Znaleziony różaniecPewien młodzieniec z pobożnej rodziny podczas nauki w gimnazjum wskutek obracania się w złym towarzystwie stał się lekkomyślny, żądny zabaw, osłabł w wierze i zaczął zapominać o Bogu. Jednak do nauki przykładał się pilnie i szczęśliwie szkołę ukończył.Teraz nie wiedział, jaki właściwie obrać sobie zawód. Nie pomyślał bowiem wcale o tym, aby zwrócić się do Boga w modlitwie o rozeznanie. Spróbował więc najpierw medycyny, potem przerzucił się na studium prawa, lecz i do tego stracił niebawem ochotę. Zaczął nawet chodzić na wykłady z teologii, ale wkrótce je porzucił. W rozterce nie wiedział, co począć, zwłaszcza że te długoletnie studia nadszarpnęły jego majątek i znalazł się niemal bez środków do życia. Co tu robić? Dręczony wyrzutami sumienia, niezadowolony z samego siebie, w niezgodzie z Bogiem i ludźmi, postanowił wreszcie udać się na kilka miesięcy do domu rodzinnego, aby wśród rodzeństwa zapomnieć o swoich troskach. W rodzinnym mieście unikał starannie spotkania z proboszczem, wstydził się bowiem pokazać mu się na oczy w tym stanie. Czas spędzał na różnych rozrywkach, ale serce jego bezustannie dręczył niepokój. Nigdzie i w niczym nie znajdował pociechy, żadna zabawa nie rozjaśniła jego twarzy, której wyraz zdradzał wyraźnie rozdźwięk wewnętrzny. Nadeszła wiosna i nasz młodzieniec, aby zabić nudę, zajął się drzewami swojego rodzeństwa, podpierał je, oczyszczał z mchu, obcinał gałęzie i obkopywał ziemię wokół nich. Nagle na jednym z młodych drzewek znalazł różaniec i wsunął go bezmyślnie do kieszeni. Po ukończonej pracy wrócił do swojego pokoju, a że już ściemniło się dobrze, zapalił światło. Nagle opanował go jakiś lęk, przypomniał sobie znaleziony różaniec i usłyszał wyraźnie głos wewnętrzny, który wołał: - Módl się! Módl się! Wyjął z kieszeni różaniec, popatrzył na niego z żalem i przypomniał sobie, jak był szczęśliwym w latach swojego dzieciństwa, kiedy odmawiał często różaniec. Przypomniał zmarłych rodziców, którzy byli dobrzy i pobożni, przypomniał wybryki z czasów studiów... Serce mu się ścisnęło i łzy popłynęły z oczu. Jeszcze raz wydało mu się, że słyszy głos: - Módl się! Módl się! Padł więc na kolana i zaczął odmawiać różaniec. Z początku nie szło mu, ale powoli modlitwa popłynęła swobodniej. Poczuł nieopisanie błogi spokój w sercu. Tak mu było dobrze i lekko na duszy, jak gdyby dopiero co uciekł przed jakimś ogromnym niebezpieczeństwem lub wyzdrowiał z ciężkiej choroby. Nazajutrz udał się do proboszcza, opowiedział mu wszystko, co się z nim działo, poprosił o przebaczenie za swoje postępowanie wobec niego i za zły przykład, jaki dawał parafii, przyrzekając, że stanie się innym człowiekiem. Po odprawieniu szczerej spowiedzi z całego życia zmienił się zupełnie i budował wszystkich mieszkańców swoją gorliwością, codziennie wieczorem odmawiając w kościele różaniec. Po dojrzałym namyśle wstąpił do klasztoru, aby odpokutować za swoje przewinienia. W klasztorze był dla wszystkich wzorem. Ale Pan Bóg zapragnął zerwać owoc dojrzały dla nieba i zesłał na młodego zakonnika ciężką chorobę. Przechodził on straszliwe cierpienia, lecz znosił je z cierpliwością i umarł z różańcem w ręku - tym samym, który stał się narzędziem jego powrotu do Boga. Oprac, na podst. "Kółka Różańcowego", nr 10 (1912), s. 14-15. Różaniec nr 688
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |