Nie lękaj się, Pawle, ty musisz stanąć przed Cezarem (Dz 27,24)Sytuacja załogi i pasażerów statku spowodowana gwałtownym sztormem stawała się coraz bardziej dramatyczna, na skutek czego "bardzo już wszyscy byli wygłodniali" (w. 21). Bezmiar wody i zalegające ciemności sprawiały narastanie poczucia bezsilności i grozy. W tych okolicznościach Paweł zabiera głos: "Trzeba było, mężowie, posłuchać mnie i nie opuszczać Krety, unikając takiej niedoli i szkody. Natomiast teraz radzę wam być dobrej myśli, bo nikt z was nie zginie, a tylko ten statek" (w. 21-22). Nie tyle czyni wyrzuty załodze, ile chce ją podnieść na duchu i umocnić.Apostoł odkrywa przyczynę swej stanowczej pewności: "Tej nocy bowiem stanął przy mnie anioł Boga, do którego należę i któremu służę, i rzekł: "Nie lękaj się, Pawle, ty musisz stanąć przed Cezarem, a Bóg darowuje ci wszystkich, którzy płyną razem z tobą"" (w. 23-24). To kolejna wizja w życiu Pawła. Słowa o Bogu, do którego Paweł należy i któremu służy, potwierdzają, że apostoł wykorzystuje każdą okazję, by zaznaczyć swoją odrębność. Mając wokół siebie pogan, daje im poznać niezwykłą moc Boga Izraela. Okoliczności nie sprzyjają dłuższej katechezie, chodzi jednak o rozbudzenie zainteresowania i spowodowanie zaufania wobec Pawła. Jeżeli słuchacze zobaczą, że sprawdziło się to, co powiedział o ich położeniu, będą znacznie bardziej podatni na wysłuchanie i przyjęcie orędzia wiary, jakie do nich wygłosi. Ponieważ Apostoł musi dotrzeć do Rzymu, przez wzgląd na niego zostaną ocaleni wszyscy jej uczestnicy. Ten epizod ma wielką nośność symboliczną: Ewangelia, którą głosi Paweł, przynosi ocalenie również tym, którzy jej jeszcze nie znają, ufają jednak jej głosicielom. Pointa słów Pawła brzmi bardzo pocieszająco: "Bądźcie więc, mężowie, dobrej myśli, bo wierzę Bogu, że stanie się tak, jak mi zostało powiedziane. Powinniśmy przecież natrafić tu na jakąś wyspę" (w. 25- 26). Paweł motywuje swą pewność dwoma względami: zaufaniem Bogu i racjonalnym przekonaniem, że uda się dotrzeć do lądu, przy czym jego słowa mają wartość swoiście profetyczną, zapowiada bowiem dotarcie do jakiejś wyspy, co wkrótce się spełniło (28, 1). Następne zdanie nie zostawia wątpliwości, że relacja o sztormie została spisana z pewnej perspektywy czasowej: "Kiedy nastała czternasta noc, a nas niosło nadal po Adriatyku, około północy marynarze wyczuli, że zbliża się do nich jakiś ląd" (w. 27). W dramatycznych okolicznościach nie zaprzestano odliczania upływającego czasu. Ludzie zdani na łaskę i niełaskę fal nie mogli wiedzieć, gdzie się znajdują. Dopiero później okazało się, że dryfowali po Adriatyku. W całej Biblii jest to jedyna wzmianka o tym morzu. Nazwa pochodzi od miasta Adria nad ujściem Padu i pierwotnie, analogicznie jak w naszych czasach, oznaczała morze między Italią a Półwyspem Bałkańskim, natomiast w okresie rzymskim, co wiemy z dzieł Ptolomeusza, rozciągano ją też na Morze Jońskie i wody między Peloponezem a Sycylią. Informacja, że około północy marynarze odnieśli wrażenie, że są blisko jakiegoś lądu, potwierdza ich znakomite doświadczenie. Mało prawdopodobne, by mogli polegać na dostrzeżeniu na niebie Wielkiej Niedźwiedzicy, nazywanej "kompasem greckich marynarzy owych czasów", raczej kierowali się rozeznaniem opartym na wiedzy o właściwościach morza bądź usłyszeli odgłos fal uderzających o skały. Postępowanie marynarzy było bardzo racjonalne. "Spuścili sznur z ołowiem i stwierdzili dwadzieścia sążni. Nieco dalej spuścili sznur znowu i stwierdzili piętnaście. Obawiając się, abyśmy nie wpadli na rafy, zrzucili z tyłu cztery kotwice i wyczekiwali nadejścia dnia" (w. 28-29). Sążeń liczy 1,85 m, a więc pierwsza stwierdzona głębokość wynosiła 37 m, druga zaś 10 m mniej. Tak znaczne zmniejszenie głębokości morza zapowiadało bliskość lądu. Ponieważ nocne ciemności uniemożliwiały bezpieczną nawigację, załoga statku postanowiła przeczekać do rana, unieruchamiając go przy użyciu czterech kotwic. Racjonalność załogi rychło przybrała groźne rozmiary. "Kiedy marynarze, usiłując zbiec ze statku, spuścili łódź na morze pod pretekstem zarzucenia kotwicy od dziobu, Paweł rzekł do setnika i żołnierzy: "Jeśli oni nie zostaną na statku, wy nie zdołacie się uratować". Wtedy żołnierze przecięli liny łodzi i pozwolili jej spaść" (w. 30-32). Postępowanie załogi było karygodne, chciała bowiem ocalić jedynie własną skórę. Paweł rozpoznał te zamiary, ostrzegając setnika i żołnierzy przed skutkami ucieczki ludzi, którzy znali morskie rzemiosło, ale za nic sobie mieli poczucie odpowiedzialności. ks. Waldemar Chrostowski
Tekst pochodzi z Tygodnika
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |