Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Znajomi z pociągu

Lubię podróżować koleją dwóch powodów: nie lubię latać samolotem, a ponadto w pociągu niemal zawsze trafiam na interesujące towarzystwo. Ponieważ moje podróże odbywają się głównie na linii Warszawa-Berlin-Monachium-Kolonia, napotykani towarzysze podróży to zazwyczaj Polacy pracujący bądź mieszkający w Niemczech. Z rozmów z nimi dowiaduję się o Polakach, ich troskach i radościach więcej, niż z głównego wydania „Wiadomości".

Niekiedy w jednym przedziale można znaleźć przekrój polskiego społeczeństwa: podróżują biznesmeni w sprawach służbowych, a ich celem jest przeważnie Berlin; germaniści na szkolenia, warsztaty lub wymiany uniwersyteckie; pracownicy długo- lub krótkookresowi, zazwyczaj zatrudnieni w kopalniach w Zagłębiu Ruhry, zatem ich celem jest Diisseldorf, Dortmund i okolice. Podróżuje także jedna z najciekawszych dla mnie grup, którą określam mianem niemieckich Polaków, czyli Polaków mieszkających na stale w Niemczech. Każda grupa trzyma się ściśle pewnych poglądów politycznych. I tak biznesmeni popierają PO, chwalą dobrobyt i możliwość swobodnej współpracy z Niemcami dzięki rządom Donalda Tuska i jego ekipy. Germaniści bardziej sprzyjają PiS-owi niż PO, choć za Jarosława Kaczyńskiego nie daliby się pokroić. Pracownicy kopalń czy innych instytucji raczej są obojętni w sprawach polityki. Ci zaś ostatni, niemieccy Polacy, którzy są największymi patriotami, jakich spotkałem (!), popierają w całej rozciągłości PiS.

Zacznę od tej ostatniej grupy, jako że charakteryzuje się przeciwstawnymi cechami. Polacy mieszkający na stałe w Niemczech, zarówno ci, którzy wyemigrowali w latach 80., jak i ci, którzy wyjechali przed kilkoma laty, wybudowali w Niemczech dom, wychowali w Niemczech swoje dzieci, tak doskonale wpisali się w niemieckie społeczeństwo, że trudno ich odróżnić od Niemców. Są bardziej niemieccy niż sami Niemcy.

Już dawno odkryłem, że Polacy potrafią się zintegrować w obcym kraju bardziej niż jakikolwiek inny naród. Polacy z Niemiec mówią perfekcyjnie po niemiecku, nawet z akcentem przynależnym regionowi, w którym żyją. Na przykład ci z Zagłębia Ruhry mają silniejszy akcent niż ja! Do tego znakomicie orientują się w sprawach polskiej polityki, gospodarki, edukacji - lepiej niż Polacy mieszkający w Polsce. Są oni również w większości praktykującymi katolikami, którzy znają przynajmniej podstawy społecznej nauki Kościoła co do aborcji, in vitro, antykoncepcji czy świętowania niedzieli. Oczywiście nie wszyscy, niemniej udało mi się zaobserwować powyższą tendencję u bardzo wielu napotkanych osób.

Ciekawą grupę stanowią również Polacy pracujący czasowo w Niemczech, nawet jeśli niekiedy chodzi o 20 lub więcej lat. Chodzi mi tu głównie o Polaków zatrudnionych w niemieckich kopalniach. Niedawno miałem okazję podróżować pociągiem z mężczyzną, który po 30 latach pracy w kopalni w Dortmundzie za zaoszczędzone pieniądze kupił spory kawałek ziemi na Mazurach i postawił dom. Wkrótce przechodzi na emeryturę. Stwierdził: „Podczas gdy moi niemieccy koledzy z kopalni będą na emeryturze siedzieć w ciasnym mieszkaniu wdychając dym fabryk, ja będę łowił w jeziorze ryby i rozkoszował się zasłużonym odpoczynkiem na łonie natury i w moim pięknym, dużym domu". Bardzo spodobało mi się podejście owego górnika, którego słów nie uważam ani trochę za obrazę w stosunku do Niemców, ale za wyraz roztropności, o której czytamy tak wiele w Biblii.

Co do germanistów, pracujących zazwyczaj jako nauczyciele niemieckiego w szkołach bądź wykładających na uniwersytetach, to cechuje ich jedna rzecz: wszyscy przyznają, że nie zarabiają w Polsce wystarczająco, aby móc przynajmniej raz w roku wybrać się do Niemiec. Korzystają więc jak tylko się da z zaproszeń na opłacone konferencje czy warsztaty. To przykre, żeby profesora-germanistę nie było stać na częstsze wyjazdy do Niemiec w celu przecież - tak czy owak - poszerzania wiedzy i bycia na bieżąco z wydarzeniami kulturalnymi i społecznymi. O biznesmenach nie wspomnę, gdyż rozmowa z nimi to ich własny monolog pełen peanów na cześć dobrobytu w Polsce i w Niemczech. Raz jeszcze potwierdzają się słowa ks. Józefa Tischnera - że tylko poprzez osobiste spotkanie i dialog z drugim człowiekiem można prawdziwie stać się uczestnikiem jego radości i bólu, po prostu jego rzeczywistości.

Stefan Meetschen

Tekst pochodzi z Tygodnika
Idziemy, 19 grudnia 2010



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

św. Apoloniuszśw. Apoloniusz

Modlitwa do św. ApoloniuszaModlitwa do św. Apoloniusza

Modlitwa do św. Ryszarda PampuriModlitwa do św. Ryszarda Pampuri

Kto zmartwił mamę?Kto zmartwił mamę?

Wielkanocny ślubWielkanocny ślub

Katedra w ChartresKatedra w Chartres

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2023Godzina Łaski 2023

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej