Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Eucharystia wystarczy

     Droga ku niebu Alexandriny Marii da Costy wiodła podobnie jak jej rówieśniczek - we Francji Marty Robin oraz w Polsce św. Faustyny - poprzez dobrowolne przyjęcie na siebie cierpienia z miłości dla Chrystusa Eucharystycznego. Portugalska mistyczka przez okres 13 lat nie przyjmowała żadnych napojów ani pokarmów z wyjątkiem Komunii św.

     Alexandrina urodziła się 30 marca 1904 r. we wsi Balsar w Portugalii. Z rąk mamy (owdowiałej wkrótce po narodzinach córki) oraz starszej siostry Deolindy otrzymała staranne wychowanie w duchu chrześcijańskim. Już w wieku 7 lat, kiedy przystąpiła do pierwszej Komunii św., darzyła głęboką miłością Najświętszy Sakrament. Bardzo często chodziła do miejscowego kościoła, a kiedy fizycznie nie mogła uczęszczać we Mszy św., przyjmowała duchową Komunię św. Jako dziecko ubogich rolników, bardzo szybko, bo mając zaledwie 9 lat, zaczęła ciężko pracować w polu. Cztery lata później poważnie zachorowała i przez parę dni była w stanie krytycznym. Kiedy matka płacząc podała jej krzyż do pocałowania, Alexandrina wyszeptała: Nie tego chcę, lecz Jezusa w Eucharystii. Dziewczynka ostatecznie wyzdrowiała, choć skutki infekcji pozostały na cały okres dorastania i stały się pierwszym znakiem tego, o co później poprosi ją Bóg - by cierpiała jako dusza ofiarna za nawrócenie grzeszników.

     W wieku 14 lat Alexandrinę spotyka wydarzenie, którego konsekwencje ponosić będzie do końca życia. W Wielką Sobotę, dziewczyna wraz z siostrą oraz koleżanką zajęta była szyciem. Nagle do domu wtargnęło trzech mężczyzn zamierzających wykorzystać seksualnie dziewczyny. Aleksandrina wiedząc, jaką wartość ma czystość, postanowiła ocalić ją za wszelką cenę. Jedynym sposobem jaki jej pozostał, była natychmiastowa ucieczka przez okno. Upadek z wysokości czterech metrów nie tylko okazał się bardzo bolesny i przyniósł liczne obrażenia, ale w efekcie spowodował, iż lekarze określili jej stan jako "nieodwracalny". Zapowiedzieli również, że paraliż, nie tylko nigdy się nie cofnie, ale że będzie się jeszcze bardziej pogłębiał.

Dotrzymuj Mi towarzystwa

     Przez pięć kolejnych lat, pomimo ogromnego bólu, Alexandrina o własnych siłach chodziła do kościoła. Pewnego dnia, podczas modlitwy uświadomiła sobie, że Chrystus w tabernakulum jest takim samym więźniem jak ona przez chorobę. Zapragnęła z całego serca wynagrodzić Bogu ból samotności, ofiarując mu swoją obecność i pocieszając Jego Najświętsze Serce. Podczas jednego z mistycznych zjednoczeń z Jezusem, Pan poprosił ją, by darzyła szczególnym nabożeństwem Eucharystię: Dotrzymuj Mi towarzystwa w Najświętszym Sakramencie. Pozostaję w tabernakulum dzień i noc, czekając, by obdarzyć miłością i łaską wszystkich tych, którzy Mnie odwiedzą. Ale nie ma ich wielu. Jestem taki opuszczony, samotny i obrażany. (...) Wielu ludzi nie wierzy w Moje istnienie i w to, że mieszkam w tabernakulum. (...) Inni zaś wierzą, ale nie kochają Mnie i nie odwiedzają. Zachowują się tak, jakby Mnie tam nie było. Wybrałem ciebie, byś dotrzymywała Mi towarzystwa w tym małym azylu. (...) Jak Maria, wybrałaś najlepszą część. Wybrałaś miłość do Mnie w tabernakulum, gdzie możesz kontemplować mnie oczami nie ciała, lecz duszy. Jestem tam prawdziwie obecny, tak jak w niebie, tj: Cialem, Krwią, Duszą i Bóstwem.

     Kiedy paraliż osiągnął takie stadium, że Alexandrina nie była już w stanie wstać z łóżka, kapłan przynosił jej Pana Jezusa. Wkrótce jednak w parafii pojawił się nowy ksiądz, który kierował się zasadą, że Komunię św. daje się chorym tylko raz w miesiącu. Ta decyzja była prawdziwym wyrokiem dla sparaliżowanej dziewczyny. Miała bowiem świadomość, że dotychczas jedynie codzienne odwiedziny Jezusa Eucharystycznego trzymały ją przy życiu. Błagała więc kapłana, by częściej przychodził z Najświętszym Sakramentem. Czekając na jego odpowiedź, ofiarowała swoje cierpienia w intencji tych, którzy gardzili Chlebem Życia. Ostatecznie kapłan zgodził się na codwutygodniową wizytę.

Zjednoczenie z Jezusem cierpiącym

     Alexandrina prosiła Maryję o cud wyjścia z choroby, składając obietnicę, że pojedzie na misje, jeśli modlitwa zostanie wysłuchana. Pomału jednak Bóg pomagał jej zrozumieć, że jej powołaniem jest bycie ofiarą dla Jezusa. Usłyszała głos Pana, zapraszający ją do tego by: kochać, cierpieć i czynić zadośćuczynienie. Alexandrina przyjęła dobrowolnie wolę Bożą i przestała modlić się o uzdrowienie. Do końca życia, to jest przez okres kolejnych trzydziestu lat, pozostała przykuta do łóżka. Jej cierpienie nierozerwalnie złączone z cierpieniem Chrystusa nabrało zbawczego wymiaru. Droga przez ból fizyczny wiodła ją ku chwale Bożej, zgodnie ze słowami św. Pawła: Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale (Rz 8, 17).

     W listopadzie 1933 r., na życzenie chorej, po raz pierwszy została odprawiona Eucharystia w jej pokoju. Alexandrina, która parę lat (!) czekała na to wydarzenie, tak wspominała je później: Wraz z pierwszą Mszą św., Pan zaczął zwiększać z jednej strony czułość dla mnie, a z drugiej ciężar mojego krzyża. Szczególne wybranie do włączenia się w dzieło odkupienia ludzkości, znalazło swój wyraz w głębokim zjednoczeniu z cierpiącym Zbawicielem. Od 3 października 1938 r. do 24 marca 1942 r. w każdy piątek mistyczka otrzymywała łaskę żywego uczestnictwa w trzygodzinnej męce Pańskiej. Przeżywanie pasji Jezusa polegało na tym, że dziewczyna powtarzała wszystkie gesty i słowa z ostatnich godzin Chrystusa przed śmiercią krzyżową. Doświadczeniu towarzyszył ogromny ból fizyczny i duchowy, taki sam, jaki wówczas przeżywał Zbawiciel. Co ciekawe, w tym czasie wszelkie objawy paraliżu znikały.

     Ta wyjątkowa zażyłość z Jezusem sprawiła, że chora była szczególnie znienawidzona przez diabła. Atakował ją, dręczył pokusami przeciw wierze oraz boleśnie kaleczył jej ciało. Dziewczynę spotykało także niezrozumienie ze strony mieszkańców wsi oraz zdystansowanie i niedowiarstwo kapłanów wobec jej mistycznych doświadczeń. Siły do przezwyciężania tych bolesnych doświadczeń czerpała z Eucharystii.

Nic już nie będziesz jadła na ziemi

     27 marca 1942 r. chora zawołała do Jezusa: Moja Miłości Eucharystyczna, nie mogę bez Ciebie żyć! O Jezu, przemień mnie w Twoją Eucharystię! (...) Wgłębi duszy usłyszała odpowiedź: Nic już nie będziesz jadła na ziemi. Twoim pokarmem będzie Moje Ciało. Twoja krew będzie Moją Boską Krwią, twoje życie będzie Moim Życiem. Otrzymasz tę laskę, kiedy zjednoczę Swoje Serce z twoim (...). Od tego dnia Komunia św. stała się jedynym Chlebem Alexandriny. Aż do śmierci, tj. przez kilkanaście lat, nie przyjmowała żadnych innych pokarmów ani napojów (przy stałej wadze ciała około 33 kg).

     Z czasem wieść o niecodziennym poście dziewczyny rozniosła się po okolicy. Ludzie licznie nawiedzali dom mistyczki, prosząc o modlitwę. Nie brakowało jednak osób, które nie wierzyły w autentyczność zdarzeń, utrzymując że Alexandrina jest potajemnie dożywiana przez matkę i siostrę. Po kilkunastu miesiącach karmienia się wyłącznie codzienną Eucharystią, da Costa na prośbę arcybiskupa poddała się badaniu lekarskiemu, które miało raz na zawsze wyjaśnić kwestię wiarygodności niezwykłego postu. Lekarze uznali, iż jednorazowa wizyta jest niewystarczająca dla rozwiązania tak niecodziennego przypadku, dlatego zadecydowali o konieczności poddania się przez chorą miesięcznej obserwacji w szpitalu. Aleksandrina wyraziła zgodę, stawiając trzy warunki do spełnienia: codzienna Komunia św., obecność siostry Deolindy oraz żadnych innych badań poza obserwacjami.

     W szpitalu, oprócz bólu fizycznego, chora doświadczała upokorzeń zarówno ze strony lekarzy, jak i personelu medycznego. Starała się jednak pamiętać o słowach Pana Jezusa, który zapowiedział jej, że rzadko otrzyma pocieszenie i prosił, by pomimo tego na jej ustach zawsze gościł uśmiech. Z tego względu wszyscy, którzy mieli styczność z dziewczyną widzieli jej pogodne oblicze i nie byli świadomi cierpień, jakie ją dotykały. W czasie pobytu w szpitalu Alexandrina była pod stałą kontrolą, ani na chwilę nie zostawiano jej samej w pokoju. Na próżno próbowano ją przekonać, by przyjęła pokarm. W końcu po 40 dniach zakończono obserwacje. W oficjalnym raporcie, podpisanym przez prowadzącego chorą dr Gomeza de Araujo z madryckiej akademii medycznej oraz w dołączonym zaświadczeniu dr Lima de Azevado z wydziału medycznego Oporto, stwierdzono, iż przypadek jest w świetle nauki niemożliwy do wyjaśnienia (...) Prawa psychologii i biochemii nie mogą wytłumaczyć przeżycia chorej przez 40 dni całkowitego postu w szpitalu. Co więcej, w tym stanie kobieta odpowiadała codziennie na liczne pytania i wytrzymywała częste rozmowy, wykazując się bardzo dobrą dyspozycją oraz doskonałą jasnością ducha. (...) Potwierdzamy, że jej wstrzemięźliwość od pokarmów i napojów była całkowita przez cały ten czas. Zaświadczamy również, że utrzymała stałą wagę, temperaturę, oddech, ciśnienie, puls(...). Profesor Ruj Joao Marques z Peraambuco, który wnikliwie przestudiował raporty medyczne, potwierdził wiarygodność postu Alexandriny, raz na zawsze zamykając usta tym, którzy posądzali da Costę o oszustwo.

Moc Eucharystii

     Alexandrina wiedziała, jaką potęgę ma Eucharystia. Usłyszała od Pana Jezusa: Żyjesz jedynie Eucharystią, ponieważ chcę przez to ukazać światu moc Eucharystii i moc Mojego życia w duszach. Życie błogosławionej Portugalki pokazuje, jakie owoce przynosi odkrycie Bożej miłości w Najświętszym Sakramencie i wielkoduszna odpowiedź na nią, wyrażana w naśladowaniu miłości Chrystusa przez pokonywanie w sobie grzechu, egoizmu i wszelkiego zła. Jej drogę do nieba można zrozumieć odwołując się do miłości. Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie pozbawione jest sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa (Jan Paweł II, Redemptor hominis, 10). Eucharystia nie bez powodu nazywana jest sakramentem miłości. Tam bowiem jest miłość, gdzie jest bezinteresowny dar z siebie samego. Największym zaś darem, jaki Bóg ofiarowuje człowiekowi jest życie wieczne, które człowiek otrzymuje jako owoc śmierci i zmartwychwstania Pańskiego. Uobecnienie wydarzeń paschalnych dokonuje się każdorazowo w Eucharystii. Z tego względu możemy mówić, że w Eucharystii Chrystus odpowiada na największy głód człowieka - głód miłości. Błogosławiona Alexandrina przez całe życie odkrywała miłość w Bogu obecnym w Eucharystii.

     Chrystus obiecał mistyczce, że dzięki jej ofierze wiele dusz stanie się gorliwymi w życiu eucharystycznym. Pomimo bolesnej choroby każdego dnia Alexandrina przyjmowała setki osób, którym mówiła o orędziu Matki Bożej Fatimskiej, zachęcając do pokuty i modlitwy oraz do wynagradzania Jezusowi w Najświętszej Eucharystii. W 1945 r. dokonała aktu ofiarowania swoich cierpień w intencji uświęcenia i zbawienia młodzieży. Do tego dzieła zachęcił ją kierownik duchowy, salezjanin o. Umberto Pasąuale. Pragnęła w ten sposób odpowiedzieć na skierowane do niej słowa Jezusa: Znajdź Mi dusze, które będą kochać Mnie w sakramencie miłości, by one zajęły twoje miejsce, kiedy pójdziesz do nieba.

     Alexandrina zmarła 13 października 1955 r. Pochowano ją tak, jak sobie tego życzyła: Chciałabym być pochowana, jeśli to możliwe, z twarzą zwróconą w stronę tabernakulum kościoła. Wżyciu zawsze pragnęłam być zjednoczona z Jezusem w Najświętszym Sakramencie i mieć wzrok skierowany w tabernakulum tak często, jak to było możliwe, dlatego życzę sobie, by po mojej śmierci nadal wzrok pozostał skierowany na Eucharystycznego Jezusa. Wiem, że oczami ciała już nie zobaczę więcej Chrystusa, ale chcę być położona w takiej pozycji, by pokazać Mu miłość, jaką miałam do Najświętszej Eucharystii.

Dialog miłości

     Dwa lata po jej śmierci, nad grobem Alexandriny postawiono małą kaplicę, a w 1977 r. ciało z kaplicy przeniesiono przed główny ołtarz kościoła parafialnego, uznając, że to miejsce, przy ukochanej Eucharystii, najbardziej pasuje na wieczny spoczynek. Jan Paweł II podczas beatyfikacji mistyczki, 24 maja 2004 r., przywołał scenę znad jeziora Genezaret, jako najwłaściwszą dla zobrazowania drogi życiowej Portugalki: "Czy miłujesz mnie?" - zapytał Jezus Szymona Piotra, a on odpowiedział: "Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham".

     Życie błogosławionej Alexandriny Marii da Costy streszcza się w tym dialogu miłości. Przeniknięta i płonąca pragnieniem miłości, niczego nie chciała odmówić Zbawicielowi; mając silną wolę, przyjęła na siebie wszystko, by okazać, jak bardzo Go kocha. "Oblubienica z krwi" w sposób mistyczny doświadczała męki Chrystusa i ofiarowała się jako ofiara za grzeszników, czerpiąc siłę z Eucharystii, która stała się jej jedynym pokarmem przez 13 lat życia. (...) W przykładzie bł. Alexandriny, wyrażonym w słowach: "cierpieć, kochać, czynić zadośćuczynienie", chrześcijanie mogą znaleźć zachętę i motywację, by wszystko, co bolesne i smutne w życiu, uszlachetnić poprzez uczynienie z tego największego dowodu miłości: poświęcenia swojego życia dla ukochanej osoby (Jan Paweł II, Homilia wygłoszona na Placu św. Piotra 25 kwietnia 2004 r.).


Maria Zboralska

Źródła: Francis Johnston Alexandrina.
The Agony and the Glory, Illinois 1982 r.;


Publikacja za zgodą redakcji

nr 1-2005

Bóg uzdrawia dzisiaj Bóg uzdrawia dzisiaj
Philippe Madre
Autor, francuski lekarz związany ze wspólnotami charyzmatycznymi, opowiada o współczesnych uzdrowieniach -- fizycznych i duchowych, przytaczając świadectwa osób uzdrowionych. Zastanawia się nad dzisiejszym odniesieniem człowieka do tego typu zjawisk; daje wskazówki dotyczące modlitwy o uzdrowienie... » zobacz więcej


      



Wasze komentarze:
 magda: 12.11.2011, 10:17
 Komunia tylko do ust i na klęcząco, proszę poczytać homilię Jana Pawła II z 1989 roku o przyjmowani Eucharystii.
 władek: 26.07.2011, 19:34
 Panie Jezu tak bardzo Cię kocham całym sercem.Zawsze jesteś przy mnie Ufam Tobie Jezu.
 Piotr: 16.12.2010, 20:00
 przyjmując komunię św na kolanach można w sposób godny uczcić Pana Jezusa
 gohan: 29.11.2010, 14:55
 Komunie "na reke" przyjmuje sie od poczatku istnienia Kosciola
 KAsia: 07.09.2009, 15:35
 Tylko konsekrowane ręce kapłana mogą dotykać Komunii Świętej i nie należy słuchać nowoczesnych "rozwiązań" które ludzie wymyślili bo diabeł ich skusił. Matka Boza w objawienu prosi aby Komunie przyjmować na klęcząco i do ust! A sen mógł pochodzic od szatana
 Alina: 12.03.2009, 21:24
 Odpowiedz dla Wojtka o Eucharystji przyjmowanej z wlasnej dloni. Osiem lat temu przyjechalam do Wloch a tu norma jest, ze ludzie przyjmuja Eucharystie w dlonie i sami ja przyjmuja.Rzadko sie zdarza, ze ktos podchodzi do kaplana i otwiera usta. Ja, oczywiscie, przyjmowalam Komunie po polsku. Bylam tez troche oburzona na paskudnych Wlochow :) I raz mi zesnil sie sen: na moje dlonie kaplan polozyl Hostie, piekna ale tak wielka, jak typowa, mala pizza, wiec nie mogl mi jej wlozyc w usta. I kiedy polozyl mi je na me dlonie opanowala mnie taka radosc, ogromne szczescie, ze trzymam na swych rekach Boga, moge go pokolysac, przytulic, pocalowac, ze piastuje Boga! To bylo przepiekne! No i przestalam sie czepiac Wlochow, za sposob, w jaki przyjmuja Komunie. Wazne, bysmy piescili Boga, wiem, ze glupio brzmi, ale z mego snu tak wyszlo. Pozdrawiam
 vieslav 03 08 2008 : 03.08.2008, 16:39
 Jezu Chyste Ufam tobie
 Małgosia: 23.11.2007, 19:29
 Miłośc nie jest kochana! Tak bardzo w dzisiejszych czasach tęsknimy za miłością. Samotnośc staje się naszą codziennością. Nie widzimy, że Miłośc na nas czeka i wyglada, i tak bardzo tęskni za nami. Mam niesamowite szczęście, że jest w moim niewielkim miasteczku, otwarty przez cały dzień Kściół, w którym wystawiony jest Jezus w Najświętszym Sakramencie. Jakże są to błogosławione chwile, kiedy mogę przyjśc i byc z moim Panem. ON zawsze ma dla mnie czas! Przytuli, gdy mi ciężko, napełni mnie pokojem i radością. I wiem, że kiedy odejdę do Nieba, to Jezus mi powie: "To ty Perełko, choc, bo jesteś mi bardzo droga" Przykre są chwile, kiedy jesteśmy tylko sami - Jezus i ja. Nie ma tłumów, nie ma nikogo. Smutne, ale jednocześnie piękne, bo jesteśmy tylko dla siebie Jezus i nędzne "ja"...
 wojtek: 23.11.2007, 15:33
 mam pytanie?od jakiegos czasu przyjmuje komunie do rąk? anie do ust czy czy to nie preszkadza innym
 ewa: 15.11.2007, 16:50
 "jak łania pragnie wody ze strumieni tak moja dusza pragnie Ciebie" BOŻE ,BOGA ŻYWEGO,Prawdziwego,Ukrytego ... .Był czas w moim życiu , że nie mogłam przystępować do Sakramentów a więc karmić się żywym CIAŁEM PANA...czas bardzo bolesny tym bardziej że wcześniej był to pokarm codzienny .NA szczęście mam to już za sobą ,Jezus pomógł i nadal pomaga mi prostować ścieżki mojego życia .Jakaż RADOŚĆ i uczucie szczęścia..które odczuwa człowiek na pustyni , gdy wyczerpany wreszcie dociera do ŻRÓDŁA ...I TO WODY ŻYWEJ ...DO JEZUSA W EUCHARYSTII... .
 ewa: 15.11.2007, 16:20
 "Nie ma większej miłości od Tej,gdy ktoś oddaje swoje życie za przyjaciół"...a więc ofiara..codzienna...wytrwała...przradzająca się w męczeństwo ducha,nie koniecznie krwi...za tych których kochamy z ufnością że zostanie przyjęta przez MIŁOŚĆ,że przyniesie błogosławione owoce a nasze życie nabierze blasku i światła...Tylko nie należy oglądac się wstecz,cofać ofiary...KOŚCIÓŁ jest POTĘŻNY MOCĄ ŚWIĘTYCH I MĘCZENNIKÓW i nasze ludzkie pielgrzymowanie w rodzinie też może być WIELKIE jeżeli będziemy umieli składać ofiarę z siebie za naszych przyjaciól ...na wzór CHRYSTUSA. OLUŚ TWOJE PRAGNIENIE MIŁOWANIA PANA JUŻ JEST MIŁOŚCIA....rozpalaj JĄ w sobie...chroń przed zdmuchnieciem...ON ukaże CI Swoje Oblicze w swoim czasie..oczekuj GO i bądz pewna Jego Miłości,która jest samym Miłosierdziem.POzdrawiam Cię czule i obiecuję modlitwę.
 Bogusia: 01.05.2007, 16:37
 Chlebie Miłości, przemieniej mnie w siebie. Nie chcę już żyć dla siebie, tylko dla Ciebie Mój Boże
 Bartek: 22.04.2007, 14:39
 Ola, masz moją modlitwę. A swoją drogą, jak miałem kiedyś problem, rozmawiałem o nim z kolegą z akademika, polecił mi, bym po prostu na godzinę usiadł w kaplicy. I tak w ciszy trwał. Poszedłem na 15 min. I uzyskałem taki niesamowity pokój, przeświadczenie, że nic już mi nie grozi i wszystko będzie dobrze. Nie odchodźmy od Pana naszym zaniedbaniem. Nie warto! :-)
 Krystyna: 24.01.2007, 23:00
 Czasem kiedy jestem albo przechodzę obok szpitala w moim mieście wstępuję do Kaplicy. Rzadko jest tam akurat ktoś jeszcze prócz mnie...A szpital ogromny, chorych i odwiedzających masa...Chrystus Eucharysztyczny czeka w samotności i bólu. Wielu mogloby złączyć swoje cierpienie z Nim, który jest na wyciągnięcie ręki, za ścianą....Nikogo nie potępiam, nie oceniam, sama tam bywam rzadziej niz mogłabym.....Proszę, odwiedzajcie Go w Kaplicach i posiedźcie z Nim chociażby w milczeniu , On tak bardzo na Was czeka, tak bardzo chce Was obdarzyć swoją miłością, tak bardzo czuje się samotny i opuszczony. Kim jesteśmy że każemy Bogu samemu na siebie czekać?
 Ola: 01.01.2007, 15:56
 Tak bardzo bym chciała kochać Chrystusa całym sercem...Proszę o modliwe...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ]
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Jest tak wiele pytań na temat miłości, które zadajesz sobie codziennie. Czy czasami masz wrażenie, że te pytania są bez odpowiedzi? Mamy dla Ciebie rozwiązanie... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2014 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej