Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dojrzewanie seksualne, rozrodcze, cielesne, psychiczne, prawne i społeczne

Jeśli małżeństwo ma być szczęśliwe, trzeba je zawierać mądrze. A więc po osiągnięciu odpowiedniej dojrzałości i odpowiedniego stopnia zrozumienia tej sprawy. Dojrzewanie to proces wieloletni i wielofazowy. Rozwój cielesny i umysłowy powinien tu łączyć się z prawidłowym wychowaniem, w tym również z przygotowaniem do życia w małżeństwie i rodzinie. Rozróżniamy dojrzewanie seksualne, rozrodcze, cielesne, psychiczne, prawne i społeczne. U chłopców dojrzewanie seksualne, występujące przeciętnie ok. 14 roku życia, jest równoznaczne z rozrodczym. U dziewcząt pierwsze miesiączki nie oznaczają jeszcze właściwej płodności, bo choć sporadyczne owulacje mogą się zdarzać, to prawidłowe, owulacyjne cykle miesięczne ustalają się dopiero ok. 16-18 roku życia. Dojrzałość cielesna to u obu płci zakończenie wzrostu i rozwoju organizmu, a dojrzałość psychiczna to prawidłowe uformowanie się sfery duchowej (rozumu, woli i uczuć) - tu można rozróżnić dojrzałość: 1) intelektualną - zdolność poprawnego myślenia, nabycie odpowiedniej wiedzy, 2) moralną - zrozumienie i uznanie porządku moralnego i 3) emocjonalną - zdolność do prawidłowych reakcji uczuciowych (np. do uczuć sprzyjających ofiarności).

Dojrzałość prawna to "pełnoletność" z uzyskaniem praw obywatelskich, a dojrzałość społeczna to zdobycie odpowiedniego zawodu i pracy pozwalającej na założenie rodziny.

Tak więc między dojrzałością seksualną a społeczną upływa szereg lat (u chłopców przeciętnie 8-10 lat) i właśnie na ten okres przypada napór hormonalny, który rozwija fizyczne i psychiczne cechy płciowe, przy czym u dziewcząt hormony żeńskie pobudzają raczej sferę uczuciową rodząc tęsknotę do miłości, a u chłopców testosteron pobudza przede wszystkim popęd płciowy. I jeśli w tym okresie niedojrzałości cielesnej, duchowej i społecznej popęd ten będzie "zaspokajany" na drodze onanizmu, seksualnych przygód czy "romansów nastolatków", będzie to równoznaczne ze zwyrodnieniem erotyzmu, z przekreśleniem jego ludzkiej, duchowo-cielesnej natury i zaprzeczeniem prawdziwej miłości. A w młodocianych umysłach i systemach nerwowych tego rodzaju wypaczenia łatwo utrwalają się w postaci bardzo błędnych poglądów i nawyków, czyli szkodliwych erotycznych stereotypów, które w przyszłości wnosi się w małżeństwo.

Zauważmy przy tym, że ustawa sejmowa nakazująca w szkołach "wychowanie seksualne" oparte na antykoncepcji i prezerwatywach, nie tylko w pełni pozwala na ten "szkolny seks", ale traktując go jako coś naturalnego, stwarza modę i psychiczną presję w tym kierunku, przez co ciężko krzywdzi tę biedną młodzież. I tym bardziej "ciekawe" jest namiętne poparcie sejmowych feministek dla takiego wychowania, przez które najbardziej zagrożone i pokrzywdzone są właśnie dziewczęta, zarówno w wieku szkolnym, jak i później, jako żony i matki.

"- Tak - powie ktoś - ale co robić z tym popędem, który właśnie w tym wieku narasta?" No cóż - odpowiedź jest prosta: 1) nauczyć się opanowywać go, 2) unikać podniecających go bodźców (pornografia) i 3) kierować związaną z nim energię na osiągnięcia w nauce i sporcie, czyli na tak ważny w tym okresie rozwój fizyczny i duchowy. Konieczne jest prawidłowe wychowanie seksualne, w którym bardzo istotną sprawą jest mocne wdrożenie zasad moralnych i właśnie nauka opanowania popędu, co ma ogromne znaczenie dla przyszłego małżeńskiego szczęścia.

Popęd płciowy to cenna siła - ma ona swój cel. Ale trudno mówić o duchowej dojrzałości u człowieka, który nie umie rozumnie panować nad popędami i trudno planować małżeńskie szczęście bez tej dojrzałości i umiejętności. A prawidłowe wychowanie zawsze polega na stawianiu wymagań i umacnianiu duchowej siły.

Niestety, tzw. seksuolodzy nader często tych spraw nie rozumieją. Przykładem może być wypowiedź p. dr Michaliny Wisłockiej w jej książce pt. Sztuka kochania. Wyraża ona tam pogląd, że praca, nauka, sport nie mogą być proponowane młodzieży "zamiast" seksu, bo nie można przecież proponować snu zamiast jedzenia czy picia zamiast oddychania - jednych potrzeb drugimi zastąpić się nie da. Otóż błąd tego rozumowania polega na tym, że autorka stawia tu na jednym poziomie potrzeby zupełnie różnej natury. Jedzenie, picie, sen i oddychanie to konieczne dla człowieka źródła energii, podczas gdy potrzeba seksualna i jej zaspokajanie służą nie jednostce, lecz gatunkowi - czynności płciowe nie są źródłem energii, lecz jej wydatkowaniem, a popęd i płynące z seksu satysfakcje mają skłaniać człowieka do oddawania tej energii dla celu przekazywania życia. Jest to cel, który wymaga ogromnej sumy starań i wysiłków. To samo widzimy w całym świecie istot żywych. Bez odpowiednio silnych popędów seksualnych i rozrodczych życie na ziemi nie utrzymałoby się. Ale człowiek, istota duchowo-cielesna, nie jest, jak zwierzęta, automatycznie sterowany popędami i nie musi zaspokajać swej potrzeby seksualnej. Powściągliwość taka nie przynosi szkody na zdrowiu, a energię płciową - z natury przeznaczoną na założenie i rozwijanie rodziny - można skierować na inną pożyteczną działalność (np. religijną, społeczną czy patriotyczną), co niektórzy nazywają przetwarzaniem lub sublimacją popędu. I można też odwrotnie - roztrwonić tę energię w hulaszczym, rozpustnym życiu, ciężko szkodząc samemu sobie i społeczeństwu.

W ciężkich stresujących sytuacjach grożących życiu (wojny, więzienia) organizm nieraz sam, oszczędzając energię, zawiesza czynności układu rozrodczego - kobiety tracą miesiączki, mężczyźni tracą popęd i wydolność płciową. Gdy warunki się poprawią, funkcje te zostają przywrócone.

Wracając do wychowania seksualnego, trzeba mocno podkreślić, że w szkole winno ono być realizowane przez katechezę, zwłaszcza w ramach przygotowania do Sakramentu Bierzmowania. Właśnie katecheza ma ten obowiązek jako jedyny w szkole "przedmiot" naprawdę wychowujący. A każdy człowiek, również niewierzący, który uczciwie zanalizuje te sprawy, przyzna, że katolicka etyka seksualana jest w swych postulatach w pełni zgodna zarówno z wymogami rozumu, jak i z danymi naukowymi, zwłaszcza z zakresu biologii, medycyny, socjologii czy psychologii. I tylko na tej etyce można budować prawdziwe ludzkie szczęście.

Gdybyśmy mogli dogłębnie zanalizować przyczyny tak licznych dziś małżeńskich niepowodzeń, tragedii i rozwodów, nader często okazałoby się, że "korzeniem zła" jest w tych przypadkach właśnie wyraźne odejście od przykazań Bożych.

Kinga Wiśniewska-Roszkowska

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]

[ Strona główna ]


Humor | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej