Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
ks. Jerzy Popiełuszko

(1947 - 1984)

Służba bliska kapłaństwu

     Mówił, że zawód pielęgniarki i lekarza jest najbliższy powołaniu kapłańskiemu. Zawsze troszczył się o służbę zdrowia oraz o osoby chore i cierpiące.

     Na przełomie 1978 i 1979 r. u Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego przy ul. Miodowej odbywało się spotkanie ze służbą zdrowia. Nowym jej duszpasterzem został wtedy ks. Jerzy Popiełuszko. Na opłatek przyszła też pielęgniarka Elżbieta Murawska.

     - To było nasze pierwsze spotkanie. Pamiętam, jak powiedział do mnie i koleżanek, że "jest zrozpaczony", gdyż na Mszy Świętej dla pielęgniarek w kaplicy Res Sacra Miser zjawiła się jedna osoba. To go bardzo zabolało - podkreśla Murawska - i postanowiłyśmy, że mu pomożemy.

     Wkrótce trzy pielęgniarki spotkały z ks. Jerzym w parafii Dzieciątka Jezus, gdzie wówczas mieszkał. Nowy duszpasterz nie narzucał swojej woli, ale wytrwale słuchał i pytał, co można by uczynić, aby zwiększyła się frekwencja na Mszach Świętych dla średniego personelu medycznego. W niedługim czasie, dzięki staraniom księdza, grupa powiększyła się do 20 osób. Spotkania odbywały się w salce przy ul. Czarnieckiego.

     - Od razu dostrzegłam, że ks. Jerzy to człowiek, który za swoje zadanie uważa niesienie pomocy innym. Pamiętam, jak poprosił mnie, abym pomogła ciężarnej niezamężnej pielęgniarce, gdyż nie miała pracy. Wkrótce znalazłam dla niej etat wspomina Elżbieta Murawska. Powoli kaplica Res Sacra Miser wypełniła się pielęgniarkami. Kiedy ks. Popiełuszko przeszedł do kościoła św. Anny, jednym z jego zadań była praca ze studentami Akademii Medycznej.

     - Wtedy nastąpiła pełna integracja obu środowisk. Studenci, pielęgniarki i lekarze brali udział w konserwatoriach, na przykład na temat obrony życia, o śmierci czy o samobójstwie - mówi Murawska - a na prelekcje mógł przyjść każdy. Wspólne wyjazdy, kolędowanie, rekolekcje, dni skupienia spowodowały, że środowiska zintegrowały się, wiele przyjaźni i znajomości przetrwało do dziś.

     ZAWSZE ZE STUDENTAMI

     Ksiądz Popiełuszko studentów medycyny szczególnie uwrażliwiał na ludzkie cierpienie, choroby, mówi! o poszanowaniu każdego człowieka. Jednym z uczestników duszpasterstwa był Mirosław Janiszewski. Doskonale pamięta wędrówki po górach, ogniska, wspólne dysputy czy zwyczajne spotkania przy herbacie.

     - Ksiądz Jerzy był kapłanem, przy którym nie czuło się sztucznej zapory. Pełen zapału, czasami płatał nam figle, co wzbudzało naszą sympatię - podkreśla dr Janiszewski. - Wszyscy zżyliśmy się i mimo że mieliśmy mało wolnego czasu, chodziliśmy na konwersatoria, spotykaliśmy się w domach, urządzaliśmy wspólne sylwestry.

     Studentów medycyny ks. Jerzy zaangażował do pomocy w służbie medycznej w czasie pielgrzymek Jana Pawła II w 1979 i 1983 r. - Jeździliśmy też z księdzem do Domu Zasłużonego Pracownika Służby Zdrowia na ul. Elekcyjną 37, aby pomóc - zaznacza doktor Janiszewski. Kiedy ks. Popiełuszko został rezydentem w parafii św. Stanisława Kostki, młodzież przywędrowała za swoim duszpasterzem na Żoliborz. Studenci przybywali na Msze Święte za Ojczyznę i w wyznaczonych punktach sanitarnych udzielali niezbędnej pomocy.

     SŁUŻBA DO DZIŚ

     Wśród lekarzy, którzy służyli pomocą chorym na comiesięcznych Eucharystiach była Anna Sulikowska. Po raz pierwszy spotkała ks. Jerzego w 1983 r., kiedy w punkcie aptecznym na Żoliborzu szukała odżywki dla niemowląt. - Zaprosił mnie do mieszkania i zaczął zwyczajną rozmowę, jakbyśmy znali się od dawna - mówi lekarka. - Apteka była zamknięta, więc odżywkę otrzymałam od księdza.

     Wkrótce Anna Sulikowska dołączyła do środowiska medycznego. - Mszę Świętą dla służby zdrowia ks. Jerzy odprawiał w drugą niedzielę miesiąca o godz. 16 w dolnym kościele - wspomina lekarka.

     - Po Eucharystii była prelekcja i modlitwa. Od razu dostrzegłam, że ten kapłan chce nas zintegrować.

     Środowisko medyczne było na posterunku podczas Mszy Świętych za Ojczyznę i uroczystościach, w których uczestniczyła ogromna liczba wiernych. - Byłam zawsze obecna w zakrystii, bo omdlenia zdarzały się często. SB nie miała pretekstu by mówić, że przez comiesięczne Msze Święte trafia do szpitala zbyt wiele osób, gdyż to my udzielaliśmy pierwszej pomocy - podkreśla doktor Sulikowska.

     Kiedy po uprowadzeniu ks. Jerzego w kościele św. Stanisława Kostki trwało jedenastodniowe czuwanie, służba medyczna była zawsze gotowa do pomocy. Tak samo było na pogrzebie. Do tej pory w parafii na Żoliborzu w czasie uroczystych Mszy Świętych jest sztandar służby zdrowia, a doktor Sulikowska czuwa nad zdrowiem wiernych.

     SAM BYŁ PACJENTEM

     Ksiądz Jerzy miał problemy ze zdrowiem, zwłaszcza kiedy powrócił do seminarium z jednostki wojskowej w Bartoszycach. W 1979 r., po zasłabnięciu przy ołtarzu, trafił do szpitala na Brzeską, a kilka dni później do Instytutu Hematologii przy ul. Chocimskiej, gdzie wykryto u niego anemię. Doktor Barbara Janiszewska i Krystyna Pobieżyńska dbały, aby regularnie przyjmował witaminę B12. Jednak ks. Popiełuszko więcej myślał o innych niż o sobie.

     - Pamiętam drugi pobyt księdza w szpitalu. Kiedy weszłam na salę, okazało się, że wyszedł do studentów z duszpasterstwa. Przywieźli na Niedzielę Palmową palmy i rozdali je chorym, dla których ks. Jerzy na korytarzu odprawił Mszę Świętą - wspomina doktor Pobieżyńska.

     Duszpasterz służby zdrowia nie zawsze stosował się do zaleceń lekarzy: rzadko odpoczywał, mało jadł. Jednak doceniał zaangażowanie i opiekę lekarzy. Kiedy wyjeżdżał na ferie, napisał oświadczenie dla doktor Pobieżyńskiej: "Ja, niżej podpisany, oświadczam Jej Mości Doktorowej Krystynie, że w dniach 3-12 II 83 będę jadł, spał, spacerował po podgórskich ścieżkach, po których Lenin być może chodził za dawnych dni".

     Gdyby nie obie wymienione lekarki, nie doszłoby do rozpoczęcia intensywnej diagnostyki i kompleksowego leczenia ks. Jerzego, a po jego męczeńskiej śmierci nie byłoby możliwe prostowanie nieścisłych informacji i plotek o stanie zdrowia.

     - Kilka dni po uprowadzeniu księdza do szpitala przyszli funkcjonariusze z SB i zabrali wszystkie karty zdrowia tłumacząc, że w razie jego odnalezienia będą chcieli od razu podjąć właściwe leczenie. Wcześniej zdążyłyśmy je jednak przepisać - opowiada doktor Pobieżyńska.

     Ostatnią Mszę Świętą dla środowiska medycznego ks. Jerzy koncelbrował w przeddzień porwania, 18 października, w kościele wizytek przy Krakowskim Przedmieściu. Wtedy też nie czuł się najlepiej, lekarze prosili, by nie wyjeżdżał do Bydgoszczy, ale ks. Popiełuszko był człowiekiem obowiązku i o zmianach planów nawet nie chciał słyszeć.

     Męczeństwo ks. Jerzego wstrząsnęło duszpasterstwem medycznym. Wszyscy są jednak pewni, że ks. Popiełuszko pomaga im w niejednej sytuacji. Liczne uzdrowienia przez jego wstawiennictwo potwierdzają, że błogosławiony otacza szczególną opieką chorych i cierpiących - tak jak kiedyś.


Ewelina Steczkowska


Tekst pochodzi z Tygodnika

17 października 2010


   


Granice w relacjach małżeńskich Granice w relacjach małżeńskich
Henry Cloud, John Townsend
W takim stopniu, w jakim czujesz się wolny, by odmówić czegoś małżonkowi, możesz również zgodzić się na to, czego pragnie. Dlatego dla dobra małżeństwa czasami warto powiedzieć: „Nie mogę wyrazić na to szczerej zgody, dlatego tym razem muszę ci odmówić”... » zobacz więcej


[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej