Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jezus mnie ocalił

Jestem Albańczykiem z Kosowa, z byłej Jugosławii, dzieckiem rodziny muzułmańskiej. Jednak na pierwszym miejscu w moim życiu jest i będzie Jezus, jedyny Zbawiciel. Jak znalazłem się w Polsce? Otóż 27 maja 1991 roku miałem wypadek samochodowy w Bułgarii, w miejscowości Keskendyl, gdzie wpadłem w trzystumetrową przepaść. Nie pamiętam, jak się to stało. Kolega, który był ze mną, wytłumaczył mi później. Otóż uderzyliśmy w drzewo, drzwi się otworzyły i kolega, który nie był przypięty pasami, wypadł z samochodu doznając lekkich obrażeń, ja natomiast, przypięty pasami, wraz z samochodem wpadłem w przepaść. Nie wiem, w jakich okolicznościach znalazłem się w szpitalu. Kolega, widząc spalony samochód, powiadomił moją rodzinę, że poniosłem śmierć w płomieniach. Rodzina przyjechała na miejsce wypadku i nie pytając nikogo, pozbierała zwęglone szczątki i szykowała pogrzeb. Ja w tym czasie przebywałem w szpitalu, nieprzytomny od 48 godzin, i nikt nie wiedział, skąd pochodzę. Po odzyskaniu przytomności pierwsze moje słowa padły w języku polskim: "Jezus". Powiedziałem tylko, że to Jezus mnie ocalił i że jestem z Kosowa.

W niedzielę ze szpitala wysłano do mojego domu telegram z informacją, że żyję. Zdziwienie było ogromne, gdyż w poniedziałek miał się odbyć mój pogrzeb. Po otrzymaniu telegramu rodzina natychmiast przybyła do szpitala, była to odległość około 200 kilometrów. Kiedy powiedziałem im, że życie zawdzięczam Jezusowi, stwierdzili, że mam jakieś zaburzenia i trudno się ze mną porozumieć. Byłem zdenerwowany, że nie chcą mnie wysłuchać. Po miesiącu mogłem opuścić szpital i zostałem przetransportowany do domu. Wcześniej środki masowego przekazu poinformowały 0 zaistniałym wypadku i o tym, że przeżycie go było niemożliwe.

Do domu wróciłem jako inny człowiek. Kochałem całym sercem Pana Jezusa, ponieważ to On mnie ocalił. Wiedziałem, że kogo Pan Bóg kocha, temu daje krzyż. W domu w dalszym ciągu nie mogłem z nikim znaleźć wspólnego języka. Uważali, że po tak ciężkim wypadku, urazie głowy i złamaniu stawu biodrowego jestem psychicznie chory, gdy na moich ustach pojawiało się imię Jezus. Dla rodziny i znajomych było to nie do przyjęcia, ponieważ wiara muzułmańska nie uznaje Pana Jezusa. Przez pewien okres Pan Jezus, ukazując mi się, przygotowywał mnie do trudnej drogi. 2 września przysłano mi wezwanie do jednostki wojskowej biorącej udział w wojnie pomiędzy Bośnią i Serbami, pomimo że byłem niesprawny i poruszałem się o dwóch kulach. Wystarczało im, żebym mógł utrzymać karabin i zabijać. 13 września miałem już być na froncie. W tym czasie modliłem się gorąco i prosiłem Pana Jezusa, aby dalej pokierował moim życiem.

W nocy z 12 na 13 września obudził mnie dziwny i ostry głos, i oto usłyszałem słowa w języku albańskim: "Wstawaj". Wstałem, rozejrzałem się po pokoju, wyszedłem na zewnątrz i nikogo nie widziałem. Ponownie położyłem się spać, myśląc że to sen. Po jakimś czasie obudził mnie znów ten sam głos: "Wstawaj". Ponownie wstałem, rozejrzałem się po pokoju i na zewnątrz. Tylko pies przybiegł do mnie. Siostra, która spała w tym samym pokoju, obudziła się i zapytałem ją, czy słyszała głos. Odpowiedziała mi, że nie i że od czasu wypadku stale coś kombinuję. Po raz trzeci się położyłem i znów głos się odezwał, lecz już innymi słowami: "Na co czekasz, wstawaj, czeka cię bardzo ciężka i długa droga". Wtedy uświadomiłem sobie, że to były słowa pochodzące od Pana Jezusa. Ponownie obudziłem siostrę i powiedziałem jej, że uwierzyłem Bogu i wyruszam w drogę. Przygotowałem podręczny bagaż i pieniądze. Wyszedłem na zewnątrz i klęknąłem przed domem, pocałowałem ziemię i rozpłakałem się jak dziecko, mówiąc do siebie, że nigdy już tu nie wrócę, skoro taka jest wola Pana Boga. Najgorszy był moment, kiedy opuszczałem swoją zagrodę. Posiadałem duże gospodarstwo - 200 owiec, 50 krów i ponad 50 tysięcy kur. Wszystkie zwierzęta zaczęły wydawać swój głos, tak jakby się ze mną żegnały, to było nie do opowiedzenia.

Przeszedłem o kulach 15 kilometrów do miejscowości Mitro wice, gdzie wsiadłem do autobusu, bojąc się, żeby nie spotkać wojska. Pieniądze i paszport ukryłem w butach. Przejechałem 90 kilometrów autokarem do miejscowości Kacza- nik. Tam zatrzymała nas wojskowa policja i od razu zaczęli mnie wypytywać, dokąd się wybieram. Skłamałem, że jadę na zabieg do szpitala do Macedonii, bo tam byłem operowany i tam muszę się zgłosić. Podarli dokumenty, które im podałem, zabrali całą torbę z ubraniem i pożywieniem, a następnie wysadzili z autokaru i kazali czekać, aż zadzwonią i dowiedzą się, co ze mną zrobić. Udało mi się cofnąć 50 metrów i uciec w stronę lasu. Szedłem lasami przez 13 dni, nie mając żadnych środków do życia, jedząc jeżyny i to, co w lesie można znaleźć. Byłem bardzo zmęczony, nie ogolony, brudny, spałem pod drzewami na siedząco, cierpiałem okropny ból. Jednej nocy usłyszałem wilki i wdrapałem się na drzewo. Wilki przybiegły pod to drzewo, ujadały i czekały na mnie. Ze zmęczenia zasnąłem, w pewnym momencie gałąź się złamała i spadłem na ziemię, ale wilków już nie było. Dziękowałem Bogu, że kolejny raz mnie uratował.

Po 13 dniach dostałem się do miasta Skopje, stolicy Macedonii, i zatrzymałem się w hotelu "Europa". Przebywałem tam przez 6 dni, jadłem raz na dzień i tylko zupę. Potem pojechałem pociągiem w kierunku Budapesztu przez Rumunię. Na granicy rumuńsko-węgierskiej celnicy wysadzili mnie z pociągu i kazali wrócić z powrotem. Wróciłem do granicy rumuńsko-bułgarskiej w celu przedostania się do Bułgarii. Ponownie wysadzili mnie celnicy i nie przyjęli do Bułgarii. Wtedy postanowiłem przedostać się lasami przez granicę bułgarską. Zajęło mi to 8 dni. Szedłem w strugach deszczu, było bardzo zimno. Znalazłem pod drzewem reklamówkę, w której były dwa ziemniaki i dwie cebule. Zjadłem je, gdyż byłem bardzo głodny. Dostałem temperatury i bólu brzucha. Ból był tak silny, że nie pozwolił mi dalej iść. Jednak po jakimś czasie ustąpiły i ból, i temperatura, ubranie wyschło i byłem pewien, że Boża Opatrzność w dalszym ciągu czuwa nade mną.

Dotarłem do jakiegoś domu i jego właściciel, dobry człowiek, po krótkiej rozmowie zgodził się zawieźć mnie za 150 marek do Sofii. Tam kupiłem bilet do Polski na 16 października. W Sofii zatrzymałem się w hotelu przez 4 dni. W dniu wyjazdu rano modliłem się, prosząc Pana Jezusa, abym szczęśliwie dotarł do Polski. Na lotnisku czekała mnie następna przeszkoda, gdyż nie miałem rezerwacji. Z pomocą przyszła mi osoba zajmująca się podróżnymi. Pozwolono mi wejść do autokaru, który podwoził pasażerów do samolotu. Tu pilot Polak zgodził się, abym zajął miejsce w samolocie. Samolot miał międzylądowania w Bukareszcie, Budapeszcie, Bratysławie, a następnie w Warszawie. Bałem się, żebym nie został po drodze wysadzony. W pewnej chwili ogłoszono, że z powodu złych warunków atmosferycznych samolot nie może nigdzie wylądować i, dzięki Panu Bogu, pierwszym i ostatnim przystankiem była Warszawa. Rozsadzała mnie radość. Opatrzność nadal czuwała. Chociaż nie miałem środków do życia, to byłem już w Polsce!

Zatrzymałem się u pewnej rodziny w Skierniewicach, przenocowałem i następnego dnia poprosiłem gospodarza, żeby zaprowadził mnie do kościoła, gdyż chciałem podziękować Bogu za Jego opiekę podczas tak trudnej drogi do Polski. W kościele wzruszył mnie i zdziwił widok Pana Jezusa ukrzyżowanego. Zobaczyłem obraz, na którym był wizerunek Pana Jezusa takiego, jakiego widziałem, kiedy miałem wypadek samochodowy.

W Polsce było mi na początku bardzo trudno, gdyż byłem innego wyznania, kultury i obyczajów. Spotykałem jednak dobrych ludzi, którzy mi pomagali. Spełniło się też moje wielkie marzenie.

Po miesięcznym pobycie w Polsce wysłałem telegram do dziewczyny, którą poznałem poczas pobytu w sanatorium, proponując jej, aby przyjechała, gdyż tu są lepsze warunki do leczenia. W niecały rok po jej przybyciu urodziła się nam córeczka, która odmieniła nasze życie. Pragnąłem doprowadzić do wiary moje dziecko, chciałem też, aby nie czuła się tu obco, gdy dorośnie. Widząc, że wiara chrześcijańska daje tyle sił, postanowiliśmy i my przyjąć chrzest i wszystkie sakramenty kościelne. We wszystkim zaufałem Panu Jezusowi.

Z czasem otrzymałem status uchodźca, mieszkanie, kartę stałego pobytu, pełne uzdrowienie oraz pracę. Od 1994 roku zacząłem pielgrzymować z kulami na Jasną Górę, by dziękować za otrzymane łaski. W 1996 roku dałem świadectwo na Jasnej Górze, zostawiając tam kule. Dopóki będę żył i Pan Jezus da mi dosyć sił, będę co roku pielgrzymował.

Zut


   

Wasze komentarze:
 Łucja .: 27.12.2020, 13:43
  Jezu błagam postaw na drodze życia Piotra wartościową dziewczynę . Zabierz smutek i samotność od niego .
 do Wiatru :): 18.11.2008, 21:30
 Widzę Wietrze, że wiejesz bardzo o poranku ;) ---Czysty jak gołąb, roztropny jak wąż.--- ---Wiejesz i wiejesz, bezustannie wciąż.--- Dając przestanki ku przemyśleniu, wstaniu, powrocie, uspokojeniu. Tępem powietrza pędzisz swe myśli, szumem jesiennym swe uszy napełniasz, w trwodze poranka duszę ukajasz, zaspanym Słońcem swe serce rozświetlasz. Gonisz tą Wieczną Uciekinierkę, jasność co zwie się Niepokalana, nim znów codzienne skierujesz kroki, przed Jej obliczem zginasz kolana. Pędzi cię Ten, co każe Kochać, gdy widzieć, zobaczyć Chwały nie umiesz. Spoglądasz tedy na Tęczy Przymierze -- ufaj, wciąż ufaj, jak Ona - zrozumiesz.
 wiatr: 18.11.2008, 05:04
  UFAJĄC ... BOŻEJ OPATRZNOŚCI ... przyjmować ... Znaki ... Czasu ... Wsłuchiwać się ...w Natchnienia Ducha Świętego ... Wiernie JE WYPEŁNIAĆ ... KOLANA ZGINAĆ ... i Zło w sobie Zwalczać ... dzięki Łasce Pana ... BYĆ CZUJNYM ... na Zagrożenia ... Być jak ...węże ... " przebiegli i sprytni " ... aby ... NIE DAĆ się ... złemu ... zwieść i ukąsić ... i jeszcze ... bardziej ... sprytni ... i jeszcze bardziej ... UKRYCI ... i jeszcze Bardziej OTWARCI ... i ŁAGODNI .... i CZULI ...i DELIKATNI ... i DOBRZY ...i KOCHAJĄCY ... i WSPÓŁCZUJĄCY ... i OFIARNI ... i MIŁOSIERNI ... i UFAJĄCY ...PEŁNI POKOJU i PANA !!! Amen !
(1)


Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do Matki Bożej Wspomożycielki WiernychModlitwa do Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych

Akt oddania się Maryi Wspomożycielce WiernychAkt oddania się Maryi Wspomożycielce Wiernych

Nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety mają być poddane mężom?Nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety mają być poddane mężom?

Medytacja: U Marii i MartyMedytacja: "U Marii i Marty"

Śmierć świętego pustelnikaŚmierć świętego pustelnika

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej