Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jaki kapłan, takie społeczeństwo, jakie społeczeństwo, taki kapłan

Nowo wyświęcony kapłan udzielał prymicyjnego błogosławieństwa. Siedząc w ławce usłyszałam rozmowę:
- No nie. Widzisz to, co ja? Ona całuje jego ręce.
- Ty, patrz, inni też to robią. Co za średniowieczny zwyczaj. Ja tam nie będę go po rękach całować.
- Ja też. Co też oni sobie myślą. Jak jest księdzem, to chce, aby go całować po rękach..., o, niedoczekanię.
Obie kobiety wyszły z kościoła. No cóż, nie wszyscy wiedzą, dlaczego ręce kapłana są "święte". Ale przecież sama taka byłam i też tak myślałam.

Na ławie oskarżonych

Jaki kapłan, takie społeczeństwo, jakie społeczeństwo, taki kapłan. Jeszcze do niedawna słowa te wydawały mi się czczą gadaniną. Mówiłam sobie: "Przecież Pan Bóg powołuje ludzi z dobrych katolickich rodzin". Teraz wiem, że tak do końca nie jest. Tak, to prawda, kapłan najczęściej wzrasta w katolickiej rodzinie, ale i on bywa często "poraniony" przez swoich najbliższych. Te zranienia nosi głęboko w sercu i czasem trudno jest mu się odnaleźć w świecie, który szuka ideałów.

Ja zawsze pragnęłam idealnego księdza. Najlepiej, gdyby był on chodzącym świętym, takim namacalnym świętym, działającym znaki i cuda. Takich nie spotkałam, więc usprawiedliwiałam moją małoduszność, a kapłanów sadzałam na ławie oskarżonych. Oskarżałam ich za wszystko... Tak odeszłam od Kościoła. Pewnego dnia dotarło do mnie, że Chrystus jest kimś dalekim, a Kościół nic dla mnie nie znaczy.

Zaczęłam szukać. Powoli zrozumiałam, że nie ma Chrystusa bez Kościoła, a Kościoła bez kapłaństwa. Kapłan stał się dla mnie ogniwem łączącym niebo z ziemią i ziemię z niebem. Nie było mi jednak łatwo spojrzeć na kapłana - tak normalnego, ludzkiego i ułomnego - z życzliwością. Ciągle tkwiło we mnie ziarno, które czekało tylko na sposobność, by "obgadać" księdza. Przecież to, co mówi, nie zawsze jest zrozumiałe, tym bardziej że on sam tym nie żyje - powtarzałam z innymi. Nigdy nie uważałam tego za coś złego. Mówiłam sobie: "To tylko obiektywne spojrzenie w prawdę". Czy aby na pewno? Nadszedł dzień, gdy Pan Bóg powołał mnie do zakonu. Tak oto zobaczyłam z bliska, jak żyją kapłani. Poznałam ich bolączki i radości... oraz - co najważniejsze - zrozumiałam, by nigdy nie osądzać bliźnich.

"Grube ryby"

Byłam przewodnikiem w sanktuarium maryjnym. Codziennie oprowadzałam wielu pielgrzymów. Pewnego dnia przyszedł ksiądz, prosząc, abym oprowadziła grupę dzieci pierwszokomunijnych z rodzicami. Powiedział mi, abym nie zrażała się postawą starszych, gdyż niestety jadą do Rzymu, i ci, którzy zdecydowali się na wyjazd, to sami "niewierzący". - Siostro, gdy odprawiam Mszę świętą, to do Komunii przystępują tylko dzieci i dwie babcie.

- Dobrze - odpowiedziałam - niech się ksiądz nie martwi. Będę mówić tylko do dzieci, a starszych po prostu zignoruję.

Tak rozmawiając doszliśmy do grupki pielgrzymów. Zebrałam dzieci wokół siebie i zaczęłam opowiadanie. Od czasu do czasu mówiłam o sakramencie pokuty. Na koniec odprowadziłam moich słuchaczy do kapliczki, w której mieli uczestniczyć w Ofierze Eucharystycznej. Gdy się pożegnałam, dwie osoby podeszły i poprosiły o spowiedź. Była to jednak pora obiadowa, a w dodatku w sąsiedniej parafii był odpust. Zadzwoniłam do jednego z księży, nie odpowiadał. Drugi - to samo. W końcu ktoś mi odpowiedział. Krótko przedstawiłam, jak się mają sprawy, ale zamiast entuzjazmu, usłyszałam:

- Siostro, niech im siostra powie, aby gdzie indziej poszli do spowiedzi, może w Rzymie. Jestem zbyt zajęty, by schodzić. Jak prawdziwa łaska, to nie ucieknie.

Nie dałam za wygraną. Zaczęłam prosić naprzykrzając się, aż w końcu usłyszałam:

- No dobrze..., zaraz zejdę.

Potem z triumfem oddałam penitentów pod opiekę ks. Leszka. Pomodliłam się jeszcze chwilę o dobrą spowiedź i wróciłam do domu.

Następnego dnia ks. Leszek przyszedł i powiedział:

- Dziękuję, że siostra "zmusiła" mnie, bym wyspowiadał tych ludzi. Stał się prawdziwy cud. Czegoś takiego w życiu nie przeżyłem. Spowiadałem do samego wieczora. Po tych dwóch osobach przyszły następne, a za nimi kolejne osoby z grupy ks. Józefa. To były same "grube ryby" - po 10, 15, 20 lat nie byli u spowiedzi.

Kapłan mego serca

Wszyscy zrozumieliśmy, jak ważna jest posługa kapłana w tym sakramencie, który nie jest łatwy, tak dla penitenta, jak i dla kapłana. To te kapłańskie ręce w tym sakramencie nas błogosławią na znak odpuszczenia grzechów i nowe lepsze życie.

Całując ręce kapłana, oddaję cześć nie człowiekowi, ale samemu Chrystusowi, który przez człowieka-kapłana działa w sakramentach świętych.

S. Jolanta



Jeszcze nikt nie skomentował - bądź pierwszy!


Nowości

Nowenna do św. Antoniego z Padwy - dzień 3Nowenna do św. Antoniego z Padwy - dzień 3

Modlitwa do św. NorbertaModlitwa do św. Norberta

Modlitwa do bł. Marii KarłowskiejModlitwa do bł. Marii Karłowskiej

Litania do bł. Marii KarłowskiejLitania do bł. Marii Karłowskiej

Test wiedzy o bł. Marii KarłowskiejTest wiedzy o bł. Marii Karłowskiej

Modlitwa do św. Marcelina ChampagnataModlitwa do św. Marcelina Champagnata

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej