przecież wybór samotności jako drogi życiowej nie jest (nie musi być) tożsamy z egoizmem. Pozdrawiam.

(5152)
promienna, e-mail: promienna29@interia.pldata: 03.11.2008, godz: 11:12

Marcin pisze z wlasnego doswiadczenia jednak i takie doswiadczenia mamy i my kobiety. To nie dotyczy tylko jednej płci. Bo niby dlaczego tak miałoby byc?
niedojrzałość ..obrona przed odpowiedzialnością to charakterystyczne podejscie dzisiejszego pokolenia.. stąd tyle rozwodów.. Jednak ludzie się odnajdują.. żeby znależc prawdziwą perłę trzeba jej szukać w stogu świecidełek..podróbek.
Czasem jest tez łatwo nam oceniac innych.. ze to oni są winni naszej samotności..
bo coś tam... ja myslę ze problem moze byc zlozony. Na pewno jest trudniej dzisiaj osobom z wartościami..niiz tym ktorzy sie z nimi nie liczą.. Ale te spotrzezenia kto lepszy czy wierzący czy przeciętny katolik taki od "własnych" zasad, szmieszą mnie. to takie zrzucanie odpowiedzialności na innych. Ludzie są rózni, tak tez rózni są katolicy. a oprócz katolicyzmu licza się tez inne cechy..wrodzone, nabyte z domu rodzinnego...
wiec nie ma sensu dzielic ludzi na grupy...w ktorej mam sobie znalezc zonę.;)
Marcinie to moze jednak w pracy te odważne kolezanki dadzą Ci szansę?

(5151)
Do: Upokorzona, lat 25data: 02.11.2008, godz: 22:53

Witaj! Módl sie koronką do Miłosierdzia Bożego codziennie bez wyjatku o godzinie 15.00 lub jesli nie da sie inaczej - innej. Odmawiaj drogę krzyżową i proś w intencji wyzwolenia. To będzie możliwe, bo sama jestem swiadectwem wyzwolenia od wielu nałogów za sprawą tej właśnie modlitwy: rozważanie męki Pańskiej. Jezus Cie nie opuści, On już jest blisko Ciebie, bardzo blisko, skoro masz pragnienie czystości i chęć walki. Pan Cię wyzwoli i obmyje z Twoich grzechów jednym promieniem swego Miłosierdzia. Amen! Jestem z Tobą w modlitwie! <

(5150)
Marcindata: 02.11.2008, godz: 21:24

Dlaczego kobiety sięgają po pornografię...?To pytanie mi się nasuwa bardzo mocno po tym co napisała upokorzona sama sobą.Zawsze mi się wydawało że to typowo"męski"problem.W tej sytuacji jest potrzebne wsparcie modlitewne ale niezbędne jest też odrzucenie tych filmów,gdy nadchodzi pokusa to po prostu trzeba zmusić się by wyjść z pokoju gdzie jest telewizor,dvd czyli narzędzia do odtwarzania tego typu filmów.Co do posiadania potomstwa i bycia z drugim człowiekiem to wydaje mi się to czymś ważnym,nieodłącznym elementem i sensem życia ludzkiego bo przecież nie żyjemy tylko dla siebie samych ale dla innych...

(5149)
ja, lat 28, e-mail: dziewczynao2@vp.pldata: 02.11.2008, godz: 21:00

Chcialabym pogadac z kims, powaznie, na temat czystosci (potrzebuje bardzo wsparcia) Pozdrawiam wszystkich!

(5148)
K., lat 27data: 02.11.2008, godz: 19:57

Do Marcina

Witam, interesujące są Twoje przemyślenia, ale moim zdaniem trochę nie sprawiedliwe. Opisujesz sytuację z punktu widzenia mężczyzny, co mnie nie dziwi, ale składasz odpowiedzialność za nie udane znajomości czy związki na kobiety. Fakt, że wyrażasz swoją wyrozumiałość, ale moim zdaniem prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Nie tylko dziewczyny są nie dojrzałe, i nie tylko one boją się stałego związku. Te same problemy dotyczą także mężczyzn.
Piszesz, że Twoi koledzy nie dostali szansy od dziewczyn na budowanie stałej więzi, a są niestety i odwrotne przypadki. Ból jest taki sam po obu stronach. Dodatkowo jak dla mnie dziewczyna czuje się dosyć dziwnie w sytuacji kiedy stara się zaprzyjaźnić, czy nawiązać więź z mężczyzną i pomimo, że chce budować związek to nie ma z kim. Piszę to jako kobieta o poglądach tradycyjnych, która odczuwa tę sytuację jako zamianę ról, moim zdaniem nie korzystną dla obu stron. Pomimo, że jestem wyrozumiała i odnoszę się przyjaźnie do mężczyzn nie udało mi się zbudować więzi z żadnym z nich. O nieprzyjemnych doświadczeniach nie będę pisała, ani oceniała co spowodowało takie, a nie inne zachowanie spotykanych na mojej drodze mężczyzn. Mam tylko nadzieję, że kiedyś stanie na niej ktoś, kto będzie otwarty drugiego człowieka i na budowanie więzi.
Napisałam to na podstawie własnych doświadczeń, a także obserwacji.
Pozdrawiam wszystkich żródełkowiczów i życzę dużo nadziej :-)


(5147)
G.data: 02.11.2008, godz: 19:31

Do Marcina:
Czy uważasz, że to, iż ktoś nie ma i nie zamierza mieć partnera czy potomstwa to jakieś przewinienie? Rozumiem, że przyświeca Ci prawdopodobnie przykazanie skierowane w Biblii do pierwszych ludzi: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się. Jednak czy sądzisz, że życie można przeżyć owocnie tylko w związku z inną osobą? Nie mam tu na myśli osób, które ślubowały czystość, ale tych świeckich, którzy są i chcą pozostać samotni. Pozdrawiam.

(5146)
hmm, lat 23data: 02.11.2008, godz: 19:22

Do "upokorzona sama siebie". Ja tez mam ten problem i powiem ci wiecej ze od bardzo dlugiego okresu. Ale ja nie trace nadzieji, wciaz sie modle i spowiadam. zycze ci abys z tego wyszla i sobie rowniez. Bede sie modlil.

(5145)
Ela, lat 37data: 02.11.2008, godz: 18:37

Marcin rozumiem Cię bardzo dobrze bo sama jestem rozczarowana hierarchią wartości mężczyzn, których poznałam na katolickich stronach.Smutne jest to, że osoby te uważają się za mocno wierzące, ale niestety okazuje się, że poza chodzeniem w niedzielę na mszę św, które bardziej wynika z tradycji niż z przekonania, nie mają z wiarą nic wspólnego. Nie wspomnę już o wiedzy religijnej i negowaniu podstawowych zasad etyki katolickiej.Ale nie można uogólniać przecież nie wszyscy tacy są i nie można poddawać się w poszukiwaniach.No tak w ten czas zadumy myślę sobie, że może kiedyś Pan Bóg zapyta nas dlaczego zwątpiliśmy w chwili kiedy byliśmy tak blisko znalezienia. Więc trzeba szukać z nadzieją.

(5144)
upokorzona sama sobądata: 02.11.2008, godz: 15:23

błagam o modlitwę
próbuję wyzwolić się od pornografii
jest mi ciężko
potrafię modlić się za kogoś ale nie potrafię modlić się za siebie
potrzebuję kogoś kto mnie w tym wesprze

(5143)
Marcindata: 02.11.2008, godz: 10:21

Kiedyś tam kiedyś miałem o kobietach dobre zdanie i z kilkoma się przyjazniłem ale to się zmieniło w ....tamtym roku jak spotkałem się z kilkoma dziewczynami poznanymi na stronach katolickich bo po tych spotkaniach mój obraz kobiety pogorszył się całkiem sporo.Dlatego w tym roku przestałem spotykać się z dziewczynami poznanymi na stronach katolickich a nawet z nimi korespondować na stałe i...znów mój obraz kobiety uległ polepszeniu,między innymi za sprawą kobiet które poznałem w pracy.Wniosek-to że kobieta(mężczyzna zapewne też) jest wierzący wcale nie daje gwarancji że ten ktoś będzie kimś z kim warto się spotykać.Po tych ubiegłorocznych spotkaniach zrodziła się we mnie refleksja na temat:dlaczego tak wiele dziewcząt boi się facetów ale ten temat już tu poruszałem i poruszali go inni i wnioski są takie jakie są czyli jakieś zaniedbania ze strony ojca w rodzinie albo przykre doświadczenia w kontaktach z płcią odmienną.Oczywiście nie mogę gwarantować za innych że będą w porządku ale mogę zapewnić te kobiety które już mnie poznały i jeszcze poznają że ja na prawdę nie gryzę,nie biję i jestem szalenie wyrozumiały dla słabości innych zwłaszcza kobiet które łatwo zranić bo są nieraz bardzo wrażliwe.Pewnie narażę się tym listem niejednej dziewczynie która to przeczyta ale co tam...zaryzykuję;)Temat niby nie nowy a nawet oklepany aż do znudzenia ale wiele jest takich tematów a ciągle się o nich mówi bo to przecież nasza codzienność.Myślę że wielu z nas singli-kobiet u mężczyzn-wcale się nie czuje szczęśliwymi z tego powodu że nie ma obok nas partnera cz potomstwa ktore chcemy mieć choć czasami udajemy niezależnych.Myśląc w tych dniach o tych którzy odeszli do Pana pomyślmy o tym że kiedyś gdy odejdziemy zostaniemy zapytani dlaczego nie mieliśmy tu na ziemi partnera czy potomstwa.Co wtedy odpowiemy.Cześć z nas może będzie miała usprawiedliwienie które Pan Bóg przyjmie ze zrozumieniem ale co będzie z tymi ktorzy nie chcieli mieć nikogo bo byli egoistyczni i zapatrzeni w swoje ego.Tak wielu samotnych 20,30,40-latków jest w mojej miejscowości...niektórzy moi koledzy skarżą się że są sami bo mimo iż spotykali się z tą czy inną dziewczyną to nie dostali szansy na nic stałego....to boli i powoduje że ten temat ciągle się powtarza,ciągle jest"na tapecie" i na tych stronach był,jest i zapewne będzie powtarzany.... Pozdrawiam wszystkich w tym kolejnym dniu zadumy

(5142)
Ela, lat 37data: 02.11.2008, godz: 10:03

A co myślicie o powołaniu... Czy powołanie można rozeznać poprzez rodzące się w sercu człowieka pragnienia?Czy one mogą być wyznacznikiem powołania?

(5141)
Tomek, lat 34, e-mail: redakcja@adonai.pldata: 01.11.2008, godz: 21:25

Bardzo ważne: osobę która wpisała się o godz. 20.59 pod nickiem: Internauta proszę o kontakt e-mail: redakcja@adonai.pl

(5140)
Piotrdata: 01.11.2008, godz: 19:50

Faktycznie "rekma" jest płci męskiej - takie niedopatrzenie.. małe ;P Jednak sprawa tego TVNu 24 nadal mnie ciekawi ;)

Madziu - na oazach tylko świat się kończy? W Kościele jest jeszcze całe mnóstwo duszpasterstw, jest też wolontariat, koła zainteresowań - trzeba wyjść i się rozejrzeć. Jest mnóstwo okazji, żeby spotkać kogoś, kogo interesuje więcej niż jedzenie, imprezowanie i spanie.. Imprezy to nienajlepsze miejsce na szukanie kogokolwiek - ludzie idą się tam wyszaleć, zabawić, nawet odmóżdżyć - a niekoniecznie oddawać się pogłębionej refleksji nad życiem, światem, Bogiem. Piszę to bez cienia ironii - tym bardziej, że atmosfera imprezowania udziela się praktycznie wszystkim i przez to wielu wartościowych ludzi gdzieś może nam umknąć.

(5139)
Graza, e-mail: pyza1975@gazeta.pldata: 01.11.2008, godz: 19:42

Asiu ja tez jestem taka osoba..

(5138)
Trawiasta, lat 27data: 01.11.2008, godz: 19:20

rekma,
nikt nie neguje tego ze masz prawo do wlasnych przemyslen.. tak jak napisal Piotr - w jakim celu to napisales? to miala byc jakas prowokacja, proba zwrocenia na siebie uwagi, wyzwolenia emocji, rozladowania napiecia? cos Cie zdenerwowalo, zirytowalo? jesli tak to masz prawo o tym pisac.

nie wiem jak inni ale ja odebralam Twoje wpisy z przeprosinami jako reakcje obrazy na odbior Twojego wpisu o tvn24. popraw mnie, jesli sie myle... ale takie odnioslam wrazenie i stad dolaczam sie do Piotra ktory prosi o wyjasnienie sytuacji.

do Marcina,
pierwsze zdanie odpowiedzi Gosi, 22 - ze kazdy z nas jest PRAWDZIWY, to jest mysle odpowiedz na Twoje pytanie. co to znaczy byc prawdziwym mezczyzna czy kobieta? najpierw trzeba byc prawdziwym czlowiekiem.... miec mocne wartosci, na ktorych mozna budowac swoja osobowosc, umacniac charakter, pracowac nad soba, walczyc z wadami i niedoskonalosciami...
dopiero pozniej wchodza kwestie meskosci/kobiecosci, ktore i tak sa rozne w zaleznosci od spoleczenstwa w ktorym zyjemy. bardzo dobrze jest czerpac z idealow czy autorytetow - tak jak Marcinie piszesz, Maryja i sw Jozef sa wspanialymi wzorami dla nas. tak samo ludzcy jak my, przezywali dramaty i sytuacje wydawaloby sie beznadziejne, a jednak mimo wszystko umieli zaufac Bogu, szanowali siebie nawzajem...

na koniec chce Wam wszystkim polecic piekne rozwazania Renaty, publikowane na Adonai. w dzisiejszym przewija sie motyw Matki, kobiety ktora postawiona w sytuacje bolsne i trudne potrafi zaufac Bogu... Kobiety od ktorej mozna sie wiele nauczyc.
rozwazanie jest dostepne pod tym linkiem: http://adonai.pl/czytania/?id=62

pozdrawiam serdecznie w ten wyjatkowy swiateczny czas.

(5137)
Graza, e-mail: pyza1975@gazeta.pldata: 01.11.2008, godz: 18:11

ten dzień jeszcze bardziej mi uswiadomil jakie to wszysto, ulotne kruche, jak szybko przemija.. jakze bym chciala cieszyc sie z zycia, byc z kims, moc porozmawiac, tak zwyczajnie sie przytulic.. niektórzy pisza ze milosc do Boga, Kościól, wiara pozwalaja im wytrwac, dają radosc, optymizm itp.. ja chyba mam za malo tego wszystkiego w sobie...
oj troche za duzo tego smutku ale coz musialam to z siebie wykrzyczec..
Pozdrawiam Wszystkich Cieplutko.

(5136)
Marcindata: 01.11.2008, godz: 17:42

No tak wszyscy święci dziś balują w niebie a my tu na ziemi dopiero zbieramy zasługi by wraz z nimi zaimprezować;):).No ale pamiętajmy że nie wszyscy balują,są tacy którzy tam po drugiej stronie cierpią udrękę potępienia w piekle i udrękę niewidzenia Boga w czyśćcu.I to powinno nas mobilizować by tam po drugiej stronie nie być wśród odrzuconych,poza tym trzeba modlić się za te dusze.Może to właśnie dziś niech każdy z nas zrobi bilans ostatnich miesięcy,może lat i odda błędy i grzechy Bożemu Miłosierdziu i niech zacznie się zmiana w naszym życiu,zmiana na lepsze...

(5135)
asia, lat 30, e-mail: m-soleil@tlen.pldata: 01.11.2008, godz: 17:26

Czy są tu osoby, które również czują się jak zero, wszystko jedno dlaczego..które zmarnowały życie i tak na dobrą sprawę muszą zaczynać żyć bardzo późno... którym się wydaje, ze niewiele może się zmienić na lepsze..jeżeli tak, proszę o kontakt. Pozdrawiam

(5134)
****, e-mail: stokrotka135@op.pldata: 01.11.2008, godz: 15:58

Kiedyś ktoś tak ładnie napisał:"Umiera się na wiele sposobów: z miłości , z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu....Umiera się, nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej."
Jak widzę, tematem dyskusji jest znów atrakcyjność kobiety i mężczyzny.....Wygląd zewnętrzny człowieka jest bardzo ważny. Nie jest w życiu najważniejszy, ale jest bardzo ważny a więc lepiej zadbać o siebie a potem przekonać się, że pod każdym względem odpowiadamy tej drugiej osobie.Pozdrawiam

(5133)
Madzia, lat 19data: 01.11.2008, godz: 12:35

Ale ja jestem w oazie, tylko że posługuje w innym mieście a nie dam rady być w dwóch wspólnotach na raz, bo też terminy spotkań się nakładają. To nie jest takie proste.

(5132)
karinadata: 01.11.2008, godz: 12:07

no przeciez Rekma to jest mężczyzna, nie wiem dlaczego robią z Ciebie kobietę :))

a dzis ten listopadowy wszystkich świetych...którzy balują w niebie :) dziekuje moich sw patronom i wszystkim pozostałym ze są, świętują na uczcie u Pana Boga i do zobaczenia :)
szkoda ze z nieba płacze deszcz....a moze to krople błogosławieństw.

(5131)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej