Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [493] [494] [495] [496] [497] [498] (499) [500] [501] [502] [503] [504] [505] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

May77data: 21.07.2008, godz: 15:50

Jezu, wierze, ale przymnoz mi wiary, Jezu ufam ale chce zaufac bardziej, Jezu zycie jest cudowne z Toba. Wiara czyni cuda, wierze w cos bardzo i z utesknieniem czekam na cud. Panie Jezu nauczyles mnie wierzyc, malymi kroczkami chodzilam po wodzie, a teraz mam ochote pedzic skakac do gory jakby to byla skala a nie woda, bo wiem ze wiara czyni cuda a ja wierze, tak bardzo dzisiaj wierze. Wierzcie, a wszystko o co proicie bedzie Wam dane, wierzcie wbrew temu co zycie pokazuje

(4230)
Sarenka, lat 25, e-mail: sosenka85_@o2.pldata: 21.07.2008, godz: 14:35

Całe życie byłam i jestem przekonana że czytość przedmałożeńska to jedyna droga do prawdziwej miłośi w małożeństwie. Mój ukochany starszy odemnie 4 lata jednak uważa że sobie coś ubzdurałam i powinnam iść z taka swoją koncepcją do psychologa,że jestem zacofana, przecież to jest normalne, wszyscy tak robią itp. Bardzo mnie to zabalało, modlę się o to bym nie musiała popełnić tego grzechu cielesnego, by on się zmienił, choć zbliżają się upragnione wczasy, zaplanowany wspólny wyjazd. Wcale mnie cieszy, ta sytuacja w prost sprawia że się "duszę", sama myśl o tym przyspaża mi sporo cierpień duchowych. Ja nie potrafię uczynić tego przeciwko mojemu Panu, który zawsze jest przy mnie i nigdy, nigdy mnie nie opuscił, w tych cięzkich chwilach zawsze był przy mnie, mocno odczuwałam jego bliskoś. To On mnie pocieszał, podnosił na duchu, wprawiał w prawdziwą radość. Mój kochany tego nie rozumie, nie wiem jak mam mu to wytłumaczyć, że to nie tędy droga że to nie pora a ni miejsce. Nie chce wybierać, bo wiem że w takim razie pozostaje mi tylko jedna droga- droga prawdy. Wiem że to jest zbyt pochopna i szybka decyzja, nie umiem go przekonać. Mam Boga w sercu i wiem że nie daje nam nic ponad nasze siły, ale mam jednak trochę mętlik w głowie. Wiem to tak musi być, takie cierpeienie, próba, ale czy ją przetrzymam.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich.

(4229)
siostra, e-mail: s.katarzynafranciszka.cr@gmail.comdata: 21.07.2008, godz: 11:20

do elefki
oddaj swoje cierpienie Panu, wtul się w Jego miłujące Serce, niech On będzie dla Ciebie ukojeniem i pocieszeniem...z darem modlitwy

(4228)
siostra, e-mail: s.katarzynafranciszka.cr@gmail.comdata: 21.07.2008, godz: 11:12

do Kasi
...niech to doświadczenie nie zamyka Twojego serca, wręcz przeciwnie niech rozszerza je jeszcze bardziej...abyś stawała się darem dla tych, których Bóg stawia na Twojej drodze życia...abyś sama była dla nich Aniołem...a przyjaźń z mężczyznami?!...jest możliwa i bardzo realna...taka czysta bezinteresowna, bez dwuznaczności...mam takich przyjaciół...na pewno i Ty znajdziesz takiego przyjaciela

(4227)
Kasiadata: 21.07.2008, godz: 10:35

Do Caroline

"Niektórzy ludzie w naszym życiu są jak Anioły, które spełniają swoją misję i odchodzą i musimy się z tym pogodzić..." za te słowa wielkie DZIĘKI :)

(4226)
Carolinedata: 20.07.2008, godz: 16:46

Do Kasi

Ja chyba trochę Cię rozumiem. Też miałam taką sytuację, że się z kimś przyjaźniłam. Bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy, znałam wiele jego sekretów... A potem ta przyjaźń rozpadła się tak nagle i nie wiedziałam dlaczego. On nagle zaczął się usuwać i w końcu zupełnie straciliśmy kontakt. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się stało... Po ponad roku wysłałam mu życzenia na święta. Od słowa do słowa i okazało się, że on się bał, że mi zaczyna zależeć na czymś więcej. A to wcale nie było tak... I zamiast o tym porozmawiać po prostu "uciekł"... Może sytuacja go przerosła. Musisz pamiętać, że przyjaźń z facetem to nie to samo co przyjaźń z dziewczyną. Ona się rządzi trochę innym zasadami. I musisz sie liczyć z tym, że nagle któraś ze stron będzie chciała, żeby ta przyjaźń przerodziła się w coś więcej... Tak to już jest. Z perspektywy czasu muszę Ci powiedzieć, że cieszę się, że tamta przyjaźń się wtedy rozpadła. Wiele się dzięki niemu nauczyłam ale wiem, że Bóg chciał, żeby później nasze drogi sie rozeszły. Niektórzy ludzie w naszym życiu są jak Anioły, które spełniają swoją misję i odchodzą i musimy się z tym pogodzić... Chociaż wiem, że to boli ale czas leczy rany:)

Trzymaj się cieplutko:)

PS. do ctghf A ja mam śmiałość napisać, że Bóg jest największą dobrocia i miłością i osobą, która mnie nigdy nie zawiodła. A oszukać to rzeczywiście się dałeś/dałaś tylko że przez Szatana...

(4225)
Samotna, lat 31, e-mail: solledat@wp.pldata: 20.07.2008, godz: 13:37

Dlaczego samotność tak boli? Czy jest na nią jakieś lekarstwo?
Proszę o modlitwę.

(4224)
Mariuszdata: 20.07.2008, godz: 13:06

„Nic, co ma wartość, nie przychodzi bez walki” (Bruce Cockburn) – takie oto motto towarzyszy fragmentowi „Bitwa o serce mężczyzny”, pióra J. Eldridge’a. Idąc dalej tropem męskiej duszy, wyróżniona zostaje pewna współzależność między zranieniem, które przynosi dane zdarzenie, a dalszym biegiem życia: „mężczyzna nie zostaje zraniony raz, ale wiele, wiele razy w czasie swego życia. Prawie każdy cios kończy się tym samym: odbiera mu siły”. Podstawowy błąd leży zdaniem autora już w samym współczesnym modelu wychowania: „Chcemy chłopców socjalizować, to na pewno, ale z dala od wszystkiego, co dzikie, gwałtowne i namiętne. Innymi słowy, z dala od męskości, a bliżej czegoś kobiecego (...) Kobietom często podoba się bardziej gwałtowna strona mężczyzny, ale kiedy już kogoś złapią, oswajają go i udomawiają. Jak na ironię, jeśli on się podda, będzie miał z tego powodu żal, a ona z kolei będzie się zastanawiała, gdzie podziała się jego namiętność”. Mężczyzna, który nie jest świadomy tego, że jest wojownikiem, kimś niebezpiecznym, ufnym we własne siły i umiejętności, jeśli w końcu nie jest świadom również tego, że jego walka ciągle jeszcze trwa i absolutnie nie kończy się na dotychczasowych ranach, będzie duchowo obumierał: „Po całej okolicy, na prawo i lewo, walają się okaleczone życia mężczyzn (i kobiet), których dusze poległy do odniesionych ran (...) Inni żyją, ale są poważnie ranni. Próbują się czołgać, lecz przeżywają trudne chwile, składając swe życie do kupy, i wciąż otrzymują kolejne ciosy. Znamy też i takich, którzy są jeńcami, więdną w więzieniach rozpaczy, uzależnienia, bezczynności czy nudy.” Tymczasem z przygotowaniem do boju jest kiepsko, a razy nam zadawane są głębokie i bardzo precyzyjne: „Ciosy, które otrzymujemy, absolutnie nie są przypadkowe. Trafiają w dziesiątkę (...) Ja mam talent trafiania do serc mężczyzn i kobiet. Jednak moja rana kusiła mnie, żebym był samotnikiem, żył z dala od swego serca i serc innych ludzi. Powołaniem Craiga było głoszenie Ewangelii, jak to robił jego ojciec i dziadek. Jego rana odwiodła go od tego (...) Większość mężczyzn nigdy nie przeszła męskiej inicjacji. Nie było nikogo, kto by im pokazał, jak to się robi, a zwłaszcza, jak walczy się o własne serce. Błąd tylu ojców, zniewieściałej kultury i pasywnego Kościoła pozbawił tych ludzi kierownictwa.” Cdn.

(4223)
Kasiadata: 20.07.2008, godz: 13:04

Do j, lat 28
Dziękuję za to, że napisałaś :) Mam przyjaciół i są wspaniali za to dziękuję Bogu. Trzy wspaniałe dziewczyny, przyjaciółki :) Nie dodałam, że jakaś większa relacja kumpelska, przyjacielska nie wychodzi mi z płcią przeciwna i być może w tym tkwi cały problem...być może ktoś z Was uważa, że przyjaźń damsko-męska jest niemożliwa, ale ja uważam inaczej przynajmniej jak narazie :) To jest tak, że pamiętam takie 3 przyjaźnie i one się tak rozpłynęły, jedna właśnie teraz się kończy tak poprostu...pytałam dlaczego a odpowiedzi zazwczyaj nie ma, no poprostu tak się dzieje i koniec...być może mężczyźni mają tak, że się nie przywiązują tak bardzo jak my kobiety nie są aż tak wrażliwi, dla nich jest wszystko proste...
Czasem tak myślę, że może to ja zbyt bardzo chciałam...i zbyt bardzo się starałam...
Honorcia boli, ale już coraz mniej bo im starsi jesteśmy tym mądrzejsi i zdobywamy doświadczenie...dziękuję Wam :)

(4222)
elefka, e-mail: innka5@o2.pldata: 20.07.2008, godz: 10:23

bardzo prosze o modlitwe.
straciłam mezczyzne ktorego bardzo kocham . moje serce od dwoch miesiecy non stop krwawi.
jestem w depresji i nie radze sobie ze wszystkim myslami .

(4221)
Jdata: 20.07.2008, godz: 01:01

Ostatnio rozmawiałem z moim znajomym. Myślałem, że się dobrze rozumiemy, ale chyba nie do końca. A może to ten Jego nieco protekcjonalny ton... Ale jedno zdanie mi utkwiło w głowie, może komuś się przyda:

"To co oddziela Cię od Boga jest gorsze od samotności".

(4220)
Trawiastadata: 20.07.2008, godz: 00:35

...w kadym polozeniu - dziekujcie...

dzisiaj myslalam nad tymi slowami. bardzo trudno jest byc wdziecznym za to, co nam nie pasuje, co sie nam nie uklada po naszej mysli. trudno dziekowac Bogu za cierpienie, chorobe, za brak pieniedzy, nieudana rozmowe w sprawie pracy...

... ale za takie wydarzenia tez trzeba dziekowac. bo sa one czescia naszego zycia. jesli nas cos spotyka zlego, albo jakies rozczarowanie, albo jakas przykrosc, to trzeba sie zastanowic nad tym, co Bog chce nam przez to powiedziec. byc moze za daleko zabrnelismy, zbyt pyszni stalismy sie, zbyt obcy innym, zbyt....
byc moze to wydarzenie ma nam dac do zrozumienia, ze to, co chcielismy osiagnac nam moglo bardziej szkodzic niz pomoc... naszemu duchowi, wrazliwosci, uczuciom...

Panie, naucz mnie dziekowac za to, co mnie w zyciu zlego spotyka, smutnego, co mnie rozczarowuje, za moje potkniecia i wady, rozczarowania... Naucz mnie madrosci zebym mogla odrozniac swoja dume i pyche od tego co dla mnie masz w Planie, zebym swoich ambicji i zaslepienia nie przyjmowala jako Twoja Wole...


(4219)
Honorcia, e-mail: honorciahonorcia@wp.pldata: 19.07.2008, godz: 20:39

Do j
Nie wzięłaś pod uwagę jednej sprawy, że ta druga osoba może być na tyle niedojrzała, że nawet nie będzie chciała rozmawiać. A to boli znacznie bardziej niż najgorsza prawda.

(4218)
Honorcia, e-mail: honorciahonorcia@wp.pldata: 19.07.2008, godz: 20:36

Do Kasi. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale wiem jak bardzo to boli. Jeśli będziesz miała ochotę porozmawiać to się po prostu odezwij.

(4217)
j, lat 28data: 19.07.2008, godz: 19:50

do Kasi

mysle, ze najlepiej zapytac tego konkretnego czy ta konkretna "przyjaciolke", jesli tylko to rzeczywiscie byla gleboka relacja. Odpowiedz moze Cie skrzywdzic, zabolec, ale w ten sposob, nie pozwalasz temu komus potraktowac Cie tak dziwnie. Wiadomo, ze dorosli ludzie nie robia jakichs rytualow przyjazni typu indianskie mieszanie krwii :), ze nie ma jakichs obietnic i zobowiazan w tego typu relacji, ale masz prawo wiedziec, a przynajmneij zapytac. I tez w calej szczerosci i takiej checi dowiedzenia sie, takiej anwet wlasnie dla siebie, tak jak piszesz, o co chodzi, czy o cos w Tobie czy co. Oczywiscie, mozesz nie uzyskac szczerej odpowiedzi, mozesz uzyskac glupia odpowiedz, raniaca, ale ja wolalam w ten sposob. Zawsze chcialam wiedziec dlaczego. Widzisz Kasiu, tu nikt Ci nie odpowie na pytanie dlaczego - powodow moze byc tysiace i wcale nie musza one byc w Tobie. Moze ludzie ktorych obdarzylas przyjaznia, wcale przyjazni nie chca. Albo nie chca jej z Toba, maja jakis swoj krag i nie sa otwarci na glebsze relacje poza tymi ktore juz maja. Moze byli powierzchowni. Moze byli z takich, ktorzy co prawda fascynuja sie ludzmi, ale nigdy na dlugo. Powodow moze byc tysiac. Najlepiej, chociaz moze tez najtrudniej, po prostu zapytac. Ja dlugo nie mialam przyjaciol, a szukalam ich od bardzo bardzo dawna, moze nawet od przedszkola. Znalazlam ich pozno, czy wlasciwie sami sie znalezli, teraz mam takie 4 glebokie relacje. No moze 2 glebokie, 2 z racji tego ze drogi sie rozeszly juz nie az tak glebokie. Poza znajomymi oczywiscie, ktorych jest wiecej. ALe nie bylo tego bardzo bardzo dlugo. I tez mialam takie doswiadczenie, ze byly jakies osoby, a potem znikaly. U mnie chodzilo chyba o to, ze ja chcialam przyjazni a do przyjazni trzeba dwoch osob ktore podobnie patrza na relacje. Trzeba spotkac kogos kto patrzy podobnie. I po prostu dlugo takich nie spotykalam. Ale spotkalam :) i wierze, ze Ty tez spotkasz. Dla mnie to byl osobisty bolesny problem i tych pryjaciol zaczelam spotykac wtedy, gdy mialam pewnosc ze na pewno ich juz nie spotkam. Pewnosc. A widzisz, wyszlo inaczej :). Wiec warto byc samemu otwartym na zycie, na poznawanie nowych ludzi, rozwijac sie. I nic na sile. A przyjdzie w chwili ktorej sie nei spodziewasz. I jeszcze maly humor na koniec. Dla mnie ta sprawa z przyjaznia jest takim znakiem (w dobrych chwilach) wiernosci Boga. Ze On spelnia pragnienia serca. W moim przypadku i tej sprawy, bardzo hojnie. Dlugo nie moge spotkac drugiej polowki i czasem sobie mysle, czy to znaczy ze bede miec w zyciu 4 mezow, hehe, pozyjemy zobaczymy... :D

(4216)
***, e-mail: Stokrotka135@op.pldata: 19.07.2008, godz: 19:36

A ja chciałabym przedstawić piękny wiersz Niny Andrycz. Dedykuję go wszystkim tym, którzy mają za sobą nieszczęśliwą miłość i ułożyli sobie życie na nowo. Wszyscy bowiem wiemy, że starych miłości tak naprawdę to nigdy się nie zapomina.
"OCALEJEMY W NIESPEŁNIENIU
Z innymi zaznam upojeń i nudy
z nimi podzielę zyski albo straty.
Imienia twego w sobie nie zagubię
nie splamię go ni zdradą
ni wyrzuten ni rdzą codzienną.
Ocalejemy w niespełnieniu.
Bowiem spacery duchów to jest
w miescie moim zwyczajna rzecz.
Idąc wąwozem wspomnień -dawną Niecałą-
zawsze ciebie spotkam.
Tam obłok twoje rzęsy ma i ruchy
i śpiewa wiatr to samo Alleluja
co na początku"
Ludzie z różnych powodów zrywają ze sobą. Z różnych powodów nie mogą być też z innymi. Życie takie po prostu jest, bardzo różnorodne i ciekawe zarazem. Dziękuję Bogu za to, że moje życie, chociaż pełne wzlotów i upadków, nie jest nudne. Pozdrawiam

(4215)
greta, lat 31, e-mail: gosia.jag@gazeta.pldata: 19.07.2008, godz: 18:50

Cześć Źródełkowicze!!! wakacje, urlopy no i ja będę miała kilka dni -niestety ekipa z którą jeździłam w góry w tym roku się wykruszyła, może Ktoś z Was ma ochotę pochodzić trochę po górach po 20 sierpnia? :)

(4214)
Ja, lat 24data: 19.07.2008, godz: 17:07

Do Piotra: Wreszczie mogę się z Tobą zgodzić!!! Ja studiowałam i dziennie i zaocznie. Mje doświadczenia są także odmienne jeśli chodzi o studentów zaocznych właśnie. Zazwyczaj są to osoby odpowiedzialne, wiedzącego czego chcą i przede wszystkim niebywale samodzielne i przedsiębiorcze. Te spostrzeżenia potwierdził także mój promotor kiedy zauważył, że lubi studentów zaocznych właśnie za tę odpowiedzialność i samodyscyplinę której brak niestety studentom dziennym. A czasy podziału studentów na głupszych i mądrzejszych już dawno minęły ... wszystko zależy od pracowitości i podejścia danej osoby do swoich obowiązków.

(4213)
Piotrdata: 19.07.2008, godz: 16:03

a. - muszę przyznać, że mam odmienne doświadczenia, jeśli chodzi o studia zaoczne. Sam co prawda studiuję dziennie, ale o moich znajomych z zaocznych, przynajmniej o większości z nich, nic złego powiedzieć nie mogę. Są co najmniej tak pracowici, jak dzienni, a może i bardziej. Nie są głupsi, a już na pewno nie mniej zdolni. Oczywiście to są moje spostrzeżenia, ale i tak będę się upierał, że mimo specyfiki danego kierunku, nie można generalizować. A to, czy się studiuje dziennie i zaocznie nie zawsze zależy od zdolności - czasem to kwestia pragmatyki - jak się ma rodzinę, to trudno studiować dziennie, zwłaszcza, gdy się pracuje, nie sądzisz? To, o czym piszesz - zawieranie znajomości itp - zależą od danego człowieka, a nie od trybu, jakim studiuje.

(4212)
j, lat 28data: 19.07.2008, godz: 14:25

szatan sie czesto podaje za Boga, podaje sie za Boga, zniszczy jako Bog i osiaga cel o ktory mu chodzi tzn nienawisc Boga

(4211)
Kasiadata: 19.07.2008, godz: 14:17

Tak sobie myślałam czy "wyrzucić" to co mam w sercu tutaj i podzielić się z Wami moim problemem, który napewno nie jest duży inni mają większe, ale proszę o radę a może wytłumaczenie mi dlaczgeo tak się dzieje...Poznaję człowieka, bardzo go polubię ten człowiek mnie też, duuuużo rozmawiamy jestem szczęśliwa, bo spotkałam bratnią duszę, chcemy się przyjaźnić i przyjaźnimy się pomagamy sobie nawzajem cieszymy się i smucimy...nagle ten ktoś od tak, tak poprostu przestaje się odzywać coraz mniej i mniej...dlaczego tak się dzieje, czy ja robię coś nie tak..przecież chcę tylko komuś dać swoja przyjaźń "zamknąć czyjąś dłoń w swej dłoni"...może za bardzo chce, a może to my boimy się dobra i uciekamy...
nieraz mi się tak zdarzyło, że tak bardzo kogoś polubiłam i nagle...ja wiem, że ludzie przychodzą i odchodzą, ale sami wiecie to boli kiedy komuś na kimś zależy...
Dziękuję, że mogłam to tutaj napisać :)

(4210)
ctghfdata: 19.07.2008, godz: 14:07

Oszukałeś mnie , nie wiem po co pisze i tak to niczego nie zmieni ale po raz drugi się na tobie Boże zawiodłam . Nawet nie miejcie śmiałości pisać jedynie przeczytajcie sobie, że Bóg jest okrutny, jak potrafi oszukać człowieka.

(4209)
May77data: 19.07.2008, godz: 10:45

Czesc Czy znacie moze kogos kto ma zespol aspergera. Potrzeba mi troche informacji na ten temat.

(4208)
jjdata: 17.07.2008, godz: 23:30

Kinko!
Studiowałam w trybie zaocznym i nie opuściłam ani jednej Mszy Św. Zależnie od planu szłam rano do Kościoła, nieraz w czasie "okienek" lub po południu. Można pogodzić studiowanie z Mszą Świętą. A jeśli się rozejrzysz, popytasz to zorientujesz się, że jest kilka osób, ktorym też zależy na uczestniczeniu w Eucharystii.
A jeśli masz możliwośc to studiuj na dziennych.
Życzę powodzenia

(4207)
a.data: 17.07.2008, godz: 20:37

Kinka, ja studiuję w obu trybach jednocześnie. Zjazdy da się pogodzić z niedzielną Mszą - w niedziele, przynajmniej u mnie najpóźniej przez dotychczasowe lata kończyłam o godzinie 18.00 i to bardzo rzadko, więc nie ma z tym problemu.
Co do innych rzeczy... Za zaoczne studia się płaci, więc praca jest nieodzowna, chyba, że masz kogoś, kto pokryje koszty studiów. Ale wtedy masz tyle czasu zmarnowanego siedząc w domu...
Inną sprawą są ludzie... na studiach zaocznych, zwłaszcza w późniejszym czasie nie ma zbyt wielkich możliwości na zawieranie dobrych znajomości, większość żyje już swoimi rodzinami, dziećmi, mężami, żonami, karierami. Hierarchia wartości jest już bardziej dojrzała. Może nie jest to takie kategoryczne co piszę, ale w późniejszych latach studiów coraz bardziej to wychodzi.
Co do nauki... Poziom jest niższy niż na dziennych - co tu ukrywać. Ludzie, w znacznej części również są mniej zdolni - nie jest to regułą, ale zazwyczaj tak jest, że jak się nie dostanie na dzienne, idzie się na zaoczne.
Osobiście wolę swoje studia dzienne. Lubię jeszcze ten młodzieńczy idealizm moich kolegów i koleżanek, którego na zaocznych prawie już nie ma... Poza tym, w większości wydają mi się bardziej wartościowi, mniej powierzchowni, rozsądniej myślący (a może to kwestia kierunku, nie wiem).
Nie piszę tego, żeby ich oceniać, po prostu takie są moje doświadczenia. Studiuję już parę lat i bliżej mi do końca niż początku :)
Decyduj, rozważ za i przeciw. Życzę dobrego wyboru.

(4206)
Justyna, e-mail: justysia201@op.pldata: 17.07.2008, godz: 15:27

Heja ludziska, a może ktoś wybiera się na Sydney w Warszawie?Fajnie by było zebrać jakąś grupkę "młodych" :D Wybieram się z koleżanką, jedziemy z Gdyni, kto ma się ochotę przyłączyć niech da znać na maila. Startujemy w piątek w nocy, a dokładniej o 1:50 w sobotę z Gdyni głównej :)

(4205)
asdfgh, lat 22data: 17.07.2008, godz: 12:45

Kinka a co stoi na przeszkodzie zeby isc w piatek lub w sobote wieczorem na Msze sw zamiast w niedziele, zjazdy nie sa co tydzien. Jest kilka innych znakow zapytania jakie studia wybrac czy zaoczne czy dzienne np rozny jest sposob uczenia tzn przyswajania wiedzy, a takze ilosc materialu. No i przy zaocznych dochodzi ewentualna praca ...

Przemysl to pod kontem swojego przyszlego zycia.

Pozdrawiam

(4204)
Piotrdata: 17.07.2008, godz: 11:31

Kinka - wszystko zależy od kierunku i wydziału. Najpierw sama zbadaj tę sprawę, a później poprzez fora wydziałowe (już większość polskich wydziałów/instytutów takowe ma) zorientuj się jak to wygląda w praktyce. Nie wiem, gdzie masz zamiar studiować, ale w dużych ośrodkach akademickich są msze i po 21, więc spokojnie. To, czy się uda, zależy w dużej mierze od Ciebie samej. Jak chcesz to możesz napisać na mp36@tlen.pl

Co do sprawy "ktoś tam" - mniej protekcjonalności i litowania się, a więcej zrozumienia. Oboje byli dorośli i już raczej wiedzieli z czym to się je. Coś zaiskrzyło, ale druga strona się wycofała - nie ma tu tak naprawdę znaczenia wiek, bo może się to zdarzyć każdemu. Rówieśnikom również. Wiele osób tutaj patrzy na tę sytuację praktycznie tylko i wyłącznie przez pryzmat wieku, a przecież na tym świat się nie kończy. To trochę tak, jakby ograniczać związek tylko i wyłącznie do przytulania się i czułych słówek..
Po prostu - kolejny raz się nie udało, jednak nie może to być powód do tego, żeby nie wchodzić w nowe związki. Szkoda zamykać się w sobie.. tym bardziej, że życie niesie z sobą tyle doświadczeń, które mogą nas ubogacić, że, mimo bólu, trzeba próbować dalej, bo nigdy nie wiemy, co nas może ominąć.



(4203)
Skrzacikdata: 17.07.2008, godz: 11:08

Kinka Ja studiowałam zaocznie 5 lat. To wszystko zależy od czasu ile miałabyś dojeżdzać? Ja chodziłam na Mszę św. rano u siebie, a później szybko na pociąg i na uczelnie. Tam nie bardzo miałabym możliwość iść do koscioła. Owszem mieliśmy przerwę, ale trzeba było się albo zwolnić albo spóźnić na M św. Więc wszystko zależy od miejsca-uczelni, kościoła, czasu między zajęciami, czy przed lub po. Może w ciągu tych 5 lat jakiś przypadek, że nie byłam się zdarzył, bo wtedy już naprawdę nie było jak! Ale starałam się jak mogłam zawsze w niedzielę na M św. być.
Pozdrawiam :-)

(4202)
Tadeusz, lat 53, e-mail: nso-czi@wp.pldata: 17.07.2008, godz: 09:03

W związku z tym że od jutra zaczynam urlop i nie będę miał dostępu do netu już dziś chciałbym
Serdecznie zaprosić wszystkich chętnych do uczestnictwa w XXV Praskiej Pielgrzymce Pieszej Pomocników Maryi Matki Kościoła, która wyrusza od tronu Matki Bożej Zwycięskiej 16 sierpnia, by po 10 dniach wędrówki (25 sierpnia) stanąć przed tronem Matki Bożej Częstochowskiej.

XXV jubileuszowa Praska Pielgrzymka Piesza Pomocników Matki Kościoła wyruszy dnia 16 sierpnia 2008r. z Parafii Bożego Ciała (Sanktuarium Matki Bożej Zwycięskiej) w Warszawie przy ul. Grochowskiej 365 na warszawskim Kamionku. Przed Jasnogórskim tronem Matki Bożej Częstochowskiej staniemy 25 sierpnia 2008r. Zapisy prowadzone będą w dniach 13-15 sierpnia w godz. 12-18. Bagaż można oddać na samochód już 15 sierpnia od około godz.16. Wszelkie niezbędne informacje można uzyskać u: Magdaleny Brzezickiej tel 0-515-208-467 lub Adama Rogalskiego tel 0-503-350-970. oraz na stronie http://www.pielgrzymka.info.pl/

(4201)
Kinkadata: 17.07.2008, godz: 01:07

Zastanawiam się nad studiami zaocznymi. Bardzo proszę o odezwę osoby uczące się w takim trybie, czy i jak można pogodzić to z niedzielną Mszą Świętą... Bo jeśli okaże się, że nie, zamierzam zrezygnować, to zbyt wysoka cena. Jeśli znajdzie się ktoś, kto wolałby prywatnie pogadać, wtedy podam maila.
Dziękuję z góry
Kinia

(4200)
robalek_, lat 21data: 16.07.2008, godz: 21:11

FSM: FRANCISZKAŃSKIE SPOTKANIE MŁODYCH
czyli... dni refleksji modlitwy i radości...
to... wakacyjna forma rekolekcji, spotkania dla ludzi czujących się młodo przeprowadzana w duchu franciszkańskim w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla pierwsze FSM odbyło się w 1988 r. Wielu spośród uczestników - stałych bywalców uważa, że kto raz przyjedzie na FSM, zakocha się w tym miejscu i w jego atmosferze tak bardzo, że później wraca tam każdego roku. Czy to prawda? - Przekonajcie się sami!!! Zapraszamy!

TERMIN I MIEJSCE
Rozpoczęcie: 26 lipca 2008 (sobota) o godzinie 15:00
Zakończenie: 31 lipca (czwartek) około godziny 14:00.

Na Spotkaniu panują warunki biwakowe, konieczny własny sprzęt biwakowy (czyli namiot, karimata, śpiwór - radzimy wcześniej sprawdzić, czy wszystko jest w komplecie i czy potrafimy rozłożyć namiot ;-) ).

- Uczestnicy przyjeżdżają na Spotkanie na własną odpowiedzialność - osoby niepełnoletnie powinny przyjechać z opiekunem.

- Całkowity koszt FSM-u wynosi 40 złotych (plakietka, smycz, śpiewnik, gadżety Spotkania, opłata organizacyjna, pole namiotowe z zapleczem ...).

- Na miejscu znajduje się punkt PCK (czynny 24 h) z karetką do dyspozycji.

WIĘCEJ INFORMACJI NA STRONIE http://poranafsm.pl/index.php?show=fsm_info

WARTO TAM BYĆ :) Zapraszam

(4199)
siostradata: 16.07.2008, godz: 20:35

...to prawda Moniko, że gdy jesteśmy blisko Chrystusa, to ta samotność tak nam bardzo nie doskwiera...ale ona jest zawsze, na każdym etapie życia inna...i tak naprawdę jest konieczna, aby się rozwijać, poznawać siebie...samotność może być twórcza:)

(4198)
Monika=>do Kinia, lat 20, e-mail: iskierka_@poczta.onet.eudata: 16.07.2008, godz: 18:42

Droga Kinio, istotne jest uświadomienie sobie tego, że nigdy, przenigdy nie pozostajemy sami. Bo jest z nami Chrystus:-) Ja tak myślę, że jeśli będziesz blisko Boga to nigdy nie poczujesz się samotna, a Twoje życie nabierze sensu i koloru:)

(4197)
Kinia, lat 17, e-mail: gyrdek11@op.pldata: 16.07.2008, godz: 17:35

Witam. Na link ten trafiłam przypadkowo. Często czytam historyjki z str.adonai.pl:Pale tego nie widziałam;) hmm... samotnosc to najgorsze co może byc. Boję sie samotnośći, ale tak sie teraz czuje. Czuje się samotna pośród osób..., osób które sa na codzień ze mną, z którymi rozmawiam i słucham ich. Dlaczego czuje sie taka samotna posród tłumu?.... ;'(

(4196)
Ania, lat 24data: 16.07.2008, godz: 17:04

Ja właśnie bardzo bym chciała,żeby Bóg miał wpływ na moją decyzję. Modlę się i proszę, ale to co czuję i widzę to CISZA. Wszycy mówią to jest Twój wybór i nikt Ci nie podpowie.
Bóg jest naszym Bogiem, ale przez tą wolną wolę czuję, że jestem sama. Sytuacja jest taka jest człowiek, który chce ze mną być. Być może Pan Bóg mówi,zobacz postawiłem przed Tobą tego człowieka, możesz z nim być lub nie. Ale ja tego nie wiem. I tak 3 lata.

(4195)
Monika, lat 20, e-mail: iskierka_@poczta.onet.eudata: 16.07.2008, godz: 15:36

Szukam partnera do nauki tańca w Lublinie, mile widziany w przedziale wiekowym 20-25lat.
Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt;-]
Pozdrawiam
nr gg 5974209


(4194)
Rafał, lat 23, e-mail: mysterious1985@o2.pldata: 16.07.2008, godz: 15:20

Do Ani,lat 24. W sumie masz rację.Każdy ma wolną wolę i nie jesteśmy marionetkami w rękach Boga.Decyzji również Bóg za nas nie podejmuje, tylko my sami.Zawsze jednak pragnie naszego dobra..aby nawet kłopot, w który uwikłaliśmy się sami zaowocował w przyszłości np. w postaci większego doświadczenia życiowego,umiejętności radzenia sobie w podobnych sytuacjach na przyszłość, lub chociażby po to,m by innym dobrze radzić i przestrzegać przed niewłaściwymi decyzjami. Nie jesteśmy sterowani przez Boga, ale mimo tego On ma wpływ na niektóre nasze decyzje.Szatan kusi do złego, Bóg demaskuje zło i uwrażliwia człowieka na nie.A co my wybierzemy, to juz od nas zależy.Zamiary Boże są jednak nieobliczalne i widzę z obserwacji, czytając różne świadectwa, że nawet jeśli ktoś sam zaplącze się w sieci złych decyzji życiowych, Bóg więcej łaski zsyła na te osoby.Dzięki temu mogą być w przyszłości bardziej doświadczone, dojrzalsze, empatyczne.Pozdrawiam

(4193)
Łukasz C, lat 31, e-mail: cichawoda8@o2.pldata: 16.07.2008, godz: 14:48

Witajcie kochani:) Głęboko wierzę w Wasze dobre i kochające serca, już kiedyś korzystałem z Waszej dobroci i pomocy. Wierzę gorąco, że tym razem będzie tak samo a może nawet lepiej na co bardzo liczę. Niech Bóg miłości, zawsze będzie z Wami i nieustannie Wam błogosławi swoją niepojętą miłością. A o to mój apel do Was moi kochani:


Proszę pomóż mi!!!!

Jestem Łukasz Cichocki Od urodzenia niepełnosprawny, niesprawność rąk, nóg i trochę mowy. Dobrze obsługuję komputer i internet za pomocą specjalnego sprzętu na głowie. Mieszkam w Płońsku sam z schorowaną starszą Mamą, która już nie ma sił opiekować się mną. Jest już skierowana na operacje biodra i kręgosłupa. Na opiekę nie mamy pieniędzy, potrzebne są także kosztowne sprzęty, wyjazdy i rehabilitacja. Obecnie zbieram na nowy podjazd do balkonu, zamiast windy, która jest już stara i nie zdaje odpowiedniego egzaminu.
Szukam także dobrej fundacji, która by się zajęła moją osobą. Szukam dobrych ludzi o wrażliwych sercach chcących nam pomagać. Jeśli jesteś dobrym człowiekiem o wrażliwym sercu i chcesz nam pomagać to będziemy ogromnie wdzięczni za każdą pomoc. Niech Bóg miłości zawsze Wam błogosławi. Moje GG: 1898532 , Jeżeli masz jakiekolwiek pytania pisz śmiało na wszystkie odpowiem. Czekam na Wasze opinie i propozycje pomocy. Więcej szczegółów na moim blogu www.lukaszcichocki.blog.onet.pl CZEKAM!!!!!!!!


Jeśli chcesz i możesz mi pomóc finansowo, to z Góry składam serdeczne wielkie dzięki!!! O to podaję konto, na które można wpłacać swoje ofiary:

Bank PKO Nr rachunku:
37 1020 1592 0000 2202 0028 7789
ul. Młodzieżowa 28 09-100 Płońsk

(4192)
Ania, lat 24data: 16.07.2008, godz: 14:43

Do Rafała,

Wiem, że analizując czyjąś sytuacjie w kontekście wiary, planów Boga możemy tylko przypuszczać, nie wiemy jak jest naprawdę...

Pozwolę przytoczyć sobie Twoje słowa. Piszesz, do Ktoś tam, że:

"Bóg moze chce, bys sie przygotował emocjonalnie do związku i dlatego pozwala Ci sie sparzyć, abys wyciągnął z tego jakąs naukę dla siebie.Moim zdaniem Ty najpierw musisz uzdrowić obraz siebie, uporządkować co nieco we własnym sercu.Jeśli tego nie zrobisz, kolejny związek może znów sie okazać porażką.Bogu zależy na Twoim szczęsciu i moze wlasnie dlatego Ci pomieszał teraz plany, bo wie, ze z tego by mogły wyniknąć wieksze kłopoty niz cierpienie jakie obecnie przezywasz.Przede wszystkim zalezy Mu na Twoim uświęceniu, by taki związek Cie przybliżał do Niego.byscie sie wzajemnie nie poranili."

Myślę, że może być w tym wiele racji, ale odrazu przychodzi mi na myśl sytuacja wielu ludzi, któzy jednak wplątali się w emocjonalnie niebezpieczne związki....i ppowiedzmy, żadne z nich nie chciało się rozstawać, bo kochało za bardzo...i co? czy można przypuszczać, ze Bóg tutaj nie zadziałał? nie dopuścił rozstania, by uzdrowić tych ludzi?
Kobieta, która nie chce być z Ktoś tam i w ogóle każdy jest wolny, ma wolny wybór i Bóg nie ma na to wpływu jaką decyzję podejmiemy.
Przecież taki ból po rozstaniu może wynikać tylko z tego, że ktoś popełnił błąd, grzech, chciał sie zabawić kosztem drugiego człowieka, nie liczył się z jego uczuciami.
Potem najłatwiej jest to tłumaczyć, że to dla nas jest lepsze, że tak chciał Bóg...ale czy tego naprawdę chciał? Przecież nie sterował tymi ludzmi którzy podejmowali taką a nie inną decyzję..

(4191)
***, e-mail: stokrotka135@op.pldata: 16.07.2008, godz: 14:41

A ja chciałabym opowiedzieć historię pewnej znajomości. Tym razem on jest jakieś 16,17 lat starszy od niej. Znają się od wielu, wielu lat i bardzo dużo o sobie wiedzą, bo jedno drugiego nie raz wyciągało z dołka. Ona wiele lat była zakochana w innym, swoim rówieśniku, ale z tego związku nic na koniec nie wyszło, okazał się draniem. Wiecie jak to wygląda, serce złamane, świat zawalony itd...Czas jednak łagodzi rany. Tymczasem ta wieloletnia znajomość z tym o wiele starszym panem, przez te wszystkie lata przeradza się w swego rodzaju przyjaźń. Nie narzucają się sobie, ale w trudnych chwilach są dla siebie, mogą ze sobą o wszystkim rozmawiać, wszystko przeanalizować. On też jest po wielu przejściach, rozwód(miał miejsce zanim się jeszcze poznali), potem śmierć na raka już byłej żony i żal że nie mógł jej bardziej pomagać w tych trudnych chwilach, potem nagła śmierć syna. Tak więc mamy dwoje, wolnych ludzi. I wiecie co? W tym przypadku to on wciąż powtarza, że jest za stary dla niej, bo ona jest jeszcze na tyle młoda, że może pojawić się ktoś młodszy i mu ją zabrać. Myślę,że problem tego 26 -latka, zakochanego w 40-letniej kobiecie polega na tym,że on nie chce zrozumieć jej punktu widzenia. Nie chce popatrzeć, tak na spokojnie z jej perspektywy. Nikt nie daje nam gwarancji na miłość. Trzeba jednak szanować decyzje drugiej strony. Czasami dwoje ludzi po prostu nie może być razem, ale mogą zostać prawdziwymi przyjaciółmi a taka przyjaźń jest bezcenna. Pozdrawiam

(4190)
Ktos tam, e-mail: ktostam500@o2.pldata: 16.07.2008, godz: 12:49

Do "Rafal"

Ze mna i z ta kobieta bylo tak, ze sie spotykalismy, mozna powiedziec ze zwariowalismy na swoim punkcie ale ona z czasem przemyslala sobie wszystko i powiedziala ze taki zwiazek nie ma sensu, ja staralem sie jej pokazac ze pomimo wieku moze liczyc na mnie pod kazdym wzgledem, tlumaczylem jej, rozmawialem z nia i mialem nadzieej ze kiedys odwazy sie abysmy stworzyli zwiazek, ze doceni moje starania i to jak wiele moglbym dla niej zrobic. Z poczatku nei chcialem jej pokazywac ze zaczyna mi tak na niej bardzo zalezec, nei chcialem jej mowic ze sie zakochalem, chcialem zobaczyc jak to dalej wszystko sie potoczy, chcialem zachowac pewien dystans. Byc moze ona zaczynala tez cos czuc, moze sie tego przestraszyla. Nie chciala sie spotykac bo angazowalaby sie. Gdy mi powiedziala ze nie mozemy sie spotykac ze to nie ma sensu, tlumaczylem jej przeciez sa takie zwiazki, pokazywalem jej ze mi zalezy, jak ma problem to ją pociesze, wespre, naprawde wiele robilem. Ze mna jest tak ze jak kocham to kocham bardzo, nie jest tak ze jestem slepo zapatrzony w osobe ktora kocham i nie mam swojego zdania, bo mam swoje zdanie, wiem czego chce. Chcialbym po prostu stworzyc wyjatkowy zwiazek oparty na szczerosci, zaufaniu, przechodzic przez problemy razem, miec oparcie w drugiej oosobie i byc oparciem dla niej, zwiazek bez zdrad, klamstwa, chcialem taki zwiazek z nia stworzyc i tez mowilem jej to. Boje sie ze pozna kogos starszego a ten ją wykorzysta, zrani, nie musi tak byc, ale nie oszukujmy sie, wiadomo jak wiele na swiecie jest zaklamania, zdrad. Dlatego tak sie czuje, ze pomimo tego jak wiele chcialem jej dac i sprobowac stworzyc bardzo fajny zwiazek zostalem odtracony.

(4189)
Rafał, lat 23, e-mail: mysterious1985@o2.pldata: 16.07.2008, godz: 12:06

Do "Ktos tam".
Śledząc od pewnego czasu Twoje wpisy nasuwa mi się pewien wniosek.Twoje uczucia do tej kobiety wymagają pewnego rodzaju uzdrowienia.Można łatwo wyczuć z tego co piszesz, że jesteś od niej zależny emocjonalnie.Ja to wszystko rozumiem, bo sam kiedyś byłem w podobnej sytuacji, ale uważam, ze najbardziej teraz potrzebujesz modlitwy o uporządkowanie własnych uczuć, aby Bóg uczynił Twoją miłość na wzór tej, jaką sam nas kocha.Oczywiście nigdy nie dorównamy Bogu, ale mamy dążyć do takiej właśnie miłości.On ma zdolność przemieniać nasze serca i czynić podobnymi do serca swego, ale musimy się otworzyć na tę łaskę.Jest nauczycielem prawdziwej miłości, bo sam jest Miłoscią.Nasze pojęcie o tych sprawach bez zażyłej relacji z Panem staje się wypaczone i iluzoryczne.Przejawiamy zachowania miłościopodobne, tłumaczymy sobie jak to bardzo kochamy, a tak naprawde przemawia przez nas czysty egoizm, koncentracja jedynie na własnych uczuciach.Zastanów się kto był na podium w waszym związku.Ty, czy ona? Ja stwierdzam po Twoich wypowiedziach, że Ty i Twoje uczucia..i niestety dalej tak jest, a przeciez prawdziwa miłość nie szuka swego i pragnie na pierwszym miejscu dobra drugiej osoby.Czasem nawet lepiej krzyknąć, odmówic czegos partnerowi/partnerce w trosce o jej dobro.Bogu tak samo na tym zależy i jesli dopuscił do takiej sytuacji, pewnie ma dla Ciebie lepsze rozwiązanie.Nie potępiam Cie, bo sam borykałem się z podobnymi problemami ,ale radze Ci to wszystko przemyśleć dokładnie.Kobieta potrzebuje twardo stąpającego po ziemi faceta, a nie kogoś, kto uzależnia się uczuciowo od niej.Wtedy naturalną koleją rzeczy jest pragnienie zaspokojenia wewnętrznego głodu i przestajemy myslec bezinteresownie, a całą uwagę koncentrujemy na własnych doznaniach.Zrób sobie głęboką analize swoich uczuć, a szczególnie zadaj sobie pytanie jak siebie postrzegasz.Jaka jest Twoja samoocena,czy siebie szanujesz? czy uwazasz sie za prawdziwego mężczyzne?Takie zachowania są często sygnałem braku poczucia męskości lub jakiejś życiowej pustki.Jeśli możesz, to napisz odpowiedź na te pytania, a dopiero później przejdziemy dalej.Bóg moze chce, bys sie przygotował emocjonalnie do związku i dlatego pozwala Ci sie sparzyć, abys wyciągnął z tego jakąs naukę dla siebie.Moim zdaniem Ty najpierw musisz uzdrowić obraz siebie, uporządkować co nieco we własnym sercu.Jeśli tego nie zrobisz, kolejny związek może znów sie okazać porażką.Bogu zależy na Twoim szczęsciu i moze wlasnie dlatego Ci pomieszał teraz plany, bo wie, ze z tego by mogły wyniknąć wieksze kłopoty niz cierpienie jakie obecnie przezywasz.Przede wszystkim zalezy Mu na Twoim uświęceniu, by taki związek Cie przybliżał do Niego.byscie sie wzajemnie nie poranili.Chce, bys potrafił dojrzale kochać, dawał poczucie bezpieczeństwa swojej partnerce, troszczył sie o nią, bronił ciała i duszy.Własnie najwieksze rycerstwo meżczyzny polega na umiejetnosci obrony duszy kobiety, a nie tężyzna fizyczna.Takiej obrony moze dokonac jedynie osoba wolna wewnętrznie, ktora nie daje sie sterować uczuciami, nastrojami, zachciankami lub jakas niezdrową zależnoscią.Tylko żyjąc w wolności mozna dopuscic do głosu rozsądek i otworzyc się na Boze przewodnictwo.W przeciwnym razie łatwo się zaplątac w pajęczynę własnych nieuporządkowanych pragnień, ktore blokują droge do rozwoju prawdziwej miłości.Sztuki kochania nie nauczy Cie nikt lepiej od Boga.Gdy mamy z Nim słabą relację zaczynamy "stwarzać świat", kreowac wszystko według subiektywnej oceny, wewnętrznych podszeptów, ktore nie zawsze pochodzą od dobrego ducha.Spróbuj odbudować kontakty z Bogiem, ale pros o zrozumienie i wypełnienie sie Jego Woli, a nie Twojej..Pozdrawiam

(4188)
Piotrdata: 16.07.2008, godz: 09:48

Ja, 24 - rozumiem, że możesz się nie zgadzać z innymi, ale wyluzuj - to jest specyficzne miejsce, na dodatek nie Ty jesteś tu gospodarzem. Poza tym bardziej Ty zatrułaś to miejsce, anieżeli ten, którego o to oskarżasz. Traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana, a wtedy będzie o niebo lepiej - tu i gdzie indziej.
Nie zgodzę się też, że związek straszej kobiety z młodszym to dla niej tragedia - jaka? Wiek to ostatecznie tylko cyferki, tym bardziej nie ma to znaczenia, gdy taka para chce być ze sobą i nie przeszkadza im to.

(4187)
Aldona, lat 28, e-mail: adona25@wp.pldata: 16.07.2008, godz: 09:21

serdeczna prośba do Marzeny- prosze o kontakt, meil jest widoczny.

(4186)
Hmm..., e-mail: hmm@interia.pldata: 15.07.2008, godz: 22:13

Ustosunkowując się do ostatnich wpisów - uważajmy w doszukiwaniu się powodów, z jakich ktoś kocha, aby nie doprowadzić do sytuacji, że pojęcie prawdziwej miłości między dwojgiem osób, której Biblia na swoich kartach daje ciągłe wzory, nie zostało gdzieś zatracone i wypaczone! To już się permanentnie dzieje i dlatego tyle tragedii na tym świecie... Bo jeśli przestajesz wierzyć w miłość, cóż jeszcze z ciebie pozostaje, człowieku? Nie wchodząc w przyczyny, dla których ktoś miłuje, gdyż może się na to składać wiele powodów, warto raczej skoncentrować się na gatunku samych relacji, mających być przecież obrazem upodobania, szukania "siebie” w drugim człowieku. A zatem fundamentalne pytanie - co ludzie rozumieją pod pojęciem "miłość"? I tak spróbujmy wyłuskać prawdę, patrząc na otaczającą nas rzeczywistość. Pytam - czy miłością jest bycie z kimś z kalkulacji, z jakiegoś istotnego powodu:
- dla pieniędzy, dla urody, dla karmienia swych żądz,
- „bo nikt się inny nie trafił”,
- by zabić samotność, żeby mnie nie pokazywano palcami, bo już tyle lat na karku,
- żeby móc się do kogoś przytulić,
- „wpadliśmy” itd.
Czy można mówić o miłości, kładąc takowy fundament? Jak uważacie, czyż nie te powody decydują często?
Wydaje się, że Bóg chce nas wprowadzić w zdecydowanie inną jakość, znacznie bogatszy i dobrem owocujący ogród. Jeśli wierzymy, że On istnieje, udziela się w tym świecie, to jakże wątpić w to, co ma nam do zaoferowania Ten, który sam będąc Miłością, kocha w sposób aż tak radykalny, że posuwa się do oddania za nas życia, i ciągle przebacza, ciągle czeka... Nie popadajmy aż w taką negację dobra będącego w człowieku, dobra którego pragnie i szuka, nie negujmy w końcu całej naszej uczuciowości, wynikającej przecież z tego, że nasze „jestem” to właśnie dusza, która ożywia ciało. Miłość lokuje się przede wszystkim w wymiarze duchowym, zaś to, co cielesne, jest w ostatecznie projekcją tego, co nosimy w sercach.


(4185)
Ja, lat 24data: 15.07.2008, godz: 21:49

Do Ktos Tam

Rzeczywiscie - zwiazek z kobieta o 14 starsza to wielkie nieszczescie, zwlascza dla niej ...

(4184)
Ktos tam, e-mail: ktostam500@o2.pldata: 15.07.2008, godz: 21:26

Do "Ja"

Mysle ze nie pasujesz do tego miejsca wydaje mi sei ze kazdy moze sie tu podzielic tym czym chce i jesli jest komus jest ciezko to pisze o tym jak ci sie cos nie podoba to nikt cie tu nei trzyma, oszczedz sobie zeby cokolwiek mi odpisywac bo kolejne twoje posty beda przeze mnie ignorowane, nei bede dysutowal z kims kto jest negatywnie nastawiony i nie czuly na ludzkie nieszczescie.

(4183)
Gosia, lat 21data: 15.07.2008, godz: 20:52

Do ja 24
,,Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni." Nie życzę Ci, abyś sam(a) przechodził(a) kiedyś wątpliwości związane z wiarą, zwłaszcza te spowodowane wielkim cierpieniem. ,,To miejsce" jest chyba od tego, żeby świadczyć dobro i czasem trochę tego dobra również od innych otrzymać, zatem nie wiem, dlaczego te wypowiedzi Cię tak drażnią. Co do Twojego tonu, to bez komentarza. Może to tylko zły nastrój?
Do Ktoś tam
,,Jeśli Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno." Życzę dużo siły i wytrwałości...
Pozdrawiam!

(4182)
j(justyna), lat 28data: 15.07.2008, godz: 20:11

do ktos tam

wiesz, to ze nie odchodzisz teraz od Boga, albo ze nie obwiniasz Go, nie znaczy ze tego nie zrobisz...albo ze tego nie ma juz w Twoim sercu. Kiedys mialam trudna relacje, wydawalo mi sie ze nie obwiniam Boga, zreszta, logicznie rzecz biorac On nie mial tam nic do powiedzenia. Ale jak minal czas, jak troche wiecej do mnie dotarlo, jak byl mozliwy jakis dystans, wtedy przyszly pretensje, ze w ogole Bog dopuscil ze spotkalam, poznalam tego czlowieka. Tak juz jest. Nie chcemy winic Boga, ale czesto predzej czy pozniej to Jego winimy. Na razie jestes pewnie jeszcze w szoku, pewnie jeszcze podswiadomie, absurdalnie czekasz na to ze w jakis cudowny sposob Twoja sytuacja sie odmieni (nawet jesli wiesz, ze nie), ciagle na to liczysz, ze ona jednak moze zmieni zdanie. Musi minac czas, zeby wyszlo z CIebie wszystko, co tak naprawde w Tobie jest...Teraz, to jest za szybko. Zreszta, chociaz mowisz ze nie czynisz Boga odpowiedzialnym za to, co Ci sie przytrafilo, to mowisz tez, ze On pozwala na to zebys cierpial, ze to jest Jego dzialanie. Ja mam kilka rzeczy w zyciorysie takich, ze nie umiem powiedziec dlaczego tak sie stalo. Pewnie zreszta kazdy ma. Mysle ze zle, jesli rzeczywiscie w Twoim sercu sa duze pretensje do Pana Boga, ze zle jest udawac i byc poprawnym zjednej strony,a z drugiej miec zal, watpic w Niego. Mysle ze jesli szczerze sie zwrocisz do Pana Boga ze swoim zalem, zaczniesz si emodlic, zaczniesz Go szukac, to moze On pokaze Ci jakas droge wyjscia. Na razie wybierasz rozpacz i samotnosc. I takie trwanie w zamknieciu. Czyli pieklo, bo takie sa cechy piekla. Zobacz, gdyby ktos Ci powiedzial ze kochana przez Ciebei osoba, zrobila cos strasznego, nie probowalbys najpierw isc, dowiedziec sie, nie szukalbys jak jest naprawde? Jesli ktos pod wplywem jakiegos trudnego doswiadczenia nie szuka odpowiedzi albo drogi wyjscia u samego Boga, to oznacza, ze albo nigdy w Niego nie wierzyl, albo traktuje Go tylko jak automat na fante i w gruncie rzeczy jest obojetny, albo naprawde stracil wiare. Ja musialam dojsc do tego, ze zobaczylam ze nie wierze w Boga o jakim mowie, ze jest dobry ze Mu namnie zalezy itd. Tzn w tym sensie, ze moje serce nei zyje tym, nie ma Boga w moim sercu, nie ma takiej przestrzeni z Bogiem, ktora jak jest to pozwala przezywac trudnosci w duchu wiary (pomysl o Maryi, krzyzowali jej Syna na jej oczach) i te trudnosci nie powoduja takiego spustoszenia (jarzmo moje lekkie mowi PAn Jezus). Jesli wiec Twoje jarzmo Cie przygniata, to znaczy ze nie zyjesz w Komunii z Bogiem, nie poznales Go jeszcze, nie ma w Tobie wiary. Krotko mowiac, byc moze wybierasz zycie w piekle teraz, to co opisujesz, jest pieklem, ale poki nie zaczniesz szukac BOga, pozostaniesz w nim. Pieklo to samotnosc i bol. Ja tez jestem teraz w piekle (w tym sensie), choc probuje jakos sie wyrwac. Tzn probuje zaczynam uczyc sie prosic. WIesz co to znaczy prosic? Mi to bardzo ciezko przychodzi. Zwykle sama pomagam innym. No i wydawalo mi sie ze umiem prosic innych o pomoc. A Bog "przeciez wie" ze Go prosze. Ale jestem bardzo zamknieta. Do tego moja niewiara w Boga, ta w sercu gdzies w srodku, nie pozwala mi prosic. WIdizsz, zwykle tak jest, ze trudnosci, cierpienia obnazaja jaki jest nasz stan. Moze kiedys bedziesz blogoslawil Boga za to ze tak Ci sie przydarzylo. Teraz oczywiscie nie - i tak dlugo jak wybierasz izolacje i nie masz zamiaru prosic Boga o pomoc, ani do Niego przyjsc. Dopoki chcesz byc sam, przezywac wsyzstko sam, kontemplowac tylko swoj bol (jakby byl najwazniejszy w Twoim zyciu) tak dlugo nic sie nie zmieni.
A druga rzecz, to slowo kocham. Osoba ktora kocha, nie naciska. Osoba ktora kocha ma na uwadze tego drugiego. Nie napisalaby ze jej sie nie oplacily starania - to brzmi tak jakby Ci sie biznes nie udal. Osoba ktora kocha nie jest tak permanentnie skoncetrowana na swoich uczuciach. To ze byles sobie w stanie wyobrazic zycie z tamta kobieta za 10, 15 lat nie jest zadnym dowodem milosci. Dlatego, ze dowodem byloby gdyby to sie zdarzylo. Teraz to sa tylko spekulacje, pod wplywem silnych uczuc. Kto wie, czy bys jej nie zdradzil. Moze nie. Ale nei wiesz tego. Jakby bylo. Masz zal, ze ona nie chciala sprobowac, ale jak sie czyta to co piszesz, to tak jakby to Twoje uczucia byly najwazniejsze. A jej uczucia? Liczy sie tylko Twoj bol, zal. Ja tez bylam w takiej sytuacji, ze ktos nie chcial ze mna sprobowac, z duzo bardziej absurdalnego powodu. Chociaz okazalo sie to pozniej. Tez nie moglam tego zrozumiec, ale nie naciskalam. Oczywiscie podswaidomie liczylam na to, ze sie moze to zmieni. Bylam bardzo zalezna emocjonalnie. Ale nigdy nie naciskalam. Milosc wymaga wolnosci. Jak kogos sie zaszczuje, to to nie jest milosc. To sa uczucia ktore sie domagaja tej osoby, chca byc nakarmione. To jest straszne. Nawet jesli w slowach jest pieknie i jesli wydaje Ci sie ze to prawdziwa milosc.

(4181)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej