Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jak żyła matka kapłana?

Urodziła się 13 grudnia 1885 r. we wsi Roszki, 100 km na południe od Gniezna, a 5 od Rozdrażewa. Dnia 18 X 1908 r., po urodzeniu pierwszego syna, śmiertelnie zachorowała. Gorączka 42 stopnie. "Jeśli żona wyzdrowieje - oświadczył dr Bołewski - to będzie prawdziwy cud". Mąż nie wahał się. Ofiarował pierworodnego Panu Bogu na służbę w kapłaństwie, by ten cud uprosić. I matka żyje po dziś. dzień... Żyją jej dzieci, wnuki i prawnuki. Wcześnie wstaje i na przemian modli się i pracuje. Czuje się potrzebna, dlatego dożyła 97 lat!

Urodziła 4 synów i 6 córek. Po urodzeniu (6II1926) najmłodszego, który również byłby kapłanem, gdyby nie przeszkodziła wojna, uzgodniła z mężem życie w całkowitej wstrzemięźliwości małżeńskiej. I do 1932 r. spali oddzielnie, a w latach dalszych znowu razem.

To samo uczynił brat ojca, gdy już miał 6 synów i 6 córek: Józefa i Józefę, zakonnicę, Kazimierza i Kazimierę, zakonnicę, Stanisława, kapłana, i Stanisławę, nauczycielkę, Marię i Jadwigę, zakonnicę, i czworo innych. Ta wstrzemięźliwość małżeńska, ponadroczna, powtarzała się przed i po narodzeniu każdego dziecka i trwała przez cały czas I wojny światowej. Tak pojmowały dawniejsze pokolenia świadome i dobrowolne rodzicielstwo, kiedy nikt do 1930 r. nie wiedział nic o dniach płodnych i niepłodnych.

A mimo tylu ograniczeń ojciec mojego ojca mial z trzech córek i sześciu synów (bo najmłodszy został kapłanem) aż 48 wnuków i 53 wnuczki, którymi szczyci się teraz w niebie.

Na ogół nie było grzechów ani przedmałżeńskich, ani w małżeństwach. Dlatego z radością stwierdzałem w różnych parafiach stan niewinności, zachowanej od chrztu św. przez ogromna większość dawniejszych ojców i matek. I nie tylko sami żyli w niewinności, ale i dzieci uczyli żyć bezgrzesznie. Nikt nie zasiadł do śniadania ani nie udał się na spoczynek bez uprzedniej modlitwy. Nikt nie wziął nigdy w piątek do ust potrawy mięsnej ani nie opuścił Mszy św. w niedzielę czy święto. Dwie i pół godziny trzeba było jechać końmi po nierównym bruku, by być w kościele, 9,5 km w jedną stronę. Nie zważało się na deszcz, śnieg czy wielki mróz. Nawet ten, kto pilnował domu i zwierząt, wybierał się rowerem na wcześniejszą Mszę św. A żyjąc stale w dobrej woli, swobodnie spowiadali się u krewnego kapłana nie tylko dalsi krewni, ale i brat i siostra. A nawet matka, przystępując ponad rok w czasie wojny codziennie do Komunii Św., bo odprawiałem Msze św. w domu rodzinnym, uważała za stosowne zasięgać rady w sprawach sumienia u swego syna. Lecz nawet cienia winy nie było w tych wątpliwościach, o które pytała.

Nigdy też nie wspomniała matka ani ojciec, ani syn wobec nich o kapłaństwie, choć już trzy lata przed pójściem do seminarium duchownego miał pewność swego powołania. Oddawano te sprawy Panu Bogu. Jedynie czterech przyjaciół wiedziało nawzajem o swych powołaniach poufnie, od trzech lat. Nikt więcej. A o ofiarowaniu syna na służbę w kapłaństwie dowiedziałem się drogą okrężną dopiero kilkanaście lat po święceniach. Matka zaś ze zdumieniem usłyszała o ofierze ojca od syna, gdy już miała 90 lat.

Żyła jak w klasztorze. Wszystko na czas, według bicia zegara. Wstawała o godz. 5. Obiad rozpoczynaliśmy po odmówieniu Anioł Pański, o godz. 12. Trzy inne posiłki również o stałych godzinach.

Po wieczerzy każdego dnia w październiku matka przewodniczyła we wspólnym różańcu i litanii rodziny, całej służby i przygodnych gości. A ojciec w okresie gwiazdkowym prowadził ze wszystkimi wieczorny śpiew kolęd.

Na spoczynek udawała się matka po ukończeniu prac domowych i napraw, między godz. 21 a 22, by po siedmiu - ośmiu godzinach snu być dobrze wypoczętą do prawie 16-godzinnej pracy. A było jej w tak licznej rodzinie i 40- hektarowym gospodarstwie tak dużo, że na odpoczynek dzienny był czas jedynie w dni świąteczne. Ale ta ciągła i uporządkowana praca służyła zdrowiu i bezgrzesznemu życiu, na chwałę Bożą i ku zbudowaniu wszystkich.

Taka była moja matka i 126 matek kapłańskich, o których książkę wydali księża pallotyni (Sylwetki matek kapłanów). Nie pragnęły przyjemności ani wygód na ziemi, lecz uczyły zbierać zasługi na szczęście niepojęte, które nigdy nie będzie miało końca.

Ks. Stanisław Rozdrażewski


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Twoja wola - Twoja wolnośćTwoja wola - Twoja wolność

Mój Bóg w mych objęciachMój Bóg w mych objęciach

Tajemnica Niepokalanej oglądana oczyma św. MaksymilianaTajemnica Niepokalanej oglądana oczyma św. Maksymiliana

Jak w pełni wyznawać wiarę w naszym życiu?Jak w pełni wyznawać wiarę w naszym życiu?

Kochać Cię Matko...Kochać Cię Matko...

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej