List do dziewcząt VIII - o chodzeniu z chłopakiemCześć! Tu Wasz starszy brat. Już kiedyś pisałem na temat chodzenia z chłopakiem, ale bardzo ogólnie. Dzisiaj trochę szczegółów i chyba pozostanie jeszcze coś na następny raz.Rozpoczyna się od chodzeniaKażda z Was chce być kochaną i chce kochać - nie mylę się, prawda? Bez miłości, jak być szczęśliwą? Jest to pragnienie zakorzenione głęboko w Waszej naturze i w ogóle w naturze człowieka. Kiedy dziewczyna dojrzewa, zaczyna pragnąć także miłości w związku z mężczyzną; pragnie szczęśliwego małżeństwa i założenia miłującej się rodziny. Osiągnięcie tych pięknych pragnień rozpoczyna się od chodzenia z chłopakiem.
Ale wiele z tych związków rozpadło się, mimo że byli dobrani i mieli szansę stworzyć piękne narzeczeństwa, a potem szczęśliwe małżeństwa. Ich miłość - jestem przekonany - miała wszelkie szansę na rozwój. A jednak obumarła. Co gorsza jeszcze, ten tak dobrze rozpoczęty związek bardzo poranił ich emocjonalnie. Ewidentnie popełnili jakieś błędy, o które łatwo młodemu, a więc niedoświadczonemu człowiekowi. Na domiar złego słyszy on stale wiele złych zachęt, porad, "pouczeń". Niestety! Nie musimy uczyć się na własnych błędach - jak niektórzy sugerują. Nie powinniśmy nawet tego robić. Taka nauka bywa niezwykle bolesna. I żeby tylko to! Konsekwencje błędów mogą trwać przez całe życie. Lepiej przejść kurs jazdy samochodem, niż samemu uczyć się metodą prób i błędów... Pozwólcie więc, że Wasz starszy brat powykłada Wam dzisiaj i w najbliższej przyszłości o tym, jak chodzić z chłopakiem. Może masz 15, 16 czy 17 lat, spotykasz się z kolegami przy różnych okazjach, ale wcale nie myślisz o chodzeniu z kimś na stałe. Bardzo dobrze! Jesteś pewnie skupiona na rzeczach znacznie ważniejszych w tej chwili: na nauce, rozwijaniu zainteresowań, pracy nad sobą, itp. Świetnie! To są sprawy naprawdę najważniejsze w tej chwili. Teraz budujesz fundament pod całe swoje przyszłe życie. Chodzenie z kimś odciągnęłoby Cię najprawdopodobniej od tej pracy, od której tak wiele zależy. Od tych kilku lat dojrzewania zależy następne kilkadziesiąt. Dobrze je przeżyjesz - będziesz zbierała dobre owoce. Źle przeżyjesz - będziesz zbierała złe owoce. Z rozpoczynania chodzenia zbyt wcześnie nic dobrego nie wynika. Im wcześniej, tym łatwiej popełnić głupstwa, za które przychodzi czasami bardzo drogo płacić. Zaczniesz chodzić na stałe dopiero wtedy, kiedy pojawi się pragnienie małżeństwa i założenia rodziny. Wtedy będzie to chodzenie z celem, a nie dryfowanie bez celu, kończące się na mieliźnie. Wróćmy do tematu. Widzę w tych dobrze zapowiadających się związkach powtarzające się pewne sytuacje, sposoby myślenia, mechanizmy, budujące je albo rozbijające. Można by nawet ułożyć schematy albo "scenariusze", według których przeważnie chodzi się ze sobą. Chciałbym przeanalizować dzisiaj jeden z nich. Historia pewnego romansuDziewczyna - nazwijmy ją A., i chłopak - nazwijmy go B., studiują na tej samej uczelni. Widywali się codziennie i wpadli sobie w oko. A. ma 21 lat i - jak mówi - "jest zmęczona samotnością". Pragnie poważnego związku. Chciałaby wyjść za mąż i założyć rodzinę. Rozmawiają długo w przerwach między zajęciami, potem także wychodzą do pubu, w weekendy wyjeżdżają w góry. Spędzają razem coraz więcej czasu. Pasują do siebie; mają wspólne zainteresowania, zgadzają się we wszystkich istotnych dla nich sprawach, potrafią być dla siebie troskliwi i wyrozumiali. W sercach budzą się coraz cieplejsze uczucia.A. wyraźnie podoba się fizycznie swojemu chłopakowi. Głośno chwali jej piękną figurę. W tym względzie porównuje ją nawet z jakąś gwiazdą filmową. A. imponuje to. Wychodzi naprzeciw tym zachwytom. Ubiera się teraz rzeczywiście "sexy". Ze strony B. pojawiają się pierwsze próby zbliżenia fizycznego. A. nie pozwala jednak na zbyt wiele - trochę namiętnych pocałunków, które zresztą lubi. Pewnego sobotniego wieczoru idą na dyskotekę. Atmosfera rozgrzewa się. Muzyka i światła pobudzają zmysły. Piją jakieś drinki. Przyjemny luz, wszędzie ściskające się pary... On także dotyka jej coraz śmielej. Ona pozwala na to, przecież już tak długo mówiła "nie". Jej koleżanki zgadzają się na różne rzeczy znacznie wcześniej. Tak długo się znają. Kocha go zresztą! Czas na trochę większą zażyłość, trochę więcej intymności - myśli.
Rozterki nie trwają zbyt długo. Jest taka zakochana! Chciałaby cały swój czas spędzać z ukochanym. Marzy o małżeństwie. Układa sobie nawet w myślach listę gości. Zna jedną wypożyczalnię sukien ślubnych. Ona w białej, długiej, puszystej sukni, a on w ciemnym smokingu z muszką. Będą mieli dwójkę dzieci. On, kochający mąż i troskliwy ojciec, a ona z nim, szczęśliwa żona i mama. Zaczyna nieśmiało mówić o ich wspólnej przyszłości. Bardzo nieśmiało. Nie wypada, żeby ona rozpoczynała rozmowę na ten temat... Jest miły, uprzejmy, może trochę za oschły, jak na jej gust. Zbyt zajęty swoimi sprawami. A ona tak pragnie czułości, ciepła, rozmowy. Ma wrażenie, że wkłada w ten związek znacznie więcej, niż on. Po jakimś czasie pojawia się pierwsza przelotna, ale niepokojąca myśl: "Czy on mnie rzeczywiście kocha? Dlaczego mi tego nie mówi?" W końcu go pyta. On odpowiada, że jasne, że ją kocha... Ona chce w to wierzyć, ale niepokój pozostaje. Uśmierza go seks. Wtedy A. ma intymność i bliskość, której pragnie. Zdaje sobie jednak sprawę, że życia nie można spędzić w łóżku. "Może jemu chodzi tylko o seks?" - pyta samą siebie. Odkrywa, że czuje się czasami samotna. Ma narzeczonego, a czuje się samotna?! Dochodzi do pierwszych sprzeczek o drobiazgi. Czasami B. ją irytuje. Powiedziała mu o swoich odczuciach. On mówi, że nie bardzo ją rozumie. Jemu jest z nią bardzo dobrze. "Ale czy mnie kochasz?!" - pyta zniecierpliwiona, trochę podniesionym głosem. On odpowiada, żeby na niego nie krzyczała. Po kilku dniach zapytała wprost, czy się z nią ożeni. Nie myślał o tym zbyt dużo, nie jest chyba do tego przygotowany, lepiej najpierw skończyć studia, lepiej poczekać... Niby logiczne argumenty, ale nie wyczuła "między wierszami" szczerego pragnienia małżeństwa. Ani odrobiny! To był szok! Smutek i apatia trwały parę dni, potem ich miejsce zajęło podenerwowanie. Postanowiła, że rozpali jego miłość. Upływają tygodnie, ale nic się nie zmienia. Zupełnie nic! Ma już dość tych ciągłych zabiegów o ciepły gest, zainteresowanie, jak to nazywa - "tego łaszenia się", "żebrania" o miłość. Jest zła na siebie - "Co ja robię?", "Jak ja się zachowuję?" Kocha go jednak. Żyć bez niego? Jaka by to była pustka i samotność. Ale i teraz jest pustka i samotność! W sercu ma zamieszanie, straszne zamieszanie. Związek trwał jeszcze kilka miesięcy. Zerwanie wymagało od A. heroicznego wysiłku. Przeczuwała, że im dłużej będą razem, tym gorzej. W perspektywie było tylko wymuszone małżeństwo, dla niego z wygody albo z poczucia winy, że tyle brał, a tak mało dawał, że zabrał jej tyle czasu. A może nawet nie to? Może znajdzie sobie wkrótce inną? Przecież jej nie kocha. Błędy i zranieniaJakie były oczekiwania A.? Piękne narzeczeństwo, a potem miłujące się małżeństwo i rodzina. Czy A. i B. nie mogli osiągnąć tego celu? Mogli! Czy B. nie był w stanie pokochać A.? Był! Rezultat? Stracony czas. A. będzie musiała rozpocząć nowy związek. (Być może, niestety, wejdzie w ten sam schemat relacji, który doprowadził do rozpadu pierwszego). Najpierw musi trochę zaleczyć rany. Teraz nie ma ochoty w ogóle żyć, a co dopiero rozpoczynać chodzenie z kimkolwiek. Nie chce, aby otoczenie widziało, że poniosła taką porażkę. Granie beztroskiej kosztuje ją strasznie dużo wysiłku. Czy otrząśnie się z depresji dość szybko, żeby zdać egzaminy i nie stracić roku studiów?Czuje się niewarta miłości, bo przecież B. odmówił jej miłości, pomimo jej gorących uczuć, starań, pomimo tego, że oddała mu się, że był jej pierwszym mężczyzną. Czy będzie w stanie zaangażować się w następny związek tak, jak w pierwszy? Czy nie będą tego hamować obawy przed odrzuceniem? Czy będzie potrafiła zaufać? Czy myśl - "Nie jestem warta miłości" - będzie powracała? To wszystko nazywa się zranieniem emocjonalnym (B. również został zraniony, ale w inny sposób). Nie zabezpieczają przed takimi zranieniami te "zabezpieczenia", które z taką lubością reklamują różni "edukatorzy", jako środek na wszelkie problemy. Jakie błędy zostały popełnione? Popełnili je oboje. Jeżeli dziewczyna widzi szansę na trwały, głęboki związek z mężczyzną, powinna stworzyć mu warunki do tego, by wzrastał w miłości. Kobiety łatwiej reagują emocjonalnie. Oczywiście i mężczyznom zdarza się czasami zakochanie "od pierwszego wejrzenia", ale nie mówię tutaj (ani w żadnym innym miejscu) o wyjątkach. Lepiej zresztą, żeby się nie zakochiwał, a stopniowo wzrastał w miłości. Miłość to nie zakochanie.
Takiej miłości pragniesz? Takiej zapewne pragnęła i A. Nie zaistniały jednak warunki, aby B. do takiej miłości dojrzał. Kobieta podejmując współżycie seksualne bardzo silnie wiąże się z mężczyzną, zwłaszcza jeśli był to jej pierwszy raz. (Mężczyzna wiąże się znacznie słabiej i to wytworzone niedopasowanie zaczyna odgrywać dużą rolę). Tak jak A., oczekuje wtedy czułości, ciepła, większego zaangażowania z jego strony. Naturalnie, że myśli o małżeństwie. B. wyczuwa te oczekiwania. Żeby się ożenić, musiałby zrezygnować z wielu rzeczy. Nie chce zrezygnować, bo za mało kocha, znacznie mniej, niż ona. Czuje się przymuszony, przynaglony, co tym bardziej studzi jego uczucie. A. - z kolei - nie dostaje tego, czego w sposób naturalny oczekuje. Dlatego jest zawiedziona i zła. To także odbija się niekorzystnie na związku. Jej wysiłki - jakiekolwiek by one nie były - aby zaangażować bardziej B. odnoszą odwrotny skutek, ponieważ czuje się on tym bardziej przyparty do muru. Oczywiście, miłości nie można wymusić. Należy natomiast - powtórzę - stworzyć warunki do jej wzrostu. Zachowanie czystości jest najlepszym zaczynem miłości. Podjęcie współżycia przedmałżeńskiego i kontynuowanie go było tym błędem, tym grzechem, który uruchomił mechanizm doprowadzający ostatecznie do rozpadu związku i zranień emocjonalnych. Grzech jest zawsze destruktywny, bo grzech oznacza zło, a zło jest destruktywne. Nie zawsze nieczystość uruchamia taki mechanizm psychologiczny, jak wyżej opisany. Mogą działać inne. One także prowadzą do stagnacji i obumierania miłości, w związku z czym - zwłaszcza mężczyzna - traci zainteresowanie małżeństwem. Taka jest prawidłowość: przez przedmałżeńskie współżycie mężczyzna traci zainteresowanie małżeństwem. Całkiem możliwe, że A. (niewykluczone, że i B.) pragnęła zachować czystość. Błędem było to, że nie wyraziła tego jasno i nie omówiła z B. programu swojego zachowania. (Taki program jest potrzebny, ponieważ zachowanie czystości jest trudne). Przeciwnie, pozwoliła się wciągnąć w pozornie niewinną gierkę, będącą przeciwieństwem takiego programu. Mianowicie pobudzała seksualnie B. swoim ubiorem, a on w zamian karmił jej próżność komplementami. Oboje byli zadowoleni, jednak nie wszystko, co przyjemne, jest konstruktywne. Pobudzić kogoś seksualnie, a wzbudzić w nim miłość to dwie zupełnie różne rzeczy. Istnieje dość rozpowszechniony mit, że mężczyznę można rozkochać przez odpowiednią reklamę swojego ciała, czy przez pobudzenie go zmysłowo na inne sposoby. Nic bardziej błędnego!
Kilka praktycznych wskazówekTak oto doszliśmy do praktycznej części listu. Podam Ci teraz kilka wskazówek, jak rozmawiać z chłopakiem na temat czystości. (Nie chodzi o rozmowę nt. seksu. Na ten temat nie rozmawiaj. Jest lepki i brudzi jak smoła), czyli jak uniknąć pierwszego błędu A., który poprowadził ją do dalszych.
Poczekaj na nadarzającą się okazję, by wyrazić, co myślisz i czujesz. (Może to być próba jakiegoś zbliżenia fizycznego z jego strony). Nie wiesz, jaka będzie reakcja. Nie zakładaj negatywnej. Mów odważnie, stanowczo, jasno, ale spokojnie i ciepło.
Powiedz swoje i jeżeli reakcja jest negatywna, zostaw całą sprawę. Gdy chodzi o seks. mężczyźni potrafią być bardzo przekonujący. Po pierwszej odmowie wymyślają kolejne argumenty, wznoszą kolejne błagania, wygłaszają kolejne protesty. Nie prowadź jednak długich dyskusji. Twoje (i Boże) wartości nie podlegają dyskusji. Chłopak musi teraz podjąć decyzję. Daj mu na to czas. Jest to ważny moment - próba jego miłości, albo przynajmniej dobrej woli. Jeżeli szczerze zaakceptuje Twoje wartości (może też być nieszczery), znaczy, że kocha. Wiesz, że nie spotyka się z Tobą myśląc o czekających go przyjemnościach. Ty go interesujesz, a nie te przyjemności. Musisz dopuścić do siebie myśl, że nie jesteś dziewczyną dla tego akurat mężczyzny. Bądź przygotowana na to, że odejdzie. Taka perspektywa bywa trudna, zwłaszcza jeśli dziewczyna jest zakochana. Ale tylko podejmując to ryzyko znajdziesz mężczyznę, który Ciebie szanuje. Lepsza chwila bólu rozstania, niż męczenie się potem, czasami przez całe życie! Bądź gotowa nawet utracić wielu chłopaków (Im wcześniej odejdą, tym lepiej). Sprawdza się tutaj pewne angielskie przysłowie: "Good things come to those who wait", czyli "Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają". A oto kilka konkretnych próbek dialogów. Dziewczyna powiedziała, że chce zachować czystość przedmałżeńską - to dosyć proste. A teraz dalsza część rozmowy:
Dziewczyna powiedziała, że chce zachować czystość.
Wasz starszy brat, Jaś Bilewicz
Publikacja za zgodą redakcji
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |