Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Blaski i cienie kościelnej historii

Księdza profesora Jana Kracika, historyka Kościoła, zapytaliśmy o blaski i cienie kościelnej historii.

Prawda, a nie dobre wrażenie

kl. Adam Langhammer SP: Księże Profesorze, czy można powiedzieć, że walka świata zachodniego z fundamentalizmem muzułmańskim jest współczesną odmianą wypraw krzyżowych?

ks. Jan Kracik: Tak akurat twierdzą owi fundamentaliści. Kto spośród chrześcijan mówi to samo, przysparza im argumentów. Krucjaty sprzed 7-9 wieków organizował Kościół. Dziś żadnej wojny nie uznałby on za "współczesną odmianę" wojny krzyżowej. Bowiem "żadna wojna nie może być święta", jak mówił w 1991 r. Jan Paweł II. Wzywa on, w przeciwieństwie do swoich poprzedników z XI-XIII w. nie do wypraw krzyżowych, lecz do dialogu ze światem islamu. Nie jest to świat jednolity w swoim odnoszeniu się do chrześcijaństwa. Jedni muzułmanie są przekonani o potrzebie pokojowego współistnienia religii i ich wzajemnego poszanowania, inni są nastawieni na ekspansję. Skrajne ugrupowania sięgają nawet po terror. Przenosząc ich ocenę na cały świat islamu, jesteśmy niesprawiedliwi i nie ułatwiamy działania tym orientacjom, które są przeciwne przemocy.

Jak Ksiądz Profesor ocenia wojny krzyżowe?

Akademickie to rozważanie, jeśli oderwać je od całości dziesięciowiekowych i skomplikowanych relacji między światem chrześcijańskim i muzułmańskim. My chętniej pamiętamy Arabom i Turkom ich wielokrotne próby podboju Europy, oni wypominają nam średniowieczne krucjaty i dziewiętnastowieczny kolonializm. Własne rany bolą bardziej niż cudze. Dopóki nie uznamy, że ich bolą tak samo jak nas, dopóty trwać będzie wzajemne licytowanie się, kto ucierpiał bardziej. A rany w takiej atmosferze goją się niezwykle długo. Nazwanie tych win po imieniu, akt odwagi i pokory wobec prawdy, nie jest przecież w stanie zmienić tego, co było. Jest ważną pomocą w gojeniu się starych ran, aie ich cudownie nie zabliźnia. Do tego potrzebny jest wspólny wysiłek obu stron (narodów, religii, wyznań) w przezwyciężaniu długotrwałych skutków doznanych czy wyrządzonych krzywd.

W 1982 roku dostojnicy muzułmańscy w Nigerii, a w 1995 roku w Kenii odmówili spotkania z Janem Pawłem II właśnie z powodu dawnych wypraw krzyżowych. Komu się wydaje, że to powód nazbyt odległy, niech sobie uświadomi choćby to, że uczestnicy pierwszej krucjaty, zdobywszy w 1099 r. Jerozolimę, w ciągu dwóch dni dokonali rzezi około 40 tysięcy mieszkańców (mahometan i żydów) w tym kobiet i dzieci. Czy ma tu sens pytanie o ocenę?

Na czym polega moja odpowiedzialność - chrześcijanina, żyjącego dziś - za zło popełnione przez ludzi Kościoła, w imieniu Kościoła lub przynajmniej za jego aprobatą, przed wiekami?

To jest ten zapomniany rodzaj odpowiedzialności, który nie jest ani odpowiedzialnością osobistą ani zbiorową. Dziedzictwo, zarówno to, które uskrzydla, jak i to, które ciąży - zobowiązuje. Czy można bowiem historyczne zasługi i winy Kościoła mierzyć podwójną miarą, chlubiąc się jednymi, a nie przywiązując się do związku z drugimi? Ani jednostka, ani społeczność nie zbuduje zdrowej samoświadomości na półprawdzie, złożonej jedynie z samochwalstwa lub wyłącznie z samooskarżeń. To nie tylko sprawa równowagi ducha, to przede wszystkim sprawa wewnętrznej uczciwości chrześcijaństwa czy Kościoła. Są to wymogi prawdy i miłości, które zakładają lojalne uznawanie faktów, gotowość przebaczenia i naprawienia krzywd (powiedział Jan Paweł II w 1991 roku). Bowiem nie wolno wypierać ńę win, które rzeczywiście obciążają chrześcian (wypowiedź Ojca Świętego z 1983 roku).

Co zmieniło się w podejściu Księdza Profesora do Kościoła dzięki Księdza studiom nad ciemnymi kartami jego dziejów?

Zajmując się historią realnego Kościoła, pisać należy zarówno o świętych jak i grzesznikach. Najczęściej zaś o tych, których było i jest najwięcej, czyli o ludziach, w których czynach przejawia się i dobro, i zło. Ani bardzojasnych, ani jak noc ciemnych kart w dziejach nie ma nazbyt wiele. Nie specjalizuję się w wyszukiwaniu jednych czy drugich. A w końcu rzecz nie w tym co, ale jak się omawia. Czy i Nowy Testament nie ukazuje czasami Apostołów w krytycznym świetle? Zajmowanie się przeszłością daje mi coraz lepsze dostrzeganie złożoności procesu dziejowego, nie poddającego się - tak kiedyś, jak i dziś - schematycznym a uproszczonym ujęciom apologetów czy oskarżycieli. Zadanie historyka nie polega przecież na oznaczaniu nieboszczyków białymi lub czarnymi etykietami, lecz na takim zgłębianiu dokonań żyjących przed nami ludzi, by poznać ile tylko można: jak było, dlaczego i co z tego wynikło - niektóre skutki trwają wszak do dziś i wpływają na nas.

Czy skoro Kościół w osobie Ojca Świętego dokonał oczyszczenia się przez skruchę, możemy zapomnieć o ciemnych kartach w historii Kościoła?

To wielka pokusa, zwłaszcza dla tych, którzy nie mogli się pogodzić z tym, że Papież publicznie uznaje i przeprasza za grzechy ludzi Kościoła. Nazwanie tych win po imieniu, akt odwagi i pokory wobec prawdy, nie jest przecież w stanie zmienić tego, co było. Jest ważną pomocą w gojeniu się starych ran, ale ich cudownie nie zabliźnia. Do tego potrzebny jest wspólny wysiłek obu stron (narodów, religii, wyznań) w przezwyciężaniu długotrwałych skutków doznanych czy wyrządzonych krzywd. Należą do nich rany pamięci, urazy, stereotypy, skłonność do uogólnień, do wybielania obu.

Czy Ksiądz Profesor nie obawia się, że swoimi badaniami przyczynia się od osłabienia Kościoła?

Dziwny byłby to i mało kościelny Kościół, któremu zależałoby bardziej na robieniu dobrego wrażenia niż prawdzie! Obawiać się trzeba nie krytycznego spojrzenia na niechlubne wątki dziejów Kościoła, lecz raczej ich lukrowania w naiwnym przekonaniu, że nikt z zewnątrz tego nie zauważy i lukru palcem nie pokaże. Warto się zastanowić czy ci, co wyliczają tylko zasługi Kościoła, a przemilczają jego winy i błędy, poprawiają czy osłabiają wiarygodność tegoż Kościoła złożonego wszak nie wyłącznie ze świętych Pańskich. Wielu chce być bardziej papieskimi niż sam papież, który kanonizuje mnóstwo katolików i mówi otwarcie o grzechach obecnych czy dawnych członków Kościoła. Gdyby Ewangelię pisano dziś, to usprawiedliwiono by zaparcie się św. Piotra, a zdradę Judasza pominięto by milczeniem, żeby nie urazić godności kolegium Apostołów - powiedział o takich lękliwych lukratorach nie jakiś historyk podejrzany o zamiłowanie do ciemnych kart, lecz rządzący Kościołem w latach 1878-1903 papież Leon XIII. Zresztą już papież Grzegorz Wielki (590-604) pisał: Nawet jeżeli prawda może spowodować zgorszenie, lepiej dopuścić do zgorszenia, niż wyrzec się prawdy.

rozmawiał: ki. Adam Langhammer SP
Espe, nr 61


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. SabyModlitwa do św. Saby

Dlaczego przywiązanie do rzeczy stworzonych przeszkadza w modlitwie?Dlaczego przywiązanie do rzeczy stworzonych przeszkadza w modlitwie?

Czy to szatan nas kusi, czy Pan Bóg?Czy to szatan nas kusi, czy Pan Bóg?

Przygoda katechetyPrzygoda katechety

Najwspanialsze dzieła tego pokoleniaNajwspanialsze dzieła tego pokolenia

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej