Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Z płodności nie musimy korzystać, ale nie wolno jej niszczyć

Wcale nie mało jest takich katolików, którzy twierdzą, że wierzą w Boga, a zarazem odrzucają katolicką etykę seksualną, domagając się od Kościoła "pozwolenia" na antykoncepcję, pożycie przedślubne, a nawet na aborcję. A żądają tego w imię ludzkiej wolności i szczęścia - również małżeńskiego szczęścia. Przyjrzyjmy się temu biorąc za temat antykoncepcję, przy czym trzeba wyjaśnić, że często antykoncepcją nazywa się różne metody okresowego niszczenia płodności (np. również tabletki anty- owulacyjne) czy używanie środków powodujących poronienie (np. wkładki doma- ciczne), lecz w istocie wyraz ten oznacza zapobieganie samemu zapłodnieniu przez stosowanie błon gumowych (np. prezerwatyw), środków plemnikobójczych, czy przez wynaturzenie samego pożycia (np. stosunek przerywany).

Otóż katolik, który wierzy w Boga, wierzy też w nieśmiertelność ludzkiej duszy, musi więc uznawać niezwykłą, wprost niewyobrażalną godność i wartość człowieka jako istoty powołanej do wiecznego życia z Bogiem. Z tego zaś wynika ogromna wartość ludzkiej płodności, dzięki której współpracujemy z Bogiem w powoływaniu na świat nowych ludzi. Stwórca chce tych ludzi, nie ogranicza ich liczby, wszystkich zapraszając do swego królestwa, o którym Chrystus powiedział, że jest tam mieszkań wiele. I jeśli płodność jest tak cennym darem Bożym, tym większą obrazą Dawcy i tym cięższym grzechem jest niszczenie tego daru, pogardliwe odrzucanie go, upatrywanie w nim zagrożenia i zła, jak to ma miejsce przy antykoncepcji.

Z płodności nie musimy korzystać, ale nie wolno jej niszczyć. Została nam dana do rozumnego nią dysponowania i jeśli małżonkowie z ważnych i moralnie słusznych powodów powstrzymują się od przekazywania życia, zawsze muszą przy tym zachować głęboki szacunek dla udzielonego im daru płodności. Kościół nie nakazuje wielodzietności, zaleca tzw. rozumną liczbę dzieci - tyle, ile dane małżeństwo może dobrze wychować. Uznając słuszność planowania rodziny (regulacji poczęć) Kościół wskazuje małżonkom tzw. metodę naturalną (zwaną też odpowiedzialnym rodzicielstwem). Polega ona na dostosowaniu pożycia do płodnych i niepłodnych okresów cyklu miesięcznego kobiety, przy czym samo pożycie jest w pełni naturalne. Dni bezpłodne stanowią w tym cyklu znaczną większość, a płodne wiążą się z owulacją, która na podstawie pewnych objawów daje się ustalić w czasie. Metody tej nietrudno się nauczyć (wskazówek udzielają również poradnie parafialne), a przy prawidłowym stosowaniu daje ona zupełną pewność. Małżonkowie stosujący metodę naturalną rządzą dowolnie swą płodnością w pełnej zgodzie z prawem Bożym. A przecież wiara w Boga nakazuje szacunek dla tego prawa i zachowanie go w przekazywaniu życia ludzkiego. Nic też dziwnego, że wszelkie antykoncepcyjne działania Kościół uważa za grzechy ciężkie.

Zapytajmy, jak się to ma do małżeńskiego szczęścia? Otóż, im bardziej jakaś- sztuczna metoda jest skuteczna w zapobieganiu ciąży, tym bardziej jest niebezpieczna dla ustroju kobiety. Najbardziej "pewne", doustne tabletki antyowulacyjne to silne środki hormonalne, które, stale stosowane, dają tak duże ryzyko chorobowych powikłań, że w USA opakowania ich opatruje się nawet napisem "Szkodliwe dla zdrowia". Zakładane do macicy na dłuższe okresy wkładki (sprężynki) uszkadzają wyściółkę macicy tak, że rozwijający się zarodek nie może się już w niej zagnieździć i ginie. Sprężynka działa więc poronnie, tak jak i doustny preparat hormonalny RU-486, który odkleja w macicy zarodek, niszcząc go. Często stosowana metoda stosunków przerywanych jest nie tylko bardzo niepewna, ale na dłuższą metę działa nerwicorod- nie. Również prezerwatywa ma dość wysoki "margines ryzyka". Zresztą wszystkie te sztuczne środki mogą w pewnym stopniu działać stresująco, zwłaszcza na kobiety, powodując różne przykre przeżycia i uczucia. Wylania się tu nie tylko zagrożenie zdrowia, lecz i zagrożenie małżeńskiej miłości i więzi.

Przy postawie religijnej i przy stosowaniu metody naturalnej nie ma powodów do stresów i chorobowych powikłań, a nieplanowana ciąża, jeśli się zdarzy, będzie przyjęta z szacunkiem i miłością dla tego nowego dziecka. Natomiast postawa antykoncepcyjna stwarza zupełnie odwrotną hierarchię wartości. Rodzi lęk, poczucie zagrożenia. Płodność jest tu traktowana jak fatalna wada, zło, które trzeba niszczyć, ciąża to katastrofa, płód to jakby złośliwa narośl, którą trzeba szybko usunąć. Tak nastawiony człowiek z pogardą odrzuca metodę naturalną i związaną z nią okresową wstrzemięźliwość, a więc opanowanie. Chce być w swych działaniach seksualnych zupełnie wolny, nie rozumiejąc, że właśnie wtedy popada w niewolę swych popędów i pożądań, wyrzekając się władzy nad nimi. Męski popęd płciowy jest zwykle silniejszy niż kobiecy i jeśli mąż nie ćwiczy się w jego opanowaniu i biernie mu folgując zmusza żonę do praktyk antykoncepcyjnych, łatwo może ona poczuć się po prostu narzędziem jego zachcianek i łatwo może utracić wiarę w jego małżeńską wierność, która, zależnie od sytuacji i od nacisku popędu, może się załamywać. Zresztą odrzucając naukę Kościoła i hołdując "przyjemnościowej" hierarchii wartości, oboje nie mogą mieć do siebie głębszego wzajemnego zaufania. Słabnie szacunek, miłość i więź duchowa, a pożycie seksualne coraz bardziej staje się wyrazem po prostu egoistycznego pożądania czysto cielesnej satysfakcji.

Ogólnie można powiedzieć, że antykoncepcja degraduje moralnie małżonków, podcinając ich duchową więź. Nieraz budzi obawę o zdrowie, rodzi niechęć i odrazę do tych praktyk, a potęgując lęk przed ciążą działa nierwicorodnie. U wrażliwych kobiet może nasilać się oziębłość, a nawet wstręt do współżycia, a u mężczyzn może narastać agresywność, egoizm i pogarda dla kobiet, traktowanych często wręcz instrumentalnie. W rezultacie pożycie seksualne traci swój charakter znaku więzi i miłości i może nawet stać się czynnikiem podkopującym małżeński związek.

Potwierdzają to statystyki, które wykazują, że najwięcej rozwodów występuje właśnie u małżeństw stosujących antykoncepcję, podczas gdy u małżeństw praktykujących naturalną regulację poczęć rozwody są wielką rzadkością. Bo sama ta metoda, oparta na poszanowaniu człowieka i praw natury, wprowadza ważne dla małżeńskiego szczęścia psychologiczne elementy. Ucząc opanowania i wierności zasadom, umacnia wzajemny szacunek i zaufanie, a przez korzystne seksualne "wypoczynki" zwiększa atrakcyjność pożycia, które, wolne od stresów i obaw, staje się istotnie czynnikiem pogłębiającym miłość.

Kinga Wiśniewska-Roszkowska

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna

[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej