Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy podołam trudom powołania

     Piszę do was w odpowiedzi na ogłoszenie zamieszczone w "Arce" nr 8, poświęconej waszemu zakonowi W tym ogłoszeniu zawarta była propozycja pomocy zagubionym, niepewnym, mającym wątpliwość co do swojego powołania. Należę do takich osób.

     Pierwszy raz zetknąłem się z uczuciem powołania, a raczej z wezwaniem, w szkole podstawowej, gdy lekcje religii prowadzili gościnnie Misjonarze Świętej Rodziny. Wtedy myślałem, że spowodowała to ich piękna retoryka. Lecz to uczucie wezwania trwa nadal i raz jest silniejsze, a raz słabsze. Jednak głównym problemem, który mnie nurtuje jest brak pewności, czy podołam takiemu obowiązkowi i trudowi służby, oraz czy spełniam wymagania tej służby.

     Zwracam się z prośbą o pomoc w rozwianiu moich wątpliwości, wspominaliście w ogłoszeniu o programie odkrywania woli Bożej zawartej w książce W stronę Damaszka Czy mógłbym tę publikację otrzymać? [...] Z wyrazami wdzięczności, szczerym pozdrowieniem i oczekiwaniem na odpowiedź - Marcin

     Drogi Marcinie!

     Pan da siłę

     Odpowiadam na Twój list z nadzieją, że moje słowa przyniosą rzeczywiste wsparcie na tej drodze, która wiedzie Cię do spełnienia zamysłu Bożego. Dziękuję za zaufanie i opisanie wydarzeń życia. Z listu widzę, jak Bóg "zaniepokoił" Cię i poruszył do zastanowienia nad przyszłością. Sprawiła to Jego miłość i nadzwyczajna troska. Warto uświadamiać sobie, że pomiędzy Nim a Tobą toczy się niepowtarzalny dialog, którego nie wolno zerwać...

     Wspominasz, że pierwszy raz zetknąłeś się z uczuciem powołania w szkole podstawowej - to dawno. Pamiętam, że w moim przypadku było podobnie. Choć różnimy się o tyle, iż ta myśl nigdy we mnie nie wygasła. Stała się nawet czymś trudnym do udźwignięcia, bo niełatwo było zajmować się banałami - jakąś chemią czy rosyjskim - gdy mnie "rwało" do kapłaństwa. W Twoim przypadku jest nieco inaczej. Czy jednak ten fakt, że wówczas coś drgnęło, coś się poruszyło, nie ma znamion autentycznego słowa, które Bóg wyrzekł w Twym sercu? I choć wydaje się, że za nim nie poszły (natychmiast) kolejne, to jednak tamto słowo nie straciło nic na aktualności. Pan przypomina o sobie, a myśl o powołaniu kapłańskim odżywa. Jest to naturalny proces. Warto mieć na uwadze to, że Bóg w bardzo różny sposób układa historię powołania. Ty masz swoją własną, indywidualną. Nawet to, że owo uczucie jest "raz silniejsze, raz słabsze" także wpisuje się w wewnętrzny dialog, który toczy się pomiędzy Tobą a Bogiem. I nie ma w tym nic dziwnego. Powołanie to nie jakaś dynamiczna siła, która porywa człowieka w sposób jednoznaczny, nieodwołalny, niestwarzający żadnych dylematów. Nie jest to siła dająca bezwzględną jasność widzenia oraz pewność, która powala wszelkie wątpliwości. Powołanie to wezwanie Boże, które człowiek odczuwa w swoim wnętrzu, ale nie od razu jest ono mocne i oczywiste. Proces rozpoznawania powołania polega na tym, że - czasem nawet w ciągu kilku lat - człowiek przekonuje się coraz bardziej i bardziej, że życie w stanie konsekrowanym jest jego zadaniem i misją. Co warto przy tym zauważyć? Otóż osoba taka nie postrzega swego powołania wyłącznie w kategoriach zadania i obowiązku. Powołany pragnie takiej służby, tęskni za nią, nie wyobraża sobie innego życia. Początkowe zadanie staje się radością, przywilejem. Mam wrażenie, że w Tobie tli się taka iskierka fascynacji, podziwu, może nawet wdzięczności za ten dar. Twoja obecna wrażliwość oraz list do mnie są tego potwierdzeniem. Cieszę się więc, że nie chcesz stłumić w sobie Bożego głosu, który wzywa i powołuje. Wierz mi, Marcinie, naprawdę warto pójść za Jezusem, nawet jeśli ta decyzja na początku trochę kosztuje (rezygnacja z życia małżeńskiego, z kariery i zawodowej realizacji, rezygnacja z przeciętności, bo przecież trzeba się będzie starać "o to, co wyższe, co doskonalsze", rezygnacja z takiego typu wolności, która jest hołdowaniem samowoli). A jednak warto. Naprawdę warto!

     Nie wspominasz, w której obecnie jesteś klasie, ale zakładam, że masz jeszcze przed sobą jakiś czas na dokładniejsze rozpoznanie tego wewnętrznego poruszenia, które jest w Tobie. Na czym polega to rozeznawanie i co należy zrobić? Wiele na ten temat pisałem w opublikowanych książkach (m.in. Listy o powołaniu oraz Dialogi o powołaniu). Teraz chciałbym dokonać dużego skrótu zawartych tam myśli. Po pierwsze, zachęcam Cię do autentycznego, pogłębionego życia religijnego. Mam na myśli sprawy najprostsze: codzienną, wierną, żarliwą modlitwę, korzystanie z sakramentów świętych - dbaj w ten sposób o życie w łasce uświęcającej. Polecam Ci regularną spowiedź świętą i częstą - nawet codzienną, jeśli tylko możesz - Eucharystię. Czymś bardzo cennym, otwierającym na Bożą miłość, dającym okazję do zadziwienia się Bogiem i tym, w jak przedziwny sposób układa On swój dialog z człowiekiem, jest lektura Ewangelii. Czytaj ją i rozważaj, dodawaj chwilę zamyślenia. Tę lekturę możesz także wkomponować w codzienną modlitwę.

     Drugim elementem procesu rozeznawania powołania jest praktykowanie miłości bliźniego, czyli - najkrócej mówiąc - wcielanie w życie ewangelicznych zasad przekazanych nam przez Chrystusa. Bądź dobry i szlachetny. Najpierw dla najbliższych - rodziców, rodzeństwa, potem dla szerszego otoczenia. Jan Paweł II w tegorocznym Orędziu do Młodych na Dzień Modlitw o Powołania nie bez racji napisał, że do odkrycia powołania dochodzi się między innymi na drodze nieustannego poszukiwania oblicza Chrystusa w każdym człowieku. To zdanie rozumiem jako wezwanie do służenia każdemu człowiekowi tak, jakby służyło się samemu Chrystusowi. Ale na tym nie koniec. Okazuje się bowiem, że otwarcie się na potrzeby i cierpienia innych zaowocuje czymś niezwykłym: czynna miłość przemieni się w łaskę rozpoznania powołania! Niezwykła zależność. A jednak warto tak popatrzeć na naszą codzienność: służąc Chrystusowi w naszych braciach, zyskujemy łaskę rozumienia Boga. I choć wydaje się to nieprawdopodobne, to czyż nie jest to prawda? Czynna miłość czyni nas wrażliwymi na to, co przynależy do Boga, co jest Jego dotknięciem, poruszeniem, wezwaniem, posłaniem. Uczymy się wówczas intymnego dialogu z Nim. Dialogu, w którym pewnego dnia pojawią się także słowa "Pójdź za Mną!". A my, nauczeni słuchać i rozumieć Go, będziemy mogli powiedzieć: "Oto jestem, idę".

     Trzecim zadaniem, o którym chcę Ci napisać, jest lektura religijna (zwłaszcza z zakresu duchowości chrześcijańskiej), a przez nią - rozwijanie Twojej wiedzy o Bogu i o Jego działaniu w świecie, o historii zbawienia i o wydarzeniach z życia Kościoła. Na koniec sugeruję Ci coś bardzo cennego: wpatruj się w znaki i ślady, jakie Bóg zostawia w Twoim życiu. Już coś odnalazłeś - obecny niepokój wewnętrzny, to efekt rozpoznania takiego znaku Bożego. Ale będą jeszcze kolejne. Nie można ich przegapić. Trzeba być wrażliwym, mieć otwarte oczy duszy...

     I pytaj, pytaj często, Marcinie, jak ów młodzieniec z Ewangelii: "Panie Jezu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?". Pytaj wytrwale i cierpliwie, wiedząc, że Bóg nie od razu odpowiada, ale często ćwiczy nas w pokornym czekaniu na Jego odpowiedź.

     To są pewne kroki, które warto podjąć, aby przybliżać się do odkrycia jedynego i niepowtarzalnego zamysłu, który Bóg ma wobec Ciebie. Jednak, spoglądając do listu, który leży przede mną, widzę, że istnieje jeszcze jeden problem, którym się ze mną dzielisz. Chodzi o brak pewności: czy podołam takiemu obowiązkowi i trudowi służby? Przypominają mi się słowa psalmisty: Oddajcie Panu, synowie Boży, oddajcie Panu chwałę i sławcie Jego potęgę [...]. Głos Pana potężny, głos Pana pełen dostojeństwa. Głos Pana łamie cedry, Pan łamie cedry Libanu i kończy się ten psalm sławiący potęgę Boga takimi słowami: Pan udzieli mocy swojemu ludowi, Pan pobłogosławi swój lud pokojem (Ps 29). W przekładzie Czesława Miłosza brzmi on jeszcze dobitniej: Pan da siłę swojemu ludowi. Słowa te przychodzą mi na myśl, gdy zastanawiam się nad słabością człowieka, nad jego siłami tak ograniczonymi w obliczu wyzwań, które Bóg przed nim stawia. Cóż wówczas można powiedzieć? Chyba tylko przywołać biblijną zachętę: Bądź mężny i mocny, nie lękaj się, nie bój się ich, gdyż Pan, Bóg twój, idzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci (Pwt 31,6). Tak jak w historii Izraela, tak teraz w historii każdego człowieka ściera się pragnienie wierności ze słabością ludzką, chęć pójścia za Panem z oporem wrogów i działaniem nieprzyjaciół. I trzeba powiedzieć jedno: jeśli Pan wzywa, jeśli daje powołanie, to powołanego nie opuści. Będzie z Tobą, gdy tylko podejmiesz współpracę z Jego łaską, gdy będziesz bardziej ufał Jemu niż sobie, gdy zachowasz świadomość, że (jak to czytamy w Godzinie Czytań na wspomnienie męczenników) przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7). Więc nie lękaj się Marcinie, bo to z Boga będzie moc, która uzdolni Cię do codziennego przeżywania powołania. Jest tylko jeden warunek jej otrzymania: bardziej ufać Bogu niż sobie, w Nim szukać oparcia, współpracować z ofiarowaną łaską.

     Pozwól, że skieruję teraz do Ciebie dwie propozycje. Pierwsza dotyczy weekendowych dni skupienia. Mają one charakter krótkich rekolekcji. Organizowane są w różnych terminach i różnych miejscach. Zapraszam Cię do udziału, w którymś ze spotkań.

     Drugą formą pomocy jest książka W stronę Damaszku, którą wysyłam. To program rozeznawania powołania do osobistego zastosowania. Oby otworzyła Cię na znaki działania Bożego i pozwoliła odkryć zadania i wezwania, które Bóg przed Tobą stawia.

     Kończę. Życzę Bożego błogosławieństwa i proszę, aby Duch Święty wylewał na Ciebie światło mądrości i rozeznania planów Bożych. Módl się żarliwie. Z Bogiem!

ks. Józef Tarnawski SP, ESPE nr 61


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej