| Monika, lat 40 | data: 09.11.2014, godz: 12:58 |
Staram się rozumieć różnych ludzi. Obecnie modlę się o nowe umiejętności. Odkrywam, że owoce Ducha Świętego są w dzisiejszym świecie najbardziej potrzebne. Nie znam cię Elaxx2 ani Twojego życia więc wpis dotyczył tego, że na emigracji staram się być uczciwym człowiekiem. I z doświadczenia wiem, że realny wpływ na moje życie ma tylko Pan Bóg. Własnie tu na emigracji w pięknym kraju odkryłam , że najważniejszym moim bogactwem jest wiara w Pana Jezusa. I wierzę, że najcenniejsze w Polsce to moja Rodzina. (26450)| Beata | data: 07.11.2014, godz: 20:47 |
Monika,
wzięłam się za dziękczynienie.. im więcej dziekuje tym więcej dostrzegam darów.. i nawet za te trudne rzeczy staram się.. mimo iz czasem nie łatwo powiedziec w bólu bądź wola Twoja..
ale poznaję ze dziękczynienie to taki balsam dla duszy, a nawet zdrowienie z trudnych emocji, niepokoju, lęku.. i braku nadziei..
czasem jadę samochodem i sobie śpiewam ..a wtedy wszystko wydaje się inne, wiecej dobrych myśli sie pojawia...
czytałam ze powinno sie nieustannie modlić na rózny sposób by miec zajęte myśli.. myjąc naczynia itd.. żeby szatan nie pracował w myslach.. on wykorzystuje myśli..uczucia..i czasem tak się nakręcamy w złym mysleniu ze do czarnych myśli coraz bliżej....skad tyle ludzi ma dziś nerwice.. bo zyja w lęku, narzekaniu choćby wewnętrznym, niezadowoleniu i zniechęceniu.. wtedy trudno dostrzec dobre rzeczy na co dzień.
Nad psychika tez trzeba pracować..właściwie jest to nieustanna praca.. afirmacje sa potrzebne, mnie wystarczy psalm, lub słowa jakiejś pieśni.. Należy unikac rozmów w stylu narzekania.. to się gromadzi w podświadomości a potem pracuje w umyśle. Staram sie nie uzależniac od emocji.. i nie myslec zgodnie z tym jak się czuję.. Uczucia są zmienne, czasem wybuchają, i nie zawsze odzwierciedlają prawdę o nas... to co inni o nas mówili mogło byc kłamstwem dlatego ufajmy wiecej Bogu niz własnym uczuciom (26449)| ****, lat 43 | data: 07.11.2014, godz: 17:32 |
Jest takie przysłowie:
"Pomóż sobie sam, to i Bóg ci pomoże"
Inna wersja:
"Bóg pomaga tym, co sami sobie pomagają"
Pamiętam, jak nieżyjący już ks. Tischner powiedział, że Bóg jest Bogiem człowieka myślącego i jakie wrażenie zrobiły na mnie wtedy te słowa.
Teraz tak po latach sobie myślę, że gdy na człowieka spadają jakieś problemy i gdy zaczyna intensywnie myśleć, to zawsze znajdzie jakieś wyjście, jakieś rozwiązanie. Jak się myśli, to się zawsze coś wymyśli. Czy pomaga w tym Bóg? Nie wiem, może tak, może nie. Łatwiej mi się jednak żyje, gdy pomyślę, że mi pomógł. Dla mnie Bóg jest Siłą i nie mam do Niego żalu, gdy pojawia się nowy problem czy nowe zmartwienie. Mam raczej nadzieję, że pomoże znaleźć jakieś rozwiązanie.
Pozdrawiam Wszystkich
(26448)| Elaxx2 | data: 07.11.2014, godz: 12:12 |
Szczęść Boze wszystkim :))
@ Jacek - ale ja nigdzie nie napisałam,ze nie mam rąk ani nóg, skąd ten pomysł..? Na nogi nie staję w ogóle, ręce mam słabe, nie ukroję chleba, nie wycisnę pasty do zębów na szczoteczkę,kromkę chleba musze do ust podnosić dwiema rękami ( i jestem tym zmęczona) a pisanie na klawiaturze idzie mi w miarę sprawnie,bo palce jeszcze jakos działają...Nie wiem czemu ale w Twoim pytaniu wyczułam nutkę drwin...myliłam się..? tak, na turnus osoba towarzyszaca jako opiekun nie płaci za spanie ani za jedzenie.
@Monika l.40...Tą sentencje powiedział jako pierwszy John Kennedy.Uwazam,ze ja społeczenstwu duzo daję:pisze im podania,gdy potrzebuja sie odwołać od jakiejś decyzji,piszę listy sąsiadce,bo jest starszą osobą i roznie z oczami i koncentracją u niej...slucham przez telefon wszelakich zmartwien do swoich znajomych i to czasem do poźnej nocy,wykonuję mnóstwo telefonów aby skojarzyć rozne osoby z instytucjami,ktore mogą im cos pomoc,czasem zarejestruje sąsiadke do lekarza,gdy ona jest zagubiona i nie wie gdzie..Sądziłaś,ze nie robie nic dla spolecznosci? na jakiej podstawie?
@ chwila:wolontariusz nie placilby za spanie ani jedzenie podczas turnusu.
Dziękuję ci za twoje słowa, ja wiem,ze mozna się bać,ale też na tyle człowiek wierzący powinien "być wierzący" by wierzyc,ze pomocą Bozą wywiąże sie ze swoich zobowiązań..Więc rozumiem, ze w ludziach tych jest mało wiary..I druga sprawa: ludzie cierpiacy czy chorzy są skarbem Kościoła..jesli to prawda,to jak ludzie chodzący na dwu nogach traktuja ten skarb?
Fajnie,ze Ty nie uciekasz od kontaktow z ludźmi na wozkach.Od razu chcę dodać,ze ja naprawde malo mówię o swojej chorobie czy kalectwie, ale tu w tym miejscu kiedyś rozpoczęłam temat o kulturze....i...cisza...Kazdy zainteresowany swoim wnętrzem i zranieniami, ktore nie wiem czemu,chce pielegnować...
Pozdrawiam wszystkich źrodełkowiczów :)) (26447)| chwila | data: 07.11.2014, godz: 11:19 |
Tomasz
Na pewno nie jest tak, że Pan Bóg ma kogoś gdzieś, że nic go nie interesują nasze sprawy.
Na świecie są miliardy ludzi i wyobraź sobie, że każdy coś chce, ma roszczenia, tak jak rodzice nie spełniają wszystkich próśb swoich dzieci, tak samo nie musi Pan Bóg. Poza tym Elaxx akurat pisała o ludziach, o ich postawie, Pan Bóg dał nam wolną wolę i nie zmusza ludzi do niczego nawet do pomagania.
Każdy wie, że cierpienie jest wpisane w nasze życie, tylko nie każdy potrafi przyjąć je i żyć jak najlepiej potrafi. A są tacy, którzy potrafią:Heather Mills (straciła nogę jako 25-latka), Amy Purdy (snowboardzistka, której amputowano obydwie nogi), Jan Mela (wiadomo). (26446)| tomasz | data: 06.11.2014, godz: 21:03 |
--- Anianauta --
Jaki wniosek z tego wyciągniesz ? Podpowiem Ci " Licz tylko na siebie ". Głowa do góry , dasz radę. Nie licz na " mannę z nieba " bo całkowicie pogrążysz się w depresji . Na świecie jest tyle niesprawiedliwości i co Bóg tym się przejmuje ? Nie on to ma gdzieś . O Jego miłości i miłosierdziu pięknie się czyta tylko na kartach pism . Życie to nie bajka. Musisz być twarda , musisz zacisnąć zęby i iść do przodu pomimo bólu. Musisz walczyć o siebie i o swoją przyszłość bo nikt za Ciebie tego nie zrobi a na pewno nie Bóg . Trzymaj się . (26445)| chwila | data: 06.11.2014, godz: 12:33 |
Elaxx2
Powinnaś mieć pomoc od ludzi wierzących i może oni chcą pomóc, ale nie zawsze jest to możliwe. Turnusy takie pewnie trwają kilka czy kilkanaście dni i może ze względu na naukę, pracę, czy zobowiązania wobec swoich bliskich albo braku środków finansowych nie mogą, a może, bo po ludzku boją się, że nie potrafią czy nie poradzą sobie z towarzyszeniem i pomocą osobie niepełnosprawnej.
Chyba łatwiej znaleźć woluntariuszy w stowarzyszeniach i fundacjach, które pomagają niepełnosprawnym.
Jeśli chodzi o kontaktowanie czy zapraszanie do siebie ludzi niepełnosprawnych...trochę chyba można zwalić na tempo życia, trochę na bariery architektoniczne, spotkałam się też właśnie z tym, że osoby sprawne boją się kontaktów z osobami niepełnosprawnymi, nie wiedzą jak z nimi rozmawiać. (26444)| Monika, lat 40 | data: 06.11.2014, godz: 11:54 |
Elaxx2 kiedyś Prezydent Ronald Reagan powiedział "Nie myślcie co Ameryka może dać Tobie, ale co Ty możesz dać Ameryce." Coraz bardziej wierzę w słowa Pana Jezusa "Co człowiek sieje to i zbierać będzie". Obecnie tylko dziękuje i Pan Bóg jest dobry. Chodzę często na Adorację Najświętszego Sakramentu. Obecnie moim lustrem są inni ludzie. Lubię, kiedy się do mnie uśmiechają. Cierpienie przeżyte z Panem Jezusem oczyszcza i uszlachetnia. (26443)
Pan Jezus jest lekiem na nasz strach, lęki i obawy. On może w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji, wyciszyć twoje serce i dać ci swój niepojęty, cudowny pokój. Może wejść do łodzi twojego życia i tam pozostać. Twoim zadaniem jednak jest zawołać!!!! do Niego, poprosić Go, aby był z Tobą, aby zabrał wszystkie twoje lęki.
Pamiętajmy o słowach Pana Jezusa:
Ufajcie, Jam jest, nie bójcie się.
On jest zawsze blisko !
1 do Koryntian 1,26/31 (26442)| jacek | data: 05.11.2014, godz: 19:24 |
Elaxx2
Skoro, przepraszam za wyrażenie:"nie masz rąk ani nóg, "to jakim cudem ty tutaj piszesz?
A na ten turnus, ten opiekun, to jechałby sobie za darmo?
Tak tylko pytam. (26441)| chwila | data: 05.11.2014, godz: 14:55 |
anianauta
Życie wieczne w świetle Bożej miłości to może będzie nagroda za Twoje modlitwy. I to jest najważniejsze a nie co tu na ziemi.
Zaufaj i wytrwaj, chociaż wydaje Ci się to niemożliwe.. Poczytaj zwierzenia Mamy Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. Męczeńska śmierć syna i śmierć wielu osób z najbliższej rodziny, bieda i Ona przeżyła 103 lata pogodzona z wolą Bożą.
Ludzie zawsze pytają gdzie jest Bóg jak dzieje się źle, jak ludzie cierpią z powodu chorób, jak są wojny. Bez prób, bez cierpienia nie byłoby pokory wobec życia, wobec innych, nie byłoby sprawdzenia wiary. Nie wszystko jest sprawiedliwe i nikt nam tego nie obiecywał. Jednak warto starać się żyć jak najlepiej i przezwyciężać zło dla życia wiecznego. Kiedy upadamy, kiedy odwracamy się od Boga triumfuje zło, czy tego chcesz? Mimo ciężkiej sytuacji, bo masz ją bez wątpienia koszmarną, warto dalej trzymać się blisko Pana Boga, może i tak chociaż tego nie odczuwasz, nie widzisz, może nie raz, nie dwa Cię uratował. Z Bogiem mimo cierpień, żalu, bólu i łez - nie zginiesz, z szatanem jesteś stracona. (26440)| Elaxx2 | data: 04.11.2014, godz: 19:41 |
@ anianauta
wiem jak to jest...i mam to samo nieodparte uczucie,ze Pan Bog po prostu chce moich cierpień i tyle..efekt św. Mateusza: kto ma malo bedzie mu odebrane, kto ma duzo bedzie mu dodane.W moim przypadku cierpień...nie wiem nawet,czy ludzie nie bedą ode mnie uciekać,ze tyle smutnych rzeczy jest w moim życiu i mojej rodzinie..Czasem myślę,ze Pan Bog chyba nie chce, bym sie smiala, bo co czas w ktorym sie posmieje serdecznie- to zaraz BUCH w głowe ze mi sie odechciewa żyć..
szkoda ze na moj poprzedni wpis nikt nie zareagował...coz, malo atrakcyjny temat: niepelnosprawna osoba i jeszcze na dokladkę cos chce...
A ja widzę,ze tu sa ludzie co maja zdrowe ręce i nogi i powinni sobie zagospodarować życie...Too co dopiero ja: co nie ruszam reką ani nogą...
Tak, po raz kolejny sie przekonuje,ze kazdy zajmuje sie tylko swoimi zranieniami..wszystkiego dobrego, Bog z wami :)) (26439)
do anianauta: Bóg wysłuchuje to mogę Ci gwarantować..powodem dlaczego nie otrzymujemy jest wiele przyczyn np: " nie otrzymujecie bo się źle modlicie"..trzeba przede wszystkim wybaczyć wszystkim którzy nam w życiu źle czynili, wybaczyć wszystkim..wtedy prosić o wybaczenie by inni nam wybaczyli..przebaczyć i prosić w modlitwie do Boga takiej szczerej prosto z serca a nie tylko "klepanej" że tak powiem..modlić się o to czego nam brakuje..iść do spowiedzi (można porozmawiać ze spowiednikiem wyjaśnić swoje wątpliwości)..gdy spowiednik nam z jakichś przyczyn nie wyjaśnił, szukać innego..można iść na spotkanie grupy odnowy w duchu świętym, a najlepiej iść na msze o uzdrowienie(np:uzdrowienie relacji w rodzinie) ..zapytać spowiednika o sakrament namaszczenia chorych..tyle mi przychodzi do głowy na tę chwile..zdarza się ,jak często nie wiem ,że nie otrzymujemy tego o co prosimy jeśli to zagraża naszemu zbawieniu..warto iść na rekolekcje( ja np. byłem u O. Roberta Konika, to chyba były rekolekcje zamknięte ).. i przede wszystkim szukać.. poleciłbym dobrą książkę..są lepsze ale może np O.John Baptist Bashobora "Jesteśmy ambasadorami Boga na ziemi" lub "Jesteś Obrazem Boga"..mam nadzieje że choć odrobinę pomogłem wszystkiego dobrego :-) (26438)| anka, lat 34, e-mail: a-mik@o2.pl | data: 04.11.2014, godz: 15:00 |
Do anianauta. Ania moja imienniczko na pewno jest Ci bardzo ciężko w sytuacji jaką opisujesz. Nie odrzucaj Boga i nie wystawiaj Go na próbę. Nie mów Mu co ma zrobić i kiedy. Nie ma modlitw nie wysłuchanych. Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. My widzimy naszą drogę do zakrętu a On widzi ją całą. Bóg niczym Cię nie zniewolił zaproponował Ci swoją miłość, nie chcąc nic w zamian. Dlaczego Ty stawiasz mu warunki? Wiem co to alkoholizm, strach, choroba psychiczna wiem jak Ci trudno nie poddawaj się zaufaj Mu i przede wszystkim zacznij od grupy wsparcia może DDA? Z Twojego postu przebija wielki żal ale przede wszystkim brak zaufania a to wg mnie podstawa nawrócenia. Oddaj to cierpienie Jemu pozostaw te sprawy Jego Miłosierdziu. Tylko zaufaj. Pozdrawiam i będę pamiętać w modlitwie. Jeszcze jedno jest taka nowenna nie do odparcia nazywa się Pompejańska i jest na tej stronie spróbuj przez Maryję do Jezusa ale najpierw ZAUFAJ. (26437)| Dawid, lat 20 | data: 03.11.2014, godz: 21:06 |
Miłujmy Pana, bo jest dobry i wszystko zmienia!!!!! Dziękuję wszystkim za modlitwę, dziękuję za wszystko!!! Bóg odmienia wszystko, tylko trzeba mu zawierzyć wszystko, oddać mu się całkowicie, wierzyć że wszystko się zmieni, tylko na to potrzeba czasu i wytrwałości!!!:)) z miłą chęcią podzielę sie moimi przeżyciami i refleksjami, i pomogę w różnych sprawach:)
(26436)| Beata | data: 03.11.2014, godz: 20:55 |
anianauta,
zycie czasami daje popalić ;( wierzę ze po ludzku trudno to przyjąć .. że wspomnienia bolą..... a Ty mialas wiele przykrosci ..szczeg od bliskich.. ale czy wierzysz w kłamstwo złego że Bóg o Tobie nie myslał? że wszystko Mu było obojętne? ON nie może na siłe zmienic ludzi bo dał im wolną wolę.. On cierpliwie czeka.... ale Ty jestes Mu jeszcze bliższa przez to cierpienie.. tylko musisz znalezc drogę.. ..może właśnie przez te wszystkie Twoje chaszcze.. ciernie na wąskiej krętej ścieżce..
Bóg mógł nas zbawić inaczej..ale wybrał krzyż.. i co gorsze na ten krzyz okrutny wysłał własnego Syna.. polecił Mu stać sie człowiekiem zaznać biedy, porażki, szyderstw, bólu, samotności, odrzucenia.. czy Jezus nazwał Go okrutnym? niesprawiedliwym? wyrodnym? Jezus..Go bronił.. mówił o jego miłości.. choć wiedział że za chwile będzie gorzko płakał pocił sie i potem konał..
i tak jest z człowiekiem.. człowiek ma swoją krzyżową droge do pokonania.. na szczycie której jest zwycięstwo.. które obiecał Bóg.. nagroda jest z chwilą zmartwychwstania
wiesz, jeśli Bóg zgodził się byś przeszła przez to cierpienie.. to dlatego że znał Twoj hart ducha.. wypróbował Twoja waleczność, rycerskość.. choć to śmiesznie brzmi, (nie zyjemy w średniowieczu)..ale.. Twoje doświadczenia wymagały wiele siły.. ON Cie podtrzymał że nie złapałaś za sznurek.. zapalił światło w tunelu.. może go jeszcze nie dostrzegłaś.. gdyż serce Twe jest w goryczy.. stąd rodzą sie porównania że inni mają lepiej, mają wszystko...
On czeka na to byś oddała Mu tę gorycz serca, to zawiedzenie , niespełnienie.. chce dać Ci nowe serce zdolne do kochania.. może wydaje sie to naiwne dla Ciebie.. bo nie spotkałas jeszcze żywego Boga... a najbliższy ojciec Cię tylko ranił.. dlatego trudno uwierzyć Ci w bezwarunkowa miłość Boga-Ojca.. ale nie zapomnij ON czeka na Ciebie jak nikt inny nie potrafi czekać,nawet najdoskonalszy ojciec na ziemi nie da tyle miłości i wolności serca.. ..
nie rezygnuj..tyle wytrwałaś..walcz..dopóki walczysz jesteś zwycięzcą.. i nie padniesz na linii wroga.. życie to taka ciągła walka... TY masz większe zadanie... ale masz też oręż.. Bóg Ci w tym dopomaga choć może nawet tego nie czujesz... Bóg działa w ciszy.. w ukryciu ...tylko zło jest krzykliwe i robi wiele szumu by za nim pójść... (26435) | | Beata | data: 03.11.2014, godz: 18:02 |
Jan,
piękna historia tej dziewczyny...
ja mysle ze dobroc ja odmieniła..nie tylko przyjaciele..
a z reguły osoby niezadowolone z siebie nie potrafia sie otworzyc na innych bo mają kompleks niższosci.. jednak szczere serce..czyste.. moze odmienic cżłowieka..pod warunkiem ze jest całkowicie bezinteresowne...niczego nie oczekuje w zamian..
spotkałam w zyciu pare dobrych osób..ale tez takich którzy oczekują rewanżu za coś..zeby sie im odwdzieczyc..w innym czasie.
dzis pod sklepem starszej pani wylecialy zakupy, miala ciezka reklamowke i akurat szłam z kolezanka podniosłam torbe byla ciezka jak dla mnie bardzo ok 7 kg.. a ona miala laskę i jeszcze chciala bym ją podprowadzila na drugą rękę. nie dałam rady to wziełam zakupy, a kolezanka wziela ją pod rękę..zaprowadzilysmy ja do bloku, kolezanka zaniosla te reklamowke na górę. mieszka 50 m od sklepu na 4 pietrze! sama ledwo dalam rade z tymi zakupami ..nie wiem jak ona by sobie poradzila pewnie by musiala ciagnac po ziemi i z tym wyjsc na 4 pietro... mowila ze zawsze Pan Bog jej zsyla aniołów.. bo nie ma nikogo.. i była bardzo wdzięczna za tę pomoc..dla nas to nie wiele.. dla niej łaska Boża i radośc ze ktoś się przejął jej losem.. zyjemy w czasach znieczulicy.. owszem są dobrzy ludzie..ale w wiekszosci pędzimy i nie zauwazamy obok potrzebującego..
Jeden ksiadz mowil jak nie mozesz dac pieniadzy biedakowi na ulicy, nie zostawiaj go z niczym! daj co masz cokolwiek dobrego co amsz w torebce .. moze cukierka , czekolade , moze bułkę.. a moze swiety obrazek, lub powiedz ze sie pomodlisz za niego..ale nie zostawiaj go z niczym! nie przechodź obojętnie.. to twoj brat..to Jezus kryje sie w tym człowieku..
(26434)
Zawsze sie radujcie :) 1 Tes 5,16 (26433)
Nie piję i nie ćpam dzięki łasce Boga. Od pierwszego dnia gdy zacząłem się modlić poprosiłem Boga o pomoc a nikt i nic nie było mnie w stanie przekonać , zmienić, nie widziałem już ratunku myślałem że będzie po mnie bo raz wylądowałem w szpitalu do którego mnie ledwo dowiezli zapadłem w śpiączkę nawet to nie powstrzymało tej obsesji nałogu. A od pierwszego dnia szczerej modlitwy zaczęły się dziać cuda . Dzisiaj mija ponad rok jak rano proszę Boga o pomoc a wieczorem dziękuje i jest mi dana ta łaska . Bóg jest moim przyjacielem i z nim kroczę przez życie odważnie i pewnie. Nie rozumiałem że był przy mnie przez całe życie po prostu nie dopuszczałem go do siebie... Lubię modlić się o innych i pomagać a kiedyś raniłem ludzi, teraz daje z siebie tyle miłości ile mogę i nie wiem jak to się dzieje, ale dostaje więcej nisz potrzebuj.. (26432)| sininen | data: 02.11.2014, godz: 22:15 |
Do anianauta
Przechodziłem przez to samo godziny, dni, miesiące... może i lata, spędzone na klepaniu zdrowasiek do ściany :) W końcu doszedłem do tego, że najważniejsza jest najpierw wiara w siebie. Modlitwę teraz traktuję jak rozmowę sam ze sobą. Umiejętność wyjścia i spojrzenia na siebie z zewnątrz. Wiarę w swoje życie po prostu kładziesz na własne barki i w trudnych chwilach zwątpienia rozmawiasz ze sobą. Te problemy które dotyczą Ciebie, same się rozwiązują (a w zasadzie ty je rozwiązujesz z taką łatwościa, że nie zdajesz sobie z tego sprawy) bo to ty jesteś odpowiedzialna za ich rozwiązanie, a nie jakiś niewidzialny byt. Druga sprawa nie możesz czuć się odpowiedzialna za problemy innych ludzi. Możesz wyciągnąc rękę, ale wszystko ma swoje granice, szczególnie granice czasowe, bo nasze życie i wszystko co robimy / doświadczamy jest ograniczone w czasie. Jeśli wyciagając do kogoś rękę poświęcisz mu zbyt dużo, to jego życie i jego problemy staną się twoimi problemami. Wtedy utracisz kontrolę nad własnym życiem i zaczniesz znowu bezskutecznie modlić się do "Boga". (26431)
do anianauta, lat 30
Pewna nastolatka wyznała, „Dwa lata temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodu. Byli najlepszymi rodzicami, jakich dziewczyna może mieć. Zastanawiałam się, jak Bóg mógł pozwolić im zginąć w taki sposób i przez ubiegłe dwa lata mam pretensje do Niego. Czy Bóg nie chroni Swoich dzieci? Nie mogę już się modlić z prawdziwą ufnością do Niego, bo uważam, że mnie zawiódł. Co mam zrobić? Możesz powiedzieć, że gniewam się na Pana.”
Młode małżeństwo trzymało w sercu pretensje przeciw Panu przez prawie dziesięć lat. Ich piękna pięcioletnia córeczka zmarła wkrótce po stwierdzeniu u niej guza mózgu i oni byli zgorzkniali. Chodzili do kościoła, ale nie wierzą już w efektywność modlitwy. Boją się odrzucić Boga, czy nazwać Go kłamcą lub niewiernym Ojcem, ale nie przebaczyli Mu „odebrania im ich jedynego dziecka.
Prawie każdy chrześcijanin w jakimś momencie życia musiał stanąć przed problemem nie wysłuchanej modlitwy. Modlitwa pozostaje bez odpowiedzi przez tygodnie, czy miesiące – nawet lata. Niespodziewana choroba lub tragedia zabiera najbliższych. Dzieją się rzeczy bez powodu i wtedy wiara zaczyna się chwiać. Ale Słowo Boże mówi wyraźnie, że człowiek chwiejny nie otrzyma nic od Boga.
Jezus rozumiał tę tendencję w Swoich dzieciach, że mają pretensje do nieba, kiedy góry nie usuwają się według ich planu. On ostrzegał Piotra, by nie prosił o nic, stojąc przez Bogiem, jeżeli czegoś nie może przebaczyć.
„A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia” (Mar. 11:25).
Wierzę, że Jezus mówi, „Nie stawaj przez obliczem Boga, prosząc, by usunął górę, albo przebaczył twój grzech, jeżeli masz pretensje w swoim sercu przeciwko niebu. Wyrzuć to! Niech duch przebaczenia przepłynie przez ciebie. Wołaj do twojego wiernego Ojca. On cię nie zawiedzie. On odpowie. On zaopatrzy. Poddaj się i poproś Go o przebaczenie tego, że pozwoliłeś, by te wątpliwości cię opanowały.” (26430)| Malgorzata | data: 02.11.2014, godz: 20:07 |
Do Dagmary.
Dziekuje Ci za wiadomość.
Stan, który opisujesz często dotyka każdego, ale Bog to widzi i rozumie, nasza modlitwa ma się Jemu podobać, a nie nam.
Matka Teresa z Kalkuty przez caly czas przezywala oschlosc, brak wewnętrznej radości z Bozej obecności w jej zyciu, a zupełnie nie było tego widać na zewnątrz. Wszyscy myśleli, ze jest bardzo szczesliwa i radosna.
Była dla swiata, ale nie dla siebie, nie szukala pociechy, ale działania, aby jak najwięcej zrobić dla Jezusa.
Dagmaro, to co napisałam, to taka forma propozycji.
Swietych mamy po to, aby orędowali za nami u Boga.
Jest jeden, taki szczególny, o nim zapomniałam napisac, szczególnie wazny w Twojej sprawie, Sw. Dominik.
Proszę napisz o sobie, swojej sprawie do Siostr Dominikanek, dostaniesz od nich medalik Swietego i pasek. A co i jak dowiesz się od Siostr.
Podaje adres Klasztor Siostr Dominikanek
Krakow (Grodek)
ul.Mikołajska21
tel.12 422 7925
grodek@dominikanie.pl
Gosia (26429)| anianauta, lat 30 | data: 02.11.2014, godz: 08:54 |
Chciałabym podzielić się swoimi odczuciami.
Przez dwa lata przechodziłams ilne nawrócenie po latach zycia bez Boga. Chciało mi sie wierzyc ufac, modlić się.
Moje zycie to choroby alkohilowe i psychiczne calej najblizszej rodziny. Chcialam wyjednac u Boga choc jedna laske, uleczenia jednej z 3 osob.A jak nie uleczenia to domiany zycia, cokolwiek aby sie zmieniło zycie prowadzone przez szatana.
Wczoraj sie poddalam. Zadna z moich modlitw nie jest mila Bogu, nic nie wyprosilam.Jak bylo tak jest.
Nie lubie swojego krzyza a co najwazniejsze, nie wierze ze Bog ktory ponoc jes Miłisierdziem samym, chce aby cale swoje zycie cierpiala i z kazdej strony znosila ciosy.
Moze swieci wytrwaliby w tym wszytskim dluzej. Ja juz nie moge.
Jako mala dziewczynka nie rozumialam skad tyle zla, po prostu przyszlo mi zyc w alkoholizmie brata i ojca, w chorobach psychicznych mamy, Przyszlo mi zyc w calkowitym opuszczeniu, samotnosci, nikt mi nie pomagal, nie lumaczyl.
Jako dorosla juz osoba szukalam ratunku w Bogu. Dwa lata modlitw , uczenia sie i nic...
Wierze w Boga, ale nie wierze ze sluchac, ze widzi i ze kazdemu chce pomoc.
Jesli jedni dostaja wszytsko za darmo, maja o wiele wiecej niz ja, mimo ze rozanca w zyciu nie odmowili, ze do Kosciola moze chodza a moze nie, jesli o nic sie nie staraja a wszytko maja.... a ja nic nie dostalam od narodzin a niczego nie wyjednnalam sobie pokornym sercem.
GDzies jest granica wiary w miłośc Pana.I do niej dotarlam, dalej nie ma juz nic, CZy z Panem czy bez jest tak samo, przynajmniej nie daje sobie falszywej nadziei, ze moze byc inaczej. Lepiej mi bez wiary , niczego od Jezusa juz nie chce. Zwraam mu wolnosc i wolnośc sobie daje.
(26428)| samotna | data: 31.10.2014, godz: 17:31 |
czy jest ktos samotny.. kto chcialby spedzic wigilie i 2 dni świąt u Ojców benedyktynów ? wybieram sie i szukam najlepiej samotnej kolezanki panny 30-40 lat.. koszt 425 zl. chce sie oderwac od domu.. od roboty..spedzic swieta inaczej.. gdzie ktos mi poda wieczerze ..gdy mozna sie skupic na sprawach duchowych i porozmawiac z ojcem, sa to spotkania dla osob samotnych głownie, bo całej rodziny to duzy koszt i one mają siebie. odzew na mail:poniatko@interia.pl (26427)| jan, lat 40 | data: 31.10.2014, godz: 06:11 |
Spróbujmy nauczyć się dawać. Była kiedyś taka w radiu audycja w litewskiej stacji radiowej na temat szukania i tworzenia rodziny z profesorem nie pamiętam jego nazwiska. Przyszła domnie dziewczyna muwi, ktura za wszelką cenę chciała wyjść za m ąż muwi jestem samotna każdy chłopak omija mnie z daleka muwi ona że muwią namnie że jestem brzydka i tak dalej. Po patrzyłem na nią była wręcz przerażająca muwi uw profesor muwi o doniej zacznij dawać. Po jakimś czasie spotykam tą samą dziewczynę jest od mieniona przepiękna,pytam się jej co tak cię od mieniło muwi ona zaczęłam pomagać innym jako wolontariusz. Pytam się jej czy masz kogoś oana muwi nie ale za to mam przyjaciół którzy wypełnili tą pustkę samotności i nie czuję tej tak za wszelką cenę bycia z kimś. Może warto więcej dawać z siebie niż brać a będziemy wysłuchani. (26426)| Beata | data: 30.10.2014, godz: 17:52 |
Dagmara, poczytaj ksiazke Moc uwielbienia, wspaniała.. i podziękuj Bogu ze brak Ci tego jednego małego cudu, kto dziękuje dwa razy sie modli..a masz inne rzeczy pracę dom kochającego męża....moja kolezanka ma 2 dzieci ale ani pracy ani wlasnego M, słabe zdrowie, ani kochającego męza.. i pewnie wolałaby zamienic się z Tobą;) bo naprawdę jej ciezko wychowac tych dwoje gdy często chorują.. ..Ty masz pozostałe dobre rzeczy..też bym tak chciała ;) własnie w tym jest sęk dziekujmy Bogu także za co czego nie mamy..a dostrzeżemy jak mamy wiele.. (26425)| Dagmara | data: 29.10.2014, godz: 17:49 |
Małgosiu....
Dziękuję, za modlitwę w naszej intencji. :)
Pisałaś o Częstochowie, tak ja już byłam i w Częstochowie (jestem tam co roku na Odnowie) i Różanymstoku (polecam Ci bardzo gorąco, jeśli będziesz miała możliwość wybierz się tam, wizerunek Maryi jest nie do opisania), Oborach, Niepokalanowie na rekolekcjach (też polecam są tam Dni Skupienia weekendowe, raz w miesiącu, może byłaś?). Do Krakowa się nie wybiorę bo mam troszkę za daleko. I nic.... czasem brakuje mi sił na modlitwę, czasem już mi się nie chce po prostu, bo ile można się modlić. Choć teraz jestem na etapie codziennej modlitwy ale wkradają się chwile zwątpienia. Taka ta modlitwa jałowa, bez wyrazu, nie potrafię się też chyba modlić do świętego, za jego pośrednictwem. Nie wiem jak ma to wyglądać... Zupełnie inaczej wygląda moja modlitwa bezpośrednio do Jezusa. Czuję wtedy szczególną więź :)
Dzięki jeszcze raz :) (26424)| Aneta, lat 33, e-mail: e.n.y.a@wp.pl | data: 29.10.2014, godz: 17:17 |
Witajcie,
Proszę Was o modlitwę, aby udało mi się rozpocząć pracę w branży artystycznej.
A może wśród Was jest akurat ktoś z Krakowa lub okolic, kto np poszukuje fotografa do współpracy? Jeśli tak to proszę o kontakt :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie (26423)| jacek42 | data: 29.10.2014, godz: 09:40 |
Wiemy, że Syn Boży przyszedł i dał nam rozum, abyśmy poznali tego, który jest prawdziwy. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy, w Synu jego, Jezusie Chrystusie. On jest tym prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym.
1 List św. Jana 5:20
Chrystus udzielił nam właściwego poznania Boga Ojca, gdyż jako jedyny Syn Boży sam jest prawdziwym Bogiem. Nie znaczy to, że jest Bogiem Ojcem, lecz że jako zrodzony przed wszystkimi wiekami z Ojca ma Jego Boską naturę. To wyjaśnia, dlaczego Zbawiciel mógł wyraźnie stwierdzić: "Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić". Jeśli chcemy poznać Boga, to musimy do Niego przyjść przez Jezusa Chrystusa - innej drogi nie ma!!! (26422)
DZIĘKUJĘ bardzo za piękną stronę chcę się pomodlić za Was Wszystkich.Pozdrawiam. (26421)| Dagmara, lat 34 | data: 28.10.2014, godz: 19:46 |
beata
Dzięki za długą wiadomość skierowaną do mnie.
Widzisz, ja nie potrzebuję do życia nic więcej. Nic nam nie jest potrzebne, tylko ten jeden, malutki jedyny "okruszek" do kochania. Z drugiej strony nie mogę narzekać, bo osiągnęliśmy wszystko co jest możliwe dla zwykłego, przeciętnego człowieka... studia, praca, własny dom, żyjemy na dość dobrym poziomie, czego chcieć więcej. Kochamy się, jest nam ze sobą dobrze, tylko tego jednego, jedynego CUDU nam potrzeba. Czasem wierzę, że nam się jeszcze uda ale momentami tracę nadzieję, że jakby miało się udać to już by się udało. Rozmawiamy z moim mężem o adopcji, ale z drugiej strony boję się tych wszystkich testów psychologicznych, badań, rozmów... nie wiem czy to jest do przejścia. Czy ja zniosłabym to psychicznie i ta świadomość, że mogą nas zdyskwalifikować bo czegoś byśmy tam nie przeszli albo nie odpowiedzieli tak jak potrzeba. Wówczas bym się załamała totalnie.
Wiem, że inni też czegoś pragną, oczekują, płaczą po nocach za czymś/za kimś. Rozumiem ból ludzi, którzy czegoś chcą, a nie mogą tego osiągnąć. Budzi się taka bezsilność, niemoc, że ja na to nie mam pływu.
Z drugiej strony myślę sobie tak (choć wiem, że P. Bóg to nie Ktoś od spełniania życzeń), Boże jesteśmy Ci wierni, modlimy się, rozmawiamy z Tobą na co dzień, staramy się postępować dobrze, być normalnymi, dobrymi ludźmi. Dlaczego nas tak doświadczasz?? Czekaliśmy ze współżyciem do ślubu, a Ty nam zrobiłeś takiego psikusa. Ale pewnie, jak to wszystko w życiu, ma jakiś sens i cel, którego na chwilę obecną nie potrafimy odkryć, dostrzec. Może kiedyś będzie nam dane zobaczyć cel naszego cierpienia. Bo jakby nie było, jest to ból, który momentami zjada mnie jako kobietę od środka, a żal i smutek w chwilach zwątpienia daje o sobie znać. (26420)| Malgorzata | data: 27.10.2014, godz: 20:03 |
Do Dagmary.
Witaj Dagmaro.
Milo, ze napisalas. Od dziś obiecuje Ci codzienna modlitwę w Twojej sprawie za` przyczyna Sw.Jana Pawla. On już tak wiele zrobil dla malzenstw, które nie mogą mieć potomstwa. Ty sama musisz go prosić z wielka ufnoscia, dobrze ze lekarze wyczerpali już swoje możliwości, bo teraz nareszcze będzie mogl dzialac Bog, powiedz mu ze cokolwiek by się niestalo Ty mu ufasz całkowicie, nie ulegaj zadnej presji, ani medycznej, ani wieku, ani społecznej.
Będzie dobrze, Bog potrzebuje jedynie Twojego zaufania
Gdybys mogla przyjechać do Krakowa, do Centrum Jana Pawla, do Lagiewnik, to osobiście moglabys pomodlić się przy jego relikwiach, lub oddbyc podróż do jego grobu, do Rzymu, Kaplicy Sw. Sebastiana.
Polecam Ci tez modlitwę do Sw.Joanny Beretta Molla, znajdziesz ja w internecie, historie jej zycia i swietosci.
Do Jana Pawla można tez skladac prośby internetowo www. Franciszkanska3.
A cuda za jego przyczyna sa opisane w książkach pod tym samym tytulem.
Polecam Ci również wspolna z mezem modlitwę rozancowa, pilegrzymke do Czestochowy.
Gosia (26419)| ISO | data: 26.10.2014, godz: 16:43 |
Rekolekcje DLA POSZUKUJĄCYCH DROGI pt. Maryja Matka szukających drogi. Adresowane szczególnie do osób (dziewczyn/kobiet) dojrzałych: duchowo i wiekowo, czyli takich, które już się nie odnajdują na rekolekcjach powołaniowych, gdzie większość jest w wieku "okołomaturalnym", a które noszą w sercu nieodkrytą tajemnicą o swoim powołaniu. Jeżeli czujesz, że żyjesz z Panem Bogiem trochę jakby na 'kocią łapę" tzn. jesteś przy Nim, nawet Jemu służysz, ale ciągle zostawiasz sobie furtkę na wypadek gdyby... I już sama nie wiesz co jest Twoim powołaniem, to przyjedź. Będziemy wspólnie uwielbiać Pana w pragnieniach, jakie złożył w nasze serca, będziemy je odkrywać w świetle Ducha Świętego i korzystać z ciszy, jaką stwarza kamedulska pustelnia: http://www.kamedulki.eu/xhtml/onas/siostry/informacje/goscinnosc/ Do tego będzie możliwość rozmowy z niezwykle doświadczonym kapłanem w kierownictwie duchowym, cenionym rekolekcjonistą, spowiednikiem. Zapraszamy w dniach: 7-9 listopad 2014 do kamedulskiej pustelni św. Romualda w Złoczewie (ul. Sieradzka 3). Organizatorzy: Orioński Instytut Świecki http://www.cdo.donorione.org Kontakt: dorota@maryjni.pl. Prosimy zgłaszać do 3 listopada 2014 roku. (26418)| jacek42 | data: 26.10.2014, godz: 15:51 |
Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma.
2 List św. Jana 1:8
Można czasem spotkać się z poglądem, że chrześcijanin może już tu i teraz stać się bezgrzesznym, doskonałym. Taką naukę głoszą niektórzy autorzy z Norwegii, takie myśli pochodzą też z innych źródeł. Wydaje się, że wyznawcy takiej doktryny mają podstawę w dalszych słowach apostoła Jana: "Ktokolwiek trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał" (3:6). Jednakże sens nauczania apostoła Jana jest taki: każdy z nas grzeszy i musi wyznawać swoje grzechy, lecz prawdziwe dziecko Boże nie trwa w grzechu, nie praktykuje go. (26417)| Elaxx2 | data: 26.10.2014, godz: 12:32 |
Witam wszystkich!
Tak sobie myślę, jaka jest moja pozycja w kosciele...Jestem osobą,ktora porusza się na wózku i...szuka ludzi, ktorzy pomogli by istnieć w tej szalonej rzeczywistości.Tyle sie mówi, ze w kosciele znajdzie sie wielu chętnych do pomocy...Otoż nie.Nie znajduję...((( Szukalam wolontariusza na trunus rehabilitacyjny...roznymi drogami...i Co? Nikt z kręgow koscielnych nie zglosił się...Za to osoba, co nie chodzi do kosciola i stoi z dala od niego zaofiarowała się i byla wytrwała...w tym co robi..Jak to jest, z tyle sie mowi o dobrych uczynkach względem bliźniego i nie przystepuje do działania..? Co takiego sprawia,ze ludziom chodzącym na dwu zdrowych nogach tak cięzko podjąc decyzje " ja to zrobię, w imię Pańskie..Pan mi pomoze w tej pracy.." Czy z tego wynika że nie sa wierzący? Ze moze maja słabą wiarę..? w takim razie jak to sie ma do slow,ze chorzy są skarbem dla Koscioła..? Czy takim, ze trzeba go zakopać,by nie bylo go widać..?Czemu tak mało ludzi chodzących na dwu zdrowych nogach zaprasza do siebie, do swoich wlasnych domow osoby na wozkach? O co tu chodzi? (26416)
Witajcie!Proszę o modlitwę,zmagam się z problemami zawodowymi i osobistymi.Ze swej strony także będę się modlić za Uczestników tej pięknej strony.Myślę, przyjdzie mi się pogodzić z życiem w samotności.Widocznie tak musi być. Pozdrawiam (26415)
Witam mam na imie Katarzyna Boze pomoz nam w naszych problemach spraw zeby nasza rodzina sie powiekszyla i zebysmy zawsze byli razem szczesliwi i na dobre i na zle zeby moj maz dorosl i byl dobrym odpowiedzialnym mezem
(26414)| ona | data: 25.10.2014, godz: 20:05 |
Do Peter...
tak, dobrze zrozumiałeś, dziękuję za rady, przykro mi ale jakoś mnie nie przekonują...
Główne prawdy wiary mówią "Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze". Patrząc na życie, jest na odwrót.
co do współżycia - przecież to nie jest grzech śmiertelny, można się wyspowiadać, ludzie tak robią i żyją. Bóg jest przecież miłosierny i wybacza ludziom grzechy. Mam do mamy żal że tak mnie wychowała, 3 lata temu spotykałam się z chłopakiem którego kochałam, który mi się podobał, który miał system wartości podobny do mojego, ale wtedy nie byłam jeszcze dojrzała do małżeństwa, nie potrafiłam odejść z domu i pójść za nim bo tego wymagała jego sytuacja, on w niedługim czasie znalazł sobie inną i ma już żonę a ja dalej sama, po prostu w życiu trzeba sobie umieć radzić a nie kierować się głupimi zasadami, ideałami...
(26413)| beata | data: 25.10.2014, godz: 15:03 |
do Dagmary
widzisz jak to jest..jedni czekaja na dziecko.. nie moga doczekać inni przed nim bronią i nie czuja potrzeby posiadania..to chyba tak musi byc.. po pierwsze jeden charyzmatyk ojciec Bogobojny powiedzial ze niektorzy musz ajakby pokutowac za zbrodnie aborcji w Polsce i dlugo nie beda sie mogli doczekac dziecka.. grzechy pokoleniowe..spadają na nastepnych.. tu trudno miec pretensje do Boga.. to szatan zawsze kara za grzechy i grzech sprowadza krzywde..
ale trzeba Bogu ufac, czekać pokornie cierpliwie, prosić... pytać czego On oczekuje w tej sytuacji? jak wykorzystac ten czas? co nam przez to mówi..? niektorzy doczekali sie własnego jak zaadoptowali dziecko, miłośc za miłośc.. w zyciu czesto nie ma się tego co się rpagnie.. inni wydają sie mniej zasłużyli a mają to czy tamto.. dobrego człowiekowi zawsze pod górkę.. taki sprawdzian wiernosci..jak u Hioba..
Ja Cię pewnie nie zrozumiem Twojej tęsknoty.. nie mam męża i nie mam pragnien posiadania dziecka.. ale mam inne tęsknoty które trudno otrzymać.. i tez zadaje Panu Bogu..dlaczego? to nie grzech pytać.. dlaczego? moze Pan Bog tez oczekuje pytan? i dyskretnie nam wyjawi dlaczego dzisiaj tak a nie inaczej... dlaczego musze na coś czekać, cierpieć, czuć niedostatek.. nie móc posiadać tego czym inni się cieszą..
jest w człowieku to naturalne.. chcemy mieć dobrze.. poukładane..a tu taki cios...krzyż. Niezrozumiały. Moze nawet wydawac sie niesprawiedliwy..bo zyjemy po "Bożemu" Czasem mysle sobie ilu świętych poslugiwało darem uzdrawiania.. innym pomagali..a sami znosili ciezkie choroby..upokorzenia..
na wiele pytań nie znajdujemy odpowiedzi.. jest na pewno krzyz w zyciu człowieka by człwoiek skłanial sie ku Bogu, by Go szukał , pragnął.. by tez szukał Jego woli choc czasem trudnej... wreszccie by ten krzyż prowadził go do zbawienia(nam sie to wydaje takie tam pobożne mrzonki.. myslec w młodym wieku o jakimś zbawieniu) ..
jak człowiek ma dużo.. albo wszystko poukładane.. Pana Boga nie pragnie.. bo daje bez Niego radę..o tym mówi wiele nawróconych osób, np Ania Golędzinowska która zaszła wysoko jako modelka zakosztowała uciech swiata..a teraz karmi kury w Medjugorje i mówi ze jak ma sie wszystko co pragnie to sie Pana Boga nie potrzebuje..
Ty Dagmaro powiesz..ja nie mam wszystkiego.. jestem wierna Bogu..i to pewnie jest prawda..ale nigdy nie wiemy czy własnie ten nasz problem nie służy czemuś..
czy on właśnie nie jest próbą, bo wymaga wiele cierpliwosci, wyrzeczeń.. pogodzenia się .. przyjęcia braku..
każdy kto jest przy Bogu, doświadczył lub doświadczy w swoim zyciu bezradności.. tej głębszej.. że nie otrzyam tego czego bardzo pragnie.. i musi się z tym zmierzyć..
Nie wiem jaka wola Boza dla Ciebie Dagmaro, nie wyrokuję ze juz cos straciłas na zawsze.. zawsze trzeba się modlic pokornie prosić a nawet ofiarowac cierpienie w intencji zbawienia innych ludzi, to sie nigdy nie zmarnuje tego cierpienia a Bóg jest to miłe jego najwiekszym pragnieniem jest zbawienie ludzi bo dużo idzie na zatracenie wieczne.. Moze dzis nam daje taki krzyżyk byśmy Mu pomogli w tym ogromnym Jego dziele? czy wykorzystamy ten czas?
zyczę abyś otrzymała to czego tak pragniesz.. i żeby jeszcze większa radosc przyszła z tego gdy otrzymasz.. taka żebys nie załowała ani chwili którą musiałas wyczekiwać tęsknić i ścierpieć.. (26412)| ****, lat 43 | data: 25.10.2014, godz: 14:58 |
Do Ona, lat 34
Ciesz się z tego, że jesteś szczera, uczciwa, że masz zasady. Bądź sobą i szukaj miłości wśród ludzi podobnych do siebie. Trzeba żyć w zgodzie z samym sobą. Jeżeli w relacjach damsko-męskich kluczową rolą dla Ciebie jest zero współżycia przed ślubem, to szukaj mężczyzny, który identycznie myśli. Inaczej nigdy się nie uda. Twoje koleżanki jak piszesz mają "luźniejsze" podejście do życia, "luźniejsze" zasady i pozakładały rodziny a Ty stoisz w miejscu. Cóż, ludzie są różni i mają różne podejścia do życia. Tak należy to traktować. Zasady w życiu są bardzo ważne, ale żyć trzeba przede wszystkim dla innych ludzi.
Pewien mój znajomy powiedział, że nie chce żony idealnej, bo sam nie jest idealny. Chce, żeby żona była dla niego czasami kochanką, czasami matką a przede wszystkim przyjacielem i żeby go we wszystkim nie kontrolowała. Odpowiedziałam mu, że bardzo dużo wymaga od swojej przyszłej żony, ale jeżeli sam jest w stanie być kochankiem, ojcem a przede wszystkim przyjacielem dla swojej żony, to z pewnością ją znajdzie. Pytanie od czego zaczynać? Od przyjaźni, bo małżeństwo to coś głębszego a nie przelotny romans.
Nie należy popadać w jakieś zwątpienia, trzeba cieszyć się każdym dniem. Któryś z papieży powiedział, że lepiej modlić się uczynkiem, niźli językiem. Poszukałam i znalazłam cały cytat.
"Dobra rzecz odprawiać modlitwę, ale lepsza dawać, bo jałmużna obie rzeczy sprawuje. Nie przestaje się ten modlić, który nie przestaje dobrze czynić, a lepiej się uczynkiem modlić, niźli językiem"
Głowa do góry. Pozdrawiam (26411)| Dagmara, lat 34 | data: 24.10.2014, godz: 20:30 |
Małgorzato, jeśli masz jakieś stronki www, artykuł, książkę na ten temat to podeślij. Poczytam, będę wdzięczna.
Czekam na ten cud, tak jak dzisiaj moja pani doktora powiedziała : my już zrobiłyśmy to co było w naszej mocy.... teraz wszystko zależy od Pana Boga. Dlatego codziennie się modlę o ten cud, również za wstawiennictwem JP II.
Nota bene, i teraz to nie są żarty i wcale się nie śmieje... kiedyś postanowiłam, (niewiedząc nawet jeszcze, że będę miała takie problemy), że moja córka będzie miała na imię Gosia :) I jeśli kiedyś ten cud nadejdzie w postaci dziewczynki, to tak będzie. Proszę pomódl się za nas. Bo ja czasem po prostu nie mam siły, tak jak dziś, dopadła mnie jakaś chandra i rozpacz.
(26410)| Artur "Artii" Wnęk, lat 39 | data: 24.10.2014, godz: 12:10 |
|^^^^^^^^^^^^^^\||
| KOCHAJ PANA ||'""|""\__,_
| _____________ ||__ |__|__ |)
|(@) |(@)"""**|(@)(@)****|(@) (26409)| Malgorzata | data: 24.10.2014, godz: 09:53 |
Do Dagmary.
Dziekuje za wiadomość i ciesze się, ze jednak poczekasz na cud.
Stawianie pytan to nic zlego, ale może warto zapytać nie dlaczego, ale dla kogo?
Jak prześledzisz cuda dokonane za przyczyna Sw.Jana Pawla 2, czy Ojca Pio, to zobaczysz, ze takich przypadkow, jak Twój jest bardzo dużo i rownie wiele podziekowan.
Może warto przesledzic uczciwie caly proces inseminacji dokładnie, aby zobaczyć, gdzie tam jest grzech, bo jest i to nie jeden.
Gosia (26408)
Hej.
Zastanawiałam się czy jest sens dodawania tego wpisu, ale uznałam, iż nie mam nic do stracenia, a być może poznam tu kogoś interesującego, kogoś kto nikogo nie udaje, kto tak jak ja czuje się samotny w dzisiejszym poplątanym świecie, dla kogo nie liczy się jedynie wygląd, a coś więcej, kogoś kto będzie miał coś do powiedzenia, kogoś wyjątkowego...
Czy to aż tak wiele? Nie mam wymagań odnośnie wyglądu, stanu konta, wieku także nie ograniczam, po prostu chciałabym z kimś normalnie pogadać, a czas pokaże co będzie dalej, na nic się nie nastawiam.
Jeśli mas ochotę, napisz. (26407)| Dagmara, lat 34 | data: 23.10.2014, godz: 16:13 |
Droga Małgorzato ;)
Pretensje nie przesłaniają mi ani umysłu, ani serca, to już Twoja nadinterpretacja ;) Nie jestem na etapie szantażu, nie mam pretensji do Pana Boga dlaczego nas to spotkało. Po prostu czasem sobie zadaję/my pytania dlaczego nas to dotknęło. Dlaczego my? Jaki w tym jest sens i cel. Tylko człowiek nie zawsze jest w stanie odpowiedzieć sobie na takie pytania. Tym bardziej, że nigdy nie zażywałam żadnych pigułek etc etc. We wcześniejszym poście napisałam.... "choć mam nadzieję, że nie będzie to nas dotyczyć" (w domyśle inseminacja). Więc jeszcze czekam na CUD, cud nowego życia poczęty w sposób naturalny. Wierzę w to bardzo i ufam, że tak się stanie.
Można by również stwierdzić idąc tym tokiem myślenia, że stymulacja lekami, zastrzykami to też grzech, bo ingeruję w moją płodność... Czyż nie ???
Do ona...
Ufaj, tak jak ja staram się ufać... choć zdaje sobie sprawę jak bywa to ciężkie i trudne, a w nas budzi się bunt. (26406)
Do ona, lat 34
Cześć
Nie wiem, czy dobrze odczytuję Twoją wiadomość. Jeśli źle, to przepraszam i popraw mnie.
Otóż ja widzę to tak: zawsze przestrzegałaś zasad wiary i jednym z tych tematów, które ogniskują Twoją uwagę jest budowanie relacji z mężczyznami (docelowo założenie rodziny), w tym kluczowe kwestie zachowania czystości.
Porównujesz swoje życie z życiem ludzi, którzy tych prawd wiary tak nie przestrzegali i jesteś rozżalona. Zadajesz sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby gdybyś Ty również przyjęła ów "luźniejszy" stosunek do budowania relacji. Odpowiadam Ci od razu: nie byłoby lepiej.
Trzeba być wiernym swoim zasadom, nawet jeśli miałoby się okazać, że pozostaniemy samotni. Tak, wymądrzam się. Ale droga wiary to nie jest droga "luźna". To droga trudna, pełna łez w samotne noce.
Proponuję Ci przyjąć takie założenie, że jesteś dobra, czynisz dobrze i jesteś na dobrej drodze to osiągnięcia szczęścia. Nie oglądaj się na inne możliwości - idź prostą ścieżką. Przyjmij teraźniejszość z całą swoją samotnością i nie bój się przyszłości. Nie bój się pozostać wierna, nawet jeśli oznaczałoby to samotność. Nie pozwól sobie na pójście łatwiejszą drogą, bo to droga donikąd. Prawdziwe trwałe szczęście wiąże się z szacunkiem do swoich wyborów, z wiernością ideałom. To droga trudna, ale piękna. Nie zmieniaj jej. Bądź sympatyczna, miła, roztaczaj na innych swoją dobroć. Wtedy ktoś Cię zauważy. (26405)| ona, lat 34 | data: 22.10.2014, godz: 17:04 |
a ja już sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, dopada mnie zwątpienie...
staram się żyć uczciwie, dobrze, chodzę do kościoła, modlę się, jestem szczera, uczciwa itp. a co z tego mam nic, zupełnie noc. Ostatnia sytuacja, poznałam chłopaka przez internet, mieszkamy niedaleko od siebie, rozmawialiśmy przez internet około miesiące - fajnie nam się rozmawiało, chłopak dążył do spotkania, wydawało mi się że nadajemy na tych samych falach - wreszcie spotkanie - wydawało mi się że ok, potem jedna rozmowa o przyszłości, dzieciach, kolejna o sexie przed ślubem - i co i wszystko stracone bo on dopuszcza współżycie przed ślubem ja nie i nastąpił koniec znajomości która rodziła we mnie nadzieję. Mam swoje lata i co mam z mojej uczciwości, porządności, życia zgodnego z przykazaniami, z nauczenia kościoła...., nic zupełnie nic... moje koleżanki które mają luźniejsze podejście do życia - mają rodziny, korzystają z życia a ja nie mogę dać kroku dalej w tym życiu...to wszystko bez sensu bo ileż można modlić się o dobrego męża, o rodzinę - 15 lat czy to mało ? po co te zasady, wartości jeżeli nie jestem szczęśliwa.... (26404)| Malgorzata | data: 21.10.2014, godz: 18:17 |
Droga Dagmaro.
Musisz sobie postawić pytanie, czy prawdziwie kochasz Pana Boga i poddajesz się Jego swietej woli, czy tez pretensje przeslaniaja Ci umysl i serce i chcesz koniecznie przeforsować swoja wole, bo to Ty masz plan wobec swojego zycia, który stawiasz ponad Bozy plan.
Daj Bogu szanse, a nie zyj tylko pretensjami i szantażem emocjonalnym wobec Boga i ludzi.
Cuda zaczynają się dzialc, wtedy, kiedy z pokora mówimy ,,Bądź wola Twoja''.
Zapewniam Cie, ze jeżeli chodzi o nowe zycie, wiele takich cudow widziałam.
Pozdrowienia, Gosia (26403)
Witam, mam 28 lat i szukam współlokatorów do wynajęcia mieszkania w Rzeszowie, najlepiej z innymi chrześcijanami w podobnym wieku. Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt mailowy. Pozdrawiam (26402)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |