Czysty zyskPorządek jest w cenie: czyste ręce, domy, samochody, intencje. Sterylne powinno być wszystko z wyjątkiem... miłości.O ludziach żyjących w czystości mówi się, że są niespełna rozumu, zacofani, że marginalizują seks. Świat ceniący harmonię i szlachetność, zamiast szanować wstrzemięźliwość, zwyczajnie się z niej śmieje. Ale od kiedy to odwaga, wytrwałość, hart ducha albo siła woli są powodem do szyderstw? Zalety te od wieków budzą podziw i aprobatę społeczeństwa - ale kiedy dotyczą powstrzymującego się od seksu człowieka, nazywa się je "absurdem", "obłędem" i "ciemniactwem". Podobnie przymiotnik "czysty" ma pozytywny wydźwięk - dopóki nie połączy się go z rzeczownikiem "seks". Ale już fenomenem jest fakt, że ktoś, kto brzydzi się zjeść owoc nadgryziony przez nieznajomego albo napić się wody z butelki, z której piło kilku obcych - na myśl o pożyciu z doświadczonym seksualnie partnerem wstrętem nie reaguje. Jeśli do niekonsekwencji w postrzeganiu wstrzemięźliwości dodać szereg korzyści wynikających z jej praktykowania, to wcale nie czystość, ale żywiona do niej społeczna awersja staje się zdumiewająca i irracjonalna. INWESTYCJA W MIŁOŚĆ Powstrzymywanie się od współżycia przed ślubem to nie - jak się powszechnie uważa - pusta fanaberia, ale logiczna wskazówka dla par, które w przyszłości chcą cieszyć się szczęśliwym małżeństwem i dobrym seksem. Mimo że czystość nie jest w stanie uwolnić człowieka od wszystkich problemów, w widoczny sposób redukuje ilość trosk, nerwów i życiowych perturbacji. Chroni choćby przed zawikłaniem sobie życia niechcianą ciążą. Ta zaś, jak wiadomo, rzadko kiedy kończy się miłosnym happy endem - w przeciwnym razie nie słyszelibyśmy tyle o burzliwych rozstaniach, traumach, aborcjach, porzuconych noworodkach, samotnych matkach oraz cierpiących na tym Bogu ducha winnych dzieciach. Inną konsekwencją uprawiania seksu przed ślubem może być piętno odrzucenia lub wykorzystania i co za tym idzie - oziębłość, czyli nieufność, zahamowania, brak otwartości i namiętności w późniejszych stosunkach seksualnych. Sypiając z kimś, kto nie przysiągł nam wierności, dobrowolnie wystawiamy się na potencjalne zranienia. Nie tylko negatywne przeżycia, ale już sam fakt posiadania wcześniejszych partnerów seksualnych pogarsza jakość pożycia seksualnego. Jaki jest tego powód? Otóż "dobry seks to nie jest jakaś próba zastosowania poznanych już wcześniej doświadczeń z innymi ludźmi. Doświadczenia z przeszłości wcale nie ubogacają; to jest ciężki, niepotrzebny bagaż, który przeszkadza, blokuje, rani drugą osobę. Jeżeli mężczyzna miał wcześniej kontakty seksualne z inną kobietą, kochająca żona jest gotowa mu to wybaczyć, ale gdzieś tam zawsze pojawi się myśl, że może z tamtą było mu lepiej. [...] Mężczyźni reagują podobnie. Powstaje w nich obawa - czy ja ją zadowolę? Czy będę lepszy od tych innych mężczyzn? [...] Ludzie się porównują, a jak się zaczynają porównywać w intymnej sferze, to tracą bezpieczeństwo. [...] To są napięcia, które niesamowicie blokują" - mówi o. Ksawery Knotz w książce-wywiadzie "Nie bój się seksu czyli kochaj i rób co chcesz". Zresztą o ile swobodniejszy i bardziej komfortowy od pokątnego, uprawianego z lękiem przed porzuceniem, ciążą i wzrokiem rodziców jest seks z kimś, kto ślubował być przy nas do końca życia, w zdrowiu i w chorobie. W takim współżyciu nie ma miejsca na obawę przed wykorzystaniem - w końcu ślubu nie bierze się ot tak, dla jednej przygodnej nocy, ale dlatego, że chce się z "drugą połówką" spędzić całe życie. Nic więc dziwnego, że tylko taki akt daje małżonkom szczególne poczucie wyłączności i bezpieczeństwa, a w efekcie - atrakcyjne doznania. Kolejnym argumentem przeciwko pożyciu intymnemu przed ślubem jest to, że aby naprawdę dobrze poznać człowieka, z którym chce się spędzić resztę życia, należy z nim jak najwięcej rozmawiać. Tymczasem seks, jako atrakcyjny i angażujący, szybko dominuje myśli i zachowania zakochanych. Jeżeli raz go skosztują, nie będą już chcieli "marnować" czasu na rozmowę. Wielu ludzi, którzy zamiast poznawać osobowość partnera, skupili się na odkrywaniu tajników jego ciała, dopiero po ślubie orientuje się, za kogo tak na prawdę wyszło. Stąd tyle rozwodów spowodowanych - jakże dziś powszechnym - "niedopasowaniem charakterów". Zmysłowość jest pięknym i przyjemnym doznaniem, jednak to ciągle tylko jeden ze składników miłości, który nie wystarczy do ofiarowania partnerowi pełni uczucia. Oprócz seksu składa się na nie również dialog, czułość i troska. Związek zbudowany włącznie na doznaniach i emocjach szybko się wypali i nie przetrwa najmniejszych zawirowań. Małżonkowie, którzy czas narzeczeństwa oparli na fundamencie długich rozmów i wzajemnego docierania się, będą dla siebie zarówno dobrymi kochankami, jak i bliskimi przyjaciółmi, przez co, przy odpowiednich staraniach, ich miłości nie zniszczy żadna burza. Będą też sobie ufać - skoro przed ślubem potrafili wytrzymać bez seksu kilka lat, to z jakiego powodu mieliby zdradzać współmałżonka podczas dłuższej rozłąki, okresu poporodowego, czasu płodnego lub choroby? Przecież oczekiwanie na bliskość w okresie "chodzenia" nie dość, że wzmocniło ich charaktery, to jeszcze spowodowało, że seks stał się dla nich czymś wzniosłym, a więc zbyt wyjątkowym, by mieli go ofiarować obcej osobie. RZECZYWISTOŚĆ CZY ATRAPA Czy słuszne zatem jest rozpatrywanie czystości w kategoriach zakazu i straty? Przecież rezygnacja z seksu przed ślubem to inwestycja w przyszłość, która jest nie tyle stawaniem w szranki z naturą, co walką o siebie - szczęśliwe małżeństwo i satysfakcjonujący seks. Innymi słowy: czystość jest dla człowieka, a nie przeciw niemu. Dziś szczególne trudno jest w to uwierzyć, bo żyjemy w rozerotyzowanym świecie, w którym dziewictwo, i w ogóle czekanie, nie są w modzie. Na seksie, jako jednej z najatrakcyjniejszych sfer życia, zarabia się grube pieniądze (produkcja środków antykoncepcyjnych, pornografii, rozrywki, reklamy), a czystość materialnie nikomu się nie opłaca. Po co zatem ją promować? Żeby spadła sprzedaż prezerwatyw, a ludzie przestali oglądać filmy erotyczne? Właśnie dlatego media milczą na temat zalet wstrzemięźliwości, zachęcając do gromadzenia "łóżkowych doświadczeń" - a wszystko to pod płaszczykiem otwartego mówienia o seksie. Nic więc dziwnego, że wielki kryzys przeżywają dziś wartości i rodzina. Jak wierzyć, że życie ma sens głębszy niż zabawa i używanie, jeśli nigdzie wokół nie ma się na to dowodu? Wszędzie mówi się, że bogate kontakty seksualne dają radość, szczęście i spełnienie, że trzeba czerpać przyjemność garściami - lecz o tym, że taki styl życia prędzej czy później nudzi się, przynosi pustkę, ból i żal, już się nie wspomina. W filmach i serialach bohaterowie przyprawiają sobie rogi, rozwodzą się oraz zmieniają mężów i żony jak rękawiczki, a mimo to są szczęśliwi. Zdradzeni partnerzy nie dość, że nienaturalnie szybko zapominają o wyrządzonej im krzywdzie, to jeszcze częstokroć zaprzyjaźniają się z byłym małżonkiem i jego nową miłością. Powstaje obraz rodziny, w której mimo że dziecko ma po dwie mamy i dwóch ojców, wszyscy są zadowoleni. Ta ekranowa zakłamana, udająca realia rzeczywistość, w której nie ponosi się bolesnych i długotrwałych konsekwencji niewierności, zachęca do bezmyślnego używania życia. Nic dziwnego, że rzesze młodych przestało dziś wierzyć, iż między ludźmi może zaistnieć coś więcej niż tylko pożądanie. Dlatego żeby zbudować trwały, wierny związek, trzeba na nowo odkryć miłość. W tym celu warto sięgnąć nie tyle do telewizji, co po dobre książki i wypowiedzi mądrych osób. Trzeba wycisnąć z siebie cały ten sfałszowany, medialny obraz życia, którym niczym gąbka latami się nasiąknęlo, i napełnić się treściami o prawdziwej, szczerej, wiernej miłości. Ona naprawdę istnieje - co więcej, każdy może ją sobie wypracować. Nawet mimo najtrudniejszych doświadczeń życiowych i braku wzorca we własnym domu rodzinnym. Warto walczyć o prawdziwą miłość i szczęśliwą rodzinę, choćby dlatego, żeby przekonać się, że zasługujemy na coś stokroć lepszego od atrakcyjnie opakowanej namiastki bliskości. Życie według wartości nie tylko jest możliwe, ale i autentycznie uszczęśliwia. W tym bowiem wypadku droga na pozór pod górkę okazuje się prostsza, bezpieczniejsza i lżejsza. Magdalena Prokop-Duchnowska
Tekst pochodzi z Tygodnika
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2021 Pomoc Duchowa |