Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Od pokarmu ziemskiego do Pokarmu Niebieskiego

     "Od piętki do kromki
     Obumarłe ziarna
     Wzeszły kłosami
     Zmełły ich ziarna
     Chleb
     to otwarta Księga Głodu
     Żniwiarze pozostawili rżyska
     Niewiasty zginają krzyże
     Pokłosie zbierają na polach
     Pot im zrasza wysuszone usta"


     Od kiedy pamiętam Rodzice zawsze uczyli mnie szacunku do chleba. Nie pozwolili wyrzucać. A gdy wypadł z ręki należało go podnieść i ucałować. Chleb powszedni to pokarm, bez którego trudno żyć...

     Jestem wdzięczna moim Rodzicom za taką lekcję szacunku do "Bożego Daru" - Chleba. Byli rolnikami (Tata pracował również zawodowo jako elektryk do południa, a popołudniu jako rolnik) i wiedzieli, że Chleb jest owocem ciężkiej pracy rolnika, młynarza, piekarza... zdobytym często w pocie czoła i z zakasanymi rękawami.

     Wzrost ziarna, z którego został upieczony chleb ma bogatą historię. Kształtowało go wiele czynników: atmosferycznych, ale przede wszystkim troska tego który je posiał - rolnika.

     Do takiego wzrostu ziarna można porównać nasze życie, a rolnikiem jest - Bóg. W jakich warunkach wzrastam (wzrastałam)? Muszę mieć świadomość, że nie zawsze świeci słońce, pada delikatny deszcz i wieje delikatny wiatr...

     Pamiętaj! Ten Który, mnie i ciebie posiał, troszczy się o nas, wie co jest dla nas dobre. Pamięta o nas! Kocha nas! Czuwa nad nami! Wie co jest potrzebne do naszego wzrostu.

     My często tego nie rozumiemy bo widzimy tylko mały wycinek tej naszej historii...

     Byłam nastolatką, miałam około 19 lat. Był to czas bardzo trudnego dla mnie wzrostu. Wydawało mi się, że wokół mnie szaleje nawałnica z piorunami i ulewnym deszczem i zatapia mnie - całe moje życie. Wiedziałam, że nie mam wpływu na zmianę tej mojej życiowej aury. Bałam się, płakałam w ukryciu i pytałam Boga: Czego chcesz ode mnie Panie, Boże mój? Dlaczego moje życie jest takie nieszczęśliwe? Dlaczego mnie tak doświadczasz?

     Dręczyły mnie myśli, które próbowały mnie odwieść od wiary w Boga, która z pokolenia na pokolenie była przekazywana w mojej rodzinie. Toczyła się we mnie wewnętrzna walka, albo wiara - albo niewiara. Nie umiałam rozpoznać kto jest wrogiem wtej walce, akto przyjacielem. Szukałam ratunku w sakramentach: spowiedzi i Eucharystii. Pamiętam spowiedź, która pomogła mi w zdemaskowaniu mojego wroga. Była to spowiedź rekolekcyjna u ojca rekolekcjonisty w mojej rodzinnej parafii. Po wyznaniu grzechów i myśli, które mnie dręczyły ojciec rekolekcjonista powiedział: Czy ty chcesz iść do zakonu? Odpowiedziałam zaskoczona tym pytaniem: Nie... Nie wiem. Wiem tylko, że boję się, bo nie wiem co dzieje się w moim życiu. Odpowiedział rekolekcjonista: On wałczy o ciebie?

     Odpowiedziałam: Kto? Ojciec odpowiedział: Zły duch, ale nie bój się... Masz wspaniałego ks. Proboszcza, który ma dużo doświadczenia życiowego i jest bardzo ojcowski, porozmawiaj z nim. Żałuję, że nie skorzystałam z jego rady...

     Próbowałam sama walczyć, ale dzięki temu kapłanowi wiedziałam kto jest wrogiem, a kto Przyjacielem. Byłam świadoma, że jestem polem walki dwóch sił - złej, która silną ręką próbuje mnie zagarnąć nie pytając o zgodę "czy chcę", i dobrej, która delikatną dłonią pełną miłości dotykała mnie szepcząc: Nie bój się... Jestem... Kocham Cię...Pójdź za Mną....

     Walka toczyła się we dnie i w nocy. Zasypiałam z różańcem w ręku bo w nocy wśród ciemności myśli były bardzo wyraziste i natarczywe, a zalęknione serce biło w przyspieszonym rytmie...Trudne jest do opisania to co wtedy przeżywałam. Wspomożycielką w tych bolesnych chwilach mego życia była Matka Boża. To ile Jej zawdzięczam to bogata historia mojego życia. Była czczona w mojej rodzinie od zawsze. Przed tymi doświadczeniami, które opisuję przyśnił mi się Jej wizerunek, a dokładnie głowa z białego gipsu nad moim łóżkiem, która płakała...

     Sakramentem który mnie umacniał w walce była Eucharystia. Kiedy szłam do Komunii Świętej, zły duch atakował: Nie jesteś godna po co tam idziesz, ty grzeszna do Świętego... Pojawiały się myśli bluźniercze na Boga, na Matkę Bożą. Robił wszystko, aby mnie odwieść od Eucharystii. Ja, aby jak najgodniej przyjąć Pana Jezusa do mojego serca, próbowałam sobie wyobrazić w myślach czystą kartkę, albo wpatrywałam się w białą ścianę w prezbiterium, starając się powstrzymywać te złe myśli. Te doświadczenia umocniły moją wiarę w żywą obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To nie jest tylko opłatek, ale żywy i prawdziwy Bóg! Zły duch wiedział i wie o tym, dlatego tak atakował mnie w myślach. Dręczył i zniechęcał za każdym razem kiedy przystępowałam do tego Sakramentu. Po przyjęciu Pana Jezusa do serca myśli ustępowały, uspakajałam się, wyciszałam... On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się! Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. (Mk 4, 39)

     Moi Rodzice martwili się o mnie zadawali pytania: Co się z tobą dzieje? Dlaczego jesteś taka smutna? A koleżanki i koledzy tłumaczyli moje zachowanie: Zakochała się, inaczej nie można tego wytłumaczyć... Męczyli mnie ludzie, izolowałam się od nich. Lubiłam samotność. Moi ulubionym miejscem był brzeg jeziora Wielim- tam często zagłuszały złe myśli słowa pieśni: Pan kiedyś stanął nad brzegiem... W wyobraźni pojawiały się obrazy Pana Jezusa jak powoływał uczniów i pośród szumu jeziora, śpiewu ptaków słyszałam słowa: Pójdź za Mną... Nie bój się... Pójdź za Mną... Płakałam..., ale też wstępowała we mnie nadzieja i radość. Ta samotność była dla mnie pustynią - tam Bóg mówił do mojego serca. Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca (Oz 2,16). Pustynia jest też miejscem, gdzie ma do nas przystęp zły duch. Tak również było ze mną. Wmawiał mi: Ty do zakonu chcesz iść. Zobacz jaka jesteś..." i wyczytywał całą listę moich wad. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! (1 P 5,8-9)

     Miałam wspaniałych Rodziców szanowali moje wybory i decyzje. Wychowywali mnie w wolności tak jak Bóg wychowuje nas w wolności, a dowodem na to jest wolna wola, dzięki której możemy dokonywać wyborów z własnej nieprzymuszonej woli.

     Wybrałam "drogę Miłości", tak nazywam moje powołanie do Zgromadzenia Sióstr Wynagrodzicielek Najświętszego Oblicza. Jako nastolatka tęskniłam za taką Miłością, która wypełni całe moje serce, po brzegi abym nie łaknęła i nie pragnęła... i tak się stało.

     Kiedy rozpoczęłam nowicjat otrzymałam nowe imię: Karolina, a moją tajemnicą jest Najświętszy Sakrament. Chcę Tobie Jezu wynagradzać w tej Tajemnicy bo wierzę, że " W tej Hostyi jest Bóg żywy, choć zakryty, lecz prawdziwy."

     Modlitwą, którą rozpoczynamy i kończymy każdego dnia adorację Najświętszego Sakramentu pragnę zakończyćmoje świadectwo.

"Panie Jezu ukryty
w Przenajświętszym Sakramencie
uwielbiamy Cię i wynagradzamy
za wszystkie wyrządzone Ci
zniewagi, pocieszamy Cię
w Twoim smutku i opuszczeniu,
błagamy o nawrócenie grzeszników
i miłosierdzie nad światem.
Amen."


s. Karoliną WNO

Tekst pochodzi Biuletyna Sióstr Obliczanek "Weronika" nr 2/2019


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej