Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jak Jezus w Nazarecie...

W poszukiwaniu tych, którzy starają się na co dzień praktykować ubóstwo trafiliśmy do wspólnoty małych sióstr Jezusa. Powołaniem małych sióstr jest kontemplacja w świecie, życie pośród ubogich i szerzenie powszechnego braterstwa między ludźmi.

Teresa Śliwińska: Jaka jest historia waszego Zgromadzenia?

s. Teresa: Nasze zgromadzenie powstało w 1939 roku na pustyni w Tugurt, w Algierii. Założyła go mała siostra Magdalena, która chciała iść śladami brata Karola de Foucauld.

A dlaczego właśnie tam?

s. Teresa: Dlatego, że brat Karol żył tam przez długie lata i oddał swoje życie za ludy Islamu, próbując być po prostu przyjacielem i bratem koczowników z pustyni. Nie starał się nawracać, ale kochać i całym sercem krzyczeć Ewangelię. Brat Karol był zafascynowany życiem Jezusa z Nazaretu, normalnym życiem i pracą Boga przez 30 lat w wiosce, w ukryciu... Dlatego my takie właśnie życie chcemy prowadzić, w obecności Boga i wśród ludzi. Prowadzimy życie kontemplacyjne wśród świata, które polega na obecności wśród ludzi w przyjaźni, w modlitwie, w pracy. Poprzez obecność i przyjaźń chcemy świadczyć o miłości Boga do każdego człowieka. Z początku mała siostra Magdalena myślała, że nasze Zgromadzenie będzie działało tylko tam, wśród najuboższych, to znaczy wśród koczowników, później jednak zrozumiała, że jesteśmy potrzebne nie tylko w Algierii, ale na całym świecie, w różnych środowiskach, ale zawsze pośród ubogich. Dlatego małe siostry w 1947 r. zaczęły pracować w fabryce w Marsylii we Francji, później udały się do Brazylii, na Bliski Wschód i - stopniowo - na cały świat. Obecnie jesteśmy już w 69 krajach, ponieważ jesteśmy posłane do tych, do których Kościół z trudnością może dotrzeć.

Jak znalazło się w Polsce?

s. Teresa: W latach 50. nasza założycielka próbowała tworzyć wspólnoty na całym świecie. Polska należała w tym czasie do krajów za żelazną kurtyną, a siostra Magdalena była osobą, dla której było to szczególne wyzwanie: chciała docierać właśnie do takich krajów. Pierwszy raz przyjechała do Polski, nieoficjalnie, w 1957 roku, po czym przysłała tu małe siostry. Z czasem zaczęto się nami interesować, zaczęło nas przybywać i tak w 1964-65 roku pojawiły się małe siostry - Polki.

Jak trafiłyście do tej wspólnoty?

s. Ewa Anna: Pochodzę z Lubina i trafiłam do Wspólnoty najpóźniej z naszej trójki, bo w 1999 roku. Przyszłam do nich za sprawą książki Echa Nazaretu o. Rene Voillaume, który był założycielem małych braci. Jego książka opisuje życie małych braci.

Co Cię w niej tak ujęło?

s. Ewa Anna: Myślę, że ich styl życia - bardzo zwyczajny. Jest on podobny do sposobu życia pierwszych chrześcijan, nawiązuje do takiego ideału chrześcijaństwa.

s. Archana: Jestem z Indii. Poznałam małe siostry dzięki proboszczowi i wstąpiłam do wspólnoty w Bangalor mając 21 lat. Po przeczytaniu wiadomości na temat życia jednej ze wspólnot małych sióstr w Polsce, okazało się, że mieszkamy w podobnych warunkach, mamy podobne problemy i że wiele nas łączy. Dlatego czułam mocną więź z nimi i w 1996 roku poprosiłam o możliwość wyjazdu do Polski. Na początku oczywiście musiałam nauczyć się języka, chodziłam na 5-tygodniowy kurs, ale więcej skorzystałam dzięki pomocy siostry, z którą mieszkałam przez jakiś czas w Częstochowie. Potem uczyłam się prywatnie historii Polski. Konieczność i pragnienie porozumiewania się z ludźmi, pośród których żyję każdego dnia, jest dla mnie najlepszą szkołą języka.

s. Teresa: Myśląc o życiu zakonnym pewnego dnia natrafiłam na artykuł o bracie Karolu. Zafascynowało mnie jego życie, jego ubóstwo w Algierii. I właśnie w zgromadzeniu małych sióstr znalazłam takie życie kontemplacyjne: codzienną adorację Najświętszego Sakramentu, modlitwę w ciszy przed Bogiem i jednocześnie możliwość życia z ludźmi, bycie wśród nich; jeśli to możliwe - dzielenie ich prostej pracy, a nawet tego samego bloku mieszkalnego. Urodziłam się we Francji, ale mam polskie pochodzenie. Dlatego pytano mnie, czy nie chciałabym przyjechać do Polski. Pomyślałam: "dlaczego nie?" i tuż po ślubach wieczystych, w 1984 roku, zjawiłam się tutaj. Z językiem nie miałam wielkiego problemu, chociaż nie umiałam ani czytać, ani pisać po polsku, ale znałam proste słownictwo, ponieważ w moim domu mówiono często w tym języku.

Jak wygląda Wasz zwykły dzień?

s. Teresa: Praca nadaje rytm całemu naszemu dniu. Ja sprzątam w piekarni i zaczynam na zmianę raz o 7, raz o 8 godzinie. Przed wyjściem zbieramy się na wspólną jutrznię, po czym rozchodzimy się do swoich obowiązków. Wracamy do domu o różnych godzinach między 15 a 17. Idziemy na Mszę świętą rano albo wieczorem. Jest dla nas bardzo ważne, aby cały dzień - wszystkie wydarzenia i spotkanych ludzi złożyć u stóp Jezusa, podczas godzinnej adoracji. Czas przy kolacji jest momentem spotkania i dzielenia się tym co przeżywałyśmy w ciągu dnia. s. Ewa Anna: Ja pracuję w pracowni ceramicznej. To jest praca ręczna, więc myślę, że tradycyjni zakonnicy nie powstydziliby się jej. Jestem rzemieślnikiem, pracuję około 8 godzin, więc to zabiera mi większość dnia.

s. Archana: Mój dzień zaczynam Mszą świętą o godzinie 8. Po niej odwiedzam chorą panią, która sama nie może wyjść z domu; robię jej zakupy, śniadanie... Spędzam tam około 2 godzin. Wracając, robię zakupy dla nas, potem gotuję obiad... Ogólnie mówiąc, zajmuję się domem. Potem mam czas na adorację i przyjmowanie gości.

Jak spędzacie wolny czas?

s. Ewa Anna: W ciągu tygodnia raczej trudno nam wygospodarować czas tylko dla siebie, jeśli już to raczej w weekendy - próbujemy wtedy coś przeczytać, napisać list, odpocząć...

s. Teresa: Raz w tygodniu czytamy razem regułę życia, Konstytucje lub inne pisma wspólnotowe dla pogłębienia i ożywiania naszego życia charyzmatem. Co wieczór medytujemy Ewangelię, aby każda z nas mogła zastanowić się nad tym, co to Słowo dla niej znaczy i by mogła podzielić się nim. Jest to dla nas wzajemne umocnienie w wierze. Raz w tygodniu mamy rewizję życia - wtedy w Bożym świetle patrzymy na miniony tydzień, razem przyglądamy się trudnościom, radościom, bywa że nieporozumieniom; możemy wtedy także spojrzeć w przyszłość.

Wspomniała Siostra o nieporozumieniach. Pochodzicie z bardzo różnych środowisk, różnicie się wiekiem... Jak się porozumiewacie?

s. Teresa: To zależy od temperamentu każdej z nas!

s. Ewa Anna: Dopóki mówimy jednym językiem, jakoś się porozumiewamy. Czasem mamy tylko problemy z tym, czy "otworzyć" okno znaczy "odkręcić" czy "odemknąć"...

s. Teresa: Siostra Ewa jest bardzo precyzyjna i ona ma najwięcej kłopotów.

s. Ewa Anna: Ja nie jestem szczególnie precyzyjna, tylko próbuję zrozumieć, o co chodzi, więc pytam po pięć razy i tym je męczę! Ale one się dobrze rozumieją, mimo, że język, w którym mówią nie jest dla żadnej językiem ojczystym.

s. Archana: Mówiąc poważnie, nie zawsze rozumiemy się doskonale, ponieważ ja najsłabiej znam język czasem, nie umiem się wysłowić.

s. Teresa: Nie jest tak źle z twoją znajomością języka.

Jak jesteście odbierane przez ludzi, z którymi mieszkacie po sąsiedzku, z którymi pracujecie?

s. Teresa: Na ogół jesteśmy przyjmowane życzliwie. Prawdą jest, że kiedy przychodzimy pierwszy raz do nowego miejsca pracy wywołuje to zaskoczenie. Jednak wraz z upływem czasu, kiedy jesteśmy bliższe naszym sąsiadom lub kolegom z pracy, to stajemy się "jednymi z" - z tego bloku lub z tej pracy...

s. Ewa Anna: Ja akurat pracuję z rówieśnikami, więc trudno, żebyśmy mówili sobie per "pani" czy "siostro", ale spotykam się też z tym, że mówiono mi w pracy "siostro".

Czy jest coś, z czym sobie nie radzicie?

s. Teresa: Z zalegającymi listami...

s. Ewa Anna: Zgadza się!

A kiedy ostatnio widziałyście się z rodzinami?

s. Archana: Dwa i pół roku temu...

s. Ewa Anna: Ja mam blisko do domu, więc widzę się z rodziną dosyć często, mniej więcej raz w roku jestem w domu, a czasem rodzice czy siostra przyjeżdżają do mnie.

s. Teresa: Ja wróciłam z Francji półtora roku temu.

Wracała Siostra do polski z poczuciem, że wraca do domu czy do pracy?

s. Teresa: Zdecydowanie - do domu!

Czujecie się tu jak w domu?

s. Archana: Na pewno tak.

s. Teresa: Wszędzie, gdzie mieszkałam, czułam się w domu.

s. Archana: Mieszkam w Krakowie już dwa lata, coraz bardziej znam tutejszych ludzi i to mi pomaga czuć się tu jak u siebie.

Jacy są Polacy?

s. Archana: Trudno na to pytanie odpowiedzieć ogólnie, bo ludzie są bardzo różni, ale mogę powiedzieć, że spotykam osoby otwarte, które chętnie pozdrawiają mnie na ulicy, nawet, jeśli mnie nie znają. Niektórzy zaczepiają mnie i pytają skąd przyjechałam, zagadują...

s. Teresa: To prawda, że Polacy są na przykład bardzo gościnni, otwarci... Ja się wśród was czuję bardzo dobrze.

Czym jest dla sióstr ubóstwo i poświęcenie?

s. Ewa Anna: Nasz charyzmat polega na życiu takim, jakie prowadził Jezus w Nazarecie. Z powodu naszej przynależności do świata ubogich pracujemy fizycznie, by zarobić na swoje utrzymanie. Chcemy dzielić warunki pracy robotników, która jest nacechowana monotonią, która jest tak mało poważana przez społeczeństwo. Żyjemy w małych wspólnotach. Chcemy dzielić życie robotników - ludzi, którzy są raczej nisko na drabinie społecznej.

Czy osobiście musiałyście coś poświęcić, żeby być tu, gdzie jesteście teraz?

s. Ewa Anna: Dla mnie ważne jest, to żeby poświęcić Jezusowi całą swoją istotę, a nie tylko jakąś jego część.

A czym są dla Was pieniądze?

s. Archana: Pieniądze są materiałem, czymś nietrwałym. Ja myślę, że potrzebuję czasem doświadczyć braku pieniędzy, bo kiedy mi ich brakuje, wtedy zależę tylko od Boga. Ubóstwo ma nas doprowadzić do zależności od Boga, inaczej nie ma sensu żyć... Błogosławieni ubodzy w duchu... Często, gdy nie mamy pieniędzy, bardziej zwracamy się do Niego, gdy jest nam ciężko, bo uświadamiamy sobie wtedy, że jesteśmy od Niego zależni. o

rozmawiała Teresa Śliwińska

eSPE nr 58


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej