Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wdzięczność do Boga

Spotkanie po latach z przyjaciółką od serca, która poszła do klasztoru i nie dzieliła już uniesień, nie słuchała zwierzeń ani nie rozmawiała o tym, co sama przeżywa, było zwyczajne, choć nieoczekiwane. Dziś wiem, że modliła się za mnie, jak i ja za nią, przez te dwa lata rozłąki pełnej żalu i niezrozumienia. Gdy już powiedziała, że rozstając się na tak długo bez słowa pożegnania i odpowiedzi na listy, była przekonana, że Bóg tego od niej wymagał, gdy wyznała, że jest szczęśliwa bez świata, o który troszczy się teraz inaczej, zapytała, czy mąż wyzdrowiał, czy dzieci zdrowe, czy mam pracę.

Opowiadałam po kolei, dochodząc do miejsca, w którym płacząc, żaliłam się, starając się nikogo nie oskarżać, jak strasznie jest w szpitalach psychiatrycznych, gdzie często jedynym sposobem na bicie głową o ścianę jest przywiązywanie pasami do łóżka, gdzie nie ma się siły tłumaczyć dziecku, dlaczego nie odwiedza go własny ojciec, który jeszcze niedawno chodził z nim do kina i rozpieszczał książkami. Opowiadałam dalej, jak uczyłam się załatwiać miejsca w kolejnych szpitalach, jak chodziliśmy na egzorcyzmy, jak dziecko, już dorosłe, przestawało brać leki i jak po zdobyciu kolejnego skierowania do szpitala trzeba je było (po umówieniu się z sanitariuszami), czekając w zasadzce w naszym wspólnym domu, zaskoczyć, pojmać, związać i odwieźć kolejny raz na leczenie.

Długo opowiadałam o tym, że zaprzyjaźnieni lekarze i księża radzili żyć tylko tym dniem, który jest, cieszyć się, że przecież przez pierwsze siedemnaście lat dziecko było zdrowe, nie mieć specjalnych nadziei na polepszenie, nie snuć planów na przyszłość, nie martwić się, co będzie, gdy nas zabraknie, a renta taka mała...

Opowiadałam też o swoim osamotnieniu, o tym, że mój mąż, ojciec chorego dziecka, wyrzekł się go, chociaż był dumny, gdy przed chorobą, a nawet w czasie jej trwania, dziecko zdawało kolejne egzaminy. Nie mógł przyjąć, że jest chore, wyganiał je z domu, nie pozwalał korzystać z telefonu i zamykał lodówkę ze słowami: "Masz rentę. Miejsce wariatów jest w domu wariatów. Wariat nie będzie rządził!". Krwawiło mi serce i wtedy, gdy młodsze, też już dorosłe dziecko wybrało obce miasto i mieszkanie w akademiku, byle choć przez kilka dni w tygodniu być z dala od awantur pomiędzy dwojgiem chorych ludzi i nie widzieć moich daremnych łez.

Powiedziałam na koniec rozmowy o opiece i dobroci riaszych wspólnych znajomych, o pocieszeniu, jakiego doznałam na różnych treningach, terapiach i warsztatach, gdzie usłyszałam, że nieszczęście jest tylko częścią mojego życia, że mogę asertywnie zadbać o siebie i o drugie dziecko, że powinnam wyjechać, odpocząć, poszukać bardziej interesującej pracy, która pomoże mi zapomnieć, oderwać się od rzeczywistości...

"Postaraj się poczuć wdzięczność do Boga za to, co was spotkało" - powiedziała przy pożegnaniu przyjaciółka. Pobożne bluźnierstwo, pomyślałam wtedy, jakie to niepodobne do świeckiej religijności... Tylko przyjaciel Hioba może tak się wymądrzać. Oto człowiek, który po prostu niczego nie rozumie! I jeszcze odnosi się do Boga, bo wie, że modlitwa podtrzymywała mnie przez te wszystkie lata. Żałowałam, że jej powiedziałam o moich nieszczęściach. Czy ktokolwiek może zrozumieć, jak cierpi matka i żona, bezradna wobec zadających sobie ciosy dwóch bliskich osób - męża i dziecka? Bez nadziei na poprawę losu... Jeszcze kilka lat opowiadałam niektórym znajomym, z coraz mniejszą egzaltacją, o radzie mojej przyjaciółki. Oczywiście nie szukałam z nią kontaktu. Miałam swoje problemy, a ona swoje.

Mijały kolejne jesienie i wiosny spędzane na dworcach w drodze do szpitala. Mąż, chociaż coraz bardziej chory, nie był łaskawszy dla naszego chorego dziecka. A i mnie sił brakowało, gdy musiałam zmienić pracę lub jej szukać. Każdą poprawą starałam się cieszyć, kryjąc obawę, że choroba się nasili i znowu powróci, gdy leki przestaną działać. Myślałam często o wdzięczności - już nie tylko z goryczą ze spotkania z przyjaciółką. Myślałam o cierpieniu mojego dziecka, które pytało: "Czyż Pan Bóg, mamo, nie widzi, że ja już więcej nie mogę wytrzymać?". Rozmawiałam o cierpieniu już tylko z najbliższą rodziną i z najbliższymi znajomymi lekarzami. Patrzyłam na bunt i odejście od Kościoła mojego drugiego dziecka. Słuchałam, gdy mówiło, że Jakub walczył z Bogiem i wygrał, i że Pan wtedy zmienił mu imię... Wiedziałam, że bez Boga nie można mówić o cierpieniu.

Ale właściwie, po co w ogóle zawracać sobie głowę tą słabością, tą "częścią tylko" życia? Patrzyłam na cierpienie z bliska, w domu i w szpitalach. Patrzyłam też z oddalenia - pewnego oddalenia - w okresach remisji, jak malarz na naturę do odtworzenia na płótnie. Nie uciekało, trwało. Mniej straszne, ale takie, jakie bywa nieszczęście - nie do uniknięcia.

Mija właśnie kilkanaście dni od przedziwnej chwili. Starałam się początkowo pomniejszyć jej znaczenie, szukając różnorodnych przyziemnych przyczyn odczucia tego, co przyszło tak nieoczekiwanie. Myśl o wdzięczności, którą "powinnam" starać się poczuć, była żywa w moim sercu, choć dziś już wiem, że nie za cierpienie, czyjeś czy własne, mam być wdzięczna. Wiem też, że nie można tego odczucia wdzięczności przyspieszyć. Ale - wykpione i nieoczekiwane - ogarnęło mnie podczas modlitwy, spadło na mnie, choć przeczyłam możliwości jego istnienia, i jestem wdzięczna za przemianę, którą tylko cierpienie mogło we mnie dokonać. Wiem też, że to poczucie wdzięczności - przy całym ludzkim, matczynym, instynktownym sprzeciwie - nie jest moją zasługą.

Elżbieta


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do Matki Bożej Wspomożycielki WiernychModlitwa do Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych

Akt oddania się Maryi Wspomożycielce WiernychAkt oddania się Maryi Wspomożycielce Wiernych

Nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety mają być poddane mężom?Nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety mają być poddane mężom?

Medytacja: U Marii i MartyMedytacja: "U Marii i Marty"

Śmierć świętego pustelnikaŚmierć świętego pustelnika

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej