Ogień (Łk 12, 49)
Powiedział Jezus: - Przyszedłem rzucić ogień na ziemią i jakże bardzo pragną, żeby on już zapłonął!
* * *
Ognia wielkiego, wojennego, frontowego, kremacyjnego
nie pamiętam.
Znam ot, zwykły ogień;
płonącej w wakacje stodoły pełnej pachnącego jeszcze
żyta,
dogasającego mieszkania na Palmas Green,
fajerwerku na campingu w Hiszpanii, który odbijał się
w oczach przerażeniem.
Znam inny ogień,
niewidzialny, nieugaszony.
Znam ogień namiętności,
który trawi gwałtownie, łapczywie, do ostatniej tkanki.
Znam ogień wygaszony,
wypalonych do szczętu ludzkich wnętrz spopielałych.
Znam ogień nienawiści,
który płonie zimnym blaskiem i nawet popiołu nie
zostawia.
Znam ogień umęczonego sumienia,
płonący jak lampa prosto w oczy na śledztwie.
Znam ogień cierpienia,
wysokiej gorączki, ran bolesnych,
który człowieka wytapia jak szlachetny kruszec.
Znam jeszcze inny ogień,
ogień Zielonych Świąt, który serca i umysły Apostołom
zapalił.
A także ogień Prometeusza z Ewangelii, jaki przyniósł,
aby świat podpalić miłością.
Przyszedłeś,
aby ogień rzucić na ziemię,
aby spalić w nim
mój egoizm,
moje wygodnictwo,
moje ramki małego formatu.
Zanim podpalisz świat po raz wtóry,
w ostatni dzień,
kiedy zatrzymają się wszystkie zegary świata
na tej samej minucie,
przychodzisz
i rzucasz między nas ogień zarażający.
Spraw,
niech Twoje słowa przetopią mnie w kruszec najczystszy.
Spraw,
niech Twoje palące jak głownie myśli dokonają we
mnie całopalenia nie Twoich idoli.
Spraw,
niech Twój ogień radosny uczyni ze mnie pochodnię
płonącą światłem w biały dzień.
ks. Wiesław Aleksander Niewęgłowski
|