Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [491] [492] [493] [494] [495] [496] (497) [498] [499] [500] [501] [502] [503] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Mariuszdata: 31.07.2008, godz: 20:01

Rozdziały - „ Bitwa: Wróg” oraz „Bitwa: strategia”. Nasi wrogowie to świat, ciało i Szatan. Dotykając problematyki grzechu, zauważa J. Eldredge, idąc za św. Pawłem: „Nie jesteś swoim grzechem, grzech nie jest tym, co najprawdziwsze w człowieku, który osiągnął zjednoczenie z Jezusem. Twoje serce jest dobre (...) Mężczyzna, który pragnie żyć mężnie, szybko straci serce, jeżeli będzie wierzył, że w jego sercu jest jedynie grzech. Po co walczyć? Bitwa wydaje się przegrana, zanim w ogóle się rozpoczęła”. Dzieło Szatana polega na dzieleniu, izolowaniu nas od innych i Boga, szczególnym zaś obiektem jego zawiści staje się więź małżeńska: „Małżeństwo jest najlepszym obrazem wszystkiego, co może oferować Bóg swojemu ludowi (...) Wróg wie o tym i nienawidzi go każdą cząstką swego podstępnego serca. Nie ma zamiaru pozwolić, aby ten piękny portret ujawniał się w świecie w tak przemożnym powabie, że nikt nie potrafiłby się oprzeć Bożej ofercie. Zatem tak jak w Raju, wkracza Szatan, aby dzielić i podbijać. Często, kiedy jestem z żoną, mam poczucie winy (...), odbieram jakieś przesłanie, że wszystko psuję. W końcu powiedziałem o tym Stasi. Do jej oczu napłynęły łzy. „Żartujesz – powiedziała. – Wiele razy czułam to samo. Myślałam, że jesteś mną rozczarowany”. „Szatan, stosując lęk i zastraszenie, próbuje wykorzystać zaangażowanie naszego wewnętrznego zdrajcy w ocalenie siebie. Dopóki staramy się ocalić własną skórę, dbamy o swój interes, ta taktyka skutkuje. Kurczymy się (...) Najbardziej niebezpiecznym człowiekiem na ziemi jest ten, który pogodził się z własną śmiercią”. I jeszcze jedno: „Jeśli chcecie zamieszkać w królestwie Bożym, mówi Jezus, będzie to wymagało od was zużycia każdej uncji posiadanej przez was pasji i siły. Sprawy obierają gwałtowny obrót, dlatego właśnie dane wam jest dzikie serce”. :-)
Cdn.

(4330)
Piotrdata: 31.07.2008, godz: 17:19

Janie - trochę mi zajęło myślenie, jak skomentować Twoją wypowiedź. Nie było mi łatwo, przyznaję. Z czym na pewno muszę się zgodzić, to fakt, że zdradzić może też człowiek wierzący. Jednak trudno mi się zgodzić z twierdzeniem, iż dochowanie wierności i trwanie w związku trudno zrozumieć bez wiary - sądzę, że chyba brak Ci wiary w ludzi - bo co w takim razie z niewierzącymi? Trudno im zrozumieć bez wiary, jak ważny jest ich związek? Rzecz nie w wierze, bo jak wytłumaczyć rozwody katolików, tudzież unieważnienia małżeństw sakramentalnych, ale przede wszystkim w człowieku jako takim. Wiara tutaj w niczym nie przeszkadza, a wręcz może pomóc.
Z Twoich, ale nie tylko Twoich, słów wypływa ubolewanie nad niewierzącymi - ich kondycją itd., ale czy pomyślałeś o tym, jaki Ty jesteś dla nich, jak otwarty na niewierzących jesteś? Wydaje mi się, że za mało wiesz i doświadczyłeś w kontaktach z tymi "niewierzącymi". Piszesz, że nie wyobrażasz sobie życia z kobietą niewierzącą - a próbowałeś już? Nie zastanawiałeś się, czemu jest tylu niewierzących i jak mają doświadczyć miłości Najwyższego? Jak mają się zbliżyć choćby do Boga? Przez wiarę i uczynki mamy być tym widzialnym znakiem miłości Boga do ludzi, ale odrzucając tych, którzy nam nie pasują, jakim znakiem jesteśmy? Czyż Chrystus nie umarł za każdego z nas? Czyż słońce nie wstaje rano dla wszystkich? Gdyby miało wstawać tylko dla tych "prawowiernych", olbrzymia większość rodzaju ludzkiego tonęłaby w ciemnościach, a przecież tak nie jest. Chrystus sam powiedział, że przyszedł, aby leczyć chorych, a nie tych, co się dobrze mają - jednak jak ma tego dokonywać, jeśli ci, którzy dumnie nazywają się jego uczniami i przez których pragnie dotykać słabych i chorych, odwracają się od Jego pacjentów?

Dużo w tym emocji, przyznaję - ale nie potrafiłem przejść obok tego obojętnie.

(4329)
Jandata: 29.07.2008, godz: 23:51

Gosiu, z jednej strony to, że ktoś jest wierzący, nie znaczy, że nie zdradzi. Z drugiej strony bez wiary ciężko zrozumieć i przyjąć to, że ślubuje się do śmierci, cokolwiek by się działo; lub że związek z osobą już zaślubioną jest złem. Chcę wierzyć, że człowiek niewierzący może być na tyle otwarty, by spróbować przyjąć i zrozumieć całą (włącznie z seksualnością) naukę Kościoła. Tylko ile takich osób jest? A z drugiej strony - ile takiej osobie brakuje do wiary? Problem jest z osobami nastawionymi negatywnie i występującymi przeciwko Kościołowi (mniej lub bardziej wprost). Zazwyczaj wiąże się to z odrzucaniem nauki Kościoła, co raczej nie rokuje dobrze takim związkom, już nie wspominając o katolickim wychowaniu dzieci. Choć też myślę, że do tej grupy aż tak dużo osób się nie zalicza, bo często niechęć do Kościoła to niechęć do hierarchii, czy konkretnej osoby lub grupy. Ja osobiście nie wyobrażam sobie spędzenia reszty życia z kobietą, z którą nie mógłbym się modlić i nie chodzi tu o wspólne odmawianie różańca, ale o to, by ta osoba poprzez swoją obecność razem ze mną trwała na modlitwie. Boga wprost widzę w sporej części tego, co robię, więc nie wyobrażam sobie, by ktoś tak bliski jak małżonka mógł być na Niego obojętny lub negatywnie nastawiony - chyba, że ta osoba szczerze chciałaby wejść w tą rzeczywistość. No ale to są tylko dywagacje, a w życiu bywa różnie,

(4328)
a, lat 24data: 29.07.2008, godz: 23:48

Witam,
pojawiło sie tutaj pytanie, czy sa dziewczyny, które nie potrafią powiedzieć NIE chłopakowi. Niestety są, ja jestem taką dziewczyną. Pisałam juz kiedyś na źródełku o moim problemie, ale dochodzę do wniosku, że nikt nie może mi pomóc, zdecydować muszę sama, a doradzać też niebardzo jak jest. Sama decyzji podjąć nie umiem, dlatego jest jak jest, czas leci, wpędzamy sie w lata..do decyzji o slubie jest baardzo daleko...o rozstaniu na razie cisza. Wiele razy zrywalam z chłopakiem, ale nigdy ostatecznie sie nie rozstalismy. zawsze byl jakis sms, prosba o spotkanie, przerazliwa tesknota, potem płacze i znow powroty. Moze zabrzmi to dziwnie, ale cóż prawda jest taka, ze ja jestem bardzo slaba..mam duzo problemów, obaw, lęków, duży ciężar z przeszłości i nie jestem w stanie zerwać, nieść ten balast, że złamałam komuś serce, komus kto mnie bardzo kocha i chce ze mną być, to dla mnie zbyt duzo...nie wiem co będzie, nie wiem o co sie modlic, czy o to bym potrafiła pokochac tę osobę i z radością powiedzieć tak przy ołtarzu, czy o jakieś "szczęsliwe" rozstanie. nie wiem. najchętniej bym się modliła o koniec dla siebie, bo nie widze wyjścia z sytuacji. pocieszam się tylko ze Pan Bóg nie zostawia najsłabszych, ze jakoś pomaga...choć u mnie po prostu nic sie nie dzieje, mija dzien za dniem. Także są takie osoby, a moze ja tylko jedna, nie weim. Ale mysle, ze zdarza sie to tylko osobom, które nie wiedzą czego chcą, boją sie przyszlości, samotności no i cóż,może nie mają odwagi podejmować radykalnych kroków.

(4327)
b, lat 31data: 29.07.2008, godz: 23:29

Balam się życia i odpowiedzialności jaką niesie dorosłość. bardzo bałam się miłości. Moja mama nauczyła mnie, że milość jest brudna i nigdy o niej się nie mowiło. Jak mam teraz żyć i kochać???

(4326)
..data: 29.07.2008, godz: 23:00

Myślałam , ze są tu tylko dobrzy ludzie i że właśnie taką poznałam okazało się jednak , ze znałam fałszywą osobę .To było jakiś czas temu .

(4325)
Dorota, lat 21, e-mail: dorota.malek1@wp.pldata: 29.07.2008, godz: 21:32

"Miłość to przede wszystkim dar z samego siebie."

"Człowiek ma dar kochania, lecz także dar cierpienia."

"Marzyć, oznacza pragnąć gwiazdki z nieba.. "

"Czasem słowa mogą zabić lub zbudować ale częściej prowadzą do łez."

(4324)
gosiadata: 29.07.2008, godz: 19:35

Obawiam sie zdrady mężczyzny wobec kobiety, mogła bym ja rzecz jasna przeboleć ,ale po co? O.Pio kiedys rozmawiajac z młodą kobietą lub mężczyzną powiedział coś w sensie aby darować sobie związek kobiety wierzacej z mężczyzną niewierzącym albo mężczyzny wierzacego z kobietą niewierzącą. Co wy myślicie na ten temat?

(4323)
urzekającadata: 29.07.2008, godz: 10:52



"Gdy Bóg stworzył Ewę, nazwał ją ezer kenegdo. (...) Ezer, czyli wspierająca przy jego boku."

"Bóg jest zasadniczy. Pragnie, byśmy Go potrzebowali - rozpaczliwie."

"Upadek Ewy, jej grzech, spowodował zatracenie łagodności i zamknięcie piękna w sobie."

"Wiemy, że nie jesteśmy tym, czym pragniemy być, tym wszystkim, czego Bóg pragnął dla nas, ale zamiast podejść przez napełnione łaską powietrze i spytać Boga, co On sam o nas myśli (...), z trudem łapiemy oddech, wierząc, że zasługujemy na uduszenie"

"Wiele z tego co nazywamy naszą osobowością, stanowi mozaikę wybranych przez nas sposobów samoobrony plus nasz plan uszczknięcia choć szczypty miłości, do której zostałyśmy stworzone. Problem w tym, że nasz plan nie ma nic wspólnego z planem Boga."

"Jako kobiety, mamy tendencję do odczuwania, że wina musi leżeć po mojej stronie. (...) Coś jest zasadniczo źle ze mną . Wiele kobiet odczuwa to w ten sposób. (...) Czujemy również, iż w zasadzie jesteśmy same. I że te dwie rzeczy w jakiś sposób są ze sobą powiązane. Wierzymy, iż nasza samotność ma źródło w tym, że nie jesteśmy takimi kobietami, jakimi powinnyśmy być."

"Ewa jest ucieleśnieniem piękna Boga i wnosi życie do świata. Zawzięte serce Szatana nie może tego znieść. Atakuje ją ze szczególną nienawiścią. Historia nie pozostawia żadnych wątpliwości."

"Przesłanie ran twojego serca mówi: "Tak się dzieje z twojego powodu. To jest to na co zasłużyłaś". Wszystko się zmienia, gdy zdajesz sobie sprawę, że jest inaczej - te rzeczy zdarzają się, ponieważ jesteś wspaniała. Zdarzają się, ponieważ stanowisz ogromne zagrożenie dla królestwa ciemności"

"A więc, miła moja, nadszedł czas na odnowę twojego życia. Ponieważ jest Ktoś większy niż twój wróg. Ktoś, kto odnalazł ciebie na początku czasu. On przychodzi, żeby ukoić twoje złamane serce i odrodzić twoją kobiecą duszę."


(4322)
urzekającadata: 29.07.2008, godz: 10:42

"Po dwóch tygodniach małżeństwa leżałam przygnębiona na sofie, oświadczając, że nie wiem, co jest na kolację, i że John musi poradzić sobie sam. Poza tym podłoga w kuchni była brudna. Nie zdałam egzaminu."

"Napełniamy serca pogardą dla marzeń o czymś więcej. (...) Marzymy żeby odegrać rolę Pięknej w jakiejś historii (...), ale te pragnienia (...) wydają nam się odpowiednie jedynie dla kobiet, które są jakieś uładzone, pozbierane. Przekazem dla nas pozostałych jest (...) - próbuj mocniej"

"(...) Kobiety, które (...) uważa się za wzór kobiecości są słodkie, chętne do pomocy, o włosach starannie przygładzonych, zapracowane, zdyscyplinowane, spokojne i są... zmęczone"

"Rezultatem jest wstyd (...), który karmi nas naszymi najgłębszymi obawami, że w końcu zostaniemy porzucone i będziemy samotne"

"Każda kobieta to czuje - coś głębszego niż tylko odczucie niespełnienia w tym, co robi. Jakieś podświadome, instynktowne odczucie niespełnienia w tym, kim się jest. Jestem jednocześnie za bardzo i zarazem nie dosyć."

"Wszystkie jesteśmy stworzone do udziału w wielkiej przygodzie. W przygodzie, którą z kimś dzielimy. Nie chcemy przygody dla niej samej, ale dlatego, że wymaga czegoś od nas dla innych"

"Byłam wtedy potrzebna. Ja byłam potrzebna. Nie tylko potrzebna, ale jak Arwen - niezastąpiona"

"Pragniemy być pożądaną, być zdobywaną przez kogoś, kto cię kocha, być dla kogoś kimś najważniejszym (...). Chcemy przeżyć romans."

"Kobieta w obecności dobrego mężczyzny, prawdziwego mężczyzny, uwielbia być kobietą"

"Znając sposób, w jaki rozwijało się stworzenie świata, jak powstawały coraz doskonalsze i doskonalsze dzieła, czy można mieć jakiekolwiek wątpliwości, że Ewa jest ukoronowaniem stworzenia? a nie późniejszym uzupełnieniem. Nie ładnym dodatkiem, takim jak ornament na drzewie. Ona jest finalnym dotknięciem Boga, jego pičce de rčsistance."

(4321)
Piotrdata: 29.07.2008, godz: 00:47

Wiesz, Janie - to sporo tłumaczy, ale tym bardziej uważam, że powinieneś pokazać SIEBIE. Wszak ma poznać CIEBIE, a nie wyobrażenie o Tobie, tudzież całkiem inną osobę.

A co do chłopaka Amelii - nic na siłę, zwłaszcza w tak osobistej sprawie, jak wiara. Trudno stwierdzić, co z tym fantem zrobić, bo nie wiem, czemu nie wierzy. Podejrzewam, że to bardziej obojętność religijna niż ateizm (prawdziwych ateistów jest niewielu na świecie), jednak mogę się mylić. Na razie czekaj i obserwuj - sama musisz uporządkować swoje sprawy. Nie pomożesz sobie ani jemu, zajmując się wszystkim jednocześnie. Co na pewno możesz zrobić, to modlić się i czekać na rozwój wypadków.

(4320)
do.., e-mail: ja@o2.pldata: 29.07.2008, godz: 00:09

Jakież to wspaniałe,
czuć się bezpiecznie z osobą,
przy której ani nie ważysz myśli,
ani nie mierzysz słów,
ale wylewasz je dokładnie takie,
jakimi są, nie oddzielając ziarna
od chwastów, wiedząc, że przyjazna ręka
przesortuje je, zatrzyma to,
co wartościowe, a resztę rozwieje
podmuchem wiatru.


(4319)
To też z kazania...data: 29.07.2008, godz: 00:06

"Są ludzie, którzy myślą, że kochają Boga, ponieważ nikogo nie kochają.
Kochać Boga bez miłości człowieka to faryzeizm i dewocja"

(4318)
Anka, lat 30data: 28.07.2008, godz: 23:17

Bardzo piękna ta 'źródełkowa' wymiana poglądów, doświadczeń, myśli, emocji:-)
Po prostu piękna - bo każdemu z nas daje poczucie, że tak naprawdę świadomi 'zakorzenionych' w Bogu wartości kształtujemy siebie samych w tym zakręconym świecie:-)
Muszę przyznać, że i mnie niejednokrotnie fascynuje, ale i coraz częściej zadziwia postawa samotnych mężczyzn - 'uciekających', nie dających sobie i drugiej osobie szansy, nie zawsze potrafiących szczerze i taktownie powiedzieć "nie"...
Każda kobieta pragnie, aby chociaż raz Ktoś naprawdę zachwycił się nią, dostrzegł jej piękno i blask nie tylko z powodu urody, ale przede wszystkim starań bycia piękną wewnętrznie (rozwijając się, walcząc ze swoimi słabościami) i zewnętrznie (dbając o siebie - fryzura, ubiór itp.) - i nie ma co ukrywać...dla tego właśnie wyjątkowego 'spojrzenia' mężczyzny:-)
Dobry związek powinien mieć podstawy w przyjaźni, ale czy warto usilnie o nią zabiegać, gdy oczekujemy czegoś więcej ? Musimy iść do przodu i szukać wzajemności naszych pragnień...chociaż to trudne zwłaszcza gdy nie ma się już 20-stu lat;-)


(4317)
May77data: 28.07.2008, godz: 22:39

Polecam skrzynke intencji na stronie Kalwarii Zebrzydowskiej http://www.kalwaria.eu/intencje,dodaj.html


(4316)
Mariuszdata: 28.07.2008, godz: 22:17

Do Trawiastej i Innych: ciszę się, słonka Waszą radością, z tego, że odkrywacie siebie dzięki przytaczanej książce, - naprawdę :-)))). A nie napiszę dziś nic więcej ze względu na baaardzo pracowity dzień, paaadam ;-). Dobranoc :)

(4315)
Kasia 26data: 28.07.2008, godz: 20:57

Tak bardzo Was prosze o modlitwe w mojej intencji...

(4314)
****, e-mail: stokrotka135@op.pldata: 28.07.2008, godz: 20:33

Do IP. 194.146.219.103 - Zagrożenia zawsze były, są i będą, bo takie jest życie i cały ten świat. Nie analizowałam Twojego małżeństwa i nie poddawałam go w wątpliwość. Sama napisałaś, że znasz małżeństwa szczęśliwe i nieszczęśliwe. Nie chciałam nikogo straszyć, tylko zwrócic uwagę na te właśnie zagrożenia. Ktoś, kto chce utrzymać swoje małżeństwo, musi o nie naprawdę bardzo dbać, żeby potem nie płakać. Wszystkiego dobrego życzę.Pozdrawiam

(4313)
Marzenadata: 28.07.2008, godz: 18:57

Do Jana,

Tak, masz rację pomyliłam nazwisko (ale to ze zmęczenia i upału;)). Szczerze mówiąc zorientowałam się zaraz jak kliknęłam zapisz, ale wtedy było już trochę za późno na zmiany. Miałam je wprowadzić dzisiaj....Poprawiam się (szczególnie ze względu na Autora książki:) i podaję jeszcze raz - Joachim Badeni OP: "Kobieta-boska tajemnica"...ufff

Wracając jeszcze do tego poznawania kobiet....mnie osobiście się wydaje, a utwierdziła mnie w tym wspomniana przeze mnie książka...że kobieta jest i będzie dla mężczyzny zawsze tajemnicą i nigdy do końca jej nie pozna.... W tym właśnie tkwi jej piękno. Taka właśnie ma być. A od mężczyzny oczekujemy przede wszystkim miłości...chcemy nie tylko przypuszczać, że nas kocha, ale chcemy być o tym zapewniane (choćby codziennie ;) - słowem, drobnym podarunkiem.... (np. zerwaną stokrotką - hehe to takie moje marzenie, ciekawe czy ktoś zerwie kiedyś dla mnie stokrotkę :))........a tak mniej romantycznie wydaje mi się, że większość kobiet (przynajmniej te, które ja znam) oczekuje także, że mężczyzna będzie wiedział czego chce i będzie dla niej swego rodzaju „przewodnikiem” (pisał o tym kiedyś Rafał i była to bardzo trafna wypowiedź....)

Do Mariusza:
Ten fragment książki, który wpisałeś czytała mi kiedyś moja Siostra (dziwne, prawda......), ponieważ chciała mi w ten sposób wytłumaczyć pewne zdarzenie w moim życiu, którego sensu wtedy nie pojmowałam......
Pozdrawiam :).

(4312)
Jandata: 28.07.2008, godz: 18:47

Piotrze, dziękuję za odpowiedź. Tak naprawdę tej osoby nie znam, więc może boję się tylko jakiegoś wyobrażenia? Akurat będzie ku temu okazja, więc postaram się tą osobę po prostu poznać.

Amelio, wiary nie można nikomu wmówić, szczególnie jeśli nie chce słuchać. Nie chcę Ci radzić, bo też nie wiedziałbym chyba co, ale zwrócę Ci tylko uwagę na takie pytanie: czy ta osoba pomaga Ci rozwijać wiarę, czy ciągnie Cię w dół? Myślę, że nawet osoba niewierząca może stymulować do rozwoju własnej wiary, ale z drugiej strony ciężko zbudować głęboką relację z kimś, kto nie chce słuchać.

(4311)
gosiadata: 28.07.2008, godz: 17:39

Do Jan. Wypowiem sie odnosnie tych dziewczyn które darzysz uczuciem przyjazni i zauroczenia. Wiec moje zdanie jest takie, przyjaźń dla mnie jest bezcenna, ale nie widze nic na przeszkodzie dlaczego nie miałbyś poznac tej drugiej dziewczyny i nawet, jesli mialbys sie troche postarac, rzecz jasna nie kosztem swojej autentyczności ,raczej otwartości na drugiego człowieka. Myslę, że troche idealizujesz te pierwsza dziewczyne, nikt nie jest bez wad, ale jesli sam nie zaryzykujesz poznaniem jej to sie nigdy nie dowiesz jaka ona naprawde jest.
A uważam ,że warto bo jeśli nie teraz bedziemy się poznawać gdy szukamy kogoś na całe życie no to kiedy?

(4310)
Piotrdata: 28.07.2008, godz: 15:23

Janie - lepiej żyć w pięknym kłamstwie, czy w przykrej prawdzie? Weźmy na warsztat najpierw kłamstwo. Ktoś jest z nami, bo WYDAJEMY się atrakcyjni tej osobie, ale w istocie nie jesteśmy. Jak myślisz - ile potrwa taki spektakl fałszu i jaki będzie tego finał? Wątpię, aby miał szczęśliwe zakończenie.. Abstrahując od konkretnej sytuacji - jest to złe i iluzoryczne. Nie można zbudować czegoś dobrego i trwałego na fundamencie, którego w istocie nie ma. Można ryzykować, ale czy warto? Warto oszukiwać siebie i kogoś? Jeżeli z kimś nie możemy stworzyć trwałej relacji, to nie dlatego, że ktoś tu jest zły, ale dlatego, że nie jesteśmy tą samą parą kaloszy. W takiej sytuacji trzeba szukać dalej, szukać kogoś, kto pokocha nas takimi jakimi w istocie jesteśmy - ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Jeżeli wybieramy życie w prawdzie, które, nie czarujmy się, jest cięższe i trudniejsze, żyjemy jako prawdziwi MY, JA, TY itd - żyjemy jako ci, których On kocha takimi, jakimi naprawdę są. Dla wielu to bardzo trudne, bo często wstydzą się sami siebie i sami siebie oszukują. Jest to też bardzo trudne, bo zapominając o miłości do drugiego człowieka, często chcemy przerabiać innych na naszą modłę, tudzież siebie na cudzą.. Nie warto wybierać kłamstwa dla chwilowej i zwodniczej przyjemności.

Co do tej przyjaźni - zależy to od sytuacji i ludzi w nią zaangażowanych. Trzeba pamiętać, że bardzo ważnym składnikiem miłości jest przyjaźń. Dwie, opisywane przez Ciebie sytuacje, są po prostu inne.

(4309)
do stokrotkidata: 28.07.2008, godz: 14:32

Jeśli dobrze zrozumiałam poddajesz w wątpliwość to czy ja i mój mąż pozostaniemy dla siebie jedynymi do końca życia. Twój wpis wzbudza w młodych małżeństwach strach przed zdradą. Chyba zupełnie niepotrzebnie piszesz o zagrożeniach. Wiem o nich, znam przykłady osób których małżeństwa rozpadły się przez zdradę, ale znam też małżeństwa z dużym stażem wierne sobie i kochające się tak, że patrząc na nich robi się ciepło w sercu. I wbrew wszystkiemu wierzę, że nam też się uda. W każdym razie będziemy o to walczyć.

(4308)
Ameliadata: 28.07.2008, godz: 09:52

Witam, mam do Was pytanie, jestem z chłopakiem, który twierdzi, że nie wierzy, kiedyś mi to nie przeszkadzało, sama daleko odeszłam od Boga, teraz wracam na łono Kościoła, bardzo pomału ale jednak. Nie wiem co mam robić, żeby i on zaczął wierzyć, żeby się podniósł i odnalazł sens. Widzę, że się meczy z wieloma rzeczami a modlitwa i wiara napewno by mu pomogły. Nie chce ze mną rozmawiać na ten temat a ni w ogóle słuchać.
Doradźcie mi, nie wiem co mam z tym zrobić. Jest mi ciężko o tyle że sama mam mase własnych lęków z którymi nie umiem sobie poradzić, ale to już inna kwestia.

(4307)
Trawiastadata: 28.07.2008, godz: 04:20

Mariusz!!!
DZIEKUJE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

To, co napisales..... esz, co ja bede pisac i pisac. Slowa tu niepotrzebne oprocz jednego - DZIEKUJE CI z calego serca za ten fragment.

Nie moge dzis spac wiec czytam i serce mi rosnie - tych słów wlasnie potrzebowalam...

(4306)
Jandata: 27.07.2008, godz: 23:42

Marzeno, z całym szacunkiem, ale o. Joachim Badeni OP. Ojciec Badeni, ojca Badeniego.

Przepraszam, że trochę zmienię wątek, ale chciałem Was, drogie źródełkowiczki, o coś zapytać. Gdy myślę o związkach, to niepokoi mnie jedna rzecz i tego trochę się boję. Czy Wy, jako kobiety, potraficie mówić mężczyznom "nie"? Tylko nie chodzi mi tu o sytuację, gdy para ludzi się poznaje (choć i wtedy umiejętność powiedzenia "nie" to wg mnie bardzo ważna rzecz), ale sytuację, gdy dwoje ludzi już zaczęło coś budować.

Może napiszę, czemu mnie to niepokoi. Nie wiem, czy znacie taki żart: on ją kocha za-żarcie, a ona go kocha za-wzięcie. Gdy mężczyzna stara się zdobyć serce kobiety, to wiadomo, że stara się i przez to pokazuje się z lepszej strony lub (do pewnego stopnia) jako ktoś lepszy. Bardzo chciałbym, żeby kobieta pokochała mnie za to, jaki jestem (z moimi wadami) i też chciałbym aby - jeśli tak czuje - powiedziała "nie".

Hmm, a chyba tak naprawdę to chodzi o to, że podoba mi się pewna dziewczyna, tylko boję się, że przy niej bardzo będę musiał się starać, tak bardzo, że przestanę być sobą. I tylko zastanawiam się, czy to nadal ma sens... Bo z drugiej strony, znam osobę, która docenia mnie takiego, jakim jestem, przy której nie udaję, czuję się dobrze. Tylko problem polega na tym, że ciągnie mnie do tej pierwszej osoby, a nie do tej drugiej.

Zastanawiam się też, co jest lepsze - mieć przyjaciela, w którym odkrywa się coś, co pociąga aż tak, że chce się z nim być zawsze; czy może budować przyjaźń z osobą, w której się zauroczyło. Czy to drugie nie jest w jakimś sensie gorsze? I czy te wszystkie pytania nie wpisują się przypadkiem w "kryzys męskości"? :-P

(4305)
To z kazania...data: 27.07.2008, godz: 23:24


Nie można kochać kogoś, nie kochając Boga...

Czyli jeśli kochasz Boga, potrafisz też kochać człowieka, a jeśli nie kochasz człowieka także nie kochasz Boga...


(4304)
vestina , lat 18, e-mail: ola_volley@wp.pldata: 27.07.2008, godz: 23:00

Witam i mnie czasem doskwiera samotność... dlatego chetnie poznam nowych ludzi :)
Interesuje sie głownie siatkówką :D Jeśli chcesz napisz na pewno znajdziemy wspólny temat ;)

(4303)
Maria, lat 40data: 27.07.2008, godz: 21:57

nie potrafię poradzić już sobie z moją samotnością ... może ktoś wie o rekolekcjach dla samotnych , które zaczynałyby się koło 15 sierpnia ?
pozdrawiam wszystkich .

(4302)
J., lat 33data: 27.07.2008, godz: 18:18

Bardzo Was proszę o modlitwę...tak bardzo jej teraz potrzebuję.
Pozdrawiam

(4301)
Piotrdata: 27.07.2008, godz: 17:55

Mój imienniku - z dnia na dzień, coraz bardziej się przekonuję o tym, co napisałeś. Nie powinniśmy, zwłaszcza w świetle tych słów, zapominać o tym, że musimy też pokochać samych siebie, tak jak On pokochał nas już dawno :)

(4300)
Mariuszdata: 27.07.2008, godz: 16:00

„Uzdrowić ranę” – to pogłębienie poprzedniego rozdziału poprzez wejście już w sam proces uzdrowienia.
Pierwsza kwestia – wszystko dzieje się w jedności z Bogiem: „Zostaliśmy stworzeni, by być zależni od Boga (...) do jedności z Nim i bez niej nic w nas nie funkcjonuje właściwie (...) Grzech jest tą upartą cząstką nas, która przede wszystkim pragnie niezależności. Ta cząstka jest gwałtownie oddana takiemu życiu, żebyśmy nie byli od nikogo zależni – a zwłaszcza od Boga (...) Głęboko w swoich sercach doszliśmy do przekonania, że potrzebować kogoś jest oznaką słabości, upośledzenia (...) To nie wstyd, że potrzebujesz uzdrowienia (...) to nie wstyd, że w środku czujesz się mały (...) To nie Twoja wina”.
Secundo: „U Boga nie ma gotowych formuł. Sposób, w jaki Bóg uzdrawia ranę, jest procesem głęboko osobistym. Sam jest osobą i nalega, by działać osobiście. W przypadku jednego następuje to w chwili Boskiego dotyku. U innego trwa to jakiś czas i przy pomocy drugiej osoby, a nawet kilku osób”.
Tertio: „Trzeba zacząć od zawierzania siebie (...) zapraszamy Jezusa do naszej rany, prosimy, aby przyszedł i tam się z nami spotkał, wszedł w nasze kalectwo i chore miejsca naszego serca” (‘Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym OPATRYWAŁ RANY SERC ZŁAMANYCH, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę’, Iz 61,6). „Trwanie w miłości Boga jest naszą jedyną nadzieją, jedynym prawdziwym domem dla naszego serca”.
Następny etap – przebaczenie swoim ojcom: „Teraz musicie zrozumieć: wybaczenie jest wyborem. To nie uczucie, ale akt woli (...) Uznajmy, że to boli, że to jest ważne, i postanówmy rozciągnąć wybaczenie na naszego ojca. Nie chodzi o stwierdzenie: ‘Nic się nie stało’ (...) Wybaczyć to stwierdzić: ‘To było złe, to było dla mnie ważne, ja tobie odpuszczam. I wtedy prosimy Boga, żeby był naszym Ojcem”.
Po piąte – Bóg nadaje nam nowe imię: „Bóg patrząc na ciebie, widzi twoje prawdziwe ja, prawdziwego ciebie, mężczyznę, którego zamierzał stworzyć. Jak inaczej dawałby ci biały kamyk z wyrytym twoim prawdziwym imieniem? (...) Musicie pytać Boga, co o was myśli, i musicie trwać przy tym pytaniu tak długo, aż uzyskacie odpowiedź (...) Jest to bowiem ostatnia rzecz, jaką Zły chciałby, żebyście poznali (...) będzie wam szeptał, udając głos Boga. Pamiętajcie, on jest ‘oskarżycielem braci’ (...) Nasze serce jest dobre. Głos Ojca nigdy nie jest potępiający. Z tej pozycji prośmy, aby Bóg przemówił do nas osobiście, by pękła moc kłamstwa, które zostało nam zadane wraz z naszą raną”.
I ostatnia sprawa: „Prawdziwa siła nie bierze się z brawury. Jeśli nie przeżyjemy załamania, nasze życie będzie skupiało się na nas samych, będziemy polegać tylko na sobie; siła, którą mamy, będzie tylko naszą siłą (...) Dopiero wtedy, gdy wkroczymy w ranę, odkryjemy swoją prawdziwą chwałę (...) Są tego dwa powody. Pierwszy, ponieważ rana została zadana w miejscu twojej prawdziwej siły po to, by cię osłabić. Dopóki w nią nie wejdziesz, nadal będziesz udawał, dając z siebie tylko to, co powierzchowne i niewartościowe. Dlatego, po drugie, właśnie w swoim połamaniu znajdziesz to, co będziesz mógł zaoferować wspólnocie (...) Kiedy zaczniemy dawać nie tylko swój talent, ale także swe prawdziwe ja, wtedy staniemy się naprawdę silni”. Cdn.

(4299)
Marzenadata: 27.07.2008, godz: 14:21

Do ":)"
Jeśli chesz poznać trochę kobietę tak teoretycznie, bo "w praktyce" ;) to pewnie jeszcze coś innego ;) - to sięgnij do książki ojca Joachima Badenina pt. "Kobieta boska tajemnica"- dostępna w księgarniach (np. w Krakowie...) ..... Mnie ta książka bardzo "otworzyła" oczy, poczułam się naprawdę "wyjątkowa". Książka jest swego rodzaju wywiadem-rzeką z Ojcem - Dominikaninem, który mówi o kobietach (ale nie tylko.....) w sposób prosty, humorystyczny i niezwykle ciepły. Ciekawostka :) : Ojciec Badenin jest współtwórcą krakowskiego duszpasterstwa akademickiego "Beczka", gdzie też odkryto Jego niezwykłą umiejętność do łączenia ludzi w pary. Wymyślono nawet hasło: "Tylko Badeni dobrze Cię ożeni" :)) ;). Miłej niedzieli:)

(4298)
Agatka, e-mail: agacia29.01@wp.pldata: 27.07.2008, godz: 14:01

Kiedyś podczas rozmowy z księdzem, w której uczestniczyłam został podjęty temat różnic między kobietą a mężczyzną. I właśnie ów ksiądz powiedział, że dla niego to proste, bo mężczyźni patrzą na to, co materialne, są wzrokowcami, bardzo konkretnymi osobami. Panowie zaczęli protestować:) Ale po dyskusji doszliśmy do wniosku, że - nie ogólniając - ale taka jest natura mężczyzny. Natomiast kobieta jest z kolei nastawiona bardziej na to, co duchowe, analizuje, jest subtelna i taktowna. Ale to właśnie jest piękne;) Jesteśmy rózni, by móc uczyć się od siebie:)

(4297)
bodziadata: 27.07.2008, godz: 12:46

W tym jest prawda......, nie mozna kochac jeśli sie gardzi drugą osobą.

(4296)
Madzienkadata: 27.07.2008, godz: 08:39

Zachęcam do włączenia radiostacji rewelacja:

http://www.jezusowy.net/

Szczególnie dziś gdy jest transmisja z Mszy Św. o uzdrowienia o godz. 18.00 - miejsce Warszawa Sanktuarium Św. Andrzeja Boboli.

Szczegóły www.charyzmatycy.pl

Chwała Panu!

(4295)
piotr13, e-mail: piotr1399@interia.pldata: 26.07.2008, godz: 23:54




Kiedyś Pan Jezus powiedział do pewnej kobiety "Nie można kochać Boga nie kochając drugiego człowieka , gdyż Ja mieszkam w każdym sercu"
Na nic to nasze kochanie Boga ,gdy gardzimy drugim człowiekiem!!!


(4294)
:)data: 26.07.2008, godz: 23:01

Do Zyczliwej i innych kobiet: a ja chciałbym też dowiedzieć się czegoś o kobiecości. Bo i naturę "drugiej połówki" trzeba poznać. Wiadomo, jest wiele stereotypów... ot, choćby i sprawa taka: czy to kobieta powinna uczyć mężczyznę miłości, czy na odwrót? -Znamy przykład sw. Franciszka i Klary :). Faktem jest, że miłość jest w pewnym stopniu determinowana przez płeć kogoś, kto kocha; chodzi mi o to, że podobno mężczyźni i kobiety inaczej rozkładają akcenty. No i ciekawe bardzo, jak to jest z tymi kobiecymi serduszkami ;). Wyszła niedawno z inicjatywą arwena, teraz ta osóbka ucichła, a przyznała, że czyta "Urzekającą". Ja uświadomiłem sobie kiedyś, że pomimo nabytej taktowności itd., itp. ;-) nigdy nie posiądę takiego stopnia koncentracji na drugim człowieku, empatii, odczytywania ludzkich uczuć w danym momencie, jak kobieta. Umiem ocenić co się zepsuło, niejedną rzecz potrafię naprawić, hehe, ale ogląd tego, co dana osoba w danym momencie odczuwa przychodzi nie zawsze trafny (zresztą zobaczcie w jaki sposób i na jakie tematy rozmawiają ze sobą mężczyźni, tu rzadko mówi się o uczuciach, częsciej o rzeczach - taki jest męski świat). Dopiero publikacje z dziedziny psychologii uświadomiają tą cudowną inność i komplemantarność. Przez kobiece serce droga mężczyzny do drugiego człowieka? - Pozwólcie nam posłuchać waszych kobiecych serc...

(4293)
Piotrdata: 26.07.2008, godz: 17:21

taka sobie - to jest w gruncie rzeczy błędne koło - coraz więcej "męskich" kobiet, bo coraz mniej "męskich" mężczyzn, coraz mniej "męskich" mężczyzn, bo coraz więcej "męskich" kobiet itd.. Już nie wspomnę, że ślizgamy się w gruncie rzeczy po temacie - bo cóż tak naprawdę znaczy "męskość" i "kobiecość"?
Mnie się wydaje, że kryzys "męskości" to w dużej mierze wina wielu lat zaniedbań, które wraz z uwalnianiem się kobiet spod opieki mężczyzn, zaowocowały kryzysem, cieżkim kryzysem. Powstała pustka, pustka definicji - do tej pory mężczyźni definiowali siebie i swoją rolę przez pracę, która stanowiła o bycie rodziny. Gdy kobiety uznały, że mogą być równoprawnymi partnerkami mężczyzn w szeroko pojętym świecie, poczuli, że zabrano im "męskość". Partnerstwo kobiet i mężczyzn w żadnym wypadku nie powinno powodować zagrożenia dla "kobiecości", czy "męskości" - wręcz odwrotnie - powinno być źródłem nowych doświadczeń, nowego bogactwa, jakie może wynikać z przenikania się i uzupełniania tych 2 światów.

(4292)
Marzenadata: 26.07.2008, godz: 15:00

Witajcie :). Tak sobie czasem czytam i analizuje wasze mądre i piękne wpisy. Zgadzam się z większością z nich. Mam tylko taką jedną prośbę żebyście pośród tych pięknych idei, wymiany zdań, dyskusji, mądrych książek (tak należy je czytać) nie zagubili zwykłej ludzkiej miłości, zwykłej ludzkiej życzliwości, empatii i serca. Na nas wierzących spoczywa bowiem ogromna odpowiedzialność za to jak postępujemy z drugim człowiekiem. „Kto ma wiele od tego wiele wymagać się będzie”. Chyba nic mnie tak w życiu nie bolało jak rany zadane przez ludzi, którzy tak pięknie mówili o Bogu, a nie potrafili dostrzec obok siebie zranionego człowieka.... Oazy, pielgrzymki – to piękne, ale to nie wszystko. .... Nie! Nie mam już we mnie żalu w końcu wiarę pomimo różnych przeszkód odnalazłam i zrozumiałam, że Jezus przyszedł na świat dla takich jak ja - grzeszników...."Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca”; „Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego, że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”. Myślę, że po drugiej stronie wielu bardzo się zdziwi......Będziemy sądzeni z Miłości (nie mylić z zakochaniem, fascynacją itp.).......I jeszcze dwa wiersz mojego kochanego poety ks. Jana Twardowskiego:

„Miłość”
czystość ciała
czystość rąk pana przewodniczącego
czystość idei
czystość śniegu co płacze z zimna
wody co chodzi nago
czystość tego co najprościej

i to wszystko psu na budę
bez miłości

„Skrupuły pustelnika”
Tak zająłem się sobą że czekałem aby nikt nie przyszedł
stale prosiłem o jeden tylko bilet dla siebie
nawet nic mi się nie śniło
bo śpi się dla siebie ale sny ma się dla drugich
jeśli płakałem - to niefachowo
bo do płaczu potrzebne są dwa serca
broniłem tak gorliwie Boga że trzepnąłem w mordę człowieka
myślałem że kobieta nie ma duszy a jeśli ma to trzy czwarte
założyłem w sercu tajną radiostację i nadawałem tylko swój program
przygotowałem sobie kawalerkę na cmentarzu
i w ogóle zapomniałem że do nieba idzie się parami nie gęsiego
nawet dyskretny anioł nie stoi osobno

(4291)
justyna*data: 26.07.2008, godz: 13:03

dziekuje wszystkim za modlitwę!!! została wysłuchana, szczerze porozmawiałam z mężem, odczułam ze jeszcze mu na mnie zależy; nie mowi już o rozwodzie..
mamy nadzieję ze wszystko sie ułoży i będzie porozumienie i zgoda. Wszystkim dziekuje z serca!!

(4290)
taka sobie, lat 30, e-mail: mabi30@wp.pldata: 26.07.2008, godz: 11:31

Piotrze, a może kobiety robią się coraz bardziej męskie, bo nie mają innego wyjścia, skoro brakuje mężczyzn, na których mogłyby polegać? Jeśli jest coraz mniej prawdziwych mężczyzn, to będzie też coraz mniej prawdziwych kobiet. I co to w ogóle znaczy, że kobieta jest męska? To, że potrafi wbić gwóźdź, posłużyć się śrubokrętem, pomalować ściany? Jeżeli nie może liczyć na niczyją pomoc, to po prostu to robi, bo ktoś musi... Wiem, że mężczyźni lubią czuć się silni, potrzebni itd., ale przecież potrzebni są kobietom na wiele różnych sposobów. Dlaczego ograniczać to tylko do młotka i wiertarki??? ;) Mężczyzna potrzebny jest kobiecie przede wszystkim do tego, aby czuła się kobietą, czyli była potrzebna, wyjątkowa i kochana.

(4289)
zyczliwa, e-mail: zyczliwa@o2.pldata: 26.07.2008, godz: 08:55

Jak wspomniałam jestem tu od niedawna, do tej pory nie brałam udziału w żadnych konwersacjach wirtualnych, podchodziłam do tego bardzo sceptycznie.
Dla mnie zawsze ważny był kontakt bezpośredni z człowiekiem, mamy całą gamę zachowań niewerbalnych, które lubię odczytywć, czego jesteśmy pozbawieni w necie, ale cóż, tutaj trzeba ruszyć wyobrażnią..a to jak widać też nas kształtuje.

Mariusz czekam na ciąg dalszy, tęsknot męskiej duszy, możesz szerzej rozwinąć temat pasji u mężczyzny ? :P

Piotrze jakże mogłabym się gniewać, a tak apropo twojej oceny to chciałabym ,,dojrzeć do poziomu dziecka,, chciałabym byc tak ufna, tak bezinteresowna i tak czysta jak dziecko.. :P

(4288)
Piotrdata: 25.07.2008, godz: 22:19

życzliwa - takie po prostu odniosłem wrażenie. Nie masz mi chyba tego za złe, tym bardziej, że Internet jest dość zwodniczym kanałem komunikacji. Miło mi było przeczytać, iż to, co piszę, wnosi coś dobrego dla innych ;)

asdfgh - takie mamy czasy, że to kobiety starają sie pokazać, jakie są "męskie", więc mężczyźni, jedni chcą, inni muszą, odpuścić męskość - są po prostu kastrowani przez współczesność. Takich czasów dożyliśmy i w nich żyć musimy, co nie znaczy, że nie można nic zmienić..


(4287)
Basaia, lat 40, e-mail: basaia@interia.pldata: 25.07.2008, godz: 20:24

On uśmierza wojny aż po krańce ziemi,
On kruszy łuki, łamie włócznie,
tarcze pali w ogniu.
Psalm 46 Bóg naszą mocą

(4286)
Mariuszdata: 25.07.2008, godz: 20:02

Ładny wpis Trawiastej, o. Ksawery Knotz jest autorem baaardzo ważnej publikacji, w którą i ja swego czasu na półce którejś księgarni dorwałem, chodzi o: Akt małżeński. Szansa spotkania z Bogiem i współmałżonkiem, Wydawnictwo "M", Kraków 2001- wspaniała, głęboka lektura, chyba na całe lata małżeńskiej 'praktyki'. Fragmenty tejże książki są dostępne na stronce rekomendowanej przez Trawiastą. Poza tym polecam publikacje A. Launa, Poradnik dla zakochanych (mam ją teraz 'w obiegu', dlatego bliższych detali bibliograficznych nie podam). No cóż, kochani, tyle i jeszcze więcej Duch Święty podpowie, jeśli to On będzie prowadził waszą miłość.

(4285)
Artur Wnęk / Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 25.07.2008, godz: 19:59

Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan, szczesliwy czlowiek, ktory sie do Niego ucieka. (Psalm 34)

(4284)
asdfgh, e-mail: asdfgh_mail@o2.pldata: 25.07.2008, godz: 19:31

Zastanawiam sie nad kilkoma sprawami, postawione przeze mnie pytania mysle ze choc troche wyjaśnia moja reakcje.

Dlaczego pomimo jednakowego wnioskowania i tego samego morału płynącego z wypowiedzi ludzie nawzajem siebie negują probują przeciągnąć racje na swoja stronę?

Dlaczego ludzi których dzielą bariery kulturowe bariery wiekowe nie chcą zrozumieć ze przez wzajemna akceptacje inności można dojść do dialogu który ukazuje wnętrze, sens wnioskowania a to z kolei pozwala dojść do prawdziwego stanowiska osób?

Nie wiem może ja obracam sie wśród nie dorosłych "dorosłych" powiedzcie mi gdzie są Ci dorośli którzy nie potrzebują już szukania a maja wypracowane poglądy przynajmniej na tyle aby wyrażając opinię nie szukać swojej wartości i potwierdzenia prawdziwości swoich tez a wręcz odwrotnie, dawanie poczucia wartości młodszym i kierowanie ich na drogę prawdilowej oceny sytuacji to znaczy: tak w tej sprawie masz racje ale w tej sie mylisz. Szkoda tylko ze aby taka sytuacja zaistniała dany człowiek musi szukać dialogu którzy przeskoczy barierę jaka wybudował czas i częściowe zmiany kulturowe a także rozpatrzy jaki wpływ miało otoczenie.

Odpowiedzcie mi na pytanie Gdzie Mężczyźni ci męscy którzy umią przekazać męskość.

Nie chce być złym prorokiem ale bez prawdziwych Mężczyzn będzie coraz więcej patologi w społeczeństwie. Bez fundamentu nic nie postoi.

ten mail jest prawidłowy poprzednie byle błędne.

(4283)
:)data: 25.07.2008, godz: 16:57

Eeej, kobitki drogie ;-)! Każda ciągnie swój monolog, a emocje nie pozwalają wam zobaczyć, że co do sedna problemu przecież się zgadzacie. Nie drążmy już tego, to co najważniejsze znalazło już swoje miejsce w poszczególnych wpisach i myślę, że nasza koleżanka odczuła w tym względzie życzliwe wsparcie, zaś to, jak dyskusja potoczyła się dalej nie może się podobać - coraz mniej merytoryki. Piszmy o problemie, miast wystukiwać pod czyimś adresem mniej lub bardziej wyszukane epitety, które z rzeczywistością nie mają zapewne niewiele wspólnego, wszak nie znacie się, czyż nie?

(4282)
kasia, e-mail: m_kasiek@wp.pldata: 25.07.2008, godz: 16:23

Prosze o modlitwe. Mam do podjecia bardzo trudne decyzje i wiem ze bez przemodlenia nie podejme wlasciwej decyzji. Musze uciac to co jest zle i grzeszne i nie mam na to sily. kazdego dnia budze sie z postnowieniem ze to wlasnie ten czas, ale potem cos mi odbiera ten entuzjazm.bardzo prosze o modlitwe. Pozdrawiam

(4281)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej