Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Z kolędą u Trebuniów Tutków

Zespół Trebunie Tutki to część muzykującej rodziny: ojciec Władysław, synowie Krzysztof i Jan, córka Ania z mężem Andrzejem. Od 13 lat znany już nie tylko na Podhalu, ale też w całej Polsce. Pod Tatrami tworzy i podtrzymuje góralską tradycję. Muzykują tu od pięciu wieków.

- Od dziecka graliśmy na instrumentach: na skrzypcach, fortepianie. Przeważnie siadaliśmy z tatą Władysławem. Ania uczyła się w szkole muzycznej. Do naszego domu przychodzili wszyscy ćwiczyć przed pasterką. Po Wigilii zaczynało się kolędowanie. Od kilkudziesięciu lat muzykanci z parafii gromadzą się na pasterce. Śpiewamy kolędy znane wszędzie i te znane tylko na Podhalu - opowiada Krzysztof Trebunia Tutka, najstarszy z synów. Ale pastorałki wiążą się tu przede wszystkim z tradycją chodzenia kolędników po domach. - My też tak chodziliśmy: z siostrą Anią, bratem Jaśkiem i z kolegami - opowiada Krzysztof Trebunia Tutka.

Coby wam gaździno zhrubła

Jaślikorze czyli supkorze zaczynają kolędowanie już po wieczerzy wigilijnej. Na przodzie idzie anioł w koronie albo w kapeluszu z gwiazdą. W ręku niesie małą drewnianą szopkę z figurkami Jezusa, Maryi, Józefa, pastuszków i zwierząt. Za aniołem baca i juhasi: Frydercyk, Stacho, Iwan. Pastuszkowie mają ze sobą politce, czyli kije z nabijanymi brzękadłami. W czasie życzeń stukają nimi w ziemię. Z nimi jest jeszcze dziod. Ta zabawna postać ma się wadzić, nie chcąc oddać pokłonu Narodzonemu Dziecięciu. Wprowadza dobry humor i dużo zamieszania. W końcu uznaje królowanie Jezusa. - Po drugiej stronie Tater, na Słowacji są podobno takie grupy jak u nas. Po imionach pastuszków widać, że zwyczaj wywodzi się z tradycji pasterskiej, która nas łączy z Łemkami i Hucułami - mówi Krzysztof Trebunia Tutka.

W jasełkach góralskich są właściwie tylko role męskie. Ani Trebuni udało się jednak dostać angaż. - Chodziłam jako anioł. Miałam na sobie długą koszulę po babci, wyszywaną góralskim haftem dziurkowym. Z tyłu skrzydła z piórami. Zaczynałam ja i witałam domowników kolędą. Potem baca, czyli mój brat Krzysztof składał gospodarzom życzenia - opowiada Anna Trebunia Wyrostek. Według góralskiej kolędy najpierw, by był dobrobyt w gospodarstwie: "coby się wam darzyły kury cubate, gęsi siodłate/ obyście mieli telo wołków kielo w dachu kołków/ telo cielicek kielo w lesie jedlicek / telo owiecek kielo mak mo ziorecek/ telo krów kielo w sąsieku plów. A potem były życzenia dla rodziny: "coby się wom darzyły dzieci", "coby wam gaździno zhrubła", "a do reśty cobyście byli scenśliwi i weseli". Dalej kolędnicy odgrywają scenę narodzenia Jezusa z pokłonem pasterzy.

- Było nam bardzo miło, kiedy gospodarze mówili, że takiej kolędy nie widzieli od paru lat, i że my czysto i pięknie śpiewamy. Po skończonej kolędzie pytali skąd jesteśmy, wspominali naszych rodziców. Ludzie na Podhalu bardzo dobrze się znają, szczególnie na wsiach w obrębie jednej gminy. Przy tej okazji całe genealogie rodowe musiały być opowiedziane - wspomina Krzysztof Trebunia Tutka.

Kolędników obdarowywano jedzeniem: moskalickiem - plackiem ziemniaczano-mącznym pieczonym zamiast chleba, bryndzoską, czyli mocno solonym miękkim serem, którym smarowano moskalicek. Potem kolędnicy zbierali dutki. - Kiedy chodziłam z koleżankami ze scholi, za zebrane pieniądze kupiliśmy instrumenty muzyczne - wspomina pani Anna.

W jeden wieczór udawało się odwiedzić nawet 50-60 domów. Każdego dnia trzeba było chodzić coraz dalej od domu, nawet do 7 km. - Bardzo przeżywaliśmy chodzenie z szopką. Docieraliśmy do Poronina, Stasikówki, Murzasichla. Zawsze czekaliśmy na święta Bożego Narodzenia. Od końca listopada przez cały Adwent uczyliśmy się ról. Spotykaliśmy się w domu u nas albo u naszych kolegów - opowiada pani Anna. - Najtrudniejsze kolędowanie było w 1981 r., kiedy wprowadzono stan wojenny i godzinę policyjną. Pamiętam, że brat Krzysiek płakał, że nie pójdzie z szopką - wspomina Anna Trebunia Wyrostek. - Jednak udało się, trzeba było tylko przed godz. 20 wrócić do domu.

Na nowy rok noszony był też turoń z gwiazdą. Turoń symbolizuje stary rok, dlatego w czasie obrzędu kolędniczego musi "osłabnąć", a w końcu zdechnąć. - Potem wlewa mu się troske winka cerwonego, on budzi się do życia i symbolizuje już nowy rok - opowiada Krzysztof Trebunia. Kolędowanie na Podhalu trwało do Trzech Króli, a drzewiej nawet do święta Matki Bożej Gromnicznej, obchodzonego 2 lutego.

Jaze Józef podryguje

- Po szkole podstawowej nieco wyrośliśmy i przestaliśmy chodzić jako kolędnicy - mówi Krzysztof Trebunia Tutka. Na Podhalu zwyczaj kolędowania zaczął podupadać. Zmienił się styl życia. Niektórym tradycja zbieranie dutków zaczęła źle się kojarzyć. Ale od kilku lat kolędnicy zaczynają wracać. Teraz w wigilijny wieczór nawet 2 czy 3 grupy zaglądają do domu Trebuniów Tutków. Tutaj zawsze chętnie są przyjmowani. Jak to zwykle bywa, tradycji trzeba pomagać. Władysław Trebunia Tutka w Domu Kultury w Białym Dunajcu przypomina stare zwyczaje. Krzysztof Trebunia Tutka jako nauczyciel muzyki w zakopiańskim Domu Kultury "Jutrzenka" zachęca młodzież do pielęgnowania góralskiego śpiewu. - Teraz też moje dzieci chodzą z kolędą. Podpowiadam im, jak obrzęd ma wyglądać zgodnie z tradycją. 10-letnia córka jest w szopce pastuszkiem. Chętnie nosi się po góralsku. Kiedy trzeba, portki ubrać też potrafi. Starszy od niej Marcin potrafi powiedzieć gwarą i zaśpiewać. Dzieci mojego rodzeństwa jak podrosną, pewnie też dołączą. Szymek Ani ma 5 lat, a Kubuś Janka niecałe 2 - opowiada pan Krzysztof.

- W rodzinnym gnieździe - jak mówi Krzysztof Trebunia Tutka o domu rodzinnym w Białym Dunajcu - rodzeństwo spotyka się już po wieczerzy wigilijnej na wspólnym śpiewaniu kolęd. - Gram na fortepianie, Krzysztof na skrzypcach, albo zamieniamy się instrumentami. Śpiewamy tradycyjne polskie kolędy - mówi pani Anna. Brat Krzysztof dodaje: jak idzie "Przybieżeli do Betlejem", to myślimy o juhasach z naszych Tatr. Czujemy wtedy, że aniołowie przybyli z "betlejemskiej krainy". W końcu odkrywamy, że Jezus narodził się nie w dalekim Betlejem, ale pod Giewontem. Wtedy już dołączają do nas kolędnicy i śpiewają najprawdziwszą góralską kolędę: "Jezusicek Malusieńki na sianku połozony (...). Kuba skocył po gęsiołki i przyniósł stare basy.(…) Jaze Józef podryguje, a Maryjo się raduje Gloryjo!".

Od 13 lat Trebunie Tutki góralskie tradycje wynoszą poza Podhale. W ciągu roku grają około 100 koncertów. - Tata zawsze pilnuje tradycji, żebyśmy wszystkie elementy wykonywali zgodnie z duchem naszego regionu. Nie zaniedbywali takich szczegółów jak występowanie w pełnym odzieniu góralskim. Dla nas to nie tylko strój odświętny, ale nasza "druga skóra" - mówi Krzysztof Trebunia Tutka. - Pamiętam jeden z występów. Duża sala, reflektory świeciły wprost na nas. Było bardzo gorąco. Ania zdjęła góralski serdak na baranicy. Tata zaraz podszedł i serdak jej nałożył. Musiała wytrzymać do końca występu. Bo jak kolęda i pastorałka, to w zimowym klimacie. Publiczność się nie zorientowała. Sądziła, że to jeden z elementów występu - opowiada Krzysztof Trebunia Tutka.

Zdarzają się też elementy humorystyczne. - Mąż Ani, Andrzej, musiał włożyć skórę baranią, przykryty był derką, na głowie miał maskę Turonia. Niewiele co spod niej widział. Szedł do publiczności przez mnóstwo kabli i zahaczył o gęśliki. Instrument spadł z hukiem - wspomina ze śmiechem szwagier. W takich sytuacjach najtrudniej zachować powagę. Krzysztof Trebunia przycisnął mocniej smyczkiem i przerwy nie było. Na szczęście gęśliki się nie połamały.

Na scenie wystawiana jest szopka góralska w jasełkach z pastorałkami współczesnymi i tymi sprzed kilkudziesięciu laty. - Śpiewam pastorałki przeznaczone dla Matki Boskiej, która martwi się, że na polu jest zimno i nie ma czym okryć dzieciątka. Potem gram na basach. Kiedy ze sceny płyną tradycyjne polskie kolędy, publiczność zaczyna śpiewać razem z nami.

- Staramy się pokazać jak najwięcej zwyczajów góralskich, wozimy ze sobą dużo rekwizytów - mówi pani Anna.

Kolędowanie zgodnie z tradycją kończy pastorałka: "Za kolędę dziękujemy, zdrowio, scenścio Wom zycymy. Hej! Niech Wom Bóg zapłaci stokrotnie nagrodzi w niebie i na ziemi".

Irena Świerdzewska

Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"
Idziemy, 24-31 grudnia 2007


   

Wasze komentarze:
 heniek: 23.12.2009, 18:40
 ppiknie
(1)


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Rafki w nieuleczalnej chorobieModlitwa do św. Rafki w nieuleczalnej chorobie

Sanktuarium św. Wojciecha w Świętym GajuSanktuarium św. Wojciecha w Świętym Gaju

Jezus Dobry PasterzJezus Dobry Pasterz

Ja jestem krzewem winnym, wylatoroślamiJa jestem krzewem winnym, wylatoroślami

Miłość bez zobowiązań?Miłość bez zobowiązań?

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej