Publikujemy list, który ukazał się w jednym z ostatnich numerów "Family Foundations" - czasopisma The Couple to Cuple League, amerykańskiej organizacji zajmującej się nauczaniem naturalnego planowania rodziny. Redakcja FF wyjaśnia, że autorowi listu i jego żonie zaproponowano pomoc w interpretacji cykli, jak również wsparcie doradcy małżeńskiego. Amerykańscy redaktorzy zdecydowali się zamieścić list, ponieważ pomocne mogły okazać się odpowiedzi osób, które poradziły sobie z podobnymi problemami. Od 18 lat stosujemy z żoną naturalne planowanie rodziny. Przekonałem się do niego, gdy byliśmy narzeczonymi i uczestniczyliśmy w kursie - wtedy byłem nastawiony bardzo optymistycznie do takiego stylu życia. Żadne z nas przed małżeństwem nie rozpoczęło współżycia, a i po ślubie musieliśmy czekać dwa tygodnie ze względu na wymogi NPR. Po tych osiemnastu latach naturalne planowanie rodziny jest dla mnie niekończącym się, strasznym, paskudnym koszmarem sennym. Ponieważ praktykujemy NPR, to mogę zachęcać żonę do współżycia akurat wtedy, gdy ona nie ma ochoty na seks. Nie ma ochoty podczas okresu, co zresztą nie jest niczym niezwykłym. Nie ma ochoty, gdy zaczyna odczuwać napięcie przedmiesiączkowe, czyli przez większą część fazy III - to również częsta sytuacja. Natomiast w fazie II jak najbardziej, ale właśnie wtedy nie możemy się kochać, więc nauczyliśmy się po prostu tłumić nasze pragnienia seksualne, gdy spontanicznie się pojawiają. Później, zwykle bez powodzenia, próbuję rozbudzić jej pragnienie, gdy faza II się skończy. Wszystko to są. niepodważalne fakty, fizjologia. Każde małżeństwo, które twierdzi, że nie ma takich problemów, po prostu kłamie. Poza tym w cyklach mojej żony jest bardzo krótka faza I. Jedynym sposobem na jej przedłużenie, byłoby dokładne śledzenie temperatury i innych objawów. Jednak w drugim roku małżeństwa moja żona nagle odmówiła mierzenia temperatury, bo wymagało to od niej wczesnego budzenia się. Jej cykle są jednak na tyle regularne, że wiemy, iż faza III zaczyna się 18 dnia. Na dodatek, ponieważ dopiero wtedy mogę proponować żonie seks, już kilka dni wcześniej daje się wyczuć w naszym domu napięcie, które narasta wraz ze zbliżaniem się tego czasu. W dniu 18 moja żona wywraca oczami i wzdycha, że nie byłem dla niej wystarczająco "romantyczny", by zasłużyć na współżycie. Problem w tym, że definicja "romantyczności" zmienia się z dnia na dzień. Przyczyna takiego jej nastawienia tkwi w naturalnym planowaniu rodziny. Gdyby nie to, moglibyśmy się kochać wtedy, gdy chcemy, a nie wtedy, kiedy musimy, bo akurat przyszedł ten krótki czas, że możemy. Moja żona mogłaby traktować moje - może i niezgrabne - usiłowania bycia romantycznym jako coś autentycznego, a nie jako wstęp do fazy III. Bez NPR-u moglibyśmy być spontaniczni, a ja nie musiałbym słuchać odmowy kogoś, dla kogo przez 18 dni problem nie istnieje. Całe nasze życie mogłoby być inne, lepsze, ale nie jest - z powodu NPR-u. Nie życzyłbym życia w rytmie NPR nawet najgorszemu wrogowi. Nie rozumiem, jak możecie z czystym sumieniem wciskać ten koszmar nieświadomym niczego małżeństwom. Macie obowiązek powiedzieć im, co naprawdę oznacza przeżycie dwóch trzecich małżeństwa bez seksu. Ale nie zrobicie tego, bo zarabiacie na życie szerzeniem tych kłamstw o naturalnym planowaniu rodziny.
Jestem Ci bardzo wdzięczna za to, co napisałeś, bo też byłam częściowo rozczarowania naturalnym planowaniem rodziny - aż przeczytałam Twój list i artykuł Gregory'ego Popcaka o frustracji seksualnej. Możesz mi wierzyć lub nie, ale jesteśmy w podobnej sytuacji -ja nawet w katechizmie szukałam jakiejś furtki, która by mi dała możliwość poddania się sterylizacji, mimo iż czułam w sercu, że byłoby to złe. Gdy czytałam katechizm, uderzyło mnie jedno: mianowicie wyjaśnienie, że pojęcie czystości nie odnosi się jedynie do jakiegoś etapu życia, ale że przez całe życie, w różnych jego stadiach, jest ona dla nas wyzwaniem. Bardzo często musimy radzić sobie z naszymi popędami, gdy współmałżonek jest niedysponowany lub wyjeżdża. Niektórzy muszą poradzić sobie z rozłąką spowodowaną pracą. Jeśli nigdy wcześniej nie praktykowaliśmy systematycznie powściągliwości, to takie sytuacje mogą nas przytłaczać i prowokować pokusy. To rzeczywiście jest frustrujące. Często smutno mi, że nie mogę być z mężem po prostu wtedy, gdy tego pragniemy. Jednak myślę, że Gregory Popcak ma rację, pisząc, że musimy panować nad swoimi popędami, podobnie jak nad gniewem czy łakomstwem. Powinniśmy być wdzięczni, że Bóg, wie lepiej niż my i mówi nam o tym poprzez Kościół, bo gdy przyjrzymy się kulturze śmierci, widzimy konsekwencje swobody seksualnej. Nawet małżeństwo nie daje nam pełnej wolności w tym względzie, bo nasze serce powinno być otwarte na życie. Gdy naprawdę mamy poważny powód, żeby uniknąć poczęcia, to myślę, że otrzymujemy również łaskę, dzięki której poradzimy sobie z tym doświadczeniem. Może Bóg w ten sposób prosi was, byście powiększyli swoją rodzinę, albo pozwala wam poprzez te trudności lepiej zrozumieć się wzajemnie. Ale jestem pewna, że wszystkie te lata rozterek nie pójdą na marne. Nidy nie jest za późno, by ofiarować cierpienie w intencji umocnienia waszej wiary i lepszej przyszłości waszego małżeństwa. To bardzo dobrze, że ten list się ukazał, bo jego autor mówi w imieniu wielu z nas to, co niekiedy boimy się wyrazić. Wiemy, że to nie NPR, a nasza własna słabość jest winna i nie mamy odwagi tego przyznać.
Razem z mężem od ośmiu lat jesteśmy instruktorami naturalnego planowania rodziny. Podczas kursów mój mąż zawsze podkreśla, że czas płodności, gdy małżeństwo, nie planując poczęcia, powstrzymuje się od zbliżeń, to dla męża doskonała sposobność, by mógł okazać żonie, jak wiele ona dla niego znaczy, by mógł ją adorować - podobnie jak w okresie narzeczeństwa. Z kolei żona rozumie, że on nie próbuje "zaczynać czegoś" - a tak odbiera to wiele kobiet. Takie nastawienie pomaga też - tak jak w zachowującym czystość narzeczeństwie - przygotowywać się na czas, w którym będziemy mogli być ze sobą. Myślę, że żona autora listu tego właśnie potrzebuje. Fizyczny aspekt relacji małżeńskich jest bardzo ważny, zwłaszcza dla mężczyzn, ale przecież to nie jest jedyny powód, dla którego się pobieramy. Kocham mojego męża bardziej niż kogokolwiek i uwielbiam okazywać mu to poprzez fizyczną bliskość, bo wiem, jak istotne jest to dla niego, a równocześnie jeśli widzę, że on czuje się spełniony i szczęśliwy, wtedy dopełnia się moja radość. George Popcak trafił w sedno, pisząc, że nasza energia seksualna powinna nas zbliżać do siebie, poprzez nastawienie na dobro współmałżonka. Lecz jeżeli nasze myśli krążą wokół pytania: "Kiedy zostanę zaspokojony", to tracimy z oczu sedno sprawy. Wygląda na to, że mężczyzna, który przysłał list, zamiast na "my" postawił na "ja" - to ludzkie i całkiem zrozumiałe. Być może okres, w którym skoncentrowałby się wyłącznie na dostrzeżeniu pragnień swojej żony (jak w czasie narzeczeń-stwa), pomógłby mu odświeżyć świadomość motywów, które skłoniły go do małżeństwa. Może będzie mile zaskoczony efektami takiej zmiany nastawienia na spełnienie pragnień żony. Niech modli się o siłę i łaskę, by obecny stan nie trwał zbyt długo i nie przerósł jego możliwości. Mam nadzieję, że pokaże żonie, iż warto walczyć o małżeństwo.
Ze smutkiem przeczytałam list mężczyzny rozczarowanego naturalnym planowaniem rodziny. Oby Bóg obdarzył tych małżonków siłą do przezwyciężenia przeszkód,-jakie napotykają. Jedna rzecz jest niepokojąca: z listu wynika, że przez 18 lat to małżeństwo stosuje NPR głównie w celu uniknięcia poczęcia. Gdy papież Paweł VI aprobował naturalne planowanie poczęć w encyklice Humanae vitae, to czynił to z następującym zastrzeżeniem: "Jeśli więc istnieją słuszne powody do wprowadzenia przerwy między kolejnymi urodzinami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych małżonków, bądź z okoliczności zewnętrznych, Kościół naucza, że wolno wówczas małżonkom uwzględniać naturalną okoliczność właściwą funkcjom rozrodczym i podejmować stosunki małżeńskie tylko w okresie niepłodności, regulując w ten sposób ilość poczęć". Pojęcie "słuszne powody" musi mieć na uwadze każde małżeństwo, które decyduje się praktykować NPR dla uniknięcia poczęć. Nawet naturalne planowanie rodziny może być ryzykowne dla małżeństwa stosującego je z mentalnością antykoncepcyjną. Nie było intencją Boga, by współżycie zostało zepchnięte do fazy III. Zachęcałabym każde małżeństwo, które unika poczęć przez dłuższy czas, by poważnie przemyślało swoje motywy w świetle dobra swojego związku i rodziny. Mężczyźni myślący podobnie jak ten pan powinni zdać sobie sprawę z tego, że nigdy nie jest za późno, by odrodzić małżeństwo, szczególnie jeśli mają tak wrażliwe i kochające serca.
Już cztery lata uczymy z żoną naturalnego planowania rodziny. My również mamy za sobą 18 lat małżeństwa i od początku stosujemy naturalne planowanie rodziny. Tak samo musieliśmy odłożyć noc poślubną, ze względu na okres płodności. Na dodatek opisane w liście przeżywanie seksu było u nas jeszcze kilka lat temu bardzo podobne. Wtedy przyczyn tego stanu rzeczy upatrywałem nie w metodach naturalnych, lecz w niskiej pobudliwości seksualnej mojej żony. W późniejszych latach zrozumiałem, że jej pociąg seksualny nie jest słabszy niż mój, tylko po prostu wolniej się rozbudza - i to jest kluczowe rozróżnienie. Niestety, wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak rozwiązać ten problem. Nie widząc innego wyjścia, zaczęliśmy z żoną modlić się w tej intencji. Po dwóch latach takiej modlitwy nasze pożycie seksualne zaczęło się - i to bardzo wyraźnie - zmieniać na lepsze. Teraz, z perspektywy czasu widzimy, że nie powinno to być niespodzianką, bo jeśli otworzymy przed Nieskończonym Bogiem jakąkolwiek dziedzinę naszego życia, wtedy pewna jest jej radykalna poprawa. Zrozumiałem wówczas znaczenie stworzenia intymnego nastroju i przygotowania zbliżenia, jednak dopiero za parę lat pojąłem tak naprawdę, dlaczego jest to takie istotne. Niedługo po tym, jak zostaliśmy instruktorami NPR, wprowadzono nas w teologię ciała Jana Pawła II. W książce Miłość i odpowiedzialność Ojciec Święty wyjaśnia, że każda osoba ma taką samą godność i zasługuje na to, by być traktowana podmiotowo, a nie przedmiotowo. Jan Paweł II zauważa, iż sfera seksualna jest bardzo podatna na nadużycia, zwłaszcza w przypadku mężczyzny, gdyż podnieca się on szybciej i bardziej gwałtownie niż kobieta. Jednak ten fakt biologiczny nie powinien zdominować naszej seksualności i najlepiej, gdy mąż i żona starają się, by wspólnie osiągnąć kulminacyjny punkt zbliżenia. Mimo, że nie wszystkim małżeństwom uda się dojść do takiego ideału, to jednak sedno sprawy tkwi w niestrudzonym podejmowaniu wysiłków w tym kierunku. Muszę mieć świadomość, że w zbliżeniu małżeńskim oddaję się żonie jako dar dla niej. Moje zadanie polega na tym, by w naszym zbliżeniu poczuła się ona, tak samo jak ja, podmiotem miłości. Gdy dzielimy się tymi refleksjami z narzeczonymi, mówimy im, że jeszcze trzy lata temu powiedzielibyśmy, że nasze doznania erotyczne są wspaniałe, podczas gdy teraz wolelibyśmy je określać jako uświęcone. Koncentrując się bardziej na żonie niż na sobie, okazuję jej prawdziwy szacunek i odczuwam powagę stosunku małżeńskiego. Co ciekawe, bardzo oryginalnie interpretowany przez Jana Pawła II fragment Listu do Efezjan: "...żony, bądźcie poddane mężom" stał się inspiracją naszych odnowionych relacji seksualnych. Jak stwierdza Papież, cytat ten nie musi wcale oznaczać, że mąż powinien dominować nad żoną, ponieważ taka dominacja jest skutkiem grzechu pierworodnego. Przywołana przez św. Pawła analogia (związek żony i męża jest obrazem związku Kościoła z Chrystusem) zobowiązuje mężów do tego, by służyli swoim żonom tak, jak Chrystus poświęcił się pierwszy dla Kościoła. I tak jak Jezus uczył apostołów przyjmować Jego posługę (na przykład, gdy umywał nogi Piotrowi), tak żony powinny uczyć się przyjmować oddanie swoich mężów. Odkryliśmy, że te zasady mogą odnosić się nie tylko do życia małżeńskiego w ogóle, ale także w szczególności do współżycia małżeńskiego. Zwykle nie udaje nam się realizować ich w pełni, ale już samo podejmowanie wysiłku daje satysfakcję.
Nie wolno mi osądzać sumień tych małżonków i nie uważam naszych pozytywnych doświadczeń za powszechnie obowiązujące, ale jest bardzo dobrze, jeśli spróbujemy nie tylko postępować według określonych zasad, ale także zrozumieć, jakie znaczenie kryje się za nimi. Ci małżonkowie przeżyli całe lata w wierności, mimo rozlicznych przeszkód, i jest więcej niż pewne, że Bóg pragnie ubogacić ich pięknymi i bogatymi przeżyciami seksualnymi, nawet jeśli nie bardzo w to teraz wierzą. Wierzę, bo sami to przeżyliśmy, że z Bożą pomocą i przy odrobinie starań z ich strony najlepsze lata małżeństwa sąjeszcze przed nimi.
Imiona i nazwiska autorów do wiadomości redakcji. GŁOS DLA ŻYCIA nr 5(76) wrzesień/październik 2005
|
[ Strona główna ] |
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2021 Pomoc Duchowa |