Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Kiedy nogi przestają słuchać...

     Jest ich kilkunastu. Poruszają się o kulach, na wózkach, kuśtykają. Jola, Krzysztof, Ola, Krystyna, Elżbieta, Bartek... Przyjechali do Lichenia z różnych stron. Tutaj czują się wolni i bliżej Boga.

     Spotykamy się w Licheniu pod parasolami nieopodal Domu Pielgrzyma "Betania" na oazie chorych. Witają mnie jak zwykle serdecznie, bo oni już po prostu tacy są. Obserwują mnie bacznie, powoli nabierają zaufania. W końcu pozwalają mi pchać wózek.

     - Bo z wózkiem to jest tak: nie każdy nadaje się do pchania. Kiedy masz nogi niesprawne i ręce sprawne coraz mniej, to się przed upadkiem nie obronisz. 1 to się może żle skończyć. Stąd taka nasza nieufność - wyjaśnia rzeczowo Adam - elektryk.

     Mieszkają z dala od siebie. Po wyjeździe wysyłają sobie maile i sms-y. Tęsknią za sobą i za tym miejscem. Tutaj czują się bliżej człowieka i Boga.

     - To, co powiem, to może banał, ale tu rozmodlenie czuje się w każdym źdźble trawy. Tutaj każdy kamień ma swoją historię, każdy człowiek jest jak brat - mówi 36-letnia Jola.

     Jolanta. Lat 36. Uszkodzenie okołoporodowe.

     Jeździ na wózku od 20 lat, jednak nigdy do końca się z tym nie pogodziła. Jest uwięziona w wieżowcu. Mieszka na 10 piętrze. Pisze wiersze do szuflady. To wielka indywidualistka. Pewna siebie. Jak się przyjaźni - to na śmierć i życie. Jak kocha - to bez reszty. Najbardziej w życiu ceni sobie wolność. Ma żal do swoich rodziców, szczególnie do matki, że trzyma ją pod kloszem.

     - Dopiero tu, w Licheniu czuję się wolna. Muszę sama podejmować decyzje. Moi przyjaciele i opiekunowie wręcz wymagają ode mnie samodzielności. Ale Licheń lubię też za bliskość Boga. Tutaj człowiek nie tyle zapomina o chorobie, ile o jej ciężarze - mówi Jola.

     Beata. Lat 34. Dziecięce porażenie mózgowe.

     Mówi o sobie, że jest szczęściarą. Chodzi trochę jak kaczuszka, ale za to ma mnóstwo sił, by pchać wózki innych. To bardzo wrażliwa dziewczyna. Gra w orkiestrze, lepi z gliny pękate garnki.

     - Skłamałabym, gdybym powiedziała, że przyjeżdżam tutaj tylko ze względu na Boga. Licheń to także miejsce spotkań moich sprawdzonych przyjaciół. Normalnie ludzie widzą że jestem inna. Krzywo chodzę, niewyraźnie mówię. Tutaj jestem jedną z nich i to dodaje mi skrzydeł - mówi Beata.

     Krzysztof. Lat 42. Ataksja genetyczna Friedricha.

     To najprzystojniejszy mężczyzna na tym turnusie. Jest pogodny, pogodzony z chorobą ale nie poddany jej. Na wózek, dzięki ciężkiej pracy i rehabilitacji, usiadł dopiero trzy lata temu.

     - Już w podstawówce zauważyłem, że moje nogi przestają mnie słuchać. Zacząłem się przewracać, tracić równowagę. Na początku lekarze myśleli, że tak się dzieje, ponieważ dojrzewam. Dopiero podczas komisji wojskowej, kiedy zrobiono mi dokładne badania, padła diagnoza. Ataksja genetyczna Friedricha - opowiada Krzysztof.

     Zaczęła się jego długa i ciężka walka nie tyle z chorobą ile z jej postępem. Od kilkunastu lat Krzysztof nie rozstaje się ze swoim trójkołowym rowerem. Dziennie potrafi nim przejechać nawet 50 kilometrów! Wszystko po to, by nie utracić władzy w rękach i nodze. Kilka razy w roku wyjeżdża na turnusy rehabilitacyjne. Wydaje na nie wszystkie swoje oszczędności.

     Największym życiowym marzeniem Krzysztofa było prowadzenie gospodarstwa.

     - Nigdy nie pytałem Boga: dlaczego ja? Zawsze raczej pytałem: i co dalej? To zabrzmi dziwnie, ale prawdziwe piękno tego świata zacząłem dostrzegać dopiero wtedy, kiedy dowiedziałem się, że jestem chory. Widziałem więcej z perspektywy wózka - mówi.

     Marzy o podróżach. Ale boi się wsiąść do pociągu. Dużo czyta. O swojej chorobie wie prawie wszystko. Śmieje się, że wroga trzeba poznać.

     Krystyna. Lat. 48. Dziecięce porażenie mózgowe.

     Lata 80. dla Krystyny były bardzo przełomowe . Wyrwały ją z głuchej wsi.

     - Kiedy byłam młoda - śmieje się - to marzyłam, że stanie się tak, jak w bajce. Nagle obudzę się, zacznę chodzić, przyjedzie po mnie piękny książę na białym koniu i zabierze mnie z tej zapadłej wsi, w której świat o mnie zapomniał. Ale stało się inaczej. Wózek jak stał, tak stał przy łóżku, a ja sama zaczęłam się rozglądać, jak stamtąd uciec. I zaczęłam wyjeżdżać. Na różne turnusy rehabilitacyjne. Zaczęłam żyć - mówi Krystyna.

     Skończyła szkołę - studium psychologiczne, by pomagać takim jak ona i zdrowym.

     - Licheń jest balsamem dla mojej duszy. To ładowanie akumulatorów na kolejny rok - dodaje.

     Krzysztof. Lat 41. Zdrowy od urodzenia.

     Jest księdzem. Od razu wiedział, że chce być kapelanem chorych.

     - Każdy człowiek chęć pomocy innym nosi w sobie. Trzeba tylko, albo aż, wsłuchać się w siebie i wcielić to w życie. Ja mam zdrowe ręce i nogi. Dlaczego nie miałbym oddać tego innym? Po wielu latach przebywania z niepełnosprawnymi wiem, ze inaczej należy traktować ludzi chorych czasowo od tych skazanych na zmaganie się ze swoją chorobą przez całe życie. Tym pierwszym mówię, że powinni mieć nadzieję na wyzdrowienie. Tych drugich uczę, jak żyć z chorobą. Co mi to daje? Przekonanie, że wypełniam najważniejsze przykazanie Boga, by miłować bliźniego jak siebie samego - mówi ks. Krzysztof.

     Jola, Krzysztof, Beata, Krystyna przyjechali do Lichenia po spokój, modlitwę, wolność, odpoczynek. Codziennie budzą się o świcie i cieszą z każdego darowanego dnia. Wieczorem kładą się spać, mając nadzieję na kolejny, zwyczajny i właśnie dlatego piękny dzień...

Jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić,
że jesteś już u kresu, nie wierz w to!
Jeśli znasz odwieczną Miłość,
która Cię stworzyła, to wiesz także,
Twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna.
Różne są w życiu "pory roku":
jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima,
chciałbym abyś wiedział,
że nie jest to pora ostatnia,
bo ostatnią porą Twego życia będzie wiosna:
wiosna zmartychwstania,
Całość twojego życia sięga
nieskończenie dalej niż jego
granice ziemskie: Czeka cię niebo.

Jan Paweł II


Magda Kowalska

Tekst pochodzi z Informatora Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Pielgrzym Licheński - Informator nr 2, grudzień 2005



   

Sztuka uwodzenia własnej żony Sztuka uwodzenia własnej żony
Margaret Hardisty
„Sztuka uwodzenia własnej żony” to książka dla mężów, choć i kobiety przeczytają ją z wielkim zainteresowaniem.

Autorka pisze o tym, czego pragną kobiety i potrafi jasno ukazać, czego tak naprawdę żony oczekują od mężów. Kto jest bowiem bardziej kompetentny, by powiedzieć mężczyznom, co myślą i czują kobiety, niż właśnie jedna z nich?... » zobacz więcej


Wasze komentarze:
 Krulik: 03.04.2008, 19:04
 Ja i ty, 2 psy.
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej