Wojciech Bąk
* * *Korzenie moje w Tobie. Tyś jest moją glebą.
W Tobie czuwa me męstwo, w Tobie spokój drzemie.
Tyś mi dał dom wieczności, w którą wstąpię: niebo,
Tyś mi dał schron i drogę, na której trwam: ziemię.
Wyrosłem słowem Twoim z nicości zbudzony-
Poznałem dnie zachwytu i rozpaczy noce.
Kwitnąłem, kiedyś kazał - opadnę skruszony,
Twoje są moje kwiaty, Twoje me owoce.
Twoim siew mój. Ty uchroń, by nie zmarniał podle -
Tyś był stróżem, bądź siewcą. Tobie moje żniwo.
Niczego już nie pragnę i tylko się modlę,
By wola Twa się stała - w nie jest sprawiedliwość.
Ciężkie życie, lecz z Tobą jest łatwe i lekkie;
Ciężka śmierć, ale z Tobą czuła jest jak zorze -
Dobrze było, żeś życiem otwarł me powieki,
Dobrze będzie, gdy zamknę je, Stróżu mój - Boże.
* * *
Bóg mnie rzucił na ziemię jak w burzliwe morze.
Zły ze mnie pływak - mdleje mi bezsiłą ramię.
Wiem, nikt tratwy nie wyśle, w walce nie pomoże,
Jakbym był odrzucony na wieki w niepamięć.
Ale stado żurawi, płynąc w dal przeczutą,
Uczy mnie wierzyć w Boga, który nim kieruje -
I pogodą ich skrzydeł rozkwita mój smutek.
I Jego skrytą pomoc w mych ramionach czuję.
Z cyklu MISTYKA III
Trzeba być całkiem ślepym,
By zobaczyć Jego blasku przepych,
Trzeba być całkiem głuchym,
Aby nowym go usłyszeć słuchem,
Trzeba zatracić dar woni,
Aby odczuć woń piersi i dłoni,
Trzeba zatracic czucie,
By Go dotknąć rozpalonym uczuciem,
I trzeba całkiem byc niemym,
Aby Imię Jego wymienić!
Z cyklu MISTYKA II
Zalałeś mnie Twym głosem jak spokojem morza,
Przebiłeś moje serce Twych oczu księżycem,
Na dno Twych słów zbolały padłem w śmierci grozie
I w odrodzenia słodkim, radosnym zachwycie.
Odciąłeś moje płuca od powietrza ziemi,
I oto już przywykły czerpać tlen z słów Twoich.
Spocząłem w głębi chłodnej oczyma martwymi
I piłem ciszę wielką, co na śmierć ukoi.
Lecz Tyś mnie teraz rzucił i kazał bić blaskiem
Słonecznym w martwe oczy i przerażać płuca.
O, straszny Boze, miotam się jak ryba w piasku,
Którą zły rybak złowił i na brzeg wyrzucił
***
Kto Cię odnalazł - ten odnalazł siebie
I w tłumie głosów szumi jak liść w górze -
I pełen Ładu jest jak nuta w śpiewie,
Gdy zabrzmi dźwiękiem harmonijnie w chórze.
I każdy gest w nim ciężki od znaczenia,
I każda myśl w nim echem dżwięczy Boga,
I płacz radością jest, szczęściem cierpienie,
I męstwem rośnie jego drżąca trwoga.
I czuje - wielkie go karmią korzenie
I oddech go zasila - wiatr pokoju -
I przedłużonym jest Twoim ramieniem,
I wolą Twoja.
[ Powrót ]
|