Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Pierwsze objawienie w Lourdes

Dnia 11 lutego 1858 roku 14-letnia Bernadeta Soubirous z młodszą siostrą i koleżanką wybrała się po drzewo na opał w pobliże groty. Tosia i Janka przeszły rzekę Gavę i poszły dalej, Bernadeta została sama. Za chwilę zaczną się dziać rzeczy niezwykle, przygotowane przez Opatrzność Bożą.

Bernadeta jest sama.

Tam, za starym zamkiem, w dzwonnicy kościelnej uderzono dwanaście razy w dzwon na południe. Następnie zadzwoniono na Anioł Pański: niebo i ziemia zjednoczyły się w modlitwie.

W tym dalekim ustroniu Bernadeta nie słyszy dzwonów. Siedzi oparta o skałę, nieco na prawo od wielkiego wydrążenia. W końcu postanowiła się rozzuć: trzeba dopędzić towarzyszki.

Oto teraz rozpoczyna się ta seria dziwów, dla których bezwiednie przyszła ta predestynowana dziewczynka w to, a nie w inne miejsce; w miejsce, dokąd nie miała zamiaru przyjść, a gdzie była oczekiwana. Lecz co do tego posłuchajmy opowiadania z jej własnych ust tak szczerych i nie umiejących kłamać: "Ledwie zaczynałam zdejmować pończochy, gdy usłyszałam szum wiatru, taki jak podczas burzy. Odwróciłam się w stronę łąki i stwierdziłam, że drzewa wcale się nie poruszały. Dostrzegłam poruszanie się gałązek i jeżyn u groty, lecz nie zatrzymywałam na tym wzroku.

Rozzułam się i wkładałam już stopę do wody, gdy znów usłyszałam przed sobą ten sam szum. Podniosłam oczy i ujrzałam, że skupisko gałęzi i jeżyn poniżej najwyższego otworu groty miotało się to w tę, to w tamtą stronę, podczas gdy wokół nic się nie poruszało.

Za tymi gałązkami natychmiast ujrzałam białą Dziewczynę, nie większą ode mnie, która mnie pozdrowiła lekkim pochyleniem głowy; równocześnie oddaliła nieco od siebie wyciągnięte ramiona otwierając dłonie jak Najświętsza Panna. Z jej prawego ramienia zwisał różaniec.

Ogarnął mnie strach. Cofnęłam się. Chciałam zawołać dwie małe, lecz nie miałam na to odwagi. Przetarłam kilka razy oczy: sądziłam, że się mylę.

Podniósłszy oczy zobaczyłam, że Dziewczyna z wielkim wdziękiem uśmiecha się do mnie i zdaje się mnie zachęcać, bym się do niej zbliżyła. Lecz jeszcze się bałam. Nie był to jednak lęk, jaki odczuwałam innymi razy, gdyż pozostałabym na zawsze, by na To patrzeć, podczas gdy mając strach, prędko się ucieka.

Wtedy przyszło mi na myśl, by się modlić. Włożyłam rękę do kieszeni. Wzięłam różaniec, który noszę zawsze przy sobie. Uklękłam i chciałam zrobić znak krzyża. Lecz nie mogłam podnieść ręki do czoła; opadła mi.

Dziewczyna tymczasem stanęła obok i zwróciła się do mnie. Teraz wielki różaniec trzymała w dłoni. Przeżegnała się jak do modlitwy. Ręka mi drżała. Spróbowałam ponownie zrobić znak krzyża i mogłam go zrobić. Odtąd już się nie bałam.

Odmawiając różaniec patrzyłam, jak tylko mogłam.

To miało białą suknię, sięgającą aż do stóp, których tylko końce było widać. Wokół szyi, bardzo wysoko, suknia była ściągnięta sznureczkiem, którego biały koniec zwisał z listewki. Biały welon okrywający głowę spływał po plecach i ramionach prawie aż do dołu sukni. Na każdej stopie widziałam żółtą różę. Pas sukni był niebieski i zwisał poza kolana. Łańcuszek koronki był żółty, paciorki białe, wielkie i daleko jeden od drugiego.

Dziewczyna była żyjąca, bardzo młoda i otoczona światłem.

Gdy skończyłam różaniec pozdrowiła mnie uśmiechając się. Cofnęła się do niszy i nagle znikła.

Zapytywana potem, Bernadetka opowiadała dalsze szczegóły o "Dziewczynie", która jej się objawiła:

"Złota chmura" Ją poprzedza, następnie otacza, a po Jej zniknięciu nieco pozostaje. Ona sama jest jakby przeniknięta "łagodnym światłem", które nie razi i nie olśniewa wzroku.

Twarz Jej jest owalna i "niezrównanego wdzięku", oczy niebieskie, glos "delikatny, delikatny". Jej włosy, które na czole ledwie przeświecają przez welon, tylko na skroniach są dobrze widoczne; Bernadeta zatopiona w ekstazie, nigdy nie zwracała szczególnej uwagi na ich kolor.

Jej bose stopy spoczywają na skraju wydrążenia na dywanie z trawy i gałązek, które dziewczątko nazwie czasem mchem. Dłonie Jej, gdy je trzyma złożone, dokładnie przylegają do siebie na całej ich długości. Jej koronka z białymi paciorkami rozmieszczonymi w dużej odległości jeden od drugiego nie jest właściwym "różańcem": ma tylko pięć dziesiątek, jak koronka Bernadety. Zjawa i jasnowidząca przesuwają w palcach paciorki równocześnie. Lecz - jak Bernadeta przy okazji wyjaśni - "Dziewczyna" z groty podczas "Zdrowaś" i "Ojcze nasz" tylko przysłuchiwała się modlitwie, uśmiechając się, natomiast na "Chwała Ojcu" pochylała się i z uszanowaniem wymawiała te słowa.

Ten ostatni szczegół, którego proste dziewczątko nie mogło zmyślić, ujawnia głęboką prawdę teologiczną: "Chwała Ojcu" - pochwał a Przenajświętszej Trójcy, pieśń nieba - jest istotnie jedyną częścią różańca, której odmawianie przystoi tej, której Bernadeta jeszcze przez kilka tygodni nie będzie znała imienia; "Ojcze nasz" - to modlitwa biednych śmiertelników, kuszonych i grzesznych, podążających do Ojczyzny; "Zdrowaś" - to pozdrowienie anioła, mogło być odmawiane tylko przez jasnowidzącą, gdyż Najświętsza Panna nie mogła pozdrawiać sama siebie.

Jakie były rysy twarzy tej tajemniczej dziewicy? Z jakiej tkaniny była jej suknia i pas? Z jakiego pozaziemskiego metalu, z jakich alabastrów czy szlachetnych opałów wykonany był jej jedyny klejnot, ta koronka zawieszona na prawym przegubie?... Trzeba się zadowolić najprostszymi słowami najprawdomówniejszej Bernadety, by opisać ten niewysłowiony uśmiech, to promieniowanie młodości, światła i piękna.

"Nie mogę panu wyjaśnić tych rzeczy - odpowie ona wkrótce policjantowi spisującemu protokół. - Mogę tylko stwierdzić, że ona jest rzeczywista i żyjąca, że porusza się, uśmiecha i mówi jak my". Ks. Janowi Bertrandowi Pene'owi i jego siostrze, którzy ją zapytają: "Czy nie znasz jakiejś innej pani tak pięknej jak ta z groty?" odpowie krótko: "Oh, nie! Nic tak pięknego nigdy nie widziałam". Znacznie później, gdy będzie już oczekiwała śmierci w zakątku infirmerii sióstr w Nevers, s. Eleonora Cassagnes przyprowadzi do niej 5-letnią krewną innej siostry, Magdalenę Darfeuille, która z przejęciem zada jej w toku rozmowy, pytanie naprawdę nie oczekiwane od tak młodego dziecka: "Ona była piękna? - Oh, tak! - zawołała Bernadeta. - Tak piękna, że skoro raz się Ją widziało, chciałoby się umrzeć, by Ją ponownie zobaczyć!"

Ks. Francis Trochu,
Święta Bernadeta Soubirous


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej