| chwila | data: 12.12.2013, godz: 12:46 |
Mario l.33
Na początku napisze tak...jak dla mnie zabrakło w Twoim życiu osób trzecich, które by Ci pomogły i zabrakło osoby silnej, kochającej, która by była dla Ciebie ostoją, bezpieczeństwem, ale w tym drugim przypadku widzę też trochę twojej winy. Jak wiesz nie tylko ty jesteś dzieckiem alkoholików, nie tylko Twój rodzic czy rodzice pili, czy też poniżali, a nawet bili etc. Na całym świecie są tacy jak Ty. A nie każdy będzie tak filozofował, bo mu czasu na życie by nie starczyło. Być może Ty masz nawet lepiej chociaż nie wiem pisze być może, bo nie wplątałeś się w tarapaty, nie masz na bakier z prawem a są dzieci alkoholików, które wychowuje ulica i to doprowadza ich nawet w wieku nastoletnim do przestępstw. Nie uważam Cię za "frajera" i też takiego ubranego w cudzysłów. Nie jest Twoją winą, że miałeś takie dzieciństwo, wyobrażam sobie i widziałam jak się funkcjonuje w takich rodzinach i współczuje, ale...ale dziś masz 33 lata, nie jesteś już dzieckiem i pomimo traumy, która pozostanie w Tobie do końca życia powinieneś skupić się na czymś innym a nie bezustannie to roztrząsać. Takie ciężkie czasy, zranienia trzeba wywalić ze swojej głowy i przestać o tym myśleć, po co ciągle to wałkować to jest dobijanie samego siebie. Owszem trzeba to w którymś momencie życia wywalić z siebie, przegadać z kimś, ale nie przez lata. Jak napisałam chyba w Twoim życiu zabrakło pomocy osób trzecich a Ty poprzez nie wiem swój wstyd, brak pewności siebie zepchnąłeś całe swoje jestestwo na dno, poddałeś się i doprowadziłeś do tego że Twoje życie było jak w klatce, ta klatka dawała Ci poczucie bezpieczeństwa i bałeś się z niej wyjść. Mówisz o procesie czy mechanizmach...nie ma takich mechanizmów które mogłyby złamać człowieka silnego...ale Ty się poddałeś, byłeś słaby. W czasie wojny kiedy ludzie byli bici, upokarzani nie donosili na innych a ci którzy się poddali "sprzedawali" swoich braci, ale co do tego doprowadziło mechanizm? Nie...do tego doprowadzało wybór człowieka i jego ludzka słabość. Można złamać człowieka kiedy np. porywa mu się dziecko i grozi czymś. W innych przypadkach to jest nasz wybór. Teraz skup się na tym, że mimo wszystko możesz być szczęśliwy. Osobiście znam dzieci alkoholików, które są szczęśliwe. Mają rodzinę, dzieci, nie mają nałogów i nie wszyscy są najpiękniejsi i najmądrzejsi. Z pewnością jesteś tu na ziemi komuś potrzebny.
(25630)| Ellax2 | data: 12.12.2013, godz: 11:47 |
do gość2 ależ tak, jak najbardziej podawać swe opinie,na tym polega forum jak by nie patrzeć publiczne..wymiana myśli i myślenie o tym, jak by tu pomóc...Ja odnioslam te slowa do czasu,gdy tu wchodziłam 1 raz...i takich dyrdymał sie naczytałam,ze głowa spuchła..Nie mowie tego o tobie, ja cie nie znam, skąd ten pomysł w ogóle .Proszę pisz duzo.
chwila- wyleczyłam sie z przejmowania sie radami..zwlaszcza tymi nie trafionymi i zwlaszcza gdy pochdza od osob,ktore nie maja pojęcia o stanie faktycznym osoby piszącej i chcącej jakiegos początku do ogarniecia rzeczywistości.. (25629)| Czarna owieczka, lat 26 | data: 12.12.2013, godz: 01:15 |
-----> Mario
czytalam Twój ostatni wpis że łzami w oczach bo jak bym czytała o sobie...
Doskonale Cię rozumiem bo przechodzę to samo... Tak samo jak Ty mam DDA nie jest to łatwy syndrom i ciężko z niego wyjść trzeba silnej i długiej walki ale wiem doskonale że czasem poprostu nie da się walczyć że jest ciezko szczególnie jak się nie ma od nikogo wsparcia, zrozumienia.
Ciezko również jest w życiu dorosłym się odnaleź mimo tego że się już jest zdala od tych którzy nas ranili bo w psychice wszystko niestety zostaje...
Ja właśnie od kilku dni pracuje w nowej pracy i co czuje? Że się tu nie nadaje że nie są ze mnie zadowoloni itp... Itd... Wiem że tak nie jest ale tak mam psychikę zniszczoną bo w domu ciągle było "do niczego się nie nadajesz, wszystko robisz źle, nie poradzisz sobie w życiu dorosłym" można by tak wymieniać i wymieniać...
Z jednej strony może jest to dobre bo wiem jak wychowywać swoje dzieci czego nie robić bo wiem jak jak się wtedy czułam a z drugiej strony nie umiemy się cieszyć nawet najmniejszym szczęściem nie doceniamy to co już mamy a czasem mamy tak wiele...
Mario ciezkie to nasze życie... (25628)
Witajcie! Proszę Was o modlitwę w intencji rozwiązania mojej sytuacji zawodowej zgodnie z wolą Bożą. (25627)| gosc2 | data: 11.12.2013, godz: 17:41 |
do Mario, Ty nie chcesz pozwolic sobie pomóc, ciągle wałkujesz że jesteś inny, że na Ciebie cos nie zadziała, bo masz inne przezycia, inne i wszystko inne.. to nawet Jezus nie da rady do Ciebie dotrzeć :) jakbyś zebrał wszystkie sugestie "do kupy" przemyslał, wyciągnął wnioski, spisał na kartce.. i zaczął coś robić..zamiast odpisywać w stylu "nie wiecie, nie rozumiecie"itd.
Lekarz zeby mógł leczyc pacjenta z raka nie musi być chory na to co on..tak samo nie znajdziesz człowieka który przeszedł, doświadczył to samo co Ty, ale co z tego? czy nie można skorzystać z porad i coś z nich dla siebie wynieść? Po prostu ..boisz się i nawet o tym nie wiesz.. Możesz zacząć od grupy modlitewnej, zawsze można gdzieś dołączyć i tak sie zaczynają kontakty..nie mów: nie ma tam dla mnie towarzystwa, każdy ma w sobie jakieś bogactwo. (25626)| do Mario | data: 11.12.2013, godz: 17:20 |
Nie podoba mi się jak mówisz o Jezusie,nie dorastasz mu do pięt! Nie porównuj swojego życia do Jego!
Napiszę Ci, ja tak to widzę. To że ludzie mają trudne dzieciństwo, jest przede wszystkim winą ich rodziców, którzy oddalili się od Boga, co potem przekłada się na ich życie, Jezus próbuje nas potem z tego wyciągnąć o ile sami tego chcemy?
A co do Twoich wypowiedzi to pełno w nich emocji, mężczyźni nie mogą być tak emocjonalni bo sobie nie poradzą z rolą jaka jest dla nich przeznaczona, nie będą mogli się zaopiekować swoją rodziną w trudnych chwilach,bo będą za słabi psychicznie, więc nie uwierzę że Jezus chce żebyśmy tacy byli! (25625)
Chwilo, piszesz, że jak ktoś słucha, że jest gorszy i wierzy w to - to tak będzie. Mówimy o dzieciństwie kiedy się ma 7-10 lat. Jak rówieśnicy wyśmiewają wszystko co w Tobie jest, każdą rzecz - to jak mówisz (ja mam wadę wymowy - "R" wymawiam podobnie jak Donald Tusk), Twoje ubranie, gesty - wszystko. Nie chcą Cię, w domu też nie czujesz się bezpiecznie, i nie czujesz się chciana. Nie masz swojego miejsca - nikogo kto by Cię zechciał jako równą sobie osobę. Jak masz się wtedy czuć równa innym? To nie słowa niszczą poczucie wartości - to są mechanizmy, które całymi latami miażdżą psychikę. Może masz mnie za "frajera", który nie umie walczyć o swoje, ale zanim ocenisz poczytaj najpierw o Dzieciach Alkoholików. Pozatym jeżeli ja jestem "frajerem" to i Jezus jest "frajerem", bo przecież dał się zabić - a mógł przecież walczyć "o swoje"... Chwilo, ja tak po prostu nie chę i nie umiem. Ale za to, wiesz, ja chcę uczyć się rozumieć i kochać świat - chyba coś w tym jest dobrego, jak myślisz?
Słuchajcie... Ja wiem, że każdemu z Was wydaje się, że jako osoba w kiepskim stanie ducha, jestem skłonny do przesady, że trochę koloryzuję, może nawet trochę udaję, by zwrócić uwagę. Otóż, nie robię tego - staram się być obiektywny tak bardzo jak tylko mogę. Zawsze staram się o to. Tego się nauczyłem - bądź do końca uczciwy wobec samego siebie, to jedyny sposób by być uczciwym wobec innych.
Beato, Ago, ja potrzebuję wsparcia i wiary w człowieka, którą już dawno mi odebrano. Ja potrzebuję dobrego słowa bardziej niż mądrości. Ja wiem, i rozumiem, że chcecie się podzielić tymi doświadczeniami, które Wam jakoś pomagały lub pomagają nadal. Pomyślcie jednak - każdy jest trochę inny, jego problemy są inaczej uwarunkowane, czy "skonfigurowane". Każdy ma inną emocjonalność, inne doświadczenia. Cieszę się, mimo wszystko, że nie zostałem tutaj tak "zjechany", jak to się mówi, z góry na dół. I to też jest wartość. Widzicie, ja mam problem, żeby uwierzyć w to, że mam prawo tu być, równy innym ludziom, stać tutaj, tym samym powietrzem oddychać, nawet wyrażać siebie na swój sposób gestami - mową ciała ogólnie mówiąc. To tak jakby być cały czas przed wszystkimi obnażonym - tak się czuję wobec innych osób. A każdy człowiek ocenia moje gesty, moje słowa, ton głosu, wszystko - tak jaby miał do mnie jakieś prawo, a ja jakbym prawa nie miał do niczego. I to nie przechodzi od takiego powierzchownego kontaktu o jakim piszecie. To jest jak moc Jedi...Jakby siłą woli starać się unieśc w górę kamień. Kiedy jestem między ludźmi cały czas muszę przypominać sobie, że kamień ma prawo unosić się w górę, podczas gdy wszystkie zmysły krzyczą, że on spada w dół - bo spada. Rozumiecie o co chodzi? Ja sobie NIE WYMYŚLĘ, że się czuję równy innym. To właśnie jest ten brak fundamentu, o którym pisałem wcześniej. Owszem, czasami, trochę to czuję, ale za słabo... wciąż za słabo i to szybko znika, jest kruche i łatwo zgubić w momencie gdy przychodzi strach.
Wiem, że zły dotyk trzeba leczyć dobrym dotykiem, wiem, że umysł utrwala wrażenia, lecz umie też je weryfiokwać i zastępuje nowymi. Może dlatego, że krzywdy były osobiste, powierzchowny kontakt nie leczy tych ran. Ja czuję, że potrzeba mi bliższego kontaktu z grupą osób. Czuję to już od kilku lat, ale... no właśnie - jak i gdzie? Może potrzeba mi jeszcze troche czasu - nie wiem. Wiem, że od jakiegoś czasu poczułem się trochę lepiej - depresja ostatnimi dniami była troszeczkę jakby słabsza - ale wraca znów... jak nie ma chęci do życia, nie ma nic.
Chcę więcej tego życia...jestem go głodny. (25624)| chwila | data: 11.12.2013, godz: 10:50 |
Elaxx2
Jest takie opowiadanie nawet tu na stronie, że nie wszystko jest takie jak się komuś wydaje. Najlepiej nie brać do siebie wszystkich słów, tekstów, czasem ktoś specjalnie napisze ostrzej, żeby zmienić myślenie drugiego człowieka, bo ktoś tylko narzeka i narzeka i jak się czyta to widać, że nie idzie wyprostować drogi tego człowieka. Nawet mamom kochającym swoje dzieci ponad wszystko i wszystkich na świecie zdarzy się na nie krzyknąć, mówić krytycznie a nawet młodszym dać klapsa. Czasem ktoś nie potrafi przyjąć krytyki, obraża się, biadoli jak to ktoś mu powiedział, to jest dla mnie niedojrzałość, przecież krytyka potrafi pokazać jak coś jest źle i pozwolić danej osobie coś zmienić. Oczywiście nie powinno być krytyki czy komentarzy niecenzuralnych czy uwłaczających czyjejś godności. Mnie przeraża to co się dzieje na portalach różnych, a niech się komuś nie spodoba czyjaś garderoba albo ktoś jest ciut grubszy, itd. a już się pojawiają teksty wulgarne nawet. Najważniejsze mieć dystans i nie przejmować się (próbować).
(25623)| Artur "Artii" Wnęk, lat 38, e-mail: artur_wnek@op.pl | data: 11.12.2013, godz: 08:56 |
Bog nie przestaje przyciagac czlowieka do siebie i tylko w Bogu czlowiek znajdzie prawde i szczescie, ktorych nieustannie szuka. KKK str.21
(25622)| gosc2 | data: 10.12.2013, godz: 23:25 |
ELAXX a CO to znaczy każdy mądrzejszy od poprzednika? :) z tego wynikałoby że lepiej się nie odzywać jak ktoś poruszy problem i nie odpowiadać, tak będzie najbezpieczniej, żeby nie być posądzonym o przemądrzałość, gruboskórność, przekrzykiwanie..i w ogóle milczeć nie reagować ;]
Tak, tylko czytam wpisy Mario od paru dni..najpierw, uzewnętrznił się..dużo opowiedział, więc chciano mu jakoś dopomóc, normalne nie?, a on raczej wziął jako atak i chyba tej pomocy nie potrzebuje.. zmienił kierunek, wydaje się ze to praktycznie inny człowiek, który teraz chce tylko zaistnieć.. i to też dobre, ale..Uszanujmy dobre chęci. Jak się oczekuje pomocy, zrozumienia.. to przydałoby się troszkę pokory z lekkim dystansem do siebie przyjąć lub docenić pomocną dłoń.. Nie odwracać kota ogonem widząc tylko złe zamiary ;] Nie chodzi o ewidentny przypadek samozadowolenia z poniżania kogoś..ale takich da się szybko wyczuć i rozbroić.
Trzeba pamiętać, o tym że można kogoś zniechęcić do niesienia pomocy.. właśnie doszukiwaniem się tylko złej woli..To tak na marginesie. (25621)
Do Pana starszawego. Znajomość zasad ortografii języka polskiego lub sposób wysławiania się, nie świadczy o inteligencji. Świadczy co najwyżej o oczytaniu. Chociaż w naszej kulturze utarło sie takie przekonanie, że osoby popełniające błędy ortograficzne, stylistyczne itp. odstają pod względem intelektualnym od osób, które używają języka polskiego w sposób nienaganny. Takie ocenianie kogoś według takiego kryterium już samo w sobie jest... głupie :) Dlaczego to zasady pisowni i sposób wysławiania się, a nie np. umiejętności logicznego myślenia mają o czymś świadczyć? Jeśli ktoś "deklasuje" ludzi na starcie z powodu błędu ortograficznego w zdaniu, to świadczy tylko o sobie, że używa tak głupiego stereotypu klasyfikującego ludzi. Poza tym używanie wtyczki Firefoxa w celu "zatajenia" swoich problemów ortograficznych, nie spowoduje że te problemy znikną. Osoba dla której ortografia jest sensem życia (Boże uchowaj mnie od takich ludzi :)) może poczuć się oszukana, gdyż nie zdeklasowała człowieka, którego normalnie powinna zdeklasować. Ja dla odmiany polecam Operę - jest lżejsza (nie ma tej całej masy bezużytecznych wtyczek) i stabilniejsza. Aha tom wiadomosc napisalem w operze dlatego pszepraszam za blendy :) (25620)| Elaxx2 | data: 10.12.2013, godz: 10:48 |
Mario,
jakże cie rozumiem...naprawdę..bo to co piszesz to moje..( to przenośnia, mowie na wypadek,gdyby ktos nie rozumiał).Kiedys, pare lat temu tu weszłam, do tego miejsca... skopali mnie ci, co tu byli...każdy mądrzejszy od poprzednika.Ale to nic,pozbieralam sie jakoś..
Twoje odbieranie otoczenia, chłodny wiatr na policzkach,ludzkie spojrzenia i twoje mysli przy tym.Ja myśle calkiem podobnie: juz w trakcie gdy to sie dzieje,mam myśli przenikające głowę..juz w tym momencie, nie musze czekac na później...Swiadome rejestrowanie kazdej minuty...Nie wiem, moze to cecha ludzi,ktorzy czuja,ze nie maja juz duzo zycia przed sobą..?
Pisz Mario dużo, z chęcia cie bede czytać..Jedne z senowniejszych wpisow wsród tych o motylkach ( to przenośnia0
pozdrawiam (25619)
Mam gorącą prośbę do wszystkich, którzy tu piszą aby używali przeglądarki Firefox bo ona ma w sobie mechanizm sprawdzania poprawności pisowni w języku polskim.
Dlaczego o tym pisze? Bo często zła pisownia już na starcie deklasuje osobę chcąca kogoś poznać.
A nawiasem mówiąc wysławianie się wyraźnie pokazuje poziom inteligencji danej osoby.
(25618)| Aldona, lat 34, e-mail: adona25@wp.pl | data: 10.12.2013, godz: 04:05 |
Żołnierze zgnietli Chrystusa jak zgniata się butem robaka. W ogóle nie uszanowali Jego godności, potraktowali Go najokrutniej jak tylko można było. To, że ta przepaska została to cud jest, bo już bardziej nie można było Go poniżyć, nie wyobrażam sobie czegoś jeszcze straszniejszego. (25617)| Monika, lat 39 | data: 09.12.2013, godz: 21:55 |
Mario nie chciałabym nic usłyszeć. Rozebrać się przed lekarzem, ukochaną osobą, na plaży zawsze wiąże się ze wstydem. Wstydliwość chroni godność osoby.
Zauważyłeś żołnierze Panu Jezusowi zostawili przepaskę. Uszanowali godność.
Zawsze, kiedy gwiazdy rozbierają się potem źle dzieje się w ich życiu. Kobieta i mężczyzna nie mogą całkowicie się odsłonić muszą zachować wstydliwość. Przykładem jest Tom Cruise i Nicole Kidman. Grali śmiałe sceny i byli nadzy i to zniszczyło ich małżeństwo. Donna Summer w wywiadzie mówiła że menedzerowie chcieli od niej coraz więcej smiałych zachowań seksualnych i przestała spiewać i zaczęła chodzić do kościoła.
W Księdze Rodzaju Pan Bóg Adamowi i Ewie zrobił przepaski, czyli to o czymś świadczy. Nawet ludy afrykańskie stosowały okrycia. To o czymś świadczy. (25616)
Czarna Owieczko :)
Jaki to okropnie niesprawiedliwy nick sobie wybrałaś. Wiesz, nie lubię tego określenia "czystość przedmałżeńska" - kto to wymyślił? To brzmi jakby po ślubie to już można było sobie grzeszyć nieczystością. Ja osobiście rozumiem narzeczeństwo jako okres przygotowania do czystego małżeństwa. Widzę to tak...
Adam i Ewa poróżnili się przez grzech, i tu nie mowa wcale o współżyciu - które jest pięknym wyrazem Miłości i oddania. Zaczęli się siebie wstydzić, ponieważ stali się "brudni" w swoich sercach, przez kontakt ze złem. Bali się też być oceniani w krzywdzący sposób a to dlatego, że będąc "brudni" sami zaczęli oceniać w krzywdzący sposób (każdy sądzi po sobie).
Narzeczeństwo rozumiem, tak z grubsza problem ujmując, jako drogę powrotną z pokaleczonej, pełnej lęków i niedopowiedzeń relacji do pięknej ufnej nagości - w PIERWSZEJ kolejności do nagości duszy.
>Bo to ciało uzewnętrznia duszę a nie na odwrót. (25615)| Marcin do Alicja,lat 25 | data: 09.12.2013, godz: 15:43 |
Dzięki,zrewanżuję się:) Ofiaruj także trudności i choroby za nas którzy nieraz błądzimy...Pozdrawiam (25614)
...
Milczenie...
Tam na Golgocie dzieją się dziwne rzeczy... Jest Człowiek. Jest Jego Mama i są Jego Przyjaciele. Inni mówili, że wiele potrafią, zarzekali się, że to, że tamto...ale nie przyszli. Bo to były tylko słowa - wydawało im się, że są mądrzy. Może nawet, że są mądrzejsi od innych. Chcieli bardzo dobrze i wierzyli tak mocno.
Ale nie przyszli.
A tu stoi troje ludzi... milczą... Ten, który wisi bezradny i nagi przed nimi, wygląda tak żałośnie, ale patrzy na nich ciepło, chciałby się uśmiechnąć, choć jego twarz wykrzywia grymas bólu...po policzku spływa łza, ach jakby teraz chciał być bliżej nich...ale to dobrze - tak dobrze, że są choć tak blisko. A oni stoją...płaczą i nie wiedzą co zrobić, nie mogą pomóc, ale ich obecność mówi wszystko co trzeba. Dla Niego - i dla nich - to róznica jak między nocą a dniem. Jak między śmiercią i zmartwychwstaniem...takie niezwykłe...
...milczenie.
...
Gdy ktoś staje przed Tobą nagi, nie mów mu, że powinien zrzucić parę kilo... Bo zrzucił dla Ciebie wielekroć więcej...
Co chcielibyście usłyszeć, stając przed kimś nago?
- --+-- -
Dagmaro, prosiłaś o e-mail. Nie jestem pewien czy powinienem go ujawniać ale... po dłuższym zastanowieniu postanowiłem spróbować i zaryzykować. :) (25613)| chwila | data: 09.12.2013, godz: 13:20 |
Mario l. 33
No stres nie oceniam ot tak sobie myślę... jak dla mnie poplątanie z pomieszaniem...nie dziwne zresztą skoro aż tak filozofujesz, hmmm depresja...ale przez kogoś? zastanawiam się, bo sami dajemy się zdeptać, jeśli ktoś stoi i słucha, że jest gorszy i wierzy w to - to tak będzie...nadwrażliwość? która nie pozwala powiedzieć dość nie dam się...życie nie jest jednakowe dla każdego, nie jest sprawiedliwe, nie wszyscy są przez całe życie piękni, mądrzy i zdrowi...może sztuką jest przetrwać i nie dać stłamsić swojego ja, bo przeciwności losu, bo źli ludzie...ale jakie to wszystko ma znaczenie, wybór jest prosty albo pozwolę sobie na cierpienie i siedzenie i patrzenie w ścianę (bo jakie ten świat jest be) albo pomimo wszystko będę iść dalej z uśmiechem na twarzy, bo życie jest jedno (a i tak całego świata nie da się zbawić). Ty wybrałeś pierwszą wersję, zamotałeś się strasznie i brnąłeś w to i skutki wiadome...
(25612)| Czarna owieczka, lat 26 | data: 09.12.2013, godz: 11:43 |
Witam jestem do nieczęgo... Tyle razy obiecywałam Bogu po każdej spowiedzi poprawę a tu znowu upadłam...
Obiecałam sobie i Bogu że wytrwam w czystości okres narzeczeństwa ( nie chodzi o seks tylko o wspólne pieszczoty...) udalo nam się kilka miesiecy wytrwać i co znowu upadek...
Jestem zła na siebie na wszystko że nie potrafię wytrwać...
Do ślubu zostalo 11 miesiecy pomóźcie mi wytrwać w czystości... Proszę...
(25611)| smutne_oczy, lat 25 | data: 09.12.2013, godz: 11:00 |
Witam wszystkich :)
Nie wiem czy to dobre miejsce ale coś kazało mi tu napisać :)
Czuję się bardzo samotna. Dni uciekają a moje życie ciągle jest takie samo. Brakuje mi bratniej duszy, kogoś z kim mogłabym się pośmiać, pogadać na wiele tematów - po prostu miło spędzić czas... Nie będę ukrywać, że marzę o założeniu rodziny, byciu żoną i matka... Podobno Bóg nigdy nie daje nam pragnień, które nie możemy zaspokoić. Czasami wątpię w to zdanie.. :( Może znajdzie się tu osoba z okolic Katowic (woj. Śląskiego), która zechce poznać samotną, wierzącą dziewczynę z zasadami o sercu, które tak bardzo pragnie pokochać.... (25610)| Beata | data: 08.12.2013, godz: 23:42 |
Mario, z Twoich postów tak wynikało..ale oczywiscie ciezko rozmawia się opisując historie..mozna odczytac między wierszami.Nie musisz brać wszystkiego do siebie jeśli czujesz, że to Cie nie dotyczy. Tak jak zrozumiałam.. tak chcialam pomóc. Miałam dobre intencje..a jak źle wyszło to przepraszam.Myslę że przynajmniej z porad innych skorzystasz..mimo, że nie łatwo przyjąć pewne rzeczy. (25609)| Aga, lat 29 | data: 08.12.2013, godz: 23:18 |
Mario :)
myślę od paru dni co mogłabym Ci przekazać i czym się podzielić :)
wybiorę z rzeczy, które i mi kiedyś pomogły.
Moje życie też było i jest trudne, nieraz bywało bardzo ciężko dlatego to co działa chcę Ci dać z mojego doświadczenia i z głębi serca.
Myślę,że najgorzej jest porównywać swoje życie do innych ludzi, a każdy jeden człowiek różne ma koleje życia i musi przejść to i owo. Lepiej nie porównywać.
To już jest pierwszy wniosek do jakiego doszłam po latach.
Znajdziesz go też w Desideracie :) sięgnij, piękne i mądre
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie też Cenacolo - Wieczernik, przeczytaj wszystko co się da o tej wspólnocie, działanie powala dosłownie na kolana i tak głęboko wzrusza serce, kiedyś uczył mnie ksiądz który był duszpasterzem Cenacolo i jeździł do chłopców którzy mieszkali we wspólnocie.
Jeśli się zagłębisz we wszystko co oni przeszli, jak żyją doświadczysz głębokiej nadziei :) otuchy, pociechy i że niemożliwe jest możliwe tak zwyczajnie dla Opatrzności :)
http://www.niedziela.pl/artykul/53582/nd/CENACOLO-znaczy-Wieczernik
http://prasa.wiara.pl/doc/1662707.Cenacolo-wieczernik-gdzie-Bog-pochyla-sie-nad-pograzonymi-w
http://www.voxdomini.com.pl/medz/cenacolo.htm
resztę poszukaj proszę sam :)
myślę,że dałoby radę nawet się z nimi zobaczyć, porozmawiać poprzez odwiedzenie któregoś z domu w Polsce :)
Czymś co bardzo pokrzepiło mnie, na drodze życiowej jest opowiastka o Słoniu i kołku. Bardzo mądra i fajna, ucząca czegoś bardzo ważnego, wczytaj się z całym sercem w to i przemyśl, ja staram się co jakiś czas do niej wracać i pomaga :)
Uwiązany słoń
Fragment książki „Pozwól, że Ci opowiem … bajki, które nauczyły mnie, jak żyć” (J. Bucay)
— Nie mogę — powiedziałem. — Nie mogę!
— Na pewno? — zapytał.
— Tak, bo to, czego najbardziej pragnę, to móc usiąść naprzeciw niej i powiedzieć to, co czuję… Ale wiem, że nie mogę.
Jorge usiadł w jednym z tych okropnych niebieskich foteli w swoim gabinecie. Uśmiechnął się, popatrzył mi w oczy i ściszając głos, ilekroć chciał, abym uważnie go słuchał, powiedział:
— Pozwól, że ci opowiem…
I nie czekając na moją zgodę, Jorge zaczął opowiadać.
Kiedy byłem mały, uwielbiałem cyrk, a najbardziej w cyrku podobały mi się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który — jak się później okazało — był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę… Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię.
Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.
To oczywista tajemnica.
Co go trzyma w takim razie?
Czemu nie ucieka?
Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałem oczywiste pytanie: „Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?”
Nie pamiętam, abym otrzymał jakąś logiczną odpowiedź. Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie.
Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź.
Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków.
Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny.
Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego… Aż nadszedł dzień,
który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los.
Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może.
Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat.
I najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia.
Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił…
— I tak to jest, Demián. Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku — idziemy przez życie przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność.
Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem.
Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość:
NIE MOGĘ… NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ.
Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka.
Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ!!!
Jorge zrobił długą przerwę. Później podszedł, usiadł na podłodze naprzeciw mnie i kontynuował:
— To właśnie dzieje się z tobą, Demi. Żyjesz uwarunkowany wspomnieniem jakiegoś Demiána, który nie mógł, i który już nie istnieje. Twoim jedynym sposobem na to, aby dowiedzieć się, czy możesz to osiągnąć, jest spróbowanie od nowa, w co musisz włożyć całe twoje serce…
CAŁE TWOJE SERCE!
__________________________________________
Prawdą jest też to,że mamy w sobie wewnętrzne dziecko,które ma swoje lęki, strachy, nieprzerobione rzeczy z dzieciństwa, młodości ....
warto byś sięgnął po książkę i przepracował zawartość
Książka ->
Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko
Autor: John Bradshaw
_________________________________
Mam jeszcze trochę rzeczy którymi chciałabym się z Tobą podzielić :) ale naraz nie ma sensu,żebym Cie zalała tym wszystkim, wymaga to refleksji i czasu, praca na małych kroczkach :)
Od siebie napiszę też,że bardzo dobry efekt na życie w samotności, izolacji, depresje, daje zwierzę, którym można się zaopiekować, dać miłość, zatroszczyć o nie. I one Cię pokocha bezinteresownie, całą swoją miłością. Nie popatrzy na wygląd ani nei oceni Cie, a zwierze to też odpowiedzialność dla Ciebie, odpowiedzialność za życie. Trzeba nakarmić, wyjść, zająć się. Wyciągnęłoby Cie to z domu bo musiałbyś pójść choćby po zakup karmy, czy smakołyka dla zwierzaka, czy do weterynarza na szczepienie, miałbyś też przyjaciela :) który jest
Poza tym polecam Dogoterapie jako formę rehabilitacji społecznej, obcując ze zwierzęciem przełamiesz opór i strach, dogoterapia polecana jest w różnego rodzaju zaburzeniach, jak np autyzm, upośledzenia, zespół downa, porażenia mózgowe, adhd,depresje, nerwice itd :) zwierzeta bardzo dobrze oddziałują na człowieka, jego psychike i emocje :) zacznij a zobaczysz co się stanie :)
z serca polecam
Polecam Ci też przyrodę, piszesz że od wiosny nie wychodziłeś z domu,aż do 6 grudnia, udawaj się jaknajcześciej w samą przyrodę, poobcować z nią, jest przepiękna, jest darem Boga dla nas, można w niej znaleźć spokój, piękno i miłość jaką Bóg nam daje. Kiedyś czytałam,że Jezus kocha nas nawet przez zachody słońca :) ! wyobrażasz sobie :) to coś niesamowitego, Bóg kocha nas przez przyrodę i to jest niezwykła prawda :) więc wychodź z domu na spacery, jedź w góry itd :) nie ma nic lepszego niż przyroda, sama z nią bardzo obcuje i wiele razy była dla mnie miejscem azylu, spełnienia i pokoju w sercu.
Góry polecam jako osobiste doświadczanie Boga :)
Na razie tyle :) mam jeszcze wiele myśli do Ciebie ale po kawałeczku :)
przytulam Cię tak serdecznie i ciepło :) trzymaj się
ps z jakiego województwa jesteś ?
Aga (25608)| Artii | data: 08.12.2013, godz: 20:49 |
Milosc to kwiat, a milosierdzie jest owocem tego kwiatu. sw.s.Faustyna Kowalska
(25607)| Alicja, lat 25 | data: 08.12.2013, godz: 20:12 |
Kochani! Obiecuję, że jeden dzień w tygodniu będę ofiarowywać za Was, także za Ciebie, Drogi Marcinie. I będzie to poniedziałek. Pozdrawiam Was serdecznie, Alicja. Z Panem Bogiem! (25606)
Witam mam 17 lat szukam przyjaciela z którym można
pogadać, popisać, może kiedyś się
spotkać. Jestem z woj. Mazowieckiego
Szukam raczej przyjaźni, znajomości,
kogoś z kim mogłabym się pośmiać ,
pogawędzić i wypić piwko , wyjść do kina od czasu do
czasu, wyżalić sie , człowieka który chce się
otworzyć na drugiego człowieka, który
chce mnie poznać ;) (25605)| Poznam, lat 28 | data: 08.12.2013, godz: 19:53 |
Cześć ,poszukuje kogoś tak jak ja potrzebującego od czasu do czasu popisać przez gg na wszelakie tematy.Wracam do tej strony po długiej przerwie z dużym sentymentem ponieważ za każdym razem gdy tu szukałem odnajdywałem ciekawych wartościowych rozmówców. Służę wsparciem,radą .Zapraszam na gg 45762504.
Pozdrawiam (25604)| Marcin do Beata i innych | data: 08.12.2013, godz: 18:43 |
Tak ale ja bym wolał żeby to był ktoś nieznajomy ;) (25603)| Dagmara | data: 08.12.2013, godz: 17:56 |
do Mario ....
Modlitwa do nieba "poszła" ponownie ;) możesz podać adres email ?
Pozdrawiam! (25602)
brakuje mi w zyciu prawdziwej miłosci kogos kto pokocha mnie i moje dzieci i bedzie nas traktował powarznie na serio i bedzie nas kochał i otaczał na sopieka mam nadzieje ze znajdzie sie taki facet (25601)| Mario, lat 33 | data: 08.12.2013, godz: 14:32 |
Beato, Nie oceniaj mnie pochopnie. Skąd założenie, że mam złą relację z Jezusem? Skąd założenie, że nie umiem kochać? Dlaczego mówisz do mnie jakbym wczoraj się urodził? Bo piszesz, że dobrze, że zacząłem pisać tu, na "Źródełku". A skąd założenie, że to pierwsza próba otwarcia się wogóle? Skąd założenie, że nie szukałem pomocy? Skąd tyle niesprawieldliwych założeń? Chyba się domyślam skąd. Przepraszam, ale czy Ty też nie jesteś przypadkiem DDA...bo coś mi to tak wygląda? Jeśli nie masz takiej świadomości to może zainteresuj się tym tematem. Może taka świadomość uzdrowi Cię jeszcze bardziej. Nie pisałem, że jest innym łatwiej pokonać swoje ograniczenia, miałem na myśli, że inni mają możliwość coś z nimi zrobić - w tym senise są w lepszej sytuacji. Wiesz, przez całą moją młodość nakładano na mnie taką presję i taki ciężar, że inni mają gorzej, że ja to powinienem się cieszyć, bo inni muszą pracować, że ich życie to takie wymagające, że inni sobie radzą, że powinienem dostać kopa od życia itp. Wszystko to nakładało na mnie taki ogromny ciężar WINY. Czułem się słaby... bo innym przecież się udaje a ja nie jestem w stanie sobie sam poradzić, bo inni są tacy zaradni...tacy dorośli...a ja, czułem się i wciąż trochę jeszcze czuję sie jak mały, niewyrośnięty, słaby chłopiec, który stoi na środku szerokiej ulicy - wszyscy przechodzą, idą gdzieś dalej w świat, a niektórzy - jakby to był jakiś rytuał - potrącają mnie przechodząc, nie patrzą nawet na mnie. To potwornie przygniatające czuć się bezradnym i winnym tej bezradności. Dopiero Jezus, po moim nawróceniu - a było to prawie 10 lat temu - zdjął z moich pleców ten wielki ciężar. Uzdrawiał mnie (mam wrażenie, choć teraz bardzo niewyraźne, że może wciąż uzdrawia) z moich poranień, nie przez jeden rok... ale przez kolejny i kolejny i kolejny itd. Dotykał wiele bolesnych miejsc, a gdy się dotyka ran to to boli...i bolało, czasem bardzo. Ale On wlewał w te zranione miejsca dużo dobra, kojącej Miłości i piękne rzeczy tam zaczęły się dziać. Ja nie umiem brać od życia, od ludzi - kiedyś, myśląc o Miłości, zawsze myślałem tylko o dawaniu siebie - niby to wydaje się dobre, ale u mnie to wynikało z krzywdy i braku poczucia, że moje potrzeby są istotne. Jezus nauczył mnie, że przyjmowanie to równie ważny element Miłości. Kochamy także przyjmowaniem tego co druga osoba chce z siebie dać. I jeżeli nie przyjąłbym takiego pięknego daru Serca, sprawiłbym przykrość. Piszę, to abyś zrozumiała, że "maskotki" szczególnie te "niewidzialne" wcale nie są egoistami - jak to się może ma wrażenie. No, może niektóre, nie wiem - po prostu nie chcę mówić za innych. Wciąż jednak mam problemy z przyjmowaniem - boję się egoizmu. Nawet boję się, że za dużo O SOBIE piszę tutaj od kilku dni. Ale jak się nie miało z kim porozmawiać tyle lat... Wiesz, ja nie oczekuję wiele - tylko uczciwej szansy. Co do modlitw, wszystko niby ok, tylko...nie samą modlitwą zbudujesz lepszy świat. Moja Mama bardzo się modliła, za całą rodzinę i za mnie też, a ja, mój brat, my potrzebowaliśmy Matki... Po latach, kiedy ojciec wyjechał zamieszkać z inną kobietą, mój brat już poszedł "na swoje", zostałem z Mamą w domu sam... i wtedy zaczęliśmy rozmawiać, normalniej - bardziej tak jakoś o sobie nawzajem, o takich rzeczach, o których nie rozmawialiśmy nigdy przedtem. Zacząłem czuć, że mam Matkę. Ale niedługo się tym nacieszyliśmy, bo umarła. Nie zdążyłem się doczekać na słowo "Kocham" ale i tak to co powiedziała o mnie i o bracie: "Chciałam, żeby było Was więcej.", a mówiła to z takim błyskiem w oku, to najpiękniejsze słowa jakie od niej usłyszałem w życiu. To mi też uświadamia, że chcieć kogoś oraz przyjmować to co chce dać to wielki...dziwne, to jest wielki DAR. I ten krótki czas, który był dopiero nadzieją na normalną relację znaczył więcej niż wszystkie paciorki różańca razem wzięte. Nie przesadzajmy z modlitwą, bo we wszystkim musi być umiar. Nie chodzi o to by zasłużyć sobie modlitwą na wysłuchanie, Bóg jest Dobry i KOCHA Cię tkliwie, wybacza nam dlatego, że widzi pokaleczenia i widzi jak nieświadomi jesteśmy tego co robimy, mimo, że nam wydaje się, że jesteśmy tak dojrzali i tak bardzo rozumni. Nie możemy Boga obrazić - za głupiutcy na to jesteśmy - choć nie o to chodzi, że wogóle głupi. Nie musisz Mu udowodnić, że zasługujesz na Jego Miłość i Łaskę, bo rzetelnie i systematycznie się modlisz - tu chodzi tylko o Twoją wiarę. Jezus mówił, żeby nie mówić wiele bo Ojciec, który jest w Niebie wie czego potrzebujemy. Pamiętacie wiarę setnika? Naprawdę, szatanowi byłoby bardzo na rękę, byśmy pozamykali się wszyscy w klasztorach, w zakonach kontemplacyjnych, modlili się od świtu do wieczora a on wtedy będzie sobie krzywdził kogo będzie chciał...bo jak zostawimy człowieka samego, to on jest jak samotne źdźbło trawy... napewno to znacie. Dziś widzę, że żyjemy w takiej zaskakująco dziwnej kulturze chrześcijańskiej...może zademonstruję.
Przychodzi chrześcijanin w dużym mieście do drugiego chrześcijanina i mówi mu:
- wiesz, bardzo samotny się czuję.
Tamten odpowiada:
- pomodlę się za ciebie.
Widzicie absurd? Są tak blisko. Stoją obok. A jezus mówił: "Kochajcie siebie nawzajem, tak jak ja was ukochałem." Jezus DOTYKAŁ ludzi Miłością, litował się - miłosierdzie inaczej zwane współodczuwaniem. Ale to inny, rozległy temat.
Stokrotko, dziękuję Ci za Twoje słowa, napisałaś o małych kroczkach - w pełni się zgadzam. Całe uzdrawianie Jezusa tak wygląda...po jednym kroku na raz...jakby się od nowa uczyć chodzenia. Tylko, jak robić te kroki wychodzące "na zewnątrz" skoro...nie ma dokąd? Piszesz, by może coś zmienić w swoim życiu, ale co? W ten piątek tj. 6 dnia grudnia wyszedłem z domu - pierwszy raz od wiosny. Wiał okropnie mocny i zimny wiatr, byłem w Kościele. Dostałem, doustnie, podtrzymującą ŻYCIE - porcję najdroższego Jezusa.
Niemożliwie zmarzłem.
Było cudownie...poczuć znów powietrze, wiatr (nawet taki okrutnie smagający po twarzy zmrożonymi śnieżynkami - jak ziarenkami piasku). Wokoło ludzie. Poruszją się, żyją są, SĄ choć tak z daleka ale SĄ. Pójdę też w niedzielę - pomyślałem, tylko następnym razem wezmę...
...czapkę. :)
Wróciłem do mojego "domu". Mój pokój, rozklekotany fotel obrotowy przed komputerem (jak wiele mojego bólu musiał znosić na własnej...hm...tapicerce ten stary fotel), poobijana szafa, łóżko, półka z książkami wszystko zaniedbane...Nie dlatego, że jestem leniwy - nie myślcie sobie. Lubię mieć porządek i umiem odkładać rzeczy na ich miejsce - choć pedantem też nie jestem - wszystko w normie. Jest nieporządek i zaniedbanie dlatego, że nie ma SENSU i jest BÓL. Włączam komputer, przeglądarkę - nie mam co zrobić - wchodzę na Adonai.pl zaglądam na "Źródełko" - moderacji jeszcze nie było... Wchodzę na Dla-Samotnych, choć DOSKONALE wiem, że nie mam po co - w takiej sytuacji w jakiej się znajduję. I tak nie mam swojego profilu, kiedyś miałem, ale zaraz usunąłem. Bałem się, że ktoś odpowie...
Najpierw trzebaby jakoś tam chociaż funkcjonować, mieć pracę - jakieś perspektywy. To mi, zresztą, przypomina taki kawał...
Młody człowiek przychodzi do ojca dziewczyny, prosić o jej rękę.
Ojciec pyta go o różne rzeczy, czy ma pracę, a chłopak odpowiada:
- Nie, ale mam widoki.
Na co ojciec tej dziewczyny:
- W takim razie, panu potrzebna jest lornetka, a nie moja córka.
Śmieję się sam z siebie. Sam do siebie. No, bo do kogo mam się śmiać? Nie mam nic, nie mam nikogo. Nie ma gdzie, nie ma od czego zacząć. Nie ma punktu zaczepienia, nie ma dokąd. Myślałem o duszpasterstwie, już od kilku lat. Ale to grupa ludzi, tak bardzo, bardzo dorosłych i zaradnych ludzi, na dodatek tak szorstkich. Znowu podepczą moje uczucia, stratują jak stado nosorożców. Tak trudno uwierzyć, że ludzie są mili i przyjaźni, kiedy dotąd stykało się wciąż z krzywdą lub znieczulicą, kiedy się widzi jak brutalni i oziębli są dla siebie nawzajem, jak bardzo dorosłość utożsamiają z gruboskórnością. Wiem, że szatan chce, żebym tak to widział, nawet podszeptał niektórym ludziom na mojej drodze życia, by mnie potraktowali tak a nie inaczej, żeby utrwalać we mnie złe wrażenia. Wiem, ale to nie zmienia faktu, że nie mam władzy nad swoim umysłem i wspomnieniami. Jezu mój! Ty wiesz...Ufam TOBIE! Ty możesz wszystko.
Wiecie, ja byłem wychowany "pod kloszem". Inne dzieciaki odkrywały dorosły świat, ja byłem kontrolowany. Tego nie wolno, tamto nie dla ciebie, "za smarkaty" jesteś. To sprawia, że później człowiek boi się świata wokół siebie. Mam 33 lata a wszystko wokół jest takie obce, takie nie dla mnie, takie...dorosłe - tego mi nie wolno. Do tego dochodzą kompleksy, byłem zawsze słabszy od innych chłopaków, od mojego starszego brata, który uwielbiał jeszcze to manifestować. Dla mężczyzny poczucie siły bezpośrednio przekłada się w poczucie wartości, i pewności siebie. Brak dobrego autoryteu męskości. Ten stereotypowy - trochę szorstki, trochę oziębły - jest dla mnie OBRZYDLIWY. W moim domu rodzinnym nie było bliskości, dotyku, wyrażania pozytywnych uczuć. Moja Mama...brakowało mi jej dotyku, ciepła, dobrego słowa... za dotykiem i słowami ojca nie tęsknię. Ja NIE OŚMIELIŁBYM się nigdy powiedzieć kiedyś: "Mamo, przytul mnie"... Jak moja Mama, leżała na łóżku, martwa, a pani dyspozytorka z Pogotowia pytała mnie czy żyje, mówiła żeby sprawdzić puls, ja nie mogłem - bałem się dotknąć własnej Matki...Bo czułem, że mi nie wolno. Mój Anioł Stróż chyba dogadał się z Aniołem Stróżem tej kobiety z Pogotowia, bo przyjęła wezwanie, choć trochę niechętnie, mimo moich oporów. Nie dam sobie wmówić, że mam tak samo jak inni. Jezus nauczył mnie mojej własnej godności, wartości, teraz też wiem, że cały świat jest też stworzony dla mnie a ja jestem "na tyle" dorosły, że wszystko mogę co zechcę, byle z Miłością w sercu i zdrowym rozsądkiem. Ale wiedzieć to jedno - mieć głębokie poczucie, ten niezbędny przy zachwianiach fundament, to co innego. Sczególnie kiedy ma się tak wiele zaległości. I gdzie pójdę? Na nowo do pierwszej klasy podstawówki? Do duszpasterstwa dla ludzi w moim wieku? Nigdzie tak naprawdę nie pasuję. Tam są, zbyt dziecinni i nie na moim poziomie rozwoju, a tam wszyscy mają już dawno za sobą niuanse wchodzenia w dorosłe życie. Rozumiecie o co mi chodzi? Kto mnie tam potraktuje ze zrozumieniem i zwykłą ludzką życzliwością, gdy będę stał zażenowany kompletnie nie wiedząc jak (wolno mi)się zachować w takiej czy innej sytuacji, która dla innych jest ZUPEŁNIE NORMALNA? Przykład: czy wolno mi tu usiąść, czy teraz mam wyciągnąć rękę na powitanie, czy wolno mi się do ciebie odezwać lub podejść, albo co powinienem najpierw - podejść do stolika w restauracji czy do sprzedawcy itd, itp...
Zawsze się obwiniałem o to, że nie umiem sobie poradzić, a jedyny Bóg tylko powiedział mi, że to nie moja wina. Nie moja. Nie obarczaj mnie, Beato, winą. Bo to tak bardzo niesprawiedliwe i tak bardzo boli. Nie chciałem umniejszyć niczyjego cierpienia, ani wysiłku - Twojego również. Tylko chcę się podzielić tym co czuję, bo nie chcę być sam. Może nie mam racji, gdy mówię, że inni mogą więcej, a może mam... ale czy to ma znaczenie? Czuję TAK. Mojej czy Twojej sytuacji nie definiuje absolutny stan faktyczny tylko to co przeżywasz i jak to odczuwasz. Może jest to subiektywne ale Ty masz prawo tak się czuć, bo cierpisz. Ja też mam prawo. Nie zabieraj mi go. Nie chciałem Cię zranić. Nie ma absolutów na tym świecie - jedynym jest Miłość Boga. Reszty dowiemy się w Niebie, tam będziemy się wszyscy wzajemnie pocieszać i przepraszać ze łzami w oczach - tam już nikt nikogo bać się nie będzie. (25600)
Witajcie.
W zeszłym roku trafiłam dzieki koleżance na tę stronę. prosiłam o kontakt ludzi którzy mieli jakieś doświadczenia z rozwodem lub sepracją.
pomimo kilku bardzo nie miłych wpisów pod moim adresem dostałam na pocztę sporo listów .
dziś chciałam sie podzielić z Wami moim doświadczeniem.
udało mi się ocalić moje małżeństwo i rodzinę dzięki pomocy innych ludzi , dzięki wsparciu i bezinteresownemu zaangażowaniu wspaniałych ludzi;
jeżeli macie problemy ze swoim małżeństwem nie wycofujcie się , naprawdę nigdy nie jest zbyt późno by naprawić swoje błędy, jestem tego przykładem ..
mojej rodzinie się udało i mimo że byliśmy w trakcie rozwodu (który de facto odbył się ) dziś jesteśmy nadal kochającą się rodziną s cała tragedia z zeszłego roku to już tylko historia
jeżeli są tu kobiety które potrzebują wsparcia - zawsze możecie do mnie napisać , podzielę się tym co przeżyłam i podam namiary na ludzi którzy w takich sytuacjach pomagają ;
pamiętajcie , zawsze da się zmienić to co wydaje się stracone o ile naprawdę się tego chce ;
raz jeszcze dziękuję Wam za pomoc ;
Agnieszka (25599)| Beata | data: 07.12.2013, godz: 21:48 |
do Mario.. i nie tylko..do każdego z nas..
8 minut.. o rzeczach niemożliwych...
http://www.youtube.com/watch?v=nCC9A4DVSeg (25598)| Beata | data: 07.12.2013, godz: 21:33 |
Marcin.... to troche na zasadzie handlu :) odwdzięczanie sie ..
módl się za innych nie szukając jednoczesnie kto sie bedzie za Cb modlił.. Taki ktoś pojawi się sam..spontanicznie. Gdy bedziesz dostrzegał jak wiele ludzi potrzebuje modlitwy, niekoniecznie tony modlitw za jedna osobe, czasem to jedna gorąca prośba wystarczy, to nie bedziesz miał poczucia ze Tobie coś umyka...że Twoje sprawy nikogo nie obchodzą. Na pewno masz przyjaciół, kolegów, sąsiadów, kuzynów, rodziców..rozmawiacie o Bogu, dzielicie się problemami i oni sami domyslają sie by sie za Cb pomodlić.
A jesli modlisz się za kogoś to juz Bóg zajmuje sie Twoimi sprawami które On zna doskonale wie czego Ci potrzeba :)....i znajdzie kogoś kto sie za CB pomodli, może nawet nie bedziesz o tym wiedział kto i kiedy. I to jest najlepsze co mozna dać drugiemu jeśli on nie ma pojęcia ze modlisz się za niego bo nawet z Tobą nie rozmawia...
Bezinteresowność własnie na tym polega, że myślimy więcej o innych niz o sobie..swoje sprawy zostawiamy Bogu ze spokojem.. a orędujemy za tymi których nam stawia, albo o ktorych gdzies tam w TV uslyszymy...i to naprawdę działa. Bezinteresowność wzrusza Boga... nas oczyszcza. A Bóg Ci oddaje.. (25597)| Mario, lat 33 | data: 07.12.2013, godz: 19:41 |
Do Abc, w sprawie chłopaka, niepijącego alkoholika.
Ponieważ nikt się nie kwapi by Ci odpisać, postanowiłem, że ja to zrobię, choć nie czuję się powołany do tego w jakikolwiek sposób. Od paru dni zastanawiam się nad tym, ale gdy pomyślę, że może zmarnujesz sobie życie - bo może nie znajdziesz nikogo kto Ci dobrze doradzi - to nie umiem milczeć. Nie mam, co prawda, doświadczenia związku z osobą z takim problemem ale...pewne doświadczenia mam...może będą pomocne.
Niepokoi mnie to co On Ci powiedział - że może znowu zacząć pić - to tak jakby na zapas się usprawiedliwiał, albo nawet zostawia sobie uchyloną furtkę do picia. Pamiętaj o tym, że alkoholik nie przestaje myśleć od razu inaczej tylko dlatego, że przestał pić. Chodzi mi o specyficzną mentalność. Alkoholik uchyla się przed odpowiedzialnością za siebie, za swoje życie, swoje emocje, relacje z bliskimi, szuka winnych dookoła, często jest bierny w relacjach lub w swoim życiu. Jeżeli on ma takie cechy, i może jest np. "wiecznie poszukującym pracy" a jakoś nie może jej znaleźć (ok, ja wiem, że o pracę cięzko, ale sama dostrzeżesz to o czym mówię), to nawet się nie oglądaj za siebie - to by znaczyło, że potrzebuje jeszcze dużo zmienić w sobie, nim będzie gotów na odpowiedzialny związek z kobietą. Z drugiej strony jeśli pracuje to też nie jest dowód, że wszystko jest ok - są i pracujący alkoholicy. Trudno tak na odległość coś doradzić, nie chcę Ci też niczego sugerować - w końcu nie jestem specjalistą od takich spraw. Trochę się nawet boję coś Ci radzić ale jak napisałem na początku nie potrafię Cię zignorować. Pytanie też jak się poznaliście, czy np. on od niedawna zaczął szukać sobie kogoś? Może przeżywa kryzys i boi się, że zacznie znowu pić. Jeśliby tak było to Ty byłabyś jakąś "odskocznią" dla niego a nie dziewczyną - nie mówię, że tak jest. Mógłym Ci doradzać po prostu ostrożność, ale wiem, że tam, gdzie się pojawią uczucia, tam cięzko o rozwagę. Nawet teraz już zaczynasz sobie tłumaczyć, że kto inny też mógłby zacząć pić - niezbyt to zdrowe tłumaczenie. Może obserwuj go. Jeżeli z jakiegoś powodu sięgnie znów po alkohol i powie, że to w jakimkolwiek sensie z Twojego powodu, czy Waszej relacji, albo zauważysz takie cechy jak opisywałem wcześniej - nie wahaj się odejść.
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Niech Jezus czuwa nad Tobą (może pośle Ci jakiegoś dodatkowego Anioła Stróża ;) ) (25596)| Beata | data: 07.12.2013, godz: 17:15 |
do Mario 33.....słow "kilka"
Mario jesteś jak w zamkniętym kole.. Piszesz ,że nie masz fundamentów, to co piszesz o swoim dziecinstwie..przykre.. trochę Cie rozumiem, miewałam podobne symptomy z powodu zranień.Troszke inne przezycia ale podobne efekty tylko oczywiscie nie mogę porównac ich skali do Cb. Bo ja sie wiecej uczyłam, pracowałam. Jakis czas uciekałam od ludzi co prawda..ale nie az tak drastycznie jak TY.. więc wiem ze Ci musialo byc bardzo cieżko. Nie chcę Cie oceniać...ani ważyć Twoich ran.. Bóg zna je najlepiej.
Nie jestem chodzącym ideałem, sama walczę ze słabościami, odkrywam rózne kajdany.. ale wiele juz przełamałam w sobie. Widze postępy.. po wielu latach..
Mario, a wiesz ile to pracy wymaga? całkowitej zmiany myślenia..od myślenia się zaczyna!
Dobrze ze jestes blisko Jezusa..choć te mysli samobójcze.. to przeraża ..bo z Jezusem jest łatwej..a u Ciebie nie do końca!!.
Dobrze ktoś napisał, musisz oczyscic swoją relację ..z Bogiem..poznać Boga.
Potem dać się MU przemienić , uzdrowić. I nie mów słowa NIGDY to strasznie blokuje!..Ludzie nie z takich przezyc wychodza zwycięsko. Posłuchaj dobrych świadectw.
Jedno:http://www.youtube.com/watch?v=dYaGYFNKeE4
drugie:http://mateusz.pl/czytelnia/guenard-fragmenty.htm
cała ksiązka o Timie dostepna w necie a nawet mozna sie wybrac bo On po Polsce daje osobiście świadectwa... jesli on wyszedl z takich zakrętasów zycia to TY tez masz takie same szanse!
a teraz powiem tak, nie masz fundamentów.. nikt Cie nie nauczył ale masz dość rozsądku, rozumu, samoświadomości w sobie, że możesz sie tego uczyć..
nie kofrontuj ze TY to masz straszne przezycia a inni mniejsze albo innym łatwiej.. a skąd wiesz ze łatwiej? tylko oni sami wiedzą ile ich to kosztowało...tak jak TY wiesz o sobie. Na wstępie nie porównuj sie do innych rozumiesz..?
strasznie sie blokujesz mówiac.. inni to zyja normalnie.. inni tego nie przezyli..i (choć to prawda że kazdy ma inne zranienia).. do jakich wniosków dochodzisz?
chcesz byc bohaterem "od ran" w oczach swoich czy innych?
uważaj, bo szatan strasznie działa na zranieniach..on "kocha" ludzi smutnych załamanych,pogrążonych, bez nadziei.. którym brak odwagi.. i robi wszystko byś tkwił w tym świecie..i załamywał się coraz bardziej..bardziej nawet do samobójstwa..
Jesli wierzysz w Jezusa słuchaj jego bardziej niz podszeptów złego!
uznaj ze to sie stało..zaakceptuj przeszłosc jaka była .bo na nią nie masz wpływu... oddaj to Bogu..każdego dnia na modlitwie mów MU dotknij moją bolesną przeszłość i pomóż iść na przód.. idx czesto przed najsw Sakrament i siedz tam z tym swoim bagażem ale nie mysl tylko o tym co Cię spotkało..rozmawiaj z Jezusem by nauczył Cie miłosci..KOCHAĆ.. a miłość ..usuwa lęk...
koniecznie korzystaj ze mszy o uzdrowienie. Z dobrych rekolekcji.. świetne prowadza panstwo Gajdowie..pomogli nie jednemu w depresji itp..
Mario... dobrze ze piszesz o tym.... tutaj sie dzielisz.. to juz pierwszy krok by sie otwierac..ale nie poprzestań na tym!! szukaj pomocy.
I całkowcie odrzuc te kajdany Twojego myślenia..ze nic sie nie da zrobic..jak napisałes ze NIGDY nie spelnia sie marzenia o normalności której CI brak ( nie mówimy o wyspach kanaryjskich )..to one rzeczywiscie sie nie spełnia dopóki w to wierzysz.
Piszesz o Jezusie..że modlisz sie..że Bóg puka do serca...aż mu się otworzy..ale nie masz osoby ktora Ci pomoże..a moze na początek tą osobą jest właśnie JEZUS?
rozumiesz..jesli Jemu ufasz to On postawi na twojej drodze takich ludzi..tak poskłada okolicznosci ze ich spotkasz.. nie ma siły! Przeciez On jest wszechmocny..Tylko moze TY nie jesteś na to jeszcze gotowy... nawet o tym nie wiesz..
Mario, masz talenty,piszesz mądrze...nie jesteś przegrany mimo że nie radzisz sobie ! musisz je tylko rozwinąć..a to może się stać jeśli uwierzysz że Bóg uzdrowi Twoja przeszłość tak by nie blokowała Cie więcej, zdejmie kajdany..
zaglądaj na strone Profeto.pl sluchaj nauk rekolekcyjnych, rozważan..bo dużo dają nadziei w serce.
Musisz karmić się nadzieją..czytać dobre ksiązki biografie ludzi którym się udało..a odrzucać złe myślenie calkowicie! wiem ze nie łatwe...
ale sam sobie z tym nie poradzisz... proś Jego żeby postawił na Twojej drodze możliwości..ludzi.. i ufaj MU..nie zawodź ze nie masz nikogo.. bo masz JEGO to juz masz wszystko! a reszta przyjdzie...
rozpisałam się.. może za dużo.. jeszcze raz mówię.. nie żeby Cię pogrążać!
Tylko abyś zrobił krok.. choćby najmniejszy na początek i konsekwentnie szedł do przodu..małymi kroczkami.
Nie oczekuj ze Jezus Ci zabierze wszystko w ciągu jednego roku.. byc moze..? bo ma moc.. ale nie możesz wymagać od Niego wiecej niż jestes w stanie przyjąć.. potrzebujesz czasu.
A najlepszy sposob na pokonanie lęku? - "rób to czego sie boisz..a strach niezawodnie umrze..." to działa..
metoda małych kroczków, pokonywań..stawiaj sobie zadania..dziś na ulicy zapytaj kogoś o godzinę..
jutro idź zapytaj jak dojsc do ulicy Krakowskiej.. w parku powiedz jedno miłe zdanie do samotnego pana spacerującego.. i tk kpokonuj stopniowo lęki, obawy..zobaczysz ze są w okół ludzie mili... nie oczekuj nie wiadomo czego na poczatek..
Do przodu.... i ciesz się nawet z najmniejszych zwycięstw.. nawet to że odważyłeś sie tu napisać..
(25595)| gość | data: 07.12.2013, godz: 16:56 |
Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiałeś,nie chce się przemądrzać, chciałem Ci tylko napisać na swoim przykładzie że można zmienić swoje życie na „normalne” nawet jak się miało trudne dzieciństwo, mimo że wydaje się to czasami niemożliwe!
Pozdrawiam! (25594)| Marcin do odpowiadających na m | data: 07.12.2013, godz: 16:41 |
Tak to wszystko prawda.Fajnie by było by ktos z tej stronki modlił się za mnie...ja tez mogę się w ten sposób odwdzięczyć (25593)
Strasznie dziś wieje, na plaży szaleje Ksawery, więc nie mam odwagi podejść (mam stąd niedaleko) i wrzucić do wody list w butelce. Tak na chwilę obecną jest wygodniej.
Sama nie wiem po co to piszę, może troszkę z potrzeby serca, może trochę z samotności- choć teoretycznie powinno być to wykluczone, przecież jestem mężatką, przyjaciółką, koleżanką… A jednak something missing…
Wyłowiłeś moje słowa? :)
PS: Dziękuję za oferty erotyczne speed datingowe Szkoda energii. (25592)| Artur "Artii" Wnęk | data: 06.12.2013, godz: 20:22 |
Kazda rzecz wielka musi kosztowac i byc trudna. Tylko rzeczy male i liche sa latwe. kard.Stefan Wyszynski
(25591)| witam | data: 06.12.2013, godz: 17:52 |
Witam . Przypome , że 8 grudnia między godziną 12 a 13 jest tak zwana Godzina Łaski dla świata. Maryja prosi by modlić się wraz z Nią - najlepiej przez Różaniec choć inne modlitwy też są wskazane .
Myślę, że modlitwa może lepiej pomóc i pokora niż ludzkie mądrość i pycha . (25590)| Beata | data: 06.12.2013, godz: 14:45 |
Marcin..ja tez to zauważyłam.
a wiesz dlaczego tak jest? bo modlitwa za kogoś to dar z siebie..
co się Bogu podoba.. szczeg gdy ta osoba nie jest nam najbliższa.. i jej sprawa nie ma wpływu na nas.. taka modlitwa "bezinteresowna" Boga wzrusza..
natomiast modlitwa za siebie...wymaga wiecej cierpliwosci..bo jest interesowna..i trzeba dłużej czekać na jej spełnienie. I dać Bogu ten czas..
Moja kolezanka sie modli o moje zdrowie pompejanką.. Nie prosiłam jej o to, dlatego
mysle ze Bóg się prędzej tą modlitwą wzruszy bo ona sama zechciała się poświęcic w moje sprawie..i nic nie bedzie z tego miała ..
np gdy ktos sie modli za ojca ktory pije... to wiadomo że sam na tym skorzysta..bo bedzie spokoj w domu...wiec ta modlitwa nie jest całkowicie bezinteresowna ( mimo ze potrzebna). Ale wierzę w to ze jak modle sie za innych...szczeg bezinteresownie to Pan Bog to jakos potem wynagradza... w roznym czasie..
Bo dlaczego kolezanka sama sie tak dla mnie poświęca i odmawia pompejankę?
Ja tez wiele sie za nia modlilam inaczej.. ale... nie musiala..ma swoje problemy...
bardziej i mniej pilne..
(25589)| Sylvester, lat 22, e-mail: usable@wp.pl | data: 05.12.2013, godz: 23:31 |
Marcin! Modlitwa za kogos jest szlachetniejsza, ma wieksza wage mozna tak powiedziec ;) Dlatego dobra sprawa jest modlic sie wzajemnie za siebie. Modlitwa za kogos bedzie tez bardziej obiektywna ale to juz moje własne przemyslenia. Podobnie rzecz ma sie z pokuta za kogos. Jesli przyjmujemy pokute za grzechy innych , czy to przebaczajac im - płacac cene zła ktore nam wyrządzili, czy poprostu pokutujac za grzechy swiata, mozemy przyczynic sie do ratowania dusz, ktore moglyby nigdy nie dastapic łask odpokutowania swoich win za zycia. (25588)| Mario, lat 33 | data: 05.12.2013, godz: 20:25 |
W poprzednim wpisie powiedziałem, że o czymś opowiem. Chciałem nawiązać do Ewangelii według Św. Jana. Fragment o wskrzeszeniu Łazarza. Tak sobie myślę o Łazarzu i Jego siostrach. Wiemy, że Maria była nierządnicą - dziś powiedzielibyśmy: prostytutką. Tak sobie myślę, że niełatwo im trojgu było. Pomyślcie co by było dziś w małej miejscowości, gdyby ludzie dowiedzieli się, że jakaś kobieta jest prostytutką. Albo na osiedlu... Jak ludzie obgadywaliby za plecami w osiedlowym sklepie, jak pogardzaliby. A robią tak, oj robią. Kto mieszka w małej miejscowości ten z pewnością wie jak to jest.
Kiedy się zastanawiam nad tym dlaczego Jezus czekał dwa dni zanim wyruszył do Betanii, to są dwie kwestie. Pierwsza to symbolika liczb. Tam jest też trochę matematyki jak zliczy się te dni, i dni drogi do Betanii itd., ale nie o to mi tutaj teraz chodzi, ja chcę się skupić na czymś innym. Pewnie wielu z Was o tym wie ale napiszę, co tam. Dwa dni oznaczają, że było to krótko. Czasem nam się wydaje, że Bóg zwleka. A te dwa dni mówią, że Bóg działa najszybciej jak tylko się da, biegnie by nas ratować. To nie On powoduję zwłokę. No, więc co lub kto? Odpowiedź nasuwa mi się gdy czytam te słowa - to jest wers 18 i 19, 31 oraz 33 - cytuję:
"A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i >>wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata>Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząć, że Maria>i Żydzi, którzy razem z nią przyszli (25587)| Stokrotka, lat 42 | data: 05.12.2013, godz: 17:48 |
Do Mario lat 33,
Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, bo ludzie są jacy są, bo świat jest jaki jest, bo urodziliśmy się w takiej a nie w innej rodzinie, bo nie mieliśmy takich możliwości jak inni...... itd.
Chciałam Ci powiedzieć, że jak na podstawowe wykształcenie, to ładnie i składnie piszesz. Tak sobie myślę, że ta wieloletnia depresja nie bierze się z niczego i Ty najlepiej znasz jej przyczyny. Różnego rodzaju problemy przerastają i przerażają większość ludzi. Ja osobiście uważam , że metoda "małych kroczków" oraz patrzenie na dany problem z różnych pozycji, czy pod różnymi kątami czasami pomaga. Nie zawsze jesteśmy w stanie sami rozwiązać swoje problemy, ale można próbować w swoim życiu trochę posprzątać, poukładać, coś małego zmienić. Nie na każdą górę człowiek jest w stanie wejść, ale może spróbować ją obejść, może się uda? Pomoc czasami przychodzi od innych. Szymon też pomógł nieść krzyż Jezusowi.
Przedstawiłeś się w bardzo smutnych kolorach, jeżeli mogę tak to ująć. Tak sobie pomyślałam, że może mógłbyś chociaż odrobinę zmienić swoje życie. Jeżeli jesteś w stanie spojrzeć na siebie krytycznym okiem, to może znajdziesz też sposób, żeby temu trochę zaradzić. Przecież można trochę o siebie zadbać, tak żeby dzieci się nie bały..... W dzisiejszych czasach dużo ludzi jest zaszczutych. Ludzie grają przeróżne role na zewnątrz. Grają silnych, zaradnych, przebojowych a jak się spojrzy głębiej, to słychać zgrzytające, zaciśnięte nocami ze strachu zęby, z którymi potem mają problemy stomatolodzy.
Jak się myśli, to zawsze coś się wymyśli. Jak człowiek naprawdę chce coś dla siebie zrobić, to mu się uda.
Pozdrawiam Wszystkich (25586)| Mario, lat 33 | data: 05.12.2013, godz: 16:26 |
Do Gościa ale i do wszystkich:
Gdy piszesz do mnie takie słowa, czuję się zupełnie jak Hiob. Przyjaciele przyszli go pocieszać i mówili mu dokładnie to samo. Zauważ - DOKŁADNIE TO SAMO. Trzymasz się dogmatycznej prawdy, ja też się jej trzymałem, dzielnie jak Hiob - aż do jakiegoś momentu... Cięzko byłoby opisać wszystko to co rozumiem teraz (same dobre rzeczy) bo to temat-rzeka. Opowiem cos innego, ale później. Powiem tylko, że moja relacja z Bogiem stała się głębsza i pełniejsza - tak jak to było z Hiobem.
Mówisz, że wielu ludzi czuje podobnie jak ja, ale tu się mylisz. No, nie mówię, że takich osób wcale nie ma ale jestem przekonany, że to rzadkość - biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności w jakich się znalazłem nie tylko same lęki jako takie. Wiesz, umiem być szczery wobec siebie. Moja depresja, pochodzi z bardzo złożonego problemu, którego początki sięgają dość wczesnego dzieciństwa, tylko, że nikt z mojej rodziny nigdy mi nie pomógł, choć to było widać. Tak, pewnie się domyślasz - coś więc musiało być nie tak w mojej rodzinie. Owszem, był alkoholizm ojca i, zresztą, zagubienie życiowe obojga rodziców. Tak, wiem, teraz już wiele wiem (nie mówię, że wszystko), między innymi to, że jestem DDA. Byłem najmłodszy w domu więc zostałem "maskotką" i, chyba nawet bardziej - "dzieckiem niewidzialnym". Jeśli jesteś zorientowany w temacie Dzieci Alkoholików to pewnie wiesz, choć z grubsza, co to oznacza (jak nie to zawsze można coś wygooglować). Nie będę się rozpisywał na temat szkoły podstawowej, jak się tam nademną znęcali rówieśnicy m.in. biciem po twarzy dla zabawy, wyśmiewali itp. A ja jakoś nie wiedziałem jak się bronić. Nigdy nikogo nie uderzyłem. Nigdy też nie miałem komu się z tego zwierzyć - rodziny "nie było". Są jeszcze inne ważne czynniki, o których nie piszę. Fakt jest taki, że wciąż bałem i boję się kontaktu z innymi osobami. Żeby uzmysłowić jak to wygląda opowiem dwa przykłady.
Czekałem na autobus na dworcu. Podeszła do mnie dziewczyna, która tam często żebrała. Podeszła i poprosiła o pieniądze na bilet. Zawsze bardzo staram się ukryć mój paniczny strach ale nie zawsze się udaje. Spojrzała mi głębiej w oczy, i zdziwiona, jakby rażona piorunem, powiedziała: "Ty się... boisz.". Szczęka o mało co nie nie opadła jej na ziemię, po czym odwróciła się i odeszła zszokowana. Zwróć uwagę, że nie jest to jakaś szczególnie niezwykła sytuacja.
Najgorzej jednak kiedy są wokoło inni ludzie. Kiedyś w obecności innych osób miałem zapytać o drogę i nie mogłem mówić. Zamiast słów z moich ust wyszło tylko takie" "yyyyy...", próbowałem drugi raz - znowu to samo. To ze strachu - dobrze wogóle, że się wtedy nie posikałem czy coś.
Mówisz, że inni też tak czują? Bo jakoś...wiesz, tak się nie da żyć. A jednak inni, mimo różnych stresów, jakoś żyją. Zważ na to że mam 33 lata. Sporo o sobie już wiem, i znam swoje możliwości i swoje ograniczenia. Sporo mam już doświadczeń ze swoimi lękami - a rozumuję analitycznie i racjonalnie. A jednak - nie radzę sobie z tym. To dlatego, że nie nauczyłem się tych fundamentów, których się nabywa w dzieciństwie - i myślę, że korzysta się z nich przez całe życie. A ja tego nie miałem. Inne dzieci odkrywają świat i dorastają a ja.. ja się panicznie bałem. A jakby Cię nie nauczono chodzić? Mówić? Rozumiesz? Ja wszędzie tam gdzie tylko są ludzie wciąż czuję lęk (o różnym natężeniu ale jest).
Czasem się zastanawiam jak to jest być normalnym, normalnie żyć. Tak bardzo Wam wszystkim zazdroszczę - też bym chciał móc żyć, po prostu żyć i nie bać się, przynajmniej nie aż tak bardzo. Móc mieć relacje z ludźmi wokół. Nie bać się już więcej chodzić do sklepu, pójść sobie dla przyjemności do kawiarni, uśmiechnąć się swobodnie do sprzedawczyni, pójśc na kawę, na lody, na cokolwiek - z przyjaciółmi. Poznać wogóle jakichś ludzi. Tak bym chciał nie być SAM. Macie tak WIELE... Możecie się rozwijać, studiować, realizować swoje talenty, swoje pasje... No, nie mówię, że wszyscy, wszystko kosztuje a sam wiem jak to jest kiedy jest bieda. Ale macie, mimo wszystko, tak wiele możliwości. Wiecie, ja mam talent muzyczny ale nie miałem nigdy szansy się rozwijać. To co mogę Wam poradzić - nie marnujcie swojego życia. I nie wyśmiewajcie nikogo, szanujcie uczucia - swoje i innych ludzi. Nie oceniajcie pochopnie siebie tak jak - pochopnie - oceniają Was inni, i innych też pochopnie nie oceniajcie.
Do Dagmary:
Dziękuję Ci za dobre słowa, i za modlitwę. Wiesz, od kilku dni czuję w sobie...życie. A zaczęło się od pragnienia, które skłoniło mnie do napisania tu - na "Źródełku". Nie wiem, czy to Twoja modlitwa...ale Dziękuję. A co do wykształcenia - to mimo wszystko trochę taki stereotyp. Czy w szkole podstawowej nie uczono mnie czytać i pisać? Czy, żeby używać wyobraźni, naprawdę trzeba być magistrem? ;) (25585)| chwila | data: 05.12.2013, godz: 14:29 |
Mario
Chłopie a po co Ty od razu odkrywasz wszystkie karty...nie wiem czy to specjalny zabieg czy ot tak...ale napisze tak, to kogo Ty widzisz patrząc na siebie i to co wiesz o sobie może być zupełnie inaczej odebrane przez innych,
i ciekawa zagadka problem rzadki i nietypowy... (25584)| gość | data: 04.12.2013, godz: 17:48 |
Do Mario
Może Cię to zdziwi ale napewno znalazło by się wiele osób, które miało lub ma podobne problemy do Twoich, jedno Ci mogę napisać że to co Ci się wydaje nie możliwe teraz, nie jest niemożliwe dla Boga tylko musisz mu pozwolić działać!!! Jeżeli jesteś tak blisko Jezusa to skąd te myśli samobójcze i depresja? Spróbuj naprawić swoją relacje z Bogiem bo coś nie jest tak jak powinno, a wtedy On naprawi Twoje życie! (25583)| Marcin | data: 03.12.2013, godz: 19:48 |
Tak się zastanawiam czemu jak się modlę za innych to działa a jak za siebie to już z mniejszą skutecznością ;) (25582)| Beata | data: 03.12.2013, godz: 18:39 |
posluchajcie, przemyślcie i nie zamartwiajcie sie zbytnio innymi rzeczami... bo adwent przeleci a gdyby to miał byc nasz ostatni?..
http://www.youtube.com/watch?v=uE33bt8vwls&feature=share (25581)
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |