To nie jest Anioł ŚmierciRozmowa z ks. Edwardem Majką, proboszczem parafii pod wezwaniem Św. Mikołaja w Mosinie, duszpasterzem chorychSakrament namaszczenia chorych jest promykiem nadziei dla choregoNigdy nie odmawiam spotkania rodzinie, która wzywa mnie do chorego; nawet wówczas gdy wiem, że stało się to zbyt późno.- Jaką rolę ma spełniać sakrament chorych? - Jak każdy inny sakrament ma być spotkaniem z Jezusem Chrystusem. Sakrament namaszczenia chorych jest promykiem nadziei dla chorego, umocnieniem w dźwiganiu krzyża cierpienia, a także doskonalszym łączeniem człowieka we wspólnotę razem ze Zbawicielem. - Wiele osób uważa, że sakrament namaszczenia chorych jest ostatnim namaszczeniem, potwierdzeniem, że chory umiera. - Z takim podejściem spotykam się już od trzydziestu lat. Gdy zostałem kapelanem w Szpitalu Wojewódzkim przy ulicy Lutyckiej w Poznaniu musiałem pokonywać wiele psychicznych oporów nie tylko u chorych, ale przede wszystkim wśród personelu medycznego. Niekiedy wręcz nie dopuszczano mnie do chorego, sądząc, że jestem zwiastunem śmierci. Dopiero praktyka, prywatne kontakty i przyzwyczajenie w szpitalu do mojej osoby sprawiły, że spotkania kapłana z chorym stały się czymś zwyczajnym. Myślę, że obecnie sposób przyjmowania sakramentu chorych zmienił się. Poprzez moje wieloletnie doświadczenie widzę, że sakrament ten już nie wywołuje lęku zarówno u chorych, jak i jego najbliższych. - Ile razy można przyjmować sakrament namaszczenia chorych? - Według praktyki Kościoła - przy każdej chorobie. Gdy choroba jest przewlekła, a stan chorego ulega pogorszeniu, wówczas może on powtórnie przyjąć ten sakrament. - Kapłani często skarżą się, że rodzina wzywa ich do chorego najczęściej, gdy jest już za późno. - Tak jak ze wszystkimi sprawami życia. Są ludzie, którzy myślą o sakramencie chorych w starym pojęciu. Uważają, że trzeba go odkładać na ostatni moment. Ale jest też wielu chorych, którzy przebywając w domu co miesiąc proszą o Komunię świętą. Ta grupa ludzi zawsze w porę korzysta z przyjęcia sakramentu chorych. Nigdy nie odmawiam spotkania rodzinie, która wzywa mnie do chorego; nawet wówczas gdy wiem, że stało się to zbyt późno. Wówczas modlę się z nimi. Uważam bowiem, że trzeba wesprzeć duchowo zbolałą rodzinę, a za zmarłego należy się pomodlić. - Życie niekiedy kończy się nagle lub tragicznie. Czy jest określony czas, w jakim po zgonie można udzielić sakramentu namaszczenia chorych? - Uważam, że nie możemy być rytualistami żydowskimi i dokładnie liczyć minuty zgonu, ale zgodnie z duszpasterskim rozsądkiem musimy być otwarci na ten problem. Bowiem dobroć okazana rodzinie zmarłego często otwiera dalszą drogę do Chrystusa. Z praktyki duszpasterskiej i medycznej wynika, że w człowieku do dwóch godzin tkwi świadomość i docierają do niego pytania i sygnały zewnętrzne. Niektórzy przyjmują dwie godziny po śmierci jako ostateczną granicę udzielania sakramentu chorych. Mówiąc o tym mam przede wszystkim na uwadze zgony nagłe. Nie zapominajmy bowiem, że sakrament przeznaczony jest dla żywych! JADWIGA KNIE-GÓRNA
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |