Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Przekonałem się o tym w moim życiu

Nigdy nie lubiłem szkoły. Wymagała ona dyscypliny i systematyczności, a z tym miałem zawsze problemy. W wieku szesnastu lat poznałem świat muzyki, która stała się dla mnie sposobem na ucieczkę przed codziennością. Miałem wtedy wielkie marzenia, chciałem zostać muzykiem, poczuć się naprawdę wolnym. Pasjonował mnie ruch "dzieci kwiatów". Dawało mi to poczucie oryginalności i niezależności. Próbowałem nawet grać na gitarze, ale bez powodzenia. Do tego doszły używki, alkohol i papierosy. Nie miałem dobrego kontaktu z rodzicami. Wydawało mi się, że dzieli nas ocean. Zaniedbywałem szkołę, życie przeciekało mi między palcami. Paliłem za sobą mosty, traciłem prawdziwych przyjaciół.

Mój los odmienił się radykalnie, kiedy znalazłem się w szpitalu psychiatrycznym. Zamiast marzeń miałem napady złości, okropne lęki i urojenia. Czułem się bezsilny, zawiedziony i zrozpaczony, a przy tym bardzo samotny. Wszystko to, czym żyłem, rozwiał wiatr. Bałem się siebie, własnych myśli. Dni spędzałem na nierzeczywistych rozmyślaniach i w smutku. Ale wtedy zacząłem dostrzegać ludzi mi bliskich, którzy byli przy mnie przez cały czas, martwili się o mnie. Spostrzegłem moją mamę i płynące po jej twarzy łzy. Mój stan wymagał stałej opieki lekarskiej, musiałem więc spędzić długi czas w szpitalu, w zamknięciu, przerażony innymi pacjentami.

Wreszcie nadszedł dzień, kiedy mogłem opuścić szpital i wrócić do domu. Dom stał się dla mnie schronieniem przed światem. Musiałem przyjmować leki psychotropowe, przez co ciągle nie byłem sobą. Uczyniłbym wszystko, aby przerwać ten koszmar. Dowiedziałem się wtedy o spotkaniach Odnowy w Duchu Świętym, podczas których Bóg działa z mocą i czyni cuda. Poszedłem tam z wielkimi oporami i niechęcią. Usłyszałem, że Jezus jest obecny wśród nas i działa z taką samą mocą jak 2000 lat temu, i że może przemienić moje serce. Długo zastanawiałem się nad tymi słowami i nie mogłem w nie uwierzyć. Wezwałem wtedy Jego imię z wiarą i nadzieją, dotykając w jakiś sposób Jego płaszcza.

Któregoś dnia mama zaproponowała mi wspólną modlitwę wieczorną. Pierwszy raz od dzieciństwa klęczałem z mamą pod krzyżem. Potem byłem tym zdegustowany, gdyż nie rozumiałem jeszcze wtedy, czym jest modlitwa. Jednak pod wpływem mamy modliłem się często i w końcu modlitwa stała się czymś normalnym w moim programie dnia. Czułem, że była ona sposobem na wypełnienie wolnego czasu, którego miałem dużo, bo w tym okresie nie lubiłem wychodzić z domu.

Przerwałem naukę i ukryłem się przed światem. Choroba zmusiła mnie do funkcjonowania jedynie wśród najbliższych. Modlitwa powoli nabierała dla mnie coraz większego sensu. Poznałem modlitwę różańcową i nauczyłem się ją przeżywać. Również mój tata został przez nią porwany i dzień kończyliśmy spotkaniem przy stole na modlitwie. Przerodziła się ona w nieszpory, kompletę, po prostu liturgię godzin. Modlitwa zaczęła żyć w naszych sercach. Jezus stał się rzeczywistym Panem naszego życia. Poczułem radość z tego, że rodzice są ze mną, a Jezus z nami i blisko nas.

Chociaż z powodu mojej choroby często czuję się bezsilny, to staram się widzieć ją jako mój krzyż. Kiedy tak pomyślę, co wcale nie jest łatwe, czuję się szczęśliwy. Dodaje mi to wiary i sił. Dobra Nowina usłyszana na Mszy świętej czy spotkaniu wspólnotowym żyje w moim sercu. Wierzę w jej moc i siłę. Ona przemienia moje serce i kształtuje sumienie. Dzięki niej nauczyłem się dostrzegać obecność Jezusa w codziennych problemach. Jemu powierzam wszystkie swoje sprawy, Jemu oddaję swoje serce, prosząc, by napełnił je pokojem.

Kiedy przychodzi złe samopoczucie, odzywa się lęk i niepokój, kiedy czuję się bezsilny wobec świata, wówczas pozostaje nadzieja, że Bóg-Czło- wiek mnie miłuje. On wszystko rozumie, On jest blisko mnie, gotów pospieszyć mi na ratunek. Ja również pragnę być blisko Niego, ale wiem, że jestem grzeszny, że brak mi wytrwałości w czynieniu dobra. Dlatego ofiarowuję Jezusowi wszystkie moje niedomagania i słabości. Chcę żyć z Nim i dla Niego, nie zostawiając miejsca na pustkę. Jest we mnie nadzieja, że Jezus zwycięży w moim życiu, że w jakiś sposób pokona moją chorobę. Chciałbym wyzdrowieć, zapomnieć o chorobie, lecz mam wrażenie, że niczego nie jestem w stanie zmienić. Życie moje ucieka, ale wierzę, że ma ono jakąś wartość i cel. Wiara pozwala mi spojrzeć na wszystko, co jest w moim życiu trudne, z innej strony. Widzę więc moją chorobę jako zmaganie czy drogę, którą kroczył przede mną mój Bóg. Zmianę mojego myślenia wywołał w moim sercu, między innymi, dziennik błogosławionej siostry Faustyny. Przekonała mnie ona do dobroci i wielbienia Bożego miłosierdzia. Jej świadectwo nauczyło mnie doceniać wszystkie ciemne chwile, które mogą mieć jakąś wartość, przez które mogę przysłużyć się dobroci. Ona sprawiła, że nauczyłem się cierpieć z godnością.

Moi rodzice są dla mnie wielkim wsparciem, pomagają mi przetrwać kryzysy, które mnie nękają. Widzę, jacy są wspaniali, jak dużo mają cierpliwości i miłości w stosunku do mnie. Często wydaje mi się, że żyję tylko dla nich. Pragnę odpowiedzieć na ich postawę miłością, dobrocią i wyrozumiałością.

Dziś mam dwadzieścia trzy lata i nadal żyję z moimi problemami. Trwam na modlitwie, która jest nieustannym poszukiwaniem pocieszenia, zrozumienia i sensu. Kiedy wieczorem zasiadamy z rodzicami do brewiarza, wspólnie zanosimy do Boga prośby, ożywiamy w sobie nadzieję na lepsze jutro. Otwieramy się na wspaniałość i dobroć naszego Króla, którego zapraszamy do naszego życia, do naszych codziennych spraw. Wtedy Duch Święty napełnia mocą nasze serca.

Moja choroba stała się dla mnie powodem szukania i spotkania Boga. Jest to naprawdę niesamowite, że Król królów przygarnął mnie do siebie i jest ze mną mimo mej niedoskonałości. Dziękuję, że pojednał mnie z rodzicami, że pociesza w chorobie, że nadaje sens i cel mojemu życiu, że daje nadzieję na lepsze jutro. On dał mi motywację do rzucenia palenia. Przez Niego zmieniło się moje patrzenie na świat i ludzi. Pamiętam, jak nasz Papież Jan Paweł II powiedział, że człowiek nie zrozumie siebie bez Jezusa. Przekonałem się o tym w moim życiu.

Rafał


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej