Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ojciec Leon Mokwa OMI z Lubichowa

     Urodził się 18 kwietnia 1909 roku w Lubichowie koło Starogardu na Pomorzu. Matka-Antonina Połom i ojciec - Jan Mokwa tworzyli bardzo religijną rodzinę. Matka wcześnie wstawała, codziennie szła na poranną Mszę świętą do kościoła, potem robiła śniadanie dla licznej rodziny. Każdego dnia odmawiano cały różaniec, litanię oraz inne modlitwy. Jan i Antonina tworzyli rodzinę robotniczo-rolną. Ojciec posiadał tylko 2,5 ha ziemi. Ślub zawarli 27 listopada 1893 roku. Mieli razem 13 dzieci: 12 synów i 1 córkę. Troje z nich zmarło w młodym wieku, troje podczas I wojny światowej, jedno zaś podczas wojny bolszewickiej. Leon Mokwa ukończył szkołę powszechną w Lubichowie, potem uczył się dwa lata w tucholskiej Szkole Wydziałowej, a następnie dwa lata w starogardzkiej Szkole Widziałowej. Podczas nauki szkolnej był harcerzem i filatelistą. Matka bardzo pragnęła, aby Leon został księdzem. Wyboru drogi życiowej dokonał w wieku 18 lat. Kiedy rodzony brat leżał w szpitalu pelplińskim, pojechał go odwiedzić. Siostry Miłosierdzia, prowadzące szpital, dostarczyły mu broszurę o misjonarzach oblatach. W 1927 roku trafił do junioratu w Lubińcu. Do 1930 roku przebywał w rocznym nowicjacie oblatów w Markowicach na Kujawach. Tam zrobił tzw. "małąmaturę". Następnie od 1930 roku studiował filozofię i teologię w Wyższym Seminarium Duchownym Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze, po których przyjął w 193 5 roku święcenia kapłańskie z rąk ks. biskupa Dymka.

     18 sierpnia 1935 roku wyjeżdżającego na misje do Kanady ojca Leona Mokwę żegnała rodzinna parafia, a w imieniu Akcji Katolickiej - Sylwester Witta. W towarzystwie ojca Józefa Kucharczyka udał się statkiem przez Liverpool, Montreal do Kanady. Jeden rok przebywali na kursie przygotowawczym w oblackim Seminarium Misyjnym Zachodniej Kanady w Lebret. 11 czerwca 1936 roku z Edmontonu wyruszył wraz z 25 osobami statkiem "Immaculata" na Północ Kanady rzeką Athabaska, jeziorem Athabaska i Rzeką Niewolników aż do Fort Smith. Tam uczył się języka Montanów oraz ich sposobu myślenia. Po sześciu miesiącach ks. bp Breynat - jego przełożony, wyznaczył mu nowąplacówkę. Była to stacja misyjna św. Józefa w Resolution, leżąca 300 km na północ. Udał się tam z bratem zakonnym Szczepaniakiem. Misja położona była nad brzegiem Jeziora Niewolniczego, czwartym co do wielkości w Ameryce Północnej. Misjonarze obsługiwali teren w promieniu 200 km: latem - łodzią, zimą - psim zaprzęgiem. We wrześniu 1939 roku otrzymał nominację na misję położoną po przeciwnej, północnej stronie Jeziora Niewolniczego w Yellowknife. Tam pobudował domek i naprawił starą kaplicę. W 1942 roku zachorował i przebywał w szpitalu w Edmontonie. Następnie pracował w Reginie i Winnipegu. Głosił w tym czasie nauki misyjne. 5 lipca 1943 roku poleciał z powrotem do Yellowknife, za którym bardzo tęsknił. Pracował znów wśród Indian. W lipcu 1945 roku został przełożonym misji Resolution, gdzie w 1948 r. pobudował nowy szpital. W 1949 roku został mianowany wikariuszem wikariatu apostolskiego Mackenzie i przeznaczony do pomocy choremu biskupowi. W 1952 roku - delegatem Prowincji Mackenzie na Kapitułę Generalną w Rzymie, po 12 latach odwiedził Europę, w 1940 odwiedził Portugalię. Po powrocie do Kanady nadal pomagał biskupowi. Pod koniec 1957 roku rozpoczął pracę jako dyrektor nowej szkoły indiańskiej w Fort Smith, którą wybudował rząd. W lipcu 1959 roku rzeką Mackenzie dotarł do Oceanu Lodowatego. Nadal jednak wychowywał chłopców i dziewczęta z internatu w Fort Smith. Odwiedził go tam między innymi Arkady Fiedler.

     Z okazji 1000-lecia Chrztu Polski wybrał się do Ojczyzny. Po powrocie z Polski udał się na prawdziwą misję do Fort Rae, a następnie do Barren Land, gdzie prawie miesiąc spędził pod namiotami wśród Indian. Kolejną placówką misyjną była Black Lake (1971 r.) - na południu diecezji Mackenzie, wśród lasów i jezior. Misja obsługiwała tam między innymi elektrownię. W 1985 roku ojciec Leon obchodził 50-lecie swojej kapłańskiej i misyjnej posługi wśród ludów polarnych Kanady.

     Na początku pracy misyjnej ojca Leona Mokwy Indianie Północy byli bardzo ubodzy w osiągnięcia cywilizacyjne, używali jeszcze hubki i krzesiwa, handlowano towarem zamiennym (skórki zwierząt), brak było dróg i mostów, środkiem lokomocji były psie zaprzęgi. Ojciec Leon odwiedzał chorych, uczył dzieci i starszych katechizmu.

     Pokonywał psim zaprzęgiem 50 i więcej kilometrów. Niekiedy płynął łodzią. Wśród Indian pozostawał nieraz nawet tydzień. Miał do pomocy pięciu braci zakonnych, pomagali oblaci innych narodowości. Misjonarze wstawali o piątej rano, odprawiali i uczestniczyli we Mszy Św., jedli śniadanie, łowili ryby, wiosną zbierali siano, rąbali drzewo - przeznaczone na opał dla domków zakonnych, szpitala, kościoła i małego klasztoru. Misjonarze zwozili lód, przeznaczony dla funkcjonowania "lodówki", a przede wszystkim nauczali dzieci. W pracy duszpasterskiej pomagały Szare Siostry, które prowadziły np. szpital. Pokarmem były ryby, mięso karibu, reniferów, czy też łosia. Brak było warzyw. Ojciec Mokwa mieszkał w domku z belek, potem z desek z izolacją. Lud tamtejszy był bardzo pobożny, chętnie słuchał Słowa Bożego, ale zachowywał jeszcze swoje wierzenia (kult zmarłych, oddawanie czci Wielkiemu Duchowi - Manito, itp. Indianie zachowywali podświadomie Dekalog. Nie kradli, nie zabijali i nie kłamali. Ważne jest to, że się nie rozwodzili. Zaczęli się zmieniać po 1945 roku, pod wpływem docierającej cywilizacji, gdy rząd przejął szkoły, szpitale, kiedy pobudowano drogi. Zaczęło się dawanie im wszystkiego, nie musieli już sami dbać o utrzymanie. Łatwe życie zrodziło: pijaństwo, narkotyki, karty, rozwody, życie bez ślubu, spadek religijności. Wśród zachowywanych przez nich starych zwyczajów były między innymi: zabijanie deskami domów po zmarłych, otwieranie ich dopiero po roku, czy też palenie po nich wszystkich rzeczy. Indianie mieli swoich szamanów. Kobiety nie miały równych praw z mężczyznami. Zmieniło się to na korzyść kobiet wskutek nauk misjonarzy, np. nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Indianie byli bardzo pobożni, wszyscy byli chrzczeni, często przystępowali do spowiedzi i Komunii świętej.

     Ojca Mokwę na różnych placówkach trzymała fizyczna i duchowa praca. Czytał gazety i książki. Najważniejsza była dla niego modlitwa. Był jak św. Paweł w różnych niebezpieczeństwach, parę razy tonął, jednak jak mówi: "dzięki Bogu uniknąłem śmierci". Przeżywał silne wiatry i wielkie fale na Jeziorze Niewolniczym. Od 1992 roku ojciec Leon Mokwa mieszka i pomaga w duszpasterstwie w Edmonton w Kanadzie.

Ks. STANISŁAW PIASTOWSKI
Pielgrzym, nr 240


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej