Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Gdy gorąco pragnę...

     Jak zwykle, pojawiła się w moim życiu niespodziewanie. Sprytna, energiczna, rzekłbym - delikatna, jednak chwilami natarczywa. Po prostu wiedziała czego chce. Choć wcale nie przyszło mi to łatwo, zdecydowanie powiedziałem jej "NIE". I zrozumiała, że musi odejść. A uczyniłem to w ten oto sposób:

     Ja: Czas z tym skończyć! Tak dalej być nie może. Zaczynam od zaraz!

     Moja wątpliwość: Zaraz..., zaraz...! Co tak gwałtownie? Hej, ty, co ty chcesz właściwie zrobić. Zaczekaj, rozpatrzmy to wszystko jeszcze raz powoli i dokładnie. Przecież, jak sam często powtarzasz, co nagle, to po diable! Czyż nie?

     Ja: Nie chcę ani chwili zwlekać, czuję, że tak dalej być nie może. To mnie boli. Przecież wiesz, jak się teraz miewam. Wszystko wali mi się na głowę, a ja nie mam już sił, aby dalej cokolwiek na sobie dźwigać. Chcę zwyczajnie to zrzucić i...

     Moja wątpliwość: Znów się rozpędzasz i chyba właśnie przez to kompletnie przestajesz trzeźwo oceniać myśli, jakie ci do tej twojej głowy przychodzą. A' propos - wspominałeś nieco o pewnych dręczących cię dolegliwościach, może to właśnie dlatego w twoim intelekcie coś nie kontaktuje... Czyżbyś miał za wysoką temperaturę...?

     Ja: Przestań się naigrywać. Przecież wiesz dokładnie, o co mi chodzi. Jeśli nie, to zamilcz na chwilę i nie przerywaj mi! Już? Mogę...?

     Moja wątpliwość: pfff...

     Ja: Tak, więc jestem chory i potrzebuję lekarza. Mówiąc jaśniej, mam zamiar spotkać się z lekarzem, który ma moc uleczyć moją duszę. Pragnę spotkać się z Chryst...

     Moja wątpliwość: No słuchaj, widzę, że nie jest jeszcze z tobą tak źle, jak ci się wydaje. Jednak choć zawsze wiedziałam, że z reguły stawiasz dobrą diagnozę, to dziś wyjątkowo miałabym pewne - wręcz minimalne - zastrzeżenia. Mogłabym ci pomóc, jeśli chcesz. Jestem oczywiście tego pewna, że mi nie odmówisz, przecież sam stwierdziłeś, że potrzebujesz pomocy. No, przyznaj, nie było tak?

     Ja: No, tak.

     Moja wątpliwość: Widzisz? Już na początku zaczynamy dochodzić do kompromisów. Pięknie. Hm...!?! Twierdzisz, że coś ci dolega... Próbowałeś już takiej starej, sprawdzonej, no wręcz niezawodnej metody?

     Ja: Niezawodnej metody?

     Moja wątpliwość: Składa ona się z kilku kroków. Jeśli pierwszy nie pomoże, zaproponuję ci drugi, no w ostateczności może czwarty, siódmy, czy ósmy... Więc zacznijmy. Krok pierwszy: Gdy czujesz, że coś cię gnębi, czujesz jakieś wyrzuty - to wyraźny znak, że musisz odpocząć. Co wtedy zrobić? To proste: prześpij się. Jutro cała sprawa będzie już wyglądać zupełnie inaczej. Jesteś tym wszystkim jakby troszeczkę przemęczony. Uwierz mi i dajże sobie już dziś z tym spokój. Do jutra ci przejdzie!

     Ja: Ciekaw jestem na jak długo?

     Moja wątpliwość: Długo! Długo! Znowu zaczynasz po swojemu. Przecież sam często powtarzasz, że trzeba żyć chwilą obecną, a wbrew sobie uporczywie wybiegasz myślami do przodu.

     Ja: Tak, i w takich przypadkach dobrze na tym wychodzę.

     Moja wątpliwość: - Cha, Cha, Cha... Chi, Chi, Chi... Dobrze? To dlaczego dziś coś cię tam w środku gnębi?

     Ja: Właśnie dlatego gnębi, że gadając z tobą odkładam wizytę u mego Lekarza!

     Moja wątpliwość: Pewien tego jesteś?

     Ja: Jasne!

     Ja: Teraz to ja ci przerwę. Jak zwykle wszystko próbujesz wytłumaczyć na swój sposób. Słuchaj teraz uważnie. Otóż prawdą jest, że Chrystus leczy mnie nieustannie i wiem, że robi to tak, jak nikt inny na świecie...

     Moja wątpliwość: Skąd jesteś tego taki pewien?

     Ja: Bo wierzę i doświadczam!

     Moja wątpliwość: Zdecyduj się! Albo wierzysz, albo doświadczasz.

     Ja: Nie mam zamiaru teraz wysłuchiwać twoich wywodów na temat różnic między wiarą a doświadczeniem ani też najnowszych teorii o osiągnięciach psychologii w zakresie psychoanalizy i o kompetencji tych twoich ciekawych ludzi, ani też o tym, co mogą mi zaoferować. Ja i tak wiem, że w sakramencie pojednania za każdym razem spotykam się z Chrystusem, którego hojności nigdy nikt nie zdoła pojąć!

     Moja wątpliwość: No to przypomnij sobie, jak całkiem niedawno mówiłeś mi o swoich dolegliwościach prawie zupełnie to samo, co dziś. Wybierałeś się wtedy również do tego swojego "lekarza". Powiedz szczerze, byłeś?

     Ja: Byłem.

     Moja wątpliwość: No to sam zauważasz chyba, że na długo ci to nie pomogło. Logicznie myśląc, skoro choroba cyklicznie się powtarza, to czy nie należałoby zmienić specjalistę? To jasno widać, że zawodzą jego metody leczenia! Znam ludzi, którzy rzeczywiście mogliby ci pomóc, gdybyś tylko...

     Moja wątpliwość: Ale ja przecież nie mam zamiaru proponować ci żadnych specjalistów, przynajmniej już nie tym razem... Dziwię się tylko, dlaczego nie chcesz spróbować mojego drugiego kroku? Chcę ci zaproponować, żebyś choć raz pomógł sobie sam. Przecież ty znasz siebie najlepiej!

     Ja: ...?

     Moja wątpliwość: Skoro powiedziałeś wcześniej, że choroba jest twoją winą, a nie lekarza, spróbuj więc zapomnieć kompletnie o wszystkim i o wszystkich, i skupić się jedynie na sobie. Po pewnym czasie takiej kuracji dojdziesz już sam do wniosku, że nie ma sensu utwierdzać się w przekonaniu, iż jesteś czegoś winien. Nie daj się! Nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, że dziś z powodu złego samopoczucia, jesteś gotów zachować się jak mięczak. Nie daj się! Popracujesz nad tym trochę i wszystko będzie załatwione, a z czasem dojdziesz do takiej wprawy, że ho, ho...! Musisz tylko ze wszystkich sił zaufać sobie, nikomu więcej. Uwierz w siebie, przecież stać cię na to!

     Ja: Oj! To jakiś kolejny podstęp! Mam babrać się w błocie, w które wpadłem? Ty chyba oszalałaś! Wciskasz mi jakieś niedorzeczności! Chcę wstać, umyć się i życie zacząć na nowo. Sam tego nie jestem w stanie osiągnąć, więc poproszę, by Pan podał mi rękę, wyciągną mnie i dał mi nową szatę. Nic z tego. Nie idę na twój układ.

     Moja wątpliwość: Nowe ubranie, które pobrudzisz w ten sam sposób i za niedługi czas znów będziesz narzekał. Czy jednak nie lepiej ze wszystkich sił byłoby omijać kałuże?

     Ja: Wiesz? Tutaj częściowo byłbym w stanie przyznać ci rację. Jasne, błoto trzeba omijać, jak tylko się da, ale sama dobrze wiesz, że skoro chodzę po ziemi pokrytej tym błotem, to brudził się będę zawsze.

     Moja wątpliwość: Skoro zawsze, to po co z niego wychodzić!

     Ja: Żeby się wznosić ku niebu. Dość tego! Widzę, że sprowadziłaś całą rozmowę do czystej spekulacji. Teraz ja więc pozwolę sobie wznieść się trochę wyżej.

     Moja wątpliwość: Gdy ja chodzę po ziemi, to ty chcesz bujać w obłokach! Cha, Cha!

     Ja: Nie chcę bujać w obłokach tylko pragnę zwrócić twoją uwagę na Kogoś, kogo bardzo sprytnie w tej dyskusji pomijasz. Któż to? Mój Lekarz. Przestań więc mnie naciągać na puste rozważania o błocie, a raczej popatrz na Tego, który ma moc nie tylko z błota, ale nawet z największego bagna wyciągnąć. I właśn...

     Moja wątpliwość: Zaraz, widziałeś ty go chociaż jeden, jedyny raz?

     Ja: Nie. Ale wierzę i doświadczam Jego działania. I właśnie zauważ, że gdy zbliżamy się razem do konfesjonału, to ty każesz mi widzieć tam człowieka i rzeczywiście go widzę, tylko że wierząc - "widzę" Chrystusa. I kiedy ty wmawiasz mi, że słucham i mówię do człowieka, to ja wierząc - "słucham" Chrystusa, który poprzez swoją śmierć na krzyżu nieustannie obdarza mnie przebaczeniem.

     Wiesz co? Teraz może dla odmiany to ja zadam ci pytanie.

     Moja wątpliwość: Strzelaj! Słucham...

     Ja: Zastanawiam się tylko nad jednym. Odpowiedz mi, dlaczego milkniesz, gdy wychodzę z mojego spotkania z Chrystusem odnowiony, oczyszczony, po prostu jak nowo narodzony, z radością na twarzy i w sercu? Dlaczego nie spotykam cię wtedy, gdy gorąco pragnę życie rozpocząć na nowo, pełen energii i mocy otrzymanej od Jezusa Chrystusa, kiedy pragnę jedynie kochać, przebaczać, ufać? No, powiedz, dlaczego?

     Moja wątpliwość: Bo... wtedy znikam.

kl. Arkadiusz Soćko SP

Kwartalnik Katolicki

nr 50


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej