Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Źródełko ...czyli o darze rozmowy...


[ Dodaj wpis ]

[<<] [<] [504] [505] [506] [507] [508] [509] (510) [511] [512] [513] [514] [515] [516] [>] [>>]

Chcesz prosić o wspracie i modlitwe?
Dodaj prosbę do [ Skrzynki Intencji ]

Ja, lat 24data: 23.05.2008, godz: 14:19

Do Ani24: No jak to? Chyba nieuważnie czytasz wpisy ... Oto jeden cytat na potwierdzenie tego, że tu nie chodzi tylko o wzdychanie: "Ostatecznie po 2 latach szarpania się poszliśmy ciut za daleko "(27580).

A tak na marginesie, od wzdychania wszystko się zaczyna... Mądrość polega na tym by do takich sytuacji nie dopszuczać i już. Ksiądz Pawlukwieicz w podobnym tonie się wypowiadał mówiąc, że odmówić trzeba nawet najmniejszych drobnostek osobie będącej w związku małżeńskim, nawet banalnego pójścia na kawę...



(3680)
Karina, e-mail: karina@interia.pldata: 23.05.2008, godz: 14:11

dzisiejsza liturgia! porusza temat rozwodów (Mk 10,1-12):

"Wybrał się stamtąd i przyszedł w granice Judei i Zajordania. Tłumy znowu ściągały do Niego znowu je nauczał, jak miał zwyczaj.
Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę ?.
Odpowiadając zapytał ich: Co wam nakazał Mojżesz?
Oni rzekli: Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić.
Wówczas Jezus rzekł do nich: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie.
Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę:
dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech NIE ROZDZIELA !
...
W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej.
I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo. "

(3679)
Ania, lat 24data: 23.05.2008, godz: 14:03

Hej, czytam Wasze wpisy i znikąd nie mogę wywnioskować, że nieszczęśliwie zakochane dziewczyny mają chociażby nadzieję na związek z żonatymi facetami. Przecież z tych wpisów wynika tylko tyle, że cierpią z powodu uczucia a nie jakichkolwiek czynów mających rozbić małżeństwo. Jasne, że najlepiej unikać towarzystwa, starać się zapomnieć, ale nie zawsze sie da, nie dla każdego jest to łatwe. Dlatego moim zdaniem trzeba robić co w naszej mocy, by uwolnić się od tej sytuacji, ale nade wszystko modlić się, by Jezus dał Wam dziewczyny miłość prawdziwą, wzajemną.
Pozdrawiam
a.

(3678)
Ja, lat 24data: 23.05.2008, godz: 11:29

Odnośnie jeszcze mojej wypowiedzi: bardzo wiele miejsca poświęcacie swoim odczuciom, swojemu rozdarciu ... pomyślcie jednak, w jakiej sytuacji są rodziny osób, którymi się "interesujecie." To dopiero jest dramat ...
Poza tym uważam, iż facet /kobieta/, który/a rezygnuje ze związku pobłogosławionego przez Boga na rzecz innej "miłości" nie będzie w 100% oddany tej drugiej osobie. Jaką masz pewność, że i Ciebie tak nie potraktuje? Żadnej, skoro zostawia lub zdradza żonę/męża której/emu ślubował przed samym Bogiem ...

(3677)
Ja, lat 24data: 23.05.2008, godz: 11:22

Nie chcę nikogo oceniać ani potępiać. Mogę jednak wypowiedzieć się na temat postępowania, o którym tu piszecie. Wydaje mi się, a nawte jestem o tym święcie przekonana, że nie niestety ale plątanie się w tego typu związki jest zdradą wartości, które wyznajecie. Jest zdradą Jezusa i ogromnym nieporozumieniem...

(3676)
bejbe, lat 26, e-mail: bejbeta@interia.pldata: 23.05.2008, godz: 10:44

wiosenne i inne nieszczęsliwie zakochane,pewnie ze ta miłość nie ma sensu!!
nawet gdybyscie juz byli razem, to jak możesz wymagać od tego człowieka wierności skoro on sam nie wywiązał sie z niej bo zostawił swoją połówkę??
los lubi się mścic... oj lubi... nie można komuś odbierać męża zony a potem czuć sie szczęsliwym spełnionym... nasze czyny powracają do nas..
Jesteśmy ludźmi i uczucia się pojawiają... ale jak ktos juz napisał to jeszcze nie miłość.
przeciez obiekt waszych wzdychań tez juz raz był szaleńczo zakochany, wyznając miłosc innej.. ze jej nie opusci do grobowej deski, świata poza nią nie widział bo wybrął ją i poszedł z nią do ołtarza.... a potem? co się stało z tą miłością.. i nagle pojawiłas się Ty ... on się zakochał znowu ..w Tobie, dla Ciebie rzuciłby zonę, dzieci , wszystko co zbudował, bo tak Cię kocha....
jak myślisz, masz gwarancję ze to jest miłość dozgonna i prawdziwa??
bo ja bym nie miała... powiesz ze on wcześniej zle wybrał...a teraz na pewno dobrze? on tez tak myslał wiążąc sie z tamtą kobietą..
nawet jesli niektórzy w takich rozwiedzionych związkach są... to biora na siebie cudzołóstwo, zdradę.. a przed tym żadne prawo, żaden człowiek sie nie może usprawiedliwić..bo z tego zdasz osąd samemu Bogu i to nie są kwitki, deklaracje papierkowe to jest coś więcej!
Nie wiem czy znacie książki Marii Simmy kontakt z duszami czyśćcowymi,(i nie tylko u niej o tym mowa..) ona wspomina tam ze za zdrady, cudzołóstwa dusze bardzo długo i ciężko pokutują w czyśćcu, są za to odpowiedzialne przed Bogiem bo to jedno z podstawowych X przykazan.
Wg mnie to najlepiej nie utrzymywać kontaktu z obiektem wzdychań.. to jest najlepsza metoda by zapomnieć.... spotykając sie z tą osobą bardzo trudno z niej zrezygnować gdyż nasze uczucia tak głeboko się lokują i tworzą wizję spełnionej miłosci ze nie pozbiedziemy sie ich tak łatwo.
Mówią ze najlepsza receptą na nieszczęsliwą miłość jest nowa miłosc i coś w tym jest.. byle tylko oparta na Bogu, dająca to czego pragnie kazda kobieta, aby mój wybranek ślubował mi miłość przed Bogiem raz w życiu i tylko mnie!!
czyż to nie jest piękne??????????
czy nie warto na takiego czekać? a przynajmniej nie psuć szczęścia- gniazdka innym.... a nawet gydybm ja miała sie nigdy nie doczekać.. to nie chcę psuć czyjegoś związku..nie mam takiego prawa!

(3675)
M.data: 23.05.2008, godz: 10:38

Prosiłem swego czasu o modlitwę i chyba moje prośby nie poszły na próżno bo czuję wsparcie duchowe i sam też chce go udzielać.Tyle razy bezinteresowanie oddałem krew...i ktoś był wdzięczny mimo iż ja tej wdzięczności nie pragnę,tyle razy dałem jałmużnę ale nie chcę wdzieczności....teraz chciałbym bezinteresownie dać siebie kobiecie i to co mam najlepsze.Tylko pojawia się tu poważna kwestia-czy znajdę biorcę tego co chcę dać...Pozdrawiam

(3674)
lili do wiosennadata: 23.05.2008, godz: 01:59

Jak ja to dobrze znam,za niedlugo minie 3 rok naszej znajomości.Tysiące razy odchodzilismy od siebie,zrywalismy kontakt na dlugi czas i tak zawsze jakoś znajdziemy droge do siebie. Kiedyś na początku był człowiekiem,który zastępował mi ojca,zaczęliśmy rozmawiać i tak zaczęły nam mijać godziny na tych debatach. Ostatecznie po 2 latach szarpania się poszliśmy ciut za daleko. Odeszłam....2 dni temu odezwal sie,zeby powiedziec mi ze nadal mnie kocha....to sie chyba nigdy nie skończy,ale na dzień dzisiejszy każde z nas układa sobie życie z dala od siebie.Powodzenia,to naprawde nie ma najmniejszego sensu.Obiecuję modlitwę i proszę o nią również.

(3673)
wiosenna, lat 26, e-mail: wiosenna26@poczta.onet.pldata: 22.05.2008, godz: 23:15

Ula, chętnie porozmawiam, napisz :)

(3672)
ula ...do wiosenna, lat 28data: 22.05.2008, godz: 22:08

przeczytałam Twoj wpis, wiem co przezywasz, dokladnie od jakiegos roku jestem w takiej samej sytuacji, beznadziejnej wrecz...jest tak samo On ma rodzine, jest starszy, dobry, mily, opiekuńczy, widzimy sie codziennie , rozmawiamy...a ja go kocham tak bardzo zaplatalam sie w to uczucie ze nie umiem sobie poradzic, wieczrami placze i ..... wiem ze nie bedziemy nigdy razem ze musze sie z tegi uwolnic ale nie wiem jak...jakbys chciala porozmawiac o tym to podaj meila .odpisze, ja tez potrzebuje pomocy

(3671)
Justyna, lat 28, e-mail: campanula@autograf.pldata: 22.05.2008, godz: 22:02

do Anki 24

dla mnie jedynym kryterium w takiej sytuacji jest wycofanie sie... nie z relacji ale wlasnie z powiedzmy relacji fizycznej.. bo to daje mozliwosc oceny, jak reagujesz na niego gdy nie ma tak mocno zaakcentowanej sfery fizycznej.. no i szczera rozmowa z druga osoba, ze wlasnie sie boje, ze moze mi w glowie czy w ciele zakrecilo, a nie chce go skrzywdzic. Taka szczera rozmowa o "tych sprawach" jest trudna, ale moze Ci duzo pokazac - co jest w Tobie, co w nim. Trzeba tylko delikatnie i bardzo bardzo szczerze... pomysl, dla niego to moga byc bardzo silne doznania, moze ma wytryski, a skad Ty masz o tym wiedziec? bardzo latwo tak kogos uzaleznic od siebie i im dalej w to wejdziesz tym taka rozmowa bedzie trudniejsza. On moze wziac to przeciwko sobie, zalezy jak jest dojrzaly, ale to dla jego dobra...i dobra waszej milosci - jesliby miala sie narodzic z tej fascynacji. Wiec, choc to jest trudne, to wydaje mi sie ze tylko szczerosc szczerosc i jeszcze raz szczerosc moze tu pomoc.. szczera rozmowa. Jesli to jest ktos, z kim sie calujesz, to niech bedzie tez taka emocjonalna bliskosc, ze jestes w stanie powiedziec mu o tym czego sie boisz, co Cie niepokoi... Powiem CI, ja bylam keidys w podobnej sytuacji i bardzo sie balam w ogole rozmawiac na takie tematy, ale mnie meczylo, ze moze ja nie mam grzechu, ale on ma przeze mnie i czulam sie bardzo odpowiedzialna za niego. Nic takiego nie robilismy niby, ale jednak tez nie bylo tak ze calkiem nic, czlowiek musi sie uczyc troche, ciezko tak czasem rozeznac. I probowalam najpierw z nim rozmawaiac tak po kobiecemu, ale to bylo kompletnie bez sensu. Mi jakos bylo ciezko w ogole uzywac slow typu wytrysk, krepowalo mnie to. Ale z facetem trzeba prosto i konkretnie. Ja w pewnym momencie zobaczylam, ze przytulanie sie zaczyna byc w centrum naszych spotkan i uznalam ze jeszcze troche i ja sie wlasnie po to bede spotykac. Zobaczylam w tym raczej zagrozenie dla relacji, wiec postanowialm szczerze porozmawaiac. Nie bylo latwo, ale on potem przyznal mi racje. Jesli czujesz ze cos jest nie tak, albo masz watpliwosci, to sprobuj sie wycofac az uzyskasz pewnosc jak ma byc. ALbo daj sobie czas, zeby to ocenic. W kazdym razie te rzeczy bardzo wiaza ludzi ze soba i mozna sie potem bardzo pomylic. Ludzie przestaja sie poznawac. Co nie znaczy, ze zaraz trrzeba popadac w jakas schize. Ale jesli juz masz schize ;), probuj sie na chwile zatrzymac i porozmawiac. Popatrz w siebie i nie boj sie - cokolwiek nie jest, bedzie ok. Wazne zeby nie uciekac. I byc szczerym. Tak mysle. Powodzenia!

(3670)
wiosenna, lat 26data: 22.05.2008, godz: 21:52

Dziękuję Wam za modlitwę i dobre słowo. Wiem, że muszę przemyśleć na nowo swoje życie...Pozdrawiam i życzę Wam wszystkim dobrego tygodnia :)

(3669)
Skorpion, lat 28, e-mail: grzegorzowice111@wp.pldata: 22.05.2008, godz: 20:26

Witam Wszystkich:) Podaję niżej wspaniała modlitwę - uwierzcie że Bóg stawia na waszej drodze wspaniałą osobę - odczujcie radość całym sercem,poczujcie dreszcz spełnienia a to o czym marzycie stanie się rzeczywistością. Ja wierzę że tak będzie.........................:)Pozdrawiam!

Łagodny, przenajświętszy Archaniele Hanielu,
Któremu Pan Zastępów powierzył wszystko,
Co przyjemne w życiu człowieka.
Kiedy odwiedzasz ziemię
Napełniasz ją bogactwem i pięknem.
Zwracam się dziś do Ciebie.
Przynieś mi miłość, radość i harmonię.
Naucz mnie czytać w ludzkich sercach,
Abym odnalazła miłość prawdziwą i szczerą
I umiała rozpoznać prawdziwe uczucie,
Odróżniając je od chwilowego zauroczenia.
Pomóż mi utrzymać związek, w którym jestem,
Jeśli jest on dobry dla mnie i dla partnera.
Przynieś mi proszę, odwzajemnione uczucie
Do wspaniałego człowieka, z którym razem
Będziemy szczęśliwie iść przez życie
I nawzajem dawać sobie najpiękniejsze doznania.
Niech nasze wspólne przebywanie ze sobą
Daje nam radość, rozkosz i odprężenie,
Niech związek nasz będzie dla nas
Oparciem, ukojeniem i inspiracją do życia.
Niech nasza wzajemna miłość
Będzie dla nas źródłem Mocy, siły i natchnienia.
Spraw Łagodny Archaniele, Opiekunie uczuć,
Że ta miłość da nam obojgu spełnienie
Na wszystkich płaszczyznach istnienia,
Wzbogacając nas o najpiękniejsze doświadczenia.
Przynieś mi szczęśliwą, odwzajemnioną miłość
I osłoń ją swoimi skrzydłami.

(3668)
karinadata: 22.05.2008, godz: 20:09

droga Wiosenna zakochana :)
uczyń z tego uczucia twórcze doswiadczenie a nie porażkę..
ja powiem jedno... to co nie jest boże... i dobitnie powiem diabelskie... bo w tym wypadku byłoby to odebranie komus ojca i męza.. i skazanie siebie i jego na zyciu w grzechu..na czyjej krzywdzie, .. to nie może być miłosc!!!!!!!!!!!!!!

to jest uczucie.... ty go nie kochasz ale jestes nim zafascynowana..
to fałszywa pokusa złego... wiesz jak on czycha na to?? a TY mozesz byc jego ofiarą..
Nie ma nic złego w uczuciach! ze się zakochałas.. on jest delikatny miły, w końcu nie zyjecie w bliskosci codziennego dnia.... wiec czemu ma byc nie miły..?
ja wszystkich facetów których znam są mili , dobrzy, wrażliwi.....;) niektórzy nawet bardzo, ale nie znaczy to ze ma byc miedzy nami miłosc..
uczucia sie pojawiają i czesto zmieniają.. ale Twoje uczucie moze odejść.. delikatnie.., modląc sie aby pan Bóg zabrał Ci fascynacje tym cżłowiekiem a dał braterską zyczliwosc dla niego i jego rodziny..
w zyciu mozna wiele razy ulokowac uczucia w "nieodpowiednim" cżłowieku
! ja tez kiedys zakochałam sie w kims nieodpowiednim a on we mnie, ale to nie oznacza ze ma byc miłosc...
w zakochaniu myślisz ze spotkałas cżłowieka który odpowiada Twojemu ideałowi.. ale co z tego? skoro ten ideał juz raz wybrał i ślubował innej przed Bogiem?
Jeśli uzmysłowisz sobie ze Twoje uczucie jest nie odpowiednie do przekroczenia pewnej granicy..
ze Jezus nie takiego mężczyzny pragnie dla Ciebie!! , zaufasz Mu i bedziesz prosic by zabrał to oczarowanie, na pewno uda Ci sie zapomnieć..
nie sugeruj sie tym, ze ten człowiek tez Cie lubi...wiec masz do niego jakieś prawa.. !
On moze tez przezywać swoje kryzysy jak kazdy małzonek na jakims etapie je przechodzi ..i moze byc podatny na twoje gesty, słowa... nie dawaj mu więcej niz powinnaś.. a nawet wycofuj sie..!! jestes odpowiedzialna za sygnały które moze mu nieswiadomie wysyłasz?
On ma byc wierny swojej żonie, tak jej ślubował..to jest własnie MIłOŚĆ!!!!!!!

miłosc nie jest tylko lekka- łatwa- zmysłowa i przyjemna... miłosc to bycie ze sobą w chwilach trudnych i pokus.. i on i jego zona ma sie z niej wywiązać..

Twój problem grzech masturbacji tez nie sprzyja otwarciu sie na prawdziwą szczerą miłosc, pogłebia egoizm i moze mieszac Twoje uczucia....
pros Jezusa by Cie uzdrowił, moze nie odrazu to sie uda, ale walcz, poczytaj o tym w Miłujcie sie.. wielu sie udało
Uwierz ze Jezus chce Twego szczęscia , miłosci ale nie na nieszczęściu kogoś!

Bądź dobrej myśli, ;) Bóg ponad wszystko , problemy są po to by je pokonywać..
pomodle sie..



(3667)
Anka, lat 24data: 22.05.2008, godz: 18:59

witam
juz od kilku miesieccy spotykam sie z chłopakiem, bardzo pobozliwym i dobrym i do tej pory uwazalam ze to jest tylko przyjazn ale teraz juz samam nie umiem tego okreslic, zachowujemy sie jak para, czasem nawet zdobedziemy sie na jakiegos calusa a kiedy zaczynam odczuwac z tego powodu przyjemnosc to nie umiem powiedziec sobie "nie" i nie wiem czy takim zachowaniem nie ranie tego człowieka, bo obecnie nie umiem obiektywnie ocenic czy go kocham czy chodzi mi tylko o przrzywanan rozkosz pocalunkow i dotyku (nie zrozumcie mnie zle ) i mam problem bo tak naprawde to nie wiem czy tesknie za darem spotkania czy za za czyms innym, prosze pomozcie o jakas wskazowke jak rozpoznac....czy to miłosc czy to tesknota porzadania..... chociaz odnosze wrazenie ze i tak bardzo go juz zranilam pozwalajac mu na "zblizenie sie " tzn na pocalunek i wydaje mi sie ze nie powinno do tego dojsc a ja nie umem sobie tego odmowic i nie mam odwagi powiedziec tak twarz w twarz tej osobie "nie" zaznacze tutaj jeszcze ze ta osoba napewno nie chciala by mnie wykorzystac. mam nadzieje ze jasno sie wyraziłam i ze moze ktos pomoze swoija rada.

(3666)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 22.05.2008, godz: 16:32

Do Basaia. Jestesmy egoistyczni bo cierpimy. Ile ludzi na stanowiskach lub uciekajacych w kariere jest cierpiacych z powodu nieodwzajemnionej lub zranionej milosci. Od kiedy sie zle czuje to widze ze w pracy nie odzywam, a jak gosc grzecznie zapyta to chce mu odburknac. A przeciez oni nie sa winni za moj stan. Przepraszam ze nie potrafie sie usmiechnac kiedy mam ochote krzyczec i wolac ratunku.

do wszystkich kobiet i mezczyzn samotnych nie niszczmy zwiazkow innych par. Chronmy rodziny i zwiazki malzenskie. Ktos kiedys napisal ze nie mozna budowac zwiazku na cierpieniu innych w tym przypadku sa Dzieci. Nie niszczmy ich delikatnej psychiki bo sie pogubia. To dzieci maja prawo do swoich rodzicow a nie inna pani lub pan. Porzadkujmy swiat zaczynajac od rodzin. Pan Bog powiedzial Czyncie sobie ziemie poddana, ale porzadek dal Pan Bog. My jestesmy Jego dziecmi a nie Panami. Dopoki nie bedziemy siebie traktowali jak dzieci Boga bedziemy cierpiec. Pan Jezus juz nie cierpi ale to my cierpimy bo nic nie rozumiemy.


(3665)
e.data: 22.05.2008, godz: 15:13

Justyno Tobie rownież dziękuję.

(3664)
e.data: 22.05.2008, godz: 15:12

MARIUSZU, WIOSENNA I ELU
DZIĘKUJĘ ZA WASZE WPISY

(3663)
Eladata: 22.05.2008, godz: 14:22

Pozdrawiam wszystich bardzo serdecznie. Życze Źródełkowiczom dobrego dnia i pogody ducha w ten wyjątkowy dzień Bożego Ciała. Jezu, ufam Tobie.

(3662)
Justyna, lat 28, e-mail: campanula@autograf.pldata: 22.05.2008, godz: 13:13

do wiosenna 26

mysle ze jedyna droga zycia w takiej sytuacji jak opisalas, jest calkiem zerwac kontakt z ta osoba. Jesli rozmawiasz z nim, ciagle go widujesz, to nie ma szansy, draznisz sie dostarczasz sobei bodzcow - jak masz sie od tego wyzwolic...? ja rozumiem ze wpadlas w to i nie widzisz ruchu, ale tu chodzi o Twoje zycie... jestes taka mloda, masz tyle przed soba, a ta sytuacja napawde moze Cie doprowadzic do smierci co najmniej wewnetrznej. WIara polega na tym, ze Bog da Ci sily. Tylko odetnij sie od niego, zrob wszystko co mozesz, nawet jesli musialabys sie przeprowadzic i zaczac w innym srodowisku wszystko od nowa, naprawde warto uciec poki jeszcze jestes w stanie... i nie musisz tego czuc, nie musisz czuc sie silna zeby zrobic cos takiego, mozesz zrobic to tak po prostu, bez przekonania, wbrew sobie, swojemu zakochaniu, bez zadnego wsparcia uczuciowego gdzies w sobie. Najgorsze w takich sytuacjach jest to, ze czlowiek uwaza ze nie moze, bo tak czuje, ale czasem trzeba sprobowac nawet jak sie mysli ze sie nie moze... Zreszta, jesli potrzebujesz kolejnego roku zeby sie meczyc, to trudno, pytanie w jakim stanie bedziesz za rok... A co jezeli gdzies tam na swiecie (nawet jak nie chcesz teraz o tym myslec i kompletnie Cie to nie interesuje) jest ktos dla Ciebie, ktos z kim narpawde bylabys szczesliwa? Bo z tym gosciem nie bedziesz szczesliwa, nawet gdyby zostawil dla Ciebie rodzine, to kwestia czasu, to sa straszne wyrzuty sumienia, a jak bedziesz probowala to odciac, to pamietaj, nie da sie odciac czesci swojego serca, odcinajac czesc odcinasz calego siebie i nie mozesz byc szczesliwa. ZObacz, ludzie nawet po smierci kogos bliskiego, sa w stanie stanac na nogi. Dasz sobie rade. A ostatecznie dla mnei to bylby wybor - albo Bog albo on, czyli pierwsze przykazanie - nie bedizesz mial bogow cudzych przede mna, nie na darmo ono jest pierwsze...i wiem, ze nie bylabym szczesliwa. Bog jest wierny, nie zostawi Cie (tez jak zrobisz zle bo JEgo obietnice sa nieodwolalne), ale po co masz sie doprowadzac do stanu, w ktorym juz bedzie mala szansa na zycie.. Czasem widze narkomanow i sie zastanawiam - ze pewnie to sie zaczelo jakos niewinnie, ktos wpadl w jakies srodowisko, albo chocby przypadkiem, albo ktos namowil, albo cokolwiek.. a teraz taki ktos juz nie przypomina czlowieka, a przeciez widac ze to czesto mlode osoby, gdzies to ginie w pomarszczonej skorze, brudzie, i kiedy byl wybor takiego zycia? czasem moze nie bylo wyboru, ale wielu wpada w bagno i najpierw jest jakos a potem juz tam sa i co? skad wiesz co wybierasz teraz? pozostawajac w kontakcie z ta osoba...jakie zycie sobie szykujesz...co bedzie jak stracisz nadzieje, jak naprawde ulegniesz rozpaczy i wplaczesz sie w jeszcze wieksze bagno? to jest naprawde latwo zrobic...tak mysle...kazdy moze znalezc sie w bagnie, naprawde kazdy... popatrz sobie na tych ludzi ktorzy juz calkiem nie decyduja o sobie, ktorzy wegetuja i naprawde cierpia - glod, zimno, ponizenie... mamy tylko jedno zycie i nawet jesli nie musi sie stac zaraz jakas tragedia i oby nie, ale po co , po co tak ryzykowac... a poza tym... to super ze chodzisz do komunii i spowiedzi, ale pamietaj to jest duza walka o CIebie i druga strona tez jest, tzn zly.. zly nie pokazuje konca, o nie, bo nikt by tego nie wybral, nikt by sie wtedy nie dal zwiesc, zly ludzi, zwodzi, oszukuje, maci - zrobi wszystko zebys tanczyla jak zagra..i poki wierzysz w Boga i Bog ma w ogole szanse do Ciebie wolac, poki jestes w Kosciele, to Bog bedzie wolal, ale co jak odejdziesz? zly jak zdobedzie w nas troche przestrzeni bedzie chcial wiecej i wiecej, to naprawde ryzykowne. Widzisz, pisze to, bo my ludzie, nam sie czesto wydaje ze jest Bog, my i los - taki czy inny i jeszcze ze ten los jest nam dany od Boga.. i ze jak sie cos przytrafia, to ze to jest takie tylko nasze, albo wlasnie "sie zdarzylo"... a zapominamy o zlym duchu, ktory chce naprawde nas zniszczyc, naprawde, zrobi wszystko uzyje kazdej manipulacji, zeby nas zniszczyc. A moze nas niszczyc tylko z nasza pomoca. Jesli to ze spotkalas tego faceta, jakkolwiek wartosciowa osoba nie jest, jest od zlego ducha, zeby Cie zniszczyc, tak dlugo jak przyjmujesz zgadzasz sie na te znajomosc, tak dlugo dajesz furtke zlemu. A kto by tak ryzykowal, kto jest tak silny zeby stawic czolo diablu? to jest bardzo niebezpieczne, my naprawde nie jestesmy swieci, nie wiemy nawet jak mala jest nasza wiara... jesli sie oprzesz na BOgu, Bog bedzie pomagal, i nawet jak upadniesz, chocby milion razy, Bog da Ci pomoc. Ale jesli z jednej strony bedziesz chodzic po pomoc do Boga, ale w sercu nie bedzie decyzji walki ze zlym, to wystawiasz sie na wielkie niebezpieczenstwo... Nie bierz tego do siebie co pisze, bardzo mnei dotknal Twoj wpis i dlatego napisalam, ale oczywiscie Ty sama wiesz jak jest. Powodzenia!

(3661)
Mariuszdata: 22.05.2008, godz: 11:45

Co jest prawdą, co ułudą? Uczucie realne jak najbardziej, pomimo iż nienamacalne, a z drugiej strony rzeczywistość - niczym szklana ściana - rozdzielająca nas... To prawie tak, jak między mną a Bogiem - cisza....................

(3660)
wiosenna, lat 26data: 21.05.2008, godz: 23:37

Kocham człowieka, który o tym nic nie wie, z którym nigdy nie będę. On ma rodzinę, jest ode mnie dużo starszy. Zachwycił mnie sobą, swoim dobrem, wrażliwością, taktem. Nie umiem uwolnić się od myśli o nim, myślę o nim nieustannie od roku. Codziennie go widzę, codziennie z nim rozmawiam. I choć tłumaczę sobie, że to, co czuję, jest złe, bo rani Ciebie, Jezu, bo mnie w jakiś sposób niszczy, nic nie pomaga. Nie pomaga mi nawet częsta spowiedź i Komunia Święta, powoli zaczynam być zrozpaczona z tego powodu. Kocham go... I wiem, że to strasznie niedojrzałe. Proszę Was o modlitwę w tej intencji i w intencji wyzwolenia z nałogu masturbacji (dziś znowu byłam bliska upadku)...

(3659)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 21.05.2008, godz: 17:39

Panie Jezu jutro jest swieto Najswietszego Ciala i Krwi Jezusa Chrystusa. Pamietam jak z braciszkiem szlam na procesje, aby pokazac ze Jezus jest wazny w moim zyciu. Jutro kiedy beda procesje ja bede w pracy. Ale w swojej izdebce pragne ukleknac i powiedziec "Niechaj bedzie pochwalony Przenajswietszy Sakrament teraz i zawsze i na wieki wiekow Amen. Modlmy sie takze za siostry klauzurowe ktore dniem i noca mowia Jezusowi ze Go kochaja. Panie Jezu pomoz mi prosze. I jak Dobry Lotr Panie ja slusznie cierpie a Ty cierpiales niewinnie prosze wspomnij na mnie. Panie Jezu jak zraniona dziewczynka tule sie do Ciebie i prosze pomoz mi bo moja chora wyobraznia mnie niszczy. A ja chce wtulic sie w Twoje ramiona i uslyszec ze bedzie dobrze. Ukryj mnie przed zepsutym swiatem.
Panie chce miec serce czyste i niewinne. Prosze zostaw 99 sprawiedliwe i szczesliwe owce a wez mnie na swoje ramiona bo swiat mnie skaleczyl i chce Ciebie odebrac, i rosci sobie prawo do mojej duszy a ja chce abys tylko Ty mnie uleczyl bo Jestes Dobry jak Chleb. Jezu ufam Tobie.

(3658)
Basaia, lat 40, e-mail: basaia@interia.pldata: 21.05.2008, godz: 17:22

Do Moniki
Dziękuję za odpowiedź.
Gdy rozważam mękę Jezusa to myślę przede wszystkim o tym, że On był biczowany i ukrzyżowany za moje grzechy.
Wiem, że wszyscy rodzimy się do Miłości , ale niektórzy wcale nie sprawiaja takiego wrażenia. Są tak egoistyczni i żli , że nawet nie widzą, że pozbawiają się czegoś istotnego w życiu. Jakby żyli wciąż w mroku i wcale im to nie przeszkadza, bo nie znają światła ( Boga, Jezusa, dobra ...).

(3657)
Rafał, lat 30, e-mail: mociak@wp.pldata: 21.05.2008, godz: 08:36

Bardzo cierpie byłem z narzeczoną 1,5roku tak byłem jej bardzo bardzo oddany między nami często dochodziło do kłótni ale zawsze godziliśmy się.Po ostatniej naszej kłótni poszła z pracy z kolega i pocałowali się,a ja tak bardzo ją kochałem pomagałem we wszystkim nie umię się z tym pogodzić.Zanim ją poznałem byłem taki samotny i znów to się stało.

(3656)
Artur Wnęk / Artii, lat 33data: 21.05.2008, godz: 01:30

Kiedy przyjmuje Komunie Św. to dzieje sie to tak, jak gdyby zywa
osoba wchodzila we mnie... Komunia Św. jest czyms wiecej niz
zjednoczeniem: jest stopieniem sie w jedno... Mam ochote krzyczec
do tych wszystkich, ktorzy mnie ciagle pytaja, czy ja rzeczywiscie
nic nie jem, mowiac im, ze ja jem wiecej niz oni, poniewaz karmie
sie Eucharystia Ciala i Krwi Pana Jezusa. Chce im powiedziec,
ze to oni sami blokuja w sobie efekty tego pokarmu.
Marta Robin

(3655)
Artur Wnęk / Artii, lat 33data: 21.05.2008, godz: 00:22

Jesli mieszkasz w mojej gminie to przeczytaj w gazecie (nie w wersji internetowej) "PANORAMA MILICKA" z dnia: 20 maja, na str 22 pisze o mnie, jest tam takze moje zdjecie. ZAPRASZAM!!! :)

(3654)
gosiadata: 20.05.2008, godz: 22:25

Czesc . Do Rafał . Porozmawiaj z nia o co tak naprawde jej chodzi ,czego oczekuje, jakie sa jej marzenia, moze ona poprostu chciala abys byl zazdrosny. Porozmawiac nie zaszkodzi a moze pomoc .Pozdrawiam i powodzenia.

(3653)
Artur Wnęk / Artii, lat 33, e-mail: artur.wnek@vp.pldata: 20.05.2008, godz: 22:16

We Francji czesto wspomina sie niezwykly przypadek zmarlej w 1981 r. Marty Robin, ktora przez ponad pol wieku zyla w stanie zywienia sie wylacznie eucharystia. Ciezka choroba w mlodosci unieruchomila ja na reszte zycia. Gdy wydawalo sie jej, ze jest bliska smierci, ujrzala sw. Terese od Dzieciatka Jezus, ktora zostawila jej wolny wybor: mogla od razu pojsc do nieba albo przyjac cierpienie w intencji odrodzenia Kosciola i zycia chrzescijanskiego we Francji. Postanowila zlozyc ofiare ze swego cierpienia.

(3652)
karinadata: 20.05.2008, godz: 14:27

Panie daj mi wiarę jak ziarnko gorczycy...

Czy wierzymy ? to co wspomniała Caroline z wczorajszej liturgii...

ciągle musimy zadawać sobie to pytanie...

Magdo, bardzo poruszające to swiadectwo! temu chłopakowi należa się medale najwiekszych bohaterów..

A ja wspomnę o Cassie, przeczytajcie koniecznie
tekst-swiadectwo o niej http://www.mbkp.info/swieci/cassie.html
i film Cassie na żywo:
http://www.youtube.com/watch?v=zofXVR5gTKY&feature=related

Czy piekna dziewczyna, w wysoko cywilizowanym kraju, może oddać życie za Chrystusa?
Czy jest ktoś ważniejszy?

Jeśli trzeba czy potrafię zostawić swoje "sieci"... przyjaciół, rodzinę.. karierę, i jeszcze więcej : wszystko! dla swego Pana ?
wierzę, modlę się ale najważniejsze jak wypełniam to w co wierzę?

Gdy stanę twarzą w twarz czy nie usłyszę :dlaczego się wtedy do mnie nie przyznałeś/aś?



(3651)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 20.05.2008, godz: 13:26

Do Basaia. Ten wiersz jest glupi. Wszyscy jestesmy powolani do Milosci. Dlaczego Jezus wybral Krzyz ? Wlasnie dlatego zeby nikt nie mowil ze Bog nie zna cierpienia.
Zawsze kiedy patrze na scene biczowania to mysle Jezu oni Cie bili za Starszych w Pismie i za Wladcow swiata, ktorzy wciaz uciskaja biednych. A przeciez wszyscy jestesmy dziecmi Boga. Kto niszczy dzieci dorosli bo od nich ucza sie rywalizowania, o wszystko ja jestem ladniejsza, ja jestem silniejszy, moje zabawki sa ladniejsze, a corka tej pani to ladacznica, a ten to pijak, a ta to taka swietoszka a ta ma takiego faceta. Nie trzeba pic alkoholu zeby miec kaca i bolala glowa.

(3650)
Rafał, lat 30data: 20.05.2008, godz: 12:31

Bardzo cierpie byłem z narzeczoną 1,5roku tak byłem jej bardzo bardzo oddany między nami często dochodziło do kłótni ale zawsze godziliśmy się.Po ostatniej naszej kłótni poszła z pracy z kolega i pocałowali się,a ja tak bardzo ją kochałem pomagałem we wszystkim nie umię się z tym pogodzić.Zanim ją poznałem byłem taki samotny i znów to się stało.

(3649)
Justyna, lat 28, e-mail: campanula@autograf.pldata: 19.05.2008, godz: 23:46

do Ani 24

dopiero przeczytalam Twoj wpis, pozno dzis wrocilam z pracy, pewnie ze mozesz napisac na maila, tylko napisz jakos w tytule ze to Ty jakbys pisala

(3648)
ewa, lat 40data: 19.05.2008, godz: 23:07

Od paru dni nieustannie o tym myślę, od rana do wieczora.
Czy postąpiłam dobrze, czy może jestem podła?
Staram się siebie przekonać, że obojętności nie można usprawiedliwiać, że trzeba reagować.
Bardzo gorąco Wam dziękuję. Dzięki Wam jest mi lżej. Czuję, że ktoś rozumie, że nie jestem złym człowiekiem.
Takie słowa zrozumienia są mi bardzo potrzebne. Jeszcze raz bardzo DZIĘKUJĘ.



(3647)
Carolinedata: 19.05.2008, godz: 21:55

Chciałam się z Wami podzielić zdaniem, które uderzyło mnie w dzisiejszej Ewangelii:

"Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam!». Jezus mu odrzekł: «JEŚLI MOŻESZ?? WSZYSTKO MOŻLIWE JEST DLA TEGO, KTO WIERZY». (Mk 9.22 - 23)

A czy my rzeczywiście wierzymy, że Jezus może...

Trzymajcie sie cieplutko:)

(3646)
Kobietadata: 19.05.2008, godz: 21:36

Czy ktoś może napisać relację ze spotkania niedzielnego w parku saskim? Ile było osób, jak było...tak na zachętę, żeby więcej osób przyszło następnym razem...
Muszę przyznać, że sama nie przyszłam:/
Będę wdzięczna za odpowiedz:)

(3645)
nevermind, e-mail: nevermindzz@wp.pldata: 19.05.2008, godz: 20:54

EWO
BARDZO DOBRZE ZROBIŁAŚ! Ja osobiście z jednej strony żałuję, że półtora roku temu, gdy pijany kierowca [nie mógł wysiąść z auta, nie mógł ustać na nogach i się kleił - dobrze że mój brat przyszedł] wjechał w zaspę śniegu przed moim domem zadzwoniłam do jego żony, a nie na policję. Ale pomyślałam wtedy - kurcze, może raz mu się zdarzyło, nie będę mu robić kłopotów. Ale co by było, gdyby tego dnia dzieciaczki mojej siostry wracały np. ze sklepu? Albo lepiły przed domem bałwana? Co by było gdybym to ja przechodziła obok? A co jeśli taka sytuacja NICZEGO nie zmieniła w jego życiu? Szczerze Ci powiem, że aż się boję myśleć o tym, czy przypadkiem nie powtórzyło się to jeszcze raz, może drugi, a nawet trzeci.
Ale teraz wiem jedno - nigdy więcej nie będę litować się pijanego kierowcy, bo to naprawdę może uratować komuś [albo nawet jemu] życie! Także niczym się nie martw i wierz mi, że to była bardzo dobra decyzja!

(3644)
chłopak Do Anidata: 19.05.2008, godz: 19:27

Też mi się kiedys zdawało, tak jak Tobie - "zaprzepaszczona ta jedyna szansa" a potem już brak sił i chęci żeby się jeszcze raz przełamać. To nieprawda- życie toczy się dalej i jak się okazuje po pewnym czasie /co prawda długo to u mnie trwało/ wierzy się że wszystko jest możliwe. Nigdy nie ma "ostatniej jedynej szansy". Ja wierze że dopóki się żyje to zawsze może się nam zdarzyć coś fajnego:) trzeba o to trochę powalczyć. I nie tracić nadziei. Pozdrawiam.

(3643)
Michałdata: 19.05.2008, godz: 19:18

Witajcie.

Mam do Was 2 prośby.

1. Czy moglibyście mi przybliżyć najważniejsze fakty z życia Lota? Lub polecić jakiś artykuł w sieci?
2. Czy moglibyście polecić mi jakieś artykuły o Sodomie i Gomorze? Chciałbym, by były to katolickie artykuły.

Mile widziane linki do artykułów

Dziękuję Wam z góry.

(3642)
Basaia, lat 40, e-mail: basaia@interia.pldata: 19.05.2008, godz: 19:15

Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.

Każdego ranka, każdej nocy
Dla szczęśliwości ktoś się rodzi

Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności

(Wiliam Blake,
„Wróżby niewinności”)

chciałabym się podzielić z Wami tym kawałkiem wiersza- co o nim myślicie.
Czy jest prawdziwy czy nie, bo jednak myśle, że tak.

(3641)
Monika, lat 34, e-mail: monka55@poczta.onet.pldata: 19.05.2008, godz: 16:46

Panie Jezu Ty zawsze byles przy mnie. Pamietam jak bylam mala i ciagle sie balam w glebi serca slyszalam to tylko chwila. Nawet teraz mam ufnosc ze bedzie dobrze. Kiedy szukalam milosci od kolezanki dostawalam duzo obrazkow religijnych i nie wiedzialam co to jest. Bylam tak zlekniona ze nie mialam odwagi pytac. Kiedy poznalam Tego mezczyzne On wskazal mi kierunek, jest ostatnim mezczyzna, ktorego pokochalam. Jezus wie ze potrafie byc wierna. Boze dziekuje za dar umilowania przyrody. Jak zmienie prace bede miala czas aby zapisac sie do grupy, ktora chodzi po gorach. Panie Jezu dziekuje za Twoja milosc. Jak Krzysztof wyjechal do Stanow i swiat mi runal to slyszalam: za 10 lat uslyszysz o mnie. Nawet teraz ufam ze wszystko sie ulozy, bo kocham Cie Jezu. Nie za dary ale za przywilej uczestniczenia w Twoim Krzyzu Panie. Dziekuje to wielka LASKA ze dopelniam braki Twojego cierpienia. Ty wiesz ze chocby wszyscy Cie opuscili ja zostane, bo jestem spragniona czystej milosci, ktora Ty jestes. Amen

(3640)
**Ania, lat 24data: 19.05.2008, godz: 14:03

Alleluja Jezuz Zyje!!!!
cchciałam sie z Wami podzielic moim doswiadczeniem, jak to najpiewrw włwsnie przyjznilam sie z mozna powiedziec bylym chlopakiem, gdy sie rozeszlismy to po jakims roku czasu nasze drogi znow sie zeszły to oczywiscie bylam bardzo z tego powodu szczesliwa ale istnieje jedno ale on byl zrozpaczony bo w tym czasie gddy milelismy "prtzerwe byl z inna dziewczyna , szieki niej poznała smak seksu i jak sie pozniej domyslilam dlatego tak długo nie mi\ogł o niej zapomniec ja jednak ciagle milam nadzieje ze moze sie uda....jednak obiecal mi tylko przyjazn a ja to odebrałam nieco inaczej i czekalam na niego, bolesne bylo to ze nie powiedzial jasno ze nic juz z tego nie bedzie i gdybym samam nie zapytała to pewnie do dis bym nie wiedziala na czym stoje,a mielismy wspólnych "przyjaciól niestety nikt nie mial na tyle odwagi zeby mi powiedziec zebym sie nie łudziła, wreczx przeciwnie dolewali oliwy do ognia, teraz z perspektywy czasu widze ze ze ta znajomosc no cos troche mi dala bo i poczułam sie taka dowartosciowana ale i troche sprowadzala mnie na zle rogi,bardzo zaluje ze nie pomyslslm wtedy o o jakim stalym kierowniku duchowym, lub o korespondencji z jakas znajoma siostra zakonna,moze calal ta moja historia zle by sie nie skonczyla,a skonczylo sie tak ze nie moglam wyrazac swiuch uczuc wstydzilam sie i "chowalam " ich gdzies gdaleko daleko w sobie, z reszta do dzisiaj tak mam i juz to chyba sie nie zmieni teraz poznaałam wspanialego bozego chłopaka ale niestety nie umiem go pokochac i to mnie najbardiej boli,wiem ze Jezus chcial mnie z tego bagna wyciagnac bo jak to ktos pisala ze mnie kocha i nie chcial zebym zginela alke ja nie dalam Mu sie porwac w jego ramiona nie dalam Mu opatrzec swoicg ran i teraz nawet nikt na swiecie chyba nie wie jak mi w sercu smutno,bo tyle milam do zroobienia tyle do kochania a ja ....nie wiem czy ktos zrozumi ja przegralam swoje zycie, wkradla sie ten zly i niezle namieszala w moim zyciu tk juz nie odwolalnie, juz nie ma w moim sercu milosci....tej co daje zycie wieczne ja ja przegrałlam :( i chociazbym znalazla sie w samym srodku nieba to w sercu i tak bede czuc palacy ogien nieszczescia.......ktory dopadl mnmie juz za zycia.
bo to próby człowieka umacniaja, dlatego pamietajcie jesli ktos jest wlasnie w trudnej sytuacji z ktorej nie widzi wyjscia niech sie modli koronka do Bozego Milosierdzia i Rozancem, a pomoc i rozwiazanie problemu mozna uprosic za wstawiennictwem własnie modlitwy tylko trzeba chciec przyjac pomoc nawet jesli wydaje sie Ona nam bez sensu i jestesmy juz tak zrezygnowani ze nie mamy sil,bo wszystko mozna w tym Ktory umacnia.On jest wielki.

(3639)
Trawiastadata: 19.05.2008, godz: 10:10

Ewa!
Bardzo dobrze postapilas. TRZEBA REAGOWAC. We wsi gdzie jezdze na wakacje gdyby reagowano od razu na jazdy po pijanemu nie byloby kilku krzyzy przy drodze... a u mojej kolezanki niedawno zginely mlode osoby.... To z milosci chrzescijanskiej i troski o swojego brata z problemem alkoholowym zareagowalas.
Wiesz, znam jednego alkoholika ktory nie pije od wielu lat. I on sam powiedzial wyraznie: trzeba spasc na samo dno zeby przestac. Musi czlowiek dostac w du... za przeproszeniem, zeby sie zaczac zastanawiac nad tym co robi.
A gdyby on jutro jadac pijany zabil Twoje dziecko, Twojego bliskiego Czlowieka?

Ksiadz ma racje, beda konsekwencje tego zgloszenia. Byc moze zostanie ocalone jedno zycie. Na pewno ten czlowiek dostal kopniaka i zastanowi sie co robi bo zabranie samochodu to ostrzezenie. Niestety inaczej nie umiemy walczyc z pijanym kierowca...
Kazdy ma prawo czuc sie bezpieczny wracajac do domu. Nie wolno tolerowac i dawac cichego przyzwolenia na zlo. Alkoholizm to choroba, ale jadac po alkoholu za kolkiem PO KAZDEJ DAWCE to grzech, ciezki grzech bo nie wierze ze osoby ktore pija i jada nie wiedza ze nie wolno tego robic...
Ewa, gratuluje Twojej odwagi. Ciesze sie ze zlamalas zmowe milczenia. I pamietaj jesli bedziesz go widziec dalej pijanego za kolkiem nie miej oporow zeby zglosic to kolejny raz. To chodzi o zycie i dobro jego samego i innych osob w tym Twoje..
pozdrawiam Cie serdecznie.

(3638)
Marzenadata: 19.05.2008, godz: 09:41

Do Magdy:
Widziałam to świadectwo. Ten chłopak jest naprawdę niesamowity! Pomimo tylu przeżyć i cierpień trwa przy Chrystusie, a nam jest tak ciężko mimo dużo mniejszych problemów. Czasem się zdarza tak, że mając jakieś zmartwienia bierzemy je pod lupę i wydają się nam tak duże i nie do zniesienia. Szczególnie takim osobom polecam to świadectwo. Trzymajcie się! Z Bogiem!

(3637)
do Ewydata: 19.05.2008, godz: 08:10

Niebardzo rozumiem dlaczego masz wyrzuty sumienia. Ksiądz powiedział, że należało zabrać kluczyki- jakoś sobie tego nie jestem w stanie wyobrazić z racji tego,że jesteś kobietą i masz iść do pijanego mężczyzny i poprosić o kluczyki. Nie sądzę, że oddałby je , a mogłabyś dodatkowo narazić siebie. Ja na Twoim miejscu postąpiłabym dokładnie tak samo, to była jedyna możliwość jaka Ci pozostała w takiej sytuacji tak naprawdę. Poniesie konsekwencje- dlaczego to źle? Zasłużył na to chyba, narażając życie tylu osób, więc sprawiedliwe jest to, że poniesie tego konsekwencje. Z całej Twojej wypowiedzi zgadzam się z myśleniem typu " a co by było gdyby kogoś potrącił" - rzeczywiście tak mogłoby się stać!

(3636)
Ania, lat 24data: 18.05.2008, godz: 23:10

Do Justyny,
czy nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli napisze do CIebie więcej na maila?

(3635)
Ania, e-mail: Anijas12@wp.pldata: 18.05.2008, godz: 16:45

Przyjażn między kobietą, a mężczyzną powinna być podwaliną prawdziwej miłości.
To jest pewien etap, który nie powinien (moim zdaniem) być pominięty w budowaniu związku.


(3634)
e.data: 18.05.2008, godz: 15:30

..Przyjażn jest możliwa między mężczyzną i kobietą, wiem to z autopsji, wiem rownież , że jest to kwestia indywidualnych relacji. Tam gdzie pojawia się ,,chemia,, wtedy zwiewam.. Wówczas nie ma szans na czystą przyjażń, ale to każdy wyczuje , kiedy ten moment następuje.. POZDRAWIAM WAS CIEPŁO

(3633)
Justyna, lat 28, e-mail: campanula@autograf.pldata: 18.05.2008, godz: 11:10

do Ani :)

wiesz, samo podjecie decyzji, czy wlasnie otwarcie sie na prawde, moze wymagalo odwagi, ale to nie bylo najtrudniejsze; najgorszy byl ten czas potem - od powiedzenia ze zrywam do ostatniego spotkania. Dlatego ze jak doszlam do tego jak jest, to mialam pewnosc ze chce i nawet powinnam zerwac. Pewnosc utrzymala mi sie przez 2 dni, pomagala temu tez swiaza pamiec tych rzeczy, ktore mnie z nim dzielily (choc glownym powodem bylo to, ze ja po prostu nie umialam byc z nim szczesliwa, nie umialam go pokochac). Ale potem sie zaczelo - hustawka, czy to na pewno dobra decyzja, poczucie winy, bylam do tego chora, wiec slabsza, a on jak sie spotkalismy wg mnie ostatni raz zeby oddac sobie rzeczy, w ogole ich nie przyniosl tylko przyszedl walczyc o ten zwiazek...to mnie kompletnie przeroslo, plakalam, bo juz przez tydzien zylam w poczuciu pustki i mialam ogromne poczucie straty, bylam wlasnei taka robzita. On tym, ze bedzie walczyl kompletnie mna zachwial, tzn ja bylam pewna ze nie powinnam z nim byc, i zgoda na to, zeby jeszcze sprobowac, to bedzie tylko odwleczenie zerwania w czasie, ale to bylo naprawde ciezkie - kazda kobieta pragnie, zeby ktos o nia powalczyl, kazda by tego chciala gleboko w sercu...i chociaz cale spotkanie mowilam nie, to kompletnie nei wiedzialam jak sobie z tym poradzic, bo on zaplanowal kolejne spotkania i byl taki jakby nic do niego nie docieralo...jeszcze to poczucie winy, ktore jest absurdalne...ale, z walki o mnie to sie stala walka ze mna - i szybko zaczelo mnie to bolec, zamiast imponowac, bo on sie ze mna kompletnie nie liczyl, ja go prosilam zebysmy moze zawiesili te rozmowy na miesiac, kiedy w pracy u mnie nie bedzie juz tak ciezko, teraz mam najgorszy okres, musze pracowac w domu, a przez to zaczelam prawie zawalac prace bo ja naprawde jestem zywym czlowiekiem i po mnie takie rzeczy nie splywaja, bylam kompletnie rozbita. Ale wlasnie wkurzylo mnie, ze on niby taki zakochany a nie jest w stanie wziac mnie chociaz troche pod uwage...a potem jak sie dowiedzialam ze mnie zanim ja z nim zerwalam oszukal to przeszlo mi poczucie winy..co wcale nei znaczy, ze mialam te pierwsza pewnosc tzn, ja jakos wiedzialam caly czas ze chce i powinnam zerwac, ale ta pustka i wlasnei to jak to przebieglo, i ze nagle zaczynaly mi sie przypominac dobre rzeczy a zle sie gdzies pochowaly - to mna zachwialo na tyle, ze do ostatniego spotkania, bylam pewna ale uczuciami bylo mi ciezko z ta decyzja. Ale bylam konsekwentna. Wiec najgorszy czas to chyba byl od pierwszego ustnego zerwania do wlasciwie wczoraj...bo wczoraj sie spotkalismy calkiem ostatni raz. Potem jest smutek, ale to jest calkiem inne. Teraz sie czuje lepiej, i lepiej od tego jak bylam w zwiazku z nim i milion razy lepiej od tego wlasnei najgorszego czasu od zerwania do ostatniego spotkania. Nie umialabym z kims byc po to zeby kogos miec. Ja cos takiego odbieram bardzo zle, sama bym nie chciala zeby ktos na takiej zasadzie byl ze mna. A poniewaz teraz by tak bylo, musialam zerwac. A w sumie gdybym nie zerwala, nigdy bym sie nie dowiedziala, ze on sie tak zle zachowal wzgledem mnie. Ale do tego trzeba dojrzec. WIec nie martw sie, nie musisz myslec ze u Ciebie jest tak samo. Wazne jest zeby sie starac otwierac na prawde. Ale jak potrzebujesz na to nawet kolejnych 3 lat, to ich potrzebujesz i tyle... Jedyne co moge Ci powiedizec, to to, ze nawet jak sie ma pewnosc, to i tak czlowiek sie bardzo waha czy slusznie wybral. Strasznie ciezko wziac odpowiedzialnosc za taka decyzje. No i tez, nigdy nie bedziesz w stanie ocenic, jak sie bedziesz czula juz po... Mi najgorzej bylo wytrwac w decyzji, ale teraz naprawde czuje sie lepiej. A caly ten czas taki wlasnie od zerwania do ostatniego spotkania, mialam poczucie jakby juz mnie nic nie czekalo, jakbym zawsze miala byc sama, i z takim poczuciem podjelam ta decyzje.. Nawet wiecej, mialam takie mysli, ze ja jestem zla, ze dano mi szane, ja jej nie wykorzystalam, ja zerwalam, wiec Pan Bog mi juz nic nie da. Ale to jest naprawde od zlego ducha. Ktory robi wszystko zeby nas zastraszyc i zebysmy nei byli wolni i zebysmy mysleli ze Bog jest sadysta... bo jesli ktos jest nieszczesliwy w zwiazku, narpawe probowal ale po prostu nie wyszlo, to taka czarna interpretacja jest kompletnie nie na miejscu. A szatan chce nas sklocic z Bogiem, zastraszyc, odebrac szczescie, radosc zycia.. Zreszta, jedna z rzeczy ktora mnie sklonila do tego, ze odwazylam sie dopuscic prawde do siebie, bylo to, ze sie w pewnym momencie przerazilam, ze ja za niego wyjde za maz (bo ja myslalam bardoz powaznie o tej relacji) a po ilus latach zaczne oskarzac Boga ze jest wobec mnie taki zly...bo ja jakos przez czas trwania zwiazku myslalam ze to jest mi dane od Boga, ze tak ma byc, cokolwiek to znaczy, i abstrachujac czy to madre czy nie. Tak mi sie wydawalo.. Wiec zlosc za to ze jestem nieszczesliwa tez szla w kietrunku Boga. Ale poniewaz ja sie nie umiem zloscic i nie chcialam takich uczuc podswiadomie spychalam to. I raz tak mi przyszlo do glowy, ze co jak to wcale nie jest tak, jak to nie jest dla mnie, ja sobie to wmowilam (moze zeby sie pocieszyc?) a potem sie okaze, ze podjelam powazna decyzje. I co jak przez to zaczne oskarzac Boga, jak strace wiare? To bylo cos takiego, ze po tym (miedzy innymi) sie otworzylam. Zaczelam myslec o tym moim zwiazku i doszlam do wniosku, ze ja go nie kocham, ze to nie ma sensu. On zreszta tez mnie nie kochal. Mysle ze troche sie zakochal i po prostu chcial z kims byc. Bo jak sie kogos kocha to nie traktuje sie go jak wlasnosc, liczy sie z nim, z jego uczuciami, z jego sytuacja, i sie tak nie oszukuje. Ale widzisz, w czasie zrywania, mialam mysli ze to wlasnei moze bylo to, a ja teraz zerwe, Pan Bog mi dal jedyna szanse ktora ja wlasnie unicestwiam...i ze czeka mnie za to dlugie samotne zycie, ze juz nic sie nie zdarzy itd. To wszystko jest od zlego ducha. TO proste - zly duch dziala tak, zebysmy byli nieszczesliwi, zeby nas sklocic z BOgiem, zebysmy pozostali zwiazani, zebysmy nie stali sie wolni. A Bog wyzwala. I uczy zaufania. Wiary w Jego dobroc. Jestes Jego ukochanym dzieckiem i pamietaj - cokolwiek nie zrobisz, On bedzie sie Toba opiekowal. Nie daj sobie wmowic, ze Bog jest w opozycji do Ciebie, czy ze Ty jestes w opozycji do Boga, bo jak sie w tym zaplaczesz, to mozesz stracic duzo czasu, calkiem niepotrzebnie, a oby tylko czasu.... Pan Bog jest Tym, ktory daje zycie, radosc, pokoj i nadzieje. Cokolwiek nie zrobisz, pamietaj, ze Bog jest, i jest z Toba, i chce zebys do Niego przychodzila. Ale probuj otwierac serce, probuj spotkac sie z Nim w sercu - i nie boj sie. W cokolwiek sie nie wpakujesz, cokolwiek glupiego niemadrego zrobisz, Pan BOg Cie bedzie ratowal, bo CIe bardzo kocha, tylko uwierz w to :) i zaufaj. On ma dla CIebie zycie, dla CIebie tez. I wcale nie chce zebys byla smutna, nie chce zebys byla martwa. Bog powiedzial przyjdzie utrudzeni, i ze Jego jarzmo nie jest ciezkie, jesli wiec Twoje jest, to znaczy ze nosisz je sama, ze moze zly sie wmieszal i ustawil Cie w opozycji do BOga, ale nie daj sie tak oszukac. Pan Bog Cie kocha do szalenstwa... Sciskam cieplutko..

(3632)
magdadata: 18.05.2008, godz: 11:09

Widział ktoś to świadectwo??

http://video.google.co.uk/videoplay?docid=3493207271920409738

Dla mnie niesamowite!!

(3631)


 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej