Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ze względu na zgorszenie nie mogę przyjmować Pana Jezusa w Eucharystii

"Ojcze! Nie rozumiałam, że troszczyłeś się o mnie. Dziękuję, że przyciągnąłeś mnie do siebie ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłeś dla mnie jak Ten, co podnosi do swego policzka niemowlę, schyliłeś się ku mnie i nakarmiłeś."

Przez całe życie szukałam miłości, szukałam nie tam, gdzie powinnam. Nie rozumiałam, że ta miłość, o której marzyłam, jakiej pragnęłam, była najbliżej mnie. Nie mogłam pojąć, że to Bóg jest tą miłością, że mogę pokochać Boga tak bardzo, jak jeszcze nigdy nikogo nie kochałam, że mogę doświadczać Jego miłości i opieki.

Bóg był dla mnie kimś dalekim, Panem, który za dobre wynagradza, a za złe karze. Nie chciałam Boga, który byłby podobny do moich rodziców, nauczycieli w szkole albo kapłana w sakramencie pojednania. Nie rozumiałam, że kapłan jest dany przez Boga, aby nam pomagał w naszych walkach duchowych, a nie tylko wysłuchał nasze grzechy, zrugał nas czy osądził. Nie potrafiłam zaakceptować w sprawach duchowych posługi człowieka, także grzesznego. Wydawało mi się, że spowiedź powszechna wystarczy. I to była wielka pułapka zastawiona na mnie przez szatana, w którego istnienie wtedy nie wierzyłam.

Kiedy pojawił się w moim życiu grzech ciężki, a nie chciałam pójść do spowiedzi, potem było mi już obojętne, czy będzie to jeden, czy więcej grzechów, bo i tak nie mogłam w pełni uczestniczyć w Eucharystii. Coraz częściej więc zaniedbywałam niedzielną Mszę świętą (każdy powód był dobry), aż do całkowitego zaniechania chodzenia na nią. Chciałam żyć w wolności, według własnego upodobania. Chciałam kochać i być kochaną. Szukałam miłości u ludzi. Kochałam, ale bez wzajemności. Byłam wykorzystywana, zdradzana, okłamywana. Nieświadomie wplątałam się w małżeństwo niesakramentalne - też nieudane. Odczuwałam rozpacz, nienawiść do ludzi i do siebie. Dlaczego tak się dzieje w moim życiu? Dlaczego nie jestem kochana, kiedy kocham?

Nie chciałam dłużej tak żyć, ale bałam się śmierci, gdy trzeba będzie stanąć przed Sądem Bożym. Wydawało mi się, że dla mnie jest już za późno, że nie mogę już prosić o przebaczenie, bo za mocno zraniłam Jezusa. Wyparłam się Go przecież i chciałam być szczęśliwa bez Niego, bez Jego Kościoła, bez przykazań. Jak po tym wszystkim mogłabym wrócić do Niego! Uważałam, że będzie się mną brzydził. Nie mogłam uwierzyć w Jego miłość, w to, że On na mnie czeka i że bardzo pragnie, abym wróciła, że chce mnie przytulić i przywrócić mi godność dziecka Bożego.

I wtedy przypomniałam sobie modlitwę do Matki Bożej. Prosiłam, aby chociaż Ona była ze mną w godzinie mojej śmierci, bo bardzo się boję i po tym wszystkim, co nabroiłam w życiu, nie śmiem spojrzeć w oczy Jezusowi. Po kilku miesiącach walki duchowej i prób powrotu do Boga, Matka Boża zrobiła dla mnie o wiele więcej, niż Ją prosiłam. Zaprowadziła mnie do Odnowy w Duchu Świętym i tam - już na pierwszym spotkaniu modlitewnym - poznałam i pokochałam Jezusa. Nareszcie odnalazłam tę swoją wymarzoną miłość. Wszystko w moim życiu stało się zupełnie inne.

Po tym, co przeżyłam, nie mogłam dłużej trwać w grzechu związku niesakramentalnego. Nie zaakceptował tego mój mąż, który nadal uparcie odrzuca Boga. Jesteśmy już po rozwodzie, ale ze względu na trudną sytuację materialną musimy mieszkać w tym samym domu. Mamy dwie córki - dwudziestotrzyletnią i czternastoletnią. Od sześciu lat cierpię prześladowania za wiarę. Nigdy nie myślałam, że mogę tyle wycierpieć dla Chrystusa. Lecz jeszcze większym cierpieniem w moim życiu jest to, że z powodu mieszkania pod jednym dachem z byłym mężem nie mogę przyjmować Pana Jezusa w Eucharystii - ze względu na zgorszenie. Na początku często płakałam podczas Eucharystii. Użalałam się nad sobą, popadałam w rozpacz, że tak już będzie zawsze. Czarna owca w kościele, wytykana palcami, wyśmiewana.

Nierzadko byłam jedyną osobą nie przyjmującą Komunii świętej. Mówiłam sobie wtedy, że więcej nie przyjdę do kościoła, będę się modlić w domu, ale nie mogłam żyć bez Eucharystii. Ta dziwna siła miłości przyciągała mnie znowu. Trwało to około dwóch lat. Pan czuwał nade mną i przyszedł mi z pomocą w osobie kapłana, który powiedział mi o Komunii duchowej i o tym, żebym zamiast rozczulać się nad sobą uwielbiała w czasie Komunii świętej Jezusa ża Jego miłość, za to, co już uczynił w moim życiu.

Starałam się w tym momencie Eucharystii zamykać oczy, aby móc lepiej skupić się na osobie Jezusa, uwielbiać Go - i wtedy rzeczywiście zapominałam o sobie.

W moim sercu często mówię Jezusowi o tym, jak bardzo Go kocham, jak pragnę żyć Jego miłością i kochać wszystkich ludzi, a zwłaszcza nieprzyjaciół. Ufam, że dobry Bóg pomoże mi do końca naprawić moje życie, że mnie nie opuści, a Jego łaska będzie mi zawsze towarzyszyła. Wierzę też, że doczekam się kiedyś nawrócenia ojca moich dzieci. "Jezus to mój Pan, Jemu zaufałam, On moim Bogiem. To mój Pan, wiele mi uczynił, On mnie uzdrowił!"

Ewa


   

Wasze komentarze:
 Kasia: 17.01.2008, 18:53
 Dziękuję Ci Panie za to, że stworzyłeś człowieka. Nie żaden ideał, tylko człowieka - grzesznego, ulegającego pokusom, grzeszącego i jakże często błądzącego. Dziękuję Ci Panie, że mnie kochasz taką jaką jestem. Dziękuję, że we mnie wierzysz. Przepraszam, że zawodzę, że wątpię i wciąż za mało ufam, że pomimo iż Ty dałeś nam ludziom tak wiele, nam jest wciąż mało, wciąż chcemy czegoś więcej. Pokusy, nasze grzech, życie doczesne i problemy... oddalamy się od Ciebie, często schodzisz na dalszy plan. Przepraszam. I proszę o dar wiary i ufności w Ciebie i Twój plan wobec mnie. Ty stworzyłeś ludzi, aby "ziemię czynili sobie poddaną", proszę wskaż mi drogę w moim życiu, drogę zgodną z Twoją wolą. Ufam i proszę.
 ewa: 25.11.2007, 19:47
 Adamie do Ciebie piszę ten list.. . Mówisz o sobie , że jesteś ZDOBYWCĄ....i to jest prawdą :masz czynić sobie ziemię poddaną w różnych dziedzinach...ale Ewy...się nie zdobywa ,Ewę sie miłuje!!.Czy pamiętasz ten Dzień ...gdy Bóg przyprowadził Ją do Ciebie. Wcześniej byłeś pogrążony w ''głębokim śnie", nie widziałeś jak Bóg ją rzezbił i dawał jej Ducha i intuicję,która ją do Ciebie przywidła. Była dla Ciebie TAJEMNICĄ... . Ty jej nie zdobywałeś ...,Ty CZEKAŁEŚ< TĘSKNIŁEŚ, byłeś samotny... . A ona jak Oblubienica z Pnp. szuka , jest poraniona ... i pragnie być sercem w Twoim Sercu !.
 ewa: 23.11.2007, 20:57
 Dziękuję za te przemyślenia...nie jestem naukowcem, ale pragnę na chwilę zatrzymać się na ''Ks.Rodz. na odwiecznym problemie WINY ,który jest tam ukazany.Powszeche jest myślenie, że"winna jest Ewa",bo przecież to z nią prowadził dialog szatan...i uległa!!! Jako spatkobierczyni ...po mojej MATCE mam OBOWIĄZEK JĄ bronić...poprzez postawienie pytania " GDZIE BYŁEŚ ADAMIE,GDY WĄŻ KUSIŁ EWĘ ???" bo przecież Twoim powołaniem jest JĄ OSŁANIAĆ przed atakami....jest z Ciebie i do Ciebie kieruje swe pragnienia...Czym tak bardzo się ZAJAŁEŚ...co Cię pochłonęło...że poczuła się samotna...i uległa pokusie ... . Och Adamie Bóg JĄ STWORZYŁ Z CIEBIE I DLA CIEBIE ...ale dał jej Swojego Ducha tak jak Tobie...ZADAŁ!!! Ci Ewę..Masz JĄ osłaniać swoją miłością zatopioną w BOGU a więc musisz sam bYĆ NIM SILNY...gdy to zrozumiesz , może będzie można UTRACONY RAJ ODZYSKAĆ!!!!....
 thebill_: 23.11.2007, 14:51
 Popieram. I zapraszam na stronę Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego :D
(1)


Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej