Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

A po ślubie... czyli jak dbać o miłość w małżeństwie

Co zrobić, żeby mąż tydzień po ślubie nie zamienił się w potwora?

Takie właśnie pytanie otrzymaliśmy kiedyś i przyznajemy, początkowo wprawiło ono nas w osłupienie. Bo dlaczego mąż miałby się w ogóle przemieniać, w dodatku w potwora i to jeszcze tydzień po ślubie? Ponieważ – jak dalej uzasadnia autorka listu – jej babcia przekazała jej tę oto prawdę, że mężczyzny nigdy nie pozna się całkiem przed ślubem a dopiero po nim. I no i dziewczyna ma dylemat, aby zmiana, która w małżonku nieuchronnie nastąpi nie poszła w tę złą stronę. Obawia się, że po ślubie mąż nie będzie miał już o co walczyć i spocznie na laurach. A zatem co zrobić z tym mężem – potworem i żoną – sekutnicą?

W zasadzie odpowiedź jest prosta - miłość. Prawdziwa miłość zawiera w sobie szacunek, nieustający podziw, wdzięczność Bogu za ten dar jakim jest współmałżonek i radość codziennego przebywania ze sobą. Jeśli to wszystko występuje, jeśli to naprawdę miłość to nie ma takiej możliwości, żeby po ślubie wszystko się skończyło, wprost przeciwnie - miłość będzie rosła, rozwijała się. Oczywiście będzie się zmieniać, przybierać inne oblicza, ale to jest dowodem jej rozwoju a nie zaniku. Z osobistego doświadczenia powiemy, że tak naprawdę to nasza miłość małżeńska jest teraz dużo większa i bardziej autentyczna niż przed ślubem.

Dlaczego? Otóż, faktycznie miała rację babcia tej dziewczyny, mówiąc o prawdziwym obliczu po ślubie. Oczywiście, nie sugerujemy, że przed ślubem cały czas się swoje prawdziwe "ja" ukrywa. Natomiast po ślubie mają miejsce takie sytuacje, których przed ślubem nie doświadczymy (choćby współżycie, problemy z wychowaniem dzieci), jak również to, że przebywamy ze sobą w dzień i noc i widzimy takie drobiazgi, przyzwyczajenia i zachowania, których wcześniej nie widzieliśmy - nie dlatego, że ktoś je ukrywał tylko po prostu nie było okazji, żeby one się ujawniły. I w tym sensie to "prawdziwe oblicze" jest po ślubie.

To nie jest tak, że po ślubie nie ma o co walczyć. Otóż, walka jest większa. Przed ślubem chłopak walczy o to, by zaimponować dziewczynie, pokazać jaki jest silny, kompetentny, miły itp. Stara się zrobić dobre wrażenie. Nie jest to zapewne łatwe, ale o ileż ciężej jest robić nadal to dobre wrażenie kiedy żona nas widzi w piżamie, nieogolonego, kiedy nie wychodzi nam naprawa spłuczki, kiedy jesteśmy sfrustrowani pracą, zmęczeni. Łatwiej było to wrażenie robić kiedy z kwiatami przyjeżdżaliśmy do dziewczyny na 3 godziny, pachnący, zadbani, wypoczęci.

Zostawialiśmy w domu troski i bałagan. O ile łatwiej było dziewczynie oczarować chłopaka urodą kiedy specjalnie na randkę kręciła włosy i zakładała wystrzałowe ciuchy. A teraz mąż ją widzi jak co rano w pośpiechu się maluje i nie może znaleźć torebki. Jak narzeka, jak ma okres, jak jest rozdrażniona. Jak się wścieka na koleżankę i ma dziurę w rajstopach. Naprawdę, trzeba większej walki, by robić wrażenie w małżeństwie. Ale jednocześnie ta codzienność, ta bliskość między ludźmi, to uczestniczenie - jakże pełne - nawzajem we własnym życiu i problemach niesamowicie zbliża. Rozczula, powoduje większą troskę i chęć pomocy. Stapia małżonków w jedno, łączy ich ciała i dusze. Czyż można być bliżej z kimś, z kim codziennie się budzimy, robimy zakupy, z kim codziennie się modlimy i kogo znamy tak intymnie, że widzieliśmy jego ciało? Z kim z miłości łączymy się fizycznie? A przede wszystkim - czyją duszę znamy tak bardzo - bo miał do nas tyle zaufania, że sam przed nami ją odkrył - że jego cierpienia i radości są naszymi? Kto sam siebie nam ofiarował w sakramencie? Gdy popatrzymy na małżeństwo, które dokonuje się w sakramencie, w momencie ślubu - ogarnia nas taki zachwyt i wdzięczność Bogu, że aż drżymy przed tą tajemnicą i darem - że Bóg dał nam drugą osobę. Nie ma na ziemi większego daru niż miłość. Przed tą tajemnicą nasza dusza klęka i nabiera takiego szacunku do małżonka, że nie do pomyślenia jest skrzywdzenie go, oszukanie ani nawet spowszednienie. Tylko trzeba tak spojrzeć. Nie na kogoś z kim ot tak "się jest" i kto nas niczym nie zaskoczy bo go znamy a nawet nas denerwuje niektórymi zachowaniami, tylko jako na dar - wcale niezasłużony dar dla nas. Który nas ubogaca, rozwija, dzięki któremu rozkwitamy i który - czy to się komuś mieści w głowie?- został nam dany na wieczność? Ta świadomość poraża. Czy więc taki dar można zniszczyć? Można o niego nie dbać? Nie można, wręcz nie jest to możliwe.

A jednak - powiecie - ile osób o siebie nie dba po ślubie i jest dla siebie nie darem a ciężarem. Ile? Może większość? Tak, przyznajemy Wam rację. Dlaczego zatem tak się dzieje?

Bo w małżeństwie spotykają się dwa światy. Bardzo różne. Ludzie z różnych rodzin, o różnych temperamentach, oczekiwaniach, przyzwyczajeniach. Każde z nich oczekuje, że to ten drugi przystosuje się do nich, że będzie tak w małżeństwie jak on sobie wyobraża, że to tamten ma dbać i zabiegać o jego względy. I niektórym się wydaje, że już wszystko zdobyli, że już nie ma się o co starać, że już walka skończona. I mężczyzna siedzi przed komputerem lub telewizorem po pracy, a kobieta nie dba o siebie - ale jeszcze nie to jest najgorsze. Oboje gnuśnieją. Oboje rezygnują ze swoich marzeń. Bo ślub nie jest końcem marzeń, realizacją i finałem miłości. O, nie, nie, to było za proste i za...smutne. To fascynujące zaproszenie - przejście do wspólnego życia, do cudownej przygody, którą można przeżyć we dwoje.

I można ją przeżyć jako przygodę albo jako dopust Boży. Co kto woli.

Co zrobić zatem, żeby mężczyzna nie zmienił się w potwora tydzień po ślubie a kobieta w gderającą heterę? To ważne i poważne pytanie. Trzeba najpierw zaakceptować swoją różność. Nie znaczy to, że mamy znosić wszystko tylko przyjąć do wiadomość, że kobieta i mężczyzna się różnią. I to poważnie. Poza tym wziąć pod uwagę różnice wynikające z wychowania, przyzwyczajeń i temperamentów. Pisaliśmy o tym obszernie w poprzedniej książce w rozdziale "Nie jesteśmy tacy sami".

Trzeba szanować siebie nawzajem i cieszyć się sobą. Tzn. uznać odrębność drugiego (to, że nie jest naszą własnością, ma prawo do swojego zdania) i traktować go jako dar, a nie coś co nam się należy.

Nigdy nie trwać w niezgodzie. Wyjaśniać sobie wszystko co nam "leży na sercu". Jeśli się czymś zdenerwujemy to nie udajemy, że nic się nie stało i dusimy w sobie urazy, by przy nadarzającej się okazji odpłacić tym samym, tylko mówimy szczerze, że nam się to nie podoba. Przy czym mówimy o swoich odczuciach, jak ja to widzę, np. "mnie denerwuje to czy tamto" a nie "Ty zawsze mi tak robisz".

Dziękować sobie nawzajem i chwalić mężczyznę za to co zrobi. Nie czekać aż się domyśli, że trzeba np. pozmywać tylko mu o tym powiedzieć. Podkreślać, że jest nam z nim dobrze, że czujemy się bezpiecznie. Mówić, że jest mądry i silny (mężczyzna jest przeczulony na tle swojej kompetencji, tak jak kobieta na punkcie urody). Docenić kobietę za codzienne starania, za ugotowany obiad, za czas jaki poświęca rodzinie. Powiedzieć komplement, zauważyć jej zmęczenie, zrobić herbaty nawet gdy o to nie prosi. ROZMAWIAĆ. Wielokrotnie pisaliśmy o konieczności dialogu. To naprawdę jest droga. W dialogu chodzi nie tylko o omówienie koniecznych spraw. Tak więc jest absolutnie możliwe, że po ślubie miłość jest coraz większa, pełniejsza, dojrzalsza. To możliwe i konieczne. Trzeba tego chcieć. Trzeba spojrzeć na drugą osobę jako dar od Boga, jako na odrębną osobę, której należy się szacunek i która dobrowolnie oddała nam całe swoje życie. Jeśli tak spojrzymy to chęć do działania będzie oczywista.

Przecież jak nam na czymś zależy to robimy wszystko żeby to coś dopracować, dopieścić, żeby tylko było wszystko ok. A czy małżeństwo nie jest jednym z większych wyzwań w naszym życiu, czy nie jest tym na czym zależy nam bardzo? Chyba warto walczyć o coś co jest nam dane na całe życie a od naszej postawy zależy jakość tego życia.

Jak zatem jak, tak konkretnie, być ze sobą, by się sobą nie znudzić? By trwać w ślubnej radości i nie mieć siebie dosyć?

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że w codziennym, małżeńskim życiu z całą pewnością, nieraz bez winy z naszej strony napotkamy wiele trudności, które przygaszą nasz zapał i radość. Poniżej postaramy się je wymienić a potem podpowiedzieć co zrobić, by nie wpływały negatywnie na nasz związek.

Przeważnie będą to zwyczajne rzeczy: natłok obowiązków, brak czasu, zmęczenie, przeciążenie pracą, rozmaite, niekończące się sprawy do załatwienia, konieczność opieki nad dziećmi i ich wychowywanie. Sprawią one, że dni powszednie staną się częstokroć gonitwą i wyścigiem z czasem, walką o to, by odhaczyć najważniejsze zadania na dany dzień, te, których pominąć nie można.

Kolejną kwestią mogą stać się denerwujące cechy drugiej osoby, jej przyzwyczajenia i wzorce wyniesione z domu. Bałaganiarstwo, niesłowność, odkładanie na potem rzeczy do zrobienia - urwany kontakt w łazience czy wysypujące się z szafy ubrania potrafią skutecznie przyćmić urok wspólnego przebywania. Gdy zaś do tego dojdzie np. inny rytm dnia, inne upodobania i zainteresowania czy np. brak wiary jednej ze stron życie staje się jeszcze trudniejsze. Czasem tym, co nas przerośnie może być wbrew pozorom dobra rzecz, czyli czyjaś pasja, hobby. To samo w sobie jest czymś pozytywnym i świadczy o inteligencji i ciekawości świata. Jeśli jednak małżonek poświęca na nią zbyt dużo czasu kosztem życia rodzinnego, jeśli zaniedbuje obowiązki a każdy kąt zastawiony jest kolekcjonerskimi bibelotami to żona zaczyna się zastanawiać z kim naprawdę jest w związku jej mąż – z nią czy ze znaczkami czy modelami kolejek. Czasem pasja może być też niebezpieczna, jak w przypadku szybkiej jazdy na motocyklu lub himalaizmu. I wówczas wchodząc w małżeństwo trzeba się liczyć z tym, że ryzykuje się nie tylko własnym życiem ale postępuje nieodpowiedzialnie wobec żony i dzieci. I nieraz trzeba z czegoś zrezygnować lub choćby mocno ograniczyć, gdyż nie żyjemy już tylko dla siebie.

W młodych małżeństwach często na początku ujawniają się nierealne oczekiwania. Nieraz zupełnie bezpodstawnie jedna ze stron myśli, że ktoś się zmieni tak jak ona sobie tego życzy. Świadczy to o braku akceptacji przyszłego męża czy żony jeszcze przed ślubem. Pomijając sytuacje zupełnie patologiczne kiedy np. dziewczyna wychodzi za mąż za alkoholika, który jej obiecał, że przestanie pić (jeśli zapewnia, że przestanie to dlaczego tego nie udowodni już teraz tylko dokłada decyzję na czas kiedy "odwrotu nie będzie’?), nieraz ma miejsce sytuacja kiedy nawet podświadomie oczekuje się po prostu kogoś innego. Nieraz dziewczyna myśli, że chłopaka ukształtuje, "wychowa sobie", czasem zaś ma pretensje, że on nie jest taki jakiego sobie wymarzyła i wyładowuje na nim złość. A dlaczego zatem za niego wyszła? A, bo… nikt inny się nie trafił. Upór, stawianie na swoim, przekonanie o swojej wyłącznej racji, nieumiejętność znalezienia kompromisu i niesłuchanie drugiej strony – oto nasze codzienne grzeszki czyniące wspólne życie nieznośnym.

Czasem na nasz brak entuzjazmu w życiu, nie tylko w małżeństwie mają wpływ wydarzenia losowe: choroba - nasza, małżonka lub dzieci, trudności finansowe lub wychowawcze, konieczność wyjazdu do pracy, niepłodność.

Te wszystkie czynniki są hamulcem radości w naszym małżeństwie i na ile są możliwe do zmiany i od nas zależne, na tyle mamy obowiązek z nimi walczyć. A co zrobić, by mimo wielu trudności, problemów ciągle chcieć razem budować i fascynować się sobą pomimo upływu lat? Poniżej przedstawimy nie tyle gotowe rozwiązania, co rady, których dostosowanie do naszego małżeństwa i zastosowanie w codziennym życiu sprawi, że bycie razem będzie wciąż tym, o co nam chodziło.

Po pierwsze, trzeba znaleźć czas dla siebie. Popatrzmy, przecież przed ślubem zawsze ten czas był, spotkania były jak najczęstsze i nie mogliśmy się ich doczekać. Podejmując decyzję o ślubie tym właśnie się kierowaliśmy – by być już ze sobą cały czas. I co? No właśnie. Może teraz wydaje Wam się to niemożliwe ale rzeczywiście jest tak, że po ślubie, będąc ze sobą prawie cały czas faktycznie przebywa się ze sobą mniej… To jest oczywiście nieuniknione w gąszczu codziennych spraw, natomiast nam nie o sam czas tu chodzi ale o …chęć spędzenia go razem. Trzeba zatem konsekwentnie, na tyle na ile to możliwe starać się spędzać ze sobą tyle czasu ile można. Po prostu chodzić na randki! Trzeba od czasu do czasu tylko we dwoje wyjechać, choćby na weekend. Jest to możliwe dopóki nie ma jeszcze dzieci lub są już starsze, tak aby mogły np. zostać z dziadkami. A jeśli to nie bardzo jest to na razie możliwe, trzeba – korzystając nawet z pomocy opiekunki lub kogoś z rodziny – choćby raz w miesiącu gdzieś razem wyjść. Tylko by taka randka miała sens musi trwać minimum 2-3 godziny a nie pół i UWAGA! – absolutnie nie rozmawiamy na niej o sprawach domowych! Nie omawiamy problemów, nie mówimy o dzieciach(!), nie kłócimy się. Gdy mówimy o tym małżonkom czasami dziwią się: no, to o czym mamy rozmawiać? Nie uważacie, że to trochę smutne pytanie? Jak to czym? A o czym rozmawialiście ze sobą przed ślubem? Nie pamiętacie? No rzeczywiście, jeśli od kilku lat rozmowy dotyczą tylko codziennych spraw to trudno nagle zacząć dyskusję naukową lub z pasją mówić o swoim spojrzeniu na sprawy społeczne. I wówczas trzeba się tego dialogu po prostu od nowa nauczyć. Na początek zatem warto porozmawiać np. o czym ostatnio się usłyszało lub przeczytało, o bieżących wydarzeniach społecznych, politycznych, o jakiejś głośnej sprawie – i nawzajem wyrazić o tym swoją opinię. Dobrym pomysłem jest zrobienie sobie małej wycieczki i opowiedzenie kawałka historii- dzielnicy, miasta, danego budynku. Wtedy ma się przy okazji poczucie, że się ciekawie spędziło czas. Jeśli wybraliście się do kina lub teatru – porozmawiajcie potem w kawiarni o filmie lub sztuce. A jak już całkiem nie wiecie od czego zacząć to może o planach na wakacje. To zawsze przyjemny temat (pod warunkiem, że się nie pokłócicie od razu).

A gdzie iść? Nie na zakupy, nie do centrum handlowego. Zrobić po prostu to, co się wspólnie lubi – mała wycieczka, kino, teatr, kawiarnia lub nawet spacer. To ma być czas dla Was, dla Waszej relacji. Zróbcie zatem to, o czym marzyliście kiedy nie było możliwości wyrwać się z domu. Coś, co robiliście przed ślubem. Coś co oboje lubicie. Mówiąc o czasie dla siebie, mamy na myśli nie tylko czas spędzany we dwoje ale i czas dla siebie samego. Jest on konieczny, bo każdy człowiek potrzebuje czasem samotności, pobycia ze swoimi myślami czy po prostu odpoczynku aby zająć się tym co mu sprawia przyjemność, choćby była to kąpiel w pianie czy poczytanie książki. Bez czasu dla siebie będziemy zmęczeni, sfrustrowani i będziemy mieć pretensje, że dajemy z siebie wszystko, że z siebie całkowicie zrezygnowaliśmy i nic w zamian nie otrzymujemy. Dlatego dbajmy o siebie i zrozummy potrzebę odpoczynku również drugiej strony. A gdy pojawią się dzieci koniecznie ustalcie, że przynajmniej raz na tydzień czy dwa każde z Was będzie mogło wyjść samemu po południu czy wieczorem a drugie zaopiekuje się potomstwem.

Po drugie: rozmawiać. Powtarzamy to do znudzenia ale nie bez przyczyny. Po ślubie musicie ze sobą porozmawiać choćby 10 minut dziennie. Jak to? – wykrzykną niektórzy- jakie 10 minut? My to możemy godzinami. To wspaniale. I oby Wam ta umiejętność i możliwość pozostała. Niestety, będziemy musieli Was rozczarować, bo, szczególnie gdy pojawią się dzieci czasem owe 10 minut będzie luksusem. Tylko nam tutaj chodzi o prawdziwą rozmowę ze sobą. Nie o wymianę informacji, nie komunikaty co trzeba zrobić, nie przekazywanie sobie zadań, ewentualne wypominanie co nie jest zrobione. Chodzi o kilka minut wymiany zdań na temat tego jak minął Wam obojgu dzień, jak było w pracy, co Was zdenerwowało lub ucieszyło, jak się czujecie. Będzie to też ważny sygnał, że interesujecie się wzajemnie swoim życiem, pracą i zajęciami. Dla młodych matek jest ważne, by powiedzieć mężowi o tej przysłowiowej zupce i kupce, bo to właśnie była jej praca. Albo o tym co ugotowała. Mąż nie może tego lekceważyć, bo bez tego nie mógłby teraz siedzieć najedzony i odpoczywać po swojej pracy. Jednakże przestrzegamy przed wydzwanianiem co chwilę do siebie do pracy. Pomijając to, że może to być źle widziane przed szefa, odrywa nas od pracy i wytrąca z rytmu. Bywa też męczące lub nawet ośmieszające w oczach współpracowników. I właśnie młode mamy szczególnie ostrzegamy przez relacjonowaniem zawartości każdej pieluchy lub ilości spożytego przez dziecko pokarmu. I nie bulwersujmy się, że mąż w pracy nie chce tego słuchać i zostajemy z tym same. Będzie na to czas wieczorem i wtedy zostaniemy naprawdę wysłuchane a nie zbyte (autentyczną) koniecznością powrotu do swoich zajęć. Poza tym wówczas wieczorem, na spokojnie, wysłuchamy siebie z zaciekawieniem i będziemy mogli spokojnie coś skomentować a nie rozmawiać półsłówkami na korytarzu. Z kolei żona musi interesować się tym co robi jej mąż. Jeśli pracuje nad jakimś projektem lub ma w pracy trudności to powinna go zapytać co w tej sprawie słychać. Gdy pracujecie zawodowo oboje to nawzajem opowiedzcie sobie jak minął Wam dzień, bo przecież konieczność interesowania się pracą drugiego działa w obie strony i to niezależnie czy pracujecie na etacie, macie wolny zawód czy wychowujecie dzieci. A raz w miesiącu zróbcie sobie sławetny małżeński dialog o którym pisaliśmy wyżej. To oczyści atmosferę i nie pozwoli chować w sobie urazów.

Z tym wiąże się trzeci punkt, czyli przebaczenie. Przepraszanie i przebaczanie to element relacji. Nikt nie jest idealny i zawsze będzie jakiś powód, by o to wybaczenie poprosić. A gdy ktoś poprosi – nie odmawiać. Nieraz będzie to bardzo trudne, bo są sytuacje trudno rozwiązywalne albo problemy są bardzo duże. Nie chodzi też o to by zapominać ale by dać sobie nawzajem szansę. Dlatego trzeba przyznawać się do błędów i rozwiązywać konflikty. Nie należy obrażać się, urządzać cichych dni, gdyż do niczego to nie prowadzi, tylko powiedzieć szczerze o swoich emocjach i niepokojach. Trzeba starać się zrozumieć lub choćby uszanować zdanie drugiej strony. Łatwo jest być ze sobą w dobrym, trudniej znosić krzyż i przechodzić próby. Jeśli jednak nie będziemy wzajemnie się oskarżać, że "nie tak miało być" tylko skoncentrujecie się na problemie to jest duża szansa, że go pokonacie i wyjdziecie wzajemnie umocnieni.

Po czwarte: robić sobie nawzajem przyjemności. Przejawem zwykłego szacunku jest pamiętanie o ważnych rocznicach, urodzinach, imieninach czy po prostu szczególnych dla Was dniach. Ale i bez okazji warto zrobić drugiemu niespodziankę czy powiedzieć miłe słowo. To sprawi, że będziemy się czuć kochani, doceniani, będziemy czuli, że małżonek o nas myśli. Małymi gestami mówimy, że nam na sobie zależy chcemy sobie sprawiać radość bo się kochamy. A donośnie kochania. Czy zauważyliście, że słowo "kocham" pada częściej przed ślubem niż po nim? Nieraz małżonkowie z kilkudziesięcioletnim stażem nie mogą sobie przypomnieć kiedy ostatni raz słyszeli to od swojego męża czy żony. I wcale nie dlatego, że się nie kochają. Po prostu do głowy im nie przychodzi by sobie miłość wyznawać. Nieraz panowie się wstydzą lub uważają, że to niemęskie. Tymczasem chyba każda kobieta pragnie to słyszeć. Dlatego nie żałujmy sobie tego słowa, przecież skoro się o siebie troszczymy, pragniemy swojego dobra to wyznanie miłości nie jest kłamstwem a tylko potwierdzeniem stanu faktycznego. Nie mylmy go z emocjami i niech pada co najmniej tak często jak przed ślubem.

No i wspólna modlitwa. To naprawdę ważne. Jeśli wspólnie codziennie się modlimy wieczorem to nie ma możliwości, byśmy poszli spać pokłóceni. No bo jak powiedzieć "i przebacz nam nasze winy jako i my wybaczamy naszym winowajcom" gdy ten "winowajca" klęczy obok a my wcale nie mamy zamiaru mu wybaczać? Nie radzimy w razie kłopotów osobno się modlić, wprost przeciwnie – uklęknijmy razem, nawet nie mając na to ochoty, spójrzmy na siebie, podajmy sobie ręce, przytulmy się. Zobaczycie jak szybko stopnieją lody. Bóg, dający łaskę pomoże nam w dojściu do porozumienia. Jednym z celów małżeństwa (oprócz wychowania dzieci) jest rozwój naszej miłości. Podkreślamy – rozwój - a nie tylko trwanie, choć i to trwanie bywa czasami trudne. Bóg wymaga jednak od nas nie tylko przetrwania ze sobą kilkudziesięciu lat ale i rozwoju naszej miłości. Dlatego nie wolno odsuwać małżonka po pojawieniu się dzieci (gdyż one odejdą a my pozostaniemy we dwoje), nie wolno nie doceniać jego wysiłków i nie wolno po prostu przestać go kochać. Małżeństwo to fascynująca przygoda życia we dwoje. Gdy nadal będzie nas łączyć miłość, radość bycia ze sobą, gdy będziemy mieli o czym ze sobą rozmawiać to będzie znaczyło, że nam się udało i że te kilkadziesiąt lat nie było (lub nie będzie) stracone.

Fragment książki:
Co każdy mąż chciałby aby jego żona wiedziała o mężczyźnie Narzeczeństwo czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
To znakomite, napisane prostym, komunikatywnym językiem kompendium dla każdego chrześcijanina, który stoi przez wyzwaniami okresu narzeczeństwa...» zobacz więcej

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Dlaczego Pan Bóg stworzył świat?Dlaczego Pan Bóg stworzył świat?

Kto to taki... przyjaciel?Kto to taki... przyjaciel?

św. TarazjueszaModlitwa do św. Tarazjuesza

Modlitwa poświęcenia się Matce Bożej Trzykroć PrzedziwnejModlitwa poświęcenia się Matce Bożej Trzykroć Przedziwnej

Pan kieruje nas ku przyszłościPan kieruje nas ku przyszłości

Najbardziej popularne

Nowenna do św. RityNowenna do św. Rity

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
[ Strona główna ]

Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej