Czy miłość nie wygasa z czasem?"Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki." (Pieśń nad Pieśniami 8,7)Miłość nie ogranicza się do uczucia, do wrażenia, że kochamy. Miłość zmienia się wraz z upływem czasu. To, że czułość okazywana jest inaczej albo wydaje się mniej widoczna, nie oznacza, że miłości już nie ma. Prawdą jest natomiast, że różnice w charakterach i różne sytuacje życiowe mogą czasem doprowadzić do trudności. Jak je przezwyciężać? Przez rozwój. Kochamy nie tylko wtedy, gdy ktoś wydaje nam się miły. Rozwijać, budować miłość - to znaczy pragnąć szczęścia drugiej osoby, więcej spostrzegać tego, co w niej jest dobre, niż wypominać to, co złe. To pragnąć sprawiać drugiej osobie przyjemność, ofiarować coś, nie oczekując niczego w zamian. I starać się wyprzedzać w okazywaniu sobie miłości, być tym, który wykonuje ten pierwszy krok. Miłość będzie się rozwijała, jeśli ją połączymy z Miłością, jaką jest Bóg. "Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie zło, którego nie chcę" (List do Rzymian 7,19). Małżeństwo i miłość tworzyły harmonijną jedność, gdy Bóg stworzył mężczyznę i kobietę. Jednak z powodu grzechu pierworodnego mamy skłonność do czynienia zła. Możemy niszczyć miłość kłótniami, wybuchami złości, obojętnością, egoizmem. Bóg jednak nie skazuje nas na trwanie w upadku. Zaprasza nas, abyśmy przyjęli Jego Miłość, Jego wybaczenie. W Sakramencie małżeństwa otrzymujemy tę zdolność odrodzenia miłości, czerpiąc ze źródła Miłości. FUNDAMENTPo naszym ślubie zaczęły pojawiać się problemy, o których w okresie naszego długiego narzeczeństwa (3 lata) nie mieliśmy nawet bladego pojęcia.Zaczęliśmy siebie wzajemnie tresować, naginać do swoich wzorców. Pokłady dobrych chęci, które mieliśmy na początku, okazały się niewystarczające. Najbardziej bolesne momenty były dla mnie wtedy, gdy za racjami żony zaczęła stawać teściowa. Czułem się wtedy jakby zdradzony. Po urodzeniu dzieci, gdy żona zaczęła odsuwać się emocjonalnie ode mnie (typowe zachowania dla młodych matek), przestałem czuć się potrzebny i zastanawiałem się, czy zauważyłaby, gdybym odszedł. Były i dobre chwile, często jednak, potrafiliśmy przejść do ostrej kłótni. Chociaż muszę przyznać, że uważaliśmy, aby się wzajemnie nie poranić jakimiś obraźliwymi epitetami. Gdy dzieci rosły, zaczęły się z kolei spory o model wychowania. Ciągle żyliśmy nadzieją, że może kiedyś nasza miłość będzie taka, jak wymarzyliśmy sobie na początku. Byliśmy już zmęczeni walką o ten ideał. Stawaliśmy się jednak coraz bardziej nieczuli wobec siebie. Nasze życie stawało się szarpaniną, choć na zewnątrz nasze małżeństwo wydawało się "porządne". Przełom w naszym małżeństwie jest związany z naszym nawróceniem. Kiedy uznałem Jezusa za mojego jedynego Pana i Zbawiciela (moja żona uczyniła to nieco później), nie zdawałem sobie sprawy, jak wielkie rzeczy Bóg zaplanował dla nas. Jezus Chrystus okazał się fundamentem, na którym wreszcie zaczęliśmy budować wszystko to, o czym marzyliśmy, a nawet więcej. Cicha depresja z przebłyskami nadziei przemieniła się w pełnię życia. Stopniowo Bóg uzdalniał nas do ufania sobie wzajemnie. Znikała z naszego życia podejrzliwość, że jest się manipulowanym przez współmałżonka. Powoli zmieniały się na lepsze nasze relacje z dziećmi. Nabrała świeżości nasza miłość, na nowo mogliśmy sobie ofiarowywać czułość i delikatność. Zaczęliśmy odczuwać radość, jak z czasów zaraz po ślubie. Ważną sprawą na tej drodze było przyłączenie się do grupy modlitewnej. Bóg w tempie ekspresowym zaczął uzdrawiać wszystkie bolesne sprawy, w miarę jak otwieraliśmy się na Jego działanie... Wojtek i Bożena (16 lat w małżeństwie) Pismo Katolickie "Jezus Żyje", nr 3
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |