Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Tak zwana wolna miłość

Od najdawniejszych czasów wszędzie na świecie normy moralne wiązały pożycie seksualne z małżeńskim, choć samo małżeństwo w różnych cywilizacjach miało różne formy. Zawsze też byli ludzie, którzy te religijne i obyczajowe prawa szanowali, i byli tacy, którzy je łamali hołdując seksualnej swobodzie. Ale to łamanie traktowane było jako coś złego, grzesznego. Erotyzm zawsze podlegał ocenie moralnej.

Dopiero dzisiejsza "rewolucja seksualna" usiłuje zmienić zupełnie to wartościowanie wysuwając hasła: "Nie ślub jest ważny, a miłość. Ważne są pożądania i ich spełnienie. Grzech? w ogóle nie istnieje - to ponure urojenie, przeżytek starej, zatęchłej moralności, stworzony na to, by dręczyć człowieka. Trzeba zrzucić te kajdany. Moralność się zmieniła i trzeba iść z postępem".

Tego rodzaju opinie często się dziś słyszy, warto więc nad nimi się zastanowić.

Moralność nie może się zmieniać

Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że moralność nie może się zmieniać, gdyż jest ona ściśle złączona z ludzką naturą, a ta się nie zmienia. W sferze erotycznej nie zmieniają się też podstawowe ludzkie pragnienia i cele, którymi są: prawdziwa, głęboka miłość, szczęśliwe małżeństwo, udane zdrowe i dobrze wychowane dzieci, zwarta i kochająca się rodzina. Tych pragnień nie zaspokoją przelotne romanse - to są żądania "wszystkiego" i "na całe życie", a na straży tych celów i tego prawdziwego szczęścia stoją prawa moralne, które też zmieniać się nie mogą. Trzeba odróżnić chwilowe, łatwe i prymitywne przyjemności, płynące z zaspokojenia doraźnych apetytów, od tego głębokiego życiowego szczęścia, które wymaga troskliwych starań i wysiłków. Nieraz też wymaga ofiarności i wyrzeczeń właśnie w zakresie różnych satysfakcji niezgodnych z porządkiem moralnym. Folgowanie sobie w poszukiwaniu tych "rozkoszy" działa wybitnie niszcząco na małżeńskie i rodzinne szczęście.

A postęp? Aby zrozumieć, na czym on polega, trzeba przypominać sobie, że podstawowym prawem natury ludzkiej jest panowanie sfery duchowej - rozumu i woli - nad sferą popędów i uczuć prymitywnych, tzw. niższych. Popędy to cenne i ważne siły, ale dla dobra człowieka mogą one działać tylko pod rozumną kontrolą władz duchowych w zgodzie z prawem moralnym. Uwolnione spod tej władzy i kontroli, siły te rozrastają się w sposób chaotyczny i szkodliwy opanowując nieraz całe życie człowieka, psując je i niszcząc. Postęp w rodzaju ludzkim polega w pierwszym rzędzie na rozwoju sfery duchowej i jej właściwości (rozum, wola, uczucia wyższe, świadomość moralna) i na coraz większej zdolności do panowania ducha nad ciałem, słowem do "władania sobą". Uwalnianie popędu płciowego spod władzy sfery duchowej i przyznawanie mu pełnej autonomii w zaspokajaniu wszelkich pożądań - to nie postęp, lecz wstecznictwo, cofanie się do poziomu zwierząt. Z tą różnicą, że zwierzęta nie mając sfery duchowej postępują zgodnie ze swą naturą. Ich zachowaniem rządzą auto- matyzmy hormonalno-nerwowe, w które wpisane jest dobro jednostki i gatunku. Człowiek natomiast musi dobro swoje i swego gatunku rozpoznawać rozumem, określać jako porządek moralny i przez wysiłek woli realizować prawa tego porządku, który stoi na straży istotnego ludzkiego dobra i szczęścia.

Tzw. wolna miłość godzi w dobro człowieka

Grzech nie jest urojeniem ani "przeżytkiem" - jest on realnym działaniem niezgodnym z wolą Boga i Jego prawem oraz z dobrem człowieka. Jest niszczeniem tego dobra tak w sferze duchowej, jak cielesnej.

W dziedzinie erotyzmu takim niszczącym, grzesznym działaniem jest właśnie wolna miłość i seksualna swoboda. Jest ona w swej podstawowej zasadzie największym wrogiem miłości prawdziwej, czyli takiej, która dąży do małżeństwa i jest dożywotnim filarem tego związku. W założeniu swym erotyzm ma służyć najściślejszej więzi między mężczyzną i kobietą, a więź ta z natury swej jest płodna. Badając sferę płciową człowieka - zarówno w jej biologicznych, jak psychologicznych aspektach - widzimy, że wszystko tu nastawione jest na pojawienie się i dobro potomstwa. Popęd seksualny, instynkt rodzicielski i hormony płciowe to potężne źródło energii, która ma służyć małżeństwu i rodzinie. A wiadomo, jak wiele energii i siły żywotnej trzeba, aby sprostać zadaniom rozrodczym. Samo nawet pożycie płciowe, biologicznie biorąc, nie jest źródłem energii, lecz jej wydatkowaniem, którego natura domaga się dla celów rozrodu. Wiedzą o tym sportowcy, którzy przed zawodami muszą stosować wstrzemięźliwość płciową, aby nie obniżać swojej "formy".

Energię płciową można przetwarzać kierując ją na tory jakiejś absorbującej pożytecznej działalności. I gdyby młodzież intensywnie zajęła się nauką i sportem unikając zarazem bodźców pobudzających popęd płciowy (pornografia, erotyczne sceny w filmach i książkach, a także alkohol), popęd ten można by było znacznie łatwiej opanować. Wolna miłość - a więc erotyczna swoboda - jest jakby "wykradaniem" i trwonieniem tych sił, które według porządku natury i praw moralnych należą się małżeństwu i rodzinie, są dla nich przeznaczone. Im powszechniejsza ta "kradzież", tym słabsze i bardziej nieszczęśliwe rodziny, tym więcej rozwodów, samotnych matek, wykolejonych dzieci i tym gorszy stan całego społeczeństwa.

Od czego ma być "wolna" taka miłość, jeśli nie od tych zobowiązań, które nakłada ślubna przysięga - od trwałości, wierności, ofiarności? Przecież dlatego jest "wolna", by przy jakiejś niedogodności móc zerwać, by nie wiązać na stałe i zachować "wolną rękę". W takim związku drugi człowiek nie jest już tym człowiekiem jedynym, wybranym i ukochanym na całe życie, a jest tylko przygodnym partnerem i doprowadzenie go do takiego związku jest jakby wyznaniem właśnie braku prawdziwej i głębokiej miłości. Jak podkreśla w swej książce (pt. Miłość i odpowiedzialność) ks. Karol Wojtyła, nie ma tu miłowania osoby, tylko jej używanie zasłaniające się pozorem miłości. W sytuacji takiej właśnie kobieta jest najczęściej przedmiotem erotycznego "wyzysku", jest to dla niej krzywdzące nie tylko z powodu ryzyka ciąży, ale i z powodu swego rodzaju "pogwałcenia" jej kobiecej natury i związanych z nią instynktów i dążeń. Trzeba pamiętać o różnicy, jaka zachodzi między erotyzmem młodego mężczyzny i młodej kobiety. U niego przeważa popęd - u niej uczucie i dążenie do małżeństwa. Normalna, nie wynaturzona młoda dziewczyna nie może czuć się dobrze w wolnej miłości, która raczej mężczyźnie może zapewnić rodzaj płytkiej, prymitywnej satysfakcji. Ale właśnie tylko płytkiej i prymitywnej. Bo w istocie tęsknota do trwałej, głębokiej erotycznej miłości i zdolności do niej jest wrodzoną cechą ludzkiej natury, a programowo nietrwały i tylko przyj emnościowo traktowany wolny związek degraduje moralnie obie strony.

Swoboda seksualna to degradacja miłości

Degraduje również samą miłość. Uwolniony spod władzy moralnego prawa i oderwany od swej naturalnej służby małżeństwu i rodzinie erotyzm, często przez postronne romanse i rozwody, niszczy rodziny, a przy tym nader łatwo ulega degeneracji w procesie stopniowego "ześlizgiwania się w dół". Najpierw wysuwa się hasło: "nie ślub jest ważny, lecz miłość". A więc przenosi się punkt ciężkości tego zagadnienia na uczucie, czyli na element najmniej trwały i najmniej do tego się nadający. Bo miłość wolna to miłość z natury swej niestała, otwarta na wszystkie poruszenia uczuć, które przez to samo degradują się, rozmieniają na drobne, coraz mniej znaczące miłostki czy sympatie. Ostatecznie jedyną trwałą wartością będzie tu żądający wciąż nowych zadowoleń popęd oraz seks, cielesna płciowa satysfakcja. Propaganda wolnej miłości doprowadza więc w rezultacie do degradacji miłości, a wywyższenia seksu. Miłość staje się tu maskującym, pustym słowem, a seks tryumfującą rzeczywistością. Zresztą i to słowo szybko się odrzuca. Miłość? Po co? To niemodne, nienowoczesne - to by tylko krępowało. Tzw. "podrywacze" nie mówią o miłości. Zresztą te nieomal sportowo traktowane seksualne rozrywki, uprawiane, bądź co bądź, w atmosferze jakiejś choćby przelotnej sympatii i cielesnego pociągu to jeszcze wcale nie ostatni etap ześlizgiwania się w dół. Jeszcze niżej - na samym dnie - znajdujemy seks wyprany już z wszelkiego, nawet przelotnego uczucia - doraźne kontakty płatne, domy publiczne, zabawy czy wycieczki organizowane dla takich rozrywkowych celów, według zasady: "każdy z każdą"... Darujmy już sobie wyliczanie tych sytuacji. Zresztą ta degradacja może iść w różnych kierunkach. Seks traktowany jako jedyna erotyczna wartość, pozbawiony więzów, przeżyć i wartości duchowych, szybko może stać się po prostu nudny, a nawet odrażający. Zjawiają się hasła i dążenia "urozmaiceń", pożądanie i poszukiwanie wrażeń coraz bardziej odmiennych, wymyślnych, silnych. Tu otwierają się drogi do homoseksualizmu oraz do najrozmaitszych zboczeń i perwersji, a także do narkotyków, które mają dostarczać jeszcze silniejszych "przeżyć".

Natrętna propaganda seksu (rozpanoszona pornografia, wydawane w olbrzymich ilościach specyficzne poradniki i "podręczniki") powoduje, że znaczny odsetek młodzieży zaczyna swe życie płciowe już nie tylko przed ślubem, ale po prostu bez żadnej uczuciowej miłości, przy częstej zmianie partnerów, nieraz w warunkach zupełnego bezładu seksualnego. Taki fatalny wzorzec erotyzmu "wdru- kowuje się" w umysł i system nerwowy i wnoszony jest potem w małżeństwo. Cóż dziwnego, że tak bujnie pleni się patologia rodziny. Że tyle płynie stąd cierpienia i moralnej degradacji nie tylko dla jednostek, ale dla całego społeczeństwa.

Angielski socjolog Unwin przebadał związek między życiem seksualnym a kulturą u osiemdziesięciu społeczeństw na różnych stopniach rozwoju. Stwierdził, że im większa powściągliwość płciowa i surowsze obyczaje, tym wyższa kultura i energia socjalna danego narodu; opanowanie seksualne jest ważnym czynnikiem wyższego społecznego rozwoju. Według tego autora społeczeństwo ma do wyboru: albo rozwinąć wielką energię w budowaniu cywilizacji, albo swobodnie oddawać się satysfakcjom płciowym. Łączenie jednego z drugim nie może trwać dłużej niż przez jedno pokolenie.

Doc. dr hab. med. K. Wiśniewska-Roszkowska

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]

[ Strona główna ]


Humor | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej