Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Młodzież nie powinna działać po małżeńsku

Na zebraniu Towarzystwa Lekarskiego swego czasu pani doktor ginekolog referowąła swoje osiągnięcia w poradni młodzieżowej, chwaląc się ilu to już dziewczynkom w wieku szkolnym założyła wkładki śródmaciczne.

W poradni młodzieżowej, bo przecież "trzeba te dziewczyny zabezpieczyć". To się teraz nazywa "bezpieczny sex"; wtedy jeszcze tego słowa w potocznym języku nie używano, ale sens był ten sam, bo chodziło o to, by dziewczyna nie zaszła w ciążę będąc w szkole. Nie byłam na tym zebraniu, bo to było zebranie ginekologów, ale mi zreferowano - zresztą poglądy tej pani doktor były mi od dawna znane, więc nawet się nie bardzo zdziwiłam, tylko zapytałam, czy żaden z obecnych lekarzy nie protestował. Wkładka nie jest przecież obojętna, to obce ciało może wywołać krwotok. Ale nie, nikt z obecnych nie protestował. Informacja została potraktowana jako osiągnięcie służby zdrowia.

Wspominam ten incydent z przeszłości nie dlatego, żeby aktualnie pisać o szkodliwości i niebezpieczeństwie tej metody: nie, nie o to mi teraz chodzi, ale o to, co było dalej.

Parę miesięcy po tym zebraniu do poradni młodzieżowej przyszła do mnie ta sama lekarka... z prośbą o zajęcie się jej synem, który sprawia trudności wychowawcze. W szczególności teraz zaistniał problem, bo sprowadził sobie dziewczynę (chłopak 17-letni) do domu i chce, żeby ona z nim mieszkała w jednym pokoju i na jednym tapczanie chcą spać, a ona na to przecież nie może pozwolić!

- Dlaczego? - zapytałam i trochę złośliwie dodałam: - Założy pani dziewczynie wkładkę i będzie spokój.

- Jak pani może tak radzić! - żachnęła się.

- Ja nie radzę tak, ja powtarzam pani radę dla innych dzieci.

- No, ale tu chodzi o mojego syna.

- A jaka to różnica, czy pani syn, czy inny chłopak?

Innym razem przyszedł do mnie kolega lekarz i mówi:

- Ty znasz tylu księży, znajdź mi takiego nowoczesnego, żeby nie był ciasnych poglądów.

- Co to znaczy "nowoczesnego"?

- No, bo wiesz, jest taka kobieta, mąż alkoholik, a ona jest w ciąży, ale ona ma opory, więc jej trzeba wytłumaczyć!

- Człowieku - mówię - przecież ty jesteś katolik i wypowiadasz się przeciwko tzw. przerywaniu ciąży!

- Ale oczywiście, ja tego nie popieram, jestem przeciwko, nigdy bym nie zabił dziecka!

- No więc?

- No, ale przecież są przypadki, biedne kobiety, niekiedy jest to konieczne.

Odesłałam go, powiedziałam, że na szczęście takiego nowoczesnego księdza wśród moich przyjaciół nie ma. Ale... ileż razy słyszę to właśnie: "Ja jestem za życiem, ale ludzie czasem muszą"...

Podczas dyskusji w Sejmie słyszałam oburzony głos: "Tu nikt nie jest za zabijaniem!" A mówiła to właśnie osoba gardłująca cały czas za koniecznością utrzymania ustawy o przerywaniu ciąży - nikt nie jest za zabijaniem, ale jak trzeba - czasem! Tolerancja dla innych - pozornie miłosierna postawa taka, że ja wprawdzie uznaję rygory^etyki katolickiej, jestem wierzący, ale cóż, ludzie są różni i dla takich ludzi to inne normy: ja sam jestem czysty w sumienu, bo ja nie robię tego, ale ci inni muszą!

Moda na tolerancję... ale tolerancję jednokierunkową.

Dobro relatywne, względne: dla jednych dobro, dla innych nie.

Ginekolożka bez skrupułów rozdzielała środki, mechanicznie zabijające dziecko (ściślej - pośrednio zabijające przez niepozwalając zagnieździć się w macicy zapłodnionemu jaju), ale swego syna chciałaby jednak inaczej wychować. Choć, czy mogłoby się to udać, gdy 17-latek obserwuje, co robi mama i słucha, co mama mówi?

Tolerancja... Pan doktor szuka dla kobiety w ciąży księdza nowoczesnego, który jej wytłumaczy, że to nie jest grzech, że czasem wolno. I pozornie jest to postawa miłosierdzia; w istocie wyrządza jej krzywdę, bo tolerancja zbrodni, grzechu, nie może przynieść dobra. Tolerancją dzisiaj nazywa się brak reakcji na oczywiste zło, które nawet zostaje uznane jako zło, ale jeżeli to robią inni, to niech sobie robią - chcą się tak bawić, no, niech się bawią!

I dobrzy katolicy i niby wierzący nie reagują, chociaż dookoła szerzy się zbrodnia demoralizowania młodzieży przez środki przekazu, chociaż ciągle propaguje się postawy przeciwko życiu i żongluje się pięknymi hasłami!

Rzekoma troska o młodzież ze strony dorosłych: lekarzy, psychologów, seksuologów wyraża się tylko w jeden sposób: propagandą... prezerwatywy, żeby uchronić młodzież przed dzieckiem i przed AIDS. Dziecko zrównane ze śmiertelną chorobą weneryczną (bo w gruncie rzeczy trzeba nazwać AIDS chorobą weneryczną).

I publicznie w środkach masowego przekazu oskarża się Kościół, że nie pozwala wiernym stosować prezerwatywy i przez to naraża młodzież na choroby, bo sex staje się niebezpieczny, a oni proponują "save-sex".

I na koniec prosta, ludzka rada: młodzież nie powinna działać po małżeńsku, bo to dopiero jest ich przyszłość, a na dziś mają tyle sposobów przeżywania radości innej niż ta minutowa przyjemność orgazmu - takiej rady nie zawsze udziela młodzieży lekarz czy nauczyciel.

Doprawdy, gdy widzę aktualne gorączkowe wysiłki szkół, żeby "seksualnie szkolić nauczycieli, bo mają się przygotować do lekcji wychowania seksualnego", gdy patrzę na to, przypomina mi się powiedzenie Boy'a-Żeleńskiego: "Na tle seksa mają kleksa".

Wanda Półtawska
Rycerz Niepokalnej, nr 468

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ] 

[ Strona główna ]


Humor | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej