Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Po co żyje? Dokąd zmierzam?

     Bezsens życia. Tylu współczesnych ludzi doświadcza go. "Po co żyję?", "Dokąd zmierzam?", "Czy moje wysiłki mają jakiś sens?", "Co stanie sio ze mną po śmierci?" - pytają.

     Czy żyjemy po to, abyśmy gromadzili dobra materialne albo, aby pomnażać swoje konto bankowe? A może po to, żeby dostarczać sobie przyjemności? Albo zdobywać stanowiska, zaszczyty? Potrzebujemy dóbr materialnych, godziwej rozrywki, potrzebni są ludzie na stanowiskach, ale nie takie są cele ludzkiego życia. Nie one są najważniejsze. Czy żyjemy więc po to, żeby służyć rodzinie, Ojczyźnie, nauce? - Są to przecież dobre sprawy i dobre cele. Ale czy one same w sobie mogą zaspokoić serce człowieka?

     Alexis Carrel, znany francuski lekarz konwertyta, laureat Nagrody Nobla, pisat w swoim dzienniku duchowym: "Pragnę wierzyć. Gdybym nie wierzył, nie wiem, kim bym się stal. Mam 30 lat, a czuję się już stary. Czuję się, jakbym miał lat osiemdziesiąt. Jak uspokoić własny niepokój... To, że stałem się profesorem wielkich uniwersytetów, nie zadowala mnie. Być znanym, mieć pieniądze, to dla mnie rzecz obojętna... Nie wiem, czy może mnie zaspokoić cokolwiek poza Bogiem. Czy warto w ogóle żyć? Dlaczego pracować, jeśli moja praca nie służy niczemu innemu, jak zaspokajaniu własnej próżności i pomnażaniu fortuny? Wszystko to wywołuje we mnie zmęczenie i znużenie. Co zresztą będzie ze mną, kiedy nawiedzi mnie starość? Dlaczego mam kochać i kogo mam kochać? Jedynie Bóg może mi dać wyjaśnienie tajemnicy mego życia. Jedynym możliwym, godnym przyjęcia wytłumaczeniem jest uznać istnienie Boga. Bóg i życie wieczne po śmierci są czymś koniecznym. Bez Niego życie przypominałoby smutną, żałosną farsę".

     Po co żyjemy? Żyjemy przede wszystkim po to, aby Boga poznawać, miłować, wielbić, służyć Mu i w ten sposób zastugiwać sobie na życie wieczne. Tu na ziemi jesteśmy tylko pielgrzymami, wędrowcami do "Domu Ojca", do naszej wiecznej Ojczyzny, gdzie Bóg, o ile pełnimy Jego wolę, otrze z naszych oczu "wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie..." (Ap 21,4).

     "Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Tobie, Boże" - powiedział św. Augustyn. Tylko w Nim można znaleźć spełnienie, nasycenie, sens życia. Zostaliśmy stworzeni z tęsknotą za świętością, najwyższym Dobrem, nieskończonością, wiecznością. Dla Siebie stworzył nas Bóg, aby móc dzielić z nami Swoje szczęście.

     Tyle pokus, aby stłumić tę tęsknotę i odwrócić się od Boga. Tylu ugrzęzło w egocentryzmie, zmysłowości, pazerności, materializmie. Stale toczy się walka o nasze dusze. Czy zdajesz sobie z tego sprawę? Jest to walka na śmierć i życie. I chodzi tu nie o życie doczesne, ale wieczne: twoje wieczne szczęście albo twoje wieczne nieszczęście. Bo jest niebo, ale jest i piekło. "I ujrzałem umarłych - wielkich i małych - stojących przed tronem, a otwarto księgę. I inną księgę otwarto, która jest księgą życia. I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano, według ich czynów. I morze wydało zmarłych, co w nim byli, i śmierć i otchłań wydały zmarłych, co w nich byli, i każdy został osądzony według swoich czynów... Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia" (Ap 20, 12-15).

     Chrystus przestrzega, aby bać się nie tych, którzy zabijają cia-, ale tych, którzy zatracić mogą Martwisz się o tyle rzeczy, swoje zdrowie, dobrą opinię, szę. czy będziesz miał pracę... Czy martwisz się także o swoje zbawienie? O tyle różnych rzeczy zabiegasz, tyle wysiłku wkładasz w zdobycie ich... Czy z równą gorliwością zabiegasz o niebo? Masz tylko jedno życie, jedną jedyną szansę. Nie pozwól, by przeciekła ci ona jak woda przez palce.

     Co jest ważne? Co jest najważniejsze? Kiedy staniemy w bliskości śmierci, u kresu życia, dostrzeżemy to z największą wyrazistością. Śmierć nadaje naszym czynom, myślom, słowom właściwą perspektywę... Pomyśl czasem o swojej śmierci, a wtedy łatwiej ci będzie odkryć, po co żyjesz i dokąd zmierzasz. I łatwiej ci będzie wtedy odkryć twoją tęsknotę za Bogiem, bo dla Siebie stworzył cię Bóg.


O. Wojciech


Publikacja za zgodą redakcji
Miłujcie się!, nr 1-2/1999


   

Wasze komentarze:
 Monika: 06.03.2020, 09:05
 Przekaz jest dobry, też często borykam się z tym, ale Boga nie ma, są jednak nasze czyny, myśli i to jak żyjemy. Jak to w jednej piosence było: słabe życie - słaba śmierć. Wierzę że to wszystko ma jakiś cel i instynktownie chcę robić wszystko dobrze, żyć moralnie itd. Dziwi mnie że wielu ludzi o tym nie myśli.
 Żyjący: 03.01.2020, 10:14
 Każdy człowiek przeżywa różne momenty w swoim życiu. W młodości nie myśli o wieczności, lecz zachłyśnięty tym światem stara się o zaspokojenie swoich potrzeb - tych złych oraz tych dobrych. W średnim wieku podczas stanów niedomagań, zachwiania rytmu życia, naturalnego zwalniania tempa życia zaczyna mieć wątpliwości. Poszukuje prawdy, dobra i piękna, najlepiej jeśli w mądrości rozmyślając wieloaspektowo. Wyobraźmy sobie ludzi którzy się ścigają o podwyżkę w pracy oraz ludzi którzy chcą bez pośpiechu cieszyć się życiem. Do której grupy chcielibyśmy należeć? To w naszych rękach jest możliwość kreowania tego świata. Ja chciałbym bez pośpiechu oddany mojej rodzinie oraz ludziom w wierze, wielbić bez ustanku Boga Stwórcę. To wielbienie polega na tym, że odnajduję spokój duszy. W moim wielbieniu dążę do odnalezienia dla wszystkich żyjących idealnej równowagi życiowej. Przecież dla zdrowia potrzebna jest pewna aktywność, więc kto chce być zdrowy niech pracuje dla dobra innych, ale nie w poczuciu wyścigu tylko we wzajemnej miłości. Ci którzy nie mają tyle siły co inni mogą po prostu najzwyczajniej na świecie być dobrzy. W ten sposób większość z nas żyjących buduje obraz Raju. Nie poprzestawajmy w budowaniu krótko opisanego podejścia do życia. Pisząc posta mam nadzieję, że przyczynie się do zmiany myślenia kilku osób, bo widzicie że niektóre wpisy są nasycone bezsensem. Chodzi o to byśmy dodawali jakiegoś sensu na to wszystko. Przecież równie dobrze mogę się położyć i nic nie robić, również nie jeść badając czy wytrzymam duży głód? Mamy bardzo wiele możliwości i modlimy się by te możliwości służyły nam, byśmy sobie wzajemnie nie utrudniali życia. W poczuciu oddania swoim bliźnim bo tak można znaleźć szczęście - pozdrawiam czytelników. Chociaż doświadczam zniechęcenia to wynika ono z niewytłumaczalnych stanów psychofizycznych mojego istnienia, mam jednak nadzieję, że ten świat nie zginie i odnajduje spokój w modlitwie.
 Sylvia: 01.12.2019, 10:05
 Po co zyc to moja mysl przewodnia ostatnich miesiecy nie moge sie odnalezc i zyc spokojnie bo niby mialam poukladane zycie a tu wszystko runelo
 Paweł: 27.11.2019, 10:31
 "Żyjemy przede wszystkim po to, aby Boga poznawać, miłować, wielbić, służyć Mu i w ten sposób zasługiwać sobie na życie wieczne." - a mi powtarzano, że nie możemy sobie zasłużyć na życie wieczne, że możemy jedynie przyjąć zbawienie. Wszelkie dobre działanie z naszej strony powinno być odpowiedzią na Miłość Bożą, a nie zasługiwaniem.
 Człowiek: 22.11.2019, 21:25
 Mam 28 lat, żyje cudem bo mieli dokonać aborcji na mnie. Jestem nie chcianym człowiekiem. Nigdy nie usłyszałam słów kocham cię. Nigdy nie miałam chłopaka. Mam bliski znajomych ale mam problem przebywania z kimś dłuższy czas. Zaczynam zamykać się nieświadomie. Ktoś pomyśli, że się obraziłam na coś, ale ja tak mam bez powodu. Nie wiem po co żyje, nie potrafię się cieszyć. Szukam radości w zakupach, chwilowej. Przed ludźmi udaje kogoś innego. W sumie gram kogoś kim nie jestem. Czy w życiu spotka mnie w końcu radość z życia? Czy od poczęcia będę niechcianym człowiekiem na tej ziemi? Czy ja mam jakieś zadanie do wykonania?
 mb: 21.10.2019, 15:53
 Powiedzcie mi jaki sens w tym wszystkim, gdzie widzicie Boga. Jeden się urodzi brzydki, niski, w biednym kraju, biednej rodzinie,w rejonie bez żadnych perspektyw na godne życie, z chujowym skillem społecznym, z mikro penisem i każda dziewczyna tylko go wyśmieje. Będzie bity i gnębiony w szkole, po jakimś czasie dostanie np raka. Cierpiał w życiu mało, więc teraz niech przeżywa niewyobrażalny ból i cierpi aż zdechnie. Jako że rodzina się go wyparła, umiera w szpitalu, w samotności, z niewyobrażalnym bólem psychicznym i fizycznym. Drugi, urodzi się w szczęśliwej rodzinie, w bogatym kraju pełnym perspektyw. Jest przystojny, lubiany i poważany w szkole. Dalej wiedzie mu się tylko lepiej. Na jego pewność siebie wpływa wiele rzeczy, w tym naturalnie ładna twarz, sylwetka i okazały penis. Cieszy się życiem, spełnia się na wysokim stanowisku które jest wynikiem dawno przemyślanej i obranej ścieżki kariery. Wiedział co chce w życiu robić i to robi. Załóżmy że nie słyszał nigdy o Bogu, nie miał skąd. Nikt mu nigdy o Nim nie powiedział. Dożywa spokojnej starości w szczęśliwej rodzinie której nic nie brakowało i nie brakuje. Umiera szczęśliwy we śnie, na swoim fotelu. Zestawiłem tutaj 2 skrajne, ale prawdziwe przypadki celowo. Jeżeli Bóg każdego kocha, to czemu dostajemy tak różne ścieżki życiowe? Kocha, to czemu niektórzy całe swoje życie, krótkie bądź długie, są skazani na ciągłe cierpienie, a inni po prostu mają w życiu dużo łatwiej? Przecież nikt z nas na ten świat się nie pcha. Czy ten drugi zasłużył na potępienie, bo nie poznał w życiu Boga, a pierwszy będzie zbawiony dlatego że już się nacierpiał? A może też do piekła bo nie do tego kościoła chodził co trzeba? Może nie te formułki wypowiadał? Z jednej strony chcę wierzyć bo mam wtedy chwilowe i iluzoryczne wrażenie wypełnienia jakiejś pustki. Z drugiej strony, czuję jakby to wszystko nie miało żadnego sensu. Coraz bardziej boję się swoich myśli i pytań, mam ponad 30 lat i boję się że skończę w psychiatryku, otumaniony jakimiś lekami
 Olek: 27.05.2019, 17:39
 Do Załamany: kiedy byłem w Twoim wieku, miałem podobnie - nieszanowany przez rówieśników, wyszydzany, wyśmiewany - a to wszystko za to, że zawsze byłem nieśmiały i wycofany. Kiedy byłem mały, zmarł mój ojciec, a mama później nie do końca ogarniała wszystko. Dorastałem w wiecznym poczuciu bycia kimś gorszym od innych. Ale wiesz co? Skończyłem zawodówkę, potem szkołę wieczorową, poszedłem na studia. Choć było mi ciężko, to wraz ze stawianiem każdego kolejnego kroku stawałem się silniejszy. Pod koniec studiów - w przykościelnej grupie młodych ludzi poznałem moją przyszłą żonę. Krok po kroku wszedłem do życia w społeczeństwie. Najważniejsze to chcieć postawić ten pierwszy krok - gdy się nie uda, to postawić go raz jeszcze i raz jeszcze! W końcu nauczysz się "chodzić" Warto! :-) Pozdrawiam i do przodu!
 Załamany: 23.05.2019, 16:34
 Mam 23 lata. Od dziecka, byłem nieśmiały. W gimnazjum, byłem gnębiony i nikomu o tym nie mówiłem, bałem się odpowiedzieć na zachowanie napastników z klasy i się postawić przez co, byłem łatwym celem. Przez zastraszanie mnie, plucie, niszczenie mojego mienia w postaci książek, zeszytów itd upadło moje poczucie wartości, zacząłem wagarować, opuszczać mnóstwo zajęć i z trudem ukończyłem szkołę. Od tego czasu, było już tylko gorzej. Moją szkołą średnią, była szkoła, którą wybrałem z przypadku, lecz nie z powołania. Była to szkoła zawodowa. Trafiłem na praktyki z najgorszymi możliwymi osobami. Przez co, że nie nie znałem się na podstawach z praktyk to od początku moja grupa wyśmiewała mnie i gnębiła. Idąc do szkoły, byłem cały zgrzany, mokry, spięty, bóle brzucha oraz biegunka, były codziennością. Po tych wydarzeniach zamknąłem się całkowicie na świat. Boję się ludzi, nawet wyjście na zakupy czy nawet, gdy ktoś przechodzi obok mnie powoduje, że gwałtownie się pocę, robi mi się gorąco oraz okropnie się stresuję. Nie mam znajomych, ani tym bardziej przyjaciół. Po ukończeniu szkoły zachorowałem na raka krwi. Przypuszczam, że choroba powstała na wskutek stresu. O tym co czuję i jak, byłem traktowany nigdy nikomu nic nie mówiłem. a nawet rodzinie i rodzicom nie pisnąłem słówkiem. Obecnie jestem w remisji, ale w miejsce podstawowej choroby na wskutek leczenia pojawiło się wiele poważnych i uciążliwych w życiu codziennym chorób. Czuje się niepotrzebny światu, żyję bez celu. Nie mam i nigdy nie miałem dziewczyny czy nawet przyjaciela. Jestem bardzo samotny. Jestem niby osobą wierzącą, ale ciągle upadam. Masturbacja i pornografia od wielu lat stały się moją codziennością. Nie rozumiem tej niesprawiedliwości na świecie. jeden rodzi się i ma wszystko- rodzinę, zdrowie, silny charakter, dobrą pracę. Ja natomiast od dziecka dostałem skrajną nieśmiałość, strach przed światem i ludźmi i w późniejszych latach katorgę ze strony rówieśników. Czy taka osoba jak ja ma szansę trafić do raju, czymkolwiek on jest? Nie chciałem, żeby życie się tak potoczyło. Podobno mamy wolną wolę, a ja się czuję jakby z jakiegoś powodu wisiało na mnie fatum. Czasami mam takie doły i myślę o samobójstwie. Lecz tego nie zrobię ze względu na moją rodzinę oraz strach po tym co jest po śmierci oraz bólem związanym z tym związanym. Modlę się, ale nie widzę rezultatów, a może moje modlitwy są niewłaściwe lub Bóg ich nie słucha...
 Józio: 14.05.2019, 22:05
 Mam 73 lata. Nie mogę dać sobie rady z myślą na temat bez sęsu życia. Nie cieszy mnie już nic, martwię się o moich bliskich, i cały czas mam przeczucie że stanie się im coś strasznego, nie mając do tego racjonalnych powodów. Przeraża mnie samotność i świadomość cierpienia przed zgonem. A najgorsze to niepewność czy istnieje Bóg i życie wieczne po śmierci. Jestem katolikiem i wierzę w Boga, ale przecież nikt z zmarłych nie wrócił do życia i nie potwierdził że jest życie wieczne, raj i piekło. Z tego wynika, że do końca mając niepewność jestem heretykiem ? Nie wiem. Czy nie jest tak, że może ludzie dlatego mają taką potężną wiarę niezależnie w jakiej religji, bo boją się po śmierci nicości i wiecznego nieistnienia. To mnie nurtuje i dobija ta niepewność. Czy mam prawo do takich przemyśleń. Wiem tylko,że mi z tym bardzo źle, i zazdroszczę ludziom którzy bezkrytycznie wieżą w wieczność.
 powolny myśliciel: 11.04.2019, 18:55
 Przeczytałem wszystkie Wasze komentarze a każdy z nich jest cenny i ciekawy... Jeden z najkrótszych (a te zazwyczaj charakteryzują się wielką głębią) brzmiał: "najlepiej byłoby się nie urodzić ale nie wszyscy mają takie szczęście" - to bardzo ciekawa reflexja. Jednak nie powiedziałbym, że jest to opcja NAJLEPSZA, a raczej użyłbym słowa że to opcja najwygodniejsza (nie narodzić się); bo jedynie pozbawiona bólu istnienia i związanych doczesnych utrapień i cierpień. Ale... jeśli ktoś ma szansę osiągnąć to "szczęście wieczne" - wówczas troski doczesne, płacze, lęki, obawy i trwogi - to będzie zaledwie zły sen który już nigdy nie wróci. I wtenczas radość życia wiecznego może okazać się zdecydowanie "lepszą opcją". Nie mniej rzeczywiście problem polega na tym, że nie mamy żadnej namacalnej gwarancji ani nawet do końca nie wiemy ani czym owo SZCZĘŚCIE miało by być (w jakiej formie się przejawiać) - bo nikt go dotąd nie zdefiniował. I tu jest -moim skromnym zdaniem- ten nasz żal że dążymy ku czemuś (gonimy za jakąś obietnicą), której ani nikt nie widział i nie opisał jak to owo szczęście wygląda, ani nikt nie dał gwarancji że jak wykonasz "328 razy TO" oraz "4256 razy TAMTO" to dostaniesz NIEWYOBRAŻALIONY SZCZĘŚCIA - w tym upatruję nasz niedosyt poznania TEGO do Kogo dążymy
 Kris: 25.06.2018, 00:56
 Bóg nas stworzył by moglibyśmy przeżyć wspaniałe chwile , kochać , czuć , podziwiać przyrodę , by moglibyśmy się realizować .Jesteśmy w tej przestrzeni ograniczoni czasem , też po nauke , nasze mysli i pragnienia nie ralizuja się natychmiast , na wszystko trzeba czasu i woli . Uczymy się , przeżywamy , by iść dalej do świata bez ograniczeń , jak będziemy gotowi lub pozostać tu .Czemu nie pamiętamy poprzednich wcieleń ? , to by po prostu nas mogło zniszczyć , pamieć wszystkich przeżyć , odebrała by nam radość i świeżość z tego życia . Każdy tu odgrywa ważną role , wszyscy uczą się i doskonalą na miliony sposobów .Cel stworzyć istoty boskie doskonałe , mogące żyć wiecznie ....
 Misio: 07.06.2018, 22:12
 Ja zyje po nic.nie ja dałem sobie zycie wiec nie ja je odbiore ale Ten co mi je dal.jednakowoż jest to zycie kompletnie do bani, nie interesuje mnie i nie widzę niczego za co miałbym byc wdzięczny Bogu.moge zdechnąć zaraz i mam to gdzieś. Nie chciałbym grillować się w piekle ale mógłbym zniknąć , nie być.mam niebo głęboko w "nosie", chcę niebyć, nieistnieć kiedyś teraz i zawsze.
 Marta: 09.04.2018, 17:50
 Piękny tekst. Też od pewnego czasu nurtuje mnie temat sensu naszego życia. Tak samo patrząc na ludzi starszych, którzy żyją cały czas dbając o jakieś ziemskie sprawy, zastanawiam się czy przejmują się śmiercią i tym co jest po niej. Ale pewnie nie boją się, bo po prostu swoje już przeżyli. Dążymy do jakiegoś bogactwa, posiadania, dbamy o wygląd, ale to i tak wszystko przeminie i co nam po tym, jak istnieje dla każdego jeden i ten sam los. ;) Oczywiście trzeba wierzyć, że po śmierci istnieje życie wieczne, ale tutaj znowu bardziej przeraża mnie wizja tej WIECZNOŚCI. Coś, co nigdy się nie skończy. NIGDY...
 ja: 01.10.2017, 22:16
 ... [*]
 Aniołek : 04.07.2017, 01:29
 Kocham cie Matko Boza
 Utrapiony: 13.11.2016, 19:53
 Też nie ogarniam tego podupconego życia
 Michał: 19.10.2016, 22:07
 Od niedawna zaczął mi doskwierac ból istnienia. Tak sobie myślę po co to wszystko skoro i tak umrzemy. Tyle walki i trudu a całe to życie mija niczym chwila. Jedyne co mogłoby mnie zaspokoić to Bóg. Ale zaraz nasuwa się w głowie setki pytań o charakterze filozoficznym na które nie znajdę odpowiedzi. Czasem zaczynam myśleć żeby umrzeć i się przekonać czy Bóg istnieje czy też nie..
 KTOŚ: 25.09.2016, 20:19
 Kiedy poczułam się bardzo szczęśliwa uświadomiłam sobie, ze i tak pewnego dnia umrę. .. od tego się zaczęło. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Mama tak wiele pytań, na które nie ma odpowiedzi. Staram sie normalnie funkcjonować, ale w głębi duszy to wszystko mnie męczy.
 Qwerty: 21.09.2016, 18:14
 A czy ktoś się zastanawiał po co się urodził? Czy ktoś pytał nas czy chcemy się urodzić, żyć skoro nas nie było? I dlaczego sądzimy że coś będzie po śmierci skoro będzie tak jak było przed naszym narodzeniem?
 Normalny Człowiek: 02.09.2016, 16:54
 Żyjemy po to, aby umierać.
(1) [2]


Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej