Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wiać z opisówki z kartaczami

     Przed tygodniem przybliżałem Państwu koncepcję tzw. słownictwa wspólnoodmianowego, a więc takiej warstwy leksyki, która jest nienacechowana stylistycznie, nieekspresywna i w konsekwencji może się naturalnie pojawiać we wszystkich typach tekstów. Zapewne znany przynajmniej części czytelników "Idziemy" prof. Andrzej Markowski, twórca samej koncepcji słownictwa wspólnoodmianowego oraz specjalnych testów na jego weryfikowanie, szacuje, że zbiór ten liczy ok. 6 tys. jednostek. I choć taka liczba wyrazów zdecydowanie wystarcza do codziennej komunikacji, to w języku używamy przecież znacznie większej liczby słów.

     Poza słownictwem neutralnym istnieje w polszczyźnie bardzo bogaty zbiór wyrazów i wyrażeń w różny sposób stylistycznie nacechowanych, których zakres stosowania jest (a przynajmniej powinien być) w oczywisty sposób ograniczony. Według różnych kryteriów da się wyodrębnić kilka typów takiej leksyki. Przypomnijmy najważniejsze.

     Dużą część codziennych wypowiedzi zajmują tzw. "kolokwializmy" ("potocyzmy"). Są to wyrazy typowe dla stylu potocznego w jego niższym rejestrze, używane w bezpośrednich kontaktach osób dobrze się znających i pełniących równorzędne role społeczne. Słowa takie mają wyraźne nacechowanie stylistyczne i zwykle można im przypisać neutralny odpowiednik. Tytułem przykładu można wymienić choćby: żarcie ("jedzenie"), wiać ("uciekać"), kasa ("pieniądze"),' urżnąć się ("upić się"), zrzynać ("ściągać"). Warto przy tym zaznaczyć, że kolokwializmy, choć w oficjalnych sytuacjach komunikacyjnych są uznawane za błędy i rażą przynajmniej część użytkowników, należy wyraźnie odróżnić od wulgaryzmów, które stanowią osobną klasę.

     Kolejny typ słownictwa nienależącego do grupy wyrazów wspólnoodmianowych to "profesjonalizmy". Są to słowa i połączenia stosowane przez przedstawicieli jakiegoś zawodu w komunikacji nieoficjalnej (nie chodzi zatem o specjalistyczne terminy). Każdy polonista wie, co to jest opisówka ("gramatyka opisowa"), każdy dziennikarz - co to setka ("krótka wypowiedź telewizyjna, w czasie której widać osobę mówiącą"), każdy lekarz - co to wirusówka ("choroba wirusowa"), a każdy aktor - co to znaczy ugotować ("rozśmieszyć partnera na scenie, wybić go z roli"). Profesjonalizmy, choć dla przedstawicieli danego zawodu są czymś oczywistym, używanym bardzo często, niejednokrotnie są neosemantyzmami (jak setka czy ugotować), więc ich stosowanie poza środowiskiem zawodowym grozi nieporozumieniami.

     Na podstawie innych kryteriów wyodrębnia się "regionalizmy", a więc wyrazy, których występowanie jest ograniczone do określonego regionu kraju, ale które są stosowane także przez wykształconych mieszkańców tych terenów. Regionalizmy często są związane z lokalnymi tradycjami, np. z kuchnią. Wszyscy, którzy podróżowali po Bialostocczyźnie, zapewne zetknęli się z kartaczami, a tych, którzy mają rodzinę w Wielkopolsce, nieraz częstowano parzybrodą czy też pyrami z gzikiem. Wiele regionalizmów to lokalne odpowiedniki wyrazów znanych z polszczyzny ogólnej, np. petronelka ("biedronka") czy tytka ("papierowa torebka"). Wato jeszcze zaznaczyć, że istnieją regionalizmy semantyczne, a więc wyrazy, które są znane użytkownikom polszczyzny pochodzącym z innych regionów, ale na danym obszarze mają swoiste znaczenie. Tytułem przykładu można przywołać choćby małopolską bańkę ("bombkę choinkową") czy borówkę ("czarną jagodę").

     Od regionalizmów odróżnia się "dialektyzmy" ("gwaryzmy"). O nich jednak - i o innych grupach leksyki - już za tydzień.

dr Tomasz Korpysz

Autor jest językoznawcą, pracownikiem UKSW i UW

Tekst pochodzi z Tygodnika

7 kwietnia 2019



   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej