Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy mieszkać z rodzicami po ślubie. Zalety i wady

W pierwszym odruchu chciałoby się zdecydowanie powiedzieć: "nie"!. Nie – bo po to się pobieramy, byśmy byli niezależni, samodzielni, by nikt nie traktował nas jak dzieci i nie mówił co mamy robić. Nie, bo sami przecież budujemy nową rzeczywistość i tworzymy nową rodzinę. Nie, bo mamy prawo do tego, by wreszcie mieć jak się chce, by tworzyć swoje własne zwyczaje i być niezależnym od czyjegoś zdania lub humoru.

Ale – jak zawsze – są różne sytuacje, a poza tym wszystko ma swoje dobre i złe strony. Pokrótce postaramy się je przeanalizować.

Zalety...

Plusem, a może koniecznością życiową dla niektórych jest po prostu czynnik finansowy. Chociaż generalnie małżeństwo powinno nie tylko mieszkać osobno ale i samodzielnie się utrzymywać. Nie chodzi o kupowanie domu, samochodu itp. ale po prostu o posiadanie pracy, choćby najzwyklejszej, by dawała ona pieniądze na życie. Gdy nie jest się zupełnie w tej kwestii samodzielnym – chyba lepiej trochę poczekać ze ślubem, by nie być tak całkiem na garnuszku rodziców. Poprzez małżeństwo bowiem tworzy się nową, ODRĘBNĄ komórkę społeczną. Nie jest dobrze zatem jeśli np. para studentów będąca na całkowitym utrzymaniu rodziców pobiera się i nadal u nich mieszka, prawie niczego w swoim życiu nie zmieniając. No bo gdzie tu samodzielność, niezależność, co tu się zmieniło w ich życiu? Nadal są jak dzieci, zależne od rodziców. Ale doskonale zdajemy sobie jednak sprawę, że w obecnych czasach nawet kończąc studia, zaczynając pracę po prostu nie stać nas nie tylko na mieszkanie ale i często nawet nie mamy zdolności kredytowej. Z kolei wynajęcie mieszkania od kogoś też nie jest tanie a do tego dochodzi refleksja, że płaci się komuś a nie odkłada i przez to perspektywa własnego kąta oddala się jeszcze bardziej. Tymczasem mieszkanie z rodzicami najczęściej, oprócz rzecz jasna dokładania się do rachunków i wspólnego domowego budżetu nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami. Młodzi ludzie zatem są w stanie wówczas jakoś się utrzymać, nie wydając większości pensji na czynsz ale i jeszcze odłożyć. Tylko wybór taki nie może być wyborem z wygody. Jeśli stać nas na odrębne mieszkanie, nawet najskromniejsze to mieszkajmy osobno. Tu chodzi o małżeństwo, które jest ważniejsze od wygody, od mamusinych obiadów (na które przecież w niedzielę możecie chodzić). To też kwestia dojrzałości – zasadniczo to nawet nie wypada w pewnym wieku korzystać z finansowej pomocy rodziców, gdy nie ma takiej potrzeby. Wprost przeciwnie – pomału to my mamy w razie konieczności i w miarę naszych możliwości zacząć pomagać rodzicom, którzy przeważnie wówczas kończą pracę zawodową i przechodzą na emeryturę, a zatem ich status materialny się pogarsza. A jeśli faktycznie nas na razie nie stać na wynajęcie mieszkania to musimy zrobić przynajmniej założenie, że takie mieszkanie razem nie będzie trwało w nieskończoność. Trzeba wyznaczyć sobie jakieś ramy czasowe, kiedy oszczędzamy np. na wkład własny, byśmy mogli wziąć kredyt i się wyprowadzić. Chodzi o to, by nie uważać za oczywiste mieszkania z rodzicami, bo tak jest wygodniej, taniej. Oni nie powinni czuć się zobowiązani do utrzymywania dorosłych ludzi, którzy są małżeństwem. A jeśli już przez jakiś czas z własnej woli nam pomagają – to koniecznie należy sprawiedliwie podzielić się rachunkami, opłatami, wspólnie robić zakupy, by żadna ze stron nie miała ani poczucia wykorzystywania ani wyrzutów sumienia, że żyje na czyjś koszt.

KASIA: Było dla mnie czymś oczywistym, że jako małżeństwo będziemy mieszkać osobno. Od wielu lat nie mieszkałam już z rodzicami i nawet jako osoba samotna nie wyobrażałam sobie innego rozwiązania, a tym bardziej po ślubie. Ważne dla mnie było to, że mogę sama decydować o tym gdzie co poustawiam i jak będzie wyglądał nasz dzień. Najważniejsze jednak było to, że mogliśmy od początku tworzyć swoją rzeczywistość, swoje schematy działania – takie które nam odpowiadały, jak też wzajemnie "docierać" się bez świadków.

Innym argumentem – nie do pogardzenia w przypadku pojawienia się dziecka – jest pomoc. Kto miał do czynienia z małym dzieckiem wie doskonale jak bardzo jest ono absorbujące i jak wiele pracy i zaangażowania wymaga codzienne zajmowanie się nim. Owo słynne "siedzenie w domu" młodej matki jest najcięższą pracą, nieporównywalną z innym zajęciem – trwa bowiem okrągłą dobę i nigdy nie powala o sobie zapomnieć, ewentualne zaś zaniedbania są od razu zauważane i komentowane głośnym krzykiem. Nie bez znaczenia zatem dla młodych rodziców jest możliwość uzyskania jeśli nawet nie konkretnej pomocy a zwykłego pozostawienia go pod opieką dziadków na godzinę czy dwie gdy trzeba coś załatwić. Nie mówiąc o tym, że od czasu do czasu umożliwia pobycie tylko we dwoje, czego młodzi rodzice są najbardziej spragnieni. Ale i bez dzieci przy umiejętnym podziale obowiązków domowych (dyżurów w sprzątaniu czy gotowaniu) pozwala po prostu oszczędzić czas, który można przeznaczyć na naukę lub jakąś przyjemność. W dobrze funkcjonującym układzie również pewne rady czy wskazówki mogą być dla młodych małżonków cenne i pozwalają uzyskać wiedzę do której sami musieliby się dokopywać.

To są plusy. Ale jest i druga strona medalu... ta ciemniejsza, która zazwyczaj zrozpaczonym małżonkom każe szukać jakiegokolwiek rozwiązania, byle dalej od nadopiekuńczych rodziców czy teściów.

...i wady

Zakładając rodzinę tworzymy wspólnotę przede wszystkim z małżonkiem a potem z dziećmi. W związku zatem osobą najważniejszą ma być współmałżonek. Tymczasem niejednokrotnie zdarza się, że chcąc oczywiście dobrze(!) rodzice traktują młode małżeństwo nadal jak dzieci, którymi trzeba się opiekować i które przecież nie potrafią niczego zrobić tak dobrze jak oni. Stąd teściowa nie wpuszcza synowej do kuchni, bo przecież ona najlepiej gotuje, teść nie pozwala zięciowi tknąć samochodu, w przedpokoju wszystko musi być ułożone dokładnie tak jak to ma miejsce od 30 lat i jakiekolwiek odstępstwa w postaci nierównego ułożenia butów czy rzucenia szalika na szafkę gromione są karzącym wzrokiem. Wszystkie przedmioty w pomieszczeniach wspólnych mają swoje stałe miejsce i przeznaczenie a sami domownicy zwyczaje, do których młodzi muszą się dostosować. Muszą? Ano niestety, jeśli mieszkanie jest własnością rodziców to zasadniczo tak... Przecież my też czulibyśmy się źle gdyby ktoś coś w naszym własnym domu przestawiał lub krytykował - no bo przecież na to pracujemy tyle lat a ktoś przychodzi i mówi, że to nic nie warte? Przecież nas też by denerwowało gdyby np. młodsze rodzeństwo twierdziło, że robimy coś źle i ono nas nauczy jak to trzeba robić. Gdyby twierdziło, że nie mamy racji. I nawet jeśli ono obiektywnie miałoby rację to byśmy byli oburzeni: "jak śmie", prawda? No właśnie. Tak właśnie mogą się poczuć rodzice. Oni naprawdę wierzą, że to co robią, robią najlepiej - bo tak potrafią i mają do tego prawo. Dlatego trzeba wielkiej delikatności, by, nawet jeśli uważamy, że panujące w danym domu zwyczaje są bez sensu albo my zrobilibyśmy coś lepiej, po prostu nie obrazić domowników. Co nie znaczy, że oni z kolei nie muszą zupełnie liczyć się z odczuciami i potrzebami młodych, zwłaszcza jeśli sami zaproponowali im wspólne zamieszkiwanie. Zgadzamy się jednak, że nadmierne pouczanie młodych albo też robienie wszystkiego za nich jest ogromnie uciążliwe i po prostu nie daje szansy nauki – nawet na własnych błędach. W takich sytuacjach trzeba zatem próbować wspólnie coś ustalić i to zaraz na początku wspólnego zamieszkania. Kto co robi, za co jest odpowiedzialny (kto myje i z jaką częstotliwością łazienkę, wynosi śmieci itp.), kto co lubi i jakie obowiązują zasady. Czy mówimy sobie wzajemnie gdzie wychodzimy i na jak długo, czy też nie ma takiej potrzeby. Czy zawsze razem jemy posiłki, kto zmywa i czy pierzemy wspólnie czy oddzielnie. Młody zięć musi wiedzieć, że np. teść w określonych porach zawsze ogląda sport w telewizji a teściowa, że synowa wychodząc rano do pracy właśnie o tej porze musi zająć łazienkę. Musimy nawzajem poinformować się o naszych przyzwyczajeniach, zwyczajach i pragnieniach, gdyż inaczej nie unikniemy dąsów lub oskarżeń wzajemnych o złośliwość. No i – musimy też być gotowi do jakichś wzajemnych ustępstw. Oczywiście trudniej to przyjdzie rodzicom, którzy od lat zawsze mają określony schemat dnia i wszystko zawsze robią w ten sam sposób, w dodatku czują się gospodarzami mieszkania, uprawnionymi do swoich działań. Jednakże jeśli proponują gościnę młodym to muszą liczyć się i z ich godziwymi potrzebami. Stąd nic się nie stanie jeśli to synowa czasem ugotuje obiad i jeśli w niedzielę od czasu do czasu zamiast tradycyjnego rosołu będzie tarta z pieczarkami. Z kolei świat się nie zawali jeśli zięć nie obejrzy w jakiś dzień tygodnia wiadomości, gdyż wtedy leci ulubiony (choć może jego zdaniem głupawy) serial teściowej. Wspólne mieszkanie wymaga po prostu wzajemnego szacunku i rezygnacji z niektórych rzeczy- z obu stron.

Kolejnym zarzewiem konfliktów może być zwyczajny brak intymności. Pół biedy jeśli mamy np. wydzielone piętro lub choćby kilka pomieszczeń i możemy sami coś ugotować, mamy swoją łazienkę itp. Dużo gorzej gdy jest to tylko jeden pokój, a już kompletna katastrofa następuje jeśli rodzice lub teściowie uważają, że nikt tu nie powinien mieć nic do ukrycia i mają pretensje nawet o zamknięte drzwi. Wówczas małżeństwo czuje się cały czas na cenzurowanym, a każde słowo czy zachowanie jest komentowane. Tymczasem małżeństwo nie tylko ma prawo ale i obowiązek po prostu pobyć tylko ze sobą. Bo to z małżonkiem omawia się wszelkie ważne i mniej ważne problemy, z nim podejmuje decyzje, z nim ma się prawo po prostu BYĆ. Zatem absolutnie niedopuszczalne jest wtrącanie się rodziców we wszystkie ich problemy, podejmowanie za nich decyzji czy choćby wymaganie opowiadania sobie wszystkiego, łącznie z tym o czym rozmawiali małżonkowie. Nie mówiąc tu o sytuacji kiedy nadopiekuńcza mamusia wkracza między kłócących się młodych i bierze "w obronę" synka czy córeczkę...

Kolejna sytuacja to kwestia współżycia. O tym jak ważny jest i nastrój i komfort psychiczny, zwłaszcza dla kobiety, i zwłaszcza w początkach małżeństwa świadczy słynna anegdota o tym kiedy to żona nie mogła zbliżyć się do męża dopóki ten nie zasłonił szczelnie okna, mimo, iż mieszkali na ostatnim piętrze i absolutnie nikt nie mógł ich podejrzeć. Ten przykład jest może przejaskrawiony ale czy taki daleki od rzeczywistości? A zatem jeśli ważna jest nawet firanka w oknie to o ileż ważniejsze jest skrzypiące łóżko, szyba w drzwiach czy brak zamka zamykanego na klucz. Ileż ważniejsze są cienkie ściany i obecność za nimi rodziców czy teściów i paraliżująca wizja możliwości ich wejścia do pokoju w każdej chwili. O dyskomforcie przechodzenia później przez wspólny korytarz do wspólnej łazienki nie wspomniając... Takie sytuacje mogą być przyczyną kłopotów ze współżyciem, niechęci do niego lub strachu powodowanego nie osobą małżonka a czynnikami zewnętrznymi. Tutaj zatem trzeba między sobą ustalić a rodziców poinformować, że potrzeba nam odrobinę prywatności i zamontowanie zamka nie jest wymierzone przeciwko nim i nie ma na celu odcięcie się od nich a jest jedynie zapewnieniem żonie komfortu psychicznego. Jeśli nie zrozumieją – trudno. Nie można jednak rezygnować z jedności małżeńskiej gdyż rodzicom się to nie podoba.

Inna sprawa to wtrącanie się w wychowanie wnuków, bo "ja już swoje wychowałam, to wiem". Tak jak wspomnieliśmy, pomoc a nawet sama obecność dziadków w życiu wnuków jest bardzo cenna i konieczna. To oni bowiem z reguły mają więcej czasu i cierpliwości, to oni z chęcią ich słuchają, opowiadają bajki, to oni uczą ich historii swojej rodziny. Doświadczenia teściowej mogą być bardzo przydatne młodej matce, zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Jednakże jej rady nie zawsze są aktualne, bo i czasy się zmieniły i możliwości i same metody wychowawcze stosowane dwadzieścia lat temu teraz niekoniecznie się sprawdzą. Dlatego też radząc nie można wpędzać kogoś w kompleksy, ranić czy krytykować. Z drugiej strony nie można też całkiem odrzucać czyichś doświadczeń. Należy po prostu się wzajemnie wysłuchać, może nawet spróbować jakiegoś sposobu a gdy się nie sprawdzi – zrobić po swojemu. A babcia nie może się np. obrażać, że matka jej półrocznego wnusia nie nakarmi go – za jej radą – miodem i krowim mlekiem, choć ona sama swojego syna tak karmiła i alergii nie ma. Tutaj też po prostu trzeba rozmawiać, tłumaczyć, przedstawiać argumenty, może podrzucić babci jakieś czasopismo poświęcone dzieciom a gdy każda strona obstaje przy swojej racji – pamiętać, że to rodzice mają decydujące zdanie w sprawie swoich dzieci i to oni są i odpowiedzialni za ich wychowanie i mają do tego całkowite prawo.

Zupełnie niezdrowe, bo nie dające możliwości usamodzielnienia się będzie wspomniane niedopuszczanie młodych do domowych czynności a czymś wręcz niszczącym relację małżeńską - uzależnienie jednej ze stron od rodziców. Nieraz po prostu jednemu z małżonków tak jest wygodnie. Bo mamusia (od której nigdy się nie wyprowadził) zrobi to czy tamto, bo mamusia rozumie, bo zawsze trzyma jego stronę... W ten sposób dochodzi do sytuacji kiedy to matka staje się dla syna czy córki tą najważniejszą osobą, z której zdaniem trzeba bezwzględnie się liczyć a mąż czy żona schodzą na dalszy plan. Jest to widoczne szczególnie w sytuacji materialnej zależności od rodziców: często uważają oni, że skoro w jakiejś mierze utrzymują młodych mogą im dyktować co mają robić i narzucać swoje zdanie we wszystkim. I nieraz jedno z małżonków biernie to przyjmuje, bo tak jest dla niego wygodniej. Tymczasem to mąż jest mężczyzną, przewodnikiem w związku i to on na równi z żoną powinien wziąć odpowiedzialność za kształt swojego małżeństwa. On ma zapewnić poczucie bezpieczeństwa i oparcie żonie i dzieciom: on a nie rodzice czy teściowie. Dlatego też nie wolno mu zdawać się na wolę i zdanie rodziców, a gdy stroną uzależnioną od nich jest żona – powinien interweniować i robić wszystko, by rodzina była samodzielnym bytem. Psychiczne uzależnienie bowiem jednej ze stron od rodziców niejednokrotnie kończy się rozwodem. W dodatku i małżonek i jego rodzice są przekonani, że to oni mają racją a ta druga strona ponosi winę za całe zło Dlatego też decydując się z jakichkolwiek względów na wspólne mieszkanie należy być przede wszystkim dojrzałym, "z odciętą pępowiną", gotowym w razie potrzeby interweniować.

Problem staje się jeszcze większy w sytuacji kiedy jedna ze stron nie jest akceptowana. Czasem jest to spowodowane tym, że rodzice marzyli o innym zięciu czy synowej, tym, że innej przyszłości chcieli dla swojego dziecka i odpowiedzialnością za to obarczają jego współmałżonka – współmałżonka, który przecież został przez ich dziecko w wolności wybrany i pokochany! Wtedy każde zachowanie nielubianej synowej czy zięcia odbierane jest z dezaprobatą a każde wypowiedziane słowo obraca się przeciwko nim. Jeśli zatem widzimy wyraźnie, że mimo prób łagodzenia sytuacji, rozmów, nic się nie poprawia a problemy wynikają głównie z różnic w charakterze, usposobienia lub zwyczajnego nielubienia się – trzeba bezwzględnie się wyprowadzić. Jeśli widzimy, że zachowanie rodziców źle wpływa na relację małżeńską, powoduje konflikty między nami to jest to ostatni sygnał ostrzegawczy. Wtedy większym dobrem będzie zamieszkanie osobno, choćby w najskromniejszych warunkach. Wiemy, że czasem może to być trudne ze względów finansowych. Ale porozglądajcie się, może ktoś będzie chciał coś tanio wynająć, popytajcie znajomych, dajcie ogłoszenie do gazety, szukajcie w internecie i na parafii. Nie bójcie się, że rodzice się obrażą. Być może nie zrozumieją Waszej decyzji, ale zapewnijcie ich, że wyprowadzacie się nie dlatego, że Wam z nimi źle tylko dlatego, że chcecie nauczyć się dorosłości, bo przecież kiedyś będziecie mieli własne dzieci. Naturalnie nie chodzi o zrywanie kontaktów. Zapewniamy Was, że właśnie wówczas, paradoksalnie, mając ze sobą mniej kontaktu stosunki zaczną się poprawiać, gdyż nie będzie codziennego powodu do żalu czy złości. Jeśli przebywamy z kimś rzadziej to z reguły pamiętamy dobre chwile i skupiamy się na dobrych stronach czy cechach tej osoby.

Zupełnie nie rozumiem PO CO dwanaście lat mieszkaliśmy z moją mamą. Tłumaczyłam to tym, że jest samotna, kiedyś będzie stara a zresztą byłoby jej na pewno przykro gdybyśmy się wyprowadzili. Tymczasem po tym czasie nasza relacja małżeńska była już w tak kiepskiej kondycji, że po kolejnej awanturze wymierzonej przeciwko mojemu mężowi postawiliśmy wszystko na jedną kartę i wyprowadziliśmy się. Byłam strasznie rozdarta i cały czas płakałam i miałam wyrzuty sumienia. Z upływem miesięcy jednak nie tylko moja relacja z mężem na tym zyskała ale ...i stosunki z mamą się poprawiły! Odwiedzamy ją systematycznie a ona ma coraz mniej pretensji. Zaczyna chyba cenić nasze towarzystwo teraz kiedy nie ma go na co dzień.

Trzeba to wszystko wziąć pod uwagę rozważając mieszkanie z rodzicami. Oczywiście nie chcemy powiedzieć, że to jest zawsze złe rozwiązanie: nie, czasem może być wyjściem najlepszym, nawet lepszym niż mieszkanie osobno: jeśli wszyscy dobrze się dogadują, szanują swoją odrębność i wolność, lubią swoje towarzystwo i wzajemnie sobie pomagają. Czasem też może to być sytuacja wymuszona okolicznościami jak wspomniana trudność finansowa (przy założeniu, że nie będzie to sytuacja trwała) albo po prostu rodzice są starsi, schorowani i nie są już w stanie samodzielnie funkcjonować – wtedy gestem wielkoduszności i miłości będzie zabranie ich do siebie.

Zawsze jednak tam gdzie mamy jakikolwiek wybór starajmy się wybrać samodzielność i niezależność nawet kosztem gorszej sytuacji materialnej, bo nawet suchy chleb smakuje lepiej gdy sami na niego zarabiamy i nikt nam go nie wypomina. Mieszkając osobno szybciej nauczymy się gospodarności, zaradności, będziemy czuli się swobodnie i w pełni będziemy mogli cieszyć się sobą, swoim związkiem. Będzie wtedy dużo mniej sytuacji konfliktowych, a z teściami i rodzicami zachowamy dużo lepsze relacje. A gdy jednak z jakichś względów zdecydujemy o wspólnym mieszkaniu – pamiętajmy o tym o czym napisaliśmy wyżej i zróbmy wszystko, by mimo fizycznych ograniczeń nasze małżeństwo zachowało minimum niezależności i swobody. Trzeba bowiem pamiętać, że małżeństwo to wspólnota i komunia tworzona przede wszystkim przez Was dwoje.

TOMEK: Od pierwszego dnia po ślubie zamieszkaliśmy osobno. I to miało w sobie coś niezwykłego. Gdy po weselu wróciliśmy rano do siebie naprawdę poczuliśmy wtedy, że jesteśmy jednością, że tworzymy rodzinę. Poza tym mogliśmy swobodnie cieszyć się tymi pierwszymi małżeńskimi już chwilami.

A czy ma sens mieszkanie w jednym mieszkaniu np. ze znajomymi? Hmm, to zależy. Generalnie być może bardzo młodemu małżeństwu nie będzie to przeszkadzało, gdyż będzie to traktowało niejako jak przedłużenie czasów studenckich. Czasem też będzie wymuszone koniecznością życiową – jak np. dzieje się na emigracji, gdzie wynajmuje się wspólnie mieszkanie i dzieli kosztami. W sytuacji przejściowej można jakiś czas tak pomieszkać, jednak pamiętać należy, że i takie rozwiązanie niesie ze sobą szereg problemów jak choćby wspomniany brak intymności i konieczność dostosowania się do reguł wspólnych. No i chyba takie małżeństwo ma małe poczucie stanowienia osobnej wspólnoty, małżeństwa w ogóle... a przecież po to się pobieramy, żebyśmy wreszcie byli razem. Dlatego jeśli tylko to możliwe, to trzeba naprawdę mieszkać zupełnie osobno, najlepiej od początku, od ślubu.

Fragment książki:
Co każdy mąż chciałby aby jego żona wiedziała o mężczyźnie Narzeczeństwo czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
To znakomite, napisane prostym, komunikatywnym językiem kompendium dla każdego chrześcijanina, który stoi przez wyzwaniami okresu narzeczeństwa...» zobacz więcej

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


   

Wasze komentarze:
 Karla: 10.01.2021, 20:16
 Oo dobrze napisane cała prawda, lepiej być na swoim i mieć swój kat swoją przestrzeń żyć tak jak chcemy i mieć prywatność
 magda j. z wysokiej : 27.01.2012, 18:16
 o małzenstwo moje z moim michałem
(1)


Autor

Treść

Nowości

Wychowywać dzieci według prawd BożychWychowywać dzieci według prawd Bożych

Mała droga św. Teresy od Dzieciątka Jezus"Mała droga" św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Wartość zamiast ideologiiWartość zamiast ideologii

Z płodności nie musimy korzystać, ale nie wolno jej niszczyćZ płodności nie musimy korzystać, ale nie wolno jej niszczyć

Najpiękniejsze wiersze o różańcuNajpiękniejsze wiersze o różańcu

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
[ Strona główna ]

Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej